Archive | February 2016

OWP nie można naprawić

OWP nie można naprawić

Vic Rosenthal Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Kair, powstanie OWP w 1964 roku. Na zdjęciu Jasir Arafat,
prezydent Egiptu Nasser oraz król Jordanii Husajn I.

Kair, powstanie OWP w 1964 roku. Na zdjęciu Jasir Arafat, prezydent Egiptu Nasser oraz król Jordanii Husajn I.OWP jest chyba jednym z najbardziej złowrogich tworów, jakie powstały w XX wieku, nie mniej niż partia nazistowska i stalinowski reżim, choć na znacznie mniejszą skalę. W latach od jego założenia w 1964 r. i przez całą jego niefortunną legitymizację przez Izrael jako przedstawiciela Palestyńczyków – co było jednym z dwóch największych błędów strategicznych, jakie rząd Izraela popełnił od czasu powstania państwa – OWP wniosła terroryzm do głównego nurtu polityki międzynarodowej, rozpoczynała wojny i destabilizowała rządy. Zawsze na pierwszym miejscu utrzymywała swój główny cel: zniszczenie Izraela przez zabijanie Żydów izraelskich. Dzięki Oslo ma teraz status władzy państwowej.

Ujawniono tajną umowę, szwajcarskiego rządu z palestyńskimi terrorystami:

Według dziennikarza szwajcarskiego Marcela Gyra, Szwajcaria wrzała po serii palestyńskich zamachów terrorystycznych, w tym podłożeniu bomby w lutym 1970 r. w samolocie Swissair z Zurychu do Tel Awiwu, która zabiła wszystkich na pokładzie wkrótce po starcie. Gyr opisuje, że po zamachach 1969 i 1970 r. ówczesny minister spraw zagranicznych, Pierre Graber, potajemnie skontaktował się z OWP, bez informowania pozostałych ministrów, jak w piątek doniosła BBC…

Graber, za pośrednictwem szwajcarskiego posła do parlamentu, osiągnął porozumienie z OWP o uwolnieniu oskarżonych [o terrorystyczny zamach w 1969 r. na samolot El Al w Zurychu] w zamian za uwolnienie zakładników w Jordanii. Ponadto zgodził się na to, że Szwajcaria „po cichu odłoży na półkę” dochodzenie w sprawie wysadzenia samolotu Swissair i będzie działała na drodze dyplomatycznej na rzecz międzynarodowego uznania OWP.

Szwajcarski parlamentarzysta, Jean Ziegler, obecnie w wieku 81 lat, potwierdził, że był pośrednikiem i powiedział: “To może być absolutnie szokujące, ale nagrodą było to, że nie było więcej zamachów”.
Szokujące? Nie, to była standardowa procedura działania. Weźmy na przykład Włochy:

…były prezydent Włoch, Francesco Cossiga, ujawnił, że rząd Włoch zgodził się na swobodę poruszania się po kraju dla arabskich grup terrorystycznych w zamian za osłonę przed atakami we Włoszech. Cossiga napisał, że rząd premiera Aldo Moro osiągnął „tajny pakt o nieagresji między państwem włoskim a palestyńskimi organizacjami oporu [sic], włącznie z grupami terrorystycznymi” w latach 1970. Według byłego prezydenta, sam Moro sformułował warunki porozumienia z zagranicznymi terrorystami arabskimi. Jak na ironię, Moro zabili włoscy terroryści domowego chowu, Czerwone Brygady, w 1978 r.”

Także Niemcy, ze swoimi “specjalnym stosunkiem” do Izraela, sprzedali duszę. Matt Rees, w książce Cain’s Field: Faith, Fratricide, and Fear in the Middle East (s. 100) pisał:

Arafat postawił Zakarię Balousza na czele organizacji i kontaktów europejskich. Nawiązał on znakomite stosunki z włoskim wywiadem antyterrorystycznym. Jego największym wyczynem jednak była tajna misja w Niemczech Zachodnich. Niemcy Zachodnie za pośrednictwem wywiadu libijskiego poprosiły OWP o umowę. W 1980 r., Zakaria pojechał do Niemiec Zachodnich z delegacją funkcjonariuszy OWP. Zgodzili się nie przeprowadzać zamachów na terytorium Niemiec Zachodnich. W zamian otrzymali pozwolenie na działanie w Niemczech Zachodnich i wymianę informacji z Niemcami.

