Archive | 2024/03/10

O PISANIU Z GŁĘBI TRZEWI – ROZMOWA Z ETGAREM KERETEM

fot. Yanai Yechiel


O PISANIU Z GŁĘBI TRZEWI – ROZMOWA Z ETGAREM KERETEM

ZOFIA ZALESKA


Gdyby kosmici obejrzeli filmy Larsa von Triera, postanowiliby zniszczyć ludzkość. Nie sądzę, żeby nabrali takiej ochoty po przeczytaniu moich opowiadań – z okazji otwarcia w Warszawie „Domu Kereta” przypominamy wywiad z pisarzem

.
ZOFIA ZALESKA: Przyjechałeś do Polski w związku z festiwalem Łódź Czterech Kultur i pokazem filmu „$9.99”, który według twojego scenariusza wyreżyserowała Tatia Rosenthal. Inspirujesz wielu twórców, na podstawie twoich opowiadań powstało już ponad czterdzieści filmów krótkometrażowych. Jak myślisz, co sprawia, że twoje teksty są tak interesujące dla filmowców?

ETGAR KERET: Każdy pisarz ma jakiś dominujący zmysł, którym się kieruje. Dla mnie, przy konstruowaniu tekstu, najważniejsze są obrazy i dialogi, czyli dwie rzeczy, które tworzą film. Wiele opowiadań rozpoczynam od nakreślenia scenerii, wizualnego tła wydarzeń. Filmowcy łatwo mogą przełożyć te obrazy na swój język. Wydaje mi się też, że wielu z nich sięga po moje opowiadania, ponieważ ich minimalistyczna forma pozostawia im sporo miejsca na własne pomysły i interpretacje. Na przykład opowiadanie „Szalony klej” z debiutanckiego tomu „Rury” doczekało się przynajmniej dziesięciu adaptacji filmowych. Jedna z nich – bardzo dobra – powstała w szkole filmowej w Łodzi. „Szalony klej” filmowali twórcy z całego świata – to samo opowiadanie posłużyło im do nakręcenia kompletnie odmiennych filmów: komedii romantycznej, horroru, dramatu psychologicznego, a nawet filmu fantasy. Moje opowiadania działają podobnie jak skoncentrowany sok owocowy – dodasz go do wody i masz jedną rzecz, zmieszasz z wódką i dostajesz coś zupełnie innego.

Sam też stawałeś za kamerą. Co cię pociąga w robieniu filmów?

Uważam się nie tyle za pisarza, ile za kogoś, kto opowiada historie. Pisanie jest dla mnie najważniejszą i najbardziej naturalną formą ekspresji, ale tym, co mnie do pisania popycha, jest  potrzeba snucia opowieści. Mogę to robić także za pomocą innych mediów. U podstaw mojego zainteresowania filmem leżało na pewno pragnienie przezwyciężenia samotności, związanej z pracą pisarza. W zbiorowym działaniu na planie filmowym jest coś bardzo pociągającego. I nie chodzi tylko o to, że ludzie spędzają razem czas. Jest taki wspaniały moment, po zakończeniu pracy, gdy cała ekipa ogląda stworzony film: patrzysz na ekran i widzisz wspólnie wykonane dzieło. Zawsze powtarzam, że robienie filmów jest jak orgia, tylko bez seksu. Przy kręceniu filmu wytwarza się ogromna zażyłość i intymność, film jest jak wspólne dziecko. To dziecko ma oczy matki i uśmiech ojca, wszyscy się w nim rozpoznają.

Lubisz ludzi?


Tak, ogromnie. Zawsze dążę do bliskiego kontaktu z innymi ludźmi. Gdy byłem młody, ta potrzeba była tak silna, że wiele osób odbierało ją jako coś nienormalnego. Wiele razy zdarzało mi się, że rozmawiałem z dziewczynami, a one myślały, że je podrywam. Tymczasem ja nie miałem takiej intencji, nie chciałem się z nimi żenić ani kochać, chciałem tylko być blisko.
Nie palę papierosów. A trawkę zacząłem palić – to prawdziwa, choć niezbyt legalna historia – bo pociągał mnie specyficzny rytuał palenia. Gdy podajesz kolejnej osobie jointa, twoje palce stykają się na chwilę z jej palcami. Oczywiście – upalasz się wspólnie, ale ważniejsze jest to, że dzielisz z innymi pewien sekret i bliskość. Ten wspólnotowy aspekt pociągał mnie zawsze na równi z samym paleniem.

