Archive | February 2016

Osada sprzed 7 tys. lat odkryta w Jerozolimie

Osada sprzed 7 tys. lat odkryta w Jerozolimie

Źródło: PAP


Osada sprzed 7 tys. lat odkryta w Jerozolimie

Archeolodzy w Jerozolimie Wschodniej znaleźli podczas prac wykopaliskowych związanych z budową drogi w osiedlu Szuafat pozostałości osady sprzed 7 tys. lat – poinformowała izraelska służba starożytności IAA. To najstarsze ślady osadnictwa w Jerozolimie. Odsłonięto dwa domy z dobrze zachowanymi pozostałościami i podłogami z różnymi instalacjami oraz gliniane naczynia, krzemienne narzędzia i bazaltową misę – podała w środe IAA.

Najstarsze ślady osadnictwa w regionieZnaleziska datowane są na 5 tys. lat p.n.e. – początek chalkolitu, czyli epoki miedzi. Są to najstarsze znaczące ślady osadnictwa w Jerozolimie według dr. Omriego Barzilaia, szefa działu prehistorii IAA.- Okres chalkolitu znamy z Negew, równiny wybrzeża, Galilei i Golan, ale niemal zupełnie nie ma jego śladów na wzgórzach Wyżyny Judzkiej i na terenie Jerozolimy – podał w oświadczeniu Barzilai.Odkrycie wskazuje, że obszar Jerozolimy był zamieszkany o dwa tysiąclecia wcześniej niż dotąd uważano.Zdaniem szefowej wykopalisk Ronit Lupo znaleziska świadczą o istnieniu kwitnącej osady. Lupo wskazuje na narzędzia z krzemienia, małe sierpowate ostrza służące do żęcia zbóż, dłuta i polerowane siekiery, a nawet paciorki z karneolu. – Narzędzia, moździerze i tłuczki, jak miska z bazaltu, świadczą o umiejętnościach technologicznych, jak również o rodzaju rzemiosła praktykowanego przez lokalną społeczność – dodała archeolog.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Powrót Marka Hłaski

Powrót Marka Hłaski

JAROSŁAW HEBEL



Nie ukrywam swojego wielkiego zadowolenia, że dzięki wydawnictwu Agora SA na nowo możemy czytać Hłaskę. Wydawca „Gazety Wyborczej” rozpoczął bowiem reedycję jego utworów. Ten cykl otworzył w 45. rocznicę jego śmierci (14 czerwca b.r.) zbiór listów, znakomicie opracowanych przez Andrzeja Czyżewskiego.

Jest ich ponad 360 (m.in. do matki pisarza, Agnieszki Osieckiej, Jerzego Giedroycia, czy do żony – Soni Ziemann). Jeżeli jest to tylko możliwe, czytelnik może zapoznać się z listami pisarza w całości. Widzimy więc pełny obraz języka Hłaski, zwłaszcza w listach do przyjaciółki Zuli Dywińskiej, która była powiernicą pisarza.

Nie może też ujść uwadze, że z wydawcami Marek Hłasko toczył wielką batalię, by nie cenzurowali oni jego utworów, bo kiedy jego bohater chciał ją zerżnąć, to nie znaczyło, że chciał z nią spać. Narzekał też w listach do europejskich redaktorów, że izraelscy wydawcy nie płacili mu honorariów, które bez dwóch zdań mu się należały i niejednokrotnie był zmuszony na emigracji do podejmowania fizycznej pracy zarobkowej.

W Listach czytelnik na pewno dostrzeże wiele twarzy Marka Hłaski. W drobny pył zostaje obrócona legenda pijaka, brutala i awanturnika. Wyłania się z nich natomiast postać utalentowanego pisarza i człowieka wrażliwego oraz na swój sposób tragicznego, który nie mógł powrócić do swojej ojczyzny. Myślę, że jest to bardzo interesujący dodatek do biografii Hłaski.