Dzisiaj rządy europejskie i Unia Europejska pokrywają ogromną część kosztów funkcjonowania Autonomii Palestyńskiej, która bazuje na OWP, wydają miliony euro na finansowanie nielegalnych budów Arabskich w Obszarze C – części Judei i Samarii, która według Umów z Oslo jest pod pełną kontrolą izraelską – i oczywiście, dostarczają dziesiątków milionów dolarów izraelskim lewicowym organizacjom pozarządowym (NGO), które działają jako piąta kolumna w Izraelu. Te NGO, które nazywa się “filiami będącymi w całości własnością” UE i rządów europejskich, dostarczają surowego materiału dla rezolucji antyizraelskich w ONZ, „wojny prawnej” przeciwko przywódcom izraelskim i żołnierzom Izraelskiej Armii Obronnej i prowokują agresywne starcia, żeby zdestabilizować kraj. Nie ulega wątpliwości, że ten ruch antypaństwowy ledwie by wegetował bez subsydiów europejskich.

Hipokryzja twierdzenia o przeciwstawianiu się terroryzmowi przy równoczesnym dawaniu swobody działania jego najgorszym sprawcom jest oczywista. Jest niemniejszą hipokryzją sprzeciwianie się izraelskiemu budowaniu na terenach spornych i równoczesne płacenie za arabskie konstrukcje na tych terenach oraz wymaganie, by produkty z Judei/Samarii miały specjalne oznakowanie, podczas gdy produkty z niezliczonych innych „okupowanych” lub spornych terenów na świecie nie muszą być oznaczone.

OWP jest chyba jednym z najbardziej złowrogich tworów, jakie powstały w XX wieku, nie mniej niż partia nazistowska i stalinowski reżim, choć na znacznie mniejszą skalę. W latach od jego założenia w 1964 r. i przez całą jego niefortunną legitymizację przez Izrael jako przedstawiciela Palestyńczyków – co było jednym z dwóch największych błędów strategicznych, jakie rząd Izraela popełnił od czasu powstania państwa – OWP wniosła terroryzm do głównego nurtu polityki międzynarodowej, rozpoczynała wojny i destabilizowała rządy. Zawsze na pierwszym miejscu utrzymywała swój główny cel: zniszczenie Izraela przez zabijanie Żydów izraelskich. Dzięki Oslo ma teraz status władzy państwowej.

Autonomia Palestyńska nie ma praktycznie żadnej gospodarki poza datkami międzynarodowymi, a z nich wiele wpływa bezpośrednio na szwajcarskie konta dygnitarzy OWP. Część jest także używana do płacenia wojownikom OWP, którzy siedzą w izraelskich więzieniach za morderstwa i terroryzm, jak również na renty dla rodzin „męczenników”, którzy zginęli w trakcie zabijania Żydów. Przez lata miliardy dolarów dostarczone „Palestyńczykom” jako środki pomocowe szły na wspieranie terroryzmu i stylu życia elit z OWP.

OWP nigdy nie pozwoliła, by Arabowie palestyńscy słyszeli jakiekolwiek inne głosy niż te, które wzywały do konfrontacji. Likwidowali umiarkowanych i zaprowadzili rządy strachu. OWP rządzi żelazną pięścią ręką na obszarach pod swoim panowaniem. Ci, którzy chcą jakiejkolwiek kooperacji z Izraelem, są natychmiast uciszani.

Przywódca AP, Mahmoud Abbas, twierdzi, że sprzeciwia się „przemocy”, ale rozumie przez to, że nie jest zwolennikiem powrotu OWP do zorganizowanych ataków na Izraelczyków przy użyciu broni palnej i materiałów wybuchowych. Z drugiej strony, zachęca do tego, co nazywa “powszechnym oporem” , wzywając indywidualnych Palestyńczyków i grupy, by samodzielnie zabijali Żydów nożami, koktajlami Mołotowa, kamieniami, samochodami, tasakami i tak dalej. Autonomia Palestyńska kontynuuje także nazywanie szkół, ulic i drużyn sportowych imionami terrorystów, jak również traktowanie w oficjalnych mediach „męczenników powszechnego oporu” jako bohaterów. Ogłasza także wiele fałszywych oskarżeń, żeby wywołać zamieszki, jak na przykład, że Izrael ma plany zbudowania trzeciej Świątyni na Górze Świątynnej lub że żołnierze i policjanci mordują Palestyńczyków i podrzucają noże koło nich.

System edukacyjny OWP/AP nadal przedstawia Żydów jako podludzi, którzy ukradli im ziemię i przedstawia jako cel odzyskanie całej „Palestyny” od rzeki do morza i wygnanie Żydów, nie zaś stworzenie pokojowego państwa palestyńskiego na części terytorium. Ten system edukacyjny i media AP, gloryfikujące męczeństwo w imię Palestyny, są bezpośrednio odpowiedzialne za to, że dzieci zaledwie 11 letnie próbują mordować Żydów i często same są zabijane.

