A massive shakeup as Meretz MK Ghaida Rinawie Zoabi resigned from the governing coalition.

A massive shakeup as Meretz MK Ghaida Rinawie Zoabi resigned from the governing coalition.

ILTV Israel News


A massive shakeup as Meretz MK Ghaida Rinawie Zoabi resigned today from the governing coalition. Bringing the already razor-thin coalition to a minority.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Marzenie o bezbożnym państwie


Marzenie o bezbożnym państwie

Andrzej Koraszewski


Wikipedia Commons

Przyjaciel zapytał mnie, czy umiem sobie wyobrazić takie zmiany społeczne, w wyniku których Kościół traci wiernych i staje się całkowicie bezzębną instytucją? Uznałem taką próbę za onanizm wyobraźni. Niedawna historia Irlandii jest ciekawa, ale mało prawdopodobne, żeby powtórzyła się u nas. Trend odchodzenia młodego pokolenia od Kościoła jest silny, działania zmierzające do powstrzymania tego trendu są intensywne, nie można przewidzieć końcowego rezultatu. Istotne jest, czego chcemy i które zmiany chcemy wesprzeć. Pytanie, czy walczyć z religią, czy może raczej walczyć o szacunek dla nauki, o maksymalnie wczesny kontakt dzieci z nauką, o zmianę postaw rodziców, bo bez nich szkoła się nie zmieni.

.

Wierni mogą porzucić Kościół i zakochać się w innych przesądach, ateiści nie są wolni od przesądów.

Richard Dawkins w Ślepym zegarmistrzu pisze, że trudno by mu było być ateistą przed Darwinem. Oczywiście doskonale wie, że ateiści byli już w starożytności i mieli całkiem solidne powody odrzucenia koncepcji Boga, czy bogów. Nagromadzenie wiedzy było jednak zbyt skromne, żeby stawić czoła pytaniom, na które ludzie żądali odpowiedzi. W starciu hipotez, których weryfikacja nie była możliwa, ateizm nie miał szans na to, by trafić pod strzechy, a religia była zbyt wygodnym sposobem sprawowania władzy, aby dopuścić swobodę dyskusji nawet w wąskich kręgach. Religia była starciem różnych filozofii, gorsza filozofia brała górę nad tą lepszą. Bliżej współczesności akceptacja teorii kopernikańskiej była powolna, ale została uwieńczona właściwie pełnym  sukcesem, nie stanowiło to jednak tak poważnego zagrożenia dla wiedzy opartej na Biblii, jak teoria Darwina. Teoria ewolucji usuwała grunt spod drabiny jakubowej. (Nie było aktu stworzenia, nie było Adma i Ewy, nie było grzechu pierworodnego, krótko mówiąc nic się nie zgadza).

Akceptacja tej teorii nie osiągnęła jeszcze tego samego poziomu, co akceptacja teorii kopernikańskiej, ale i tu powoli sprawy zmierzają w dobrym kierunku.

Giganci francuskiego, brytyjskiego i amerykańskiego oświecenia próbowali trudnej sztuki wepchnięcia kamienia Syzyfa na szczyt góry przez zastąpienie biblijnego Boga Ojca mglistym deizmem, zmieniając równocześnie państwo ze strażnika wiary w strażnika swobody wyznania. (Im bardziej te próby były brutalne, tym szybciej kamień się obsuwał. Rewolucja francuska, meksykańska i rosyjska przyniosły odwrotny skutek od zamierzonego, najbardziej udana okazała się rewolucja amerykańska, gdzie zamiast prób zdławienia religijnych mitów terrorem zastosowano łagodną państwową neutralność).

Religijna ontologia oparta jest na przednaukowych domysłach o zjawiskach przyrodniczych i trzyma współczesnego człowieka w szponach ignorancji. 

Oświecenie podniosło walkę kapłanów o zachowanie pieczy nad umysłami maluczkich na nowy poziom, zaś rozwój techniki dostarczył im nowych narzędzi chronienia ignorancji. Czy jest możliwe, że powszechna państwowa edukacja osłabiła głód wiedzy? Oczywiście, to co było wymarzonym celem stało się nagle nieznośnym obowiązkiem. Instytucje religijne zaczęły skuteczny marsz, najpierw walcząc o prywatne szkoły religijne finansowane przez państwo, następnie o ponowne odzyskanie wpływu na edukację państwową.

