Archive | 2024/03/18

JAK CZŁOWIEKA – ROZMOWA Z HENRYKIEM GRYNBERGIEM


JAK CZŁOWIEKA – ROZMOWA Z HENRYKIEM GRYNBERGIEM

GNIESZKA SOWIŃSKA


Pośrednio piszę o złu w większości moich utworów, włącznie z wierszami. Wiem, że niektórych ludzi zło fascynuje. Ja czuję do niego tylko wstręt. Zło nie lubi, żeby je obnażać – dlatego to robię.

.

AGNIESZKA SOWIŃSKA: „Pogodny, chłodny poranek po tygodniu upałów, podnoszę oczy znad komputera i widzę pod moim oknem gości: ta brązowa, która utyka, i płowy, młody koziołek stoją i liżą sobie wzajemnie szyje”. Sarny wciąż do Pana przychodzą?

HENRYK GRYNBERG: Od kilku miesięcy ich nie widzę, bo zaszły zmiany w moim najbliższym sąsiedztwie. Piszę o tym w bieżącym „Pamiętniku” – jest już ciąg dalszy.

„Media twierdzą, że ich za dużo, że za dużo zjadają, że trzeba odstrzeliwać, choć gołym okiem widać, że to ludzi za dużo i że to my za dużo zjadamy”.

Albo zwierzęta, albo my. Niestety, coraz bardziej my. W domu mojej zmarłej sąsiadki, Sumiko, mieszkają teraz młodzi ludzie…

Henryk Grynberg / archiwum prywatne

Ci z małymi dziećmi…

Otóż to. Ich matka krząta się koło domu, w dodatku jest już znowu w ciąży. Na podjeździe stoją zawsze dwa albo trzy samochody. Sarny nie lubią samochodów. Do drugiej sąsiadki, która długo mieszkała tylko z córką, sprowadził się ostatnio mężczyzna z dwojgiem dzieci w wieku jej córki. Rozpięto z tyłu domu trampolinę i ci wcześni nastolatkowie skaczą, krzyczą, śmieją się. Sarny omijają takie miejsca z daleka. Lis przebiega mi czasem drogę, gdy jestem na spacerze, ale na moim yardzie też już sią nie pojawia. Tylko ptaszki nadal mi zaglądają przez okno i patrzą, co piszę. No i wiewiórki skaczą jak dawniej, bo wciąż mają wysokie dęby i nikogo się nie boją.

W latach 80. odliczał Pan czas do przejścia na emeryturę. Pewnie ma Pan teraz dużo czasu. Na pisanie, obserwację saren…

Pierwszego listopada będę radośnie obchodził dwudziestą rocznicę mojej emerytury, czyli wolności, ale ani przez chwile nie czułem się w tym czasie jak emeryt. Przeciwnie. Teraz nawet więcej pracuję. W biurze nie było dużo pracy i często można było nic nie robić, a u siebie nie można. Pracuję intensywnie przez pół dnia. Potem załatwiam korespondencję, telefony i inne sprawy związane z moim warsztatem. Notuję o każdej porze dnia, często nawet nocy, gdy jakaś myśl, zdanie mnie obudzi ze snu. Notes leży na nocnym stoliku. Pismo mam już coraz szkaradniejsze, z trudem je odczytuję. Muszę rano czym prędzej przepisać, bo po paru dniach nie mógłbym odczytać.

„Polański kręcił uniwersalne filmy, Komeda pisał uniwersalną muzykę […], ja kontynuowałem swoją polsko-żydowską historię, […] która szła za mną wszędzie jak pies” – napisał Pan o swoim emigracyjnym losie w „Uchodźcach”.

To ciężki obowiązek. Pisanie mojej polsko-żydowskiej historii nie sprawia mi przyjemności ani nie daje satysfakcji. Czasem zdarza mi się napisać wiersz na całkiem inny temat i wtedy jestem szczęśliwy. Co najmniej połowa moich wierszy jest ponadżydowska, liryczna, uniwersalna, bo poezja jest bardziej abstrakcyjna niż proza.

