Bob Dylan’s 10 Most Jewish Songs

Bob Dylan’s 10 Most Jewish Songs

Seth Rogovoy


While Bob Dylan has, throughout his life and career, engaged in all sorts of mythologizing and playful biographical falsification, it has never been in the service of denying his heritage.

This son of a middle-class appliance salesman from the Upper Midwest, who grew up with a Yiddish-speaking grandmother down the hallway in an extended Jewish family that was at the nexus of Jewish life in Hibbing, Minn. — mom was president of the local Hadassah, and dad was president of B’nai B’rith — wound up making several trips to Israel in the late-1960s and ’70s (during one visit, he even began the application process for moving his family to a kibbutz). He sent his children to the same Jewish summer camp in Wisconsin that he attended for four or five summers as a teenager.

By the time he arrived in New York City’s Greenwich Village 51 years ago, he intended to make a name for himself on the folk scene — and that name was Dylan, not Zimmerman (the name is German and not Jewish, anyway, although his forebears were from Russia), and Bob fashioned himself a latter-day Woody Guthrie (as it turns out, Guthrie himself had a whole secret Jewish side to his work, born of his close relationship with his mother-in-law, Yiddish poet Aliza Greenblatt).

So while Dylan didn’t exactly grow up to be Shlomo Carlebach, the happy, guitar-strumming Hasid, he never strayed too far from his roots, nor did he deny them. One of his earliest original numbers, in fact, was a parody of “Hava Nagilah,” then and now (thank you, Olympic gymnast Aly Raisman) probably the best-known Jewish song in the world. Throughout his career, his songs have been peppered with biblical allusions and paraphrases and informed by Jewish themes and concepts. How much of this is the result of a conscious effort on Dylan’s part to address these issues, and how much is simply the result of magpie tendencies that see him draw variously from Shakespeare, French symbolism, movie dialogue, blues clichés and even obscure Japanese yakuza novels? Well, only Dylan can answer that — and even then, probably not.

Still, based on the evidence of the songs themselves, Dylan was actually paying attention in the Hebrew classes leading up to his bar mitzvah, and also in his adult life, which has at times reportedly included private studies with various rabbis, often from the Chabad movement. A cursory review of songs from the past 50 years turns up many tunes that are inflected with varying degrees of Yiddishkeit.

“Talkin’ Hava Nagilah Blues” Fresh off the boat (okay, the car) from Minnesota, the 20-year-old Dylan made this novelty in which he struggles to pronounce the words before letting loose with a yodel, a staple of his Greenwich Village folk-club gigs.


Bob Dylan accompanies son-in-law Peter Himmelman and Harry Dean Stanton in this unorthodox rendition of “Hava Nagila.” for a telethon.Check out the rabbi who tells Harry Dean he should be the cantor in his synagogue! A classic.

25th Anniversary of Chabad, a Lubavitch organization.
Los Angeles, California
September 24, 1989

 

“With God on Our Side” Years before “Schindler’s List,” Dylan takes to task “the Germans” for having “murdered 6 million… in the ovens they fried” in this 1963 protest song.


Live BBC performance by Bob Dylan on the ‘Tonight’ evening current affairs show, performing the protest song ‘With God on Our Side’. Must be one of the only BBC performances he made except for the ”Madhouse on Castle Street” programme in 1962 (sadly missing from the archives).

ALL copyright to the BBC and respective owners, 1964.

“New Morning” Nu, morning?

“All Along the Watchtower” The 1967 song, which continues to be a cornerstone of Dylan’s live performances to this day, may be best known in its Jimi Hendrix version, but its narrative and imagery are basically a rearrangement of material cribbed from Isaiah 21.

“Forever Young” Dylan poetically rewrites a father’s blessing over his children at the Sabbath table, invoking the story of Jacob (“May you build a ladder to the stars /And climb on every rung”) to connect it to his own youngest son, who would grow up to be a rock star, outselling even his father.


From Last Waltz!

“Highway 61 Revisited” A midrashic retelling of the sacrifice of Isaac (“Oh, God said to Abraham, ‘Kill me a son!’ / Abe says, ‘Man, you must be puttin’ me on”) by the son of Abe Zimmerman, who was born just a few miles from U.S. Highway 61.

