Archive | April 2016

‘Not Surprised’ Israeli Teacher in Malmö

Swedish-Jewish Activist ‘Not Surprised’ Israeli Teacher in Malmö Told to Seek Employment Far From School Children ‘Who Hate Jews’

Ruthie Blum


Malmo, Sweden. Photo: Wikipedia

A Swedish-Jewish intellectual said she was “not the least bit surprised” to learn of a report in the Israeli press on Tuesday about a teacher in Malmö who was fired for being a Jew.

Annika Hernroth-Rothstein told The Algemeiner that the only thing “baffling” about the incident recounted in the report is how “out-in-the-open” it was.

Hernroth-Rothstein, well-known in Sweden for her pro-Israel activism and both personal and public battles against antisemtism in Europe, was responding to a story that appeared in the Hebrew news site nrg about “A,” a decades’-long Israeli ex-pat who claimed she was let go from her position on the grounds that she would be hated by both Swedish and Arab children.

According to nrg, “A” posted on Facebook a description of her experience with the principal of the school where she had only begun working in February.

“Listen, ‘A,’ you know that I’m on your side,” she recounted her employer saying to her. “And it’s really unpleasant for me to say this to you, but I think that problems are liable to arise here as a result of your origins.”

“A” said he explained, “It won’t be easy for you here. Most of the Swedish pupils are racists. They hate everybody, but especially Jews, so it could easily be that you will be getting it from them and the Arab pupils. I suggest you seek employment elsewhere, far from schools. And you know that I’m telling you this because I care about you.”

“A” told nrg that Malmö “has become a place I no longer recognize. I feel the way I did when I arrived here 39 years ago – like a tourist. Though the buildings and streets are familiar, everything else has changed.”

“A” said that the “situation has grown increasingly worse since Operation Cast Lead,” referring to the three-week IDF incursion into Gaza – from December 2008 to January 18, 2009 – to stop terrorist rocket-fire into Israel and weapons smuggling into the Hamas-controlled enclave.

“I felt all choked up” during the conversation with the principal, she wrote on Facebook. “But I managed to stop the tears. I was silent, and not only because I couldn’t breathe, but because I already knew which ‘problems’ could arise. I understood that even the many scarves I would have to wear to hide my Star of David wouldn’t help. I would have to keep quiet when asked about my background.”

She continued: “On the way home, alone in a train car, I allowed the tears of my frustration to flow. I was angry with myself. I was angry with my frustration. I was angry with my tears. I was angry about maybe having to find other work, not as a teacher. Above all, I was angry at Sweden in 2016. When I arrived home, I began to look for another job.”

According to nrg, “A” moved to Malmö with her Swedish husband, whom she met in Israel, when he served as a member of the UN Peacekeeping Force. The couple divorced about a decade later, but she remained in Malmö, where she accumulated a number of academic degrees and became an integral part of the city.

“Malmö is lost to us,” Hernroth-Rothstein told The Algemeiner. “And by that I mean Sweden, not merely Jews. This is a city that represents an accelerated version of what we see going on in the rest of the country and the continent today, because of its relatively small size and the fact that the highly problematic areas — those densely populated by Arab immigrants — are in the middle of the city.”

She went on: “The Malmö orthodox rabbi has long sounded the alarm and filed numerous police reports citing harassment, both physical and verbal. Yet the answer, from both politicians and intellectuals, has been to condemn the Jewish state and excuse antisemitism by saying that it is the logical consequence of Israeli military actions. The fish rots from the head, and Malmö is an excellent example of this, as it has sold out and abandoned its once significant Jewish population.”

Hernroth-Rothstein said that Swedish municipalities have started segregating communal swimming pools, due to the complaints by young women that immigrant men molest them when they go swimming. This, she said, “is how Sweden responds to the violation of human rights and transgression of the Swedish law — it adapts to the perpetrator and abandons the victim, and I see the same thing happening to us Jews in Sweden today. Indeed, the teacher in question will likely receive neither a public apology nor compensation, but she is asked to adapt to the perpetrators and accept this reality. There is no excuse for this travesty of justice.”


avatar

Ruthie Blum is the author of “To Hell in a Handbasket: Carter, Obama, and the ‘Arab Spring.'”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Polscy Żydzi – ofiary zbrodni katyńskiej

Polscy Żydzi – ofiary zbrodni katyńskiej

Krzysztof Bielawski
współpraca: Joanna Król


Rabin Baruch Steinberg, ppor. Mieczysław Proner… Wśród polskich oficerów zabitych przez NKWD było co najmniej 438 Żydów.

Nieznana jest dokładna liczba polskich Żydów uczestniczących w kampanii wrześniowej w 1939 r. Szacuje się, że w szeregach Wojska Polskiego kraju broniło około 100 tys. Żydów, a ich udział w kadrze oficerskiej wynosił 6-7%.


Tabliczka upamiętniająca rabina Barucha Steinberga na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu (fot. Krzysztof Bielawski/Muzeum POLIN)

Po agresji Związku Radzieckiego na Polskę, do niewoli trafiło od 232 tys. do 255 tys. żołnierzy WP, funkcjonariuszy Policji Państwowej, Korpusu Ochrony Pogranicza i innych formacji. Z tej liczby ponad połowę Sowieci zesłali do obozów jenieckich. Według sprawozdania Zarządu NKWD ds. Jeńców Wojennych i Internowanych z 5 grudnia 1943 r., w sowieckich obozach w latach 1939–1941 znajdowało się 130 242 jeńców polskich – spośród nich odseparowano 8348 oficerów, których osadzono w obozach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku i „przekazano […] do dyspozycji Zarządów NKWD”.

Wiosną 1940 r., na podstawie rozkazu Józefa Stalina, funkcjonariusze NKWD rozstrzelali niemal wszystkich uwięzionych oficerów. Według różnych szacunków w masowych grobach w Katyniu, Twerze, Bykowni, Charkowie i innych miejscowościach zamordowali od 15 tys. do 24. tys. oficerów.

Ekshumacja zbiorowych grobów w Katyniu (fot. nieznany)

W lesie opodal Katynia zginęło nie mniej niż 4421 oficerów. NKWD-ziści zabijali ich strzałem w tył głowy, wcześniej wiążąc ofiarom ręce lub zarzucając im ubranie na głowę. Świat dowiedział się o tej zbrodni dopiero trzy lata później. W kwietniu 1943 r. Niemcy, okupujący obwód smoleński ZSRR, w którym znajdował się Katyń, poinformowani przez okoliczną ludność o istnieniu grobów, rozpoczęli prace ekshumacyjne. W tym celu powołali Międzynarodową Komisję Lekarską złożoną z ekspertów pochodzących z okupowanych przez nich krajów oraz Szwajcarii, a także zawezwali na miejsce Polski Czerwony Krzyż. Informację o sowieckiej zbrodni dokonanej na polskich oficerach Niemcy wykorzystali do celów propagandowych. We wrześniu 1943 r., gdy wojska sowieckie wyparły wojska niemieckie ze Smoleńszczyzny, NKWD przystąpił do kolejnej ekshumacji – mającej na celu sfałszowanie dowodów i przerzucenie winy na Niemców.