A jednak nie może Pan przestać opowiadać. W „Pamiętniku” pisze Pan, że dawał dzieciom swoje opowieści w przekładzie na angielski i pokazał im film „Miejsce urodzenia” o zamordowaniu ich dziadka, a one odpowiadały milczeniem.

Bały się mojego bólu i tego, że mogą go powiększyć zadawaniem pytań.  Ale – jak piszę w „Pamiętniku” – trzeba znać prawdę, wiedzieć, kim jest człowiek i czego można się po nim spodziewać.

Od czterdziestu kilku lat mieszka Pan w Ameryce...

Przywykłem do niej i przywiązałem się. W Ameryce czuję się jak normalny człowiek i tak jestem traktowany, nawet wtedy, gdy ludzie mniej więcej wiedzą, kim jestem. Nikt nie ma problemu z tym, że jestem Żydem.

„Żyd może zostać bohaterem, świętym, zbawicielem świata, tylko nie zwyczajnym człowiekiem” – brzmi motto „Pamiętnika”.

Autor tego zdania, Aleksandr Mielichow, ma rację. Mogę tylko dodać, że Żydowi NIE POZWALA SIĘ  być zwyczajnym człowiekiem. Już po oddaniu „Pamiętnika” do druku czytałem antologię Adama Michnika „Przeciw antysemityzmowi 1936-2009”. Proszę zwrócić uwagę, 1936…

…to pański rok urodzenia.

Podkreślam to, żeby nikt się nie dziwił, że jestem, najogólniej mówiąc, pisarzem zajmującym się antysemityzmem. Nie tyle Holokaustem i jego skutkami, co właśnie antysemityzmem, któremu nie ma końca.

„Pamiętnik” pełen jest polemik, tekstów krytycznych, piętnujących antysemityzm, m.in. w „Innym świecie” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który należy do obowiązkowych lektur szkolnych.

Wszyscy Żydzi w są tam karykaturalnie odczłowieczeni i wstrętni. Bardziej antysemickiej polskiej książki jeszcze nie czytałem. Niektórzy Żydzi tak bardzo nie chcą być Żydami, że nienawidzą Żydów, bo „przez nich” są uważani za Żydów i okupują się antysemitom kosztem innych Żydów. Herling-Grudziński to klasyk.

„Pamiętnik” pokazuje Pana życie jako nieustającą walkę.

Kiedy mi się wydaje, że nie mam już nic do zrobienia, pojawia się znowu coś, na co muszę zareagować.

Ma Pan jeszcze siłę?

Czasem ręce mi opadają, ale muszę. To mój obowiązek. Wracając do antologii. We wstępie Michnik cytuje Gombrowicza, który bardzo przekonująco rozwija to, co zaznaczył Mielichow: że Żyd nie może być zwyczajnym człowiekiem. Gombrowicz pisze m.in.: „Żyd zbyt uporczywie domagający się aby go traktowano «jak człowieka», to jest, jakby niczym nie różnił się od innych, wydaje mi się Żydem nie dość świadomym swojego żydostwa”.

„Bardzo mało używam fikcji, a jeśli, to przeważnie wtedy, gdy chcę napisać coś pocieszającego”.

Czasami wydaje mi się, że fikcja jest niezbędna, żeby pocieszyć czytelnika. Dajmy na to w „Żydowskiej wojnie” opisałem sytuację, gdy podczas wojny musieliśmy z matką uciekać z mieszkania jej znajomej, w którym się ukrywaliśmy. Nie mamy co ze sobą zrobić, więc jeździmy tam i z powrotem tramwajami. Zbliża się godzina policyjna i mama mówi, że chyba pójdziemy do Wisły, a ja proszę, żebyśmy zrobili jeszcze jedną pętlę tramwajem. Wysiadamy na Grochowie. Mama podchodzi do nieznajomych, mówi im, kim jesteśmy i że mogą z nami zrobić co chcą: pomóc, albo zaprowadzić do Niemców. I oni nam pomagają.

