Israeli Spy Thriller ‘Tehran’ Wins International Emmy for Best Drama Series

Israeli Spy Thriller ‘Tehran’ Wins International Emmy for Best Drama Series

Israel Hayom / JNS.org


A scene from the Israeli TV series ‘Tehran.’ Photo: YouTube screenshot.

Israeli spy thriller “Tehran” took home a 2021 International Emmy Award on Monday, winning the Best Drama Series category.

“Tehran,” produced by the Kan public broadcaster and picked up globally by Apple TV+, follows a female Mossad agent who goes undercover on a mission in Iran—to help prepare the ground for an Israeli Defense Forces airstrike on an Iranian nuclear reactor—and unexpectedly falls in love with an Iranian.

The show competed against India’s “Araya,” Chile’s “El Presidente” and the United Kingdom’s “There She Goes.”

“’Tehran’ is not only an espionage series; it’s also about understanding the human behind your enemy,” executive producer Dana Eden said in her acceptance speech.

The cast and crew “work with Iranian actors from all over the world, Iranian refugees that just fled the current regime … we work in collaboration, through love, and we actually found out that we have a lot in common,” she said.

“I think it gives a lot of hope for the future, and I hope that we can walk together, the Iranians and Israelis, in Jerusalem and in Tehran, as friends and not as enemies,” she added.

The show, which has received critical acclaim both inside and outside of Israel, stars Niv Sultan as Tamar, the young Mossad agent, alongside Navid Negahban, Menashe Noy and Shaun Toub. It was written and created by Moshe Zonder, Maor Kohn and Eden.

Zonder also wrote for the critically acclaimed Netflix show “Fauda.”

The second season of the show is currently being filmed in Athens and Oscar-nominated actress Glenn Close has joined the cast. It renewed for a second season in January. The first season premiered on June 22, 2020, in Israel and on Sept. 25 internationally.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Polski Żyd ocalony z Dachau: Przez cztery lata wykonałem pięć tysięcy nielegalnych aborcji

Polski Żyd ocalony z Dachau: Przez cztery lata wykonałem pięć tysięcy nielegalnych aborcji

Katarzyna Wężyk


Dr Henry Morgentaler trzyma swojego 2,5-tygodniowego syna Benjamina podczas przyjęcia po wyroku kanadyjskiego sądu najwyższego, liberalizującym prawo aborcyjne (Fot. Tony Bock/Toronto Star via Getty Images)

W zimny styczniowy dzień w 1988 r. tłum przed kanadyjskim sądem najwyższym skanduje: “Henry, Henry, Henry”. Niski, brodaty okularnik unosi dwa palce w geście zwycięstwa. Sąd właśnie uznał, że nie tylko życie i zdrowie Kanadyjek, ale także ich priorytety i aspiracje są ważniejsze od płodu. – To najszczęśliwszy dzień w moim życiu  – mówi dziennikarzom ginekolog Henry Morgentaler.

Polski Żyd, który przetrwał Auschwitz i Dachau, przez 20 lat łamał kanadyjskie prawo, bo uważał, że jest niesprawiedliwe.

Koledzy obrzucali kamieniami

Henryk Morgentaler urodził się 14 marca 1923 r. w Łodzi w rodzinie z klasy robotniczej. Józef był tkaczem, Golda szwaczką, a oboje bundowcami, żydowskimi socjalistami, i trójkę dzieci wychowali na ateistów. – Filozofią mojej rodziny była sprawiedliwość społeczna, idea braterstwa i siostrzeństwa ludzi – powie później.

W międzywojennej Łodzi – gdzie Żydzi stanowili około jednej trzeciej populacji, a ich katoliccy sąsiedzi dawali im odczuć, że nie są mile widziani – wiara w owe ideały wymagała niejakiego samozaparcia. Henryk nie lubił chodzić do szkoły, bo polscy koledzy, zdarzało się, obrzucali go kamieniami. – To było normalne – wzruszy ramionami jego pierwsza miłość Chava Rosenfarb, która wychowała się w tej samej dzielnicy. Sama, choć później zostanie jedną z nielicznych pisarek tworzących w jidysz, pierwsze wiersze pisała po polsku. – Polski nadawał się na wiersze miłosne, jidysz na proletariackie. Jidysz był moją skórą, polski sekretnym językiem, arystokratycznym i romantycznym.

