Archive | April 2015

Problem uchodźców arabskich opisany w 1967 r.[ LIFE ]

Problem uchodźców arabskich opisany w 1967 r.

LIFE, czerwiec 1967    tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


1,3 miliona powodów do napięć

1,3 miliona powodów do napięć

Za dwa lata minie pół wieku od wojny sześciodniowej. Zachodni dziennikarze nie znali jeszcze wówczas słowa Palestyńczyk, doskonale wiedzieli natomiast o istnieniu problemu uchodźców jak również to, że uchodźcy z terenu Izraela traktowani są inaczej niż wszyscy pozostali uchodźcy na świecie. Przypominamy krótki artykuł z tygodnika „Life” z 23 czerwca 1967 roku.

Doskonałość XX wieku – i jego straszliwe wady –znajdują najbardziej widoczne pomniki w wypełnionych nienawiścią obozach uchodźców arabskich. Uchodźców utrzymuje Organizacja Narodów Zjednoczonych, pieniądze z dobrowolnych datków około 75 rządów, nie wspominając o Inner Wheel Club of Hobart z Australii, Boy Scout Union z Finlandii, Women’s Club of Nes z Islandii, Girls High School of Burton-on-Trent z Anglii i (z jakiegoś powodu) liczne firmy samochodowe włącznie z Chrysler, Ford, G.M. i Volkswagen.

Filantropia, rządowa i prywatna, która wspiera tych arabskich uciekinierów, jest autentyczna – i godna podziwu. Głupota i egoizm polityczny, które utrwalają ich problem, są oburzające.

Na przestrzeni dziejów były tysiące epizodów, w których całe narody uciekały ze swoich domów. Większość asymilowała się w krajach, do których uciekli. W sposób brutalny lub łagodny likwidowano poprzednie grupy uchodźców. Dopiero w naszych czasach jest wystarczająco dużo pieniędzy, filantropii, sprawności administracyjnych, wiedzy o higienie i osobliwego rodzaju nacjonalizmu, które razem wzięte mogły wziąć falę uchodźców i zamrozić ją w permanentnej i jątrzącej instytucji.

Po zwycięstwach Izraela obozy dla uchodźców przyjęły tysiące nowych mieszkańców i może ich być jeszcze więcej, jeśli, co wydaje się prawdopodobne, Izrael będzie nalegał na poszerzenie swoich granic. W ten sposób problem uchodźców, jeden z głównych powodów niestabilności Bliskiego Wschodu, właśnie powiększył się.

Pierwsi syjoniści, chcieli budować państwu dwunarodowe i nigdy nie myśleli, że mają lub powinni wyprzeć Arabów z Palestyny. Kiedy terroryzm i walki nasiliły się w latach 1947-1948, przywódcy arabscy wezwali Arabów palestyńskich do ucieczki, obiecując im, że kraj wkrótce zostanie wyzwolony. Z tego właśnie powodu Izraelczycy nie przyjmują obecnie odpowiedzialności za exodus arabski. Często cytuje się wypowiedź arabskiego pisarza, że przywódcy arabscy „powiedzieli nam: Wyjdźcie, żebyśmy mogli wejść. My wyszliśmy, ale oni nie weszli”.

Po izraelskim zwycięstwie przywódcy arabscy poza Palestyną zmienili politykę i żądali, by Izrael wpuścił z powrotem wszystkich uchodźców. Izrael też zmienił politykę i odmówił repatriacji dużych liczb Arabów z motywacją, że mogą oni zagrozić państwu. W tym punkcie przywódcy arabscy im nie zaprzeczają. Na przykład Nasser powiedział: „Jeśli Arabowie wrócą do Izraela, Izrael przestanie istnieć”.

Obecnie, 1,3 miliona Arabów, nie licząc niedawnego dopływu, jest zarejestrowana jako uchodźcy.

Z tygodnika „LIFE”, 23 czerwca 1967 r.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Boko Haram: plaga Nigerii

Boko Haram: plaga Nigerii

autor: Heather Hastie    Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Minął nieco ponad rok od porwania 219 dziewczynek ze szkoły w Chibok w stanie Borno w Nigerii przez Boko Haram. Ta potworność wywołała kampanię #BringBackOurGirls. Dziewczynek nadal nie ma w ich domach, chociaż były jakieś doniesienia, że kilka z nich widziano w Gwoza zaledwie trzy tygodnie temu.

