Archive | February 2016

Hłasko wielkim pisarzem był…

Hłasko wielkim pisarzem był…

JAROSŁAW HEBEL



Każda ziemia, choćby najgorsza, jest prawdą; a każdy raj, choćby najlepszy, jest, mimo wszystko, kłamstwem. I nic więcej nie warto na ten temat mówić.
(Marek Hłasko, Następny do raju, Agora S.A., Warszawa 2011, 192 ss.)

Marek Hłasko (1934-1969) już za swojego życia był dość szczelnie okryty legendą, do czego na pewno przyczynił się prowadzony przez niego styl życia. Nie można zaprzeczyć, że był obdarzony wielkim literackim talentem. Okrzyknięto go „polskim Jamesem Deanem” i sam pozował na twardego faceta, takiego „buntownika bez powodu”. Można by nawet odnieść wrażenie, że z wielkim uporem próbował upodobnić się do bohaterów swoich powieści i opowiadań. Kolejny raz ponownie przeczytałem powieść Marka Hłaski, pt. Następny do raju (Agora S.A., Warszawa 2011). Uważam Marka za mojego „brata duchowego” i zawsze z wielką przyjemnością zagłębiam się w lekturę jego tekstów, chociaż od tej jego powieści wolę Pierwszy krok w chmurach, Pętlę, Sowę, córkę piekarza czy Pięknych dwudziestoletnich.

Z reguły mało kiedy przywiązuję wagę do fabuły książki, która, w moim przekonaniu, tak naprawdę może być doskonałym narzędziem i zarazem pretekstem dla autora do powiedzenia przez niego prawdy o życiu. Można bowiem książki podzielić (i ja tak czynię) według tego, czy autor ma nam cokolwiek do powiedzenia. Hłasko pięknie opowiada zaś przerażająco smutną, a przez to na pewno ujmującą i przykuwającą uwagę czytelnika historię, o pracy i życiu kierowców ciężarówek. Pisarz nie pokazuje nam szczęśliwych ludzi, lecz brutalnie obnaża socrealistyczny schemat pojmowania sztuki, z artystyczną wrażliwością nakreśla portrety ludzi w pełni przegranych. Niektórzy z nich nawet nie znają nawzajem swoich imion, po pracy grają w karty, piją wódkę i tęsknią za szczęściem, którego nie są w stanie złapać, ani nawet choćby odrobinę musnąć. Uważają, że ich życie jest pozbawione sensu. Jeżdżą bowiem na byle jakim sprzęcie i gdy jedni po pewnym czasie rezygnują z pracy i najzwyczajniej odchodzą, inni giną…

Tytuł powieści Hłaski ma wydźwięk ironiczny. Pisarz w ten sposób zwraca uwagę na to, że nic dobrego nie czeka potencjalnego kierowcy starej rozklekotanej ciężarówki. Pokusiłbym się jednak również o stwierdzenie, że książka Hłaski jest powieścią antykomunistyczną, może nawet antytotalitarną, o czym miałyby świadczyć słowa, które zostały skierowane przez pisarza pod adresem rządzącej komunistycznej ekipy: Nigdzie nie można uciec. Zamieniliście życie w taki wielki koncentrak, że nie potrzeba nawet drutów kolczastych, strażników, psów i karabinów maszynowych. Nie jest tajemnicą, że komunizm miał być ucieleśnieniem istnego raju na ziemi, ustrojem przymusowej i powszechnej szczęśliwości, który w praktyce przybrał formę potwornego piekła. Symbolizuje go ludzkie cierpienie, krzywdy, upokorzenie, poniżenie, łzy, ale także marzenia o rzeczach często bardzo banalnych. Z tego przeraźliwego piekła na ziemi, które miało być krainą powszechnej szczęśliwości, bohaterowie powieści Hłaski mogą odchodzić już tylko do raju.