W Polsce upadek komunizmu poprzedził wybór papieża-Polaka i orgię uczuć narodowo-religijnych.  Postkomunistyczna arena polityczna kształtowała się w atmosferze walki o poparcie Kościoła jako wstępnego warunku sporów o to, kto ma budować instytucje demokratycznego państwa. Nic dziwnego, że w tych warunkach Kościół katolicki okazał się najsilniejszą partią polityczną, zaś ustępstwa na polu edukacji były najdalej idące. Konstytucyjna deklaracja o neutralności państwa w sprawach światopoglądowych była wyłącznie pozbawionym znaczenia ornamentem. Polscy chrześcijańscy demokraci, czyli inteligencja katolicka, byli (podobnie jak niegdyś nasi oświeceniowcy), nieliczni, salonowi, bez szans wpływu na szarych ludzi, jak również bez takich ambicji. 

W tych kręgach rozumienie tego, czym jest demokracja, sprowadzało się do gorącego pragnienia pozostania awangardą. 

Trzeba było trzech dekad, zmiany  pokoleniowej i ogólnoświatowych skandali w Kościele katolickim, żeby trend ucieczki od Kościoła zaczął być znaczący. Jest to jednak przede wszystkim antyklerykalny bunt, a nie stopniowe zastępowanie światopoglądu opartego na ignoranckich, starożytnych przesądach, światopoglądem opartym na współczesnej wiedzy o świecie. Dlatego też, chociaż krytyka religii jest potrzebna, warto pamiętać, że i bez religii daje się wierzyć w absurdalne idee. Podstawą racjonalizmu jest umiejętność krytycznego myślenia, dialogu i samodzielnego sprawdzania faktów, a tu pierwszym krokiem jest wiedza o otaczającej nas rzeczywistości.

Celowo, uciekając od naszego katolicyzmu, opatrzyłem ten tekst zdjęciem piramidy Kukulkana. Trudno o lepszy przykład filozofii opartej na niedostatecznej wiedzy o rzeczywistości.

Te piramidy, to w gruncie rzeczy gigantyczne ołtarze ofiarne, służące do składania ofiar z ludzi okrutnemu bogu, który mógł łaskawie spuścić deszcz, pod warunkiem, że został obficie nakarmiony ludzką krwią. Nawet głęboko wierzącemu chrześcijaninowi łatwo dostrzec nie tylko barbarzyństwo tej świetnie rozwiniętej cywilizacji, gdzie nagromadzono dużo wiedzy o rolnictwie, nawadnianiu, astronomii, ale i opartej na fundamentalnym błędzie strzeżonej przez państwo wiary w istnienie i potrzeby jakiegoś boga panującego nad zjawiskami przyrody. Turyści zachwycają się skomplikowaną, wymagającą znajomości matematyki, architekturą wypełnioną po uszy symboliką. Suma stopni schodów prowadzących z czterech stron świata na szczyt stanowi 364, plus platforma na szczycie. Co odpowiada liczbie dni kalendarza słonecznego. (Czy ofiary z ludzi zrzucano z tych schodów z wszystkich stron, czy tylko z jednej? Nie wszystko wiemy). O zachodzie słońca turyści mogą obserwować węża, który powoli pełznie schodami na ziemię. Imponująca wiedza służyła umacnianiu wiary w fundamentalny błąd o naturze rzeczywistości. Zbudowano tę piramidę mniej więcej tysiąc lat temu. Dziś potomkowie wyznawców Kukulkana modlą się o deszcz do chrześcijańskiego Boga. (Zmiana jednego boga na drugiego wymagała wielu ofiar w ludziach).

O czym marzyć?

Może o tym, żeby zacząć doceniać, że małe jest piękne, że możemy komuś pokazać, iż słowa nie wychowują dzieci, że dzieci naśladują dorosłych, że bez trudu zauważają, które słowa są puste, które są hipokryzją, a które ordynarnym kłamstwem; że w pobliskim przedszkolu dzieci mogą dostać porcję nauki, (nawet jeśli pałęta się tam jakiś katecheta), że w rodzicielskim komitecie w szkole mogą zaakceptować taką czy inną inicjatywę wciągającą dzieciaki w prawdziwą naukę, że, być może, od walki z Kościołem ważniejsza jest walka z ignorancją i z wzajemną nieufnością.

