Archive | February 2026

Arabski reporter twierdzi, że Palestyńczycy przyprowadzali swoje dzieci na zamieszki, licząc na to, że zostaną ranne lub aresztowane, aby mogli otrzymać pieniądze od AP


Arabski reporter twierdzi, że Palestyńczycy przyprowadzali swoje dzieci na zamieszki, licząc na to, że zostaną ranne lub aresztowane, aby mogli otrzymać pieniądze od AP

Elder of Ziyon


Palestinian Media Watch ma ogromny materiał.

Mustafa Al-Miqdad, ceniony syryjski dziennikarz współpracujący z brytyjskim think tankiem Arab Progress Center for Policies, udzielił w tym tygodniu wywiadu palestyńskiej telewizji, w którym publicznie przyznał coś zdumiewającego: że powszechnie wiadomo, iż palestyńscy rodzice przyprowadzali swoje dzieci do udziału w gwałtownych demonstracjach, licząc na to, że zostaną ranne lub uwięzione przez izraelskie siły.

Po to, by móc otrzymywać pieniądze w ramach programu AP „Pay for Slay”.

„Lata temu, na granicy ze Strefą Gazy, dochodziło do tarć z syjonistycznym wrogiem. Byli tacy, którzy wychodzili na marsze i protesty. Są historie, których przed wami nie ukryję — wszyscy je znamy, to znaczy jako rodziny — że niektórzy wychodzili razem ze swoimi dziećmi itd., po to, by zostały ranne albo żeby coś im się stało, aby później mogli otrzymywać comiesięczną pomoc lub comiesięczną pensję, a nawet żeby zostali aresztowani i uwięzieni, by otrzymać to, co mogłoby utrzymać ich rodziny w wyniku tej sytuacji, w wyniku istniejącej nędzy.”

Przeczytajcie to jeszcze raz: palestyńscy rodzice celowo narażali swoje dzieci na niebezpieczeństwo, żeby zarobić pieniądze.

Widzieliśmy pojedyncze incydenty, takie jak ten z 2016 roku, gdy ojciec namawiał swojego trzyletniego syna do rzucania kamieniami w żołnierzy IDF i prowokował ich, by strzelili i zabili chłopca.

Ale nikt nie informował, że było to zachowanie rutynowe.

Niektórzy twierdzą, że program AP „pay for slay”, w ramach którego wypłaca się pieniądze rodzinom „męczenników”, więźniów i osób rannych przez izraelskie siły, nie jest nagrodą za terror, lecz jedynie programem socjalnym. To pokazuje, że jest to kłamstwo: to nie tylko nagroda, lecz zachęta do uczenia dzieci, by próbowały mordować Izraelczyków.

Jeden szczegół tej odrażającej historii jest być może niemal równie zły.

Zwróćcie uwagę, że Al-Miqdad, mówiąc do palestyńskiego rozmówcy w palestyńskiej telewizji, stwierdza, iż „wszyscy o tym wiemy”, mając na myśli rodziny wychodzące po to, by ich dzieci zostały ranne — mówi to do palestyńskiej publiczności.

Palestyńczycy o tym wiedzą. Wiedzą o tym ich reporterzy. Wiedzą o tym organizacje pozarządowe obecne na protestach. Wiedzą o tym palestyńscy „działacze praw człowieka” zatrudnieni przez międzynarodowe NGO.

Ale nikt tego nie publikuje.

Nawet ta historia, jak dotąd, nie została podjęta przez żadne media.

Jestem pewien, że są palestyńskie matki, które kochają swoje dzieci i mówią im, by trzymały się z dala od kłopotów. Ale nigdy nie widzimy historii o nich — nawet w arabskich mediach.

Najwyraźniej palestyńskie życie nie jest bezwartościowe. Jest warte narażania własnych dzieci za pieniądze.

Link do oryginału: https://elderofziyon.blogspot.com/2026/02/arab-reporter-says-palestinians-would.html

Elder of Ziyon, 3 lutego 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Father of Manchester Yom Kippur Attacker Sparks Outrage With Antisemitic Posts Praising Hitler, Hamas


Father of Manchester Yom Kippur Attacker Sparks Outrage With Antisemitic Posts Praising Hitler, Hamas

Ailin Vilches Arguello


People gather near the scene, after an attack in which a car was driven at pedestrians and stabbings were reported at a synagogue in north Manchester, Britain, on Yom Kippur, Oct. 2, 2025. Photo: REUTERS/Phil Noble

The father of the terrorist who perpetrated last year’s deadly Yom Kippur attack in Manchester is again drawing outrage after posting an antisemitic message praising Adolf Hitler and asserting that Jews “got what they deserved.”

“Israel is a state that grew on the skulls of our people in Palestine,” Faraj al-Shamie wrote in a post on Facebook. “The state that was born has, since its establishment, insisted on killing, destroying, and uprooting people.”

“Jews and their Muslim cousins lived in peace and harmony for hundreds of years, and Islam granted them security and good treatment — until Hitler came and did what they deserved,” he continued. 

According to his social media profiles, al-Shamie is a surgeon who has worked with multiple nongovernmental organizations, including the International Committee of the Red Cross, operating in conflict zones including South Sudan, Afghanistan, and Mali.

“Look at history — no people or group has survived after building its life on murder, racism, destruction and displacement. No oppressor remains. The oppressed will inevitably prevail,” al-Shamie wrote in a post on Facebook. 

“Israel will not be an exception to this history, and no matter how strong it becomes, it will not be able to change the laws,” he continued. 

Last year, his son — identified by police as Jihad al-Shami, 35 — carried out a deadly attack on Yom Kippur, the holiest day in Judaism, driving a car onto the grounds of the Heaton Park Hebrew Congregation synagogue in Manchester, northern England, before launching a stabbing spree that killed two Jewish men and left at least three others critically injured.

The attack occurred as the congregation gathered to observe Yom Kippur and ended seven minutes later, when police shot the assailant dead.

Shortly after the assault, al-Shamie attempted to distance his family from his son’s actions, publicly expressing solidarity with the victims and their families.

“We fully distance ourselves from this attack and express our deep shock and sorrow over what has happened. Our hearts and thoughts are with the victims and their families, and we pray for their strength and comfort,” he wrote in a post on Facebook at the time. 

However, al-Shamie has a long history of promoting violence and antisemitic hatred, actively participating in pro-Hamas demonstrations and praising the Palestinian terrorist group’s actions online.

He even praised the Hamas-led invasion of and massacre across southern Israel on Oct. 7, 2023, calling the terrorists “heroic.”

“The scenes broadcast by Hamas prove that Israel will ultimately be destroyed. Such men prove that they are men of God. Guard your weapons well and aim them precisely. May God protect Palestine and the heroic people,” al-Shamie wrote in a post on Facebook in the wake of the atrocities. 

“Release the elderly and children. What you have done so far is a miracle by all standards. Do not harm them in a moment of anger. They have no place in war,” he continued. 