Twoje pierwsze opowiadanie, zatytułowane „Rury”, pochodzące z debiutanckiego tomu o tym samym tytule z 1992 roku, to historia człowieka, który w ukryciu buduje gigantyczną rurę, aby uciec przez nią z tego świata. Uczucie niedopasowania i zagubienia towarzyszy wielu twoim bohaterom. Prześladują ich najróżniejsze lęki, stale walczą ze smutkiem, w jednym z twoich opowiadań nawet ryba ma depresję. Jesteś pesymistą?


Nie. Moje opowiadania są bardzo smutne, ale nie sądzę, żeby były pesymistyczne. Jeśli jesteś pesymistą i przydarza Ci się coś złego, to nie masz się czym smucić. Jesteś przecież pesymistą – wiedziałeś, że tak się stanie. Gdy wierzysz w ludzkość i jej potencjał, przeciwnie – masz wiele powodów do smutku, bo wciąż doznajesz rozczarowań. Dla mnie pesymistą jest Lars von Trier. Pesymista nie wierzy w ludzkość i nie lubi innych ludzi. Tymczasem moje opowiadania przepełnione są współczuciem. Opowiadają o przepaści między tym, co robimy, a tym, co chcielibyśmy robić, między tym, kim jesteśmy, i kim moglibyśmy być. Wypełnia je swoista tęsknota za nami innymi. A tęsknoty i pragnienia są świadectwem tego, że możemy stać się lepszymi ludźmi. Gdyby kosmici przybyli na Ziemię i obejrzeli filmy Larsa von Triera, z pewnością postanowiliby zniszczyć ludzkość. Nie sądzę, żeby nabrali takiej ochoty po przeczytaniu moich opowiadań. Moje teksty są smutne, bo w byciu człowiekiem jest coś zasadniczo smutnego. Ale jednocześnie – wiele pięknego i radosnego. Te rzeczy się wzajemnie nie wykluczają.

W twoich opowiadaniach widać, że nieodłączną częścią smutku jest humor.

Tak, smutek i humor tworzą nierozerwalny związek. Nie znam dobrego humoru, który nie byłby w jakimś sensie smutny. Charlie Chaplin, Woody Allen, John Cleese – to wszystko melancholijne i depresyjne postaci. Nie boję się być smutnym, to jedna z części mojego życiowego doświadczenia. Gdy ktoś jest zawsze wesoły, to znaczy, że coś jest z nim nie w porządku, jest w nim coś nieprawdziwego. Ktoś taki być może jest szczęściarzem, ale nie jest normalny.

W wielu wywiadach mówiłeś, że zacząłeś pisać, aby poradzić sobie ze śmiercią bliskiego przyjaciela, który popełnił samobójstwo podczas waszej wspólnej służby w wojsku. Wspominałeś, że pisanie pozwala Ci poznać i zrozumieć swoje emocje oraz swoją przeszłość. Nadal tak jest?


Tak. Mój brat, po przeczytaniu wszystkich moich opowiadań, powiedział mi kiedyś coś takiego: w twojej pierwszej książce wiele historii rozgrywa się w autobusie, w drugiej – w taksówce, a w trzeciej – w samolocie; na ich podstawie można prześledzić, jak zmieniał się twój status ekonomiczny, ale można również zobaczyć, że twoje życie wcale nie stało się łatwiejsze.

Moja potrzeba pisania narodziła się z poczucia, że jest we mnie coś, czego nie rozumiem, że trudno mi wyrażać uczucia i emocje. Ale gdy byłem młody, pisałem niemal obsesyjnie. Teraz piszę dużo mniej.

Może dlatego, że robisz tak wiele innych rzeczy – kręcisz filmy, piszesz scenariusze, tworzysz komiksy, bajki dla dzieci, pracujesz dla telewizji?


