Archive | 2024/03/21

Dlaczego liberałowie ponieśli porażkę w walce z antysemityzmem

Magen David (“Star of David”). Credit: Dziurek/Shutterstock.


Dlaczego liberałowie ponieśli porażkę w walce z antysemityzmem

Jonathan S. Tobin
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Punkty zwrotne w historii nie zawsze są oczywiste i łatwe do rozpoznania przez tych, którzy je przeżywają. Ale znaczenie 7 października i sposób, w jaki wydarzenia tego strasznego dnia i okropne reakcje na nie na całym świecie – są takie, że niewielu Żydów nie było świadomych, że przeżywają kluczowy moment w historii swojego narodu. Przerażające ataki na społeczności żydowskie w południowym Izraelu przeprowadzone przez Hamas i jego palestyńskich zwolenników stanowiły największą masową rzeź Żydów od czasów II wojny światowej i Holokaustu. Szał morderstw, gwałtów, tortur i porwań rozpoczął wojnę, w której Izraelczycy byli zmuszeni bronić swoich domów i rodzin przed ludobójczym wrogiem. Być może jednak równie istotny jest wpływ, jaki wywarło to na Żydów w innych miejscach, szczególnie na tych mieszkających w Stanach Zjednoczonych, z których większość uważała się w dużej mierze za odporną na plagę nienawiści do Żydów, która była stałym tematem przez tysiąclecia żydowskiej historii.

Fala antysemityzmu po 7 października wstrząsnęła tym samozadowoleniem i stworzyła coś, co można nazwać kryzysem wiary wśród świeckich żydowskich liberałów, niepodobnym do niczego, z czym spotkali się wcześniej. Jak jasno wynika z okładki magazynu „Atlantic”, nie tylko tłumy na kampusach uniwersyteckich i na ulicach głównych miast skandowały nawoływanie do zniszczenia Izraela („od rzeki do morza”) i nawoływały do terroryzmu przeciwko Żydom, gdziekolwiek się znajdują („globalizować intifadę”), co wstrząsnęło amerykańskimi żydowskimi liberałami. Tym, co nimi wstrząsnęło było zrozumienie, że przejęcie dużej części systemu edukacji, kultury popularnej, a nawet rządu przez ideologie lewicowe nie ma na celu jedynie obalenia tradycyjnych idei na temat zachodniej cywilizacji i Ameryki, ale że jest to bezpośrednie zagrożenie dla Żydów. 

Oto podstawowa prawda zawarta w ponurym eseju Franklina Foera w „Atlantic” zatytułowanym The Golden Age of American Jews Is Ending [Kończy się złoty wiek amerykańskich Żydów]. Jako członek waszyngtońskiego liberalnego establishmentu o dobrej reputacji Foer, obecnie publicysta w „Atlantic” i były redaktor „The New Republic”, a także starszy brat powieściopisarza Jonathana Safrana Foera, jest dobrze przygotowany, aby mówić o załamaniu się pewności siebie większości amerykańskiego żydostwa w ostatnich miesiącach. I choć trochę się myli, próbując umieścić ostatnie wydarzenia w kontekście amerykańskiej historii Żydów i antysemityzmu minionego stulecia, w jednej kwestii z pewnością ma rację.


Koniec amerykańskiej wyjątkowości

Zmiana w sposobie myślenia wielu amerykańskich elit stworzyła coś więcej niż tylko kilka nieprzyjemnych chwil dla dużego odsetka Żydów, których życie opiera się na ich niekwestionowanym miejscu w życiu narodu. Foer przypisuje powszechną akceptację Żydów w praktycznie każdym sektorze amerykańskiego życia – środowisku akademickim, biznesie, kulturze, rządzie – okresowi rozkwitu szczególnie inkluzywnej marki amerykańskiego liberalizmu, który osiągnął swój szczyt pod koniec XX wieku. Zastąpienie tego systemu przekonań nową ortodoksją krytycznej teorii rasy, intersekcjonalności i „przebudzonego” katechizmu różnorodności, równości i inkluzywności nie tylko ma na celu zmianę amerykańskiego społeczeństwa na gorsze; oznacza to koniec tych samych aspektów amerykańskiej wyjątkowości, które umożliwiły „złoty wiek” dla Żydów.