OWP jest rakiem na ciele międzynarodowym. Powołana do życia w Egipcie w 1964 r. jako kolejna broń przeciwko Izraelowi, organizacja ta przyjęła własny kierunek, kiedy przejął ją Jaser Arafat w 1968 r. Czerpała siłę z konfliktu wielkich mocarstw podczas zimnej wojny, kiedy Związek Radziecki zbroił ją w walce przeciwko Zachodowi. Później pasożytowała na USA (które dostarczają AP 400 milionów dolarów rocznie oraz zbroją i szkolą jej siły „bezpieczeństwa”) i, oczywiście, Unii Europejskiej, która daje jej nieco mniej. Trudno ustalić totalną sumę pomocy międzynarodowej, ponieważ przychodzi z wielu różnych źródeł (USA, ONZ, EU i inni darczyńcy) i z wielu programów pomocowych. Jest to jednak co najmniej miliard dolarów rocznie.

Tym, co prawdziwie szokuje, nie jest fakt, że Europejczycy zawarli pakt z diabłem, by się chronić. Szokuje to, że po upływie wszystkich tych lat nikt – nawet Benjamin Netanjahu – nie jest gotowy wstać i powiedzieć „dość”.

Dość dawania pieniędzy i pomocy tym terrorystom. Dość płacenia pod groźbą szantażu. Dość zasobów, których można było użyć dla złagodzenia głodu i walki z chorobami, a które roztrwoniono na destabilizującą siłę, demonstrującą raz za razem, że jej głównym celem – jej jedynym celem – nie jest pokój, ale destrukcja innego narodu.

Jednym z głównych powodów, dla którego OWP nadal istnieje, jest to, że Izrael od Oslo wierzył, lub udawał, że wierzy, że jest to w jakimś sensie partner do zawarcia pokoju. Wydaje się, że teraz wreszcie jest tutaj konsensus, że Oslo spaliło na panewce i że w bliskiej przyszłości nie będzie rozwiązania w postaci dwóch państw. W tej sytuacji Izrael ma okazję uczynienia wielkiej przysługi światu – w tym Arabom palestyńskim.

OWP i jej twór, Autonomia Palestyńska, dowiodły, że są porażką – porażką jako partner pokojowy i porażką jako rządząca władza dla Arabów palestyńskich w Judei i Samarii. Izrael mógłby wykorzenić i zniszczyć tego raka przez usunięcie OWP od władzy, rozbrojenie jej milicji i powrót do stanowiska sprzed Oslo, że będzie prowadzić negocjacje tylko z organizacjami nie terrorystycznymi.

To może oznaczać, że Izrael znowu będzie miał pełną kontrolę nad terytoriami, coś, co wielu Izraelczyków uważa za ciężar, którego nie chcą się podjąć. Na długą metę nie ma jednak alternatywy. OWP, podobnie jak raka, nie da się naprawić. Musi zostać usunięty.


Vic Rosenthal

Amerykański działacz społeczny. Studiował administracje publiczną, jak również historię i literaturę żydowską. Przez dziesięciolecia zajmował się organizacją pomocy dla osób starszych. Założył JCA (Jewish Community Action) i nadal kieruje tą organizacją.


Od Redakcji

Tym, którzy uznają powyższe za majaczenia skrajnie prawicowego fanatyka, przypominamy słowa Icchaka Rabina – tego symbolu szans na pokój z Palestyńczykami. Oto, co powiedział w swoim ostatnim przemówieniu w Knessecie, na miesiąc przed zamordowaniem go przez prawicowego fanatyka: (najważniejsze punkty pogrubione):

“… Patrzymy na permanentne rozwiązanie w ramach państwa Izrael, które będzie obejmować większość obszaru Ziemi Izraela, jak to było pod rządami Mandatu Brytyjskiego, a obok jednostka palestyńska, która będzie domem dla większości mieszkańców palestyńskich, żyjących w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu.

Chcemy, by była to jednostka, która jest czymś mniej niż państwem, i która będzie niezależnie rządziła życiem Palestyńczyków pod swoją władzą. Granice państwa Izrael w tym permanentnym rozwiązaniu będą wychodzić poza linie, jakie istniały przed wojną sześciodniową. Nie wrócimy do linii z 4 czerwca 1967 r.