Nie, przyczyna tkwi we mnie, w rozmowie, którą prowadzę sam ze sobą. To już inny dialog. Gdyby użyć metafory, że opowiadania są jak moje dzieci, to sytuacja wyglądałaby tak, że dawniej mieszkały one z rodzicami, a teraz tylko czasem wpadają mnie odwiedzać. Na początku pisanie miało dla mnie aspekt przetrwania – czułem, że gdybym przez kilka dni nie pisał, to bym umarł. Dziś już tak nie jest. Zdałem sobie sprawę, jak wiele się od tamtego czasu nauczyłem o sobie i swoich emocjach. Nie jestem już tak uzależniony od pisania jak kiedyś.
W ostatnich latach piszę dużo więcej esejów i artykułów. Zmusiły mnie do tego wydarzenia i demonstracje, które przetoczyły się niedawno przez Izrael. Może to zabrzmi arogancko, ale muszę powiedzieć, że pisanie opowiadań sprawia mi dużą frajdę, natomiast pisanie esejów to dla mnie przyjemność porównywalna do zabiegu kolonoskopii. Nie lubię tego. Takie teksty piszę ze względów pragmatycznych. Czułem, że muszę jakoś zareagować. Być może emocje minionego roku spowodują, że w końcu napiszę powieść.

Jak oceniasz sytuację, w której Izrael znalazł się po zmianach, jakie na Bliskim Wschodzie przyniosła arabska wiosna ludów? Wobec obecnego kryzysu w relacjach z Turcją i Egiptem, nad krajem zawisła groźba dyplomatycznej izolacji.


Izolacja naszego kraju jest związana nie tylko z ostatnimi zmianami w regionie, ale też z błędami w polityce samego Izraela. Nie zrobiliśmy wiele, aby zyskać przyjaźń i lojalność sąsiednich krajów. Przez lata bezrefleksyjnie uważaliśmy Egipt za naszego wiecznego sojusznika, rząd pogrążał się w stagnacji i nie przejawiał poważnego zaangażowania w pokojowe negocjacje z Palestyńczykami. Nie mówię, że gdyby starali się bardziej, to poszłoby łatwo, ale w minionej dekadzie nie zauważyłem nawet drobnego wysiłku ze strony władz Izraela, aby osiągnąć porozumienie. W sytuacji, gdy w jednym rejonie panuje stagnacja, a w drugim zachodzi tak wiele zmian, trudno przewidzieć przyszłość. Oczywiście, jeśli spojrzeć z perspektywy lokalnej, to widać wyraźnie, że zmiany i napięcia na Bliskim Wschodzie mają konkretne polityczne przyczyny. Europa nie ma monopolu na antysemityzm. Nie przejawia się on też jedynie w konflikcie izraelsko-palestyńskim. W Egipcie zaraz będą wybory i jednym ze sposobów, w który Bractwo Muzułmańskie może zyskać poparcie i władzę, jest podsycanie nienawiści wobec Izraela. Podobnie jest z Turcją, która ma poważne wewnętrzne problemy. Zawsze panowało tam duże napięcie między społecznością religijną i świecką. Sprawa Izraela pomaga Erdoğanowi odwrócić uwagę od tych napięć, wzbudzić dumę narodową i kreować się na silnego polityka.

Myślisz, że Natanjahu powinien poprzeć uznanie państwa palestyńskiego przez ONZ? Taki ruch pewnie zyskałby mu przychylność liderów państw arabskich.


Natanjahu w ogóle nie myśli w takiej perspektywie, on nie chce zyskiwać niczyjej przychylności. Jego politykę napędza ogromny lęk. W czerwcu przeprowadzałem z nim wywiad i wszystko, co mówił, wynikało ze strachu. Nie wydaje mi się, aby Natanjahu miał jakikolwiek plan negocjacyjny, nie sądzę, aby w ogóle chciał negocjować. Myślę, że on nie wierzy w możliwość pokoju między Izraelczykami i Palestyńczykami. Jego polityka polega tylko na zdobywaniu czasu, na przeczekiwaniu. A nie znam żadnego kraju, który uzyskałby silną pozycję przez zaniechanie wszelkich działań. Uważam, że mamy beznadziejny rząd, a Natanjahu jest fatalnym premierem.
Świat jest dziś pogrążony w kryzysie ekonomicznym i w kryzysie przywództwa. W Izraelu kryzys przywództwa jest wyraźnie widoczny. Krajem rządzą politycy bez wizji i jakiejkolwiek charyzmy. Myślę, że to było jedną z przyczyn silnych protestów, które przetoczyły się przez Izrael tego lata. Byłem w nie bardzo zaangażowany. Na zewnątrz mogło się wydawać, że demonstrantom chodzi głównie o ceny mieszkań, ale podczas manifestacji ludzie głośno dopominali się o szeroko rozumianą sprawiedliwość społeczną. Mówili o wyalienowaniu rządu, o tym, że politykom brak serca i współczucia, o braku dialogu między rządem a społeczeństwem.

