Archive | 2015/09/29

TREBLINKA, VA (HENRYK GRYNBERG: ‘PAMIĘTNIK 2’)

TREBLINKA, VA (HENRYK GRYNBERG: ‘PAMIĘTNIK 2’)

Józef Jaskulski


„Pamiętnik 2” Henryka Grynberga wpadł mi w ręce przypadkiem. Premierę przeoczyłem, zupełnie jak większość rodzimych krytyków, na których milczenie pisarz słusznie się chyba tym razem uskarża (chlubnym wyjątkiem jest tu Katarzyna Jerzak, której świetną recenzję „Pamiętnika 2” przeczytamy w „Dwutygodniku” [nr 152, 02/2015]). Książkę znalazłem w księgarskiej sieciówce na Dworcu Centralnym. Kiedy schodziłem na peron, szczekaczka zapowiadała odjazd „Prząśniczki” do Łodzi, skąd sześćdziesiąt lat temu autor przyjechał na studia. W tunelu znikały powoli zielone wagony typu „Bautzen”, z których pierwsze wyjechały z enerdowskich fabryk na chwilę przed jego wygnaniem i których coraz więcej rdzewieje dziś na bocznicach.

Słusznej treści i objętości książka Grynberga jest uzupełnieniem równie obszernej poprzedniczki. I choć sam autor za najważniejsze w swoim dorobku uważa (czytane razem) „Żydowską Wojnę” i „Zwycięstwo”, wydaje mi się, że to właśnie oba „Pamiętniki” stanowić będą w przyszłości o ciężarze jego dorobku jako stale uzupełniany pomnik epoki, konsekwentnie rzeźbiony na cokole jej najważniejszego tematu. Autor spogląda z oddali na polskie (i globalne) życie literackie, intelektualne i społeczne przez pryzmat pamięci Zagłady; w obu odsłonach „Pamiętników” otrzymujemy cenny suplement do całości dorobku Grynberga oraz – szczególnie w tej drugiej – poruszające w swoim stonowaniu studium przygotowań do ostatniego z rytuałów przejścia.

Zapytany jakiś czas temu przez Donatę Subbotko o skłonność do ferowania nadmiernie ostrych osądów, odpowiedział: „Ścigam antysemityzm. Nie oskarżam ani nie osądzam, tylko składam świadectwo i bronię” („Gazeta Wyborcza”, 16.10.2011). Świadectwo to znajdziemy także w „Pamiętniku 2”, w którym Grynberg, niczym entomolog przypinający nowe okazy mutujących owadów do korkowej tablicy, klasyfikuje i opisuje kolejne manifestacje skażonego języka: od medialnych sprawozdań o relacjach izraelsko-palestyńskich, po liczne emanacje dyskursu antysemickiego w życiu codziennym. Na przykładzie cytatów z czasopism dawnych i bieżących zestawia antysemityzm dawny z nowym, i trudno nie dostrzec w tych zestawieniach cech wspólnych dla stale się przepoczwarzających przedstawicieli gatunku. Jeszcze częściej przykłady te Grynberg po prostu odnotowuje i pozostawia bez komentarza, jako facts of life, np. cytując hasła reklamujące jednodniowe wycieczki do Auschwitz z finałem w Birkenau. Można w tych obserwacjach upatrywać przewrażliwienia autora „Uchodźców”, jednak fakty te pozostają w naszej codzienności zjawiskiem powszechnym. „Pamiętnik 2” czytałem podczas majówki, w drodze na Roztocze. Niedaleko dworca w Lublinie, w oknie wystawowym sklepu przy ulicy prowadzącej na Majdanek, obok podobizn papieża, który przepraszał za antysemityzm Kościoła, stały ikony Żyda z pieniążkiem; godzinę później dworcowy megafon informował podróżnych o odjeździe pociągu specjalnego relacji Lublin-Bełżec.

Facts of life opisywane przez Grynberga to jednak nie tylko refleksja nad językiem skażonym, ojczysta mowa zaskakuje bowiem autora swoją dwubiegunowością, na przemian zadając ból i wzruszając, jak podczas zakupów w sopockim spożywczaku czy w pikarejskim powrocie znad morza na Okęcie, będącym próbką prozy neurotycznej, której nie powstydziliby się czołowi Jewish-American writers.