Oto główne zmiany, nie wszystkie, jakie wyobrażamy sobie i jakie chcemy w permanentnym rozwiązaniu:

A. Przede wszystkim, zjednoczona Jerozolima, która obejmuje zarówno Ma’ale Adumim, jak Givat Ze’ev – jako stolica Izraela, pod suwerennością izraelską, ale z zachowaniem praw członków innych wyznań, chrześcijaństwa i islamu, do swobodnego dostępu i wolności praktyk religijnych w ich miejscach świętych, według zwyczajów ich wiary.

B. Granica bezpieczeństwa państwa Izrael będzie ulokowana w Dolinie Jordanu w najszerszym rozumieniu tego terminu.

C. Zmiany, które będą obejmować Gusz Ecjion, Efrat, Beitar i inne społeczności, z których większość jest na obszarach na wschód od tego, co było “Zieloną Linią”, przed wojną sześciodniową.

D. Założenie bloków osiedli w Judei i Samarii, podobnych do tego w Gusz Katif. …”

[można przeczytać całe przemówienie w przekładzie na angielski tutaj]

(Gdyby to przemówienie wygłosił dzisiaj Netanjahu, świat okrzyczałby go faszystą, nazistą, rasistą itd.)


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Midrasz Styczen 2016 Nr 1 (189)

Midrasz Styczen 2016 Nr 1 (189)

   Piotr Pazinski


Joanna Lisek

No więc tak. Mimo kłopotów finansowych (nie uległy wielkiej poprawie, więc jeśli chcecie mieć dalej ‘Midrasz’, proszę mieć nas w czułej pamięci i rozsyłać wici, wykupić prenumeratę przyjaciół i podawać tę informację dalej, niech dotrze do hojnych bogaczy) numer styczeń-luty 2016 ukazał się drukiem. A w nim fragmenty powieści Chawy Rosenfarb ‘Drzewo życia’ o przedwojennej żydowskiej Łodzi. Piękny przekład z jidysz sporządziły Joanna Lisek i Magdalena Ruta, one też opatrzyły tekst stosownymi przypisami. A ponadto m.in.: Tomasz Prot o sławnym krakowskim rodzie Deichesów; rozmowa ze śpiewaczką Barbarą Beier; Yaron Becker o stereotypowym i mniej stereotypowym postrzeganiu sztetlu;


Joanna Ostrowska o ‘Kocie rabina’; list Salomona Majmona do Jego Wysokości Króla Polski w pięknym przekładzie Marka J. Siemka, wydobytym z rodzinnego archiwum profesora; miniatury Witolda Wrzosińskiego; oraz wspaniałe, mroczne i niezwykłe opowiadanie Icchoka Lejbusza Pereca ‘Martwe miasto’, w przekładzie Belli Szwarcman-Czarnoty i z jej komentarzem. No,to by było na tyle. Pamiętajcie o nas.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wieczne pióro

Wieczne pióro

Dror Burstein Z języka angielskiego przełożyła Ula Rybicka


Wieczne pióro /rys. Dror Burstein
Wieczne pióro /rys. Dror Burstein

Do naszego rodzinnego Ciechanowa przybyliśmy pewnego sierpniowego popołudnia. Jak tylko wjechaliśmy do miasta, moja córka wyłączyła nawigację. Kierowaliśmy się do centrum. Kiedy zaparkowaliśmy i wysiedliśmy z samochodu, byliśmy na miejscu: przed nami wyłoniła się ulica Warszawska. Wiedzieliśmy, że nasi przodkowie od strony ojca mieszkali przy niej. Ich nazwisko brzmiało Bursztyn, a nasze jest jego angielską wersją.

– Nie jesteśmy przecież amerykańskimi Żydami. – powiedziałem do córki. – Nie jesteśmy też Anglikami. Popraw mnie, jeśli się mylę. Na pewno jesteśmy Żydami z Polski, więc powinniśmy nazywać się Bursztyn, a nie Burstein.

Pomyślałem wtedy, że cały czas żyliśmy ze złym nazwiskiem. To jakiś absurd.

Jedynym dokumentem, jaki mieliśmy, był telegram z 1940 roku. Widniał na nim adres: ulica Warszawska 35, Ciechanów. Pożółkły papier informował, że miejsce to znajduje się w regionie Sud Ost Prussen, Deutschland. Telegram został spisany schludnym charakterem pisma przy użyciu wiecznego pióra. Atrament jest wciąż bardzo czytelny, choć upłynęło już siedemdziesiąt pięć lat. Nadawcą był mój pradziadek, Szlama. Napisał kilka słów łamanym niemieckim do mojego dziadka, który wyemigrował do Palestyny w 1934 roku, gdy miał zaledwie dziewiętnaście lat. Urodził się w sierpniu 1915 roku, a ja, sto lat później, w sierpniu 2015 roku, przyjechałem tu na spóźnioną wizytę z moją osiemnastoletnią córką Ellą.