W swoich książkach opisujesz problemy współczesnych Izraelczyków, ale nie podpowiadasz swoim czytelnikom, jakich wyborów powinni dokonywać, jak mają żyć.


Myślę, że jestem moralistą, ale według mnie bycie moralistą nie oznacza wmuszania swoich poglądów czytelnikom. Chciałbym wierzyć, że ludzie, którzy czytają moje teksty, stają się odrobinę lepsi, a na pewno nie gorsi. Jest jednak znacząca różnica między tą nadzieją, a narzucaniem konkretnych wzorów i tworzeniem odgórnych autorytetów. Nie uczę w ten sposób moich studentów ani tak nie piszę. Wnioski, które wyciągamy samodzielnie są nam bliskie. A te wnioski, które nam podyktowano – łatwo jest porzucić. Nie promuję idei moralnych tak, jak gwiazdy kina promują coca-colę. Takie zachowanie oznaczałoby brak szacunku dla tych idei i dla czytelników.
Ci, którzy zarzucają mi, że moja proza nie niesie żadnego przesłania, po prostu nie czytają jej uważnie. Można rewolucjonizować jakieś konkretne fakty, można też walczyć o zmianę sposobu mówienia o rzeczywistości. Mnie interesuje to drugie. Czytając „Dialogi” Platona niektórzy mogliby odnieść wrażenie, że Sokrates to facet, który lubi się kłócić i niczego ważnego nie mówi. Dla mnie sokratejska postawa jest bardzo ważna, niesie ze sobą wiele bliskich mi moralnych wartości. Zostałem wychowany w społeczeństwie, w którym wszystko jest bardzo mocno artykułowane i jasne. To sprawiło, że czuję silną potrzebę wprowadzania do otaczającej mnie rzeczywistości pewnej niejednoznaczności i anarchii. Mogę być kolejną osobą, która powie: bądźmy dobrzy, a nie źli, szanujmy się nawzajem. Tylko po co? Wolę zabrać kogoś w swoistą podróż, która pozwoli mu doświadczyć czegoś autentycznego, przeżyć jakieś emocje i spojrzeć na świat nieco inaczej. To daje dużo lepsze efekty niż głoszenie kazań i powtarzanie: bądźmy dobrymi ludźmi.

Czy kiedykolwiek rozważałeś mieszkanie poza Izraelem? Na przykład w Polsce? Architekt Jakub Szczęsny zaprojektował dla ciebie w Warszawie niezwykły tymczasowy dom, instalację artystyczną. Dom powstaje w bardzo wąskiej szczelinie między blokiem i kamienicą i będzie miał tylko 155 cm szerokości. Zamierzasz z niego skorzystać?