Niemniej, choć Foer przyznaje, że Żydzi tacy jak on nie mieli racji sądząc, że antysemityzm jest przede wszystkim cechą amerykańskiej prawicy, nadal jest on w zbyt dużym stopniu wytworem partyjnego sposobu myślenia, aby w pełni rozpoznać, co się stało i dlaczego. Jego krótka historia ostatnich 100 lat życia Żydów w Ameryce i wzrostu antysemityzmu w ostatnim ćwierćwieczu jest sztucznie bezstronna, jeśli chodzi o przypisywanie winy za obecne problemy Żydów. 

To właśnie ten brak jasności co do problemu leżącego u podstaw pesymistycznego wniosku o końcu dobrych czasów dla amerykańskiego żydostwa, którego to wniosku, mimo że atmosfera po siódmym październiku 2013 r. wydaje się go potwierdzać, nie należy w pełni akceptować. Dzieje się tak dlatego, że utrzymanie miejsca Żydów w amerykańskim społeczeństwie zależy od tego, czy Żydzi zerwą ze  swoimi niegdysiejszymi sojusznikami na lewicy, a nie tylko, jak robi to Foer, ograniczą się do ubolewania z powodu ich zdrady.

Niezbędne do tego jest uznanie, że jeśli liberalizm ma zostać ocalony, należy uznać porażkę liberałów w obronie zarówno zachodniej cywilizacji, jak i Żydów przed intersekcjonalną lewicą. Po tym musi nastąpić zarówno całkowite odrzucenie „przebudzonego” antysemityzmu, jak i sojusz z konserwatystami, którzy są jedyną siłą w tym kraju chcącą lub zdolną odwrócić lewicową falę zagrażającą bezpieczeństwu Żydów. Wątpliwe jest, czy żydowscy liberałowie są zdolni do samoświadomości i uczciwości, by skonfrontować się z prawdą o ich kłopotliwym położeniu w tej sprawie. Ale większość Żydów jest równie nieprzygotowana do życia z alternatywą, jaką jest akceptacja statusu pogardzanej mniejszości lub pakowanie walizek w poszukiwaniu lepszego życia gdzie indziej.


Co stworzyło „złoty wiek”?

Błędne rozumienie Foera tego, co umożliwiło „złoty wiek” – którego uosobieniem w jego eseju jest wyemitowany w 1978 r. w godzinach największej oglądalności telewizyjny hołd z okazji 30. urodzin Izraela, podczas którego Barbra Streisand rozmawiała z Goldą Meir, a następnie zaśpiewała „Hatikwę” – jest kluczem do jego niechęci do myślenia rozsądnie, jak go bronić. Postrzega on akceptację Żydów w Ameryce wyłącznie jako produkt polityki Partii Demokratycznej z połowy XX wieku, a jest to błąd. Społeczność żydowskich imigrantów, która osiągnęła dojrzałość w latach trzydziestych XX wieku i która pozornie pokonała wszystkie tradycyjne przeszkody na drodze do awansu do początków XXI wieku (kiedy nominacja senatora Joe Liebermana jako partnera Ala Gore’a podczas kampanii prezydenckiej zdawała się wynieść Żydów na nieprzewidziane wyżyny) wykazała przytłaczające poparcie Demokratów i liberalizmu politycznego.

Choć Żydzi borykali się z innym zestawem problemów niż inne etniczne/religijne grupy imigrantów, ich zdolność do prosperowania w społeczeństwie amerykańskim była efektem tego samego procesu, który doprowadził do integracji innych społeczności, które przybyły masowo z Europy pod koniec XIX wieku i na początku XX wieku. Podobnie jak inni, Żydzi potrzebowali kraju, w którym praworządność nie była kwestionowana, a dyskryminacja  religijna była zakazana. Amerykańska wyjątkowość opierała się na trzymaniu się przez naród wartości zapisanych w dokumentach założycielskich, dotyczących równości szans, a także wiary w zasługi merytoryczne, niezależnie od pochodzenia i rasy. To właśnie te podstawowe zasady, a nie, jak sądzi Foer, przychylność Franklina Roosevelta lub liberalny Sąd Najwyższy, który zakazał modlitwy w szkole, chroniły Żydów. 