To nie bezbożne państwo jest celem, ale ludzie, którzy przestają modlić się o deszcz, bo to nie tylko jest bez sensu, ale może kusić do karmienia boga ludzkimi ofiarami. Ta praktyka zmieniła formy, ale wbrew pozorom nie została zarzucona.


Andrzej Koraszewski – Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny. Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Apology, 800 years on, for laws that expelled Jews from England

Apology, 800 years on, for laws that expelled Jews from England

Harriet Sherwood


Church service to mark eight centuries since Synod of Oxford brings together chief rabbi, senior Anglicans and Roman Catholic bishop

.Chief rabbi Ephraim Mirvis will attend service in Christ Church cathedral. Photograph: David Hartley/Rex

The Church of England is to apologise for its “shameful actions” in passing anti-Jewish laws 800 years ago that paved the way for the expulsion of Jews from England.

A special service at Christ Church cathedral in Oxford on Sunday, marking the 800th anniversary of the Synod of Oxford, will be attended by Ephraim Mirvis, the chief rabbi, with representatives of the archbishop of Canterbury and a Roman Catholic bishop.

The synod passed laws forbidding social interactions between Jews and Christians, forcing Jews to wear identifying badges, imposing church tithes on them and banning them from certain professions. They were also forbidden from building new synagogues.

By the late 13th century, further measures forbade Jews from owning land and passing on inheritance to their children. Hundreds were arrested, hanged or imprisoned.

Eventually, all the Jews in England – 3,000 or so – were expelled under an edict in 1290 by King Edward I. They were not permitted to return for more than 360 years.

The Church of England was not created until the 1530s, when Henry VIII split from the pope. Nevertheless, it was now right for Christians to repent of their “shameful actions” and to “reframe positively” relations with the Jewish community, said Jonathan Chaffey, archdeacon of Oxford. The Roman Catholic church was “fully in accord” with the apology, he added.

The move follows a 2019 document produced by the Church of England which said Christian attitudes towards Judaism over centuries had provided a “fertile seed-bed for murderous antisemitism”. Anglicans and other Christians must not only repent for the “sins of the past” but actively challenge anti-Jewish attitudes and stereotypes, said the document.

It acknowledged that cathedrals in Norwich and Lincoln were associated with the spread of the “blood libel” in the late Middle Ages, when Jewish communities were falsely accused of abducting and killing Christian children.

But the church’s effort to take responsibility for its part in Jewish persecution was blunted by stinging criticism by the chief rabbi of the continued “specific targeting” of Jews for conversion to Christianity. Some Christians saw Jews as “quarry to be pursued and converted”, he said.

The document went no further than urging Christians to “think carefully” about evangelising their Jewish neighbours, and saying Christians should be “sensitive to Jewish fears”.

Tony Kushner, professor of Jewish/non-Jewish relations at Southampton University, said: “This is the hardest step for the church. Accepting that blood libels, massacres and expulsions were wrong is straightforward … accepting that Jews have a validity of religion is more challenging.”

The apology over the Synod of Oxford reflected “concerns over contemporary antisemitism” and was part of a wider reassessment of ideas and heritage, including slavery, he said.

“The C of E didn’t exist [at the time of the Synod of Oxford] so it is apologising for things that it wasn’t responsible for. But if it regards itself as the leading voice of Christianity in Britain today, then the apology has some merit in recognising injustices that were done.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Nostalgia za PRL-em jest tworem sztucznie kreowanym. Nawet ciemny lud tego nie kupi

Kadr z filmu ‘ Gierek ‘ (Fot. Karolina Grabowska / Global Studio)


Nostalgia za PRL-em jest tworem sztucznie kreowanym. Nawet ciemny lud tego nie kupi

Anna Machcewicz


Nostalgia za PRL-em, za rzekomą szansą dla mas, jest tworem sztucznie kreowanym. Nawet ciemny lud tego nie kupi.

.

Późno, bo późno, ale algorytm Netflixa zwabił mnie wreszcie i usiadłam do oglądania „Gierka”. I już powinnam teraz wszystko wiedzieć.