Jednym z naszych największych wrogów jest siła inercji. Ja lubię nowe doświadczenia i sytuacje, dlatego na pewno odwiedzę ten dom, być może coś tam napiszę. Polska to jedno z moich ulubionych miejsc na świecie. Gdy myślę o jakimś kraju, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to nie architektura czy krajobraz, ale ludzie. A Polaków bardzo lubię. I nie wydaje mi się, że dotychczas spotykałem tu po prostu samych fajnych ludzi – to coś ważniejszego. Dzielimy historię, nosimy te same blizny, zadajemy sobie podobne pytania o tożsamość, a to wszystko szczególnie mnie interesuje. Bardzo lubię tu przyjeżdżać, ale trudno mi sobie wyobrazić życie gdziekolwiek indziej niż w Izraelu. Moi rodzice zawsze mi powtarzali, jak ważne jest, aby żyć w kraju, w którym twoje miejsce nie jest kwestionowane. Jako ocaleńcy z Holocaustu traktowali to bardzo poważnie. Ostro krytykuję izraelski rząd, ale to jest mój rząd, nikt mi nie powie, że mam stąd wyjechać, że nie mam tu nic do roboty. Możemy się spierać o idee, możemy się kłócić i dyskutować, ale nikt nie może podać w wątpliwość mojego  prawa do uczestniczenia w tych sporach. To dla mnie bardzo istotne. Z drugiej strony muszę przyznać, że odkąd mam dziecko, bardziej się martwię. Niepokoje się, gdy myślę o przyszłości mojego syna, o kraju i świecie, w którym będzie żył. Pozostaje mi mieć nadzieję, że będzie lepiej i sytuacja w Izraelu się ustabilizuje.

W Stanach prowadziłeś zajęcia z kreatywnego pisania. Jakie pisarskie sztuczki przekazywałeś swoim studentom? Wierzysz, że pisanie to umiejętność, której można uczyć?


To, co mi przeszkadzało w Stanach, to fakt, że tam zawsze traktowano pisanie jak rzemiosło. W takim podejściu jest coś bardzo sterylizującego, oni piszą tak samo, jak budują stoły. Dla mnie najważniejszą rzeczą w opisywanej historii jest pasja, która się za nią skrywa. Amerykanie zawsze mówią o koncepcie dobrze napisanej historii. A ja chcę wprowadzić koncept źle napisanej dobrej historii. Forma nie powinna być w centrum. Treść, znaczenie, tęsknota, pasja – to są rzeczy ważne dla pisarza. W programach rozrywkowych, takich jak na przykład Idol, ludzie często wykonują piosenki Boba Dylana, ale my i tak wolimy oryginalne wersje tych kawałków. Może ten gość z Idola śpiewa technicznie lepiej niż Dylan, ale różnica polega na tym, że Dylan przeżywa to, o czym śpiewa, a gość z Idola myśli przede wszystkim o tym, żeby zaśpiewać dobrze. W wyznawanym przez świat anglosaski koncepcie dobrze napisanej historii jest coś, co sprawia, że ludzie piszą tak, jakby brali udział w Idolu.

Ważne jest, żeby opisać historię, która cię obchodzi, a nie taką, która ci się wydaje warta literatury. W pisaniu chodzi bardziej o zapominanie o świecie niż o dopasowywanie się do jego reguł. Ja mam na przykład bardzo duży problem z opowiadaniami z „New Yorkera”. Są przewidywalne. Mogę zmyślić takie opowiadanie na poczekaniu: dwójka starszych ludzi wybiera się w rejs, mężczyzna cierpi na starcze zaniki pamięci, co sprawia, że zachowuje się nieodpowiedzialnie i powoduje niebezpieczne sytuacje. Nie chce jednak przyznać, że coś jest nie tak. Kłóci się przez to z żoną, a na koniec mamy pojednanie. Nic się nie dzieje, siedzą razem na pokładzie, zamykają oczy i czują, jak promienie słońca przenikają przez ich przymknięte powieki. Czytam taką historię i myślę – kogo to obchodzi? Na pewno nie tego, kto to napisał. To tylko pusty popis możliwości, który ma udowodnić, że autor potrafi nakreślić cały wachlarz ludzkich zachowań. Mogę wynająć taką osobę jako fachowca, ale nie wiem, co naprawdę ją interesuje. Jej celem było na pewno stworzenie czegoś pięknego, perfekcyjnego i inteligentnego, a wyszło coś, co przypomina misternie ułożoną kompozycję kwiatową. A kompozycja kwiatowa nigdy nie poruszy cię do szpiku kości.


ZOFIA ZALESKA – Ur. 1981, absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim i Szkoły Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”, publikowała m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Zeszytach Literackich” i „Dwutygodniku”. Autorka książki pod tytułem „Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie”. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Mieszka w Warszawie. Stale współpracuje z dwutygodnik.com.