Gdy Łódź znalazła się pod okupacją niemiecką, Morgentalerowie i Rosenfarbowie poszli do getta. Ojciec Henryka, lider związkowy, zginął pierwszy. Starszą siostrę Gitlę zamordowano w Treblince. Henryk z młodszym Mumkiem i matką przetrwali, pracując w fabryce broni, do ostatecznej ewakuacji getta w sierpniu 1944 r. Próbowali się schować w skrytce za fałszywą ścianą i nawet przetrwali w niej dwa dni, ale zostali znalezieni, wpakowani w bydlęce wagony i wywiezieni do Auschwitz. Podczas selekcji matkę przeznaczono do natychmiastowej likwidacji, młodych i w miarę silnych chłopaków wysłano do Dachau.

Gdy pod koniec kwietnia 1945 r. przyszli Amerykanie, 22-letni Henryk ważył 32 kg, stracił zęby.

Ocalałem, więc się zrewanżuję

Studia medyczne zaczął jeszcze w Niemczech, po kilku miesiącach rekonwalescencji. – Zawsze chciałem być lekarzem. Kolejnym Ludwikiem Pasteurem, pomagać ludzkości – powie później. Dołączyła do niego Chava, ocalona z Auschwitz. Oboje nie widzieli dla siebie przyszłości w Polsce Ludowej i w 1950 r. wyemigrowali do Kanady, z trzema kartonami książek o psychologii i 20 dolarami w kieszeni.

Henryk zdobył dyplom, nauczył się angielskiego i francuskiego, zgubił „k” w imieniu i przez 15 lat pracował jako internista – choć porody też mu się zdarzało odbierać – w robotniczej dzielnicy Montrealu. – Czasem stykałem się z problemem aborcji, ale wiedziałem, że nic nie mogę zrobić, przerywanie ciąży było nielegalne, mogłem iść do więzienia na resztę życia. A w szpitalach były wtedy całe oddziały dla kobiet, które same bądź nielegalnie przerwały ciążę – stwierdzi.

W połowie lat 60. Morgentaler miał dom, pracę, żonę, dwójkę dzieci i kochankę (romansowa natura, wyjaśniał, to wina młodszego brata: matka poświęcała niemowlakowi więcej czasu, więc uznał, że kocha go mniej, i od tego czasu zawsze “potrzebował miłości kobiety”; czasem więcej niż jednej). Wiódł niezłe życie klasy średniej – ale nie był szczęśliwy. Męczyły go koszmary i poczucie winy: większość rodziny zginęła, dlaczego on nie? Chciał jakoś swoje ocalenie uzasadnić.

Dołączył do montrealskiego Bractwa Humanistycznego, organizacji idealistów i wolnomyślicieli, z mottem z Bertranda Russella: “Dobre życie opiera się na miłości i rozumie”. Po roku Morgentaler, dziecko bundowców, które wreszcie poczuło się u siebie, został jego szefem. – I pomyślałem: co by tu zrobić, żeby nasze ideały realizować w praktyce?

Frankofoński Quebec, do lat 60. ultrakatolicki – religia, jak w Polsce pod zaborami, była niezbywalnym składnikiem tożsamości w prowincji otoczonej anglojęzycznymi protestantami – właśnie wchodził w czas przyspieszonej sekularyzacji. Dyskutowano o roli Kościoła, świeckości szkół, rozwodach, kontroli urodzeń. Morgentaler w tych debatach bronił postępu. I szybko skupił się na kwestii aborcji.