Gierek to dobry człowiek był, tragarzowi, którego dotknęło lumbago, pomagał wnosić kanapę i żonie ścierał kartofle na placki. A robił to ręcznie, a nie przy pomocy robota, jedynie z wrodzonej skromności, bo ogólnie był piewcą modernizacji i Polskę, swą kochaną ojczyznę, unowocześnić pragnął, by ludziom żyło się dostatniej, a nawet  uwolnić ją chciał od sowieckiej Rosji (gdyby tylko udało się własną bombę jądrową ukradkiem wyprodukować). Nie pozwolili na to wszystko zdradliwy „generał” (alter ego Wojciecha Jaruzelskiego), który knuł z Ruskimi, w parze z paskudnym Maślakiem (najpewniej Stanisław Kania) i jego esbekami. Obie postaci były zresztą tak groteskowe, że chwilami miałam nadzieję, że film jest pastiszem. Ale nie, w zamyśle autorów jest to prawdziwa hagiografia Gierka, zrealizowana na poważnie, zbudowana na wyobrażonej nostalgii za latami 70.

Film „Gierek”: wszystko to nieprawda

Tyle tylko że wszystko co prawią w filmie, to nieprawda. Gierkowi nie udała się modernizacja, bo choć patrzył na Zachód, rządził krajem o etatystycznej, sztywnej gospodarce niezdolnej do rzeczywistej innowacji i dobrej organizacji pracy. Jest w filmie scena, w której przepędza odpowiedzialnego za budownictwo mieszkaniowe urzędnika, bo chce nowych wizji. Sam je snuje, decyduje o zaciąganiu kredytów, za które ściąga licencje i nowe technologie. Nie pociąga to za sobą unowocześnienia produkcji ani nie udaje nam się na większą skalę sprzedać wytworzone towary na Zachodzie. Polska gospodarka nie ma szans na wolnym rynku. Wbrew temu, co piszą scenarzyści w napisach końcowych, nie odnieśliśmy bynajmniej sukcesu większego niż Korea Południowa. Gierek rozbudził jednak oczekiwania konsumpcyjne Polaków i dał im paszporty, żeby sobie popatrzyli, jak wygląda tam prawdziwy luksus. I nie chodzi tylko o wymarzone cztery kółka czy pralkę automatyczną. Traf chciał, że na Zachodzie akurat kwitły kolorowe dzieci kwiaty, które wyrażały siebie poprzez ubiór. Królowała oryginalność i swoboda. Błyszczące materiały, luźne spodnie, kwieciste koszule i nietypowe fasony zawitały i u nas. Mieszkanka w blokach z  wielkiej płyty były małe i fatalnie wykończone, ale zaczęto je urządzać zgodnie ze światowymi trendami: stylistyka nowych mebli zmieniła się, w miejsce funkcjonalizmu pojawiły się tapicerowane krzesła i kanapy, które nęciły kolorowym bogactwem obić i były namiastką luksusu. Naprawdę fajny design.

Nostalgia za PRL-em jest tworem sztucznie kreowanym

Nic dziwnego, że lata 70. przeżywają dziś w Polsce renesans, poszukiwane i kopiowane są meble, grafika użytkowa, wzory tkanin i fasony ubrań. Oddają ducha swobodnych czasów, pokolenia, które dokonało rewolucji obyczajowej, a do Polski dotarł dzięki uchyleniu żelaznej kurtyny. Atrakcyjność lat 70. nie polega więc dziś na odkrywaniu czy przedefiniowaniu dokonań  Edwarda Gierka, bo one nie zostawiły trwałego śladu. Przejściowy wzrost stopy życiowej został okupiony głębokim kryzysem, biedą lat 80. i gigantycznym zadłużeniem. Epoka Polski niesuwerennej jest też nie do obronienia. Jedyną sceną w filmie, która mnie jakoś poruszyła, był moment, w którym Gierek dekoruje Breżniewa orderem Virtuti Militari, nie mając z tego widocznej satysfakcji. Zaiste „prawdziwy polski patriota”. Nostalgia za PRL-em , za rzekomą szansą dla mas, którą uosabia  postać Gierka, jest tworem sztucznie kreowanym. I nawet ciemny  lud raczej tego nie kupi. No chyba że zakochał się pierwszy raz w połowie lat 70. i tęskni dziś za utraconą młodością.      