Etgar Keret – Urodzony w 1967 roku w Tel Awiwie jeden z najpopularniejszych dziś pisarzy izraelskich. Przez światową krytykę uznany za mistrza krótkiej formy i okrzyknięty „izraelskim Quentinem Tarantino”. Pierwszy tom opowiadań Kereta zatytułowany „Rury” ukazał się w 1992 roku. Od tamtej pory jego książki zostały przetłumaczone na ponad trzydzieści języków, w tym na arabski. W Polsce, poza debiutanckim tomem, ukazało się pięć zbiorów jego opowiadań, m.in.: „Gaza blues”, „8% z niczego” i „Tęskniąc za Kissingerem”. Poza pisaniem Keret zajmuje się także tworzeniem filmów, scenariuszy filmowych oraz bajek dla dzieci, jest też współautorem komiksów i telewizyjnego programu satyrycznego. W 2007 roku, razem z żoną Shirą Geffen, wyreżyserował film „Meduzy”, nagrodzony Złotą Kamerą na festiwalu w Canne.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jews Provoked the Holocaust, Palestinian Leaders Say (Again)

Jews Provoked the Holocaust, Palestinian Leaders Say (Again)

Rafael Medoff / JNS.org


President Mahmoud Abbas

Palestinian Arab leaders can’t seem to make up their minds about the Holocaust. Sometimes they say it never happened. Sometimes they say it did happen, but Israel’s behavior is even worse. And sometimes—such as last week—they say the Jews themselves provoked the Holocaust.

Yasser Abu Sido, a senior official of the Palestinian Authority’s ruling party, Fatah, said on an Egyptian television program on Feb. 23 that “Hitler had obvious reasons” for perpetrating the Holocaust.

The Jews’ own provocative behavior was the reason, according to Abu Sido. “They planned to take control of Germany. They started to bring down Germany in terms of the economy and moral values.” That was why “Hitler reacted by making the Jews go on the streets and lick the sidewalks. They know this very well.”

Abu Sido’s blame-the-Jews approach to the Holocaust echoes words spoken repeatedly by P.A. chairman Mahmoud Abbas.

In an April 30, 2018 speech to the Palestinian National Council, Abbas explained the “reasons” why Jews were massacred throughout history, from the pogroms of the Middle Ages to the Holocaust. He began by dismissing the idea that antisemitism had anything to do with it. “Why did this happen? They say ‘it is because we are Jews,’ but that must be false,” he said, because “there were Jews in Arab countries. Why wasn’t there ever one incident against Jews [there] because they’re Jews? Not even once.” (An obvious falsehood.)

The real reason for the Holocaust, Abbas said, was the Jews’ own “social behavior, [charging] interest and financial matters.” Those Jewish actions are what provoked the Nazis, he claimed.

Just last year, the P.A. chairman repeated that perspective in a speech to Fatah’s Revolutionary Council (on Aug. 24, 2023). “They say that Hitler killed the Jews because they were Jews and that Europe hated the Jews because they were Jews. Not true,” Abbas asserted. “[The Nazis] fought [the Jews] because of their social role, and not their religion… The [Nazis] fought against these people because of their role in society, which had to do with usury, money and so on and so forth.”

Somehow, that train of thought coexists peacefully in Abbas’s mind alongside the view he articulated in his infamous PhD dissertation-turned-book, “The Other Side: The Secret Relationship Between Nazism and Zionism,” published in 1984. There he argued that fewer than one million Jews were killed by the Nazis, and they were the victims of a secret partnership between David Ben-Gurion and Adolf Hitler. Asked about the book by a Lebanese television interviewer in 2013, Abbas insisted that he stands by what he wrote, and even has written “seventy more books that I still haven’t published” on the topic.

It’s bad enough that mainstream P.A. leaders such as Abbas and Abu Sido believe such crazy things. But what is at stake is more than just a grotesque distortion of history; their rhetoric can help set the stage for further atrocities—because the logic behind the Holocaust comments by Abbas and Abu Sido is remarkably similar to the position that they and their P.A. colleagues have taken regarding the Oct. 7 pogrom.

Abbas and other P.A. leaders have characterized Oct. 7 as a “response to the occupation.” They have said the attack “did not happen in a vacuum.” They have portrayed Gaza as a “prison” from which Hamas was trying to “break free.” Every such justification is another way of saying that Israel’s own behavior was to blame for provoking the attack.