O sprzężeniu kultury (post)chrześcijańskiej z antysemityzmem („Jude brzmiało jak Judasz, grabili i wydawali Judasza”, konstatuje, analizując wspomnienia ocalałego z Zagłady Chila Kirszenbauma z Mińska Mazowieckiego) oraz neutralizowaniu Shoah Grynberg nadmieniał już wielokrotnie, konsekwentnie opowiadając się przeciwko dyskursowi uniwersalizującemu Zagładę. „Najpierw idylla, potem katastrofa, potem ucieczka i walka o życie, i w końcu zwycięstwo dobra nad złem, czyli happy end. A w rzeczywistości nie było idylli ani zwycięstwa, ani happy endu, ani nawet katharsis”, pisał w „Ciągu dalszym”. Sprzeciw Grynberga wobec prób idealizacji przeszłości kultur raczej równoległych niż „wiekowo nierozłącznych” widać również w „Pamiętniku 2”. Pełno tu zdań wytrącających z samozadowolenia, błyskotliwie gorzkich one-linerów odbrązawiających zaklęcia krajowej historiografii („Za ukrywanie Żydów groziła śmierć. Śmierć groziła również za wiele innych rzeczy, ale bano się tylko ukrywać Żydów”).

„Pamiętnik 2” to jednak przede wszystkim wyścig z czasem. W przeciwieństwie do poprzedniczki, opisującej lata 1954-2010, książka obejmuje „jedynie” okres od złożenia „Pamiętnika” do druku do połowy ubiegłego roku. Grynberg pisze w chłodnym pośpiechu, bo liczy się każdy dzień i czasu coraz mniej, tak jak znajomych-ocalałych, których odchodzenie wyznacza nieustannie topniejąca urodzinowa korespondencja. Winszuje płodności przyjaciołom po piórze, przy czym sam daleki jest od próżnowania. Segreguje papiery i zapiski – co do archiwum, co na rozwałkę, co jeszcze zatrzymać – covering his ass, jak to nazywa. Porządkuje stare zdjęcia, uzupełnia dzieje Żydów z Dobrego i rozmawia z coraz częściej nawiedzającymi go we śnie najbliższymi. Rozważa zasadność remontowania domu, który niezauważalnie podupada, podobnie jak siły witalne właściciela. Przerwy w dostawie prądu w McLean przeplatają się z przerwami w dostawie tlenu pompowanego przez słabnące serce. Jeśli zgodzić się z Grynbergiem, że „Grochów” Stasiuka jest „najlepszym studium umierania”, to „Pamiętnik 2” uznać należy za niezrównany opis poprzedzającego je powolnego wycofania. „Miałem nadzieję, że pomieszka tu po mnie syn – choć mówi, że nie chce, że za dużo tu mojej obecności – ale teraz już wiem, że nie, nie przyjdą tu więcej moje sarny, chipmunki i lisy. Że wszystko zniknie, jak gdyby nie istniało lub istniało tylko w mojej wyobraźni”. Grynberg pracujący w podmiejskiej głuszy nad Potomakiem jest trochę jak Thoreau zaszyty w nad jeziorem nieopodal Concord, tylko temat cięższy i przyroda już nie tak niewinna. Więc może raczej jak jego ukochany Twain, z którym łączą go cięta ironia i kontrolowana mizantropia: szczęśliwy w splendid isolation swojej pustelni, czasem mile zaskoczony przez zmieniających się jak pory roku sąsiadów, po których raczej nie spodziewa się zbyt wiele. Albo jak bohater schulzowskiego „Sanatorium pod Klepsydrą”, przykładający ucho do drzewa, żeby sprawdzić, czy gdzieś w głębi robak nie chrobocze – samotny pogrobowiec nasłuchujący ciszy i wyłaniających się z niej wczesnych obrazów, poddawanych nieustannej egzegezie.

Schulzowski „zadany temat” Grynberg objaśnił chyba najzwięźlej w „Monologu polsko-żydowskim”. „Noszę w sobie przede wszystkim anonimowy polsko-żydowski los, a jako pisarz mam obowiązek, który przeważa wszelkie względy osobiste”. Ta dwudzielność przywodzi na myśl formę sonatową. Jeśli przyrównać do niej twórczość Grynberga, „Żydowska Wojna” i „Zwycięstwo” byłyby jej ekspozycją, z Zagładą jako łącznikiem; dzieła późniejsze (oba „Życia…”, „Drohobycz, Drohobycz”, „Uchodźcy” czy cytowany wyżej „Monolog…”) – pełnym licznych modulacji przetworzeniem; „Ciąg Dalszy” i oba „Pamiętniki” natomiast – potężną rekapitulacją (na kodę przyjdzie nam jeszcze, mam nadzieję, poczekać). Znajdziemy krytyków, którzy ten konsekwentnie implementowany imperatyw uznają za obsesyjną monotematyczność, im jednak Grynberg odpowiada (i trudno mu się dziwić), że jako ocalały po prostu nie ma wyboru, nawet jeśli wybór ten wydaje się nieznośny. Uparcie więc walczy i wiosłuje, chociaż prąd upływających lat nieustannie znosi go przeszłość.