I to właśnie obalenie tych zasad przez ruch neomarksistowskich studiów krytycznych i awangardę polityczną, która – jak przyznaje Foer – wdrożyła w społeczeństwie amerykańskim swoje dotychczasowe ekstremistyczne teorie, stworzyło sytuację zagrażającą dzisiejszym Żydom. 

Foer szczególnie zawodzi w swojej analizie, ponieważ nie umie dostrzec głębokiej różnicy pomiędzy wpływem skrajnie prawicowych żydożerców a intersekcjonalną lewicą, której nienawiści do Izrael i Żydów nie można ignorować po 7 października.

Prawicowy antysemityzm istnieje. Dało się to odczuć podczas demonstracji, takich jak wiec neonazistów w Charlottesville w stanie Wirginia w sierpniu 2017 r., którego płonące pochodnie  przypominały Żydom o wiecach Adolfa Hitlera w Norymberdze i o trwającej nienawiści w Internecie. Strzelaniny w wykonaniu prawicowych „samotnych wilków”, takie jak mordercze ataki na synagogi w Pittsburghu w 2018 r. i Poway w Kalifornii w 2019 r., były tragiczne i naprawdę przerażające.

Jednak próby przykrojenia narracji o byłym prezydencie Donaldzie Trumpie lub Republikanach jako tych, którzy umożliwiają działania tych ekstremistów, były partyjną kłamliwą propagandą. Ci, jak Foer, którzy krytykę interwencji lewicowego miliardera George’a Sorosa w amerykańską politykę – zwłaszcza finansowanie przez niego kampanii lokalnych prokuratorów, którzy nie są zainteresowani karaniem przestępców w więzieniach – traktują jako antysemityzm, są nieuczciwi i podważają wysiłki na rzecz zwalczania prawdziwej nienawiści do Żydów.


Lewica naprawdę nienawidzi Żydów

Dla kontrastu, ugruntowanie przez lewicę poglądów o Żydach jako „białych” ciemiężycielach, którzy powinni być uprawnionym celem terroru i ludobójstwa w Izraelu, a także zastraszania i obelg w Stanach Zjednoczonych, zostało włączone do głównego nurtu kultury, dziennikarstwa i polityki w sposób, jaki w Ameryce nigdy nie miał miejsca w przypadku prawicowego wariantu antysemityzmu.

Foer wyznaje, że uważał, że lewicowcy atakujący Izrael nie stanowią problemu, ponieważ założył, że są odpowiednikiem liberalnych syjonistów takich jak on, którzy nie lubią premiera Benjamina Netanjahu i jego rządu. I nawet teraz niechętnie przyjmuje definicję antysemityzmu, która słusznie obejmuje antysyjonizm. 

Jak jednak zrozumiał od 7 października, intersekcjonalna lewica rezerwuje swoje współczucie dla Palestyńczyków, którzy chcą zniszczyć Izrael i wymordować jego naród, a nie dla lewicowych, pełnych dobrych intencji Żydów, którzy chcą rozwiązania w postaci dwóch państw. I nie mają skrupułów przed rozszerzeniem swojej niechęci na przeważającą większość Żydów, którzy nie chcą wyrzec się syjonizmu lub zadeklarować swój sprzeciw wobec istnienia jedynego państwa żydowskiego na planecie. Jeśli popieranie ludobójstwa Żydów nie jest już nie do pomyślenia nawet na kampusach takich jak Harvard, to jasne jest, że niewiele jest miejsca na tego rodzaju pewne siebie żydowskie istnienie w elitarnych instytucjach lub na forum publicznym, gdzie liberalni Żydzi sądzili, że Ameryka jest również ich domem. 

Progresiści, którzy umożliwiają antysemityzm, są obecnie potężną siłą w polityce w sposób nie do pomyślenia na prawicy, gdzie Republikanie stali się partią proizraelską, a filosemityzm jest głęboko wpisany w polityczne DNA ewangelików, czego liberalni Żydzi boją się bardziej niż antysemickich członków lewicowego „Szwadronu” w Kongresie.