In a sense, Abbas is being consistent: The Jews provoked the pogroms of the Middle Ages. The Jews provoked the Holocaust. And the Jews provoked the murders, gang-rapes and beheadings of Oct. 7. That’s the common thread in all of his thinking on these subjects.

Blaming the Jews for their persecutors’ actions is not just adding insult to the injuries that the pogromists inflicted. It incites further violence by justifying whatever Arab terrorists do to Jews in the future. Such an extreme and irrational perspective—which is promulgated by P.A. leaders, disseminated by the P.A.-controlled media and taught in the P.A.’s schools—may be the single greatest threat to hopes for Arab-Israeli peace.


Originally published by The Jewish Journal.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Mass exodus threatened by chief rabbi if haredim are forced into military service

Mass exodus threatened by chief rabbi if haredim are forced into military service

YAKI ADAMKER


“The yeshivas and kollels hold up the world. The state exists on Torah study, and without the Torah, the army would not have succeeded.”
.

SEPHARDI CHIEF RABBI Yitzhak Yosef speaks at a Shas Party election rally at the Yazdim Synagogue in Jerusalem last year. / (photo credit: OLIVIER FITOUSSI/FLASH90)

Rabbi Yitzhak Yosef, the Chief Rabbi of Israel, has sparked controversy with his recent remarks on the compulsory drafting of haredim into the Israel Defense Forces (IDF). During his weekly lesson in Jerusalem on Saturday night, Yosef declared, “If they force us to join the army, we will all move abroad,” signaling a potential mass departure that could shake the very foundations of the state.



Emphasizing the critical role of Torah study in Israel’s success and survival, Yosef argued, “The yeshivas and kollels are what hold up the world. The state exists on Torah study, and without the Torah, there would have been no success for the army.” He recalled the military’s achievements on October 7, attributing them to divine protection afforded by Torah learning rather than military prowess alone.

Yosef’s comments come amid a growing storm over the drafting of haredim, a subject that has long been a point of contention within Israeli society. “What would we do without the world of yeshivas and kollels? They hold up the world,” Yosef stated, challenging the secular community’s understanding of the military’s achievements. “No one told me it’s thanks to the pilots, the bombings, or the planes,” he added, highlighting a perceived underappreciation for the spiritual contributions to national security.

The Chief Rabbi’s stern message did not stop at criticisms but extended to a direct threat of collective action. “We will buy tickets; there is no such thing as forcing us into the army. The state stands on this,” he asserted, implying a profound and widespread willingness among the haredim to relocate rather than compromise on their religious convictions.

Ultra-Orthodox Jews block a road during a protest outside the city of Bnei Brak, March 3, 2024 (credit: ITAI RON/FLASH90)

This is not the first time such sentiments have been expressed within the haredi community. Yosef’s late father, former Chief Rabbi Ovadia Yosef, voiced a similar stance in 2013, suggesting that the haredim would leave Israel if forced into military service. “We will have to, God forbid, leave the Land of Israel to move abroad,” he had said, echoing a sentiment that has persisted among haredim for years.

Responses to the Rabbi’s statement have come out

The Religious Zionist party responded to these announcements in a post on X (formerly Twitter), saying, “Conscripting into the army: a great mitzvah! After two thousand years of exile, we will never leave our country. A public that is willing to pay with its life for the Land of Israel will not give it up under any conditions.”

Rabbi David Stav, Chair of the Tzohar Rabbinical Organization, responded to the Sephardic Chief Rabbi’s statements, saying:

“During this time of continued pain and tragedy for the people of Israel, where nearly every day we are witness to more and more of our children falling in defense of this land, every focus must be on defending and supporting service in our military.  Any statement that encourages avoiding IDF service is a despicable moral stain and disgrace of God’s name.”

“The threat of leaving Israel specifically to avoid defending our nation is particularly reprehensible and completely contradicts the spirit of Halacha,” he said.  “One would expect that someone who sits atop the Israeli Chief Rabbinate would encourage IDF service as opposed to dodging service to the extent of actually leaving the country.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com