W pierwszych listach, akurat w tych pisanych do matki, czytelnik może zobaczyć kilkunastolatka wyrzuconego z internatu oraz prześladowanego za swój dziewczęcy wygląd. Może być ciekawostką, że w tym okresie czasu Hłasko brał nawet zastrzyki na przyspieszenie dojrzewania. W zbiorze tym znajdziemy też m.in. listy do Jerzego Andrzejewskiego, z którym łączyła go wielka przyjaźń. Odcinając się w jakimś sensie od homoseksualnych skłonności autora Popiołu i diamentu, ale jednocześnie nie przekreślając łączącej go z nim przyjaźni, Hłasko pisał do Andrzejewskiego: Jesteś człowiekiem, dla którego mogę zmienić wyznanie, religię, no nie wiem co, ale (…) są przecież sprawy, o których nie ja decyduję.

Listy te są szczerą opowieścią o życiu Marka Hłaski, które zakończyło się tragicznie w Wiesbaden w nocy z 13 na 14 czerwca 1969 r. Tworzą one obraz tułaczki, pokazują pobyt w szpitalu psychiatrycznym, więzieniu, ale także opowiadają o spełnieniu w USA jednego z największych marzeń pisarza, jakim była nauka latania. Hłasko miał poczucie, że zagranicą jako pisarz i człowiek nic nie znaczy.

Moje życie to przeklęta bzdura, Jeden Wielki Żart – to już o mnie wszystko – pisał gorzko Soni Ziemann. Są też jednak piękne, pijackie listy miłosne do panny Czaczkes, czyli Agnieszki Osieckiej: Jeszcze trochę czekaj. Jeszcze trochę. Jeszcze, jeszcze. Ja też nie jestem szczęśliwy. Czekaj, czekaj. No i wyłania się słodki wizerunek ostatniej izraelskiej miłości autora Pierwszego kroku w chmurach, który w korespondencji do Zuli Dywińskiej nazywał Esther pluszowym zwierzątkiem, które tak cudownie pachnie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


5 Fascinating Facts about Jews in India

5 Fascinating Facts about Jews in India

Dr. Yvette Alt Miller


5 Fascinating Facts about Jews in India

Little-known facts about this ancient Jewish community. India’s Jewish community is thousands of years old. Here are five little-known facts about the role Jews have played in India through the ages.

Meeting Marco Polo

When Marco Polo traveled through India in the year 1293, he recorded a surprising encounter in his diaries about meeting Jews there who’d developed a thriving community on India’s southwestern coast. These early Jewish settlers were likely descended from Jewish traders who came from Yemen in the 700s and were welcomed by the local prince. To this day, the Jewish community keeps a set of thousand-year-old engraved copper plates record the welcome extended by the local prince to one Joseph Raban, a Jew who settled in the area.

When the Jewish community was threatened by attacks from South Arabian and Portuguese invaders in the 1400s, the maharajah in the nearby town of Cochin invited them to settle and even build their synagogue next to the town’s Hindu temple. A portion of Cochin soon became known as “Jew Town”, and the magnificent synagogue – with blue and white tiles from China on the floor and a crystal chandelier from Holland – serves the Jews of Cochin to this day.

As the area developed trade ties with the rest of the world, the Jewish community in Cochin reached out to their fellow Jews abroad, requesting Jewish books and connections. When a shipment of Torah scrolls, prayer books and other religious items Cochin’s Jews had ordered from Holland arrived in the town in 1686, Cochin’s Jews were so overjoyed they declared the day a local holiday.

Hanukkah Refugees?

The largest Jewish community in India is also the most mysterious: the Bene Israel, who lived unknown to the rest of the Jewish world for generations in the Kolaba district of India south of Bombay. The Bene Israel maintain they are descended from a group of Jews – seven men and seven women – who were shipwrecked in the area thousands of years ago. Some believe they are descendants of the 10 Lost Tribes of Israel who fled northern Israel in 721 BCE after the Assyrian invasion; others maintain their ancestors fled King Antiochus (the king who oppressed Jews in Israel during the time of the Hanukkah miracle.)

