Archive | 2015/09/26

Kanada: Powrót hiszpańskiej Inkwizycji

Kanada: Powrót hiszpańskiej Inkwizycji

Douglas Murray
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Jacques Fremont, szef Komisji Praw Człowieka Quebecu, powiedział, że użyje swoich nowych uprawnień wobec “ludzi, którzy piszą przeciwko… religii islamskiej… na stronie internetowej lub na stronie Facebooka”. (Źródło: CRDP zrzut z ekranu)

Jacques Fremont, szef Komisji Praw Człowieka Quebecu, powiedział, że użyje swoich nowych uprawnień wobec “ludzi, którzy piszą przeciwko… religii islamskiej… na stronie internetowej lub na stronie Facebooka”. (Źródło: CRDP zrzut z ekranu)


Cofnij się myślą o dwadzieścia lat i wyobraź sobie, że ktoś ci mówi, iż rozwinięte demokracje zachodnie spędzą pierwsze dziesięciolecia dwudziestego pierwszego wieku na wprowadzaniu nowych praw o bluźnierstwie. „Pewnie masz na myśli ‘uchylaniu’?”- powiedziałoby prawdopodobnie twoje mądre, młodsze wcielenie. A jeśli przekonano by cię, że, nie, nowe prawa o bluźnierstwie rzeczywiście zostaną wprowadzone w życie w niezbyt odległej przyszłości, niewątpliwie twoim kolejnym pytaniem byłoby: „Ale jak hiszpańskiej Inkwizycji udało się takie odrodzenie?”

Najnowszym krajem, który próbuje – raz jeszcze – narzucić prawa o bluźnierstwie w dwudziestym pierwszym wieku, jest Kanada. Mówię „raz jeszcze”, bo niektórzy czytelnicy pewnie pamiętają debaty w poprzednim dziesięcioleciu, kiedy dziennikarzy Marka Steyna, Ezrę Levanta i innych zaciągnięto przed operetkowe „Komisje Praw Człowieka” Kanady i kazano wyjaśniać, dlaczego kiedykolwiek powiedzieli cokolwiek, z czym nie zgadzali się państwowi komisarze. Te kanadyjskie Komisje skupiły na sobie uwagę ludzi na całym świecie, których obchodzi wolność słowa. Były to miejsca, gdzie ponury biurokrata żądał od dziennikarzy wyjaśnień, co ich skłoniło do wyrażenia jakiegoś poglądu. Naprawdę zaczynało to wszystko wyglądać nie jak tragedia powtórzona jako farsa, ale jak tępy formalizm.

Teraz jednak wydaje się, że powrócił najgorszy pomysł współczesny Kanady. Zgromadzenie Narodowe Quebecu rozważa projekt ustawy, która uznaje za niezgodną z prawem jakąkolwiek krytykę islamu i nadaje jej nową nazwę „mowy nienawiści”. Projekt ustawy 59 – jak zatytułowana jest ta najnowsza procedura totalitarna – został przedstawiony przez minister sprawiedliwości, Stephanie Vallee; i już przytaczano słowa szefa Komisji Praw Człowieka Quebecu (QHRC), Jacques Fremonta, który powiedział, że oczekuje możliwości używania tych nowych uprawnień wobec „ludzi, którzy piszą różne rzeczy przeciwko… religii islamskiej… na stronie internetowej lub na swojej stronie Facebooka”.

Jest możliwe, że cała sprawa jest po prostu maszynką do zgarniania pieniędzy – bardziej wyrafinowaną wersją starej sztuczki ustawiania malusieńkich znaków o dopuszczalnej prędkości jazdy i zbierania gotówki od każdego kierowcy, który ją mimowolnie narusza. W końcu QHRC będzie mogła zwracać się do sądu po nakaz „nakazujący [winnemu], by zaprzestał” takiej mowy i będzie mogła także narzucić grzywnę do 10 tysięcy dolarów za „szerzenie takiej mowy”. Trybunał Praw Człowieka będzie za każdym razem decydował, ile chce pieniędzy.

To prawo jest tak złe, a zaangażowani w to biurokraci tak przygnębiająco koszmarni, że doprawdy wystarczy zrobić jeden ruch, by pomóc Kanadzie w obaleniu z hukiem tego okropnego prawa. Każdy szanujący się bojownik o wolność słowa, nawet jeśli nigdy nie był w Kanadzie, z pewnością odczuwa ten sam impuls. Niewątpliwie czekają nas niemiłe czasy. Trybunał planuje publiczne udostępnienie listy osób uznanych za winnych „mowy nienawiści” – podobnej do bazy danych przestępców seksualnych. Przypuszczalnie oznacza to, że członkowie społeczności mogą sprawdzać, czy nie mieszkają blisko kogokolwiek, kto coś powiedział. Możemy więc wszyscy zostać umieszczeni w jakimś getcie wolnego słowa, gdzie mili Kanadyjczycy, którzy nie lubią wolnego słowa, nie będą nas słyszeć. Albo też będziemy musieli rozproszyć się po całym kraju z warunkiem pozostawania w dostatecznej odległości od każdego miejsca nauki, rozgłośni radiowych i tym podobne. Najlepsze ze wszystkiego jest to, że członkowie Komisji nie muszą czekać, by ktoś wniósł skargę, zanim podejmą działania. Komisji wolno wybrać się na poszukiwania rzeczy, które są obraźliwe same w sobie. Nie daje się uniknąć myśli, że mogą oni być – całkowicie nieoczekiwanie – departamentem rządowym, który nieustannie wynajduje prace, by uzasadnić swoje istnienie.