Myliłby się jednak ten, kto twierdziłby, że książka Hłaski jest politycznym dziełem o literackiej fabule. Hłasko w pierwszym rzędzie pokazuje nam ludzi wpisanych we własne dramaty, którzy ciężko pracują i mają swoje uczucia i pragnienia. Prowadząc życie bez widoku na szczęście, pozbawione sensu, na co nie bez wpływu pozostają otaczające ich ciężkie realia, niektórzy z nich wyzbywają się wszelkich złudzeń, mówiąc na przykład: Wszystkie jesteście jednakowe (…) Moja matka była taką samą dziwką, moje siostry były takie same i ty jesteś taka sama. Wszystkim wam… patrzy z oczu; nawet na krzyżu widzicie nie Boga, a jego koniec… Wcale to jednak nie znaczy, że nie tęsknią za miłością, która jest najważniejszą i najpiękniejszą rzeczą w życiu człowieka.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Poland turns history into diplomatic weapon

Poland turns history into diplomatic weapon

Jo Harper


A Polish-Jewish historian comes under fire for questioning Poland’s historical record.

Jan Gross is a U.S.-Polish Holocaust historian | Janek Skarzynski/AFP/Getty

WARSAW — In a campaign to give a better gloss to Poland’s history, President Andrzej Duda launched what he calls an “offensive,” and the first target is U.S.-Polish Holocaust historian Jan Gross.

Duda is mulling whether to strip Gross of one of Poland’s highest honors for suggesting that during World War II Poles killed more Jews than they killed Germans. The assertion, which Gross backed up with numbers in an interview with POLITICO, strikes at the heart of Poland’s national narrative — that it is a nation uniquely harmed by history and for that reason should have a louder voice on the world stage.

It’s a key component of the worldview of the country’s nationalist Law and Justice (PiS) ruling party.

“Historical politics should be conducted by the Polish state as an element of the construction of our international position,” Duda said at a recent conference dedicated to the country’s revision of history.

“The majority of Poles grew up on the myths of Polish knighthood, conspiracy and struggle and this majority is unwilling and unlikely to change its mind” — Jan Muś, an academic from Lublin.

Duda’s efforts are part of a broader campaign by Law and Justice to use the wrongs of the past to fend off criticism of the present.

Death camps

The party has come under international censure for recent steps undermining the functioning of the constitutional court, politicizing the civil service, combining the offices of justice minister and prosecutor general, and putting state media under tighter government control. Officials like Justice Minister Zbigniew Ziobro have been especially sensitive to any disapproval from German politicians, quickly bringing up Germany’s bloody wartime occupation of Poland.

Ziobro is also behind a push to punish publications that refer to “Polish death camps” in reference to wartime Nazi concentration camps on Polish soil. The previous center-right government would send angry diplomatic letters to newspapers and magazines which slighted Poland in that way, but Ziobro wants miscreants to serve jail time for the suggestion.

“This will be a project that meets the expectations of Poles, who are blasphemed in the world, in Europe, even in Germany, that they are the Holocaust perpetrators, that in Poland there were Polish concentration camps, Polish gas chambers. Enough with this lie. There has to be responsibility,” Ziobro said.

The government isn’t just focusing on World War II.

Wałęsa’s past

One of the central narratives of Law and Justice, strongly promoted by its leader Jarosław Kaczyński, is that the end of communist rule in 1989 was in large measure a trick that allowed communist elites to enrich themselves with the help of corrupt leaders of the pro-democracy Solidarity labor movement. That means Poland’s independence over the last quarter century has been a sham.

A central part of that account is that Lech Wałęsa, the Solidarity leader, Nobel Peace Prize winner and former Polish president, was in fact a communist agent.

Duda’s efforts are part of a broader campaign
by Law and Justice | Emmanuel Dunand/AFP/Getty

Duda's efforts are part of a broader campaign by Law and Justice | Emmanuel Dunand/AFP/GettyThis week fresh allegations arose that he worked for the communist secret services in the 1970s. He was cleared some years ago by the Institute of National Remembrance, a body that investigates Nazi and communist crimes, but documents seized this week from the house of recently deceased General Czesław Kiszczak, a communist-era interior minister, suggest Wałęsa had been issued with the a codename ‘Bolek.’ Wałęsa has admitted to an “incident” with the secret police in the early 1970s, but has adamantly denied being an informant.

“You aren’t able to change the real facts with lies,” he wrote on his blog.