Uprowadzenia z Chibok nie były pierwszymi przeprowadzonymi przez Boko Haram i nie były także ostatnimi. Amnesty International informuje, że od stycznia 2014 r. Boko Haram uprowadziła co najmniej dwa tysiące kobiet i dziewcząt. Setki innych uczniów i studentów zamordowano, szczególnie chłopców i dorosłych chrześcijan, jak również tysiące innych cywilów – według oceny Amnesty International, co najmniej 5,5 tysiąca od stycznia 2014 r.

Grupa Boko Haram (co znaczy “zachodnia edukacja jest zabroniona” w języku hausa) znana jest także jako Dżama’atu Ahlissunnah Lidda’awati wal Dżihad (Lud oddany propagowaniu nauczania Proroka i dżihadu) niszczy życie ludności Nigerii, szczególnie na północnym wschodzie, od czasu, kiedy organizacja ta została założona w 2002 r. przez Muhammada Jusufa. Wcześnie otrzymali przydomek „talibów nigeryjskich” i założyli enklawę w północnej Nigerii w 2003 r., którą nazwali „Afganistan” – zlikwidowaną później przez siły bezpieczeństwa po skargach miejscowej ludności.

Reszta świata dowiedziała się o Boko Haram po nieudanej próbie osiągnięcia ich celu zamiany Nigerii w kalifat islamski 26 lipca 2009 r. Rozpoczęli powstanie w czterech miastach w czterech różnych stanach: Bauchi (Bauchi), Maiduguri (Borno), Potiskum (Yobe) i Wudil (Kano). Były także ataki na kwatery główne policji i ONZ w stolicy kraju Abudża. Kiedy przemoc skończyła się, nie żyło 10 tysięcy ludzi, a przywódca Boko Haram, Jusuf, był w niewoli. Późnie został zabity na posterunku policyjnym.

Według Wikipedii, lokalni przywódcy muzułmańscy wielokrotnie ostrzegali władze przed tą grupą, a władze wojskowe informowały o niej swoich przełożonych, ale te ostrzeżenia były ignorowane. Trwa spór o to, czy pochodzenie tej przemocy jest polityczne, czy religijne, ale są zeznania naocznych świadków o zabiciu wielu ludzi, ponieważ odmówili przejścia na islam. Timothy Ola z „Nairaland Forum” w Maiduguri rozmawiał z anonimowym świadkiem zamordowania trzech pastorów chrześcijańskich. Ola podał zeznania świadka:

“Pastorom i jednemu mężczyźnie [z plemienia] Ibo powiedzieli, żeby zmienili wiarę na islam, jak to robili z innymi ludźmi wziętymi na zakładników. Myślę, że jeden z pastorów sprzeciwił się, co dało pozostałym trochę pewności siebie i także opierali się przed przyjęciem islamu. Ludziom Jusufija, którzy byli uzbrojeni w to wtorkowe popołudnie, nie było wygodnie z pastorami i zabrali jednego z nich do przywódcy sekty do jego pokoju wewnątrz. Wyszli później na podwórze i obcięli im głowy, jednemu po drugim, a potem krzyczeli Allah akbar [sic] w dzikim świętowaniu, któremu towarzyszyło strzelanie na wiwat”.

Czytaj dalej tu: Boko Haram: plaga Nigerii


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Hołd muzułmanina dla syjonistycznego tworu

Hołd muzułmanina dla syjonistycznego tworu

Zakaria Fellah

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Do niedawna jeden naród i jego obywatele nie byli nawet nazywani, ponieważ dla większości Arabów po prostu nie istnieli. Było to jedno z wielu anachronicznych tabu panujących w mojej części świata… Milionom Arabów nie wolno było publicznie przyznać istnienia tej dalekiej, tajemniczej i zbyt wiele razy obiecywanej ziemi. Arabowie nazywali ten kraj “Tworem syjonistycznym!” Odwiecznym wrogiem, ziemią, gdzie panowało Zło i która ciemiężyła naszych „palestyńskich braci”.

