Nigun Slonim | Belarus | Jewish Hasidic folk tune

Nigun Slonim | Belarus | Jewish Hasidic folk tune


MeistariX



Nigun “Slonim” (Slonim is a city in Belarus, formerly in Poland). Jewish Hasidic folk tune. Nigun means “melody, tune” in Hebrew. SUPPORT MY PROJECT THROUGH PATREON:


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Rocznica wyzwolenia Auschwitz: Kto przyjedzie do Polski?

Rocznica wyzwolenia Auschwitz: Kto przyjedzie do Polski?

Jędrzej Bielecki, Marek Kozubal


27 stycznia 2020 r. przypada 75. rocznica wyzwolenia więźniów KL Auschwitz / Fotorzepa, Piotr Guzik

Francja będzie reprezentowana w Oświęcimiu na wysokim szczeblu politycznym, a prezydent Rosji pojedzie do Izraela.

Na razie nie wiadomo, kto będzie reprezentował 27 stycznia 2020 r. w Oświęcimiu cztery kluczowe państwa koalicji antyhitlerowskiej. Za to pewne jest, że kilka dni wcześniej do Jerozolimy pojadą m.in. prezydent Rosji Władimir Putin, prezydent Francji Emmanuel Macron i głowy państw Niemiec oraz Włoch.

Ambasador Rosji Sergiej Andriejew powiedział „Rzeczpospolitej”, że nie ma na razie informacji, „czy ktoś przyjedzie z Moskwy na uroczystości wyzwolenia Auschwitz, ani tym bardziej, kto to będzie”.

– Nie wiem też, kiedy taka decyzja zapadnie – dodał. I stwierdził, że od 2015 r. podczas uroczystości na terenie byłego obozu „nikt poza ambasadorem Rosji nie wspominał o tym, że Auschwitz został wyzwolony przez Armię Czerwoną”.

– Ceremonia skupia się na losach więźniów. Ale nikt nie mówi, dzięki komu część z nich przeżyła – powiedział nam.

PUTIN JEDZIE DO IZRAELA?

Prześledziliśmy sprawozdania z tych uroczystości organizowanych od czterech lat w Oświęcimiu. Organizatorzy zawsze podkreślali, że „do momentu wyzwolenia terenów obozowych przez żołnierzy Armii Czerwonej niemieccy naziści zamordowali w Auschwitz ok. 1,1 mln osób, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, radzieckich jeńców wojennych oraz ludzi innych narodowości”.

Przypomnijmy, że w trakcie swojej pierwszej wizyty na terenie tego obozu w czerwcu 1979 r. Jan Paweł II zatrzymał się m.in. przy tablicy poświęconej rosyjskim ofiarom obozu i powiedział : „Tablica z napisem w języku rosyjskim. Nie dodaję żadnego komentarza. Wiemy, o jakim narodzie mówi ta tablica. Wiemy, jaki był udział tego narodu w ostatniej straszliwej wojnie o wolność ludów. I wobec tej tablicy nie wolno nam przejść obojętnie”.

W czasie ostatnich czterech lat w trakcie uroczystości rocznicowych w imieniu Rosji głos zabierał tylko ambasador tego kraju. Kilka dni temu Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla, pytany o udział prezydenta Rosji w oświęcimskich obchodach odpowiedział: „Takiego wydarzenia obecnie nie ma w grafiku Putina”.

Prezydent Rosji weźmie za to udział 23 stycznia 2020 r. w V Światowym Forum Holokaustu, które zostaną zorganizowane w Instytucie Jad Waszem w Jerozolimie. W wydarzeniu tym, poświęconym walce z antysemityzmem, wezmą udział – co właśnie ogłoszono w Izraelu – oprócz Władimira Putina także m.in. prezydent Macron, prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier oraz głowy państw Włoch i Austrii. MSZ nie odpowiedział nam na pytanie, kto będzie reprezentował Polskę.