“Gotta Serve Somebody” The Grammy Award-winning centerpiece of, and hit single from, his first so-called born again album could easily be seen as a tribute to Jewish mothers everywhere. (It also alludes to Joshua 24:14-15.)

“Neighborhood Bully” Dylan warms the cockles of the most rabid, right-wing Zionist, positing Jewish history and the State of Israel like some rock ’n’ roll Vladimir Jabotinsky.

“Everything Is Broken” Swamp-rock meets Lurianic Kabbalah.

“Blowin’ in the Wind” Perhaps his best-known anthem, the song that made him a household name, it is a litany of unanswered, unanswerable questions. What could be more Jewish?


Blowin’ In The Wind / Bob Dylan

 


Seth Rogovoy is the author of “Bob Dylan: Prophet, Mystic, Poet” (Scribner, 2009).


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Zatajany los palestyńskich chrześcijan

Zatajany los palestyńskich chrześcijan

Raymond Ibrahim
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Chrześcijaństwo zbliża się do zniknięcia w miejscu swojego narodzenia, włącznie z Betlejem (na zdjęciu). Według prawnika i uczonego Justusa Reid Weinera: “Systematyczne prześladowanie chrześcijańskich Arabów, żyjących na obszarach palestyńskich, spotyka się z niemal całkowitym milczeniem społeczności międzynarodowej, aktywistów praw człowieka, mediów i NGO… W społeczeństwie, a którym arabscy chrześcijanie nie mają głosu i nie mają żadnej ochrony, nie jest zaskakujące, że opuszczają je”. (Zdjęcie: Daniel Case/Wikimedia Commons)

W czasach, kiedy chrześcijanie w całym świecie muzułmańskim cierpią z powodu prześladowań, rzadko słyszy się o losie palestyńskich chrześcijan.

Open Doors, grupa praw człowieka, która monitoruje prześladowania chrześcijan, pisze, że palestyńscy chrześcijanie doznają “wysokiego” poziomu prześladowań, którego źródłem jest “islamski ucisk”:

“Ci jednak, którzy nawrócili się z islamu na chrześcijaństwo, spotykają się z najgorszymi prześladowaniami i trudno im bezpiecznie przychodzić do istniejących kościołów. Na Zachodnim Brzegu otrzymują groźby i są pod wielką presją, w Gazie sytuacja jest tak niebezpieczna, że praktykują swoją chrześcijańską wiarę w najściślejszej tajemnicy… Wpływy radykalnej ideologii islamskiej rosną i historyczne kościoły muszą zachowywać się dyplomatycznie w stosunku do muzułmanów”.

Choć raporty o prześladowaniach chrześcijan regularnie pojawiają się z innych regionów o muzułmańskiej większości na całym świecie – z Pakistanu, z Egiptu i Nigerii, na przykład – niewiele mówi się o chrześcijanach żyjących pod rządami Autonomii Palestyńskiej.

Dlaczego? Bo doświadczają mniej prześladowań niż ich współwyznawcy w świecie muzułmańskim? Czy też z powodu ich wyjątkowej sytuacji – życia na arenie, o którą toczy się ostra walka i gdzie jest wiele kłótni politycznych i medialnych?

Prześladowania chrześcijan w Autonomii Palestyńskiej“, nowy raport dra Edy Cohena opublikowany przez Begin-Sadat Center for Strategic Studies 27 maja w znacznej mierze odpowiada na te pytania.

Po pierwsze, dokumentuje trzy niedawne wydarzenia z prześladowania chrześcijan, z których żadne nie figurowało w informacjach tak zwanych “mediów głównego nurtu”:

“25 kwietnia przerażeni mieszkańcy chrześcijańskiej wsi Dżifna w pobliżu Ramallah … zostali zaatakowani przez uzbrojonych muzułmanów… po tym, jak kobieta z tej wsi wniosła skargę na policję, że syn znanego, związanego z Fatahem przywódcy zaatakował jej rodzinę. W odpowiedzi dziesiątki uzbrojonych członków Fatahu wystrzeliło w powietrze setki kul, rzuciło bomby zapalające i spowodowało poważne szkody własności publicznej. Cudem nie było ofiar śmiertelnych ani rannych…

Drugie wydarzenie miało miejsce w nocy 13 maja. Wandale wdarli się do kościoła społeczności maronitów w centrum Betlejem, zbezcześcili go i ukradli kosztowne wyposażenie należące do kościoła, włącznie z kamerami bezpieczeństwa.