Aborcja na żądanie w pierwszym trymestrze

W 1967 r. jego kolega z Bractwa Pierre Trudeau został ministrem sprawiedliwości – rok później premierem – i z marszu zaproponował legalizację rozwodów, dekryminalizację antykoncepcji i umiarkowaną liberalizację prawa aborcyjnego. Zamiast absolutnego zakazu przerywanie ciąży miało być legalne w przypadku zagrożenia życia i zdrowia kobiety – ale tylko wtedy, gdy zabieg będzie przeprowadzony w szpitalu, a zatwierdzi go specjalny komitet. Podczas wysłuchania w parlamencie Morgentaler przekonywał, że to za mało: kobiety w pierwszym trymestrze ciąży powinny mieć prawo do aborcji na żądanie. – Ale tak bez podawania powodów? – członek komisji myślał, że się przesłyszał.

Morgentaler zdecydowanie wyprzedzał czasy: idea, że kobieta miałaby mieć prawo do decydowania o sobie tak po prostu, w kanadyjskiej polityce A.D. 1967 była mniej więcej tak popularna jak w polskiej A.D. 2021. Ustawa przeszła w rządowej wersji. Ale Henry został zauważony. Głównie przez Kanadyjki, które nie chciały czekać do ośmiu tygodni, aż komitet rozpatrzy ich sprawę, i zaczęły prosić o pomoc tego empatycznego i rozsądnego lekarza z brodą hipisa i wschodnioeuropejskim akcentem.

Początkowo odmawiał. – Mówiłem: współczuję pani, ale nie mogę pomóc. Stracę prawo do wykonywania zawodu, trafię do więzienia, a mam rodzinę na utrzymaniu – wspominał. Ale prośby dalej spływały, podobnie jak relacje kobiet, którym odmówił zabiegu, a one zrobiły go i tak. Wahał się dwa miesiące, czując się coraz bardziej jak tchórz i hipokryta. – Zdecydowałem się łamać prawo, bo kobiety umierały z rąk rzeźników i niekompetentnych konowałów. To prawo było barbarzyńskie, niesprawiedliwe i okrutne. Byłem w obozie koncentracyjnym, wiedziałem, czym było cierpienie. Jeśli mogłem to cierpienie zmniejszyć, czułem się całkowicie usprawiedliwiony.

Tak rozpoczęła się “największa przygoda mojego życia – tak, stało się stresujące, ale żyłem zgodnie z głoszonymi przez siebie zasadami”.

Publiczna telewizja filmuje aborcję

Pierwszą ciążę przerwał w 1968 r. osiemnastoletniej córce przyjaciółki. W następnym otworzył w Montrealu w pełni wyposażoną klinikę, która oferowała aborcje w pierwszym trymestrze. Jako pierwszy w Ameryce Północnej stosował metodę próżniową, bezpieczniejszą od łyżeczkowania. Nie reklamował swoich usług, ale też specjalnie nie ukrywał. Nielegalne zabiegi uznał za akt obywatelskiego nieposłuszeństwa. – Własnej matki nie zdołałem ocalić. Ale mogłem ratować inne matki. To było jak nakaz: jeśli pomogę kobietom mieć dzieci tylko wtedy, gdy mogą dać im miłość i opiekę, te dzieci nie wyrosną na gwałcicieli i morderców. Nie zbudują obozów koncentracyjnych.

Po raz pierwszy trafił do aresztu już w 1970 r. Jak tylko wyszedł, wrócił do zabiegów; raz zaprosił nawet publiczną telewizję, by sfilmowała całą procedurę; stacja pokazała program w Dzień Matki. Publicznie, na konwencji Canadian Women’s Coalition to Repeal the Abortion Law, zadeklarował, że przez cztery lata zrobił 5 tys. bezpiecznych, choć nielegalnych aborcji. Wysłał do premiera Trudeau list, w którym napisał, co robi, jak i dlaczego nie zamierza przestać. Prowokował państwo do reakcji.

Doczekał się jej w 1973 r., gdy po raz pierwszy stanął przed sądem. Był już tak znany, że demonstracje w jego obronie i marsze przeciwników “mordercy dzieci” odbyły się w całym kraju. – Stanąłem przed ławą przysięgłych, a ona mnie uniewinniła. Wydawało się, że nie mam wiele wspólnego z ławnikami – oni byli katolikami z robotniczych dzielnic, ja żydowskim imigrantem, ateistą i humanistą, który nie przysięgał na Biblię, ale mi uwierzyli.

