Archive | 2015/02/25

Powodzenie „Pokłosia” i „Idy” w Nowym Jorku [Fragment „Pamiętnika II”]

Powodzenie „Pokłosia” i „Idy” w Nowym Jorku [Fragment „Pamiętnika II”]

Henryk Grynberg


1 poklosie

Materiały prasowe Monolith Poklosie

We fragmencie przygotowywanego do druku „Pamiętnika II” Henryk Grynberg wraca do debaty o filmowych reprezentacjach Holocaustu. Jak najgłośniejsze w ostatnich latach polskie filmy poświęcone tej tematyce odebrano w Stanach Zjednoczonych?

W rejonie Waszyngtonu, gdzie mieszkam, polskie filmy holokaustowe pokazują się z opóźnieniem i prędko znikają z ekranu. „Pokłosia” w tutejszych kinach w ogóle nie było, widziałem je na wideo, które znajomi przywieźli z Polski. „Idę” udało mi się niedawno przyłapać w kinie dobrych filmów. Do obejrzenia obu produkcji ponaglali mnie znajomi z Nowego Jorku, największego w świecie skupiska żydowskich widzów, gdzie oba zrobiły mocne wrażenie, a poza tym zaintrygowała mnie bardzo pozytywna recenzja w wychodzącym tam prestiżowym żydowskim tygodniku „Forward”, który prenumeruję.

Produkt eksportowy?

Pokłosie” jest wyraźnie wzorowane na dokumencie Pawła Łozińskiego „Miejsce urodzenia”: przylot z Ameryki na miejsce zbrodni, prywatne śledztwo, opór świadków, odkopanie kości, odjazd. Fabuła opiera się na autentycznej zbrodni w Jedwabnem i nawet dzieje się w Łomżyńskiem, ale w nieprawdopodobnej wsi, gdzie rzekomo dwadzieścia sześć żydowskich rodzin posiadało i uprawiało ziemię. Takie żydowskie kolonie zdarzały się na rzadko zaludnionej Białorusi i na Krymie, ale nie w centralnej Polsce. I jakby jedwabnieński temat był za mało wstrząsający, dramat spotęgowano dosłownym a nieprawdopodobnym ukrzyżowaniem głównego bohatera, lekceważąc do reszty tło historyczne i społeczne. Można coś takiego robić w abstrakcyjnych opowieściach-przypowieściach jak „Malowany ptak” Kosińskiego, ale nie gdy się pretenduje do przedstawiania kontrowersyjnych stosunków polsko-żydowskich. O ukrzyżowaniu opowiada narratorka jednego z opowiadań w moim zbiorze „Drohobycz, Drohobycz” – i kto wie, czy nie stamtąd pożyczono pomysł – ale to się działo na Wołyniu w latach 1943-44 podczas okrutnej polsko-ukraińskiej wojny domowej, a nie na dzisiejszej polskiej wsi. Holokaust naprawdę nie potrzebuje tego rodzaju mocnych wrażeń. Nieprawdziwa jest również scena, gdzie bohater, rzekomo umiejący odczytywać hebrajskie macewy, wskazuje imię „Izaak”, które po hebrajsku brzmi i pisze się Icchak, a nie Izaak.

Jeśli „Pokłosie” zamierzało szokować, to cel ten osiągnęło, ale jeśli poruszać sumienia, to przeciwnie, bo wywołuje odruchy obronne. Znajomy z Polski pisał mi, że większość publiczności ocenia film jako „nieudany, kiczowaty, przesadzony, z założenia nastawiony na skandal, prowokację i kasowość”. Zdaje się, że jest to produkt przeznaczony przede wszystkim na eksport i słyszę, że zrobił zamierzone mocne wrażenie w Nowym Jorku. Ktoś z żydowskiej opinii nawet zwrócił się do mnie, żebym pomógł lansować go w Ameryce i był rozczarowany, że odmówiłem. Amerykańscy Żydzi dali się już nabrać na „symetryczną” tragedię „Naszej klasy” Słobodzianka (gdzie Polacy i Żydzi w Jedwabnem wzajemnie się krzywdzą), a teraz biorą jak ryba przegięcie w przeciwną stronę.