The Bene Israel Jews adopted Hindu names and dress, but kept some of their traditions. Locals called them shaniwar teli, or “Saturday oil pressers” because they refused to work on Shabbat.

In the 1700s, Rabbi David Rahabi – a Jew from the thriving community of Cochin – visited the area and was astounded to find people who claimed to be Jewish – and who seemed to maintain some vestige of Jewish practice, such as saying the Shema prayer. Cochin Jews sent teachers, rabbis, cantors and ritual slaughterers to help them out, and in time the Bene Israel community began to embrace mainstream Jewish practice. Many of the members moved to Bombay and built numerous Bene Israel synagogues there, following the Sephardic liturgy.

The Jewish General Who Created Bangladesh

Lieutenant General Jack Jacob, the highest-ranking Jew in India’s military, was born in Calcutta in 1923, part of that city’s large Jewish community which traced its roots to 18th Century Baghdad.

In 1971, Jacob was chief of staff of the Indian Eastern Command, and watched as a eastern Pakistan (today the nation of Bangladesh) tried to break away from mainline Pakistan. Pakistani forces responded ferociously, massacring between 500,000 and 3 million people and committing atrocities and war crimes. 10 million desperate refugees fled into India, which then declared war on Pakistan. Jacob led Indian troops into Pakistan to capture Dhaka.

Lt. Gen Jacob

Within weeks, the local Pakistani General, A.A.K. Niazi, invited Jacob to discuss a cease-fire. Jacob flew to Pakistan, unarmed and with only one staff officer, and presented the Pakistani general with a choice of his own devising: surrender unconditionally and in public, and receive Indian army protection for his retreat – or continue fighting and face India’s full military might. (Jacob’s position was a bluff: facing 93,000 Pakistani troops, he commanded only 3,000 Indian troops, and they were 30 miles away.)

Jacob gave Gen. Niazi 30 minutes to decide and went outside to wait. “I appealed to God for help and said the Shema Yisrael,” Jacob later recalled. After half an hour, Niazi agreed; 93,000 Pakistani soldiers surrendered the next day. Many were saved by the quick end to the fighting, and the new nation of Bangladesh awarded Jacob a certificate of appreciation for his “unique role” in the nation’s founding.

Lt. Gen. Jacob went on to serve as Governor of the Indian states of Goa and Punjab. He visited Israel often, and became close friends with Israeli politicians Shimon Peres and Yitzhak Rabin. Jacob passed away on January 13, 2016.

Movie Stars

Even though Jews are a tiny minority in India – 5,000 out of a population 1.3 billion – many of the greatest Indian movie stars – and several of India’s Beauty Pageant winners – have been Jewish.

Esther Abrahams was crowned the first Miss India in 1947, and later went on to become one of the earliest movie stars under the stage name Pramila. (Her daughter Naqi Jahan became Miss India in 1967, and her son, Haider Ali, is a well known actor in Indian films today.) Fleur Ezekiel was crowned Miss India in 1959, and Salome Aaron earned the title in 1972. (Ms. Aaron went on to become a choreographer in Bollywood – India’s robust film industry, centered around Bombay – and her sons Kunal and Aditya are successful Bollywood actors today.)

Esther Abrahams
As India developed its thriving film industry, Indian Jews were involved from the beginning. David Joseph Pendar wrote India’s first “talkie” picture in 1931, and Jewish women soon stepped into acting roles that were often shunned by Hindu and Muslim women. Famous “Bollywood” stars such as Sulochana (Ruby Myers), Pramila (Esther Abrahams) and Nadira (Florence Ezekiel Nadira) all came from India’s Jewish community, though few Indians realized these legendary actresses were Jews.

Little India in Israel

After the establishment of Israel, many of India’s Jews began to leave for new lives in the Jewish state. From a population of approximately 30,000 Indian Jews in 1948, only about 5,000 Jews remain in India today. Approximately 80,000 Jews of Indian origin keep their unique traditions alive in Israel.

