Archive | 2015/02/03

Portret w autoportrecie. Samuel Finkelstein

Portret w autoportrecie. Samuel Finkelstein

Na wystawie „Ocalałe. Kolekcja malarstwa, rysunku, rzeźby ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego” prezentowanych jest kilka obrazów utalentowanego malarza i rysownika Samuela Finkelsteina (1891 w Sandomierzu – 1942 w Treblince?). Wśród nich szczególne miejsce zajmują (jak i w jego twórczości w ogóle) wizerunek własny oraz portret starej kobiety.

Wide screen shot 2015 02 02 at 10.25.15

Na wystawie „Ocalałe. Kolekcja malarstwa, rysunku, rzeźby ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego” prezentowanych jest kilka obrazów utalentowanego malarza i rysownika Samuela Finkelsteina (1891 w Sandomierzu – 1942 w Treblince?). Wśród nich szczególne miejsce zajmują (jak i w jego twórczości w ogóle) wizerunek własny oraz portret starej kobiety

Medium screen shot 2015 02 02 at 10.25.30

Samuel Finkelstein, tak jak wielu innych malarzy, miał z początku obrany zawód zupełnie niezwiązany z artystycznymi drogami, mający mu zapewnić przede wszystkim dobrą płacę i stabilizację. Jego ojciec był kupcem. Miał nim też zostać Samuel. Jednak po czterech lat nauki w szkole handlowej w rodzinnej Łodzi, po zgromadzeniu dostatecznej ilości wewnętrznej siły, zdecydował o porzuceniu wyznaczonej wcześniej drogi prowadzącej go do solidnego zawodu. Z wielką ochotą wstąpił na dość niepewną ścieżkę malarskiej kariery, zapewne na przekór rodzicielskim upomnieniom. Studia malarskie odbył pod kierunkiem Wojciecha Weissa w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (ale spędził na tej uczelni tylko jeden rok akademicki 1913/1914). Kraków nie sprostał jego aspiracjom. Finkelstein przeniósł się do Wiednia na słynną Akademię Sztuk Pięknych. Spędził tam sześć semestrów – od semestru zimowego 1915/16 roku do semestru letniego 1918. Z akt osobowych przechowywanych w archiwum wiedeńskiej Akademii wiemy, że gdy zaczynał studia w stolicy Austro-Węgier to jego ojciec już nie żył. Żyła tylko matka. Zdaje się, że to smutne wydarzenie umożliwiło Finkelsteinowi podjęcie studiów zgodnych z jego zainteresowaniami i temperamentem.

W Wiedniu uczył się malarstwa i rysunku u tuzów tamtejszej Akademii, profesorów Juliusa Schmida, Rudolfa Bachera, Rudolfa Jettmara, Josefa Jungwirtha i Hansa Tichy’ego. Finkelstein nigdy jednak nie uzyskał dyplomu, mimo że jego nauka trwała tyle czasu, ile wymagano (wliczając w to studia krakowskie). Nie wiadomo, dlaczego nie sfinalizował studiów.

Swoje życie prywatne i zawodowe związał z Łodzią, gdzie mieszkała matka i inni krewni. Tam też najczęściej wystawiał swoje obrazy, jednak nie ograniczał się tylko do salonów i galerii tego miasta. Wziął udział m.in. w Salonie Wiosennym Sztuki Żydowskiej w Warszawie w 1927 r., czy wielokrotnie w Krakowie w tamtejszym Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych.

Czytaj dalej tu: Portret w autoportrecie…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Ani jeden to jeszcze za dużo

Ani jeden to jeszcze za dużo

Ryan Bellerose

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Boli mnie dzisiaj serce.
Dzień przed 70. rocznicą wyzwolenia Auschwitz spędziłem w sądzie z kilkoma przyjaciółmi, obserwując proces 17-latka, który tego lata zaatakował rodzinę żydowską na wiecu poparcia dla Hamasu.

Dzień przed 70. rocznicą wyzwolenia Żydów z obozów, w których byli przeznaczeni na zagładę za zbrodnię bycia Żydami, a my nie nauczyliśmy się z tej historii niczego. Siedzę tutaj z głową w dłoniach i zastanawiam się, jak wylądowaliśmy w tym miejscu, w kraju, który kocham, ale którego w tej chwili niezbyt lubię.