Oskarżenie w trzech procesach nie zdołało przekonać ławników, że ginekolog robił coś złego, łamiąc złe prawo. Za trzecim razem sąd apelacyjny ten werdykt anulował i wsadził lekarza na 18 miesięcy. Wyszedł po dziesięciu, po ataku serca, wychudzony, wymęczony i w długach – skarbówka dołożyła mu podatek za te 5 tys. aborcji.

Quebec w międzyczasie praktycznie aborcję zalegalizował – ogłosił, że nie będzie ścigać lekarzy – ale w pozostałych prowincjach zabiegi były wciąż nielegalne. Na początku lat 80. Morgentaler otworzył więc nielegalne kliniki w Toronto i Winnipeg, niedługo później znów dostał zarzuty (prokurator mówił potem, że nawet od katolików, ba, od własnych rodziców słyszał pytania, po co go ściga). Tym razem proces zakończył się w sądzie najwyższym. Właśnie weszła w życie nowa konstytucja, z Kartą Praw i Wolności, a sędziowie musieli zdecydować, czy mieści się w niej prawo do aborcji.

W 1988 r. sędziowie stosunkiem głosów pięć do trzech uznali, że mieści. I to do aborcji na żądanie. Przewodniczący Brian Dickinson uzasadniał: „Zmuszanie kobiety, pod groźbą sankcji karnej, do donoszenia płodu, jeśli nie spełnia pewnych kryteriów, które nie mają nic wspólnego z jej własnymi priorytetami i aspiracjami, jest głęboką ingerencją w jej ciało, a tym samym naruszeniem jej osobistego bezpieczeństwa”. – Wyrok potwierdzał wszystko, w co wierzyłem: dał kobietom status pełnoprawnych istot ludzkich zdolnych do podejmowania decyzji dotyczących własnego życia – podsumował Morgentaler.

Stałem się celem i muszę z tym żyć

Ale 65-letni lekarz nie przeszedł na emeryturę. Co prawda aborcja została zdekryminalizowana na szczeblu federalnym, lecz nie wszystkie Kanadyjki miały do niej dostęp: wciąż było za mało lekarzy, za mało szpitali przeprowadzających zabiegi, no i w wielu prowincjach kobiety musiały płacić za nie z własnej kieszeni.

Przez kolejne niemal 20 lat Morgentaler jeździł po kraju, otwierał kliniki w konserwatywnych wschodnich prowincjach i pozywał ich rządy, domagając się refundacji aborcji. No i robił zabiegi – przestał dopiero w 2006 r., w wieku 83 lat, po poważnej operacji serca.

Przemieszczał się w kamizelce kuloodpornej – kanadyjskie ruchy anti-choice zaczęły kopiować taktyki swoich południowych sąsiadów i dostawał stosy listów z pogróżkami. Raz został zaatakowany przez mężczyznę z ogrodniczymi nożycami. Innym razem klinika w Toronto została obrzucona bombami zapalającymi. Morgentaler: – Stałem się celem i muszę z tym żyć. Ale jestem ogromnie zadowolony, że moje życie nie poszło na marne i że mogłem pomóc wielu osobom. To jest moje dziedzictwo: w klinikach kobiety traktowane są z szacunkiem, godnością, ze zrozumieniem, współczuciem i kompetentnie.

Morgentaler do końca budził potężne kontrowersje. Gdy University of Western Ontario przyznał mu honorowy doktorat, darczyńca uczelni wykreślił z testamentu zapis o dwumilionowej dotacji, a 12 tys. osób podpisało petycję, by mu ten doktorat odebrać. Uniwersytet się nie ugiął. W 2008 r. otrzymał jedno z najwyższych państwowych odznaczeń: Order Kanady. W proteście swoje ordery oddało kilku wcześniejszych nagrodzonych, w tym kardynał Jean-Claude Turcotte.