Czy algierskie dzieci w szkołach były tak krnąbrne, że zasługiwały na te straszliwe opowieści? Nasi nauczyciele w szkole podstawowej, w większości członkowie lub sympatycy egipskiego, syryjskiego lub palestyńskiego Bractwa Muzułmańskiego, wierzyli w to i narzucali nam nienawiść do „syjonistów”, ponieważ „syjoniści” nie byli istotami ludzkimi, ale dzikimi bestiami, których los w ostatecznym rachunku przypieczętuje Allah…

Dorosłem, studiowałem na najlepszych uniwersytetach za granicą, nauczyłem się różnych języków, dużo podróżowałem i stałem się dorosłym człowiekiem… z otwartym umysłem.

Jednak “twór syjonistyczny” pozostawał dla mnie tajemnicą… Od czasu do czasu zdarzały się okazje, kiedy rozpoznawałem język “syjonistów”. Gapiłem się na nich z ciekawością i zdumieniem… Czy nie byli to ci źli ludzie, którzy ukradli ziemię naszych braci?

Muszę się przyznać do rozczarowania, kiedy spotkałem mojego pierwszego “syjonistę”. Nie różnił się ode mnie. Wyglądał całkiem po ludzku: głowa, dwie ręce, dwie nogi… Niczego podejrzanego. I nie miał nawet noża w zębach. Dziwne… Bractwo Muzułmańskie w szkole podstawowej uczyło mnie czegoś innego…

Wkrótce dowiedziałem się, że wielu tych “syjonistów” mówiło tym samym dialektem arabskim co ja. Wielu znało mój kraj lepiej ode mnie i opowiadało historie o swoich przodkach, którzy żyli tam, zanim w ogóle ujrzałem światło dzienne… Urodziłem się w Konstantynie, miejscu, w którym przez setki lat była największa w Algierii społeczność żydowska…

To nie był koniec moich niespodzianek. Ci „syjoniści” zaczęli wyglądać w moich oczach dokładnie tak jak ja. Musiała to być jakaś sztuczka.

Pomyślałem, że jedynym sposobem zdemaskowania ich jest odwiedzenie “tworu syjonistycznego” i zbadanie ich kryjówki…

W 2006 r. wsiadłem w Nowym Jorku do samolotu El Al. Kierunek: Tel Awiw.

Samolot pełen był “syjonistów”. Byłem nerwowy, nie mogłem się odprężyć. Co stałoby się ze mną, gdyby to oni, znaczy „syjoniści”, zdemaskowali mnie? W końcu, byłem prawdopodobnie jedynym muzułmaninem, Arabem, właścicielem „prawdy ostatecznego objawienia”, podróżującym incognito do zakazanego świata.

Zakaria Fellah

Ulżyło mi, kiedy samolot wylądował na lotnisku w Tel Awiwie, nazwanym imieniem ich pierwszego przywódcy, Davida Ben-Guriona… Wiedziałem, że w latach 1940. Arabowie przeżyli ciężkie czasy z jego powodu.

W drodze do Jerozolimy połykałem oczyma wszystko, co się przede mną przesuwało: krajobraz, taki podobny do mojej rodzinnej Algierii, ludzki gwar …

Autostrada była znakomita. Jazda nie trwała dłużej niż godzinę. I teraz byłem tutaj, w Jerozolimie, ze wszystkich miejsc na świecie… Miasto trzech religii monoteistycznych. Żadne słowa nie oddadzą emocji, jakie odczuwałem oddychając powietrzem Jerozolimy.