Podczas II wojny światowej, nasz premier, William Lyon Mackenzie King, powiedział słynne zdanie: „Ani jeden to jeszcze za dużo”. Powiedział to, kiedy poproszono go o pozwolenie na imigrację Żydów uciekających z Holocaustu. Kilku wybitnych Kanadyjczyków występowało na rzecz Żydów, ale bezskutecznie, bo ludzie mający władzę nienawidzili Żydów i odmówili pomocy. Nienawiść do Żydów była w Kanadzie subtelna; premier wykupił duży teren w pobliżu swojego domu, żeby żaden Żyd nie mógł zamieszkać w pobliżu. Błagany, by pozwolił na imigrację do Kanady tysiąca sierot żydowskich, odmówił. Dzieci zginęły.

Teraz, w 2015 r., siedziałem w sądzie i patrzyłem jak 17-latek otrzymał nadzór kuratorski i 30 godzin prac społecznych za zaatakowanie żydowskiej dziewczynki i jej rodziny, PODCZAS GDY JUŻ WCZEŚNIEJ BYŁ POD NADZOREM KURATORSKIM ZA NIELEGALNE POSIADANIE BRONI. To nie jest sprawiedliwość; grupa ponad 30 osób przeszła przez jezdnię i zaatakowała 6-osobową rodzinę, a ten młody człowiek był z nimi. To nie była żadna „eskalacja przemocy między grupami” jak sugerowało „uzgodnione stwierdzenie faktów” między prokuratorem a obroną. To był lincz – motłoch zaatakował rodzinę, żydowską rodzinę. Ale dzisiaj w Kanadzie nie zobaczymy sprawiedliwości, zobaczymy tę samą postawę wobec Żydów, jaką miał Mackenzie King, obojętność na ich cierpienia i niekwestionowaną bigoterię.

Siedzę tutaj, rozpamiętując to, bo to wszystko wydaje się nierzeczywiste. Podczas ataku ludzie krzyczeli: „Zabić Żydów”, kiedy ciągnęli po ziemi siostrzeńca mojego dobrego przyjaciela za flagę izraelską, którą miał zawiązaną na szyi. Jego córka, moja cudowna mała przyjaciółka, która jest dla mnie jak młodsza siostra, była bita po twarzy, rzucona na ziemię, wielokrotnie kopnięta i jedna kanalia próbowała skoczyć jej na głowę, kiedy leżała na ziemi. Synowi mojego przyjaciela zadawano ciosy, kopano i GRYZIONO, a jego żona, która jest świeżo po operacji, dostała cios pięścią w brzuch, a przez cały ten czas, trzymano mojego przyjaciela i nie był w stanie im pomóc. Niesłychana musiała być nienawiść, by ludzie działali w tak nieludzki sposób wobec innych ludzi.

Niemniej z jakiegoś powodu nie nazwano tego przestępstwem nienawiści, rzekomo dlatego, że nie było planowane. Powiedzmy jednak szczerze: ten rodzaj nienawiści nie pojawia się po prostu spontanicznie. Nie krzyczeli: „Zabić białą rodzinę kanadyjską”, krzyczeli „Zabić Żydów”. 70 lat po Holocauście, w Calgary – mieście pełnym ludzi, którzy walczyli z nikczemnym i ludobójczym reżimem nazistowskim – w kraju pełnym tych, którzy walczyli i polegli, najpierw ten atak, a w tydzień później te same wyrostki arabskie krzyczące „Wszyscy hail Hitler” (bo byli zbyt głupi, żeby znać różnicę między hail i heil). Widzieliśmy tych samych wyrostków arabskich, idących za kilkoma Żydami i nie-Żydami po tym, jak zorganizowaliśmy kontr-protest, żeby odebrać z powrotem nasze miasto, a wyrostek, którego dzisiaj uznano za winnego, szedł za nami do naszych samochodów i przebiegł ulicę, próbując zaatakować kilku z nas. Powiedziałem policjantowi, który go zatrzymał: „Puść go, zajmę się tym z pożytkiem dla wszystkich”. Policjant wyglądał, jakby kusiła go ta propozycja.

Czytaj dalej tu: Ani jeden to jeszcze za dużo


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Havel z płaskostopiem. O „Zemście bezsilnych” Aleksandra Kaczorowskiego

Havel z płaskostopiem. O „Zemście bezsilnych” Aleksandra Kaczorowskiego

Kacper Szulecki


Havel_okladka

Nareszcie dostajemy do rąk polską biografię Václava Havla. Aleksander Kaczorowski doskonale unika pisania „na klęczkach” i przedstawia czeskiego dysydenta jako człowieka z krwi i kości. Jego Havel jest ludzki i interesujący, choć od połowy książki narrator zdaje się powoli tracić sympatię do swojego bohatera i… do niektórych wątków jego biografii.