Znajoma z Nowego Jorku pisze z kolei, że „Ida” też jest „mocno oparta na «Miejscu urodzenia», a najmocniejsza scena, rozkopywanie grobu (jak zresztą i w «Pokłosiu»), jeśli nie jest plagiatem, to jest wyraźnie inspirowana…”. Plagiatem nie jest, ale: we wszystkich trzech filmach mamy morderstwo, dochodzenie i ekshumację, w dwóch siekierę, w trzecim stodołę jak w dokumencie o Jedwabnem, we wszystkich z wyjątkiem „Miejsca urodzenia” miejsce zbrodni znajduje się w rejonie Łomży i we wszystkich jest zbrodnia, ale nie kara.

2 Ida

Materiały prasowe Solopan “Ida”

Błędny moralitet

„Ida” – za przykładem „Miejsca urodzenia” – obywa się bez koloru i tła muzycznego, i cechuje ją taki sam lakoniczny minimalizm, ani jednego zbędnego kadru („Miejsce urodzenia”, praca dyplomowa z 1992 roku, miało minimalny przydział taśmy filmowej). Pod względem warsztatowym film jest bez zarzutu. Świetna reżyseria, cudownie naturalna nieaktorka w roli tytułowej nie gra, lecz po prostu jest. Dramat jest subtelnie skonstruowany i rozwijany, ale jak „Nasza klasa” oparty został na błędach.

Czytaj dalej tu: Powodzenie „Pokłosia” i „Idy”…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Film zbyt straszny, by pokazać go publiczności

Film zbyt straszny, by pokazać go publiczności

Stuart Jeffries


Kadr z filmu "Night Will Fall"

Kadr z filmu “Night Will Fall”

“Wiosną 1945 roku – opowiada narrator, a w tle widać idylliczny kadr z niemieckiej wsi – wojska alianckie posuwające się w głąb Niemiec dotarły do Bergen-Belsen. Brytyjscy żołnierze mijali schludne, uporządkowane sady i zadbane farmy, które cieszyły oko i wzbudzały szacunek dla tutejszych mieszkańców. Przynajmniej do chwili, gdy goście poczuli ten zapach…”.

Bern­ste­in ze­brał wy­jąt­ko­wy ze­spół, w skład któ­re­go wszedł przy­szły mi­ni­ster w la­bu­rzy­stow­skim rzą­dzie Ri­chard Cros­sman, autor li­rycz­ne­go sce­na­riu­sza, i Al­fred Hitch­cock, który z po­wo­du tego filmu przy­le­ciał spe­cjal­nie z Hol­ly­wo­od. Razem za­bra­li się do pracy nad do­ku­men­tem za­ty­tu­ło­wa­nym “Ger­man Con­cen­tra­tion Camps Fac­tu­al Su­rvey” (Nie­miec­kie obozy kon­cen­tra­cyj­ne – fak­to­gra­fia). Na­pły­wa­ły do nich wciąż nowe rolki fil­mów wy­sy­ła­nych przez bry­tyj­skich, ame­ry­kań­skich i ra­dziec­kich ka­me­rzy­stów, ob­ra­zy na­krę­co­ne w 11 obo­zach śmier­ci, m.​in. w Au­schwitz, Bu­chen­wal­dzie, Da­chau i Ber­gen-Bel­sen. Oprócz zwłok zdję­cia uka­zy­wa­ły wy­nisz­czo­ne ciała oca­la­łych i ludz­kie szcząt­ki w pie­cach.

W na­gra­niu z Maj­dan­ka po­ka­za­no ol­brzy­mie torby z wło­sa­mi po­cho­dzą­cy­mi od za­mor­do­wa­nych. Sta­ran­nie je sor­to­wa­no i wa­żo­no, żeby “nic się nie zmar­no­wa­ło”, in­for­mu­je nar­ra­tor i przy­po­mi­na, że wy­ko­rzy­sty­wa­no rów­nież zęby ofiar. Bern­ste­ina za­in­te­re­so­wał jesz­cze stos oku­la­rów. “Za­kła­da­jąc, że co dzie­sią­ty czło­wiek nosi oku­la­ry, to jak licz­ną grupę ludzi po­win­ni­śmy sobie teraz wy­obra­zić?” – pada py­ta­nie w fil­mie.