He further added, “May God grant you victory, support you, and guide you to the right path in a battle that history will record as the beginning of the liberation of Al-Aqsa, God willing.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Somalia Warns Israel Against Military Base in Somaliland, Signs Defense Pact With Saudi Arabia


Somalia Warns Israel Against Military Base in Somaliland, Signs Defense Pact With Saudi Arabia

Ailin Vilches Arguello


Somalia’s President Hassan Sheikh Mohamud delivers the opening keynote speech during the 17th Al Jazeera Forum, themed ”The Palestinian Cause and the Regional Balance of Power in the Context of an Emerging Multipolar World,” in Doha, Qatar, on Feb. 7, 2026. Photo: Noushad Thekkayil/NurPhoto via Reuters Connect

Somalia’s President Hassan Sheikh Mohamud has warned Israel against establishing a military base in the self-declared Republic of Somaliland, as Mogadishu bolsters strategic ties with Middle Eastern states amid mounting regional tensions.

At the Al Jazeera Forum in Doha on Saturday, Mohamud sounded the alarm over a potential Israeli military foothold in the Horn of Africa, while once again condemning Israel’s recognition of Somaliland as a “blatant breach of international law.”

Somaliland, which has claimed independence for decades in East Africa but remains largely unrecognized, is situated on the southern coast of the Gulf of Aden and bordered by Djibouti to the northwest, Ethiopia to the south and west, and Somalia to the south and east. 

During Saturday’s event, Mohamud insisted that an Israeli military base in Somaliland would offer no real defensive benefit and would primarily serve as a springboard for foreign interventions.

“A base is not a tourist destination — it is a military facility, and military means either attack or defense,” he said during a speech. “There is no part of Somalia that Israel has any need to defend.”

“We will fight to the full extent of our capacity,” Mohamud continued. “We will confront any Israeli forces that enter, because we oppose this and will never allow it.”

For years now, Somalia has hosted military facilities for foreign powers, including Turkey and Egypt.

Mohamud’s remarks came after Israel last year became the first country to officially recognize the Republic of Somaliland as an independent and sovereign state — a move expected to reshape regional power dynamics as the two governments deepen political, security, and economic cooperation.

At the time, regional powers — including Egypt and Turkey — condemned Israel’s diplomatic move, saying it undermined Somalia’s sovereignty and territorial integrity.

According to experts, the growing Israel-Somaliland partnership could be a “game changer” for Israel, boosting the Jewish state’s ability to counter the Yemen-based Houthi terrorist group while offering strategic and geographic advantages amid shifting regional power dynamics.

Unlike most other states in the region, Somaliland has relative security, regular elections, and a degree of political stability — qualities that make it a valuable partner for international allies and a key player in regional cooperation.

“Israel’s interference in Somalia’s sovereignty will not be tolerated,” Mohamud said during his speech. “The African continent rejects any attempts to change borders through military force or unilateral actions.”

In a move to strengthen its defense capabilities amid increasing regional instability, Somalia signed a defense cooperation pact with Saudi Arabia on Monday, aimed at enhancing military ties and providing advanced technology and training for the Somali National Army.

According to officials from both countries, the deal is intended to safeguard the Red Sea, a strategic corridor between the Indian Ocean and the Suez Canal that has increasingly drawn the attention of Gulf states.

Even though the newly signed memorandum is not a mutual defense treaty, Somali officials say it sets the stage for deeper military cooperation — a move analysts say has gained momentum following Israel’s recognition of Somaliland.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Hitlerowski program budowy bomby atomowej rozpoczął się równo z kapitulacją Warszawy. Dlaczego się nie udał?

Test bomby atomowej na Atolu Bikini, 1946 r (Fot. Domena Publiczna)


Hitlerowski program budowy bomby atomowej rozpoczął się równo z kapitulacją Warszawy. Dlaczego się nie udał?

Piotr Głuchowski


Gdy goszczący w Nowym Jorku fizyk atomowy Enrico Fermi dowiedział się, jakie mogą być efekty odkrycia rozpadu uranu, wyjrzał przez okno na Manhattan i rzekł: – Mała bomba, wielkości piłki… i to wszystko zniknie.
W grudniu 1938 r. para Szwedów – były jezuita Niklas Bergius oraz jego żona, katolicka pisarka i pierwsza w kraju docent fizyki Eva von Bahr-Bergius – zaprosiła na Boże Narodzenie do swego wiejskiego domu w Kungälv dwójkę fizyków. Goście pochodzili z Wiednia, od ośmiu miesięcy miasta III Rzeszy. W rozumieniu uchwalonych w 1935 r. ustaw norymberskich oboje byli Żydami.

W mroźne wigilijne przedpołudnie zaproszona para wybrała się, by zażyć świeżego powietrza (ona pieszo, on na nartach biegowych) i omówić list, który właśnie przyszedł z Niemiec. Była to najbardziej brzemienna w skutki świąteczna przechadzka w historii ludzkości.

PRZECIEŻ URAN NIE MOŻE SIĘ TAK ROZPAŚĆ…

Spacerujący po zamarzniętej rzece Göta i pobliskim lesie byli dla siebie nawzajem siostrzeńcem i ciotką. Ona – Eliza Meitner – miała 60 lat, jeszcze w Wiedniu przeszła na protestantyzm i przyjęła chrzest; w 1906 r. doktoryzowała się jako druga kobieta w historii tamtejszego uniwersytetu. Chciała pracować w Paryżu u Marii Skłodowskiej-Curie, lecz nie została przez noblistkę przyjęta. Wyjechała więc do Berlina, gdzie najpierw słuchała wykładów ojca mechaniki kwantowej Maxa Plancka, a później pracowała, początkowo jako wolontariuszka, w przerobionym z warsztatu stolarskiego laboratorium młodszego od niej o rok Ottona Hahna, który w 1944 r. dostanie Nobla za rozszczepienie jądra atomowego. Po dojściu Hitlera do władzy, jako niepodlegająca niemieckiej jurysdykcji obywatelka Austrii, jeszcze na pięć lat zachowała stanowisko kierownika wydziału fizyki Instytutu Cesarza Wilhelma w podberlińskim Dahlem i kontynuowała (z Hahnem) badania nad następstwami neutronowego bombardowania atomów uranu. Po anszlusie Austrii uciekła do Sztokholmu – i stamtąd przyjechała na święta do Bergiusów.

Jej siostrzeniec Otton Frisch miał 34 lata i po Wiedniu pracował w Hamburgu u innego przyszłego noblisty, badacza protonów, a przy tym Żyda ze śląskiego Sohrau (dziś Żory) Ottona Sterna. Po spaleniu Reichstagu i wywiezieniu ojca Frischa – a szwagra Elizy – do Dachau syn schronił się w Londynie, a potem w Kopenhadze, gdzie przez pięć lat pracował z twórcą współczesnej atomistyki, Żydem po matce, Nielsem Bohrem.