Pierwszym testem może być sprawdzenie, czy jesteśmy w stanie powiedzieć, dlaczego Michael Zehaf-Bibeau napadł w zeszłym roku na parlament w Ottawie i zabił kanadyjskiego żołnierza, który pełnił wartę honorową przy narodowym pomniku wojny. Trudno zrozumieć, jak jakiekolwiek informowanie o tym ataku może nie zostać uznane za w jakiś sposób obraźliwe dla jakiegoś muzułmanina gdzieś na świecie lub dla jakiegoś odłamu wiary islamskiej, a więc jestem pewien, że Monsieur Fremont zgodzi się, iż najbezpieczniej jest nie relacjonować o ataku na parlament kanadyjski lub zapewnić, że wszystkie gazety lub osoby indywidualne, które wspominają o takim ataku, natychmiast zostają obłożone grzywną 10 tysięcy dolarów i wpisane na listę Przestępców Mowy Nienawiści. Czy nie byłoby w istocie wygodniej dla Trybunału, gdyby po prostu wszyscy piszący byli na stałym zleceniu płatniczym i pobierałoby się grzywny od absolutnie każdego po każdym ataku terrorystycznym?

Wtedy jednak możemy zacząć stawiać pytania, choć tak przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach, że nie możemy ich zadawać. Czy Monsieur Fremont i Minister Vallee pozwolą komukolwiek pisać o współczesnym antysemityzmie albo o najbardziej zjadliwych formach homofobii? Co prawda są to pomniejsze sprawy i nigdy nie weszłyby w zasięg kompetencji kanadyjskiego Trybunału Praw Człowieka, ale mogą pojawić się gdzieś na czyimś profilu w mediach społecznościowych lub w prasie narodowej. W takim wypadku, czy odpowiednie władze zapewnią, że żaden gej albo Żyd nie będzie miał pozwolenia na zidentyfikowanie tego zjawiska? A jeśli ktoś to zrobi, czy będzie możliwe zapewnienie, że zaprzestanie dzięki systemowi grzywien i list wstydu?

W zeszłym dziesięcioleciu system kanadyjski zrobił z siebie głupca w oczach świata. Mieliśmy nadzieję, że ten kraj dowiedział się, iż dla większości cywilizowanego świata prawa o bluźnierstwie powinny być rzeczą znaną tylko z historii. Po ostatnich wydarzeniach w Quebecu wiemy lepiej. Cały świat może zobaczyć, że w Kanadzie prawa o bluźnierstwie są melodią przyszłości.


Douglas Kear Murray

Brytyjski autor, dziennikarz i komentator telewizyjny. Występuje często w brytyjskich i amerykańskich mediach, jest autorem książek: Neoconservatism: Why We Need It (2005) and Bloody Sunday: Truths, Lies and the Saville Inquiry (2011).


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


How Nazi guard Oskar Gröning escaped justice.

How Nazi guard Oskar Gröning escaped justice in 1947 for crimes at Auschwitz

Owen Bowcott in London
and Kate Connolly in Berlin


Exclusive: UN war crimes files reveal that SS guard Gröning faced trial after the war for his
role in the Holocaust but US cold war fears led to Nazis being released


SS Unterscharführer Oskar Gröning. His UN War Crimes Commission file shows that he was one of 300 Auschwitz staff whom Poland intended to prosecute. Photograph: Museum Auschwitz-Birkenau/AP


Oskar Gröning, the convicted Auschwitz death camp guard, escaped prosecution in Britain nearly 70 years ago because of the United States’ desire to fight the cold war, according to newly discovered documents (pdf).

Researchers in London combing through the archives of the UN War Crimes Commission (UNWCC) have discovered that charges against him were being prepared just as the entire judicial process against Germans accused of committing war crimes was closed down after political intervention from above.

Gröning escaped justice until this week when the former SS bookkeeper at Auschwitz, now aged 94, was finally found guilty of being an accessory to the murder of 300,000 people and sentenced to four years in prison. It is likely to be one of the last Holocaust trials.