WAŻNI ŚWIADKOWIE
Jacek Bartyzel, rzecznik prasowy Muzeum w Oświęcimiu, poinformował nas, że na liście gości, którzy potwierdzili już swój udział w uroczystościach, nie ma na razie przedstawicieli nie tylko Rosji, ale też USA, Francji i Wielkiej Brytanii.
Z francuskich źródeł dyplomatycznych dowiedzieliśmy się jednak, że do końca tygodnia w Paryżu zapadnie decyzja, czy na uroczystości w Auschwitz przyjedzie prezydent Emmanuel Macron czy premier Edouard Philippe. Francja będzie zatem reprezentowana na bardzo wysokim szczeblu.Dzisiaj mamy pewność, że w Polsce będą prezydenci Izraela Reuven Rivlin, Niemiec – Frank-Walter Steinmeier, a także Słowenii, Szwajcarii, Austrii, Malty, Finlandii, przyjadą też premierzy Czech, Niderlandów, Norwegii. Pojawią się też koronowane głowy. Do Oświęcimia przyjadą m.in. król Hiszpanii Filip VI wraz z małżonką, król Niderlandów Willem-Alexander, z królową Máximą, książę koronny Norwegii Haakon, szwedzka następczyni tronu księżniczka Wiktoria.

Polskę będzie reprezentował prezydent Andrzej Duda.
Jak nam tłumaczy ambasador Hiszpanii Francisco Javier Sanabria, wizyty pary królewskiej nie są częste, „szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy sytuacja w Hiszpanii nie jest do końca stabilna”.

– Przyjazd na rocznicę wyzwolenia Auschwitz jest więc rzeczą wyjątkową. Nasz kraj chce w ten sposób pokazać, że przywiązuje najwyższe znaczenie do uczczenia pamięci ofiar Trzeciej Rzeszy – dodał.

Organizatorzy oświęcimskich uroczystości przypominają jednak, że najważniejszymi gośćmi będą byli więźniowie obozu Auschwitz. Spodziewają się, że może ich przyjechać ok. 200. Delegacja ok. 120 byłych więźniów Auschwitz oraz ocalałych z Holokaustu ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Izraela, Australii i kilku krajów europejskich weźmie udział w obchodach dzięki Auschwitz-Birkenau Memorial Foundation z Nowego Jorku, której przewodniczy Ronald S. Lauder.

– Ta rocznica, ta pamięć, ten symbol, jakim jest wyzwolenie Auschwitz, ukazują jeden z najważniejszych fundamentów europejskiej i światowej powojenności. Dlatego nie dziwi mnie, że tak wielu decydentów doskonale rozumie, że trudno być w tym akurat dniu gdziekolwiek indziej. Tym bardziej że w 75. rocznicę chcemy wszyscy stanąć we wspólnych szeregach z żyjącymi wśród nas Ocalałymi z Auschwitz – powiedział Piotr M.A.

Cywiński, dyrektor Muzeum.

Świadkowie historii zasiądą w namiocie, który ustawiony zostanie pod historyczną bramą byłego obozu Auschwitz II-Birkenau. Głos zabiorą m.in. więźniowie i prezydent Polski.Po oficjalnych uroczystościach odbędzie się ekumeniczna modlitwa. Za pośrednictwem telewizji wydarzenie to będzie transmitowane na żywo.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Isolated attacks on Jews distract us from the bigger threats

Isolated attacks on Jews distract us from the bigger threats

RABBI AVI SHAFRAN / JTA


What strikes a viewer of the videos is the sheer ferociousness of the attackers. Their victims don’t provoke them in any way, but they attack with sheer brutality, striking out with maximum force.

Pedestrians walk past a yeshiva in the South Williamsburg neighborhood of Brooklyn, April 9, 2019. / (photo credit: DREW ANGERER / GETTY IMAGES)

NEW YORK — Although it hasn’t yet been determined whether the brutal stabbing of a young father on his way to morning prayers in Ramapo, New York, was a an anti-Jewish hate crime, it was described by the local police chief as a “vicious, violent attack” and would certainly fit the ugly pattern of violence against identifiably Jewish Jews over recent months.