Foer omawia możliwość ucieczki Żydów do miejsc takich jak Niemcy w poszukiwaniu bezpieczniejszej egzystencji, ale to pokazuje, że jeszcze bardziej nie ma pojęcia o sytuacji w Europie. Czerwono-zielony sojusz pomiędzy rosnącą populacją islamistycznych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej a lewicowymi elitami, które zgadzają się co do tego, że wspólnie obierają za cel Żydów, jest szczególnie silny w Europie Zachodniej. Co charakterystyczne, Foer nie omawia jedynego miejsca, które nawet po 7 października pozostaje najbardziej prawdopodobnym i najbezpieczniejszym miejscem docelowym dla Żydów: Izraela. Tam mogą się bronić i decydować o swoim losie.

To, co wydarzyło się od 7 października, jest jedynie potwierdzeniem wielu innych trendów, w ramach których tradycyjni liberałowie okazali się niezdolni lub niechętni do obrony zachodniego kanonu wartości w środowisku akademickim, instytucji rodziny przed indoktrynacją gender oraz zasady równości szans przeciwko doktrynie DEI, która nakazuje jej zniszczenie. Nic więc dziwnego, że w podobny sposób albo porzucili Żydów przechodząc na stronę tych, którzy ich atakują, albo okazali się zbyt słabi, aby się im przeciwstawić. Gotowość prezydenta Joe Bidena do płaszczenia się przed antysemickimi wyborcami w amerykańskiej „stolicy dżihadu”, w Dearborn w stanie Michigan, jest tylko najbardziej jaskrawym tego przykładem.

Foer nie rozumie również, że choć sytuacja Żydów może być tragiczna, nie jest z góry przesądzone, że obrona „złotego wieku” – lub przynajmniej powszechnej akceptacji Żydów – jest skazana na niepowodzenie. To prawda, że wycofywanie intersekcjonalnych i budzących się rasistowskich doktryn, które zawładnęły tak wieloma amerykańskimi instytucjami i sektorami społeczeństwa, jest olbrzymim zadaniem. Ale nie jest to niemożliwe.

Długi marsz progresistów przez instytucje amerykańskie, gdzie promowali swoje doktryny, nigdy nie został przegłosowany przez naród amerykański, a większość jest mu przeciwna. Władza rządowa, która to umożliwiła, może równie łatwo tego zakazać. W tej walce Żydzi nie są sami. Prawica polityczna jest zaangażowana w pokonanie ideologii „przebudzonych” przede wszystkim dlatego, że stanowi zagrożenie dla Ameryki i Zachodu. Działania takie jak zakaz DEI na Florydzie ilustrują, jak można odwrócić tę falę.  

Tylko wygrana walka o Zachód i amerykańskie wartości, które liberałowie atakują, może przywrócić wyjątkowość Ameryki. Ale jeśli liberalni Żydzi mają odegrać rolę w powstrzymaniu ruchu, który obrał ich za cel ataku, będą musieli przezwyciężyć swoją odrazę do konserwatystów i w końcu przyłączyć się do walki przeciwnej „przebudzonej” lewicy.

To jest coś, co będzie niemożliwe dla ludzi takich jak Foer, a także dla istniejących organizacji, takich jak Anti-Defamation League i American Jewish Committee, które są zbyt przywiązane do swoich tradycyjnych sojuszników politycznych, by zrobić wszystko, co konieczne dla obrony Żydów. Nie zdają sobie sprawy, że jeśli nadal będą odmawiać traktowania walki z „przebudzoną” ideologią jako walki egzystencjalnej, która powinna mieć pierwszeństwo przed wszelkimi innymi sprawami krajowymi, nie tylko zagwarantują nieliberalną przyszłość temu krajowi, w którym antysemityzm będzie w głównym nurcie. Skutecznie zapewniają także, że czasy Ameryki jako bezpiecznej przystani dla Żydów naprawdę się skończą.