The Israeli towns of Dimona and Ashdod have been dubbed “Little India” by some residents, and it’s common to hear words in Hindi and the Indian language of Marathi in some homes. Dimona’s central municipal library even has a special section of Indian-language books, with local residents donating ever more books following trips back to India.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Kilka słów o wspomnieniach

Kilka słów o wspomnieniach

Dorota Kozłowska


Otto Dov Kulka - Pejzaże metropolii śmierci

Otto Dov Kulka – Pejzaże metropolii śmierci

„Wziąłem jedną z tych książek, chyba jedną z najlepszych, i zacząłem czytać – o Auschwitz, opis sytuacji, którą przeżył autor. Z przerażeniem i zdumieniem uzmysłowiłem sobie, że czuję wyłącznie całkowitą obcość (…) Między opisem świata, opisem pejzaży, przeżyć, obecności przeszłości, która na wieki jest częścią mojej teraźniejszości – między takim opisem a moim doświadczeniem płyną rzeki nieprzebyte.”

„Przecież ta książka, tak samo jak wiele innych tego rodzaju książek, dzieł filmowych, teatralnych i plastycznych, ofiaruje wszystkim, lub przynajmniej tym, którzy czytają książki, pewien sposób rozumienia i przeżywania Auschwitz – jego wszechświata, getta, ostatniego etapu, tamtej rzeczywistości. A skoro wszyscy czytają te książki, które rozchodzą się w tysiącach egzemplarzy, to oczywiste mówią one w języku wspólnym rzeszom czytelników. Ja jednak nie potrafię znaleźć w nich tego, co starają się wyrazić! To całkiem inny świat! Jedynym uchwytnym uczuciem, które we mnie wzbudzają, jest uczucie obcości; jedyna prawda, którą mi dają, jest prawdą obcości”.
Otto Dov Kulka

„Pejzaże metropolii śmierci. Rozmyślania o pamięci i wyobraźni”, jedyna tak osobista książka izraelskiego historyka Ottona Dov Kulki, to intymny zapis wspomnień i rozmyślań na temat pobytu autora w „obozie rodzinnym” w Auschwitz-Birkenau dla Żydów z Theresienstadt. Czytamy o jego likwidacji oraz poznajemy losy dziecka wrzuconego w sam środek piekła. Wielokrotnie wykracza swoją refleksją poza określone ramy czasu i przestrzeni – opisuje wiele miejsc, mówi o czasie poza wojną, wkracza w świat snów. Zapis nagrań z lat 1991-2001 i urywki z dziennika składają się na kilka krótkich rozdziałów. Do tego autor dołączył trzy wiersze nieznanej poetki z Auschwitz i artykuł, w którym wyjaśnił fenomen Familienlager. Całość narracji dopełniają fotografie, dokumenty i rysunki.

Kulka wydobywa z pamięci obrazy oglądane oczami dziesięcioletniego chłopca, któremu przyszło żyć w „metropolii śmierci”. Zapis z tamtego czasu nie jest ani wyczerpujący ani chronologiczny, bardziej przypomina próbę uchwycenia najważniejszych wspomnień, które skłaniają do głębszych rozmyślań i podjęcia uniwersalnych tematów: pamięci, sprawiedliwości, śmierci. Historyczna faktografia ustępuje miejsca niejednokrotnie poetyckim opisom przestrzeni, wplecionym w tok całej opowieści snom, w których odbija się trauma czasu spędzonego w obozie.

Emocje towarzyszące powrotowi do tej metropolii i skrawki wspomnień, które wydobyła z pamięci autora podróż do tamtych miejsc, stanowią trzon opowieści, w której przenika się teraźniejszość i przeszłość. Dov Kulka rozważa kondycję jednostki i zbiorowości w obliczu niepojętej makabry, której sam był świadkiem. Rzeczywistość obozowa oglądana jest tu z perspektywy dziecka, które w niej zmuszone jest żyć, i dorosłego człowieka, który próbuje ją analizować. Przejrzystość, obrazowość i celowość języka, którym operuje, sprawiają, że mimo niewielkiej objętości, „Pejzaże metropolii śmierci” to książka o wielu płaszczyznach, odkrywanych z każdym nowym przeczytaniem. Dodatkowo autor stworzył, o czym wspomina, swój własny zestaw metafor:
„Ukryte znaczenia języka metaforycznego, w którym wyrażam ośrodkowe, powracające motywy tej książki, takie jak ‘niezmienne prawo śmierci’, ‘wielka śmierć’, ‘metropolia śmierci’, wykracza poza doświadczenie związane ze Światem Auschwitz”.