Morgentaler zmarł w 2013 r., w wieku 90 lat. Żegnała go trzecia żona – sporo nekrologów wspominało, że zmarły był “babiarzem” – i czwórka dzieci. Przedstawiciele ruchów antyaborcyjnych wyrazili ubolewanie, że przed śmiercią się nie nawrócił.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


No, Palestinian terrorism is not legal “resistance” under international law

No, Palestinian terrorism is not legal “resistance” under international law

Elder of Ziyon


In light of the British declaration that all of Hamas is a terrorist organization, Hamas has been responding with statements that claim that their attacks on Israeli civilians are legal under international law.

Hamas’ press release in response to the news story said, “We believe that resisting the Israeli occupation with all means possible, including armed resistance, is a guaranteed right for peoples under occupation as per international law.”

This was two days before a Hamas terrorist murdered Eli Kay in Jerusalem, and Hamas’ “political wing” praised the murder. Hamas has consistently claimed that all terrorist acts – suicide bombs, bus bombings, rocket attacks, shootings, stabbings, car rammings – are really acts of legitimate armed struggle.

That claim is made often by apologists for Palestinian terror. One prominent example is CJ Werleman’s 2018 article titled “International law guarantees Palestinians the right to resist,” which is entirely based on this claim:
[I]nternational law is unambiguous in its endorsement of “armed struggle” for peoples who seek self-determination under “colonial and foreign domination.”

United Nations resolution 37/43, dated 3 December 1982, “reaffirms the legitimacy of the struggle of peoples for independence, territorial integrity, national unity and liberation from colonial and foreign domination and foreign occupation by all available means, including armed struggle.”
Stanley Cohen, the convicted criminal who has defended terrorists in court, made a similar argument in Al Jazeera in 2017.

The claim is an absurd lie.

The entire point of the Fourth Geneva Convention is to protect civilians in the time of war. The idea that there is right under international law for terror groups like Hamas to kill civilians is, to put it kindly, insane.

UN General Assembly resolutions do not have the force of international law. These supporters of terrorists murdering Jews cherry pick what they claim supports their position and ignore the overwhelming evidence against it.

Like all good propagandists, they take a germ of truth and then extend it into areas that were never the intent of the language. It is true that under international law, some believe that there is a right for groups under occupation to resist the dominant army under a set of very limited rules that are still evolving.

Even if you consider Israel to be occupying Arab territory, in no way, shape or form does this include terror attacks against civilians, despite historic Arab insistence that clauses be added to UN General Assembly resolutions that appear to grant exceptions for Palestinian attacks. (There are other UNGA resolutions that condemn violence on both sides, proving that even the UNGA is not supportive of Palestinian violence, undercutting even the basic claim of the terror apologists.)

The Fourth Geneva Convention, article 33 is unambiguous: “No protected person [i.e., civilian] may be punished for an offence he or she has not personally committed. Collective penalties and likewise all measures of intimidation or of terrorism are prohibited.” There is no exception to this rule.

The Additional Protocol to the Geneva Conventions, article 51(2), is even more explicit: “The civilian population as such, as well as individual civilians, shall not be the object of attack. Acts or threats of violence the primary purpose of which is to spread terror among the civilian population are prohibited.”

The same article goes on to declare Hamas’ entire conception of “armed resistance” to be illegal:

4. Indiscriminate attacks are prohibited. Indiscriminate attacks are:

(a) those which are not directed at a specific military objective;

(b) those which employ a method or means of combat which cannot be directed at a specific military objective; or

(c) those which employ a method or means of combat the effects of which cannot be limited as required by this Protocol; and consequently, in each such case, are of a nature to strike military objectives and civilians or civilian objects without distinction.

5. Among others, the following types of attacks are to be considered as indiscriminate:

(a) an attack by bombardment by any methods or means which treats as a single military objective a number of clearly separated and distinct military objectives located in a city, town, village or other area containing a similar concentration of civilians or civilian objects; and

(b) an attack which may be expected to cause incidental loss of civilian life, injury to civilians, damage to civilian objects, or a combination thereof, which would be excessive in relation to the concrete and direct military advantage anticipated.
This makes it clear that Hamas rockets are a direct violation of international law.

(Later in that same article is the prohibition against using human shields.)

These are not the only legal instruments that prove that Hamas-style terror is a direct breach of international law, although they are enough.