That’s not the view of Sławomir Cenckiewicz, an anti-Wałęsa historian, who issued a statement that Wałęsa’s past “had a crucial meaning” in the way he ran Solidarity and “on the shape of reforms after 1989.”

Mateusz Morawiecki, deputy prime minister and development minister, told Poland’s TVN television that it was “obvious” that Wałęsa was a communist-era agent.

Read more: Poland turns history into diplomatic weapon


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com


Jak język hebrajski stał się językiem codziennym

Jak język hebrajski stał się językiem codziennym? – wykład w Muzeum POLIN
 Muzeum Historii Żydów Polskich

Hebrajski jest staro-nowym językiem. W ciągu historii trwającej trzy tysiące lat powstała w nim ogromna liczba dzieł, w tym Stary Testament i Talmud. Jednak nie posiadamy dowodów na to, że hebrajski pozostawał w codziennym użyciu w Palestynie później niż w II w. n.e.

Około 100 lat temu stał się z powrotem językiem ojczystym, co jest procestem niespotykanym w historii. Prof. Tsvia Walden, psycholingwistka z Uniwersytetu Ben Guriona w Beer Szewie, opowiada o tym, jak i dlaczego starożytny język biblijny stał się językiem tworzącego się państwa izraelskiego i walczącego o jego powstanie ruchu syjonistycznego.

Wykład odbył się 11 lutego o godz. 18.00 w Muzeum POLIN/

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Dlaczego jestem członkiem organizacji „Pokój nie teraz”

Dlaczego jestem członkiem organizacji „Pokój nie teraz”

Richard Landes tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Niemal każdy w świecie gier o sumie pozytywnej, gdzie obie strony wygrywają, zgadza się, że najlepszym rozwiązaniem konfliktu między Izraelczykami i Palestyńczykami jest rozwiązanie w postaci dwóch państw. Ziemia za pokój, wzajemne kompromisy, daj trochę, otrzymaj wiele. To myślenie o pozytywnej sumie leży u sedna tego, co umożliwia istnienie demokracji i co umożliwiło Europejczykom zastąpienie tysiącleci wojen między plemionami i narodami (co w czasach średniowiecznych było codziennym zajęciem) współpracującą i produktywną Unią.

Niemniej ten konflikt okazał się zdumiewająco trwały i oporny na podejmowane w najlepszych intencjach wysiłki zachodnich outsiderów przez ostatnich dwadzieścia lat. Nie tylko zepsuło to ostatni rok prezydentury Billa Clintona, ale skompromitowało dwójkę sekretarzy stanu Obamy, która z pewnością siebie przepowiadała, że (każde z nich) rozwiąże ten problem w ciągu kilku miesięcy. Jak Syzyf z chorobą Alzheimera, skazani na powtarzanie tych samych ruchów bez zauważania powtórek, zachodni eksperci od „rozwiązywania konfliktów” raz za razem próbują zastosować te same rozwiązania „pozytywnej sumy”, z dającymi się przewidzieć tymi samymi rezultatami: nie tylko brakiem sukcesu, ale rzeczywistą porażką. Sytuacja jest za każdym razem gorsza niż była przedtem.

Tym, co umyka wielu, którzy, podobnie jak ja, akceptują koncepcję rozwiązania w postaci dwóch państw, jest niewspominana teraźniejszość, która towarzyszy wszystkim bieżącym wysiłkom. Koncepcja, że to rozwiązanie można i należy natychmiast wprowadzić w życie, ma dobre powody. W dodatku do troski o zakończenie cierpień spowodowanych tym konfliktem tak szybko, jak to możliwe, pośpiech uwzględnia problemy demograficzne następnego pokolenia: czy Izrael będzie zarówno żydowski, jak i demokratyczny?

Jedno i drugie są dobrymi powodami, by działać szybko, ale nie są to dobre powody, by ignorować przeszkody stojące na drodze. Rzeczywistość, kombinacja kultury politycznej silniejszego [„strong horse”] i plemiennej, apokaliptycznej, dżihadystycznej kultury religijnej, uniemożliwia zamykanie oczu i żywienie nadziei, że obie strony są gotowe i że jest to tylko kwestia znalezienia właściwej formuły kompromisu, by zgarnąć pulę.