Otto Dov Kulka przełamuje dystans, który narzuca warsztat historyka. Nie stosuje języka i pojęć, za którymi może się ukryć. Odrzuca komfort, którego nie daje pisanie o sobie samym, o swoich doświadczeniach. To tworzy nieuniknione napięcia.

„Zdaję sobie sprawę, że całkiem niezależnie od rozziewu między moją pracą naukową i pamięcią refleksyjną, w książce tej występują napięcia wewnętrzne, wynikające ze zderzenia obrazów pamięciowych z przedstawieniami ukazywanymi w opracowaniach historycznych”.

Inne świadectwa Zagłady wywołują z kolei uczucie obcości:

„Wziąłem jedną z tych książek, chyba jedną z najlepszych, i zacząłem czytać – o Auschwitz, opis sytuacji, którą przeżył autor. Z przerażeniem i zdumieniem uzmysłowiłem sobie, że czuję wyłącznie całkowitą obcość (…) Między opisem świata, opisem pejzaży, przeżyć, obecności przeszłości, która na wieki jest częścią mojej teraźniejszości – między takim opisem a moim doświadczeniem płyną rzeki nieprzebyte.”

Nie czyta, nie słucha, nie ogląda, nie doświadcza, mimo głębokiej wiedzy historycznej, innych osobistych świadectw Zagłady. Nie dlatego, że ich nie ceni; nie uważa też, by jego książka wyróżniała się. Nie widzi po prostu punktów stycznych, nie odnajduje w nich swoich doświadczeń.

Sugeruje, że każde z świadectw jest wyjątkowe i tę wyjątkowość trzeba uchwycić.

Prenumerata
W książce Ottona Dov Kulki tę wyjątkowość stanowi perspektywa dziecka, które w obozowej rzeczywistości doświadcza dwóch zjawisk. Z jednej strony śmierci w różnych jej wymiarach (widzi egzekucję, krematoria, ludzi, których tylko krok dzieli od śmierci, ciała rozrzucone na śniegu, doświadcza rozstania z matką), z drugiej zaś po raz pierwszy w swoim życiu poznaje europejską kulturę. Pierwszy raz czyta „Zbrodnie i karę”, występuje w operze i śpiewa w chórze.

W rozdziale „Podróż do miasta satelickiego metropolii śmierci” zabiera czytelników w podróż na północ – śladami matki, w poszukiwaniu jej grobu i odpowiedzi na pytania, które zadawał sobie od dzieciństwa. Odnajduje je w byłym obozie koncentracyjnym w Stutthof. Oprócz wspomnień wynosi stamtąd pasek skóry z butów przywiezionych z Auschwitz. Ten kawałek skóry łączy dwa miejsca, dwie historie, dwie bramy piekła.

Sny, którym poświęca sporo miejsca, przypominają świat Kafki, w twórczości którego szuka ukojenia w trudnych momentach. Opisując je przenosi nas głębiej w świat wspomnień, traumy, którą za ich sprawą przeżywa wciąż na nowo.

Książka nie jest ani autobiografią, ani historycznym zapisem, wykracza poza ramy dziennika czy pamiętnika. Otto Dov Kulka – historyk, który poświęcił się badaniu nazizmu i Zagłady, uwikłany całe życie we wspomnieniach tamtych wydarzeń, próbuje porzucić perspektywę historyka i obnaża przed czytelnikami swoją własną, osobistą. „Pejzaże metropolii śmierci’ być może nie zachwycą wszystkich tak samo, ale z pewnością nie pozostawią obojętnym. ∎


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com