Po zakończeniu wojny wielu Polaków posiadało wiedzę o zbrodniach popełnionych przez NKWD na oficerach Wojska Polskiego, jednak w czasach PRL-u mówienie o tym było zakazane. Komunistyczne władze głosiły, że zabójstwa dokonali Niemcy. Kłamstwo próbowały uwiarygadniać, m.in. pokazując turystom wieś Chatyń, której mieszkańców zmasakrowali Niemcy w 1943 r. Dopiero po upadku komunizmu władze ZSRR ujawniły prawdziwą wersję wydarzeń, udostępniły listy zamordowanych i wskazały miejsca mordów.

Żydzi z tzw. Listy Katyńskiej

Ofiarami NKWD stali się także Żydzi służący w Wojsku Polskim i innych formacjach. Ustalenie ich listy nie było proste – nazwiska nie zawsze były wystarczającym wyróżnikiem, brakowało dokumentów z archiwów. W większości przypadków nie można było liczyć na kontakt z krewnymi, których Niemcy wymordowali w latach Zagłady.

Znalezione podczas ekshumacji przedmioty osobistego użytku (fot. Krzysztof Bielawski/Muzeum POLIN)

Opracowaniem spisów zabitych zajmował się m.in. prof. Marian Fuks z Żydowskiego Instytutu Historycznego, który kolejne nazwiska publikował na początku lat 90. na łamach „Fołks Sztyme”. W książce Beniamina Meirtchaka Żydzi – żołnierze wojsk polskich polegli na frontach II wojny światowej znalazły się nazwiska 231 Żydów zabitych w Katyniu, 188 zabitych w Charkowie i 19 zamordowanych w Miednoje. Wśród nich byli oficerowie służby czynnej oraz liczni rezerwiści, którzy na co dzień pracowali jako lekarze, farmaceuci, prawnicy czy inżynierowie.

W Katyniu zginął m.in. Baruch Steinberg, Naczelny Rabin Wojska Polskiego, urodzony w 1897 r. w Przemyślanach w rodzinie rabinackiej. Baruch Steinberg jako młodzieniec wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej, a podczas wojny ukraińsko-polskiej w 1919 r. walczył w obronie Lwowa. Studiował na Uniwersytecie Lwowskim. W 1928 r. został rabinem kapelanem Wojska Polskiego, służąc początkowo w Grodnie, a następnie w Warszawie i Krakowie. W 1933 r. powierzono mu funkcję szefa Głównego Urzędu Duszpasterstwa Wyznania Mojżeszowego, a trzy lata później – Naczelnego Rabina Wojska Polskiego.


Rabin Baruch Steinberg z nieznaną kobietą (fot. nieznany, zdjęcie ze zbiorów Muzeum Katyńskiego, dar Simona Schocheta)

Baruch Steinberg był zwolennikiem Józefa Piłsudskiego, często brał udział w uroczystościach patriotycznych.

W 1939 r., po ataku Armii Czerwonej na Polskę, rabin Baruch Steinberg trafił do niewoli. Więziono go w obozie w Starobielsku, więzieniu na Butyrkach w Moskwie, obozach w Juchnowie i Kozielsku. Wiadomo, że w obozach prowadził zbiorowe modlitwy.

„Razem szliśmy w piątkowe wieczory pod przyzbę mizernej szopy, gdzie setki Żydów wznosiły gorące modły po hebrajsku, pod przewodnictwem kapelana dra Steinberga” – wspominał Bronisław Młynarski w książce W niewoli sowieckiej.

W dniach 11-12 kwietnia 1940 r. rabin Baruch Steinberg został „przekazany do dyspozycji” NKWD Obwodu Smoleńskiego. Zginął w Lesie Katyńskim prawdopodobnie 12 lub 14 kwietnia 1940 r. Miał 42 lata.

Pamięć

Kiedy 13 kwietnia 1943 r. Niemcy ogłosili w prasie odkrycie masowych grobów w Lesie Katyńskim, większość członków rodzin zastrzelonych tam Żydów już nie żyła, zamordowana w gettach i obozach zagłady – tym trudniej zachować pamięć o tych ofiarach.

Jednym ze wspomnień o oficerach Żydach zabitych przez NKWD jest relacja mieszkającej w Izraelu prof. Janiny Goldhar, córki rozstrzelanego w Charkowie doktora farmacji, ppor. Mieczysława Juliana Pronera.

Mieczysław Julian Proner (fot. nieznany, zdjęcie z kolekcji prywatnej Janiny Goldhar)

„Spędzaliśmy te dni czekając na wiadomość od Ojca. Pierwszy sygnał, że przeżył, otrzymaliśmy, o ile dobrze pamiętam, w październiku (1939 r. – przyp. red.). Odwiedził nas jeden z żołnierzy, który służył w jego oddziale i został pojmany przez Sowietów. Sowieci zwolnili wszystkich żołnierzy, ale zatrzymali oficerów. Ojciec przekazał nam wiadomość, że czuje się dobrze. Mama ucieszyła się, że został zatrzymany przez Sowietów, ponieważ myślała, że dla Żyda jest to lepsze niż aresztowanie przez Niemców”.


Mieczysław Julian Proner z córką i żoną (fot. nieznany, zdjęcie z kolekcji prywatnej Janiny Goldhar)

„Pewnego dnia, gdzieś w grudniu, ku naszej wielkiej radości, przyszła kartka z obozu w Starobielsku, a po niej jeszcze jedna, w których pisał, że czuje się dobrze i prosił o nasze zdjęcia (napisał też, że ma mojego misia). Trzecia kartka została napisana na początku marca. Przyszła w tym samym czasie, co zwrócona przesyłka ze zdjęciami, które wysłała Mama. Zmartwiło nas to, ale Mama myślała, że musiał zostać gdzieś przeniesiony. W tym czasie nawet nie przychodziło nam do głowy, że wtedy już nie żył” (źródło: Goldhar J., My story, Tel-Aviv 2012, (kps), tłum. K. Bielawski).

Na Polskich Cmentarzach Wojennych w Katyniu i Charkowie umieszczono tysiące tabliczek z nazwiskami ofiar. Idąc wyznaczonymi przez nie długimi alejkami, co kilka kroków można odczytać nazwiska polskich Żydów.