Like the 64-year-old rabbi who was hit in the head with a brick while on his daily morning walk in Crown Heights. He was hospitalized with “a broken nose, missing teeth, stitches on his head and lacerations on his body.”

In another case, a pair of men knocked down a Hasidic man walking peacefully along another Crown Heights street and, along with a third assailant, punched the stunned victim mercilessly.

In Borough Park, surveillance video shows a young man on a bicycle riding up from behind and knocking off the victim’s traditional fur hat.
In another recorded attack, a Jewish boy of 12 or 13 is surrounded and taunted by much older teens. Incredibly, as they menace their target, the boy just continues walking at the same measured pace. One of the group members violently swings at the boy’s hat, which flies off.

Another man is shown throwing a brick through the window of a Hasidic girls’ school in Crown Heights. That same night in Borough Park, at least three identifiably Orthodox men were punched repeatedly by assailants.
A woman and her children were attacked on Rosh Hashanah; the assailant ripped off her wig. Many other attacks were endured where no camera caught them.

To watch the surveillance videos that exist is to be painfully transported to another place and time. But the place on the screen isn’t a Polish town and the time isn’t the 1930s. The place is usually Brooklyn and the time is now.

What strikes a viewer of the videos is the sheer ferociousness of the attackers. Their victims don’t provoke them in any way, but they attack with sheer brutality, striking out with maximum force and gusto.
Some, understandably, see in such crimes the most serious example of raw antisemitism in our days.

Antisemitic crimes have undergone a dramatic increase in the five boroughs this year, with 163 incidents reported though September, compared to 108 last year during the same time period, according to the New York City Police Department. Antisemitic incidents comprise 52 percent of reported hate crimes in New York City.

There is no doubt that many of the crimes are vicious, and no doubt that law enforcement authorities need to give greater protection to residents of Jewish neighborhoods. Increased real-time surveillance and undercover operations are undeniably in order.

But the ugliness of the attacks should not distract us Jews from a greater threat to our well-being and lives.

Because the hoodlums attacking innocent Jews in Brooklyn neighborhoods are, all said, just that: hoodlums.

They aren’t organized in any way, at least not beyond emulating one another for bragging rights. They are just punks — and cowards. What great courage it takes to attack an unarmed and unsuspecting person from behind.
To be sure, no effort should be spared to catch and punish them.

Or to educate them. The ADL is spending $250,000 on No Place for Hate in Brooklyn, which will allow the program to be implemented in up to 40 schools across the borough this academic year, up from 22 at present.

Such efforts are worthwhile, although one wonders whether the sort of young people committing violent crimes are terribly attentive students.
Laudable human energy has been invested, too, in fostering good will among different communities living side by side in Brooklyn neighborhoods.

But the greater threat to Jews — and not just Orthodox ones — is less visible and thus even more dangerous than street brutes. It is organized, ideology-driven Jew-hatred.

Antisemitic ideologies come in a variety of noxious flavors. There is radical Islamist animus and the loathsome demagoguery of Louis Farrakhan, who compares Jews to termites. But when it comes to bombing or shooting up shuls or Jewish community centers, the predominant poison, it can’t be denied, is white supremacy.

It is well documented how white supremacists use the web to bond, share advice and make plans. Using the web and social media, neo-Nazis promote wild conspiracy theories about Jews. One white power podcast, “Strike and Mike,” recently “exposed” the “Impossible Burger,” a meatless patty, as a Jewish plot to poison “goys” and, somehow, to “make it impossible for working people to be able to afford meat, make it impossible for working people to drive automobiles, make it impossible for average people to live in an industrial society.” It would be hilarious were it not that such fantasies are swallowed whole by intellect-challenged haters.

All antisemitism is mindless and evil. And all of it needs to be confronted and countered in every possible way. But we must not allow images of muggings, no matter how horrific and heart-wrenching, to obscure the more malignant machinations humming away day and night, largely undetectable, across cyberspace.