W ostatniej scenie filmu Gierek, zwolniony z internowania, pyta retorycznie, czy ktoś będzie pamiętał, że był patriotą i chciał dobra kraju. Przynajmniej jedna osoba na pewno  pamięta. Jarosław Kaczyński w 2010 r. w czasie  kampanii prezydenckiej w Sosnowcu stwierdził, że Gierek „był komunistycznym, ale jednak patriotą”.    


Anna Machcewicz – historyczka dziejów najnowszych, pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Maj 1942. Niemcy kręcą film w getcie warszawskim


Maj 1942. Niemcy kręcą film w getcie warszawskim

Przemysław Batorski


1 maja 1942 r. do getta warszawskiego przyjechała niemiecka ekipa filmowa, przygotowująca antyżydowski film propagandowy. Został on zatytułowany Das Ghetto. Przeczytaj, jak widzieli te wydarzenia członkowie grupy Oneg Szabat.

.

niemcy_film_propagandowy_bundesarchiv_2.jpg

Modlący się Żydzi – inscenizacja na potrzeby niemieckiego filmu propagandowego nakręconego a getcie w maju 1942 roku.
Bundesarchiv, Bild 101I-134-0791-20A / Knobloch, Ludwig / CC-BY-SA 3.0, Wikipedia

W maju 1942 roku, na dwa miesiące przed rozpoczęciem wielkiej akcji likwidacyjnej, do warszawskiego getta przybyła niemiecka ekipa filmowa. Jej celem było nakręcenie antyżydowskiego materiału propagandowego pokazującego rzekomo dostatnie życie mieszkańców dzielnicy zamkniętej, a przede wszystkim to, że bogaci Żydzi nie udzielają pomocy biednym.

Po półtora roku od zamknięcia granic getta w dzielnicy zamkniętej panowały nieludzkie warunki. Na jeden kilometr kwadratowy jego powierzchni przypadało około 146 tys. ludzi (obecnie gęstość zaludnienia w Śródmieściu Warszawy to ok. 7 tys. osób/km2, na Manhattanie w Nowym Jorku ok. 27 tys. osób/km2; zbliżoną do getta warszawskiego gęstość zaludnienia osiągają obecnie tylko niektóre dzielnice Dhaki, Mumbaju czy Kairu). Średni przydział żywności dla dorosłego mieszkańca getta w latach 1940-1942 wynosił ok. 300 kalorii dziennie. Od jesieni do 1940 do lipca 1942 r., najczęściej z zimna, głodu i chorób, w getcie zmarło ok. 92 tys. osób. Najwyższą populację, ok. 450 tys. ludzi, getto osiągnęło w 1941 r. W styczniu 1942 r. przebywało w nim ok. 35 tys. dzieci w wieku do 7 lat i mniej więcej 50 tys. w wieku 7-14 lat. Dzieci szczególnie źle znosiły głód.

Niemcy zmuszali Żydów do odgrywania scen pokazujących, że niektórym w getcie żyje się dostatnio, a inni umierają z głodu. „Prawdziwe” scenki z getta wyglądały w ten sposób, że do restauracji Szulca przy rogu Nowolipek i Karmelickiej wpędzili lepiej ubranych Żydów. Kazali im zająć stoliki i konsumować różne dania. Również do restauracji wpędzeni zostali biedni, źle ubrani Żydzi, którzy prosili tych siedzących przy stolikach o pomoc. Na polecenie reżyserów niemieckich bogatsi Żydzi bili i wypychali biednych[1] – wspominał Lucjan Gurman, którego relacja przechowywana jest w Archiwum ŻIH.

niemcy_film_propagandowy_klub_bundesarchiv_2.jpg [82.60 KB]
Getto warszawskie, Żydzi grają w karty w klubie. Niemieckie zdjęcie propagandowe. Bundesarchiv, Bild 101I-134-0794-11A / Knobloch, Ludwig / CC-BY-SA 3.0, Wikipedia

Wczoraj w Warszawie wydarzyło się coś, czego nie sposób właściwie wyrazić naszym ubogim, ludzkim językiem. Nie znam takiego słowa, które mogłoby to należycie określić, ocenić i zakwalifikować. Podam więc tylko sam fakt, tak jak mi go opowiedzieli różni ludzie oraz ktoś, kto dowiedział się o nim od bezpośredniego uczestnika od razu po zakończeniu tej diabelskiej zabawy.