Większość głosów w sferze publicznej obwinia Izrael za brak postępów. Jest to główny temat dyplomacji europejskiej i badań postkolonialnych od połowy lat 1970., mediów zachodnich głównego nurtu (z BBC i „New York Times” w awangardzie), szczególnie od roku 2000, a obecnie przeszło także do kręgów politycznych USA. Ta tendencja me sens tylko dlatego, że łatwiej jest winić elastyczniejszych i bardziej samokrytycznych Izraelczyków, nawet jeśli wina nie leży po ich stronie. O ileż łatwiej jest pójść tą drogą, kiedy z jednej strony Palestyńczycy przyjmują każdą krytykę z wielką wrogością, a z drugiej krytykujący znajduje silne poparcie u samokrytycznych Izraelczyków i Żydów w diasporze.

Ci “Żydzi przeciwko sobie” dostarczają argumentów politykom i ekspertom, niezbyt skłonnym do krytykowania Palestyńczyków ani do stawiania im jakichkolwiek żądań, by podwoić ciężar na Izraelczyków. W końcu, jest bardzo niewielu Palestyńczyków głośno domagających się krytyki i ostrego potępienia własnego społeczeństwa w sposób, w jaki robią to Żydzi i Izraelczycy. Jest wręcz odwrotnie, nie ma żadnych palestyńskich dziennikarzy głównego nurtu, żadnych decydentów, żadnych polityków gotowych do wzięcia na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności za jakikolwiek błąd, pomyłkę lub niewłaściwy krok ze swojej strony. Wśród nich jest przedmiotem wiary, którą podziela coraz więcej ludzi na Zachodzie: wina leży po stronie Izraela; Palestyńczycy są niewinnymi ofiarami.

A przecież, kiedy widzimy, co przywódcy palestyńscy mówią po arabsku do swojej publiczności, znajdujemy całą kulturę nieprzejednania i podżegania. Jest to kultura sumy zerowej, nie tylko w stosunku do sąsiada, Izraela – Od rzeki do morza, Palestyna będzie wolna – ale w stosunku do własnej ludności. Podobnie jak elity w każdym innym kraju arabskim, kierownictwo palestyńskie, niezależnie od tego, czy jest religijne (Hamas), czy „świeckie” (OWP), żyje w luksusie, podczas gdy jego lud żyje w nędzy.

Jeśli za wskazówkę weźmie się cięte uwagi Dennisa Rossa o tym, dlaczego Oslo zawiodło, Autonomia Palestyńska kontynuuje „największe zaniechanie” Arafata: nie przygotowuje swojej ludności do pokoju. Wręcz przeciwnie, nieustannie i systematycznie pierze jej mózgi propagandą. Już samo uparte twierdzenie, że wyłącznie Izrael jest winny, jest częścią tej propagandy wojennej. Identyfikuje to problem: nie szukają oni kompromisu, co wymaga przynajmniej częściowego uznania żądań drugiej strony; szukają rozwiązania o sumie zerowej. Izrael jest winny i musi zapłacić, a więc Palestyńczycy wygrywają dużo, a Izrael przegrywa dużo.

Najbardziej umiarkowanym stanowiskiem, jakie znajdujemy w arabskim dyskursie Palestyńczyków, nie jest koncepcja dwóch państw (która pojawia się tylko w artykułach publikowanych na Zachodzie), ale dwóch etapów, a mianowicie: wziąć to, co oferują Izraelczycy i użyć tego jako obszaru strategicznego do dalszych ataków, aż do zniszczenia Izraela. A nawet to wydaje się być zbyt wielkim kompromisem dla honoru arabskiego, bo także, kiedy oferowano im duże obszary, włącznie z Jerozolimą, ci “umiarkowani” konsekwentnie odpowiadali “nie”.

Mimo niechęci mediów do informowania o tym, wiemy, że w 2007 r. Abbas odrzucił ofertę Olmerta, jak dotąd, najhojniejszą. Dzisiaj nawet Gershon Baskin, jeden z najbardziej zdeterminowanych i oddanych adwokatów pokoju teraz, ktoś, kto w przeszłości zawsze twierdził, że kierownictwo palestyńskie było i jest chętne do niezbędnych dla pokoju kompromisów, przestał liczyć na obecne (“umiarkowane”) kierownictwo palestyńskie.