Trzy dni później przyszła kolej na anglikański kościół we wsi Aboud, na zachód od Ramallah. Wandale przedarli się przez ogrodzenie, wyłamali okno i wdarli się do kościoła. Zbezcześcili go w poszukiwaniu cennych przedmiotów i ukradli znaczną część wyposażenia.

Według strony Facebooka kościoła maronitów w Betlejem był to szósty akt wandalizmu i kradziezy, włącznie z podpaleniem w 2015 roku, które spowodowało znaczne zniszczenia i zmusiło do zamknięcia kościoła na dłuższy czas”.

Te trzy ataki, które zdarzyły się w przeciągu trzech tygodni, pasują do wzoru prześladowań chrześcijan w innych regionach z muzułmańską większością. Podczas gdy bezczeszczenie i plądrowanie kościołów dominuje, są także ataki muzułmańskich tłumów na chrześcijańskie mniejszości, gdy tylko chrześcijanie – postrzegani jako dhimmi, czyli tolerowani “obywatele” trzeciej kategorii, od których często oczekuje się wdzięczności za to, że w ogóle są tolerowani – ośmielają się występować w obronie swoich praw, jak zdarzyło się w chrześcijańskiej wsi Dżifna 25 kwietnia:

“Uczestnicy rozruchów wezwali [chrześcijańskich] mieszkańców do zapłacenia dżizji – pogłównego podatku, który przez całą historię był nakładany na nie-muzułmańskie mniejszości pod rządami islamskimi. Najnowszymi ofiarami dżizji były chrześcijańskie społeczności Iraku i Syrii pod rządami ISIS”.

Ponadto, jak to często zdarza się, kiedy muzułmanie atakują chrześcijan w krajach islamskich, “Mimo, że [chrześcijańscy] mieszkańcy wzywali pomocy” w Dżifna, “Policja AP nie interweniowała podczas kilku godzin rozruchów. Nie aresztowali żadnych podejrzanych”. Podobnie, “żadni podejrzani nie zostali aresztowani” w dwóch atakach na kościoły.

Krótko mówiąc, palestyńscy chrześcijanie doznają takich samych prześladowań – włącznie z atakami na kościołyporywaniem i przymusowym nawracaniem — jak ich współwyznawcy w dziesiątkach krajów muzułmańskich. Różnica jednak polega na tym, że prześladowania palestyńskich chrześcijan zupełnie “nie są relacjonowane w palestyńskich mediach”. W rzeczywistości, wyjaśnia Cohen, “w wielu wypadkach był narzucony nakaz całkowitego milczenia”:

“Jedyną rzeczą, jaka interesuje AP, jest to, by wydarzenie tego rodzaju nie dostało się do mediów. Fatah regularnie wywiera silne naciski na chrześcijan, by nie mówili o aktach przemocy i wandalizmu, jakie ich często dotykają, bo takie informacje mogą zaszkodzić wizerunkowi AP jako władzy zdolnej do chronienia życia i własności chrześcijańskiej mniejszości pod jej rządami. Jeszcze mniej AP chce być przedstawiana jako radykalne miejsce, gdzie prześladuje się mniejszości religijne. Ten wizerunek mógłby mieć negatywne konsekwencje dla olbrzymiej międzynarodowej, a szczególnie europejskiej pomocy, jaką otrzymuje AP”.