Tematem, który ciotka i siostrzeniec chcieli omówić na spacerze, był list od Hahna, który informował Elizę, że przeprowadził doświadczenie będące powtórką wcześniejszego, jak wtedy sądzono nieudanego, eksperymentu serbskiego fizyka Pavle Savića i Jeana Joliot-Curie, zięcia Marii Skłodowskiej. Savić i Curie bombardowali powolnymi neutronami jądra uranowe, w efekcie otrzymali – ujmując rzecz w uproszczeniu – jądra pierwiastka zachowującego się jak lantan albo bar. Najtęższe głowy ówczesnej fizyki miały już świadomość, że pod wpływem atakujących neutronów niektóre pierwiastki mogą się zamieniać w swych sąsiadów z tablicy Mendelejewa – uran ma jednak liczbę atomową 92, a bar i lantan odpowiednio 56 i 57. Tego rodzaju transmutacja – przeskoczenie 35 lub 36 miejsc w układzie okresowym pod wpływem zaabsorbowanego neutronu – wydawała się niemożliwa.

Fizycy Otto Hahn (1879-1968) i Eliza Meitner (1878-1968) w swojej wiedeńskiej pracowniFizycy Otto Hahn (1879-1968) i Eliza Meitner (1878-1968) w swojej wiedeńskiej pracowni  domena publiczna

– Curie i Savić zupełnie się zaplątali – orzekł Hahn we wrześniu 1938 r., gdy przeczytał o eksperymencie w piśmie Francuskiej Akademii Nauk „Comptes Rendus”. Po czym postanowił powtórzyć doświadczenie. Do pomocy wziął Fritza Strassmanna, chemika i skrzypka samouka, który publicznie odmówił przystąpienia do NSDAP, za co został ukarany zakazem pracy w niemieckim przemyśle chemicznym. W czasie gdy Europą wstrząsał kryzys czechosłowacki, Strassmann z Hahnem bombardowali neutronami uran, otrzymując m.in. trzy nieznane dotąd izotopy radu – tak przynajmniej sądzili. Wyniki eksperymentu opublikowali w listopadowym „Naturwissenschaften” (niemieckim odpowiedniku „Nature”). 19 grudnia Hahn napisał do Elizy krótki list:

„Coś dziwnego dzieje się z [otrzymanymi] izotopami radu, na razie wspominam o tym tylko tobie (…) krystalizacja frakcyjna nie wychodzi. Izotopy zachowują się jak bar (…) Może znasz jakieś fantastyczne wyjaśnienie? Rozumiemy przecież, że uran nie może się rozpaść na bar. Spróbuj wymyśleć jakąś inną możliwość. [Na koniec życzę ci] znośnego Bożego Narodzenia”.

ABY ZIARNKO PIASKU PODSKOCZYŁO

W Wigilię 1938 r. w Kungälv było spokojnie: z kominów pomalowanych w pastelowe barwy drewnianych domków unosiły się pionowe smugi dymu – mieszkańcy przygotowywali świąteczne potrawy.

– To niemożliwe – powtarzał sunący na nartach Frisch, gdy ledwo za nim nadążająca ciotka Eliza opowiedziała o powtórzonym przez Hahna i Strassmanna eksperymencie Curie i Savića. – Nikomu nigdy nie udało się oderwać od jądra żadnych fragmentów większych niż protony, najwyżej jądra helu. Atakujący jądro uranowe neutron nie może go rozbić na dwie części, bo nie ma takiej siły. Jest też wykluczone, aby jądro pękło. To nie jest krucha bryłka. Bohr uczył, że najbardziej przypomina kroplę.

– No właśnie… – ciotka Meitner wydobyła z torebki papier i ołówek. Usiedli oboje na kamieniu, zaczęli rysować. Frisch tak to będzie opisywał ponad 30 lat później:

„[Eliza] narysowała dwa kółka, pytając, czy to może być coś w tym rodzaju? Zawsze miała kłopoty z wyobraźnią przestrzenną, ja natomiast mam całkiem niezłą. Najwidoczniej wpadłem na ten sam pomysł, bo narysowałem kółko [silnie] zgniecione w dwóch punktach naprzeciw siebie [otrzymując coś] jakby hantlę. (…) Kropla cieczy zachowuje kształt dzięki napięciu powierzchniowemu, a jądro – dzięki silnym oddziaływaniom [atomowym]. Odpychanie elektryczne protonów działa jednak przeciwnie (…) im cięższy pierwiastek, tym mocniej. Nie wiem, skąd wzięliśmy [podczas spaceru] wszystkie nasze liczby, ale sądzę, że musiałem już wtedy mieć jakieś pojęcie o energiach wiązania. Wyszło [mi], że gdy liczba atomowa wynosi w przybliżeniu 100, napięcie powierzchniowe znika, a zatem uran 92 musi być bliski niestabilności”.

Otto Frisch (1904-79), siostrzeniec Elizy MeitnerOtto Frisch (1904-79), siostrzeniec Elizy Meitner  East News

Sporządzone na kamieniu i świstku z torebki obliczenie uświadomiło Elizie, że gdy z uranu „wyklują się” dwa mniejsze jądra (na przykład baru i kryptonu), to muszą się one oddalać od siebie z ogromną energią.

Nie czując mrozu, oboje porachowali, że energia ta wyniesie około 200 milionów elektronowoltów, co oznacza, że siła z rozpadu jednego atomu uranu wystarczy, aby ziarnko piasku widocznie podskoczyło. Skąd taka moc?

Meitner policzyła w mig. Jeżeli duże jądro uranu rozpadnie się na krypton i bar, to oba mniejsze jądra ważą w sumie mniej niż jedno macierzyste. O ile? O prawie jedną piątą masy pojedynczego protonu. Wstawmy tę masę do równania Einsteina (energia równa się masa razy prędkość światła do kwadratu) i otrzymujemy…

…energię równą 200 milionom elektronowoltów! – ostatnie słowa Frisch niemal wykrzyczał.

ROZSZCZEPIENIE

Po świętach Frisch wrócił do Kopenhagi, by – jak potem zapisał – „przedstawić nasze spekulacje Bohrowi”. „Ledwo zacząłem mówić, [Niels] uderzył się ręką w czoło i krzyknął: – To wspaniałe! Tak właśnie musi być!”.

13 stycznia 1939 r. Frisch rozpoczął w Instytucie Bohra doświadczenie mające potwierdzić rozpad uranu na dwa lżejsze pierwiastki i trzynastka okazała się dlań szczęśliwa. O siódmej rano listonosz przyniósł telegram z Niemiec: ojca zwolniono z Dachau, rodzina wyjeżdża do Sztokholmu, gdzie zamieszkają z ciotką Elizą. Eksperyment także się udał. W jego trakcie do laboratorium wszedł amerykański biolog William Arnold, którego Frisch zapytał, „jak mikrobiolodzy nazywają proces, w którym bakteria dzieli się na dwie?”. Usłyszał: „rozszczepienie” (binary fission) i tak zostało na zawsze.

