Netanjahu jest Świętym Mikołajem Bliskiego Wschodu


Netanjahu jest Świętym Mikołajem Bliskiego Wschodu

Mohamed Saad Khiralla


Od ataku z 7 października Izrael i jego premier Benjamin Netanjahu dokonali niemożliwego. Odnieśli zwycięstwo – od Gazy przez Liban, Jemen aż po Iran. To początek nowej ery – pisze Egipcjanin Mohame

.

Lampa Aladyna w arabskiej mitologii jest symbolem nadludzkiej mocy i spełniania

niemożliwych życzeń; należy do świata „Tysiąca i jednej nocy”, gdzie wystarczy

potrzeć starą, brązową lampę, aby duch posłusznie się pojawił i spełnił każde

życzenie.

W mitologii zachodniej dominującym obrazem idei spełniania życzeń jest Święty

Mikołaj; pojawia się pod koniec roku, obładowany prezentami, w świątecznej

atmosferze, na którą dzieci czekają z entuzjazmem.

Dlatego nie jest niczym dziwnym, że w kulturze codziennej – zarówno w świecie

arabskim, jak i na Zachodzie – słyszy się zwroty takie jak: „Nie jestem duchem

Aladyna” albo „Nie jestem Świętym Mikołajem”, gdy ktoś oczekuje od nas czegoś

przekraczającego nasze możliwości.

Polityka jednak czasem tworzy postaci, które – w oczach zarówno swoich

zwolenników, jak i przeciwników – zdają się przekraczać wszystko, co wcześniej było

możliwe do wyobrażenia.

Kilka dni temu byłem gościem dziennikarki Marii Abd Rabbo w izraelskiej stacji

radiowej Radio Makan, aby rozmawiać o trwającej wojnie między USA i Izraelem z

jednej strony a Iranem z drugiej. W trakcie rozmowy powiedziałem coś, w co dziś

wierzę jeszcze bardziej: że Benjamin Netanjahu jest Świętym Mikołajem Bliskiego

Wschodu.

Może to brzmieć szokująco, ale dla mnie nie jest to reakcja emocjonalna, lecz

polityczny opis oparty na chłodnej analizie łącznych rezultatów ostatnich dwóch lat i

pięciu miesięcy. Od czasu ataków terrorystycznych z 7 października 2023 roku

„polityczne i militarne dary”, jakie Netanjahu przekazał regionowi, nie ustają –

niezależnie od tego, czy ktoś się z nim zgadza, czy nie.

Kto mógłby uwierzyć, że wielcy liderzy obozu wrogości i wyzerowanych świętych

narracji – tego, co przez lata nazywano „osią oporu” – upadną w taki sposób?

W Gazie obecność Jahji Sinwara i Mohammeda Deifa dobiegła końca, podobnie jak

wielu innych im podobnych, a sam ruch Hamas wyraźnie znajduje się dziś w fazie

schyłkowej.

W Libanie Hassan Nasrallah i wielu jemu podobnych zeszli ze sceny politycznej i

militarnej, a czas dojrzewa do rozmowy o tym, jak zostanie napisany finał

Hezbollahu.

W Syrii Baszar al-Asad odszedł bez powrotu do Rosji, a jego reżim Baas przestał

istnieć. Człowiek, który uderzał we własny naród beczkami z materiałami

wybuchowymi i bronią chemiczną, dziś dogorywa/przebywa na wygnaniu.

W samym Iranie najwyższe kierownictwo państwa weszło w bezprecedensową fazę

wyczerpania po likwidacji Alego Chameneiego w ataku, który stanowił wielki punkt

zwrotny w przebiegu wojny. Następnie kolejne ataki dopisały do listy zabitych

następne znane nazwiska z irańskiej struktury władzy.

Najnowszym z nich, zaledwie kilka godzin temu, był Ali Laridżani – nie zwykły polityk,

lecz mąż stanu z najściślejszego kręgu w pobliżu centrum decyzyjnego Iranu;

wcześniej przewodniczący parlamentu, przez lata odpowiedzialny za kwestie

nuklearne, a później sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Był

mózgiem koordynującym działania między instytucjami wojskowymi i politycznymi.

Uważano go za jednego z najbardziej zdolnych do prowadzenia kraju po erze

Chameneiego – zanim Izrael ogłosił, że był celem uderzenia w Teheranie.

Razem z nim znajdował się Gholamreza Soleimani, dowódca sił Basidż – nie zwykły

oficer polowy, lecz jeden z kluczowych elementów wewnętrznego aparatu kontroli

reżimu. Basidż, jako formacja bezpieczeństwa związana z Korpusem

Strażników Rewolucji, odegrała decydującą rolę w tłumieniu protestów społecznych,

szczególnie wśród irańskiej młodzieży i kobiet w ostatnich latach. Zwłaszcza podczas

fali poprzedzającej obecną wojnę – w której zginęły tysiące odważnych i niewinnych

młodych ludzi, marzących jedynie o wolności.

Pochodzę z tej części świata, którą nazywa się Bliskim Wschodem, i dobrze wiem, co

uczyniły islamistyczne grupy zbrojne oraz co spowodował irański reżim – ich

największy patron.

Wiem, jak miasta zamieniały się w ruiny, jak marnowano całe pokolenia i jak śmierć

była powielana jako codzienny przekaz polityczny.

Wiem też, jak skutki tego rozlały się na Europę: ostra polaryzacja, podziały

społeczne, napięcia kulturowe i powrót idei, które – jak sądziliśmy – kontynent

zostawił za sobą dekady temu.

Ogromne nagromadzenie nienawiści, budowane przez dziesięciolecia inwestowania

w wrogość, sprawia, że duża część Bliskiego Wschodu nie jest w stanie uznać tego,

co dzieje się na ich oczach.

W świadomości zbiorowej – kształtowanej przez trójcę: meczet, szkołę i państwowy

aparat propagandy – obraz Żyda i Izraelczyka zaszczepiany jest jako obraz

absolutnego wroga, a nie jako przeciwnika politycznego, którego działania można

oceniać według obiektywnych kryteriów.

Dlatego wielu nie potrafi przyznać, że to, co zostało osiągnięte w tej wojnie,

przekracza to, co wydawało się możliwe – nawet w politycznej wyobraźni.

Gdyby sam duch Aladyna się pojawił, albo gdyby Święty Mikołaj zstąpił z bieguna

północnego, nie byłoby im łatwo osiągnąć to, co faktycznie dokonano na ziemi w

tym okresie przez premiera Izraela.

Dlatego mówię: obiektywna i uczciwa analiza prowadzi tylko do jednego wniosku –

że Święty Mikołaj naprawdę pojawił się na Bliskim Wschodzie. Tym razem jednak nie

niósł zabawek dla dzieci; niósł radykalne przekształcenie równowagi sił w regionie,

które może otworzyć nowy horyzont – ograniczyć rozlew krwi, przerwać powtarzające

się cykle przemocy i skierować Bliski Wschód ku innemu początkowi, w którym

zwycięstwo ostatecznie należy do ludzkiej godności.

Dziękuję Ci, Benjaminie Netanjahu!


Mohamed Saad Khiralla

Pochodzący z Egiptu, mieszkający w Szwecji myśliciel polityczny i ekspert w sprawach Bliskiego Wschodu.

Link do szwedzkiego oryginału: https://bulletin.nu/saad-khiralla-netanyahu-ar-mellanosterns-jultomte

Bulletin.nu, 19 marca 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com