Jonathan S. Tobin jest redaktorem naczelnym amerykańskiego magazynu JNS (Jewish News Syndicate).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Germany’s Murder of Europe

Germany’s Murder of Europe

Drieu Godefridi


  • Climate, of course, is a global issue: if Europe reduces its emissions to zero, while the rest of the world continues to increase them, the effect on the climate will be zero. As a result, the German plan will not save a single euro in terms of the damage caused by global warming and extreme events.
  • So, the investment needed each year would not be €1.5 trillion invested to save 0.03% of GDP per year. It would be €30 trillion — €1.5 trillion per year for 20 years — invested to change absolutely nothing in the climate of Europe.
  • There are no serious analysts left who still maintain that the objective of the Paris Agreement will be achieved; the Paris Agreement is obsolete and to pretend otherwise, as the European Commission is doing, is misleading, irresponsible, and not even scientific.
  • In practical terms, whole swathes of our populations have entered into a pattern that is the ultimate dream of environmentalists: degrowth. In other words, their impoverishment.
  • Ironically, if the IPCC’s projections are to be believed, global warming may occur, and we will adapt to it through innovation. All the resources that Europe is burning up in a phantasmatic “energy transition”, which has failed and will fail — will just burn through money that we will then not have for innovation. What will Europe do when these misguided ideologies have permanently broken the back of its economy?

Climate is a global issue. If Europe reduces its emissions to zero, while the rest of the world continues to increase them, the effect on the climate will be zero. As a result, the German plan will not save a single euro in terms of the damage caused by global warming and extreme events. Pictured: Anti-nuclear power protesters celebrate the shuttering of Germany’s last nuclear power plants on April 15, 2023 in Munich, Germany, and call for banning nuclear power across Europe. (Photo by Johannes Simon/Getty Images)

In a preparatory impact report, a copy of which has been obtained by the Financial Times before official release, the European Commission estimates that to achieve the target of reducing greenhouse gas emissions by 90% by 2040 then 100% in 2050 — the main objective of the “European Green Deal” — Europe will need to invest €1.5 trillion a year from 2031 to 2050.

1.5 trillion euros a year. That is equivalent to 10% of the Europe Union’s entire GDP for 2022 — every year! Apart from a war effort, there is no objective of any kind that has ever required the diversion of 10% of a continent’s GDP by political decree.

The new German utopia

This number shows us that, while Germany has had to give up imposing its hatred of nuclear power on its European partners, it is determined to inflict on Europe the rest of the environmental utopia, i.e. total decarbonization, even at the cost of economic collapse and freedoms.

You may say that the European Commission is not Germany, but anyone who has worked in the Commission will tell you that there are two insurmountable lobbies at this level: Germany, by far is the most powerful country in Europe, followed by the environmental NGOs, such as Greenpeace and Friends of the Earth, which have permanent offices in the Berlaymont, the headquarters building of the European Commission. The fact that the current president of the Commission, Ursula von der Leyen, is German is just the icing on the apfelstrudel.

All the same, everything in this delirious report by the German Commission is wrong.

The Commission’s pseudo-savvy calculations

The report states that the cost of inaction would be much higher than €1.5 trillion a year. In fact, explains the report, the European plan will save up to 1% of GDP per year. It should be noted, however, that this figure runs counter to all the IPCC’s projections on the cost of global warming — which is 0.03 % of GDP per year, not 1%.

Annex 8 of the impact report just published by the Commission states:

“The IPCC AR6 Working Group II report (2022) confirms that global aggregate economic impacts generally increase with higher degree of global warming. However, due to the wide range of damage estimates and lack of comparability between methodologies, the report does not provide a robust range of estimates but recognizes that global aggregate economic impacts could be higher than estimated in the previous report.”

In short, the IPCC’s sixth report states that the cost of global warming could actually be greater than that stated in the fifth report.

Unfortunately (for lack of time? space? ink?) the Commission does not bother to reiterate what was said in the fifth report, which was voluble and precise on the question of the cost of global warming. Let us make up for this shortcoming: according to the fifth IPCC report AR5, chapter 10:

“For most economic sectors, the impact of climate change will be small relative to the impacts of other drivers… Changes in population, age, income, technology, relative prices… and many other aspects of socioeconomic development will have an impact on the supply and demand of economic goods and services that is large relative to the impact of climate change.”

Above all, the Paris Agreement, of which the Commission claims to be part, aimed to limit global warming to only 1.5 degrees Celsius by 2100. Achieving this objective presupposed a drastic global reduction in human greenhouse global gas emissions, not just Europe. However, since 2015, these global emissions have continued to rise, and there is no realistic scenario in which global emissions will decrease. China, which still builds roughly two new coal-power plants a week, and India continue to lay waste to these projections.