Od lewej: Werner Heisenberg i Niels Boht na konferencji w Kopenhadze w 1934 r.Od lewej: Werner Heisenberg i Niels Boht na konferencji w Kopenhadze w 1934 r.  Fermilab, U.S. Department of Energy, Public domain, via Wikimedia Commons

Gdy numer „Naturwissenschaften” z opisem doświadczenia Hahna i Strassmanna dotarł do Paryża, małżonkowie Joliot-Curie wiedzieli już, co wymyślili Frisch i Meitner. Z rozgoryczeniem stwierdzili, że wymknęło im się z rąk epokowe odkrycie.

Gdy obliczenia ciotki i siostrzeńca dotarły do Roberta Oppenheimera (Żyda i późniejszego „ojca bomby atomowej” ), ten napisał do przyjaciela: „Sprawa U[ranu] jest nieprawdopodobnie wspaniała! Na ile sposobów rozpada się U? A przede wszystkim: ile neutronów jest uwalnianych w procesie rozszczepiania? Jeżeli dużo [to nastąpi reakcja łańcuchowa], co mogłoby z pewnością spowodować piekielny wybuch”.

Gdy o wszystkim dowiedział się goszczący w USA Enrico Fermi (fizyk nagrodzony rok wcześniej Noblem za wykrycie silnego działania powolnych neutronów), wyjrzał przez okno na zasypany śniegiem Manhattan i rzekł do kolegi George’a Uhlenbecka: – Mała bomba, wielkości piłki… i to wszystko zniknie.

TRZECIA RZESZA STAJE DO WYŚCIGU

Jean Joliot-Curie był sfrustrowany, lecz nie załamany. Wraz z dwoma współpracownikami przeprowadził w stworzonym przez teściową Instytucie Radowym serię eksperymentów zakończonych publikacją na łamach „Nature” pt. „Liczba neutronów wyzwalanych podczas rozszczepienia jądra uranu”. Tytułowa liczba wyniosła 3,5. Upraszczając: zaatakowane neutronem jądro uranowego izotopu 235 (później przyjęła się nazwa „uran wzbogacony”) emituje średnio trzy i pół neutronu, a cząstki te natychmiast rozbijają kolejne jądra. „Łańcuch rozszczepienia będzie trwał i przerwie się dopiero po osiągnięciu granic” materiału rozszczepialnego – napisali w kwietniu 1939 r. Joliot-Curie, Hans von Halban (austriacki Żyd) i Lew Kowarski (naturalizowany Francuz, syn polskiego przedsiębiorcy i ukraińskiej piosenkarki). Ich publikację z uwagą przeczytano w Niemczech.

Młody fizyk z Hamburga Paul Harteck, który wcześniej pracował w Dahlem, a od dwóch lat był doradcą Heereswaffenamt (HWA), czyli hitlerowskiej agencji uzbrojenia, napisał do ministerstwa wojny: „Pozwalam sobie zwrócić uwagę na najnowsze osiągnięcia fizyki jądrowej, które umożliwiają otrzymanie środka wybuchowego o wiele rzędów wielkości potężniejszego od konwencjonalnych (…) Kraj, który go pierwszy zastosuje, osiągnie przygniatająca przewagę nad innymi”. 

Od lewej: Karl Scheel i Hans Geiger (1928)Od lewej: Karl Scheel i Hans Geiger (1928)  GFHund, CC BY 3.0 , via Wikimedia Commons

List odebrał Hans Geiger (ten od licznika promieniowania), nazista znany z tropienia Żydów w podległych ministerstwu instytucjach. Natychmiast zalecił rozpoczęcie szeroko zakrojonych prac. Gdy biurokracja wyraziła zgodę, kierownikiem zespołu o enigmatycznej nazwie Rada Rzeszy ds. Badań został fizyk i doradca ministerstwa wojny Kurt Diebner, a jego nadzorcą – generał Carl Becker z HWA. Na 16 września 1939 r. obaj wezwali do Berlina Ottona Hahna, Walthera Bothego (konstruktora niemieckiego cyklotronu, czyli przyspieszacza cząstek elementarnych) oraz Geigera. Zebrani omówili najnowszą pracę Bohra z „Physical Review” (artykuł pt. „Mechanizm rozszczepienia jądrowego”), po niej artykuł Joliot-Curie i kolegów, na koniec zaś przygotowali „Wstępny plan działania w celu zapoczątkowania doświadczeń nad wykorzystaniem rozszczepienia”. Zarysowano program badań, zakazano eksportu uranu i zakontraktowano największą możliwą jego ilość w czeskiej (a teraz już niemieckiej) kopalni w Jáchymowie.

Hitlerowski program budowy bomby atomowej ruszył w ostatnich dniach września, równo z kapitulacją Warszawy.

ŻEBY NIEMCY NAS NIE WYSADZILI

Kolejny Żyd w tej historii to Leó Szilárd, pochodzący z Węgier konstruktor-wynalazca, który zasłużył na kilka Nagród Nobla, lecz nie dostał żadnej. Możliwość wywołania atomowej reakcji łańcuchowej przewidział (i opatentował) w 1933 r., kilkanaście miesięcy po odkryciu neutronu. Cztery lata wcześniej wymyślił mikroskop elektronowy (Nobla za to odbierze dopiero w 1986 r. Ernst Rusk), a rok później wynalazł cyklotron (za co szwedzką nagrodę wziął w 1939 r. Ernest Lawrence). Richard Rhodes, autor najsłynniejszej książki o bombie atomowej, pisze, że nikt na świecie nie zdawał sobie sprawy tak jasno jak Szilárd, do czego prowadzi rozszczepienie jądra.

Leo Szilard (1898-1964)Leo Szilard (1898-1964)  unknown photographer Furfur, Public domain, via Wikimedia Commons

Węgierski geniusz znał się z Herbertem George’em Wellsem, który w książce science fiction „Świat uwolniony” opisał wojnę z użyciem bomb atomowych (wymyślił je, prawdopodobnie dumając nad najsłynniejszym równaniem Einsteina). Po tej lekturze Szilárd postanowił utajnić swój patent z 1933 r., a w związku z emigracją do Wielkiej Brytanii przekazał sekret królewskiej Admiralicji, której urzędnicy wojskowi schowali go na dnie szafy. Tymczasem Szilárd – w obawie przed zajęciem Wysp przez Hitlera – przeprowadził się do USA i postawił sobie za cel zaalarmowanie w kwestii bomby samego prezydenta. Sporządził krótki tekst informujący, czym grozi wyprzedzenie w tej dziedzinie Anglii i Ameryki przez hitlerowskie Niemcy, po czym zdobył pod nim podpis Alberta Einsteina. Memorandum miał wręczyć Franklinowi Rooseveltowi Alexander Sachs, Żyd z Litwy i tajny radca dyrektora Biura Usług Strategicznych, instytucji wywiadowczej, z której wykluje się CIA.