Europejczycy systematycznie unikali i unikają zwracania uwagi na ten „wewnętrzny” dyskurs palestyński. Albo chcą rozpaczliwie wierzyć, że pokój jest możliwy teraz, albo chcą obwiniać Izrael za palestyńskie nieprzejednanie, w każdym razie wolą wersję wydarzeń, w której Izrael jest jedyną przeszkodą do pokoju, i utrzymać wiarę, że zmuszanie Izraela do dalszych ustępstw jest najszybszą drogą do pokoju. Dzisiaj Francja ogłasza absurdalną, samospełniającą się groźbę, że jeśli negocjacje pokojowe zawiodą, Francja uzna państwo palestyńskie: kto mógłby chcieć lepszej motywacji dla Palestyńczyków do sabotowania rozmów?

Gdyby ich ocena była poprawna – Palestyńczycy są gotowi do kompromisu, Izraelczycy nie są – naciski na Izrael mogłyby zadziałać. Oczywiście to wszystko nie działa, bo ocena oparta jest na odwróceniu rzeczywistości. Zamiast posuwać się ku celowi sumy pozytywnej, która daje korzyści „obu stronom”, ta polityka pcha tylko Izrael w stronę większego zagrożenia, a Palestyńczyków w stronę większego nieprzejednania.

Najnowsza groźba francuskiego ministra spraw zagranicznych, Fabiusa, że jeśli następna runda rozmów zawiedzie, Francja jednostronnie uzna Palestynę, doskonale ilustruje to szaleństwo: mówi Palestyńczykom, że jeśli tylko pozostaną nieprzejednani, zwyciężą. Równocześnie grozi Izraelczykom sankcjami za odmowę popełnienia samobójstwa. Strona francuska wzmacnia także palestyńskich dżihadystów w czasie, kiedy nie wiedzą, co zrobić z własnymi dżihadystami. Im bardziej Palestyńczycy opierają się kompromisom, tym więcej wsparcia otrzymują, tym bardziej outsiderze przyjmują ich wojowniczą narrację: „Zlikwidować Izrael dla Pokoju Światowego”.

Nie jest to też po prostu kwestia palestyńskiej woli politycznej (jak Zachód sądził w sprawie Arafata podczas Oslo), ale problem kulturowy, o którym większość z nas nie chce myśleć. Niektórzy politolodzy spekulowali, że Palestyńczycy są jednym z narodów arabskich, który ma największe szanse stania się demokracją (często wyjaśniane przez bliskość do demokracji izraelskiej). Zarówno jednak zachowanie elit (polityka Silniejszego), jak patriarchalnych mężczyzn (morderstwa honoru), sugerują, że Palestyńczykom bardzo daleko do tego rodzaju instytucjonalnego i społecznego przekonania, jakie jest niezbędne, by rozpocząć i utrzymać eksperyment wolności.

Istnienie tych przeszkód kulturowych dla pokoju po stronie palestyńskiej sprawia wielkie trudności liberalnym Żydom i Izraelczykom, przekonanym o konieczności kompromisów, jakie ich zdaniem warto uczynić, by osiągnąć rozwiązanie w postaci dwóch państw (włącznie z podziałem Jerozolimy). Z jednej strony, otwarte podnoszenie tych kwestii wywołuje obrazę wśród Palestyńczyków i ich orędowników (jak Saïd). Z drugiej strony, przez naciskanie na Izrael, by godził się na rozwiązanie w postaci dwóch państw teraz, faktycznie choć niezamierzenie osłabiają Izrael i wzmacniają wrogów pokoju, szczególnie wśród Palestyńczyków. Każda porażka pokoju teraz w oparciu o ideę sum pozytywnych osłabia graczy sum pozytywnych i wzmacnia graczy sumy zerowej po obu stronach. Jest to dynamika, która oznacza wzmacnianie graczy politycznych wśród Palestyńczyków, których postawy wobec Izraela pokrywają się w dużej mierze z postawami apokaliptycznych dżihadystów.