Climate, of course, is a global issue: if Europe reduces its emissions to zero, while the rest of the world continues to increase them, the effect on the climate will be zero. As a result, the German plan will not save a single euro in terms of the damage caused by global warming and extreme events.

So, the investment needed each year would not be €1.5 trillion invested to save 0.03% of GDP per year. It would be €30 trillion — €1.5 trillion per year for 20 years — invested to change absolutely nothing in the climate of Europe.

There are no serious analysts left who still maintain that the objective of the Paris Agreement will be achieved; the Paris Agreement is obsolete and to pretend otherwise, as the European Commission is doing, is misleading, irresponsible, and not even scientific.

In addition, the report goes on to say that reducing European imports of fossil fuels would result in savings of up to €2.8 trillion between 2031 and 2050. At present there is no technical or scientific way of overcoming the intermittent nature of renewable energies such as wind, solar. As a result, Europe’s energy mix will have to continue to rely on fossil fuels in addition to nuclear power, as demonstrated by Germany, the champion of lignite coal and CO2 emissions – and releasing ten times more CO2 than France, per unit of energy produced — in 2024. What is more, this pseudo-savvy calculation presupposes that we know the prices of oil and gas in advance, and that we persist in banning the exploitation of the shale gas that lies beneath Europe’s soil.

The report by the European Commission shows a frightening headlong rush. The situation in Europe is already dramatic. Since 2008, American GDP has doubled, meaning that Americans earn twice as much as they did in 2008. Since 2008, Europe’s GDP has stagnated. This means that Europeans are increasingly taxed and harassed, and forbidden to move, build, undertake, innovate and start a family as they see fit, while their incomes are not increasing.

The shale revolution means that America now could be the world’s largest producer of oil and gas, if President Joe Biden had not hobbled domestic energy production on his first day in office. The beneficiaries of his move were Russia, Iran — and China, which can now more easily sell its cheap coal, thereby polluting the climate even more.

“Meanwhile,” according to Gideon Rachman, chief foreign affairs commentator of the Financial Times, “energy prices in Europe have soared.”

“The Ukraine war and the loss of cheap Russian gas mean that European industry typically pays three or four times as much for energy as their American competitors. Gloomy European bosses say this is already leading to factory closures in Europe”.

In practical terms, whole swathes of our populations have entered into a pattern that is the ultimate dream of environmentalists: degrowth. In other words, their impoverishment. Giorgos Kallis, a prominent figure in the field of environmental economics, asserted recently the necessity of adopting a “degrowth” paradigm over the conventional GDP-based model. He contends that economies can and must thrive while simultaneously diminishing inequality and enhancing overall well-being.

Scenarios

Three possible scenarios emerge.

In the first scenario, the EU will persist in its German ecological utopia, which will throw the whole of Europe even more deeply into the recession in which Germany is already languishing. In the context of its current economic stagnation, Europe cannot afford to divert 10% of its GDP per year to unaffordable, unreliable and intermittent energy sources. Popular revolts will multiply, making the current farmers’ revolt look like “Pat the Bunny.” It should be obvious that our democracies will not be able to withstand the impoverishment deliberately organized by “elites” who have gone mad trying to promote an insufficiently substantiated green ideology.

In the second scenario, the EU would not undo the “European Green Deal,” but its entry into force would simply be rescheduled (meaning postponed). This scenario condemns Europe to what economists Lawrence Summers and Henri Lepage name “secular stagnation,” a condition when there is negligible or no economic growth in a market-based economy, on the model of Japan.

A third scenario would see a new majority come to power through the European elections in June — after all, what is the point of democratic elections if not to allow a change of course? — and deconstruct (repeal) every piece of legislation in a European Green Deal that has become irrelevant or economically harmful to the most destitute among us in the current global context.

Ironically, if the IPCC’s projections are to be believed, global warming may occur, and we will adapt to it through innovation. All the resources that Europe is burning up in a phantasmatic “energy transition”, which has failed and will fail — will just burn through money that we will then not have for innovation. What will Europe do when these misguided ideologies have permanently broken the back of its economy?