Tak nie było?

Ale mogło się tak zdarzyć. Zresztą szlachetni ludzie, państwo Orlińscy, którzy nam w końcu pomogli, mogli się właśnie tak zachować. Myśmy się u nich znaleźli za pośrednictwem kobiety, która nas znała. Nie powiedziała im, kim naprawdę jesteśmy, ale może to było ciche porozumienie. Oni się domyślali. Pani Orlińska raz mnie sprawdziła.

Jak?

Leżałem już w łóżku, pod kołdrą, zaczęła mnie łaskotać tu i tam… Czuwała nad sytuacją, w jakiej znalazła się jej rodzina. Oni wszyscy byli w konspiracji. To był najgorszy okres, bo Niemcy po powstaniu w getcie intensywnie szukali Żydów. Pani Orlińska podsunęła mamie myśl, żebyśmy wyjechali na „letnisko” pod Wołominem. Dzięki niej znaleźliśmy się poza Warszawą zanim wybuchło powstanie.

Henryk Grynberg, „Pamiętnik” Świat Książki, Warszawa, 848 stron, księgarniach od września 2011

Pan – ocalony – ocala w swojej twórczości nazwiska, imiona Żydów, po których najczęściej zostały już tylko ułamki wspomnień. Przywraca im Pan istnienie w symbolicznej formie.

To nie jest literatura dla literatury. Ja czasem tylko odnotowuję. Czasem ktoś, kto przeżył, może się z tych strzępków dowiedzieć czegoś o swoich bliskich. W „Pamiętniku” umieściłem wypisy z amerykańskiego czasopisma ocaleńców  „Together”. Ktoś tam wciąż jeszcze kogoś poszukuje. Wątpię, czy odnajdzie żywych ludzi, ale będzie przynajmniej wiadomo, że istnieli.

Skończył Pan w Polsce studia dziennikarskie, ale nigdy nie pracował w tzw. „zawodzie”.

Wdałem się w Teatr Żydowski i niemal równocześnie zadebiutowałem jako pisarz, publikując opowiadania, które w 1963 roku wyszły w zbiorze „Ekipa Antygona”. Dziewięć lat grałem u Idy Kamińskiej. Nie zależało mi na karierze aktorskiej, bo wypowiadałem się w moich utworach, ale kochałem teatr w ogóle, a ten był dla mnie niszą żydowskiej kultury, której było mi w tym okresie bardzo brak. Choć chodziłem sześć lat do szkoły żydowskiej, dopiero w Teatrze Żydowskim nauczyłem się naprawdę języka jidisz. Równocześnie publikowałem: w 1964 tomik wierszy „Święto kamieni”, w 1965 opowieść  „Żydowska wojna”.

Jarosław Iwaszkiewicz napisał świetną recenzję z „Żydowskiej wojny”.

Wtedy zdawało mi się, że znalazłem swoje miejsce na ziemi.

Ale w 1967 roku wyemigrował pan do Ameryki.

Uciekłem do Ameryki. Nie od komunizmu, ale od komunistycznego antysemityzmu. Gdyby reżym Gomułki i Moczara nie wszczął bezwstydnej nagonki na Żydów, zostałbym w Polsce. Po prostu po tym, co ja i moja rodzina przeżyliśmy podczas okupacji, nie mogłem łobuzom politycznym pozwolić, żeby mi pluli w twarz. Ktoś wtedy w prasie reżymowej napisał, że się wypiąłem na kraj. Owszem, wypiąłem, ale na pewną część kraju.

Nigdy nie chciał Pan wyjechać do „ziemi obiecanej”?