Niemcy złapali wczoraj – przy pomocy żydowskiej policji – na ulicy, a zwłaszcza wśród mieszkańców domu przy Dzielnej 38, dziewczęta żydowskie, młode i starsze kobiety oraz mężczyzn z brodami i bez bród. Przed dom przy Dzielnej 38 zajechały dwa duże samochody z Niemcami: lotnikami, esesmanami i żołnierzami innych formacji. Przyjechało również małe auto z oficerami. Przede wszystkim sfotografowali młode dziewczęta. Należy zaznaczyć, że złapano młode dziewczyny i kobiety szczególnie przyzwoicie i bogato ubrane. Następnie zapędzili wszystkich – żydowskie kobiety i mężczyzn – do zakładu kąpielowego, znajdującego się w podwórzu wspomnianego domu. W zakładzie kąpielowym znów fotografowali kobiety. Po tym zmusili wszystkich obecnych Żydów – kobiety i mężczyzn – do rozebrania się do naga, na podobieństwo Adama i Ewy. Oficerowie niemieccy zestawili pary spośród żydowskich przedstawicieli obu płci. Przydzielali przy tym młodej dziewczynie starego Żyda i odwrotnie – młodzieńcowi – starą kobietę. Zmuszali ich następnie do odbycia stosunku płciowego.

Niniejsza scena, tzn. akt seksualny (należy przyjąć, że był jedynie pozorowany), została sfilmowana specjalnymi aparatami, które w tym celu przywieziono i zmontowano. Aparaty te miały być obsługiwane przez Polaków. Liczbę obecnych Niemców ocenia się na 200. To niesłychane i makabryczne barbarzyństwo wydarzyło się w getcie warszawskim we wtorek między godziną 3 i 6 po południu.[2]

Lewin_small.jpg [624.02 KB]Abraham Lewin

– zapisał w swoim dzienniku Abraham Lewin w środę 13 maja 1942 r.

O dalszych zdjęciach filmowych w getcie opowiedziano mi, co następuje: na rogu Żelaznej i Chłodnej mieści się żydowska restauracja. Wczoraj o 9 rano Niemcy wyprowadzili stamtąd wszystkie kelnerki, młode dziewczyny, ustawili na ulicy i kazali im robić wesołe i wyzywające miny. Jednocześnie zebrali oni gromadę żebrzących dzieci i kazali im przemaszerować przed wyelegantowanymi kelnerkami z wyciągniętymi rączkami, które jednak niczego nie otrzymały. Zostało to sfilmowane, aby pokazać, że Żydzi żyją w luksusie i nie dzielą się z głodującymi. Następnie zawieźli kelnerki do mieszkania prezesa Czerniakowa przy Chłodnej 20, posadzili je przy stole i kazali podać karafki z wodą, która miała imitować wódkę, oraz inne rodzaje dań. Kelnerki znów musiały być wesołe i hałaśliwe. Również i ta scena została sfilmowana. Potem Niemcy nakręcili jeszcze zdjęcia w prywatnych mieszkaniach żydowskich, w domu przy Chłodnej 6 i gdzie indziej. Filmowali tylko mieszkania ładnie umeblowane. Miało to pokazać „światu”, że Żydzi żyją sobie w getcie zgoła dobrze. I to ma być tego dowodem.[3]

– zapisał Lewin trzy dni później, 16 maja.

adam_czerniaków_album_1.jpg [593.83 KB]Prezes Rady Żydowskiej Adam Czerniaków. / Fotografia pochodzi z albumu dokumentującego pracę Służby Porządkowej w getcie warszawskim w latach 1940-1941. Zbiory ŻIH

Cztery dni później Szmuel Szajnkinder zapisał:

20 maja. Jutro święto szałasów. Słońce świeci już jak latem, ale jest jeszcze zimno. Ludzie chodzą ubrani na wpół po zimowemu. Zegar pokazuje godzinę 4. Najgorsza godzina dnia, kiedy kończę pracę w biurze i wracam do domu, gdzie czeka na mnie dwoje głodnych domowników. Ani oni nie przygotowali dla mnie obiadu, ani ja nie zostawiłem im rano pieniędzy na ten obiad.