Alexander Sachs (1893-1973)Alexander Sachs (1893-1973)  Harris & Ewing, photographer, Public domain, via Wikimedia Commons

Sachs, wchodząc do Gabinetu Owalnego 11 października 1939 r., zaczął od anegdoty o młodym amerykańskim wynalazcy Robercie Fultonie, który zaproponował Napoleonowi budowę flotylli statków bez żagli, by napaść na Anglię. Cesarz wyśmiał pomysł. Pierwszy pasażerski parowiec powstał więc w USA – o czym Roosevelt wiedział. Teraz Sachs wyjął pismo Szilárda i Einsteina, a gdy streścił je, prezydent zapytał krótko: – Chodzi o to, by Niemcy nas nie wysadzili?

– Dokładnie tak – odparł równie zwięźle tajny radca.

Roosevelt od razu wezwał swego attaché, generała Edwina „Pa” Watsona, i zwrócił się do niego słowami, które potem przeszły do legendy: – „Pa”… to wymaga działania!

Amerykański program atomowy ruszył dwa tygodnie po niemieckim.

Franklin D. Roosevelt i Edwin 'Pa' Watson, 1939 r.Franklin D. Roosevelt i Edwin ‘Pa’ Watson, 1939 r.  National Archives and Records Administration, Public domain, via Wikimedia Commons

MASA KRYTYCZNA

W 1940 r. Otton Frisch zamieszkał w Anglii u innego emigranta z Niemiec, również pochodzenia żydowskiego, wielce bogatego z domu Rudolfa Peierlsa. Ten studiował m.in. pod kierunkiem Fermiego, a ostatnio zainteresował się wynikami naukowca z instytutu Curie – Francisa Perrina, któremu udało się obliczyć masę krytyczną (a więc potrzebną do samoistnego wybuchu) naturalnego uranu. Wyszło: 44 tony. Peierls z Frischem policzyli to samo dla izotopu U 235 (który Rudolf potrafił wyodrębnić z pomocą tzw. rury Clausiusa) i uzyskali zupełnie inny wynik – jak potem zapisał Otto: „ku mojemu zdumieniu – funt lub dwa” (0,45-0,9 kg). Uran jest bardzo ciężki, więc taką masę ma już bryłka wielkości piłeczki do golfa.

Jaka będzie siła wybuchu? Peierls z Frischem szybko to obliczyli: temperatura równie wysoka jak we wnętrzu Słońca, ciśnienie większe niż w jądrze Ziemi. Byli wstrząśnięci.

„Popatrzyliśmy na siebie i zrozumieliśmy, że konstrukcja bomby atomowej jest możliwa” – zanotował Peierls.

Choć obaj zostali wcześniej wykluczeni z prac nad radarem dla wojska (byli obywatelami kraju, z którym Wielka Brytania prowadziła wojnę), uznali, że wyników nie będą publikować w piśmie naukowym, ale przekażą rządowi Jego Królewskiej Mości. Tzw. memorandum Frischa-Peierlsa postawiło na nogi nie tylko przechowującą wciąż patent Szilárda Admiralicję. Powołano tajny komitet, który miał rozstrzygnąć, czy bomba atomowa będzie wykonalna – a jeżeli tak, to kiedy? Ruszył brytyjski program atomowy.

Na marginesie – obliczenia Ottona i Rudolfa były błędne (ale nie tak jak Perrina). Masa krytyczna dla czystego U 235 wynosi 52 kilo.

WALTHER BOTHE ODRZUCA GRAFIT

W czerwcu 1940 r. niemiecki koncern Auer zakontraktował (niezależnie od zamówienia z Jáchymowa) 60 ton tlenku uranu w przedsiębiorstwie Union Miniere w okupowanej Belgii. Belgowie mieli uran w swojej kolonii – Kongu. Do spowalniania neutronów (wolne najlepiej „wnikają” w jądra atomowe) zespół Kurta Diebnera potrzebował jeszcze – zgodnie z ówczesną wiedzą – grafitu lub ciężkiej wody, bo zwykła też spowalnia, ale absorbuje zbyt wiele wystrzeliwanych w kierunku uranu cząsteczek. Ciężką, w której zamiast wodoru łączy się z tlenem jego cięższy izotop – deuter, produkowano jedynie w norweskiej górskiej hydroelektrowni w Vemork, 180 km na zachód od Oslo. Co nie było problemem, ponieważ Norwegowie poddali się Rzeszy 10 czerwca.

Czekając na sprowadzenie cennej cieczy, fizyk-eksperymentator i przyszły noblista z Heildelbergu Walther Bothe przeprowadził na wszelki wypadek doświadczenie z konkurencyjnym grafitem, po czym… wyeliminował tę substancję na długo. Prawdopodobnie użyta przezeń ponadmetrowej średnicy bryła zawierała zanieczyszczenia, czego nie był świadom.

„Pomiar Bothego zakończył niemieckie doświadczenia grafitowe” – pisze Richard Rhodes. Później historycy zastanawiali się, czy zdegradowany w 1933 r. za antynazistowskie podglądy eksperymentator celowo nie sfałszował wyników kluczowego pomiaru – zdaniem Rhodesa nic na to nie wskazuje.

Walther Bothe (1891-1957) - niemiecki fizyk, matematyk, chemik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w roku 1954 (współlaureat: Max Born)Walther Bothe (1891-1957) – niemiecki fizyk, matematyk, chemik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w roku 1954 (współlaureat: Max Born)  Unknown (Mondadori Publishers), Public domain, via Wikimedia Commons

Naukowcom Rzeszy pozostało czekać na ciężką wodę. Pierwsza partia – 150 litrów – dotarła z Norwegii do laboratorium Wernera Heisenberga w Lipsku we wrześniu 1940 r. Nagrodzony w 1932 r. Noblem za stworzenie zasad mechaniki kwantowej fizyk przystąpił w październiku do budowy reaktora (stosu atomowego) na norweską wodę. Podczas konferencji naukowej w Kopenhadze – pod koniec miesiąca – pokazał szkic konstrukcji Nielsowi Bohrowi. Ten – być może przez Peierlsa – ostrzegł Brytyjczyków, że Niemcy robią postępy, co przyspieszyło prace w ramach programu nazwanego później Projektem Manhattan.

27 października Roosevelt otrzymał sprawozdanie zawierające m.in. takie zdania: „Bomba rozszczepieniowa o najwyższej sile rażenia powstanie przez szybkie połączenie wystarczającej masy pierwiastka U 235. (…) Masa z pewnością będzie większa od dwóch kilogramów i mniejsza od 100 kg. (…) Przybliżona siła rażenia – równowartość 1800 ton trotylu na kilogram uranu. (…) Liczącą się ilość bomb rozszczepieniowych można zbudować w ciągu trzech lub czterech lat”. I ostatnie zdanie: „Wydaje się, że troska o obronę naszego kraju wymaga pilnego rozwoju tego programu, gdyż w przeciwnym wypadku mogą wyprzedzić nas inni”.

ZDOLNOŚCI POZNAWCZE HITLERA

Ci „inni” popadli tymczasem w kłopoty. W grudniu 1941 r. Sowieci zatrzymali ich pod Moskwą.