Although he did not kill anyone while working at the camp in Nazi-occupied Poland during the second world war, prosecutors argued that by sorting banknotes taken from the trainloads of arriving Jews he helped support a regime responsible for mass murder.

Gröning had admitted moral guilt but said it was up to the court to decide whether he was legally guilty. The trial raised the issue of whether those deemed to be small cogs in the Nazi machinery, but who did not actively participate in the killing of 6 million Jews, were guilty of crimes.

British forces captured Gröning in Germany at the end of the war and, probably as an act of revenge, initially imprisoned him in an old Nazi concentration camp. The historian Laurence Rees recorded that he was shipped to England in 1946. Gröning worked as a forced labourer but reportedly “ate good food and earned money to spend”. He joined a YMCA choir and “for four months travelled through the Midlands and Scotland giving concerts”.

Rees wrote that he “sang German hymns and traditional English folk songs” to appreciative British audiences who competed to have one of the Germans stay with them overnight.

Justice, however, was attempting to catch up with him. Records discovered by Dan Plesch, the director of the centre for international studies and diplomacy at Soas, University of London, show that Gröning’s name appears in UNWCC files dated 6 March 1947.

Gröning’s entry in the UNWCC file, listing him as a camp guard.
Gröning’s entry in the UNWCC file, listing him as a camp guard. Photograph: UNWCC/SOAS


He is described as SS Unterscharführer, which translates as junior squad commander and roughly equates to senior corporal or sergeant. His date of birth is given as 10 June 1921. The “date and place of alleged crime” is entered as Auschwitz 1940-45. The words “complicity in murder and ill-treatment” are written underneath.

Gröning’s war crime is recorded as “common design” – the term used by investigators at the time to denote conspiracy in acts said to include “killings, death by gas chamber, cremations of living persons and corpses, use of human beings as guinea pigs for medical experimentation … beatings, tortures, starvation, abuse and indignities”.

His file number, 4771/P/G/139-137, shows that he was number 137 in a list of 300 Auschwitz staff whom the Polish government intended to prosecute for war crimes.

Another recovered document is the minutes of a UNWCC meeting held at the Royal Courts of Justice in London on 20 March 1947. It considered, among other cases, those of the 300 Auschwitz staff on the list drawn up by Dr Marian Muszkat, the commission’s Polish representative.

Gröning was one of those listed in the proceedings as “S” – meaning suspect. “The commission was making a prima facie judgment as to whether there was a case to answer,” explained Plesch, who has examined the files. “The prosecution was required to give evidence of what the defence [in that category of cases] would be. It wrote: ‘Probable defence that they are acting under orders.’”
Oskar Gröning listens to the verdict at his trial in Lüneburg, Germany. He was convicted on 300,000 counts of accessory to murder and given a four-year sentence.
Oskar Gröning listens to the verdict at his trial in Lüneburg, Germany. He was convicted on 300,000 counts of accessory to murder and given a four-year sentence. Photograph: Tobias Schwarz/AP


The secret archive, now at Soas, contains lists of internationally approved war crimes indictments of tens of thousands of Nazis. Sixteen states, including the UK and US, worked together in London on the investigation of more than 36,000 international criminal cases between 1943 and 1948.

“Gröning’s name popped up when I searched,” Plesch said. The process of drawing up a formal summons against the captured camp guard, however, coincided with diplomatic manoeuvres to wind down the UNWCC.

On 24 April 1947, Sir Robert Craigie, a Foreign Office official who was present at the meeting the previous month that considered Gröning’s case, announced that the commission should not take any more cases.

“The priority became to rebuild Germany,” Plesch said. Consequently, a decision was taken, despite fierce opposition by countries such as Poland and Yugoslavia, to release SS suspects being held. Even though Gröning was indicted as a suspected war criminal almost 70 years ago, he was never tried at the time.

“The grand lie is that we never knew anything” about these Nazi suspects, Plesch said. “The dangerous myth is that nothing was ever done except against the Nazi leadership at Nuremberg war trials, but there was a huge effort by many countries that would have seen the likes of Gröning face trial, had it not been for the shift in policy from America.

“It was said that the west had to release these Nazis to mobilise Germany against communism but why that mobilisation should involve Nazis has never been explained.

“The British were not keen to pick arguments with the Americans. The last attempt at pursuing justice was a hunt for the camp guards responsible for executing the Allied inmates who took part in the ‘Great Escape’ from Stalag Luft III.

“By that stage no one was going to prosecute minnows like Gröning. He went back to Germany and was released.”

By the early 1950s, virtually all of those being held had been set free.

Another victim of the sudden ideological obsession with the cold war was the film made by Alfred Hitchcock about Bergen-Belsen concentration camp. It was never shown when completed due to fear of upsetting the Germans at a time when the Soviet spectre was looming.

“Gröning should have been punished at the time,” Plesch added. “It was a mistaken policy that anti-communism meant liberating the Nazis.”

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com