Bez trudu znaleźliśmy Warszawską 31 i 33. Drzwi numer 33 były na rogu ulicy, więc założyliśmy, że dom po prawej będzie tym, którego szukamy. Przeszliśmy przez ulicę i weszliśmy do bramy numer 35. Okazało się, że to miejscowa księgarnia. W szklanej witrynie ustawione było co najmniej dwadzieścia wiecznych piór i od razu uświadomiłem sobie, że muszę kupić jedno z nich. W domu mojego dziadka znajduje się księgarnia, pomyślałem, księgarnia i sklep z materiałami do pisania.

– Nikt ci w to nie uwierzy. – powiedziała córka. – Ta historia przypomina mi twoje opowiadania.

Kupiłem więc pióro Parkera i mapę miasta, ale zanim wyszliśmy ze sklepu, chciałem porozmawiać ze sprzedawczynią, by upewnić się, że to naprawdę Warszawska 35. Ku mojemu zaskoczeniu, powiedziała, że to numer 37. Że to od zawsze był numer 37.

Prenumerata

Opuściliśmy sklep. Rzeczywiście, księgarnia znajdowała się pod numerem 37. Dom obok był pod numerem 33. Tylko numeru 35 brakowało. To jeden z tych momentów, kiedy wiesz, że śnisz.

Stałem tam z wiecznym piórem w ręce, podczas gdy mój dom po prostu nie istniał. Wtedy jakiś starszy pan zapytał sprzedawczyni, w czym problem. Gdy usłyszał wyjaśnienie, powiedział:– Tak, stał tu kiedyś drewniany dom, zaraz obok okna z książkami. Niestety zniszczono go czterdzieści pięć lat temu.

Weszliśmy do pobliskiego baru, który prowadził Afgańczyk i jego polska żona. Jedliśmy przepyszne falafele, znacznie lepsze od tych w Izraelu. W pewnym momencie poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Rozpakowałem swoje nowe pióro i zapytałem córkę, czy nie będzie jej przeszkadzać, jeśli szybko spiszę to, co się właśnie wydarzyło. Okazało się, że pióro nie działa.

Potrząsnąłem nim i dalej nic. Zdałem sobie sprawę, że nie ma w nim atramentu. W pośpiechu wybiegłem do księgarni, by kupić atrament potrzebny do spisania tego krótkiego raportu. Starszy pan ciągle stał pod sklepem i gdy tylko mnie zobaczył, zapytał po angielsku, jak nazywali się mieszkańcy nieistniejącego domu.
– Bursztyn – powiedziałem.
– Zgadza się. ∎


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Commemorating Dead Jews While Hating the Living

Commemorating Dead Jews While Hating the Living

avatar Judith Bergman


Swedish Foreign Minister Margot Wallström. Photo: Wikimedia Commons.
Swedish Foreign Minister Margot Wallström. Photo: Wikimedia Commons.

”The battle for the equal value of all people and against antisemitism and racism is a part of foreign ‎policy. Sweden and the EU have a major duty to stand up for the values of the freedom and equal rights ‎of all people upon which our societies are based when we formulate and conduct our foreign policy. ‎Sweden is also working to strengthen a culture of dialogue and promote democratic developments so as ‎to undermine the conditions that foster extremism,” Swedish Foreign Minister Margot Wallstrom said ‎on International Holocaust Remembrance Day. ‎

That would be the same Wallstrom who excuses and justifies terrorism against Israelis and who recently ‎called for an investigation to determine if Israel had been committing “extrajudicial killings” during ‎the recent terror onslaught from the Palestinian Authority. As many Israelis pointed out on social media following her ‎remarks, it hardly gets more hypocritical than this.‎

However, Wallstrom’s remarks really are quite representative of Europe, which wallows in ‎commemorations of dead Jews; however, when it comes to the living — not so much. This can be especially ‎prevalent among those who pride themselves on having saved Jews during World War II, such ‎as Danes. In one exchange, which took place on a Danish journalist’s Facebook page, the response of ‎several of his Danish readers to his latest status updates about murdered Israelis in Judea and Samaria ‎was that these “settlers” were “war criminals” and “thieves” and consequently had no right of self-‎defense. Implicitly, no right to live either. Although extreme, you would be surprised (or perhaps not so ‎surprised) at just how many Europeans hold such views.‎