W niedzielę, 10 kwietnia 2016 r. o godz. 12.00 na cmentarzu żydowskim w Warszawie przy ul. Okopowej 49/51 odbędzie się ceremonia ku czci Żydów – oficerów Wojska Polskiego, rozstrzelanych przez NKWD w Katyniu i innych miejscach kaźni.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Sanders suggests Israel killed ‘over 10,000 innocents’ in Gaza

Massively inflating toll, Sanders suggests Israel killed ‘over 10,000 innocents’ in Gaza

Eric Cortellessa


WASHINGTON — Massively amplifying even Hamas’s own figures, Democratic presidential hopeful Bernie Sanders suggested Israel had killed “over 10,000 innocent” Palestinian civilians in Gaza during the war there in the summer of 2014, and said the high casualties were the result of an “indiscriminate” Israeli military offensive. Hamas health authorities in Gaza put the civilian death toll at about a seventh of the figure cited by Sanders; Israel puts it lower still.

In an interview with the New York Daily News editorial board published on Monday, the Vermont senator acknowledged that he did not have the exact figures memorized, but twice said he believed that the Palestinian civilian death count surpassed 10,000, and excoriated Israel for what he deemed its disproportionate use of force.

“Anybody help me out here, because I don’t remember the figures, but my recollection is over 10,000 innocent people were killed in Gaza. Does that sound right?” he said first.

Told that the number was “probably high,” Sanders responded: “I don’t have it in my number… but I think it’s over 10,000. My understanding is that a whole lot of apartment houses were leveled,” he went on. “Hospitals, I think, were bombed. So yeah, I do believe and I don’t think I’m alone in believing that Israel’s force was more indiscriminate than it should have been.”

Contentious casualty count

Sanders’s estimation far exceeds that of official Palestinian sources. (It was clear from the context that Sanders was referring to the 2014 war; however, the Palestinian civilian death toll from all three rounds of Israeli-Hamas conflict in the years since the terror group seized control of the Strip also falls far short of the figure he cited.)

According to Palestinian figures cited by the UN Human Rights Council, 1,462 civilians were killed out of a total of the 2,251 Gaza fatalities during the 51-day conflict. Israel, for its part, has said that up to half of those killed on the Palestinian side were combatants, and has blamed the civilian death toll on Hamas for deliberating placing rocket launches, tunnels and other military installations among civilians. Seventy-three people were killed on the Israeli side of the conflict.

In the past, Sanders has condemned Hamas for launching rockets at civilian areas and building tunnels into Israel proper, including in a testy exchange with some of his constituents in August 2014, where he simultaneously criticized Israel’s military response.

When asked by the New York Daily News what he would have done in Israel’s place, he said: “You’re asking me now to make not only decisions for the Israeli government but for the Israeli military, and I don’t quite think I’m qualified to make decisions.

“But I think it is fair to say that the level of attacks against civilian areas… and I do know that the Palestinians, some of them, were using civilian areas to launch missiles. Makes it very difficult,” he added. “But I think most international observers would say that the attacks against Gaza were indiscriminate and that a lot of innocent people were killed who should not have been killed.”

Eastern Gaza City, six months after 2014's Operation Protective Edge (Aaed Tayeh/Flash90)
Eastern Gaza City, six months after 2014’s Operation Protective Edge (Aaed Tayeh/Flash90)

His discomfort with the nature of the Israeli campaign notwithstanding, Sanders said he did not support Palestinian attempts to bring Israel before the International Criminal Court for a war crimes trial.

Addressing the conflict

Sanders was also asked how he would address efforts to forge a comprehensive peace accord between Israelis and Palestinians, and how he would address the settlement issue.

In a speech released two weeks ago, which Sanders said he would have given at the annual AIPAC policy conference had he not been elsewhere campaigning, the underdog Democratic candidate called for “pulling back settlements in the West Bank, just as Israel did in Gaza,” referring to then-prime minister Ariel Sharon’s decision to unilaterally remove all settlements from the Gaza Strip in 2005.

When pressed by the New York newspaper to describe the kind of “pullback” he envisioned, Sanders responded by saying, “Well, that’s the Israeli government’s plan, but I think that right now… I’m not going to run the Israeli government. I’ve got enough problems trying to be a United States senator or maybe president of the United States.”


A Jewish settler argues with a female soldier during the disengagement from the Gaza Strip on August 17, 2005. (photo credit: Yossi Zamir/ Flash90)

“If I had some paper in front of me, I would give you a better answer,” he added. “But I think if the expansion was illegal, moving into territory that was not their territory, I think withdrawal from those territories is appropriate.”

While he would not detail exactly how he would pursue bringing the two sides back into negotiations, Sanders went on to slam settlements as being an obstacle to reaching the coveted two-state outcome “for long-term peace in that region, and God knows nobody has been successful in that for 60 years, but there are good people on both sides,” he added. “And Israel is not, cannot, just simply expand when it wants to expand with new settlements.”

Sanders, the only Jewish candidate for president, also stressed his support for Israel’s right to live in security and emphasized his time spent on a kibbutz in the country, in 1964, and that he has family currently living there, while indicating the US has an interest in improving the quality of life for Palestinians.

“I lived in Israel. I have family in Israel. I believe 100 percent not only in Israel’s right to exist, a right to exist in peace and security without having to face terrorist attacks,” he said. “But from the United States’ point of view, I think, long-term, we cannot ignore the reality that you have large numbers of Palestinians who are suffering now, poverty rate off the charts, unemployment off the charts, Gaza remaining a destroyed area”

Sanders also vowed to place demands on the Palestinian political leadership, which he said included “the absolute condemnation of terrorist attacks” and ensuring foreign donations aren’t used to advance terror. “Foreign aid should go to housing and schools,” he said, “not the development of bombs and missiles.”

Concern over the use of foreign aid for Palestinians, however, is mostly directed toward Europe, as US foreign aid is already under strict congressional oversight and restrictions based on congressional concern that it could be “diverted to Palestinian terrorist groups.” All aid is thus relegated to US-administered project assistance and budget support for the Palestinian Authority, along with donations going to the UN Relief and Works Agency for Palestine Refugees in the Near East (UNRWA).

‘To the degree that (the Israelis) want us to have a positive relationship, I think they’re going to have to improve their relationship with the Palestinians”

On the nature of how he would manage the US-Israel alliance if elected president, Sanders said the strength of Israel’s ties with the US would depend upon how things are progressing with the Palestinians: “To the degree that they (the Israelis) want us to have a positive relationship,” he said, “I think they’re going to have to improve their relationship with the Palestinians.”


Sanders is currently trailing behind former secretary of state Hillary Clinton by 701 delegates, with Clinton holding 1,712 to Sanders’s 1,011.