Myślałem o wyjeździe do Izraela, jak piszę w „Pamiętniku”. Zwłaszcza że po studiach dziennikarskich nie wiedziałem, co z sobą zrobić – nie chciałem być dziennikarzem. Później moja matka zamieszkała w Kalifornii i oczywiste było, że w razie potrzeby ucieknę do Ameryki. Ale gdyby nie to, wyjechałbym do Izraela. I wyznam coś, czego nie ma w „Pamiętniku”, bo to sprawa osobista. Gdy miałem się rozstać z żoną, zgłosiłem się do takiego specjalnego przedstawicielstwa izraelskiego, które ułatwia imigrację.

A jednak Pan został?

Rozmyśliłem się. Żonę mogłem zostawić, ale nie dzieci.

Nie czuł się Pan nigdy samotnie jako pisarz na emigracji? Oderwanie od języka było największą tragedią dla węgierskiego pisarza, Sandora Maraiego, i wielu innych. Pan pisze w „Pamiętniku”, że nawet Pana dzieci nie mówią po polsku…

Tak, czasem uważałem się nawet za umarłego pisarza. Wyglądało to tak, jakby moje książki ukazywały się po mojej śmierci. Nie widziałem recenzji, reakcji czytelników, nie korzystałem z honorariów, z uśmiechów kobiet.

Ale mimo to Pan pisał.

Wykonywałem swój obowiązek. Nie tylko wobec zmarłych, wobec samego siebie. To był – i jest – sens mojego życia. Byłem w trochę lepszym położeniu niż Marai, bo bywałem wśród ludzi znajdujących się podobnym położeniu. W Kalifornii miałem grupę, którą nazwałem w „Uchodźcach” SPATIF-em na emigracji. Byli tam Marek Hłasko, Roman Polański, Elżbieta Czyżewska, Krzysztof Komeda, Jerzy Abratowski, Wojciech Frykowski. Gdy potem dostałem pracę w Waszyngtonie, w wydawanym po polsku miesięczniku „Ameryka” i później w polskiej sekcji Głosu Ameryki, znów się znalazłem w takim małym getcie polskich emigrantów. Nie bardzo byłem tym gettem zachwycony i chciałem się z niego wydostać, ale na samotność nie mogłem narzekać.

Pracował Pan i jednocześnie cały czas pisał i publikował w londyńskich „Wiadomościach” czy paryskiej „Kulturze”.

„Wiadomości” mnie całkowicie akceptowały. Zwłaszcza pani Stefania Kosowska. Natomiast z redaktorem Giedroyciem miałem trudności, ale – jak mi powiedział Miłosz – kto ich nie miał?

No tak, mity tworzą się później.

Giedroyć był ważnym działaczem emigracyjnym i przede wszystkim politykiem, a polityk ma swój nadrzędny cel i akceptuje tylko to, co mu odpowiada, a co nie, to odrzuca. Oczywiście jako redaktor miał prawo to robić, ale trudno było z nim współpracować.

Skracał Panu teksty, zmieniał…

Przede wszystkim odrzucał (śmiech). Ja w takich wypadkach zaraz je posyłałem do Londynu, z czego był bardzo niezadowolony. Uważał, że on ma prawo wyboru, a ja nie (śmiech).

Wydał pan „Zwycięstwo” w Instytucie Literackim Jerzego Gierdroycia. Ale miał pan również mecenasów, którzy pomagali pokryć koszty wydań książek.