Jak dotąd, wszystko dobrze…

Spędziłem cały tydzień w kraju “syjonistów”… Odwiedziłem wszystko możliwe w Jerozolimie: Ścianę Zachodnią, Wzgórze Świątynne, Bazylikę Grobu Świętego. Całe miasto było otwartą książką sprzed 5 tysięcy lat…

Pojechałem do Cezarei Heroda Wielkiego i jadłem na pikniku patrząc na niebieskie Morze Śródziemne i ruiny rzymskie; odwiedziłem galerie sztuki w Tel Awiwie i polubiłem beztroską lokalną scenerię artystyczną; jadłem świeże ryby św. Piotra w Tyberiadzie nad Jeziorem Galilejskim; upiłem się czerwonym winem z Golanu; cały się zabłociłem w Morzu Martwym; podziwiałem pustynię Judejską z Masady; jadłem obiad w kibucu… Odwiedziłem także Nazaret, miasto Chrystusa i uważnie wysłuchałem komunistycznego burmistrza, Araba, który potępiał „okupację”. Zapytałem go, czy chętnie przeniesie się do przyszłego państwa palestyńskiego… Nie odpowiedział mi. Ale mogę odgadnąć odpowiedź.

Możecie jednak zapytać: a co z moim pierwotnym celem podróży? Zdemaskowanie „syjonistów”, pamiętacie?

A tak, oni!!!

Czytaj dalej tu: Hołd muzułmanina…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Dlaczego Facebook czyni nas nieszczęśliwymi

Dlaczego Facebook czyni nas nieszczęśliwymi

Polityka, redakcja


.

Dlaczego Facebook czyni nas nieszczęśliwymi? To nie serwis jako taki pogarsza nasze samopoczucie. Tylko uleganie pewnej konkretnej pokusie, na którą nas wystawia.

Mimo że pod innymi względami aktywni użytkownicy Facebooka nie różnią się od osób, które trzymają się z dala serwisu, jedna rzecz ich wyróżnia: czują się bardziej wyobcowani. Do takiego wniosku już dwa lata temu doszło Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne po przeanalizowaniu 75 badań naukowych dotyczących wpływu Facebooka na nasze samopoczucie.

Niektóre eksperymenty wykazywały, że częstotliwość korzystania z portalu idzie w parze z poczuciem zazdrości o naszą drugą połówkę. Inne pocieszały, że Facebook czyni nas za to bardziej otwartymi i ufnymi w stosunku do obcych. Oczywiście wpływ na każdego z ponad miliarda użytkowników ostatecznie zależy od tego, jak dokładnie z serwisu korzysta. Gdy jedni sporadycznie sprawdzają, co słychać u znajomych, inni namiętnie publikują, komentują i lajkują.

Najważniejsze jest to, jak często porównujemy się z innymi. Bo to właśnie decyduje o wpływie Facebooka na nasze samopoczucie. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy z Uniwersytetu Houston, którzy opublikowali właśnie wnioski z dwóch badań przeprowadzonych na grupie amerykańskich studentów.

Jak piszą na łamach „Journal of Social and Clinical Psychology”, im więcej dany badany spędzał czasu na Facebooku, tym częściej wykazywał symptomy depresyjne – ale pod warunkiem, że miał właśnie tendencję do porównywania się z innymi. Co ciekawe, negatywnie na ich samopoczucie wpływało nawet zaglądanie na profile osób, przy których badani wypadali całkiem korzystnie.

„Wszelkie porównania społeczne skorelowane są z symptomami depresyjnymi” – twierdzą naukowcy. To samo dotyczy zresztą porównań w „realu”. A czy nie jest odwrotnie? Może to osoby zdołowane częściej zaglądają na Facebooka i godzinami patrzą, że innym żyje się lepiej? Pytanie to postawili sobie także amerykańscy naukowcy, jednak nie udało im się znaleźć statystycznego potwierdzenia dla tej tezy.

Jak się przed tym bronić? O to koordynatorkę wspomnianych badań, dr Mai-Ly N. Steers, spytał amerykański „New York Mag”. Według niej niestety odruch porównywania się do innych jest automatyczny. Dlatego nie tak łatwo się przed nim bronić. Być może konieczne będą radykalne decyzje.

– Celem Facebooka jest interakcja z innymi, która powinna budzić raczej pozytywne emocje – stwierdziła dr Steers. – Ale jeśli po wizycie w serwisie czujesz się gorzej niż przed nią, może czas odejść od klawiatury.

(APA, JSCP, „New York Mag”)


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com