The next primary contest is taking place Tuesday in Wisconsin.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Ja lubię być niczyja – Alina Cała

Ja lubię być niczyja. Nie lubię być zagospodarowywana. Ale z tą walką z prawicą to bez przesady

Katarzyna Surmiak-Domańska (28.10.2013)


Alina Cała - etnografka, historyczka, od 40 lat zajmuje się historią stosunków polsko-żydowskich w XIX i XX wieku, a zwłaszcza badaniem dziejów polskiego?antysemityzmu. W latach 70. współpracowała z KOR-em. W 2011?roku?została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski Alina Cała – etnografka, historyczka, od 40 lat zajmuje się historią stosunków polsko-żydowskich w XIX i XX wieku, a zwłaszcza badaniem dziejów polskiego?antysemityzmu. W latach 70. współpracowała z KOR-em. W 2011?roku?została odznaczona Krzyżem Kawalerskim… (Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)


Z 200 tys. Żydów, którzy ukrywali się po likwidacji gett, przetrwało kilkadziesiąt tysięcy. Co się stało z tymi ukrywającymi się, którzy nie przetrwali? Część zmarła z głodu i chorób, ale większość została zamordowana przez partyzantkę lub wyłapana przez chłopów. Z Aliną Całą, etnografką i historyczką rozmawia Katarzyna Surmiak-Domańska.

Pierwsze zdjęcie, które się wyświetla w internecie, gdy wpisze się hasło “Alina Cała”, przedstawia panią ciągnącą za sweter starszego pana. Obóz Wielkiej Polski zamieścił je na swojej stronie z komentarzem, że “żydostwo” publicznie “obnażyło” hrabiego Alexandra Pruszyńskiego.

– Cztery lata temu OWP zorganizował przeciwko mnie demonstrację pod Żydowskim Instytutem Historycznym, gdzie pracuję. W czasie jej trwania sympatyzujący z Obozem Alexander Pruszyński rzucił się w jawnej furii na kontrdemonstrującą Elę Janicką (autorkę “Festung Warschau”). A że Ela stała na brzegu schodów i jest chucherkiem, a hrabia wielkim dziadem, przeraziłam się, że coś jej się stanie. Skoczyłam więc na plecy Pruszyńskiemu, złapałam za sweter i nieco go naddarłam. Potem OWP napisał, że zniszczyłam hrabiemu płaszcz. Złożyli nawet doniesienie do prokuratury, ale prokuratura je odrzuciła.

Demonstracja dotyczyła głośnego wywiadu dla “Rzeczpospolitej”, w którym oświadczyła pani, że Polacy są współwinni Holocaustu, bo “nie da się wymordować trzech milionów ludzi bez bierności reszty społeczeństwa”. Przyrównała pani także program przedwojennego OWP do programu Hitlera. Nic dziwnego, że wielkopolakom puściły nerwy.

– Nie powiedziałam nic nowego. O tym wszystkim pisali i mówili przede mną Barbara Engelking, Darek Libionka czy Jan Grabowski z Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Z 200 tys. Żydów, którzy ukrywali się po likwidacji gett, przetrwało kilkadziesiąt tysięcy. Co się stało z tymi ukrywającymi się, którzy nie przetrwali? Część zmarła z głodu i chorób, ale większość została zamordowana przez partyzantkę lub wyłapana przez chłopów. Niemcy stworzyli system, który zobowiązywał mieszkańców wsi do obligatoryjnego “polowania” na ukrywających się. Jedną z przyczyn tego, że Polacy często nadgorliwie wypełniali polecenia okupanta, był przedwojenny antysemityzm krzewiony przez Kościół katolicki oraz endecję. To są sprawy doskonale w środowisku naukowym znane. Problem, że tego ciągle nie uczy się w szkołach.

Tylko że inni naukowcy mówią o tym ostrożnie, a pani prowokuje. Tak jak tytułem pani najnowszej książki: “Żyd – wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła”. Jak sobie poczytałam, co o pani wypisuje w internecie radykalna prawica… Najelegantszy epitet to polonofobka.

– Bo ja nie owijam w bawełnę. I tyle.

OWP demonstrował pod ŻIH, żądając wyrzucenia pani z pracy. Jak zareagował na to pani instytut?

– Nie zareagował. Moja ówczesna dyrektorka Eleonora Bergman przerażona poinformowała mnie, że ma być demonstracja, zamknęła instytut na cztery spusty i zabroniła mi wychodzić na zewnątrz. Oczywiście nie posłuchałam. Skrzyknęłam przyjaciół, znajomych. Kiedy przed ŻIH pojawiło się około dziesięciu Wielkich Polaków w kordonie policji, z transparentem z cytatem z Dmowskiego: “Jestem Polakiem i mam obowiązki polskie”, czekała na nich już z setka kontrdemonstrantów, w tym rabin i członkowie gminy żydowskiej. Była też ze mną część pracowników ŻIH i wicedyrektorka Edyta Kurek.

Czy pani jest Żydówką?

– Nie jestem. A czy muszę być?

Może ma pani jakieś przeżycia rodzinne związane z Holocaustem?

– Absolutnie nic. Pochodzę z polskiej rodziny o tradycjach lewicowych. Prababcia brała udział w rewolucji 1905 roku w Łodzi. Babcia i dziadek oraz mama działali w PPS. Mama w 1944 roku walczyła w powstaniu, była przewodniczką kanałową. Jedyny rodzinny incydent związany z Żydami to ewentualnie to. Proszę, tu jest ksero poznańskiego “Przewodnika Katolickiego” z roku 1936. Niech pani przeczyta tę notkę.

“Znieważenie medalika przez żydówkę. Donoszą nam z Koźminka (pow. Kalisz), że uczennica 6 oddziału szkoły powszechnej Gitla Łaja Sieradzka napluła w klasie na medalik Matki Boskiej. Poruszone do głębi tą zniewagą społeczeństwo katolickie Koźminka zwróciło się do władz szkolnych z żądaniem usunięcia żydówki ze szkoły. Bolesne dla katolików owoce wydaje wspólne nauczanie dzieci katolickich i żydowskich”.

– Kierowniczką tej szkoły była moja babcia. Jeden z chłopców położył na piórniku medalik i podetknął dziewczynce pod usta, żądając, żeby pocałowała. Ona nie chciała i w szarpaninie nieszczęsny medalik upadł na podłogę. W sprawę wdał się katecheta, endek. Poleciał z medalikiem do kościoła, powiesił go na ołtarzu i tam stał się “cud”. Medalik zapłakał “prawdziwymi” łzami. Rozpętała się religijna histeria, zażądano usunięcia Żydówki ze szkoły. Babcia, która jej broniła, została wyklęta z ambony przez księdza, chłopi przychodzili nocą pod jej dom i rzucali kamieniami w okno. W końcu musiały z moją małą mamą uciekać do Kalisza. Zrobiło się pogromowo.