Patrząc na to z innej strony, chlebem codziennym AP i jej zwolenników, mediów i innych, wydaje się być przedstawianie Palestyńczyków jako ofiar niesprawiedliwej agresji i dyskryminacji ze strony Izraela. Ta narracja mogłaby zostać zagrożona, gdyby społeczność międzynarodowa dowiedziała się, że Palestyńczycy sami prześladują innych Palestyńczyków – wyłącznie z powodu ich wyznania. Musi być trudno zmobilizować współczucie i sympatię do rzekomo bardzo uciskanych ludzi, kiedy wie się, że oni sami uciskają mniejszości wśród siebie.

Z uwagi na tę możliwą trudność “oficjele AP wywierają presję na miejscowych chrześcijan, żeby nie informowali o takich wydarzeniach, które grożą zdemaskowaniem Autonomii Palestyńskiej jako jeszcze jednego bliskowschodniego reżimu o radykalnej ideologii islamskiej” – pisze Cohen w innym raporcie.

“Dla Autonomii Palestyńskiej znacznie ważniejsze od aresztowania tych, którzy napadli na chrześcijan, jest utrzymanie takich incydentów z dala od mediów głównego nurtu. I udaje im się to. Istotnie, zaledwie garść pomniejszych lokalnych mediów podało informacje o tych ostatnich włamaniach. Międzynarodowe media głównego nurtu zignorowały je całkowicie”.

Podobna dynamika istnieje czasami w sprawie muzułmańskich uchodźców. Chociaż zachodnioeuropejscy politycy i media przedstawiają ich jako prześladowanych i uciskanych ludzi, potrzebujących przyjaznej ręki, sami muzułmańscy migranci czasami prześladują i uciskają chrześcijańskie mniejszości, które znajdują się między nimi – czy to przez terroryzowanie ich w obozach dla uchodźców, czy topiąc ich w Morzu Śródziemnym.

Smutnym i prostym faktem jest to, że według wszystkich oznak, chrześcijaństwo zbliża się do zniknięcia w miejscu swojego narodzenia, włącznie z Betlejem. Jak wyjaśnia Justus Reid Weiner, prawnik i uczony, który dobrze zna ten region:

“Systematyczne prześladowanie chrześcijańskich Arabów, żyjących na obszarach palestyńskich, spotyka się z niemal całkowitym milczeniem społeczności międzynarodowej, aktywistów praw człowieka, mediów i NGO… W społeczeństwie, a którym arabscy chrześcijanie nie mają głosu i nie mają żadnej ochrony, nie jest zaskakujące, że opuszczają je”.


Raymond Ibrahim: Urodzony w Stanach Zjednoczonych w rodzinie koptyjskiej, jest amerykańskim badaczem, tłumaczem z arabskiego, pisarzem i publicystą. Autor książek “Crucified Again: Exposing Islam’s New War on Christians” oraz “The Al Qaeda Reader.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Did Obama control timing of anti-Israel UN resolution?

Did Obama control timing of anti-Israel UN resolution?

David Rosenberg


Obama administration official says White House effectively backed anti-Israel resolution, pushed it off until after 2016 election.

Obama / Reuters

The Obama White House may have exerted more influence over a controversial anti-Israel United Nations resolution than previously believed, according to a new report by The New York Times.

In December 2016, following the 2016 presidential election, the Obama administration ordered the US mission to the UN to abstain from a Security Council vote on resolution 2334, which condemned Jewish communities in Judea, Samaria, and eastern Jerusalem as ‘flagrant violations’ of international law with “no legal validity”.

The surprise decision not to veto the measure – abandoning the traditional US policy of barring blatantly anti-Israel measures at the Security Council – was initially seen as a parting blow to the Netanyahu government in Israel, but not part of an orchestrated effort by the Obama administration to target Israel.

US officials emphasized that the measure had been drafted by Egypt, with no indications the US had been involved in either the preparation or timing of the resolution.

But a new report by the NYT Thursday suggests that the Obama administration had in fact resolved to enable the resolution to be passed earlier in 2016, but used its influence to push off the UNSC vote until after the 2016 election.

“There is a reason the U.N. vote did not come up before the election in November,” a former US official told NYT.

The source, who spoke on condition of anonymity, stressed that the Obama White House was supportive of the resolution, but felt compelled to push off its passage until after the November election.