UN Security Council Resolution 1566 (2004) condemns all kinds of terror, and it explicitly says that there is no possible excuse or exception for terrorist attacks – a direct rebuke to those like Hamas, Werleman and Cohen who pretend that Palestinians are in a different category:

1. Condemns in the strongest terms all acts of terrorism irrespective of their motivation, whenever and by whomsoever committed, as one of the most serious threats to peace and security;

3. Recalls that criminal acts, including against civilians, committed with the intent to cause death or serious bodily injury, or taking of hostages, with the purpose to provoke a state of terror in the general public or in a group of persons or particular persons, intimidate a population or compel a government or an international organization to do or to abstain from doing any act, and all other acts which constitute offences within the scope of and as defined in the international conventions and protocols relating to terrorism, are under no circumstances justifiable by considerations of a political, philosophical, ideological, racial, ethnic, religious or other similar nature, and calls upon all States to prevent such acts and, if not prevented, to ensure that such acts are punished by penalties consistent with their grave nature.
This resolution was passed under Chapter 7, meaning that it has the force of international law.

In 2004, the UN Secretary General described the difficulties in defining terrorism and briefly addressed the arguments of the terror apologists, demolishing them in a single paragraph:

The search for an agreed definition [of terrorism] usually stumbles on two issues. The first is the argument that any definition should include States’ use of armed forces against civilians. We believe that the legal and normative framework against State violations is far stronger than in the case of non-State actors and we do not find this objection to be compelling. The second objection is that peoples under foreign occupation have a right to resistance and a definition of terrorism should not override this right. The right to resistance is contested by some. But it is not the central point: the central point is that there is nothing in the fact of occupation that justifies the targeting and killing of civilians.
Taken as a whole, international law is crystal clear: Hamas and the other Palestinian factions are terror groups and their attacks on civilians are blatantly illegal under international law. They are explicit war crimes.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


News From Israel- November 24, 2021

News From Israel- November 24, 2021

ILTV Israel News


Australia joins the list of nations joining together against Iranian proxy terror groups

The Covid cabinet reconvening amidst a mini-spike in infections

An 11-year-old Israeli finds an ancient and incredibly rare discovery in Jerusalem


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


NASŁUCH: KOŚCIÓŁ, LEWICA, DIALOG

TOMASZ CYZ
Ur. 1977, reżyser, eseista, redaktor naczelny dwutygodnik.com w latach 2009-2013, w latach 2013-2019 redaktor naczelny „Ruchu Muzycznego”. Członek zespołu redakcyjnego „Zeszytów Literackich”. Autor książek: „Arioso”, „Powroty Dionizosa”, „Pasja 20, 21. Powroty Chrystusa”. Jako T. napisał libretto opery „Fedra” Dobromiły Jaskot. Dramaturg Mariusza Trelińskiego i Teatru Wielkiego-Opery Narodowej (2005-2006). Absolwent reżyserii AT w Warszawie, autor przedstawień operowych, dramatycznych, słuchowisk i spektakli dla dzieci.


NASŁUCH:
KOŚCIÓŁ, LEWICA, DIALOG

TOMASZ CYZ


Najpierw fakty. Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN w Lublinie od nowego roku akademickiego planuje we współpracy z Instytutem Filologii Polskiej KUL cykl zajęć pod hasłem „teksty kultury i animacja sieci”. Studenci mieliby się uczyć o wykorzystaniu internetu w szeroko pojętej kulturze. Nauki nigdy dość, nauki o wykorzystaniu internetu tym bardziej. Przypomnijmy, że Teatr NN rozpoczął swoją działalność na początku lat 90. od upamiętniania żydowskiego dziedzictwa Lublina, a dziś realizuje wiele innych projektów kulturalnych, w tym także dotyczących multimedialnych przewodników po mieście czy wirtualnych makiet Lublina (m.in. portal Leksykon Lublin czy portal internetowy o historii Żydów w Europie). To jedno z tych nielicznych w Polsce miejsc, które ponad podziałami, ideologiami i izmami stara się budować mosty między przeszłością i teraźniejszością, między kulturami, tradycjami i religiami – nawiązując do symbolicznego i historycznego znaczenia swojej siedziby, Bramy Grodzkiej, zwanej też Bramą Żydowską – miejsca przejścia między miastem chrześcijańskim i żydowskim.