To była bardzo biedna wieś. Zwykle na rodzeństwo przypadała jedna para butów i w zimie chodzili do szkoły na zmianę. Babcia w ramach wdrażania nowoczesnej pedagogiki wprowadziła lekcje wuefu. Tylko że na to, żeby dziewczynki mogły się gimnastykować, zgodę musiał dać sam biskup. Pozwolił, ale pod warunkiem że dziewczynki będą ćwiczyć w specjalnych długich pantalonach zakrywających kostki, żeby nie siać zgorszenia. Jeszcze wymyślił sobie, jaki to ma być dokładnie materiał! Mieli go kupić chłopi, którym nie starczało na buty! Babcia kupiła belę tej tkaniny i osobiście uszyła te pantalony. Po awanturze z medalikiem nigdy nie przekroczyła progu kościoła. Choć była wierząca.

Trochę się pani wdała w babcię.

– Jest to podglebie.

A 1968 rok jak pani pamięta?

– Tylko o tyle, że w telewizji mówili straszne bzdury. I to przedstawiciele rządu, z którym przecież moi rodzice się utożsamiali. Oboje należeli do PZPR. Ojciec nawet do końca. To był szok także dla nich. Mamę zwolniono z pracy, bo jej kierownik był Żydem. Rodzice nie akceptowali moczaryzmu. Dla mnie komunizm stał się zły po ’68.

Dlatego wstąpiła pani do KOR-u?

– Do KOR-u wciągnęła mnie Ula Doroszewska. Był wtedy w Warszawie taki Rosjanin, który nie mógł wyjść ze zdziwienia, że u nas taka swoboda, że w tramwaju wszyscy krytykują głośno władzę. Tak chciałam mu zaimponować tą naszą swobodą, że jak Ula wyciągnęła list protestujący przeciwko zapisowi w konstytucji o przewodniej roli PZPR i przyjaźni z ZSRR, to pomyślałam: “A co tam, podpisuję”. Zresztą u nas na etnografii prawie wszyscy podpisali.

A co rodzice na pani wstąpienie do KOR-u?

– Mama ze zrozumieniem, na zasadzie: “Ojczyzna woła”. Tata natomiast bardzo krytycznie, do tego stopnia, że wyprowadziłam się z domu. Zaczęłam mieszkać z koleżankami w dużym starym mieszkaniu należącym do mojej koleżanki Eli. Mieściło się w alei 3 Maja, pod mostem Poniatowskiego. Stąd nasz przydomek: “Panienki spod mostu”. Z czasem zrobiła się tam taka opozycyjna komuna z drukarnią. Pracowałyśmy w biurze interwencji. Jeździłyśmy do rodzin aresztowanych robotników z Radomia i Ursusa. Woziłyśmy paczki, pieniądze.

A skąd etnografia?

– Z przypadku. Nie dostałam się na ASP. Temat pracy magisterskiej o Żydach też był przypadkowy, bo wtedy była moda na interesowanie się mniejszościami. Pamiętam, że razem z moją promotorką profesor Kutrzebą-Pojnarową dwie godziny głowiłyśmy się, jak sformułować tytuł pracy tak, żeby nie było w nim słowa “Żyd”.

Dlaczego?

– Nie wolno było. Dziekanat by nie przyjął takiego tematu. Paradoksalnie, ten zapis w cenzurze zrobił Gomułka – po to, żeby skończyć z nagonką antysemicką, która wymknęła mu się spod kontroli. Wymyśliłyśmy więc: “Stosunek Swój – Obcy na wsi południowo-wschodniej Polski”. Nie chciało mi się ślęczeć nad książkami, pomyślałam, że pojadę na badania terenowe, pogadam ze starymi ludźmi, którzy jeszcze pamiętają Żydów, i będę miała pracę. Naiwnie sądziłam, że na podstawie rozmów z nimi odtworzę przedwojenną kulturę żydowską. To, co usłyszałam na Roztoczu, na Rzeszowszczyźnie, w okolicy Przeworska, na Podlasiu, zburzyło mi jednak kilka mitów. Na przykład o AK. Dla mnie AK to była legenda, bohaterowie. A tymczasem rozmawiam z jakimś chłopem, a on mi mówi: “Tu u nas w lesie była partyzantka AK. Pani… Co oni tu nie robili – gwałcili, rabowali, Żydów strzelali”. Gadam z następnym – to samo. Inni mówią podobnie. Partyzanci nie zawsze żyli dobrze z chłopami. Chociażby dlatego, że musieli mieć skądś jedzenie. Chłopi nie byli tacy od razu gotowi oddawać świnie na widok partyzanta. Tu był styk konfliktu.

Po co akowcy “strzelali Żydów”?

– Bo byli antysemitami. Zwłaszcza partyzantka narodowa, która utożsamiała Żydów z komunistami i z mordowania tych ukrywających się uczyniła jeden z celów walki “z dwoma wrogami”. Niektórzy przywódcy AK, jak komendant okręgu białostockiego płk Władysław Liniarski “Mścisław”, wydali rozkaz “likwidacji band żydowsko-komunistycznych”.

Ale z tego, co pani powiedziała wcześniej, wynika, że chłopi też byli antysemitami.

– Podczas badań zaczęłam rozróżniać antysemityzm chłopski i inteligencki. Chłopski stosunek do Żydów był bardziej złożony, ambiwalentny. Składał się z elementów tradycyjnego antyjudaizmu, pełnego uprzedzeń i przesądów, oraz własnych wspomnień, nie zawsze negatywnych. Przykład: wiejska kobieta opowiadała, jak przez okno podglądała nabożeństwo w synagodze. Twierdziła, że widziała, jak Żydzi modlą się do złotego cielca z rogami. Realistycznie opisała nawiniętą na wałki Torę okrytą haftowanym pokrowcem. Górne wałki Tory kojarzyły się jej z rogami. A że słyszała, że Żydzi czczą złotego cielca, wszystko jej się zgadzało. Pytałam chłopów, w co Żydzi wierzyli: “Wierzyli w Boga Ojca? – Tak. – W Jezusa?”. Tu nie byli pewni. “Ale w Matkę Boską wierzyli na pewno”. Albo taki dialog między dwiema sąsiadkami i synem jednej z nich: “Pani wie, że pan Jezus był Żydem? – Wiem, wiem. Ale się przecież przechrzcił”. A syn: “Jak to się przechrzcił? To w końcu był Żydem czy Polakiem?”. Wszyscy byli zgodni co do tego, że Żydzi byli bardzo pobożni, i za to ich podziwiano. Na pytanie, kogo z wymienionych narodowości: Czech, Francuz, Amerykanin, Niemiec, Chińczyk, Cygan, Rosjanin, Węgier, Żyd, wybraliby na sąsiada, najwięcej padało odpowiedzi: Żyda. W sumie chłopi potrafili powiedzieć o Żydach wiele pozytywnego. To był zupełnie inny wizerunek niż ten kreślony przez klasycznych antysemitów, którzy powtarzali: Żyd tylko knuł, tylko szkodził. Takie opinie wygłaszały małomiasteczkowe elity: pielęgniarka, nauczyciel czy pan, który przed wojną pracował na poczcie.