“Was it because you were going to lose voters to Donald Trump? No. It was because you were going to have skittish donors. That, and the fact that we didn’t want Clinton to face pressure to condemn the resolution or be damaged by having to defend it.”

Obama’s deputy national security advisor, Ben Rhodes, went even further, arguing that the Obama administration, and much of the Democratic party’s base, is far less sympathetic towards Israel than the party as a whole, with the “donor class” keeping party officials on an at least ostensibly pro-Israel line.

The Washington view of Israel-Palestine is still shaped by the donor class,” Rhodes told the NYT. “The donor class is profoundly to the right of where the activists are, and frankly, where the majority of the Jewish community is.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Will the Iran crisis affect Israel’s economy?

Will the Iran crisis affect Israel’s economy?

  Fox Business



Israel Finance Ministry Director General Shai Babad discusses whether Iran’s recent provocations will affect Israel’s economy.

FOX Business Network (FBN) is a financial news channel delivering real-time information across all platforms that impact both Main Street and Wall Street. Headquartered in New York — the business capital of the world — FBN launched in October 2007 and is the leading business network on television, topping CNBC in Business Day viewers for the second consecutive year. The network is available in more than 80 million homes in all markets across the United States. Owned by FOX, FBN has bureaus in Chicago, Los Angeles, Washington, D.C. and London.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Wielka Synagoga na Tłomackiem w Warszawie

Wielka Synagoga na Tłomackiem w Warszawie

Wirtualny Sztetl


Warszawa. Model Wielkiej Synagogi na Tłomackiem

Opis zdjęcia: Model Wielkiej Synagogi na Tłomackiem w Warszawie wykonanej dla Żydowskiego Instytutu Historycznego przez Mariusza Kałuskiego.
Autor zdjęcia: W. Jastrzębski
Data wykonania zdjęcia: 2004
Miejsce wykonania zdjęcia: Warszawa
Źródło: Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma

„Nowa synagoga rozpoczęła już 4-ty rok istnienia, a dotychczas ani jeden pono z tych, którychby w mury swe wciągnąć chciała, nie zapisał się na liście jej członków. Przychodzi w soboty i święta gawiedź prostacza, dla przysłuchiwania się śpiewom; lecz poważni ortodoksi omijają progi synagogi, a modlenie się tu uważają oniemal za profanację…”„Izraelita” 1881, nr 37, s. 309.

Ta synagoga ma bogatą literaturę, była przedmiotem zainteresowania zarówno społecznego, jak i naukowego. W związku z tym, chociaż w przypadku większości omawianych tu obiektów staram się pozbierać nawet najmniejsze ułomki informacji, ograniczę się tym razem do zasygnalizowania problemów wiążących się z tą budowlą.

Wielka Synagoga na Tłomackiem była następczynią i spadkobierczynią synagogi „niemieckiej” na Daniłowiczowskiej. W zapisach hipotecznych jeszcze w 1942 r. figuruje jako: „Synagoga dawniej na Daniłowiczowskiej, obecnie na Tłomackiem”[1.1]. Idea jej budowy sięga co najmniej 1859 roku. Realizację zainicjował Komi­tet Synagogi przy Daniłowiczowskiej, przekształcony w 1870 r. w Komitet Budowy Synagogi. Reprezentował on najzamożniejszą, najbardziej wyemancypowaną i zasymilowaną część warszawskiej społeczności żydowskiej, zapewne nieprzekraczającą 1% ogółu. Byli to zwolennicy umiarkowanej reformy judaiz­mu, jednak bardzo kontrastującej z przeważającą w Warszawie i ogólnie w Królestwie Polskim obrzędowością chasydzką i mniej liczną ściśle ortodoksyjną. Byli świadomi także wielkiego ówczesnego rozkwitu budownictwa synagogalnego w Europie.