Drieu Godefridi is a jurist (University Saint-Louis, University of Louvain), philosopher (University Saint-Louis, University of Louvain) and PhD in legal theory (Paris IV-Sorbonne). He is an entrepreneur, CEO of a European private education group and director of PAN Medias Group. He is the author of The Green Reich (2020).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


After painstaking excavation, the Tower of David pavilion opens

After painstaking excavation, the Tower of David pavilion opens

JUDITH SUDILOVSKY


This is a striking new architectural concept in the city, having been excavated deep beneath the earth’s surface to adhere to height restrictions prohibiting anything taller than the Old City walls.

.
Adhering to strict height restrictions to maintain the Old City’s skyline, Kimmel Eshkolot Architects excavated 17 meters down to craft the new multi-level Tower of David Angelina Drahi Entrance Pavilion in an area between the outer Old City Ottoman-period wall and the inner wall.
(photo credit: Reut Kozak)

Nestled in an area between the Old City’s Ottoman-period outer wall and the inner wall that was once an Ottoman ramp is the new Tower of David Angelina Drahi Entrance Pavilion, which is scheduled to hold its official opening and inaugural temporary exhibition next month.

This is a striking new architectural concept in the city, having been excavated deep beneath the earth’s surface to adhere to height restrictions prohibiting anything taller than the Old City walls.

The opening of the new building was postponed from November 3, following the Hamas attack on Oct. 7, though the museum nevertheless opened its doors to visitors on the third day of the war. Since then, more than 20,000 displaced residents currently living in Jerusalem have visited. The museum restarted its English-language tours of the new permanent exhibition in February. The tours, included in the admission price, start at 10 a.m. on Mondays and Thursdays.

Adhering to the strict height restrictions to maintain the Old City’s skyline, architects from Kimmel Eshkolot Architects excavated 17 meters down to craft a multi-level pavilion that now hosts a temporary exhibition gallery, a maze of offices for the Education Department, and the museum’s ticket office. Additionally, visitors can enjoy a shaded outdoor seating area, with a new coffee shop slated to open in May.

Led by Prof. Etan Kimmel and chief architect Yotam Cohen-Sagi, the ancient citadel, initially designed as a fortress to keep people out, was converted into an accessible environment suitable for a modern museum. In the Crusader period, the area of the pavilion was used as a moat around the Old City. Later, the Ottoman ruler Suleiman the Great built defensive ramparts there to defend the city from the west from an attack by Napoleon’s French forces, which never arrived.

.
After first having to establish the museum’s ownership over the property, a salvage excavation was conducted in cooperation with the Israeli Antiquities Authority before construction began during the COVID period. (credit: RICKY RACHMAN)

“Our challenge boiled down to our ability to find solutions to preserve the ancient stones that represent Jerusalem’s past without compromising their historic value or their beauty – all the while planning new architectural structures and introducing modern infrastructure using modern materials to create an interesting meeting between the new and the old. Ever present in our planning was our respect for this ancient structure,” said Kimmel.

The $50 million endeavor to renovate and preserve the Tower of David Jerusalem Museum was spearheaded by Dame Vivien Duffield, in collaboration with the Clore Israel Foundation. Their vision received support from the Jerusalem Municipality, the Ministry of Jerusalem and Jewish Tradition, the Ministry of Heritage, and the Tourism Ministry. Contributions also came from the Patrick and Lina Drahi Foundation, Keren Hayesod, the Jerusalem Foundation, the American Friends of Museums in Israel, and the P. Austin Family Foundation.

For centuries, the Jaffa Gate, where the Tower of David Museum is located, served as the primary entry point to the Old City. Over the past two decades, the municipality has introduced modern infrastructure, including convenient access points from the light rail, and parking facilities at the Mamilla-Alrov shopping boulevard lots, changing the urban setting of the area.

“They built the Jaffa Gate Piazza, which put a different point of view of the whole citadel because it became the building that stands and overlooks this piazza,” Cohen-Sagi told journalists on a recent press tour of the pavilion, ahead of its opening.

“We understood that once we started to plan the concept for the whole renewal of the museum a few years ago, we needed to change the situation of the citadel.”