While commemorating dead Jews from the Shoah, Europe welcomes one of the most active regimes ‎when it comes to Holocaust denial. Iranian President Hassan Rouhani is being welcomed in Paris and in ‎Rome. In the latter city, the government decided to humiliate itself completely by covering up nude ‎statues in the center of Rome, so that Rouhani’s Muslim sensitivities would not be offended by the works ‎of Michelangelo and Bernini. The move was widely ridiculed across the political spectrum in Italy. ‎Meanwhile, no Italian seemed bothered by Iran’s proclamation of its annual mock-the-Holocaust-‎because- we-deny-it-ever-took-place contest, in which the cartoonist who most viciously mocks the Nazi ‎genocide is awarded $50,000. ‎

While commemorating dead Jews from the Shoah, Europe is busier than ever conspiring against the living ‎Jews in Israel. ‎

Europe’s funding of PA terror is legendary. “We demand that they [donor countries] monitor the use of ‎the money and make sure it is not used to fund terrorism or incitement. It is time for the world to stop ‎incitement and terrorism by truly supervising its donations [to the Palestinians],” Deputy Foreign Minister ‎Tzipi Hotovely said Sunday in a meeting with foreign dignitaries in Jerusalem. She also told them that the ‎stipends paid by the Palestinian Authority to terrorists’ families amounts to some $75 million a year — ‎about 20% of the donations funneled to the PA from Western nations and bodies. Hotovely said she ‎believed these benefits may now even exceed 20% of donor funds. Hotovely told the meeting that per ‎capita, the Palestinian Authority receives far more foreign aid than any other country in the world — ‎roughly $800 million a year on average. Palestinians receive assistance to the tune of $170 per person, ‎while Syrians, for example, receive an average of $106 per person.‎

The labeling of products from Judea and Samaria is another measure that Europe has lined up against Israel. ‎A third one is the European Union’s funding of illegal building by the Palestinian Authority in Area C. As ‎late as last Wednesday, the European Union reached an agreement with the Palestinian Ministry of Local ‎Government, in which the EU agreed to provide 9.5 million euros ($10 million) in grants towards “social infrastructure ‎projects” in Area C. In plain English, this means more illegal building.‎

Celebrating dead Jews while inciting against the living, however, is not just a European pastime. “The ‎Holocaust was a colossal crime. … This year, we focus on ‘the Holocaust and Human Dignity.’ We link ‎Holocaust remembrance with the founding principles of the United Nations, as expressed in the United ‎Nations Charter and the Universal Declaration of Human Rights. As we do, we are reminded of our ‎shared obligation to assure everyone the right to live free from discrimination and with equal protection ‎under the law. Today, with a rising tide of antisemitism, anti-Muslim bigotry and other forms of ‎discrimination, we must do even more to defend these rights for people everywhere,” UN Secretary ‎General Ban Ki-moon said on International Holocaust Remembrance Day.‎

Ban uttered there words the day after justifying and condoning terrorism against Jews in Israel in ‎a speech to the UN Security Council. “As oppressed peoples have demonstrated throughout the ages, it ‎is human nature to react to occupation.” The UN chief called Israeli settlement activities “an affront to ‎the Palestinian people and to the international community. … They rightly raise fundamental questions ‎about Israel’s commitment to a two-state solution.” ‎

It would be nice if the world would spare us its pompous and tasteless eulogies about our dead ancestors ‎and stop inciting our murder in the present.


Judith Bergman is a writer and political analyst living in Israel.

This article was originally published by Israel Hayom.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Stefan Zweig and Joseph Roth: How Europe’s exiled intellectuals ended up on a Belgian beach

Stefan Zweig and Joseph Roth: How Europe’s exiled intellectuals ended up on a Belgian beach

Adam Kirsch


Stefan Zweig and Joseph Roth.
Stefan Zweig and Joseph Roth.

By contrast, Roth, with his fantastic dreams of restoring the Habsburg throne, may be unreal and absurd, but at least he is passionately committed.

Zweig is partly to blame for the way posterity treats him. In his memoir, Die Welt von Gestern (The World of Yesterday), he is so modest about his achievements that he practically writes himself off, along with the liberal values he held dear. Yet how many people are possessed of the genius they high-handedly condemn Zweig for lacking, and in a geopolitical crisis how many would demonstrate better judgement than he did? Perhaps we dislike Zweig precisely because he reminds us too much of ourselves; and we romanticise in Roth the egotistical, self-destructive artist we would shun in real life.