In the end, while no effort should be spared in fostering good relations among neighbors and in fighting hardened haters, we Jews do well to beseech the Creator to protect us from all evil.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Your News From Israel – Dec. 3, 2019

Your News From Israel – Dec. 3, 2019

  ILTV Israel News


Israeli Ambassador to the UN, Danny Dannon, pushes for recognition of Jewish Refugees… the IDF sends relief teams to Albania… and ILTV reveals this year’s Top 5 Israeli-made gifts to consider for the holidays.

Get the latest news from Israel –
SUBSCRIBE: https://bit.ly/2IMxJdB

ILTV is an independent English-language media company based in Tel Aviv that provides daily news and entertainment to its viewers.

Launched in 2015, ILTV is committed to producing high quality content in a broad array of subjects, from reporting news and current events to programming which highlights technology, art and entertainment, sports and culture.

In today’s media, biased reporting and anti-Israel agendas are prevalent, as the State of Israel is under relentless attack.
From the “spinning” of unfolding political events in order to display Israel in a negative light, to the misrepresenting facts, media outlets are providing the fuel which shapes negative public opinion and contributes to the Delegitimization of the State of Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Szminkowanie trupa z Oslo

Szminkowanie trupa z Oslo


Andrzej Koraszewski


Izraelskie wybory skupiły uwagę świata w stopniu być może większym niż w jakimś supermocarstwie. Większość „doniesień” sprawiała wrażenie atawistycznej zgoła niechęci do premiera Netanjahu, zazwyczaj symbolizującego w tych doniesieniach wszystko, co paskudne. Pozwalało to donoszącym na przedstawianie się jako reprezentanci wszystkiego, co dobre. Sztuka przedstawiania się w charakterze istot niezmiernie dobrych przez pławienie się w nienawiści została doprowadzona przez nasz gatunek do perfekcji. Wymaga wykorzystania do tego celu obrazu głębokiego współczucia i miłości. W przypadku Izraela sprawa jest w miarę prosta – należy nieodmiennie okazywać współczucie niewinnym dzieciom porywanym przez Żydow na macę.

Wybory w Izraelu mamy za sobą, czy i jaki rząd wyłoni się z tych wyborów, pozostaje nadal enigmą. Nadzieje świata i nadzieje mieszkańców Izraela sprawiają wrażenie rozbieżnych. Doprecyzowania wymaga określenie „świat” i określenie Izrael.

W tym przypadku przez „świat” będziemy rozumieli przede wszystkim media głównego nurtu zachodniego świata. Przez „Izrael” mieszkańców malutkiego kraju, którzy kierując się własnym rozeznaniem, próbowali być mądrzy w sprawie wyboru przywództwa kraju wystawionego na nieustanny terror i zagrożonego możliwym kolejnym ludobójczym atakiem ze strony muzułmańskich wrogów.

Izrael ma silną armię, która wygrała trzy wielkie wojny z połączonymi armiami arabskimi, których dowódcy zapowiadali, że dokończą dzieło Zagłady. Po tych przegranych wojnach świat muzułmański zmienił strategię i od dziesięcioleci prowadzi wojnę terroru, nadal zmierzającą do zniszczenia Izraela, ale w drodze ustawiczego nękania zamachami i przekonywania świata, że terroryści są niewinnymi ofiarami, którym wstrętni Żydzi odmawiają prawa do spokojnego życia na swoim terytorium.

W języku propagandy kluczowe jest „rozwiązanie w postaci dwóch państw”.

Pomijając wcześniejszą historię Palestyny i jej podziału na arabską Jordanię (78 procent Palestyny) i Izrael, dzisiejszy świat jest skupiony na Umowach z Oslo, czyli koncepcji „pokoju za ziemię” i utworzenia owych „dwóch państw”.

We współczesnej prasie premier izraelski Icchak Rabin jest przedstawiany jako gołąb pokoju i całkowite przeciwieństwo Benjamina Netanjahu. Niektórzy izraelscy politycy mają na ten temat odmienne zdanie, ale nie da się niczego zrozumieć bez przypomnienia postaci Jasera Arafata, kształconego przez Moskwę w NRD terrorysty, który doprowadził do wojny domowej w Jordanii (1970), do wojny domowej w Libanie (1982), zajmował się porwaniami samolotów i zamachami w Europie, został w 1974 (dzięki naciskom Związku Radzieckiego) uznany przez ONZ za jedynego przedstawiciela narodu palestyńskiego.