Im wyższe wykształcenie, tym większe uprzedzenie?

– Tę zagadkę rozwiązałam szybko. Po prostu wśród chłopów antysemityzm rozprzestrzeniał się przez Kościół, a wśród inteligentów – poprzez endecję, która była tworem mieszczańsko-inteligenckim. Endecja wydawała prasę, której chłopi nie czytali. Kościół dla tych maluczkich miał nieco inny przekaz. Raczej antyjudaistyczny.

Jaka jest różnica?

– Antyjudaizm patrzy na Żyda przez pryzmat tego, co się działo w Palestynie na początku naszej ery. Święty Augustyn pisał, że Żydzi odrzucili Jezusa, bo nie rozpoznali w nim mesjasza. Ale już w XIII wieku przewagę zaczęła zdobywać teza, że odrzucili go właśnie dlatego, że rozpoznali. Że zabili go na złość Panu Bogu. To było dużo gorsze. To legitymizowało prześladowania Żydów w średniowieczu. Kościół uznał, że Żydzi powinni być naocznym dowodem wiecznej kary boskiej. Jak nauczano z ambony, oni sami przecież powiedzieli: “Krew jego na nas i na syny nasze”. Dogmat o zamordowaniu Jezusa i odrzuceniu Boga przez Żydów obowiązywał do Soboru Watykańskiego II w 1965 roku.

W 1987 roku wyszła pani książka “Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej”, gdzie pisze pani o pogromach dokonywanych już po wyzwoleniu. Cytował ją później między innymi Tomasz Gross w swoich “Sąsiadach”. Jakie reakcje wzbudziła ona w późnym PRL-u?

– Agresywne. Kiedy wygłaszałam referat, profesorowie historycy wykrzykiwali: “Co pani może wiedzieć? Pani nie przeżyła wojny!”, “Jaki pogrom w Kielcach?”, “Chodzi pani po wsiach i zbiera ploty”.

Nie wiedziano wtedy o pogromie kieleckim?

– Część naukowców wiedziała, ale nie wolno było o tym mówić. Prac na ten temat nie było. “Wizerunek…” był efektem badań terenowych, które kontynuowałam w czasie studiów doktoranckich z moimi studentami. Wróciliśmy na wschód i tam z rozmów ze starszymi mieszkańcami wynikło, że właściwie w niejednej miejscowości zdarzył się incydent mordowania Żydów już po wyzwoleniu. Dokonywanych przeważnie przez partyzantkę. Zapisaliśmy pamięć chłopów. A wtedy historycy mieli zwyczaj odkrywać historię wyłącznie na podstawie źródeł pisanych. Brakowało refleksji, że archiwalia to tylko oficjalny opis rzeczywistości. Początek “oral history” w USA to są lata 80. Tymczasem u nas jeszcze w 2000 roku, kiedy wydano “Sąsiadów”, używano argumentów, że to, co się stało w Jedwabnem, nie może być prawdą, bo brak źródeł archiwalnych. Czyli że to “ploty”.

Czy w KOR-ze rozmawiało się o tym, kto jest Żydem?

– Nie. KOR był po linii kuroniowskiej, pochwalającej różnorodność etniczną. Kuroń założył grupy harcerskie, gdzie uczył tolerancji. Nie było ważne, kto ma jakie korzenie etniczne, i nikt o to nie pytał.

Ale w KOR-ze byli na przykład ksiądz Stanisław Małkowski i Antoni Macierewicz, dzisiaj chętnie współpracujący z antysemickimi mediami. Jacy byli wtedy?

– Staszek Małkowski nie był ani ociupinkę antysemicki. On miał jedną obsesję – walkę z aborcją. Dopóki rozmowa nie zeszła na temat aborcji, był zupełnie normalny. Zakładał domy samotnej matki, pomagał brzemiennym dziewczynom wyrzuconym z domu. Robił kawał dobrej roboty. Tylko że wtedy polski Kościół miał zupełnie inny stosunek do aborcji niż dzisiaj. Katoliczka, która dokonała aborcji, musiała wypełnić formularz z prośbą o dyspensę od biskupa. I zwykle ją otrzymywała. Działalność księdza Małkowskiego nie była dobrze widziana przez hierarchów, na zasadzie, że pomagając niezamężnym matkom, popiera rozpustę.

Dlaczego za PRL-u polski Kościół nie grzmiał tak o aborcji jak dzisiaj?

– Bo musiał iść na kompromisy z władzą, która aborcję legalizowała. Dopiero po ’89 zaczęto zbierać podpisy pod ustawą antyaborcyjną. W momencie kiedy Kościół głośno potępił aborcję, zrozumiał, że nie może potępiać kobiet samotnie wychowujących dzieci. Dopiero wtedy!

Czyli ksiądz Małkowski wyprzedził swoją epokę?

– Dokładnie. Za PRL-u Staszek nigdy nie dostał na przykład swojej parafii. Kazali mu pracować na cmentarzu. Po ’89 z przykrością zauważyłam, że jego rozwój poszedł w kierunku radiomaryjnym i artykułów publikowanych w antysemickich pisemkach. Ale nasza znajomość urwała się dużo wcześniej.

A Macierewicz?

– Antek to niesłychanie silna ambicja i instynkt wodzowski. Miał charyzmę, która uwodziła młodych ludzi. Nie miał w sobie krzty antysemityzmu. Przecież działał jako student w 1968 roku. Jego najbliższym przyjacielem był Żyd. Ten chłopak wyjechał do Chile na stypendium i stamtąd już nie wrócił. Spotkałam go w 1985 roku w Izraelu i wtedy on mi powiedział, że Antek jest antysemitą i o to rozbiła się ich przyjaźń. Byłam bardzo zaskoczona.

Pamiętam pewne przyjęcie u Antka w latach 80. On miał zwyczaj wygłaszać mowy swoim nieznoszącym sprzeciwu, mentorskim tonem. Wtedy wygłosił: “Prawdziwy polski mężczyzna, prawdziwy katolik nigdy nie zostawia swojej żony”. A ja mówię: “Antek, co ty pieprzysz, przecież mój właśnie mnie zostawił”. A on spojrzał na mnie i odparł: “W takim razie nie był prawdziwym Polakiem”. To jest właśnie logika Macierewicza. Logika smoleńska.

Pani mąż Stanisław Kusiński. Działacz KOR-u i założyciel “Solidarności” ludzi wierzących.