Pomogli mi kilkakrotnie Józef i Janina Haubenstockowie. On był dosłownie mecenasem, bo skończył prawo na UJ. Sam mi zaoferował swoją pomoc, był dobrze usytuowany finansowo. Za jego pieniądze wydałem w Berlinie Zachodnim „Prawdę nieartystyczną”. Wyłożył 10 tysięcy marek. Polski wydawca wydał za te pieniądze dwie książki: moją i Wirpszy. Janina Haubenstock, wdowa po Józefie, sfinansowała wydanie mojego najlepszego chyba tomiku wierszy „Rysuję w pamięci” u Krynickich, a także „Pamiętnika Marii Koper” w Znaku. Znak przyrzekł wydrukować 3000 egzemplarzy, ale wydrukował tylko 2000. Pewno dlatego, że to krakusy…

Do Polski przyjechał Pan pierwszy raz od emigracji dopiero w 1992 roku, kręcić film dokumentalny w reż. Pawła Łozińskiego – „Miejsce urodzenia”. Pojechał pan z ekipą do Radoszyny, Dobrego – okolic, w których i wokół których, m.in. w ziemiance, ukrywała się pańska rodzina, gdzie został zamordowany również Pana ojciec.


Opisałem to w „Dziedzictwie” i „Monologu polsko-żydowskim”, nie chcę więcej o tym mówić.

Nie obawia się Pan, że pisząc o złu, powiela Pan je w świecie? Zło potrafi fascynować.


Pisałem o tym bezpośrednio w eseju  „Nowoczesne wielkie zło”, który znajduje się w trzecim i czwartym wydaniu „Prawdy nieartystycznej”. A pośrednio piszę o złu w większości moich utworów, włącznie z wierszami. Wiem, że niektórych ludzi zło fascynuje. Ja czuję do niego tylko wstręt. Zło nie lubi, żeby je obnażać – dlatego to robię. I dlatego jestem „kontrowersyjny”. I nie mam nic przeciwko temu.

Film „Miejsce urodzenia” jest zapraszany na festiwale, organizowane są specjalne pokazy. Często Pan z nim występuje. Przyznam, że ja nie byłabym w stanie obejrzeć go drugi raz.

Ja też go więcej nie oglądam. Czekam na zewnątrz, aż film się skończy i dopiero wtedy wchodzę. Reakcje widzów są różne. W szkole średniej w McLean, gdzie mieszkam, film wywołał bardzo żywą dyskusję. Uczniowie zadawali inteligentne pytania. A McLean jest dosyć typową amerykańską suburbią. Pokazano również ten film w żydowskiej szkole średniej, też w okolicach Waszyngtonu. Gdy po pokazie wszedłem do sali, uczniowie siedzieli z opuszczonymi głowami i milczeli – jak moje dzieci. Nauczycielka robiła co mogła, żeby ich wciągnąć w rozmowę, ale nic z tego nie wyszło, nie zadali ani jednego pytania.

Był Pan po realizacji tego filmu kiedykolwiek w Dobrem lub Radoszynie?


Nie i nie zamierzam. Nawet gdyby mnie zapraszano. Ktoś mógłby zaprosić mnie w dobrej wierze, a ktoś podły mógłby to wykorzystać w innym celu. Pewna nauczycielka chciała, żebym przyjechał do Garwolina. Spytałem, czy może mieć pewność, że będę dobrze przyjęty? Ze złem trzeba się liczyć.


Henryk Grynberg –  Pisarz, poeta, dramaturg, eseista. Urodził się 4 lipca 1936 roku. Wojnę przeżył ukrywając się z rodzicami w okolicach wsi Radoszyny, następnie na aryjskich papierach z matką w Warszawie. Jego ojciec został zamorodowany przez Polaka. W dokumentalnym filmie Pawła Łozińskiego „Miejsce urodzenia” pisarz jedzie do wsi, w których ukrywali się wraz z rodziną i rozmawia z ludźmi o swoim zamordowanym ojcu, rozmawia także z jednym z morderców ojca oraz ekshumuje jego zwłoki. Ukończył dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, był aktorem Teatru Żydowskiego. Od 1967 roku mieszka w USA. Pracował w U.S. Information Agency i rozgłośni Głos Ameryki w Waszyngtonie. Publikował w londyńskich „Wiadomościach” oraz paryskiej „Kulturze”. Jego twórczość jest w dużej mierze autobiograficzna. Zajmuje go szeroko pojęty antysemityzm. Napisał m.in. książki: „Dziedzictwo”, „Monolog polsko-żydowski”, „Drohobycz, Drohobycz”, „Żydowska wojna”, „Zwycięstwo”, „Ojczyzna”, „Memorbuch”, „Kalifornijski kadisz”, „Uchodźcy”, „Ciąg dalszy”.