Czy premier Rabin miał złudzenia na temat tego terrorysty, czy raczej był zmuszony do zaakceptowania Umów z Oslo przez administrację amerykańską? Nie wszystko tu jest jasne, z pewnością z nie mniejszą troską niż premier Netanjahu stawiał na pierwszym miejscu bezpieczeństwo mieszkańców Izraela i wiedział dobrze, kim jest jego partner „pokojowych rozmów”. W odróżnieniu od amerykańskich sojuszników wiedział również, że Arafat i jego frakcja nie reprezentuje Palestyńczyków, ani tych mieszkających na Zachodnim Brzegu i w Gazie, ani tych z diaspory. Miał również bogate doświadczenia z amerykańskimi sojusznikami, w szczególności te, kiedy po wojnie 1973 roku, Henry Kissinger traktował go jak Barack Obama Netanjahu, nazywając Rabina i jego doradców głupcami i pospolitymi rzezimieszkami.

Z górą ćwierć wieku po zawarciu umów z Oslo w pamięci zajmujących się Izraelem dziennikarzy pozostała słynna fotografia Rabina i Arafata podających sobie ręce 13 września 1993 roku i stojącego pośrodku szczęśliwego prezydenta Clintona. Przewodniczący Arafat oficjalnie wyrzekł się (na piśmie) przemocy i uznał Izrael; w zamian rząd izraelski uznał Organizację Wyzwolenia Palestyny (która ani nie zmieniła swojej nazwy, ani nie uznała Izraela) za legalne przedstawicielstwo Palestyńczyków. Samą deklarację podpisał izraelski minister spraw zagranicznych Shimon Peres oraz odpowiedzialny za finansowanie operacji terrorystycznych w OWP, wykształcony w ZSRR, Mahmoud Abbas. Rabin i Arafat (oraz Shimon Pers) dostali Pokojową Nagrodę Nobla i na tym pokój się zakończył.

Czy prezydent Clinton był rzeczywiście przekonany, że w Camp David w 2000 roku udało mu się ożywić trupa porozumień z Oslo i doprowadzić do pokoju między Izraelem i Palestyńczykami? Prawdopodobnie najwięcej mówi o tym jego rozmowa z Arafatem, która podobno odbyła się na trzy dni przed opuszczeniem przez Clintona Białego Domu. Jak opowiadał były prezydent byłemu ambasadorowi w ONZ, Richardowi Holbrookowi i jego żonie, podczas tego spotkania Arafat miał do Clintona powiedzieć: „Jest Pan wielkim człowiekiem.”Clinton miał odpowiedzieć: „Nieprawda, jestem wielkim nieudacznikiem i to jest pana dzieło.”

Podczas tego spotkania, ale również wielokrotnie później powtarzał, że Arafat odrzucił najlepsze możliwe porozumienie dla Palestyńczyków.

Arafat jednak ani przez chwilę nie myślał o pokoju.

W 2006 roku palestyński dziennikarz, Abdel Al-Bari Atwan ujawnił w wywiadzie telewizyjnym, że Arafat powiedział mu, że planował zamienić Porozumienia z Oslo w przekleństwo Izraela.

“Kiedy podpisano Porozumienia z Oslo, pojechałem odwiedzić [Arafata] w Tunisie. To było gdzieś w czerwcu, zanim pojechał do Gazy. Powiedziałem do niego: Nie zgadzamy się. Nie popieram tego porozumienia. Zaszkodzi nam, Palestyńczykom, wypaczy nasz wizerunek i wykorzeni nas z naszego arabskiego pochodzenia. To porozumienie nie osiągnie nam tego, czego chcemy, bo ci Izraelczycy oszukują i są podstępni”.