Na początku 1860 r. ówczesny Komitet przedłożył Magistratowi kilka propozycji wyboru miejsca pod przy­szłą budowlę. Rozważano lokalizację „…przy jednej z główniejszych ulic mianowicie: Bielańskiej, Śtojerskiej[1.2] lub Długiej”. Magistrat proponował posesję przy Bielańskiej (nr hip. 608), w miejscu dawnego pałacu Kossowskich, a więc w głębi działki[1.3]. Wydaje się, iż lokaliza­cja na Długiej nie wchodziła w grę ze względu na przepis z 1844 r. zabraniający sta­wiania synagogi w odległości mniejszej niż 100 sążni, czyli około 170 m od cerkwi[1.4], wolna zaś była tylko posesja nr hip. 550 (nr pol. 26; obec­nie Instytut Sztuki PAN), niezbyt odległa od kościoła pija­rów przekształconego w 1837 r. w sobór Trójcy Świętej. Nie wiemy, jaka konkretnie działka była brana pod uwagę przy Świętojerskiej. Inne kolejno proponowane lokalizacje były przy ulicach: Daniłowiczowskiej (z uwzględnieniem jej przebicia do Miodowej, wówczas planowanego), przy Elektoralnej/Orlej i przy Królewskiej. Wreszcie 5 maja 1872 r. nabyto plac przy Tłomackiem, składający się z posesji nr hip. 600 ef, należącej do znanego malarza Józefa Simmlera oraz części posesji nr hip. 471 b (około 11 tysięcy łokci kwadratowych dawnego ogrodu przy pałacu Mniszchów).

Budowę poprzedził konkurs, ogłoszony 11 lipca 1872 r.[1.5] oraz dyskusje prasowe nad różnymi aspektami stylu i dekoracji przyszłego domu modlitwy. Jak wynika z przebiegu konkursu, Komitet przy wyborze projektu do realizacji nie wykazywał specjalnych preferencji formalnych; życzył sobie tylko, aby budowla była „w stylu poważnym”. Pomimo iż jeden z projektów nadesłanych w pier­wszej turze reprezentował styl klasyczny, to jednak większe uznanie znalazły rozwiązania orientalizujące, zarówno o motywach bizantyjskich, jak i mauretańskich. W drugiej turze zwyciężył „egipski” projekt Stanisława Adamczewskiego[1.6]. Niezależnie od wyników konkursu oraz opracowań zleconych Komitet powierzył projekt i realizację Leandrowi Marconiemu (1834-1919), najlepsze­mu i zapewne najdroższemu z działających ówcześnie warszawskich architektów. Kamień węgielny uroczyście położo­no 14 maja 1876 roku. Cegłę dostarczył i pra­ce murarskie wykonał Kazimierz Granzow, właściciel posesji i budynku nr hip. 615, tj. synagogi na Daniłowiczowskiej, który kilka lat później przebudował ją na teatr. Uroczyste otwarcie i poświęcenie synagogi na Tłomackiem odbyło się w dniu żydowskiego Nowego Roku 5639, czyli 26 września 1878 roku.

Nie zachował się albo też nie został dotychczas odnaleziony projekt architektoniczny synagogi[1.7]. Znamy tylko schematy rzutów parteru i poziomu galerii, opublikowane w 1902 roku[1.8]. Sądząc z obrysu uwidocznionego na Planie Lindleya[1.9] projekt zrealizowano z niewielkimi zmianami. Synagoga była budowlą trójnawową, o wymiarach głównej sali około 29 x 33m (dla porównania, w synagodze na Daniłowiczowskiej wymiary te wy­nosiły odpowiednio około 12 x 16m), o nawach podzielonych dwukondygnacyjnym arkadowaniem; nawa środkowa była przekryta sklepieniem kolebkowym na gurtach, zamknięta półkolistą apsydą przekrytą sklepieniem ćwierćkulistym; apsyda miała wbudowane dwie kondygnacje krużganków dla chóru. Nawy boczne, o szerokości około 2/3 nawy środkowej, były przekryte sklepieniami kolebkowymi, z galeriami o amfiteatralnym układzie ławek. W budowli zastosowano nowatorską konstrukcję żeliwną oraz nowoczesne instalacje: centralne ogrzewanie oraz oświetlenie gazowe. Do wykończenia i wyposażenia wnętrza użyto szlachetnych materiałów.