Ten dylemat staje się jeszcze bardziej toksyczny, kiedy poczucie naglącej potrzeby doprowadza Żydów o dobrych intencjach do niecierpliwości wobec izraelskiej niechęci uczynienia posunięć, które wyborcy, na co dzień żyjący z napędzaną podżeganiem przemocą palestyńska, uważają za samobójcze. Liberałom jest o tyle łatwiej potępiać Netanjahu jako prawicowca, nieprzejednanego i nieustępliwego i chwalić Abbasa jako umiarkowanego i gotowego do pokoju. Jeśli jednak rzeczywistość jest odwrotna (a jest), to każde posunięcie, do którego prze obóz pokojowy, prowadzi do wojny; a im mocniej prze, tym gorsza jest wojna, którą bezwiednie przygotowują.

Z drugiej strony, jeśli problemem jest opór palestyński i radykalny brak gotowości kultury palestyńskiej do pokoju z Izraelem, to inna polityka może poprawić perspektywę rozwiązania w postaci dwóch państw, które jednak nie nadejdzie szybko.

Postawa wobec Izraela dzierżących władzę Palestyńczyków ujawnia całą gamę palestyńskiej nietolerancji: żadnych Żydów mieszkających w państwie palestyńskim, żadnych Żydów wśród sił zagranicznych stacjonujących w Palestynie. Nawet żadnych uchodźców palestyńskich z obozów w świecie arabskim w państwie palestyńskim (muszą wrócić do Izraela). To oczywiście nazywa się czystką etniczną i jest dokonywane jako oczywistość przez wojownicze, autorytarne reżimy.

To zrobili Osmanie w latach 1910. i 1920. wobec Ormian i Greków, których masakrowali i wygnali. Nie ma dostrzegalnej różnicy między kulturą polityczną i religijną Osmanów, a rodzajem kultury panującej w elitach palestyńskich („świeckich” i religijnych). Wręcz dzisiejsi Palestyńczycy stanowią zdecydowany regres w stosunku do wielkoduszności Ataturka wobec Greków.

A jednak ci sami ludzie, którzy rozkoszują się oskarżaniem Izraela o czystkę etniczną (mimo 20% populacji arabskiej, która ma wolność i przywileje, jakich nie ma nigdzie indziej na Bliskim Wschodzie), wydają się nie mieć zastrzeżeń (lub wiedzy) do tej palestyńskiej, otwarcie zamierzonej czystki etnicznej, której często towarzyszy ten rodzaj ludobójczego podżegania, który, we właściwych warunkach, może dać koszmarną rzeczywistość. Trzeźwy obserwator (tj. taki, który nie jest zamroczony Saïdem, lub niepokoi się o obrazę muzułmańskiego honoru) zauważyłby od razu: Palestyńczycy muszą dopiero przejść rodzaj rewolucji moralnej w swojej “grupie honoru”, która pozwoli na większą tolerancję “innego” i w ten sposób położy podwaliny pod zarówno demokrację, jak pokojowe stosunki z „innymi”. A do tego czasu wszystkie ustępstwa wobec nich stanowią przepis na wojnę.

Pokój nie teraz.

Rozwiązanie w postaci dwóch państw istotnie jest najbardziej godziwym rozwiązaniem tej tragicznej walki dwóch ludów, które mogłyby być owocnymi przyjaciółmi. Dla osiągnięcia jednak tego rodzaju sprawiedliwości potrzeba czasu, zanim kultura palestyńska rozwinie zdolność przejścia ze świata sumy zerowej przy rozwiązywaniu sporu przez przemoc (przy czym upierają się przywódcy palestyńscy, mimo że jak dotąd zawsze przegrywali), do rozwiązywania sporów przez sprawiedliwe dyskusje, w które wchodzi wzajemność. Do tego czasu zmuszanie Izraela do czynienia ustępstw na rzecz graczy, którzy odrzucają wzajemność i uważają ustępstwa za oznaki słabości, jedynie sprzyja wojnie.