Niemiecka gospodarka musiała oszczędzać. Ministerstwo wojny ograniczyło więc program pracy nad uranem i przekazało go… resortowi szkolnictwa.

Kierował nim zapalony nazista – a przy tym naukowy i organizacyjny analfabeta – SS-Obergruppenführer Bernhard Rust. Z powodu tych decyzji niemiecki program uranowy podupadł.

Rada Rzeszy ds. Badań miała tego świadomość, więc Diebner, Becker i ich współpracownicy postanowili potrząsnąć najwyższymi władzami. Zorganizowali 26 lutego 1942 r. konferencję, na którą zaprosili Hermanna Göringa, Heinricha Himmlera, Martina Bormanna, feldmarszałka Wilhelma Keitla oraz dysponującego największym budżetem ministra uzbrojenia Alberta Speera. Ci jednak nie dotarli, bo sekretariat Rusta źle wysłał zaproszenia. W efekcie Speer dowiedział się o „kręgu uczonych pracujących nad bronią zdolną niszczyć całe miasta” dopiero w kwietniu 1942 r.

Hermann Göring, Adolf Hitler, Albert SpeerHermann Göring, Adolf Hitler, Albert Speer  Heinrich Hoffmann/Wikimedia Commons

6 maja – jak potem zapisze w pamiętniku – omówił temat z Hitlerem i zaproponował, by „na czele Rady postawić Göringa zwiększając tym samym jej wagę”. Tak się wkrótce stało. Po rocznym buksowaniu w miejscu znalazły się wreszcie poważne pieniądze – dwa miliony marek.

„Hitler rozmawiał ze mną niekiedy o możliwościach bomby atomowej – zapisze Speer. – Ta myśl przekraczała jednak wyraźnie jego zdolności poznawcze. Nie potrafił pojąć rewolucyjnego charakteru fizyki jądrowej. [W dodatku] moje informacje o rozmowach z fizykami zniechęciły go do tej sprawy. Faktycznie bowiem, gdy zapytałem prof. Heisenberga, czy reakcję rozszczepienia (…) można kontrolować, nie udzielił mi jednoznacznej odpowiedzi. Hitler nie był więc zachwycony ewentualnością, że Ziemia pod jego panowaniem mogłaby się zamienić w rozżarzoną gwiazdę”.

Troska Führera o planetę przekierowała aktywność niemieckich fizyków w stronę – cytując Speera – „budowy stosów atomowych na ciężką wodę, które mogłyby posłużyć jako źródło energii dla silników okrętów podwodnych”. I takim zastosowaniem uranu niemieccy fizycy się zajęli – na to przeznaczyli miliony od Speera. Alianci jednak nie spali. Transportów rudy z Jáchymowa i Konga zniszczyć nie mogli, lecz na ciężką wodę produkowaną przez Norsk Hydro w Vemork zasadzili się jesienią 1942 r.

OPERACJE „GROUSE” I „GUNNERSIDE”

18 października w ramach operacji „Grouse” Brytyjczycy zrzucili nad wioską Rjukan – siedem kilometrów od Vemork – czwórkę komandosów z zadaniem przygotowania lądowiska dla grupy uderzeniowej. 19 listopada ze Szkocji wystartowały dwa bombowce – ciągnęły za sobą szybowce z saperami, którzy mieli wysadzić hydroelektrownię. Fatalna pogoda sprawiła, że zamiast wylądować na zamarzniętym jeziorze Møsvatn na zachód od Vemork, rozbili się w otaczających Norsk Hydro dzikich górach Hardangervidda. Katastrofę przeżyło 14 ludzi, lecz Niemcy wszystkich wyłapali i – jako szpiegów-sabotażystów – pozabijali bez śledztwa.

Elektrownia Vemork w Rjukan w Norwegii w 1935 r.Elektrownia Vemork w Rjukan w Norwegii w 1935 r.  Anders Beer Wilse, Public domain, via Wikimedia Commons

16 lutego 1943 r. londyńskie Dowództwo Operacji Połączonych wdrożyło kolejną akcję „Gunnerside”. Sześciu norweskich cichociemnych wylądowało na lodzie w jednej z zatok Møsvatn – z nartami, prowiantem, krótkofalówką i 18 kostkami wybuchowego plastiku – po jednym na każdy elektrolizer, czyli zestaw do produkcji ciężkiej wody. Przedzierając się przez góry w kierunku Vemork, zgarnęli pierwszą czwórkę komandosów z operacji „Grouse” – ledwo żywi skoczkowie przesiedzieli w jaskiniach i śniegach prawie cztery miesiące. Obejrzeli w tym czasie zakład. Zbudowaną na skalnej półce naturalną fortecę w stylu neoromańskim i towarzyszący jej (postawiony później) sześciopiętrowy blok chroniło z jednej strony wysokie urwisko, a z drugiej – głęboki kanion. Wszystkie drogi dojazdowe zostały zaminowane, a na wiszącym moście nad wodospadem stała przez całą dobę drużyna wartowników Wehrmachtu.

Traf chciał jednak, że szefem komórki wywiadu i sabotażu w londyńskim emigracyjnym Naczelnym Dowództwie Wojsk Norweskich był fizykochemik, uchodźca Leif Tronstad, przed wojną projektant w Vemork. Dzięki niemu cichociemni wiedzieli, iż na poziomie twierdzy znajduje się nieużywana bocznica kolejowa, którą niegdyś transportowano materiały i maszyny do przyszłej elektrowni. Tej drogi Niemcy nie zaminowali. Odziani w białe kombinezony komandosi wdrapali się na skałę i podeszli wzdłuż szyn do fortecy.

Genialni fizycy, którzy przyczynili się do stworzenia broni jądrowej - Albert Einstein (1879-1955), uhonorowany Nagrodą Nobla w 1922 r., i Leó Szilárd (1898-1964), który zasłużył na kilka Nobli, lecz nie dostał nawet jednegoGenialni fizycy, którzy przyczynili się do stworzenia broni jądrowej – Albert Einstein (1879-1955), uhonorowany Nagrodą Nobla w 1922 r., i Leó Szilárd (1898-1964), który zasłużył na kilka Nobli, lecz nie dostał nawet jednego  Getty Images

„Reflektory [nad ogrodzeniem] były wyłączone, a wycie silnego wiatru zagłuszało wydawane przez nas hałasy – zapisze po wojnie jeden z komandosów Knut Haukelid. – Zatrzymaliśmy się, by zjeść trochę czekolady i poczekać na zmianę posterunków (….). Wszyscy byliśmy dobrze uzbrojeni: na dziesięciu ludzi mieliśmy pięć karabinów maszynowych, każdy po pistolecie, a do tego noże i granaty ręczne”.

Zaatakowali po godzinie, gdy czujność nowej warty osłabła. Haukelid: „Przecięliśmy cienki, żelazny łańcuch zagradzający drogę do jednego z najważniejszych celów wojskowych w Europie (…) grupa ubezpieczająca [do której należałem] rozbiegła się na wyznaczone pozycje, a grupa sabotażowa ruszyła [ku elektrolizerom]”. Dwaj ludzie wczołgali się do środka opisanym przez Leifa Tronstada kanałem kablowym. Haukelid dalej: „Po pewnym czasie, który wydawał mi się nieskończenie długi, usłyszałem niewielki wybuch. Czy po to, żeby stało się coś takiego, zrobiliśmy ponad tysiąc mil?”.