W miejscu połączenia nawy głównej z apsydą znajdowała się tęcza wsparta na wspaniałych, gładkich kolumnach (symbolizujących kolumny Jachin i Boaz, niegdyś flankujące wejście do Świątyni Jerozolimskiej), zwieńczonych ozdobnymi kapitelami. Na łuku tęczy umieszczono napis odnoszący się do Mądrości: „Jej drogi drogami miłymi, ku szczęściu wiodą wszystkie jej ścieżki. Dla tego, co strze­że jej, drzewem jest życia, a kto się jej trzyma – szczęśliwy”. Pomiędzy czaszą sklepienia apsydy a arkadami chóru umieszczono inwokację, zawierającą naj­głębszą istotę religii żydowskiej: Szma Israel… [Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, Pan jest Jedyny], przy czym wpisując tu – dwukrotnie! – pełne Imię Boga (tetragram) stworzono sytuację nie do przyjęcia dla większości warszaw­skich wyznawców judaizmu, którzy w piśmie Imię zastępowali zwykle skrótem – podwójną literą jud. Bernard Singer, pisząc o przeciętnych warszawskich Ży­dach, stwierdził: „Bali się nawet synagogi na Tłumackiem. Stała bowiem na wznie­sieniu, a więc nie De profundis („Z głębokości wzywałem Cię, Panie”), miała chór, organy, kantora, podstrzyżonego kaznodzieję, który śmiał wzywać Pana po polsku”[1.10].

Z zewnątrz główny korpus budowli przekryty był dachem walmowym (czterospadowym), z osadzonym na trzech pierwszych od wejścia przęsłach kwa­dratowym belwederem, otoczonym balustradą i zwieńczonym kopułą w kształcie zamkniętej korony. Od frontu znajdował się przedsionek przekryty spłaszczoną kopułą, z lekko wysuniętym czterokolumnowym portykiem, zwieńczonym trój­kątnym tympanonem. W paśmie fryzu umieszczono napis hebrajski – o którym za chwilę – nad wejściem głównym zaś napis w języku polskim: „Bogu jedynemu na chwałę za panowania Aleksandra II Cesarza Wszech Rosyi Króla Polskiego”.

Chyba to przede wszystkim architektura budynku w połączeniu z treścią na­pisu nad wejściem głównym kazała Markowi Kwiatkowskiemu nazwać synago­gę „wtrętem obcym i agresywnym” (skoro zarazem było to, według niego, „dzie­ło całkowicie oryginalne”)[1.11]. W związku z obydwoma napisami przytoczę pew­ną notatkę policyjną (oryginał w języku rosyjskim): „W zeszłym roku zakończy­ła się budowa okazałej żydowskiej synagogi w Warszawie, wszystkie napisy na zewnętrznych częściach gmachu wykonane są nawet nie po żydowsku, a po polsku”[1.12]. Pomijam fakt nierozróżniania języków żydowskiego i hebrajskiego, bo to akurat warszawskiemu policjantowi można wybaczyć. Otóż napis hebrajski głosił: „Niech Ten, który umieścił swoje Imię w tym domu, umieści między Wa­mi miłość i braterstwo, pokój i przyjaźń”. Jeden z czytelników „Izraelity” napi­sał: „Słowa te są naszą dewizą, hasłem naszego ideału, który pielęgnujemy lat tysięcy tyle”[1.13].

Notatka policjanta w jakiś sposób koresponduje z podkreślaniem znaczenia napisu umieszczonego w głębi portyku, przy równoczesnym pomijaniu hebrajskiego napisu na frontonie, który dla twórców i przynajmniej części użytkowni­ków synagogi był zdecydowanie istotniejszy, jego zaś treść ustalona po długiej dyskusji. Treść polskiego napisu była tylko koniecznym trybutem[1.14]. Umieszczano go rzeczywiście nad drzwiami wejściowymi – co podkreślają zarówno Kwiatkowski, jak i Małkowska – ale przecież wysoko i w cieniu! Z daleka, z pla­cu widać było wzruszający napis hebrajski – odczytywany jednak tylko przez część przechodniów, po upływie ponad 20 lat coraz mniej liczną, co najmniej z kilku powodów: „Winny one [słowa tego napisu – EB] być tak wyryte, aby z dala były widne i czytelne dla wszystkich. Tymczasem są one tak nikłe skut­kiem jednolitego koloru z całym frontonem, że rzadko kto przeczytać je może, a zdałoby się nawet, by dla młodzieży naszej wyryte były w języku bardziej dla niej zrozumiałym i przez nią w życiu codziennym używanym. [podpis] Klar”[1.15]. Koresponduje to z inną kąśliwą uwagą: „…u nas analfabetów – co do alfabetu żydowskiego – dostarczają tylko klasy oświecone”[1.16]. To była subtelna krytyka zbyt daleko posuniętej asymilacji.