For even in Weidermann’s friendly account, Roth comes across, without question, as an impossible man: self-pitying, improvident, monstrously needy. Irmgard Keun, another émigré writer in Ostend that summer – and “the only Aryan here”, as she cheerfully acknowledged – fell in love with Roth at first sight and spent years tending to his needs, such as holding his head during his daily bouts of vomiting. But even she eventually ran away: “I left him with a deep sigh of relief . . . I felt as if I’d escaped an unbearable burden.” Zweig was able to maintain a relationship with Roth only by keeping him at a distance, emotionally and physically. Yet under the circumstances, his devotion to his friend must be considered truly magnanimous.

A book about Roth and Zweig – and Keun and Toller and Arthur Koestler and Willi Münzenberg, all of whom play small roles – is necessarily a book about despair. Yet if there is an objection to be made to Summer Before the Dark, it is that Weidermann turns what ought to be a wretched, wrenching experience into one that is merely melancholy, not without a kind of glamour. He does not omit the grim details of the émigrés’ lives: we see Roth’s “badly swollen” feet, the stigmata of advanced alcoholism, which make it hard for him to wear shoes. Yet the whole approach and tone (and title) of the book are intent on turning Ostend 1936 into a kind of late-afternoon idyll of European civilisation. From our point of view, it is all so “interesting” – the brilliant minds, the political drama, the friendships and love affairs. Only by turning to Roth’s letters, or the essays of Walter Benjamin, can we begin to grasp what it really meant to be exiled and waiting for death in an indifferent world – as millions of people are in our own time.

In choosing to take up this story in the summer of 1936, Weidermann finds a moment of relative calm and normality in the émigrés’ lives.

On 3 July 1936, a Czechoslovakian Jewish journalist named Stefan Lux entered the general assembly of the League of Nations in Geneva, shouted “C’est le dernier coup”, and shot himself with a revolver. Lux wanted his suicide to be a warning cry against anti-Semitism and Nazi militarism. But if he thought that even such a public sacrifice would serve as the “final blow” against fascism, he was tragically mistaken. Two years after Lux’s death came the dismemberment of his country in the Munich Agreement and the Germany-wide pogrom known as Kristallnacht. The following year
brought the Second World War and the beginnings of the Holocaust. All that Lux’s death accomplished was to confirm the very powerlessness it was meant to protest. Nor did he even win the posthumous thanks of posterity, given that today his name and his deed are practically unknown.

Lux features in an offstage cameo role in the non-fiction chamber drama that is Summer Before the Dark. The German journalist Volker Weidermann has devoted this short, elegiac book to the German émigré writers, most of them Jews, who congregated in Ostend in the summer of 1936, mainly because they had no place better to go. At the centre of this unhappy cenacle were two writers who shared Lux’s fate. Stefan Zweig’s journeys took him all the way to Petrópolis, Brazil, before he gave up hope and took an overdose of barbiturates (with his wife, Lotte) in 1942. Joseph Roth’s death also deserves to be called a suicide: he died in Paris in May 1939 after years of acute alcoholism. (His final crisis was precipitated by yet another suicide, that of Ernst Toller, the communist playwright, who had killed himself in New York City a few days earlier.)

The effects of exile on Zweig and Roth had been immediate and dramatic. When Hitler came to power in 1933, each man was at the peak of his literary career, though that success took very different forms. Roth was a long-time star correspondent for the Frankfurter Zeitung, and had just written the novel that was his masterpiece, The Rad­etzky March. Zweig, who lived in splendour in Salzburg, Austria, was a writer of sensational novellas and digestible works on the history of ideas, books that were immensely popular in Germany and beyond. Their close friendship endured despite the evident differences in their temperament – Zweig was a moderate bourgeois, Roth a romantic bohemian – and, trickier still, in their abilities: Roth was a writer of genius, while Zweig knew he had only talent.

Roth, as a Jew and a well-known critic of Nazism, knew that he had to flee Germany immediately. He left for Paris on the day Hitler took power, 30 January 1933, and never returned. Zweig, an Austrian citizen and an outspoken liberal pacifist, soon came under pressure from his country’s authoritarian regime, and he transplanted himself to England in 1934. Zweig’s books were burned and banned in Germany, but he remained so popular in translation that he was never short of money. Roth, on the other hand, was now unemployable as a journalist, and lived hand-to-mouth on tiny advances from small émigré publishers. Their correspondence, which can be found in the 2012 book Joseph Roth: a Life in Letters, is fascinating for the double imbalance of power it shows. Roth depended on Zweig’s money and influence, yet he insisted on the superiority of his own literary and political standards. He had no qualms about lecturing the man who supported him, writing to Zweig in October 1933, for instance: “Haven’t you got that yet? The word has died, men bark like dogs. The word has no importance any more, none in the current state of things . . . Everything is shit.”