Poniższe sugestie są żądaniami, które są całkowicie rozsądne przy założeniu, że Palestyńczycy planują zawrzeć pokój z Izraelem; są one nie do przyjęcia, jeśli Palestyńczycy planują zniszczenie Izraela. Wydaje się, że najmniejsze, co outsiderzy o dobrych intencjach, którzy wierzą w rozwiązanie w postaci dwóch państw teraz, mogą zrobić, to prosić kierownictwo palestyńskie:

  • Okażcie dobrą wolę w sprawie kompromisu o uchodźcach przez rozpoczęcie przenoszenia uchodźców z obozów do przyzwoitych, permanentnych domów.
  • Okażcie szacunek kobietom przez poważne zabranie się za sprawę morderstw honorowych, włącznie z przypadkami, kiedy ojciec lub brat gwałcą ofiarę.
  • Przestańcie prześladować Palestyńczyków, którzy współpracują z Izraelczykami, jako szpiegów i zdrajców.

Wybrałem te sprawy, ponieważ dotyczą one kwestii kulturowych, które powodują, że tak trudno jest o pokój. Oczywiście, każdy wysiłek na rzecz pokoju powinien również zawierać żądanie, by funkcjonariusze palestyńscy zaprzestali nadawania najpaskudniejszego rodzaju propagandy wojennej: podżegania do ludobójstwa, separatystycznych twierdzeń i obietnic, gloryfikacji ludzi, którzy zabili niewinnych cywilów. To jednak jest niemal zbyt oczywiste, by to wspominać… a może nie?


Richard Allen Landes

Amerykański historyk, wykładowca na Boston University, dyrektor bostońskiego Center for Millennial Studies. Autor szeregu książek o średniowieczu i ruchach apokaliptycznych. Obserwator konfliktu na Bliskim Wschodzie (to on ukuł pojęcie „Pallywood” na wyprodukowane ze statystami filmy mające być „dowodami” przeciwko Izraelowi). Jest również autorem dwuczęściowej druzgoczącej analizy tzw. „Raportu Goldstone’a”.
•”Goldstone’s Gaza Report, Part I: A Failure of Intelligence”, Middle East Review of International Affairs (MERIA), January 2010.
•”Goldstone’s Gaza Report, Part II: A Miscarriage of Human Rights,” Middle East Review of International Affairs (MERIA), January 2010.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


“Góra Tajget” – książka opowiadająca o preludium do Holokaustu

“Góra Tajget” – książka opowiadająca o preludium do Holokaustu

Trójka


Projekt T4 był pierwszym masowym mordem ludności dokonanym przez niemieckie państwo nazistowskie. Szacuje się, że w ramach akcji wymordowano ok. 20 tysięcy osób (zdjęcie ilustracyjne)

Do rąk polskich czytelników trafi wkrótce najnowsza książka Anny Dziewit-Meller. To historia o ludzkiej krzywdzie i funkcjonowaniu bezdusznej maszyny do zabijania bezbronnych.

Posluchaj o – “Góra Tajget” – książka opowiadająca o preludium do Holokaustu (Do południa/Trójka)

 

“Góra Tajget” opowiada o programie T4 realizowanym w III Rzeszy w latach 1939-1944. Program polegał na fizycznej “eliminacji życia niewartego życia”.

– Była to akcja eksterminacji chorych psychicznie, słabych i niedostosowanych jednostek – mówi w Trójce autorka książki. – Było to preludium do Holokaustu, trening, jak zabijać w sposób masowy – dopowiada.

W “Do południa” Michał Nogaś pyta autorkę o kulisy pracy nad powieścią, jej bohaterów i historię programu T4. – Nie znam osoby, która po lekturze tej książki nie byłaby poruszona – stwierdza podczas audycji dziennikarz Trójki.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy na temat zbrodni, która przez siedemdziesiąt lat nie doczekała się rozliczenia i obok której – mimo upływu czasu – nie można przejść obojętnie.

Anna Dziewit-Meller i Michał Nogaś w studiu Trójki (foto: Polskie Radio)Anna Dziewit-Meller i Michał Nogaś w studiu Trójki (foto: Polskie Radio)

Wiecej tu: Góra Tajget


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com