Niemcom drobny hałas też się nie wydał istotny. Jeden z żołnierzy sprawdził drzwi fabryki, stwierdził, że są zamknięte i odszedł. Akcia „Gunnerside” wypaliła: przy zerowych stratach własnych elektrolizery zniszczono bezpowrotnie, pół tony ciężkiej wody spłynęło do kanału ściekowego. W efekcie niemiecki program rozszczepienia uranu spóźnił się o rok. Do lutego 1944 r. elektrownia wyprodukowała co prawda kolejne 16 ton drogocennej cieczy, ale pozostawiony w Norwegii Haukelid z jednym tylko wspólnikiem, ładunkiem plastiku i budzikiem w roli zegara do prowizorycznej bomby zatopili prom, którym ładunek był transportowany po jeziorze Tinnsjå w stronę bałtyckich cieśnin – i dalej do Rzeszy.

SZTOS STOSOWI NIERÓWNY

– Przerwanie produkcji ciężkiej wody w Norwegii było główną przyczyną, która spowodowała, że nie udało nam się zbudować krytycznego stosu [atomowego] przed kapitulacją – stwierdził po wojnie Kurt Diebner.

Gdy 23 kwietnia 1945 r. szukająca śladów niemieckiego programu atomowego aliancka specjednostka Alsos, którą dowodził holenderski fizyk żydowskiego pochodzenia Samuel Goudsmit, odkryła jaskinię pod szwabskim miasteczkiem Haigerloch, ukryci w niej naukowcy Diebnera wciąż czekali na transport wody. Mieli przygotowany atomowy stos – głęboką i szeroką na 2,5 metra studnię, w niej aluminiowy cylinder obłożony grafitem (jednak!), a w tym cylindrze drugi – z magnezu. Dopiero w magnezowym walcu kryło się serce reaktora: 78 aluminiowych drutów, na które w odstępie 14 cm nawleczono 664 uranowe kostki o masie 2,5 kg każda. Diebner i jego ludzie liczyli na to, że gdy napełnią wewnętrzny cylinder ciężką wodą, neutrony emitowane z opuszczonej specjalnym szybem ampułki radu i berylu spowolnią na tyle, by wniknąć w jądra uranu i wreszcie się rozpocznie niemiecka reakcja łańcuchowa. Nie mieli jednak ciężkiej wody, a poza tym – o czym Diebner nie wiedział, a Goudsmit już tak – ich stos był półtora raza za mały.

Pierwsza w historii bomba atomowa, nazwana 'Little Boy' (mały chłopiec), została zdetonowana 6 sierpnia 1945 r. nad Hiroszimą. Jej moc wynosiła ok. 15-16 kiloton (15 tys. ton trotylu). Szacuje się, że zginęło natychmiast 100 tys. ludzi, kolejne 65 tys. zmarło w wyniku choroby popromiennej w ciągu kilku latPierwsza w historii bomba atomowa, nazwana ‘Little Boy’ (mały chłopiec), została zdetonowana 6 sierpnia 1945 r. nad Hiroszimą. Jej moc wynosiła ok. 15-16 kiloton (15 tys. ton trotylu). Szacuje się, że zginęło natychmiast 100 tys. ludzi, kolejne 65 tys. zmarło w wyniku choroby popromiennej w ciągu kilku lat  Getty Images / Universal Images Group via Getty Images

Amerykanie zbudowali odpowiednio wielki – i działający – już 2 grudnia 1942 r. (w Chicago, zespołem kierował Fermi). Ich pierwsza bomba atomowa – naukowcy z Projektu Manhattan nazywali ją między sobą Gadżetem – wybuchła 16 lipca 1945 na nowomeksykańskiej pustyni, w miejscu nazwanym przez jego hiszpańskich odkrywców Jornada del Muerto – droga umarłego.


Korzystałem z: Richard Rhodes, „Jak powstała bomba atomowa”; wyd. Marginesy, 2022; Bartosz Wieliński, „Atom dla Hitlera”, „Ale Historia”, 31.08.2015

Piotr Głuchowski

Reporter, publicysta i redaktor “Wyborczej” od 1990 r. Autor książek kryminalnych i non-fiction.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Epstein files’ toxic mix of true crime and conspiracy theories


The Epstein files’ toxic mix of true crime and conspiracy theories

Jonathan S. Tobin


The mistaken belief that the sex offender’s vast network of connections explains all that is wrong or evil in the world fits easily into the way antisemitism is spread.

Jeffrey Epstein, 27, in a personals ad published in the July 1980 issue of “Cosmo” magazine. Credit: Stephen Ogilvy/Public Domain via Wikimedia Commons.

The federal government’s release of the latest tranche of files related to the case of convicted sex offender Jeffrey Epstein set off another surge in interest in a case that continues to possess a hold on the imaginations of growing numbers of people. The new batch of Epstein files this week consists of 3 million pages of documents, 2,000 videos and 180,000 images. Going through it is providing work for an army of journalists and a hobby for a horde of amateur sleuths and other obsessives.

Given the sheer volume of material, the files seem to provide something for everyone. But it’s not likely to satisfy most or really any of the people who are taking deep dives into the files and those who are mentioned in them. That’s not because it isn’t filled with juicy tidbits of information about a great many celebrities. It’s due to the fact that the case has become more than just an investigation into the horrible deeds of a wealthy hedonist and his clique. Ever since Epstein’s suicide in a New York City jail (an event which is itself a subject of controversy), it has morphed into something far more than a particularly vile example of true crime or a tale of sexual perversion.

A collection of theories

It’s now a conspiracy theory—or rather, a large collection of them all housed under the title “Epstein files.” And like all conspiracy theories, those who have embraced it are convinced that it will provide answers to all the questions about the world that trouble them and solutions to its problems.

In this way, a sex-trafficking ring isn’t just a shocking story of how lawbreakers sought to exploit and game the system. Instead, it has become the key to understanding what they are sure is an evil cabal running the world. They think it is the key that will enable them to unlock the deep-seated wrong at the heart of the national soul of America and discredit the people they already didn’t like.

As such, it has become something of a funhouse mirror in which those who latch onto it interpret the story through the lens of every other pathology of 21st-century life: paranoia about governments, hyper-partisanship, and inevitably, antisemitism.

Those who think the biggest problem in the world is President Donald Trump and his Republican supporters search the files in hopes of finding the silver bullet that will finish off their bête noire. The same is true for those who think of Democrats in the same way, especially about former President Bill Clinton, the commander-in-chief who was first coined with the phrase “derangement syndrome.” And for those who think that Israel and the Jews are the answer to every question they have about why things are bad, Epstein is, similarly, the entry point for a new round of crackpot blood libels.