Kiedy dowiedziałem się o wydaniu biografii Havla pióra Aleksandra Kaczorowskiego, moją pierwszą myślą było – czy coś nowego można o Havlu napisać? Nie wiem, czy wielką przesadą będzie stwierdzenie, że żaden XX-wieczny polityk ani intelektualista z krajów Grupy Wyszehradzkiej nie doczekał się tylu biografii, wywiadów, opracowań, doktoratów, artykułów i analiz. Do kanonu należą z pewnością: autoryzowana biografia pióra Evy Kriseovej; polityczna biografia „Václav Havel: A Political Tragedy in Six Acts” teoretyka społeczeństwa obywatelskiego Johna Keane’a; skupiona niemal wyłącznie na twórczości teatralnej „Acts of Courage: Václav Havel’s Life in the Theater” Carol Rocamory; a także namiastka autobiografii w postaci dwóch tomów wywiadu-rzeki z Karelem Hvížďalą: „Zaoczne przesłuchanie” i „Tylko krótko, proszę”. Do tego dochodzi jeszcze cały zbiór czeskich książek o Havlu, na przykład: „Člověk Havel” Petra Čermáka; „Václav Havel – Život jako absurdní drama” Marie Formáčkovej; albo „Politika jako absurdní drama” Jiříego Suka. Dwudziesta piąta rocznica Aksamitnej Rewolucji i wyboru Havla na prezydenta Czechosłowacji miały z kolei przynieść dwie międzynarodowe premiery: obszerną analizę twórczości „Reading Václav Havel” bohemisty Davida Danahera oraz długo oczekiwaną, prawdziwie biograficzną „Havel: A Life” doradcy i rzecznika prezydenta – Michaela Žantovskiego.

Między Scyllą a Charybdą

W tym gąszczu polska próba biografii – „Havel. Zemsta bezsilnych” – musiała faktycznie znaleźć jakąś niszę i pomysł na siebie – poza premią pierwszeństwa na polskim rynku. Tym bardziej, że Kaczorowski pracował z innymi punktami odniesienia niż autorzy wymienionych powyżej prac o Havlu. Jego Scyllą i Charybdą byli raczej Mariusz Szczygieł i Artur Domosławski – jako „ten od Czech” i „ten od mocnych biografii”. (Notki autorstwa obu znajdują się zresztą z tyłu okładki). Jak pisać o czeskiej historii, kiedy nie można wybierać ot tak, co smaczniejszych cukierków-anegdotek, tylko trzeba opisać trzy ćwierci stulecia życia człowieka, od deski do deski? A przy tym – jak napisać o życiu intelektualisty czczonego za granicą, by ani nie być czołobitnym, ani – wraz z idealnym wizerunkiem – nie zburzyć należnego mu szacunku?

Z tego zadania Kaczorowski wywiązał się świetnie, a było to tym trudniejsze, że korzystał niemal wyłącznie z już istniejących publikacji. W książce praktycznie nie ma nowych materiałów – rozmowy o Czechach, o Havlu lub z Havlem, które autor wplata w tekst książki, są fragmentami wywiadów wydanych wcześniej – czy to w „Gazecie Wyborczej”, czy w „Europie z płaskostopiem” [1]. Zamysłem autora było zatem takie ułożenie znanych już i dostępnych elementów, które pozwoliłoby uzyskać nową jakość.

I tej jakości nie można „Zemście bezsilnych” odmówić. Pierwsza polska biografia Havla imponuje pod wieloma względami. To nie tylko kompletna historia życia, lecz także napisana z prawdziwym rozmachem opowieść o narodzie i o zmaganiach z komunizmem. Polskiemu czytelnikowi na pewno przybliżą je liczne porównania czy nawiązania zarówno do naszej historii, jak i do pewnych stereotypów na temat Czechów, niekoniecznie tych najbardziej ogranych. Gdzie tylko się da, autor wplata wątki polskie, nieco uwagi poświęcając przy tym kontaktom polskich i czechosłowackich dysydentów.

Czytaj dalej tu: Havel z płaskostopiem…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com