Synagoga istniała zaledwie 65 lat. W tym czasie zmianom ulegała raczej tylko otaczająca przestrzeń, w tym zabudowa placu. Skwery przed synagogą utworzono dopiero na przełomie stuleci. W latach 1928-1936 po północno-wschod­niej stronie placu wzniesiono gmach Głównej Biblioteki Judaistycznej (w któ­rym od 1947 r. mieści się Żydowski Instytut Historyczny). W 1929 r. naprzeciw synagogi stanął budynek centrali telefonicznej. Niezmiennym elemen­tem placu Na Tłomackiem od 1770 r. pozostaje tzw. „Gruba Kaśka”, czyli zbiornik wody projektu Szymona Bogumiła Zuga. Budynek synagogi pod­dano remontowi dopiero w latach dwudziestych XX wieku. Obejmował on „naprawę dachów, wyprawienie na nowo elewacji bocznych, częściowo i frontowej, oraz ułożenie stopni wej­ściowych”. Roboty prowadził Maurycy Grodzieński. Po przeprowadzonym remoncie wmurowano przy wejściu tablicę następującej treści: „Bogu Jedynemu na chwałę. Gmach ten odnowiono w 50. roku jego zbudowania i 10. roku wskrzeszenia Rzeczypospolitej Polskiej”[1.17]. Synagogę zdewastowali Niemcy już na początku okupacji. W samym gma­chu i na skwerze po 1940 r. urządzili skład mebli zrabowanych z getta. W dniu 16 maja 1943 r., po uprzednim staran­nym podminowaniu, synagoga została wysadzona w powietrze osobiście przez generała Stroopa na znak, iż zakończył on swoją misję ostatecznego rozprawienia się z Żydami Warszawy. Po wojnie początkowo zakładano odbudowę synagogi[1.18], ale w latach pięćdziesiątych zdecydowano o nowej regulacji Placu Bankowego. Na miejscu synagogi wyrósł Błękitny czy też Srebrny Wieżowiec.

Dokument opisujący najstarsze dzieje synagogi – tzw. Złotą Księgę – przekazała do Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego 27 lipca 1966 r. pani Helena Weisflog, żona profesora ortopedii z Warszawy. „Żałować można tylko, że przyjmujący dar pan Rutkowski nie dokonał dokładnego opisu daru i nie popaginowal stron księgi. Dziś ta księga jest już niestety niekompletna. Są strony wydarte i z tego powodu nie przedstawia już wartości pełnego dokumentu archiwalnego”[1.19]. Jednak pomimo tych braków pozostaje dokumentem jedynym w swoim rodzaju, przybliża nam historię niezwykłego projektu oraz ludzi, którzy przyczynili się do stworze­nia budowli skupiającej tak wiele treści symbolicznych.


Fragment książki Eleonory Bergman „Nie masz bóżnicy powszechnej. Synagogi i domy modlitwy w Warszawie od końca XVIII do początku XXI wieku” za zgodą Autorki i Wydawcy. Wszelkie prawa zastrzeżone w tym prawo do wykorzystania tekstu na innych stronach internetowych.


Administrator dołożył wszelkich możliwych starań, aby prezentowane treści były prawdziwe i aktualne oraz nie naruszały praw osób trzecich, w tym praw autorskich, jednak nie może tego zagwarantować. Dlatego błędne informacje na stronie internetowej nie mogą być podstawą roszczeń. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości prosimy o kontakt na adres: sztetl@polin.pl


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com