W swojej walce nie jest zupełnie samotny. Towarzyszą mu zadomowione w półdzikim backyardzie sarny, stale goszczące na stronach „Pamiętnika 2”. W przywołanym powyżej tekście Katarzyna Jerzak pisze, że są one realne i symboliczne, „wyznaczają rytm obecności i nieobecności”. Sądząc po wyklejkach ze zdjęciami zamieszczonych na wewnętrznych okładkach książki, te same sarny zobaczyć można z okna pociągu pędzącego przez Nizinę Mazowiecką, więc być może natura pełni tu również funkcję magdalenki, nawet jeśli Grynberg do tego się nie przyznaje. Najczęściej po prostu je fotografuje, zanim odejdą na dobre, bo zielony azyl nad Potomakiem powoli zmienia się w ziemię jałową, na której sarny wypierane są przez SUVy.

nadeslal
Vlady Rozenbaum
„Latynosi w czerwonych kurtkach zbierają obcięte gałęzie i wrzucają w paszczę mechanicznego molocha, który je z warkotem pożera”, notuje któregoś dnia, całkiem jak Thoreau. A może znowu jak Twain, bo autor „Waldenu” do mechanicznego molocha mimo wszystko porozumiewawczo mruga. Sam już nie wiem. W każdym razie znajduje w przyrodzie źródło sił witalnych między coraz rzadszymi wypadami poza wirginijskie siedlisko. Tak jak w wiosłowaniu w towarzystwie syna na płynącej nieopodal rzece, którą porównał kiedyś do Bugu. „Jestem w tej chwili w Treblince, ale myślę już o Potomacu, a później na Potomacu będę myślał o Treblince, bo wiosłując, myślę o tym, co piszę. Jestem tu, i tam, w obu miejscach naraz”. A zatem odpoczynek złudny, bo nie ma ucieczki od wczesnych obrazów.

Henryk Grynberg: „Pamiętnik 2”. Świat Książki. Warszawa 2014.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Auschwitz ‘showers’ for tourists cool off some, offend others

Auschwitz ‘showers’ for tourists cool off some, offend others

By Gabe Friedman


(Facebook)
Mist showers outside the Auschwitz memorial museum were meant to cool visitors, not heat them up. (Facebook)


Of all the places on Earth, where would one least expect to see a new shower of any kind installed – even one that just mists overheated visitors?

The Auschwitz-Birkenau concentration camp has to be on the short list.

But that was what tourists saw this weekend at what is now the Auschwitz-Birkenau State Museum in Poland. As temperatures pushed toward 100 degrees Fahrenheit on Sunday, some visitors waiting in the museum’s long lines appreciated the shower sprinklers, which released cool mists of water. Others, predictably, found it insensitive.
“As a Jew who has lost so many relatives in the Holocaust, they looked like the showers that the Jews were forced to take before entering the gas chambers,” Meir Bulka, a 48-year-old Israeli, told The Jerusalem Post.

Bulka spoke with the museum’s management, who told him “it was a good way for people to cool off on a very hot day.”

(Instagram)
Foto: Instagram


“They said they were sorry if I was offended, and I told them that there is no way to apologize to the victims of the Holocaust,” Bulka said.

On Monday, the Auschwitz museum responded on Facebook to the wave of online media criticism it received, saying that “something had to be done” about the heat visitors were experiencing.

“Among visitors there are many people who come from countries where such high temperatures as we have this summer in Poland do not occur. Something had to be done, as we have noticed cases of faints among people and other dangerous situations,” the post read.

The museum also got very specific when explaining how different their sprinklers are from Nazi gas chamber showers, which killed over a million Jews during the Holocaust.

“It is really hard for us to comment on some suggested historical references since the mist sprinkles do not look like showers and the fake showers installed by Germans inside some of the gas chambers were not used to deliver gas into them,” the post read. “Zyklon B [poison gas] was dropped inside the gas chambers in a completely different way – through holes in the ceiling or airtight drops in walls.”

The Auschwitz memorial museum is now a major tourist attraction, drawing millions of visitors each year.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Amerykanie walczą w arabsko-izraelskim konflikcie

Daniel J PipesAmerykanie walczą w arabsko-izraelskim konflikcie

Daniel Pipes


Kiedy w czasie wojny między Izraelem a Hamasem w 2014 roku amerykański federalny urząd awiacji na krótko zakazał amerykańskim liniom lotniczym latać do Izraela, senator Ted Cruz (republikanin z Teksasu) oskarżył Baracka Obamę o używanie amerykańskiej federalnej agencji regulacyjnej do “uruchomienia bojkotu Izraela w celu zmuszenia sojusznika do zgodzenia się z żądaniami polityki zagranicznej [prezydenta]”. Robiąc to Cruz wyraził oskarżenie, którego nie odważył się wyrazić żaden izraelski przywódca.