Niezwykłe przedsięwzięcie

W 70 lat po tych zda­rze­niach re­ży­ser i an­tro­po­log André Sin­ger przy­go­to­wał do­ku­ment “Night Will Fall” (Za­pad­nie noc), opo­wia­da­ją­cy o nie­zwy­kłym przed­się­wzię­ciu, jakim było sfil­mo­wa­nie obo­zów oraz pró­bu­ją­cy wy­ja­śnić losy pro­jek­tu Bern­ste­ina. Sin­ger do­tarł do nie­któ­rych oca­la­łych więź­niów, któ­rzy zna­leź­li się na kli­szach w 1945 roku, i prze­pro­wa­dził z nimi wy­wia­dy. W tej gru­pie zna­la­zła się Anita La­sker-Wal­l­fisch, dziś w wieku 89 lat, pa­mię­ta­ją­ca dzień, w któ­rym Bry­tyj­czy­cy wkro­czy­li do Bel­sen-Ber­gen. – Nie mo­gli­śmy w to uwie­rzyć. Nie­spo­dzie­wa­nie usły­sze­li­śmy język an­giel­ski. “Pro­szę za­cho­wać spo­kój. Nie opusz­czaj­cie obozu. Pomoc jest już w dro­dze”. Coś ta­kie­go nam mó­wio­no – wspo­mi­na.

La­sker-Wal­l­fisch i jej sio­stra Re­na­te do Bel­sen-Ber­gen tra­fi­ły z Au­schwitz, po­dró­żu­jąc wraz z wy­co­fu­ją­cy­mi się przed Armią Czer­wo­ną Niem­ca­mi. Obie dziew­czy­ny wy­stę­po­wa­ły w obo­zo­wej or­kie­strze, przy­gry­wa­jąc rano na wio­lon­cze­li wy­cho­dzą­cym do pracy więź­niom i wie­czo­rem, gdy wra­ca­li. Przy­go­to­wy­wa­ły też kon­cer­ty dla SS. – Trud­no to wszyst­ko opi­sać – La­sker-Wal­l­fisch wspo­mi­na dzień swo­je­go wy­zwo­le­nia. – Całe lata szy­ko­wa­ły­śmy się na śmierć, a nagle oni przy­szli po nas. Mia­łam wtedy 19 lat. Każdy bry­tyj­ski żoł­nierz był dla mnie bo­giem. Nie tego się spo­dzie­wa­łam – nie tego, że prze­ży­ję – opo­wia­da. Po woj­nie sio­stry za­miesz­ka­ły w Wiel­kiej Bry­ta­nii. Anita zna­la­zła pracę w En­glish Cham­ber Or­che­stra i zo­sta­ła uzna­ną so­list­ką.


 

Los sióstr był jed­nak wy­jąt­ko­wy. – Po­wi­nie­nem był o tym wie­dzieć, lecz nie wie­dzia­łem – twier­dzi Sin­ger. – Wielu z tych, któ­rych wtedy ura­to­wa­no, po­zo­sta­wa­ło w obo­zach nawet pięć lat po ich wy­zwo­le­niu. Czę­sto nie mieli dokąd pójść, z całą pew­no­ścią nie mogli po­je­chać do Wiel­kiej Bry­ta­nii czy USA. Nie chcie­li­śmy ich.

Myślał, że anioły przyjmują go do nieba

Sin­ger miał oka­zję roz­ma­wiać z jesz­cze jed­nym wy­bit­nym byłym więź­niem obozu, Chor­wa­tem Bran­ko Lu­sti­giem. W Bel­sen był dziec­kiem, w do­dat­ku tak scho­ro­wa­nym, że kiedy usły­szał dudy szkoc­kich żoł­nie­rzy, są­dził, że to gra­ją­ce na trąb­kach anio­ły przyj­mu­ją go do nieba. Wiele lat póź­niej Ste­ven Spiel­berg po­pro­sił Lu­sti­ga, by zo­stał pro­du­cen­tem “Listy Schin­dle­ra”.