W wydawnictwie Świat Książki ukazał się właśnie jego „Pamiętnik” obejmujący lata 1957-2009.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Trump: ‘No question’ Biden, Schumer telling Israel how to act

Trump: ‘No question’ Biden, Schumer telling Israel how to act

AKIVA VAN KONINGSVELD


“If he [Biden] were supportive of Israel, the Iran nuclear deal would have never been signed and Israel would have never been attacked,” Trump said..

.
U.S. President Donald Trump prays at the Western Wall in the Old City of Jerusalem, May 22, 2017. Photo by Mendy Hechtman/Flash90.

There’s “100% no question” that Senate Majority Leader Chuck Schumer (D-N.Y.) and the Biden administration are telling Israel how to run its government, former U.S. President Donald Trump said on Sunday.

“The Democrats are very bad for Israel. Israel sticks with them. I guess Israel’s loyal maybe to a fault because they stick with these guys,” the presumptive Republican nominee told Fox News’s Howard Kurtz.

In a speech on the Senate floor on Thursday that Schumer described as a “major address” on a possible two-state solution for Israel and the Palestinians, the Democrat labeled some of Netanyahu’s senior Cabinet members as “bigots” and “extremists” and called for an early election.

Schumer claimed that he was speaking on behalf of “mainstream Jewish Americans” to represent their views on the Arab-Israeli conflict. He suggested that Washington consider conditioning or cutting off military aid to Jerusalem unless a new government is formed.

According to Trump, if the Democrats had been good to the Jewish state, Hamas’s Oct. 7 terrorist massacre of 1,200 people, primarily Jewish civilians, in the northwestern Negev would never have happened.

“If he [Biden] were supportive of Israel, the Iran nuclear deal would have never been signed and Israel would have never been attacked,” Trump told Fox News, adding: “I’ll bet you I would have had Iran in the Abraham Accords.”

Asked about Schumer’s charge that the “Israeli war campaign” has killed many innocent Palestinians, Trump stated: “Well, they [Israel] lost a lot of people on Oct. 7, too. People have to remember that.”

“He doesn’t forget it—he looks at where do I get more votes. And I guess he’s seeing the Palestinians, and he’s seeing the marches, and they are big. And he says: ‘I want to go that way instead of Israel.’ I don’t know how Israel stays with these people,” Trump said of Schumer.

“He just said essentially that Bibi Netanyahu should take a walk, right?” added the presidential candidate.


‘SO BAD FOR ISRAEL’: Donald Trump blasts Biden and Democrats over their lack of support for Israel amid calls to oust prime minister Benjamin Netanyahu.



The Israeli Prime Minister on Sunday slammed Schumer’s demand for early elections in the Jewish state as “totally inappropriate,” telling CNN that the legislator is opposing the will of the Israeli people.

“The majority of Israelis support the policies of my government. If Senator Schumer opposes these policies, he’s not opposing me—he’s opposing the people of Israel,” Netanyahu told CNN’s “State of the Union” program.

“It’s like after 9/11, you’re in the midst of fighting the war against Al-Qaeda, and an Israeli would say: ‘You know, what we need now is either new elections in the U.S., or if your system doesn’t allow it, then President Bush should resign and we should have an alternative leader. … You don’t do that to a sister democracy, an ally,” the premier charged.

Netanyahu reiterated that Israelis should decide when an election should be held while praising both Biden and Trump for their support.