Teraz fakty po faktach. Jakiś miesiąc temu portal Polonia Christiana wykrył w programie wspomnianych wyżej studiów wykład gender: feminizm, queer studies, men’s studies. „Gender – pisał dziennikarz pch24.pl – to przecież nowa, lewacka ideologia, która traktuje płeć jako role, cechy i zachowania, które są kształtowane przez społeczeństwo i kulturę, nie zaś przez biologię i tradycję”. Okej, lepiej dmuchać na zimne, albo lepiej nie dmuchać, nie znamy (się), boimy się, nie było o tym na (lekcjach) religii, a może wszystko naraz.

Ale to jeszcze nic. Jakiś tydzień temu ordynariusz włocławski bp Wiesław Mering zwrócił się z oficjalnym pytaniem do władz uniwersyteckich o wyjaśnienie oferty wykładów na temat gender na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim: „Czcigodny Księże Rektorze, w związku z doniesieniami prasowymi o wprowadzeniu na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oferty wykładu GENDER: feminizm, queer studies, men’s studies, uprzejmie proszę o pilne wyjaśnienie sprawy, a zwłaszcza o odpowiedź, czy program został przygotowany we współpracy z ośrodkiem Brama Grodzka – Teatr NN, czyli środowiskiem bliskim «Krytyce Politycznej» i skrajnej lewicy. Będę zobowiązany za dołączenie programu planowanych wykładów. Oczekuję odpowiedzi, gdyż chcę poruszyć problem na najbliższym zebraniu Konferencji Episkopatu Polski w Krakowie. Łączę wyrazy szacunku…”.

Na szczęście dość szybko dyrektor Instytutu Filologii Polskiej KUL napisał oświadczenie, w którym odpowiada bp. Wiesławowi Meringowi na jego pytania odnośnie współpracy KUL z Bramą Grodzką przy uruchamianiu serii wykładów na temat gender. Czytamy tam m.in.: „Projekt studiów Teksty kultury i animacja sieci wyrasta z rozpoznania nieuchronnych i bardzo poważnych wyzwań społeczno-kulturowych, jakie stają przed polską humanistyką, i roli, jaką w podjęciu tych wyzwań powinien odegrać Katolicki Uniwersytet Jana Pawła II. […] Pragniemy, by nasi absolwenci byli zdolni do przyjęcia odpowiedzialności za ludzki wymiar kultury XXI wieku, w tym także kultury cyfrowej, by – zadomowieni w niej – umieli ją przekształcać, najdosłowniej humanizować, by wreszcie umieli pomnażać jej zasoby dla pożytku «małych ojczyzn» i szeroko rozumianego dziedzictwa narodowego. […] Chcemy wreszcie, by w tych poczynaniach byli ludźmi dialogu, by rozumieli źródła doświadczenia chaosu, który nęka współczesną kulturę, i by w tym zrozumieniu umieli proponować – lecz nie narzucać – wartości humanistyczne, tych zaś, o czym jesteśmy przekonani, nie można oderwać od chrześcijaństwa. Człowiek bowiem, jak uczył Jan Paweł II, jest drogą Kościoła. A nie można człowieka zrozumieć bez Chrystusa”. Nic dodać, nic.