Senator Ted Cruz (po lewej, republikanin z Teksasu), spotkał się z izraelskim premierem Benjaminem Netanjahu w styczniu 2013 roku


Nic w tym zaskakującego. Przez lata inni amerykańscy politycy, zarówno republikanie (Dan Burton, Jesse Helms, Condoleezza Rice, Arlen Specter) jak i demokraci (Charles Schumer) byli twardszymi syjonistami niż rząd izraelski. Wskazuje to na większy fenomen: arabsko-izraelski konflikt potrafi dzielić Amerykanów nawet bardziej niż mieszkańców Bliskiego Wschodu. Ci drudzy mogą umrzeć z powodu konfliktu, lecz ci pierwsi są niezwykle zacięci. Przedstawię i wytłumaczę ten problem i wyciągnę z niego wnioski.

Bardziej przeciwni Izraelowi niż Arabowie

Amerykanie, którzy nie trawią Izraela mogą być bardziej antysyjonistyczni niż Arabowie. W czasie pamiętnej kolacji w Waszyngtonie w listopadzie 1984 roku, wystawionej przez ambasadę iracką dla ministra spraw zagranicznych Tarika Aziza, dwoje wielkich przedstawicieli prasy, lekko już wstawionych, pouczało a nawet obrażało wysłannika Saddama Husajna za to, że nie jest on wystarczająco antyizraelski. Helen Thomas z United Press International skarżyła się, że Irak nie odpowiedziała na izraelski atak na reaktor w Osiriaku w 1981 roku. Kiedy Aziz próbował odeprzeć jej krytykę, oskarżyła iracki reżim o tchórzostwo: “Po prostu strusie z was”. Później, tego samego wieczoru Rowland Evans z Evans & Novak przerwał Azizowi, gdy ten nazwał wojnę irańsko-iracką najważniejszą kwestią na Bliskim Wschodzie, krzycząc “Musi pan powiedzieć sekretarzowi stanu Schultzowi, że konflikt arabsko-izraelski jest pana głównym zmartwieniem!”. Barry Rubin, który był obecny na tej kolacji, wspominał: “Nieprzyzwyczajony do ataków za to, że jest zbyt łagodny w stosunku do Izraela, Aziz był zadziwiony”.

Helen Thomas przez wiele lat była częstym gościem
na prezydenckich konferencjach prasowych

Podobnie w 1981 roku James E. Atkins, dawny ambasador USA w Arabii Saudyjskiej, opisywany jako “bardziej proarabski niż Arabowie”, zganił szejka Zaki Yamaniego, ministra ds. ropy, za to, że ten odrzucił pomysł połączenia saudyjskiej produkcji ropy z amerykańską polityką w stosunku do Izraela. W 1993 roku Edward Said z Columbia University zganił przywódcę OWP Jasera Arafata za to, że usiadł do stołu negocjacyjnego w Olso. W tym samym czasie Anthony B. Tirado Chase, analityk pism Saida, podkreślał, że “Postawa Saida jest zgodna z postawą zaledwie garstki mieszkańców Zachodniego Brzegu czy Gazy”. W 2003 roku George Galloway, brytyjski parlamentarzysta, nastawiał Palestyńczyków przeciw Izraelowi:

Arabowie to wielki lud. Islam to wielka religia. Jednak musi ona, i muszą oni się postawić […]. Zapytałem kiedyś kogoś, kiedy [Ariel] Szaron masakrował Palestyńczyków w Dżeninie, dlaczego nie kontynuowano wielkich demonstracji w krajach arabskich? Dlaczego je przerwano? Odpowiedziano mi, że to dlatego, że zabito studenta w Aleksandrii. Jest mi bardzo szkoda tego studenta i jego rodziny, jednak Palestyńczycy tracą dzieci każdego dnia, a jednak nie powstrzymuje ich to od protestowania każdego dnia. Da się więc to zrobić. Hezbollah wygnał wroga ze swojego kraju. Fares Udajm 14-letni chłopiec, stał przed izraelskim czołgiem i zaatakował go gołymi rękoma. A gdy go zabili, jego miejsce zajął jego brat i jego sąsiedzi.

Czytaj dalej tu: Amerykanie walczą w arabsko-izraelskim konflikcie


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com