According to a survey published on March 10, even Israelis who do not trust Netanyahu’s leadership continue to back some of his key war policies, including his opposition to the two-state solution and his insistence that the Israel Defense Forces defeat Hamas in Rafah.

Almost three in four Jewish Israelis believe that U.S. support for Israel has dwindled following Hamas’s Oct. 7 massacre, the poll found.

Some 44% of Israelis want Trump to win November’s election, compared to 30% who would prefer Biden to secure a second term, according to a separate survey published last week by Channel 12.

Earlier this year, in his victory speech after winning the Iowa caucuses by a landslide with 20 delegates, Trump vowed to solve the conflict with Hamas quickly should he be voted back into office.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Netanyahu Says Schumer Call for Israel Election Was Inappropriate

Netanyahu Says Schumer Call for Israel Election Was Inappropriate

Reuters and Algemeiner Staff


Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu during a press conference with Defense Minister Yoav Gallant and Cabinet Minister Benny Gantz in the Kirya military base in Tel Aviv, Israel, Oct. 28, 2023. Photo: ABIR SULTAN POOL/Pool via REUTERS

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu told CNN on Sunday that U.S. Senate Majority Leader Chuck Schumer’s speech in which he urged new elections in Israel was “totally inappropriate.”

In a speech on the Senate floor on Thursday, Schumer, a longtime supporter of Israel and the highest-ranking Jewish U.S. elected official, called for new elections in Israel and said Netanyahu was an obstacle to peace.

“I think what he said is totally inappropriate. It’s inappropriate to go to a sister democracy and try to replace the elected leadership there,” Netanyahu said in the CNN interview.

The speech reflected growing frustration in Washington with Netanyahu, his management of the war with Hamas, and the civilian death toll in Gaza. International criticism of US support for Israel has mounted due to the death toll in the coastal enclave, where Hamas terrorists have been criticized for embedding themselves among the civilian population and using civilians as human shields.

Schumer said it would be a “grave mistake” for Israel to reject a two-state solution and urged negotiators in the Israel-Gaza conflict to do everything possible to secure a ceasefire, free hostages and get aid into Gaza.

President Joe Biden said on Friday that Schumer’s comments echoed the concerns of many Americans, describing the remarks as a “good speech.”

Still, White House spokesperson John Kirby said on Sunday that Biden believed it was up to Israel to make its own decisions about internal politics.

“We respect the sovereignty of the Israeli people,” Kirby told Fox News Sunday. “The president believes it’s up to the Israeli people and the Israeli government to determine if and when there’s going to be new elections.”

Schumer did not immediately respond to requests for comment on Netanyahu’s reaction to his speech.

In Israel, Netanyahu dismissed international pressure on Sunday and said Israel’s military would push into Rafah, the last Hamas stronghold in Gaza, after more than five months of war.

Republican congressman Michael McCaul, who leads the House of Representatives Foreign Relations Committee, criticized Schumer’s remarks, comparing them to an effort to topple Israel’s government.

“You don’t talk about toppling a government in a democracy,” McCaul told Fox News Sunday, calling Schumer’s remarks “very inappropriate” and “embarrassing.”

Schumer also criticized Palestinians who support Islamist group Hamas, and said Palestinian Authority leader Mahmoud Abbas also should step aside.

Schumer raised the possibility of Washington using its leverage if Israel does not change course. Still, he did not go as far as suggesting a step some Democrats advocate: introducing legislation to make easing the humanitarian crisis in Gaza a condition for the U.S. providing more weapons to Israel.

“It’s indicative of now the split in the Democratic Party … and I think what you’re seeing is a pro-Palestinian, anti-Israel faction in the Democratic Party,” McCaul said.

Israel launched its military offensive in Gaza after Hamas-led Palestinian terrorists launched a surprise invasion of the Jewish state on Oct. 7, massacring 1,200 people and kidnapping 253 others before Israeli forces repelled the onslaught.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com