– On nawet miał zostać księdzem. Ukończył KUL, ale nie przyjęli go do seminarium. Przyjaźnił się ze Staszkiem Małkowskim. Pomagał mu wyszukiwać mieszkania dla tych samotnych matek. Pracował jako wychowawca w Laskach z niewidomymi i potem zanurzył się w działalność opozycyjną. Poznaliśmy się w KOR-ze. Do stanu wojennego pomieszkiwał z nami w naszym mieszkaniu pod mostem. Ślub braliśmy w więzieniu, bo on został internowany, w Bieszczadach.

Ślub w więzieniu? A wesele?

– Weselisko też było w więzieniu. Stoły powynoszono przed baraki. Dostałam przydział weselny kartek na wódkę, przyjaciele z “Solidarności” oddali swoje. Pod więzienie przyjechała nyska wypełniona skrzynkami wódki. Biesiadowaliśmy pod gołym niebem, częstowaliśmy strażników. A do stołu podawali nam kryminalni, ich też oczywiście częstowaliśmy. Jeden kryminalny dał mi w prezencie puderniczkę z drewna inkrustowaną prasowaną słomą. Niesłychana precyzja. A łapy miał jak bochny chleba. Dziwiłam się, jak facet z takimi rękami może zrobić coś tak misternego, a Staszek: “Przecież on jest pajęczarzem, ćwiczy paluszki”. No, i to tyle.

Jak to tyle?

– No, o weselu tyle.

A potem jak wyglądało wasze życie?

– Potem Staszek nie wrócił z przepustki, ukrywał się, wpadł, został aresztowany, ale zaraz skończył się stan wojenny i go wypuścili. I wtedy wszystko zaczęło się psuć. Ci internowani, jak wyszli na wolność, myśleli, że cała Polska na nich czeka. A tu szok. Wszystko było już posprzątane. Nie ma “Solidarności”, ani tej przez duże S, ani tej przez małe, międzyludzkiej. Konspiracja się zawęziła. Opozycja stała się kadrowa i trudno było się do niej dostać. I oni bez możliwości działania, bez pracy popadali w depresję.

Ja pracowałam w Bibliotece Narodowej i właściwie Staszka utrzymywałam. Potem Jaruzelski ogłosił, że można emigrować, i on się zdecydował. Poleciał do USA. Miał jechać niby na trochę, rozejrzeć się. Ale ja od razu wiedziałam, że to już na zawsze.

Dlaczego pani nie poleciała?

– Bo nie chciałam opuszczać Polski. Poza tym byłam w ciąży. Urodziłam córkę, gdy Staszek był za granicą. Niestety, dziecko urodziło się z poważną wadą genetyczną.

Nie wrócił na wiadomość o tym?

– Nie. Ja go poleciłam opiece swojej amerykańskiej przyjaciółki. I ona się dobrze nim zaopiekowała. Rozwiedliśmy się, a on ożenił się z nią.

Nie mogę uwierzyć, że nie kontaktował się z panią, wiedząc o chorobie córki.

– Kontaktował się. Przysyłał mi pocztówki. Tylko że puste. Wpisywał sam adres. Miałam się chyba po tym domyślić, że nie ma mi nic do powiedzenia.

Jak pani sobie dawała radę sama z chorym dzieckiem w PRL-u?

– Bardzo pomagał mi Mirek Chojecki. Przysyłał paczki – mleko, odżywki. No i tutaj na miejscu byli przecież moi rodzice. Zresztą nasza córka po kilku miesiącach zmarła.

Staszek przyjechał do Polski po wielu latach, kiedy zmarła jego żona. Spotkaliśmy się, ja nawet chętna byłam podtrzymać ten kontakt. Ale on zaraz znowu znalazł sobie jakąś kobietę w USA i ponownie zerwał wszelkie kontakty. Właściwie wykonał ten sam numer. To spotkanie pozwoliło mi wreszcie uwolnić się emocjonalnie, to znaczy ze złych emocji, bo te dobre uwiędły dawno. Przestałam czuć do niego żal, zblakły pretensje.

Nie założyła pani nowej rodziny?

– Byli inni mężczyźni, ale nie chciałam mieć już dzieci. Ja zostałam po śmierci mojej córeczki z wielką traumą, z rodzajem poczucia winy. Widzi pani, kiedy rodzi się dziecko z tak silną wadą genetyczną, często reakcją na to jest głęboka depresja, odrzucenie. Pragnęłam, by zmarła, i czułam wyrzuty sumienia, że tego pragnę. Po kilku operacjach córka wróciła do mnie. Wreszcie nastał taki czas, że ja poczułam się matką, zaakceptowałam ją. I wtedy ona umarła.

A potem przyszedł rok ’89. Miała nastać ta nasza upragniona sprawiedliwość, a tymczasem kobietom na dzień dobry zafundowano ustawę antyaborcyjną. Ja w tym czasie dowiedziałam się, że mój eks ma jeszcze córkę z jakiegoś poprzedniego związku. I że ta córka jest zdrowa. Wniosek był prosty – nosicielką wady genetycznej jestem ja. Zdecydowanie się na macierzyństwo w takiej sytuacji, wiedząc, że w razie wykrycia wady w czasie ciąży nie mam możliwości odwrotu – to nie wchodziło w grę. Inaczej, kto wie?

Ustawa antyaborcyjna to był kamyczek, po którym przestałam się utożsamiać z Unią Wolności. Miałam poczucie, że my, kobiety, zostałyśmy przez naszych panów z opozycji zdradzone.

Dziś żyje pani sama, działa sama. Na wojnę z prawicą wyszła pani niejako w pojedynkę. Nie stoi za panią żadna instytucja.

– Ja lubię być niczyja. Nie lubię być zagospodarowywana. Ale z tą walką to bez przesady. Wpisów w internecie nie czytam, nie mam samochodu, więc nikt mi nie ma na czym wymalować obraźliwego napisu. A sąsiedzi w bloku i tak się nie znają. Niewielu kojarzy, kim jestem.

O czym będzie pani następna książka?

– Na razie nie ma mowy o żadnych książkach. W tej chwili bardziej niż walka z prawicą angażuje mnie walka o nasz Żydowski Instytut Historyczny.

Podobno jest pani w konflikcie z nowym szefem ŻIH Pawłem Śpiewakiem.

– Jako dyrektor Paweł rozruszał ŻIH. Ma wizję, ma charyzmę. Ale ma też drugie oblicze. Nie znosi sprzeciwu, konkurencji, nawet dyskusji. Nie docenia dorobku innych. Chce rządzić autorytarnie. A ja jestem przewodniczącą związków zawodowych, więc konflikt był nieunikniony. Bronimy osób, które usiłuje zwolnić. Dziwnym trafem są to osoby należące do “Solidarności”. Jest to bodaj jedyna instytucja państwowa, gdzie tak ostro zwalcza się “Solidarność”. Nie jest łatwo. Kilkoro pracowników jest lub było pod opieką psychologa.