[Arafat] zabrał mnie na dwór i powiedział: Na Allaha, doprowadzę ich [Żydów] do szaleństwa. Na Allaha, zamienię to porozumienie w ich przekleństwo. Na Allaha, może nie za mojego życia, ale ty dożyjesz widoku Izraelczyków uciekających z Palestyny. Miej trochę cierpliwości. Powierzam ci to. Nie mów o tym nikomu”.

Mogło się wydawać co najmniej dziwne, że zarówno amerykańscy, jak i europejscy politycy uwierzyli, że arcyterrorysta będzie chciał pokoju i dobra Palestyńczyków. Jedno było pewne, w kolejnych latach żadne negocjacje nie przybliżały pokoju ani o ćwierć kroku. Wszystkie oferty strony izraelskiej były natychmiast odrzucane, a kolejne próby rozmów zrywane. Umowy z Oslo były martwe od pierwszego dnia i stanowiły wyłącznie parawan pozwalający na nieustanne obarczanie Izraela winą za brak postępów.

Z chwilą wybuchu drugiej intifady w 2000 roku, fali zorganizowanego przez Arafata terroru, podczas której zginęły tysiące Izraelczyków, a wielokrotnie więcej zostało rannych, świat zachodni nadal chciał traktować Arafata jako partnera do pokoju i stokorotnie częściej winił Izrael niż stronę palestyńską. Po zamachu na WTC można mówić o syndromie Oslo. Świat zachodni obawiając się islamskiego terroru, chciał mieć nadzieję, że uda się gniew islamskich dżihadystów skierować w całości na Żydów. Im bardziej świat zachodni czuł się zagrożony, tym więcej miłości okazywał palestyńskiemu arcyterroryście. Pobożne życzenia na temat „rozwiązania w postaci dwóch państw” były w kontekście odmowy negocjacji ze strony palestyńskiej zgoła śmieszne, a oczekiwania kierowane pod adresem Izraela coraz częściej zakrawały na oczekiwanie popełnienia samobójstwa.

Wybudowanie bariery bezpieczeństwa uznano za wprowadzenie apartheidu, wprowadzenie punktów kontrolnych uznano za terror ze strony Izraela, opuszczenie Gazy za jednostronne działania bez negocjacji. Próżno byłoby szukać w zachodniej prasie uznania faktu, że Izrael realizował swoje zobowiązania umów z Oslo z nadwyżką, że mimo terroru raz za razem prezentował oferty daleko idących ustępstw. Syndrom Oslo wymagał oparcia prezentacji konfliktu izraelsko-palestyńskiego w maksymalnie zakłamany sposób z nieodmienną prezentacją terrorystów jako niewinnych ofiar żydowskich prześladowań.

W samym Izraelu lewica utraciła poparcie i nastąpił zwrot w prawo, wszelkie nadzieje na rychły pokój zostały pogrzebane, ale umowy z Oslo nadal były respektowane. W tych umowach powiedziano w sposób jasny, linia zawieszenia broni z 1949 roku nie jest ostateczną granicą, ta musi być uzgodniona w traktacie pokojowym. Autonomia Palestyńska jest podzielona na trzy obszary: obszar A kontrolowany wyłącznie przez Autonomię, obszar B – gdzie Autonomia sprawuje administrację cywilną, ale Izrael jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo i obszar C – tereny sporne, których los ma być rozstrzygnięty w negocjacjach.

Izraelskie osiedla na obszarze C (który również w negocjacjach z Oslo uznano za strategiczny dla bezpieczeństwa Izraela) uznano za pretekst do usprawiedliwiania palestyńskiego terroryzmu. Ani terroryzm, ani brak postępów w negocjacjach (czytaj odmowa negocjacji), ani obietnice likwidacji tych osiedli, które znajdą się poza ostatecznie ustalonymi granicami, nie mogły skłonić Zachodu do rezygnacji z tego pretekstu. Palestyna miała być wolna od Żydów, przy czym definicja pojęcia „Palestyna” była początkowo odmienna w oczach Zachodu i Organizacji Wyzwolenia Palestyny. (OWP nigdy nie ukrywała, że chodzi o „Palestynę” od rzeki do morza, Zachód udawał, że „Palestyna” to Zachodni Brzeg i Gaza. To, że jest to udawanie, ujawniały nie tylko zachodnie masy ludowe, ale również politycy demonstracyjnie unikający potępiania palestyńskiego terroryzmu, jak również udający, że to osiedla są główną przeszkodą do pokoju. Izraelczycy całkowicie opuścili Gazę, likwidując tam swoje osiedla. Bardzo szybko dowiedzieli się, że był to kardynalny błąd.)