Na Lesznie, niedaleko mojego domu, zbiorowisko przechodniów. Po jednej stronie ulicy stoi wielka ciężarówka z elektrowni. Z samochodu ciągną się dwa długie węże, jak z wozu strażackiego, na drugą stronę ulicy do „Adasia”, knajpy popularnej wśród żydowskich denuncjatorów, gestapowców, innych typów spod ciemnej gwiazdy i po prostu bohaterów wojennych. Co tu się dzieje? Pożar? Nie! To… filmują. Od kilku dni okupant kręci i montuje film propagandowy o życiu Żydów w getcie.

Co tu się szykuje, trudno stwierdzić, w każdym razie reżyser i autor wpadli na dziki pomysł i cała historia jest rozmaicie komentowana. Z jednej strony, ludzie nie rozumieją, jak oni w takim poważnym momencie, kiedy w Kerczu i Charkowie leje się rzeka krwi, mogą mieć głowę do tego, żeby kręcić akurat żydowskie filmowe horrory. Z drugiej strony, ludzie wysuwają przypuszczenie, że ten film nic dobrego nam nie przyniesie. Czemu się dziwić? W oknach wystawowych […] ciasta, wyborne pieczywa i inna pyszna żywność. Lokale i ogródki afiszują się […], a nasze kobiety rażą w oczy makijażem, eleganckimi strojami i wyzywającymi postawami. Tego naturalnie okupant nie może znieść. To daje mu podstawę do dalszych […] upokorzeń. Na temat tego kręcenia filmów krążą rozmaite wersje. Fantazja pracuje nieco zbyt [mocno], razem tworzy się koszmarny obraz. Ludzie opowiadają o kręceniu filmu w Gminie. Złapano na ulicy Żydów z brodami, posadzono ich w sali posiedzeń przy Grzybowskiej pod przewodnictwem Czerniakowa i zorganizowano posiedzenie Judenratu. Żydzi musieli zachowywać się jak szaleńcy, Czerniaków również, musiał sam z siebie robić pośmiewisko, a kamery wszystko kręciły…

Na ulicach złapali Żydów z brodami i eleganckie młode kobiety. Zaprowadzili ich do publicznej łaźni przy Dzielnej, kazali rozebrać się do naga, ustawili w parach w różnych drastycznych pozycjach i kazali tańczyć. Jeden Żyd, który nie chciał tańczyć, zmarł śmiercią męczennika [al kidusz ha-Szem]. Tak opowiadają.

Przyjechali na Gęsią filmować dom modlitwy w trakcie trwania modłów. Jeden z modlących się, starszy człowiek, podszedł do szefa „artystów” i zapytał go, jak się nazywa… Ten odpowiedział mu: „Po co ci to wiedzieć?”. „Chciałbym odprawić modły za pańskie zdrowie” – padła przygotowana wcześniej odpowiedź. Szef zmieszał się i wszyscy sobie poszli… Tak opowiadają.

W popularnej knajpie Szulca na rogu Nowolipek i Karmelickiej, gdzie przed wojną było gniazdo „miłego towarzystwa”, również przyszli filmować. Zawołali ludzi z ulicy, posadzili przy stolikach, kazali zamawiać to, co najlepsze i filmowali… Potem ustawili przed wejściem szeregi z obdartych włóczęgów, a gruby, elegancko ubrany Żyd z cygarem wetkniętym w usta musiał przejść przez ten szpaler i… pluć na nich. Fotografowali… obrzezanie, inscenizowano piątkowy wieczór. Jeszcze wiele różnych wersji i wariantów podawano z ust do ust. Teraz filmują w „Adasiu”. Wcześniej byli w „Sztuce”, „lepszym” lokalu przy Lesznie 2, i na nowiuteńkiej, luksusowo urządzonej plaży na ruinach Leszna 26. Wszędzie filmowali. Wszędzie łażą z żydowskimi zdrajcami i denuncjatorami wyświadczającymi im przysługi…