Pani też grozi zwolnienie?

– Owszem. Już raz dostałam wymówienie z pracy, ale Paweł musiał się z niego wycofać. Został uświadomiony, że przegrałby w procesie. W ramach, jak podejrzewam, odwetu przesunął mnie do działu digitalizacji. Nie będę więc raczej miała czasu na pracę naukową. Jeśli więc pyta mnie pani o plany, to na razie ich nie mam. Byle się nie poddać i zachować równowagę psychiczną!


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Latest Incident to Rattle Boston Jewish Communit

Swastika at Brandeis Frat Is Latest Incident to Rattle Boston Jewish Community

Chen Arad


Swastika at Brandeis Frat Is Latest Incident to Rattle Boston Jewish Community
The incident – uncharacteristic at this predominantly Jewish university – joins a series of anti-Semitic incidents in the Boston area and on campuses.

Banner with a crossed out swastika flaping in the wind in front of Berlin’s synagogue at Oranienburger Street, November 9, 2000.

Students and officials at Brandeis University in Waltham, Massachusetts reported that a swastika was drawn on a house in the campus’ vicinity between late Friday and early Saturday, where the local chapter of the Jewish fraternity Alpha Epsilon Pi (AEPi) was hosting a party.

Brandeis University was founded in 1948 at a time when Ivy League universities used quotas to limit acceptance of Jews, making it an important symbol for the American Jewish community. Close to half of its students are Jewish.

In an e-mail to the student body on Saturday afternoon, Lisa M. Lynch, interim president of the university, wrote that “crude graffiti involving a swastika [was] outlined in condensation on a window at a house where several Brandeis students live off-campus, and where an unofficial event hosted by a Jewish group was being held.”

On the day it opened, Brandeis had 107 students and 13 faculty members./ Credit Brandeis University website

Lynch condemned the actions and clarified that the incident was reported to the local police. She added that “such heinous acts violate every value for which Brandeis stands,” stressing Brandeis’ “Jewish heritage.”

AEPi Brandeis chapter president, Gabe Goldstein, confirmed the incident but declined to comment. Jon Pierce, a spokesman and former national president of AEPi, said the organization was working with the university and local police, but declined to provide additional details.
The general response by students at Brandeis was shock and dismay. Misha Villenchuk, a senior who heads a Brandeis-based advocacy group battling anti-Semitism in Europe, said the incident made him feel extremely uncomfortable and linked it to “a torrent of global incidents that too often manifest in violence.”

Brandeis’ J Street U chapter released a statement on its Facebook page, expressing shock and calling the community to “stand together against hatred.” Jonas Singer, president of the AIPAC affiliated students club at Brandeis called for the community to “work towards building a more tolerant campus for all our students.”

Brandeis students on campus./ Credit Robyn Spector

The incident at Brandeis comes on the heels of a series of high profile anti-Semitic incidents in recent months in the Boston metropolitan area, home to around 200,000 Jews and Israelis.

Three weeks ago, during a high school basketball match in the heavily Jewish Boston suburb of Newton, fans of the all-boys Catholic Memorial High School, responding to taunts from fans of Newton North High School, which has a large Jewish population, chanted “you killed Jesus, you killed Jesus.”

“I found it chilling,” Newton North’s Superintendent David Fleishman told the Boston Globe. The incident raised bitter memories for the Jewish community, which has historically faced some anti-Semitism in this largely Irish-Catholic city.
According to the report in the Globe, Catholic Memorial’s president released a statement apologizing for the incident and stating that the school is “deeply disturbed by the behavior of a group of student spectators who made an unacceptable chant.”
Local Catholic and Jewish leadership, as well as Newton mayor Setti Warren condemned the chant and, together with both schools’ administrations, called for a discussion of the issue. However, as the Globe reports, in the week following the basketball game, three incidents of anti-Semitic graffiti, including swastikas, were reported at Newton North High School.

Additionally, in early November, a swastika was drawn on a classroom table at Harvard Law School several days after a controversial lecture by a former senior legal counsel of the Israeli military. In an e-mail to the entire student body on November 10th, the law school dean Marcia Sells wrote that “a desk surface in the WCC was defaced with a symbol of hatred.”

Jewish students at the law school found the administration’s response insufficient. In an email to Haaretz, one student took issue with the fact that the email placed “emphasis on the school property being defaced, without making any mention of a swastika or anti-Semitism.”
A July 2015 report by the Cohen Center for Modern Jewish Studies, based at Brandeis University, indicates a rise in anti-Semitism on campus. According to the study, which surveyed thousands of Jewish students, three quarters of respondents reported “having been exposed at one time during the past year to at least one of six anti-Semitic statements, including the claims that Jews have too much power and that Israelis behave ‘like Nazis’ toward the Palestinians.”

A third of respondents reported being verbally harassed because of their Jewish background, and 20 percent said they were blamed for the actions of Israel because they were Jewish. The center also tried to gauge the connection between the boycott, divestment and sanctions (BDS) movement and anti-Semitic sentiments, but did not reach conclusive results.

Pierce told Haaretz that many of AEPi’s 190 chapters worldwide have suffered from “an increase in anti-Semitic activity on college campuses.” Though he could not provide a precise number, he said dozens of incidents, some including physical violence, have been recorded recently, prompting the organization to employ a global security expert “to do what they can to protect our members.”
Pierce pointed to the University of California’s Board of Regents decision last month to adopt a “Principles Against Intolerance” as a successful attempt to battle anti-Semitism on campuses.

The decision bans intolerant behavior from the state’s university system, which serves close to 250,000 students, and associates anti-Zionism with anti-Semitism and racism. It was prompted by a series of high-profile anti-Semitic incidents, including swastikas found on Jewish fraternities and the attempted exclusion of a candidate for a student government position on account of her Jewish faith.
“We are in a period where the targeting of different communities, including Jews, has become very commonplace,” Robert Trestan, regional director of the Anti-Defamation League in New England, said in a phone conversation. “If you consider the regular analogies being made in the current election campaign to the Holocaust and Hitler, that brings up the swastika – a universal symbol of hate. It is becoming part of the discussion in the media and the community.”

Jeremy Burton, the executive director of the Jewish Community Relations Council, echoed this sentiment. “The increasing number of hate crimes – not just those targeting the Jewish community – is, I believe, being fueled by the rise in discriminatory and hateful rhetoric that is driving our political discourse over this election period,” he said. “Much of this discourse is driven by a manipulation of our fears that is leading to the blaming and targeting of ‘the other.'”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com