In recent years, the reputations of both men have undergone a sudden revival in the English-speaking world, thanks to extensive new translations and biographical works. Summer Before the Dark is a sign of how far this revival has succeeded: it is now possible for these writers and their émigré milieu to be the subject of a work of popular history very much like those Stefan Zweig used to write. One of his most successful books, Sternstunden der Menschheit (Decisive Moments in History, 1927), was a collection of a dozen historical sketches of moments that “changed the world”, from the Battle of Waterloo to the fall of Constantinople. Summer Before the Dark, on the other hand, is a story of people who failed to change the world: men who were expelled from history by the Nazis and had to watch helplessly as it steamrollered them into oblivion.

In choosing to take up this story in the summer of 1936, Weidermann finds a moment of relative calm and normality in the émigrés’ lives. The urgent flight from Germany is over; the chaotic and deadly flight from the German armies is still in the future. Ostend itself seems like a place where nothing bad could happen: “the expansive long beach, the big, overly broad promenade, the elaborately curved casino with its large terrace, the bistros with their little marble tables outside, the wooden bathing huts in the sand”. It is a middle-class paradise of the sort we associate with pre-First World War Europe. Indeed, Zweig was at Ostend in July 1914, and continually delayed his departure in the belief that war was just a rumour. Not until he was on the last train to Germany, and passed trucks carrying cannons towards the Belgian border, did he
begin to believe that the crisis was for real.

Weidermann opens his book at that moment of false security, just as Europe’s new Thirty Years War is about to break out. He sketches in the subsequent lives and careers of Zweig and Roth with economical strokes, bringing out the ready-made contrast between the two. Like virtually every writer on the subject, Weidermann can’t help condescending to Zweig:

Zweig is still writing out of a world, and about a world, that no longer exists. His ideal [of tolerance and mutual understanding] is pointless, unrealistic, risible, and dangerous . . . What use is tolerance in a world in which any man and everything he lives for and everything he writes are in danger of being ground to a pulp?
By contrast, Roth, with his fantastic dreams of restoring the Habsburg throne, may be unreal and absurd, but at least he is passionately committed.

Zweig is partly to blame for the way posterity treats him. In his memoir, Die Welt von Gestern (The World of Yesterday), he is so modest about his achievements that he practically writes himself off, along with the liberal values he held dear. Yet how many people are possessed of the genius they high-handedly condemn Zweig for lacking, and in a geopolitical crisis how many would demonstrate better judgement than he did? Perhaps we dislike Zweig precisely because he reminds us too much of ourselves; and we romanticise in Roth the egotistical, self-destructive artist we would shun in real life.

For even in Weidermann’s friendly account, Roth comes across, without question, as an impossible man: self-pitying, improvident, monstrously needy. Irmgard Keun, another émigré writer in Ostend that summer – and “the only Aryan here”, as she cheerfully acknowledged – fell in love with Roth at first sight and spent years tending to his needs, such as holding his head during his daily bouts of vomiting. But even she eventually ran away: “I left him with a deep sigh of relief . . . I felt as if I’d escaped an unbearable burden.” Zweig was able to maintain a relationship with Roth only by keeping him at a distance, emotionally and physically. Yet under the circumstances, his devotion to his friend must be considered truly magnanimous.

A book about Roth and Zweig – and Keun and Toller and Arthur Koestler and Willi Münzenberg, all of whom play small roles – is necessarily a book about despair. Yet if there is an objection to be made to Summer Before the Dark, it is that Weidermann turns what ought to be a wretched, wrenching experience into one that is merely melancholy, not without a kind of glamour. He does not omit the grim details of the émigrés’ lives: we see Roth’s “badly swollen” feet, the stigmata of advanced alcoholism, which make it hard for him to wear shoes. Yet the whole approach and tone (and title) of the book are intent on turning Ostend 1936 into a kind of late-afternoon idyll of European civilisation. From our point of view, it is all so “interesting” – the brilliant minds, the political drama, the friendships and love affairs. Only by turning to Roth’s letters, or the essays of Walter Benjamin, can we begin to grasp what it really meant to be exiled and waiting for death in an indifferent world – as millions of people are in our own time.


Summer Before the Dark: Stefan Zweig and Joseph Roth, Ostend 1936 by Volker Weidermann, translated by Carol Brown Janeway, is published by Pushkin Press (169pp, £12.99)

Adam Kirsch’s books include “Rocket and Lightship: Essays on Literature and Ideas” (W W Norton)


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com