Po co oni to robią? Dla kogo? Nikt tego nie wie. Czuje się jednak, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Ludzie pytają tylko, dlaczego nie filmują „wylotu” na rogu Karmelickiej i Leszna, gdzie wczoraj żandarm roztrzaskał karabinem głowę 10-letniego żydowskiego chłopca, który przebiegał z 3 czy 5 kilogramami kartofli. Dlaczego nie filmują Pawiaka, skąd niosą się bez przerwy odgłosy strzałów, albo ulicy Więziennej, gdzie łapią na Pawiak przechodzących Żydów i zadają im barbarzyńskie, potworne (naprawdę) cierpienia? Dlaczego nie filmują samochodu, który często jeździ Karmelicką i zabija niewinnych przechodniów? Dlaczego nie filmują muru przed Żelazną Bramą, gdzie potwór każdego dnia strzela do Żydów już na śniadanie i szczyci się, że jest najlepszym strzelcem ze wszystkich niemieckich pilotów? Zastrzelił już 171 Żydów. Dlaczego nie filmują policjantów, którzy chodzą ulicą i biją, kopią żydowskich przechodniów?

Dlaczego? W tym jednym słowie ucieleśnia się krzyk rozpaczy dziesiątków tysięcy [Żydów], zakrzepłej krwi, ponadludzkiego cierpienia i bólu, głodu i nędzy. Dlaczego i po co? […] Również film, który teraz jest kręcony i montowany, nie da żadnej odpowiedzi na te pytania.[4]

Pawiak_in_Warsaw_(-1906).jpg [106.23 KB]Więzienie na Pawiaku, ok. 1906 r. Wikipedia

11 czerwca Jechiel Górny zapisał:

Dzisiaj, około 2.30 po południu, do piekarni panów Goldfarba i Frasza przy Pawiej 16 przyszło kilku żydowskich policjantów, którzy zażądali 5 chlebów na rachunek Komendy Głównej żydowskiej policji. Zgodnie z zarządzeniem niemieckiej władzy – wyjaśnili – chleb ten trzeba dostarczyć na Pawią 18, gdzie kręcony jest film. Na Pawiej 18 były już wtedy zgromadzone dziesiątki Żydów – głównie typy chasydzkie, z brodami i pejsami. Na stołach rozstawiono talerze z rybami, przyniesione z restauracji „Szulc” z Karmelickiej. W rogach pokoju stali Niemcy z aparatami i robili zdjęcia. Jak przekazali żydowscy policjanci, zgodnie z zarządzeniem, film zrobiony w getcie jest w całości finansowany przez Gminę.[5]

11.06.1942_jechiel_gorny.jpg [207.35 KB]Jechiel Górny, wpis w dzienniku z 11 czerwca 1942 r.
Archiwum Ringelbluma, Centralna Biblioteka Judaistyczna

22 lipca 1942 r. rozpoczęła się wielka akcja deportacyjna z getta warszawskiego. Do połowy września Niemcy wywieźli blisko 300 tysięcy Żydów do obozu zagłady w Treblince.

Materiały sfilmowane przez Niemców dla celów propagandowych wiosną 1942 r. w getcie warszawskim umieszczone zostały w filmie dokumentalnym A Film Unfinished (Niedokończony film) izraelskiej reżyserki Yael Hersonski. Miał on swoją premierę na festiwalu Sundance w 2010 r., otrzymał wtedy nagrodę World Cinema Documentary Editing Award. Fragmenty filmu są też wykorzystane na wystawie stałej w Żydowskim Instytucie Historycznym[6].

Oryginalny niemiecki film można oglądać na stronie United States Holocaust Museum Memorial. W pierwszych kadrach widzimy budynek Głównej Biblioteki Judaistycznej, dzisiejszą siedzibę ŻIH.


Przypisy:

[1] Lucjan Gurman, [relacja spisana po wojnie], Archiwum ŻIH, sygnatura 301/6146.

[2] Archiwum Ringelbluma, t. 23, Dzienniki z getta warszawskiego, oprac. Katarzyna Person, Zofia Trębacz, Michał Trębacz, tłum. Sara Arm i in., Wydawnictwo ŻIH/Wydawnictwo UW, Warszawa 2015, s. 23. Pisownia fragmentów dziennika została miejscami uproszczona, uzupełniono kilka brakujących słów.

[3] Tamże, s. 30.

[4] Tamże, s. 352-353.

[5] Tamże, s. 284.

[6] Tamże, s. 23, p. 39. Informacje o filmie w leadzie artykułu: tamże, s. 352, p. 548.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com