Wybór Baracka Obamy budził wiele nadziei, u Izraelczyków chyba tylko do jego wizyty w Kairze i deklaracji miłości do terrorystycznego i wściekle antysemickiego Bractwa Muzułmańskiego. Tę deklarację miłości powtórzył niebawem w rządzonej przez Bractwo Muzułmańskiej Ankarze i z czasem oferując maksimum wsparcia jeszcze bardziej antysemickiemu rządowi Islamskiej Republiki Iranu. Nic dziwnego, że amerykański prezydent, nie tylko uznawał „prezydenta” Abbasa za godnego zaufania gwaranta pokoju, ale nienawidził premiera Netanjahu jak Kissinger Icchaka Rabina, uznając, że brak postępów w „rozwiązaniu w postaci dwóch państw” jest wyłączną winą prawicowego rządu w Jerozolimie.

Umowy z Oslo były trupem od pierwszego dnia. Relacje z ostatnich izraelskich wyborów sprawiały wrażenie intensywnego szminkowania trupa. Nieodmiennie dowiadywaliśmy się, że Netanjahu walczy o przetrwanie, bo jak przegra to pójdzie za kratki, że bez żadnego powodu straszy Arabami, że jest rasistą i że jest wszystkiemu winien. W samym Izraelu widzimy głęboki podział. Jedni dostrzegają niesamowity wzrost gospodarczy, jaki dokonał się podczas „ery Netanjahu”, inni mają pretensje o nadmierną ostrożność w reakcjach na nieustanny terroryzm ze strony Hamasu i OWP, jeszcze inni mają problem z tym, że opiera się na koalicji z partiami religijnymi i godzi się na ustępstwa wobec tych partii.

W oczach zachodniego świata mówienie o zagrożeniach Izraela jest z gruntu naganne. Zachodni odbiorca wiadomości praktycznie nie otrzymał informacji, że „prezydent” Abbas wypowiedział umowy z Oslo, informując, iż przestaje respektować podział na strefy A, B i C.

Zapowiedź ewentualnej aneksji strategicznych obszarów w strefie C, potraktowano wyłącznie jako manewr wyborczy, podobnie jak ofertę utworzenia rządu jedności po podaniu niemal ostatecznych wyników tych wyborów potraktowano wyłącznie jako próbę chociażby częściowego utrzymania się przy władzy, a nie troskę o bezpieczeństwo kraju.

Szminkowanie trupa z Oslo staje się coraz intensywniejsze w miarę narastania antysemityzmu w Europie i Ameryce. Jak niedawno donosiła prasa niemiecka kanclerz Merkel oznajmiła z dumą (w obecności palestyńskigo ”prezydenta”), że Niemcy są największym pojedynczym darczyńcą palestyńskich terrorystów, a jeszcze więcej robią we współpracy z pozostałymi członkami Unii Europejskiej. „Prezydent” Abbas ma kłopoty, ponieważ stanowczo i publicznie odmówił zaprzestania finansowania terroryzmu, przeciwko czemu ani Niemcy, ani Unia Europejska nie protestują.

Informujący o izraelskich wyborach i próbach utworzenia jakiegoś rządu po tych wyborach mają nadzieję na koniec ery Netanjahu i nowy rząd, który wskrzesi trupa z Oslo. Ta nadzieja jest raczej płonna, ale nadzieje na przynajmniej mniej kompetentny rząd mogą okazać się niepozbawione podstaw, co rokuje nadzieję, że tak szczodrze dawane pieniądze na propagowanie nienawiści i nieustającej wojny z Żydami przyniosą lepsze efekty.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com