Gateway to the Holy City

Before the redesign, visitors to the museum had to walk around to the eastern entrance, which originally was the front of the citadel. The changes to the Tower of David Museum now provide a smooth gateway for visitors to explore Jerusalem: As they enter the Old City through the Jaffa Gate, they can first visit the museum and explore its new historical and archaeological permanent exhibit. Here, they can traverse the narrative of Jerusalem’s 4,000-year-old history before exploring the modern-day alleys of the Old City.

“We have the beautiful unique building of the citadel, which was never meant to be a museum. It was an army barracks,” said Eilat Lieber, the museum’s director and chief curator. “Three decades after the opening of the Tower of David Museum, we had to think about the future of the museum – not just renew the exhibits but [consider] our role within the vision of being the museum for the city.

“The [nearby] Mamilla [outdoor shopping boulevard] is a very successful bridge between the modern western part of the city and the Old City. You can find all the communities of the city in the same place. Suddenly, you see a place where people can mix. We knew this museum had to be a gateway to Jerusalem and a key to understanding the history of Jerusalem [and the connection] between people and communities.”

Challenging excavation

For many years, the area where the sleek yet minimalist modern glass and steel structure now stands was considered a no-man’s land, used as a parking lot and the rear entrance to the museum. After first establishing the museum’s ownership over the property, a salvage excavation was conducted in cooperation with the Antiquities Authority before construction began during the COVID period.

Excavation work was done with the guiding help of an archaeological diary written almost 100 years ago by British archaeologist Cedric Norman Jones. It included photographs and descriptions of the section that he had originally excavated.

“You only need to use a teaspoon to dig up antiquities in the Old City of Jerusalem, and this is even more true when you are building a 1,000 sq.m. structure underground next to a citadel thousands of years old,” said Cohen-Sagi.

“From the first moment, therefore, we used all the tools at our disposal to minimize the lack of certainty of what would be found, such as 3D imaging, core samples, exploratory archaeological excavations, and documenting the excavation that was done on-site at the beginning of the 20th century.

“We worked closely with the Antiquities Authority. Despite a number of engineering changes and adaptations requested during the actual excavation work, and finds that were discovered in the area, the building that was finally erected is almost the same building that appears on the first sketches.”

The new pavilion now redirects the flow of visitors to the historic site. Since it is located at the lowest topographical point around David’s Citadel, visitors now pass through it to enter the citadel and continue on an upward journey through the galleries and open passageways. Their visit ends at the top of the observation point, which overlooks Jerusalem from the rooftop of the Phasael Tower – 30 m. above the new entrance pavilion, 777 m. above sea level.

“It was actually a parking place. Six years ago, this was the rear entrance to the museum, kind of a service entrance to the museum. We had the challenge, for the first time in history, to make it a place for people,” Cohen-Sagi said. “So we understood that we have first of all to make a practical building.”

One of the biggest challenges in building the pavilion was discovering in February 2022 that at least a 20-m.-long section of the huge monumental wall of the citadel was not built on any foundation at all but rather on construction fill. Though a wonder of ancient engineering skill, the new construction and excavation work threatened to disrupt the delicate ancient balance.

To continue their work and preserve the wall, engineers from Schaffer and Ronen Engineering and Conservation used a series of eighty 17-m.-deep “piles” – wrought-iron tube-like metal constructions – to temporarily support the citadel wall as they built a new wall next to it.

Another challenge arose during the installation of the wall’s supportive element – ensuring minimal movement. After seeking advice from experts in Portugal and Italy, specialized digital sensors, linked to a mobile app, were installed along the wall to detect any shifts around the clock. Apart from the engineers, Lieber also had the sensor app synchronized with her mobile phone.

“I wanted the app on my cellphone so I could follow the sensors and sleep at night,” she said. “At night, I would open the app and follow the project to see that the wall was not moving at all. It was scary.”

Now that she can sleep at night, Lieber hopes the museum’s new permanent exhibition, which includes original artifacts, interactive displays, and creative programming, will help give visitors a better understanding of Jerusalem.

“Whether it is a schoolchild from Israel or a visitor from overseas, I hope that the Tower of David can give them a basis for dialogue, tolerance, and respect,” she said.■


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com