Wszystko to nie przeszkadza jednak w powtarzaniu bredni zwłaszcza o skrajnej lewicowości Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN. Dość przypomnieć wywiad, którego „Do Rzeczy” udzielił Piotr Semka. Zacytujmy jedno zdanie: „Mnie Ośrodek Brama Grodzka kojarzy się z tym nurtem, który wytycza «Krytyka Polityczna» i uważam go za skrajną lewicę”.
Czytajmy dalej: „Każdy kto kliknie na stronę «KP» zobaczy, że OBG jest pod wieloma względami bardzo podobne do środowiska «KP». Według wielu znanych mi opinii ludzie, którzy gromadzą się na spotkaniach «KP» to jest mniej więcej to samo środowisko, które już na terenie kultury bardzo często uczestniczy w imprezach OBG. […] Instytut Filologii Polskiej może twierdzić, że im się nie kojarzy – różnica opinii. Natomiast jeżeli tego typu środowisko ma uczyć o ideologii «gender», to jestem tym zdumiony”.
I jeszcze: „Dla mnie argument, że biskup Życiński współpracował z OBG jest żadnym argumentem, ponieważ projekty, o których wspomina oświadczenie Instytutu Filologii Polskiej dotyczyły kwestii archeologii pamięci polsko-żydowskiej i tutaj nie mam żadnych zastrzeżeń. […] Za czasów ks. abp Życińskiego, któremu bardzo zależało na akceptacji salonu, takie formy współpracy, które mogły być ryzykowne i wątpliwe miały się jak najlepiej. Ostatni okres posługi biskupa Życińskiego obfitował w bardzo, ale to bardzo wątpliwe zaproszenia, deklaracje i zwroty ideowe”. (Szkoda że Piotr Semka nie pamięta słynnej z ducha chrześcijańskiej maksymy: „De mortuis nihil nisi bonum”.)
Wreszcie: „Nie jestem jedynym absolwentem KUL, który zwrócił uwagę na tę sprawę. Np. Marian Piłka wyraźnie i publicznie na facebooku powiedział, że jeżeli tego typu eksperymenty wymkną się spod kontroli, to on nie zamierza uczestniczyć w zbiórkach na KUL. A to jest człowiek, który powinien być dla tej uczelni ważnym punktem odniesienia”.

Przepraszam za te cytaty, i ich ilość, ale metodologia zobowiązuje. Może jeszcze przypomnienie jednego fragmentu: „Marian Piłka wyraźnie i publicznie na facebooku powiedział, że…”. A można na facebooku niewyraźnie i niepublicznie? Być może właśnie ten fragment dowodzi konieczności takiego kierunku na KUL – wśród niemal 2 tysięcy godzin zajęć 30-godzinny (!) wykład o gender stanowi tylko kroplę w morzu potrzeb. O co więc kruszyć kopię?

Jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Marian Piłka jest absolwentem Wydziału Nauk Humanistycznych KUL. Poza tym był posłem na Sejm I, III, IV i V kadencji, prezesem ZChN, wiceprzewodniczącym AWS, współtwórcą Przymierza Prawicy, członkiem PIS, wiceprzewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych oraz przewodniczącym Polsko-Tajwańskiego Zespołu Parlamentarnego, członkiem Prawicy Rzeczypospolitej. Nic dziwnego, że „powinien być dla tej uczelni ważnym punktem odniesienia”, zwłaszcza że „nie zamierza uczestniczyć w zbiórkach na KUL”.

Strachy na lachy, ale wywiad z Piotrem Semką – opublikowany także na portalu fronda.pl – jest groźny z innego powodu. Pokazuje bowiem prawdę tkwiącą w słynnym powiedzeniu Josefa Goebbelsa: „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Wystarczy bowiem, że powtórzymy w różnych miejscach i w różnym czasie (jakbyśmy ukończyli jedno szkolenie z zakresie nowoczesnego pijaru à la Piotr Tymochowicz), iż Ośrodek Brama Grodzka jest skrajną lewicą, porównywalną z diabłem w rogatej skórze „Krytyki Politycznej”, a uwierzą nam. I poprą nas w najbliższych wyborach do rady osiedla czy dzielnicy, do rady parafialnej, do kraju rad. I stanie się to prawdą, jak słowo stało się ciałem.

Tylko że ci wszyscy ideolodzy w sutannie czy bez po jednym kursie PR nie byli nigdy w Ośrodku Brama Grodzka – Teatrze NN w Lublinie. Bo gdybyli byli, wiedzieliby, że to szczególny instytut pamięci narodowej. Szczególny, bo poświęcony tylko pamięci. Pamięci o tym, co zginęło i szuka imienia. Po którym można chodzić tak po prawej, jak po lewej stronie schodów. A nawet środkiem.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL.

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com