No one is likely to be fully satisfied, even after every document, video and image is eventually unearthed and analyzed. And, as with other conspiracy theories, Epstein connoisseurs will claim that the real truth—the proof they’ve been searching for—was covered up or destroyed by the guilty parties, thus ensuring that the lunacy can go on forever.

That’s not to say that there won’t be some examples where the files will prove the undoing of some public figures, including perhaps a few that never met or had anything to do with Epstein.

Political fallout

For example, British Prime Minister Keir Starmer, already mired in a political slump, as well as the focus of deep dissatisfaction from both opponents and fellow Labour Party members, could conceivably be toppled from his post because of the files. Starmer isn’t in the files, but he appointed one of Epstein’s many cronies, Peter Mandelson, as Britain’s ambassador to the United States. He claims that Mandelson lied to him about his ties to Epstein. Still, the investigation has led to resignations and a criminal investigation into the ambassador revealing government secrets, which raises the possibility that the entire mess could sink Starmer. The idea that he, as opposed to Trump, could be the main casualty of this scandal is both ironic and infuriating to those on the left who have seized on it as the answer to their prayers.

It’s hard to think of a precedent for the Epstein case. It’s far from the only example of large-scale sex trafficking, in addition to the exploitation of women and girls by powerful men and their enablers. But it is singular in that it was carried out by someone who was not merely wealthy (and Jewish), but who seemed to make it his business to know a vast cross-section of the rich and the famous—powerful persons among the governing classes, in addition to writers and artists.

Epstein was an Olympic-level networker. If you were anyone who was anyone in high society, politics or celebrity-hood during the period when he was flaunting his wealth, the files give the impression that the odds are that you were invited to some kind of function or sought a connection to the man.

Trump and Epstein were clearly friendly for a long time, but eventually, they quarreled. Those who hate Trump are counting on the unsavory, though not criminal, stories associated with that friendship—or some as of yet undiscovered tidbit discrediting the president.

Given the fact that Trump has been elected president twice, despite the public knowing about his decades of public and private indiscretions, anything in the files is unlikely to do him in. Yet his opponents hold onto the hope that it will, waiting with the same dogged determination that their counterparts on the right seek details about the friendship between Epstein and the Clintons. That power couple will be dragged before Congress to talk about Epstein with the same low likelihood that anything found or said will do more than compound the embarrassment the case has already caused them.

Epstein’s Israeli crony

Former Israeli Prime Minister Ehud Barak is in the same boat as Bill and Hillary Clinton. He had business dealings with Epstein and even sought to involve him in Israeli politics. Some of the email messages in the Epstein files show how he sought to get his help in opposing Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu in the 2019 elections. It also showed that Barak had made a sexist comment amid his usual rants trashing the prime minister, and Israel’s religious and Mizrachi population that support him, as well as revealing a sexist comment made by Barak.

Does that mean that Barak was involved in Epstein’s sexual crimes? No. And there’s no proof to hint at that. But that isn’t stopping Likud supporters, including his longtime foe Netanyahu, from exploiting it to his detriment and forcing Barak to make the sort of public denials that do more harm than good to those who have to utter them.

That’s the problem with the publicity given to the files. For example, Commerce Secretary Howard Lutnick is under fire for two documented meetings with Epstein, though in both instances, he had his wife with him, and, again, there’s not even a suggestion of wrongdoing about them. But partisans are still saying with a straight face that anyone who had lunch with the financier, as Lutnick did, is “shamefully complicit” in his crimes.

It isn’t really fair. Then again, no one needs to mourn for the trouble Epstein is causing Trump, the Clintons, Barak or Lutnick, all of whom knew what they were getting into when they entered political life. Being in the spotlight and profiting from it in one way or another brings with it the possibility that someone you know is going to do things you will have to answer for, whether you are actually complicit in them or not.

The connection to Jew-hatred

What is of far greater concern is the conviction that what we know about Epstein’s crimes is just the tip of the iceberg, which plays into the grandfather of all conspiracy theories: antisemitism. 

The willingness of a prominent Jew-hater like former Fox News host and current podcaster Tucker Carlson to use the Epstein case as fodder for his obsession with discrediting Israel and the Jews is bad enough. But that inspired fellow political commentator Megyn Kelly to unapologetically and repeatedly mimic the assertion that Epstein was a Mossad agent. Another conservative in the media, Ben Shapiro, who has clashed with Carlson for his antisemitism and Kelly for her stance of neutrality on that subject matter, pointed out that there is just as much evidence for a claim that Epstein was working for aliens from outer space. But that doesn’t stop people who should know better from associating Israel and the entire Jewish people with all things evil in the world.

The way the case is being used by antisemitic conspiracy mongers ought to be a warning to everyone else speculating on it and hoping that it will somehow further some political or policy agenda of their own. The crimes Epstein committed warrant scrutiny, and those about whom there is reasonable suspicion and even some proof that they were involved in his sexual misdeeds, such as Britain’s Prince Andrew, need to be held accountable. But the enthusiasm for the story ought to be tempered by a sober admission that the obsession with the case is primarily a sign of the declining health of our society.

Conspiracy theories have already taken over so much of national and even international discourse. As the coverage of Israel’s two-year war against Hamas in Gaza revealed, the belief that Jews are either running the world or committing “genocide,” even when they are the ones under attack from genocidal Islamist terrorists, is rooted in myths that date back to the Tsarist forgery,  Protocols of the Elders of Zion.

Along with a bifurcated partisan press and the impact of social media, these theories turn every discussion toxic. They send people down rabbit holes with no exit ramp, rather than engaging in serious debate about the many issues that divide the country right now.

The Epstein scandal is a terrible story, but it is not the great puzzle at the heart of America’s national existence.

Each end of the political spectrum—first, the right wing, and now the left, since Trump returned to the White House—has seized on it as the secret formula by which they can unravel all that is wrong and vindicate their pre-existing prejudices and opinions about everything. That is itself a symptom of rot in contemporary culture. And those who fan these conspiratorial flames with smears based on guilt by association aren’t brave voices speaking up for truth. They are, like those who exploit it to point fingers against the Jews, regardless of where they sit on the political spectrum, irresponsible demagogues doing real harm.


Jonathan S. Tobin is editor-in-chief of the Jewish News Syndicate, a senior contributor for The Federalist, a columnist for Newsweek and a contributor to many other publications. He covers the American political scene, foreign policy, the U.S.-Israel relationship, Middle East diplomacy, the Jewish world and the arts. He hosts the JNS “Think Twice” podcast, both the weekly video program and the “Jonathan Tobin Daily” program, which are available on all major audio platforms and YouTube. Previously, he was executive editor, then senior online editor and chief political blogger, for Commentary magazine. Before that, he was editor-in-chief of The Jewish Exponent in Philadelphia and editor of the Connecticut Jewish Ledger. He has won more than 60 awards for commentary, art criticism and other writing. He appears regularly on television, commenting on politics and foreign policy. Born in New York City, he studied history at Columbia University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com