Chor­wac­ki fil­mo­wiec dzie­li się z nami wła­sną teo­rią do­ty­czą­cą re­zy­gna­cji Bry­tyj­czy­ków z do­ku­men­tu Bern­ste­ina. – W tam­tym cza­sie Wy­spia­rze mieli prze­cież aż nadto pro­ble­mów z Ży­da­mi – za­uwa­ża. Lon­dyn mu­siał po­ra­dzić sobie z ru­chem sy­jo­ni­stów za­bie­ga­ją­cych o utwo­rze­nie ży­dow­skie­go pań­stwa w bry­tyj­skim man­da­cie, Pa­le­sty­nie, a uka­za­nie Za­gła­dy w całej jej po­twor­no­ści mogło tylko pod­sy­cić te rosz­cze­nia.

Sin­ger przy­zna­je, że miał już nie­przy­jem­no­ści z po­wo­du po­wo­ły­wa­nia się na teo­rię Lu­sti­ga. – Powód, dla któ­re­go film tra­fił do kosza, nie zo­stał do­brze udo­ku­men­to­wa­ny, ale nie­wy­klu­czo­ne, że Bran­ko tra­fił w sedno – za­uwa­ża. I przy­po­mi­na, że w 1945 roku urząd mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych objął Er­nest Bevin, nie­chęt­ny idei Izra­ela. Ale w tej spra­wie brak twar­dych do­wo­dów. – Je­dy­nym za­cho­wa­nym do­ku­men­tem jest no­tat­ka Fo­re­ign Of­fi­ce, gdzie na­pi­sa­no, że re­ali­za­cja “tak okrut­ne­go filmu” jest nie naj­lep­szym po­my­słem – po­da­je re­ży­ser. To stwier­dze­nie mogło też wią­zać się z ży­wio­nym przez Bry­tyj­czy­ków prze­ko­na­niem, że z po­wo­du ro­sną­cej po­tę­gi ZSRR Niem­ców trze­ba ho­łu­bić jako po­ten­cjal­nych so­jusz­ni­ków. Czy fak­tycz­nie po­ka­za­nie filmu Bern­ste­ina wi­dow­ni mo­gło­by do­pro­wa­dzić do izo­la­cji Nie­miec i prze­wa­gi Rosji ra­dziec­kiej w ra­mach zim­nej wojny? Sin­ger ma co do tego wąt­pli­wo­ści.

Powstała próżnia po wycofanym filmie

Tego dy­le­ma­tu nie roz­strzy­gnie­my. Do­ku­ment o obo­zach zo­stał odło­żo­ny na 70 lat na półkę, a Ber­ste­in zmarł w 1993 roku z uczu­ciem żalu, że swego pro­jek­tu nie do­pro­wa­dził do końca.

Nie­mniej jed­nak uję­cia z ob­ra­zu Ber­ste­ina oka­za­ły się cen­nym ma­te­ria­łem dla oskar­że­nia w pro­ce­sach w No­rym­ber­dze i Lüne­bur­gu w 1945 roku. Anita La­sker-Wal­l­fisch opo­wia­da, jak w Lüne­bur­gu przy­szło jej ze­zna­wać prze­ciw­ko m.​in. Jo­se­fo­wi Kra­me­ro­wi, ko­men­dan­to­wi z Ber­gen-Bel­sen, zwa­ne­mu “be­stią z Bel­sen”. Jej słowa zna­la­zły wspar­cie w ma­te­ria­le fil­mo­wym i wy­trą­ci­ły oskar­żo­ne­mu z rąk pod­sta­wo­wy ar­gu­ment: – Kra­mer utrzy­my­wał, że nie miał żyw­no­ści, którą mógł­by prze­ka­zać więź­niom i to dla­te­go lu­dzie ci byli w tak bar­dzo złym sta­nie. Na­gra­nia po­ka­za­ły, że to nie­praw­da – opo­wia­da Sin­ger. Kra­mer oraz inni ofi­ce­ro­wie z Ber­gen-Bel­sen jesz­cze w tam­tym roku zo­sta­li po­wie­sze­ni. (…)

Czytaj dalej tu: Film zbyt straszny…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com