Archive | 2025/06/26

Wyobraź sobie, że Hitler pozostał nietknięty


Wyobraź sobie, że Hitler pozostał nietknięty

Joshua Hoffman
Tłumaczenie:  ChatGPT and Andrzej KOraszewski


Pozwolić najwyższemu przywódcy Iranu, Alemu Chameneiemu, wyjść z tej wojny bez szwanku to jak pozwolić Hitlerowi wycofać się do Berlina w 1944 roku — z poturbowaną armią, ale z nietkniętą ideologią.

Czy potrafisz wyobrazić sobie świat, w którym architekci ludobójstwa mogą działać dalej bezkarnie — nadal trzymają się władzy i wciąż wierzą, że mieli rację?

To nie jest alternatywna historia. To ostrzeżenie.

Bo po 12-dniowej wojnie między Izraelem a Iranem właśnie z takim scenariuszem flirtuje dziś świat. Najwyższy Przywódca Iranu, Ali Chamenei, przeżył. Jego reżim nadal jest chroniony. Jego machina propagandowa nadaje. Jego Gwardia Rewolucyjna nadal maszeruje. Jego rakiety mogą być osłabione, jego zastępcze siły zdezorientowane, jego program nuklearny cofnięty — ale on sam pozostaje nietknięty.

I to jest poważny błąd.

W latach 30. XX wieku świat odwracał wzrok od rosnącego zagrożenia. Neville Chamberlain spotkał się z Adolfem Hitlerem, uśmiechnął się do kamer i wrócił do domu machając kartką papieru, która miała rzekomo gwarantować „pokój dla naszych czasów”.

Ale celem Hitlera nigdy nie był pokój — tylko podbój, dominacja i ludobójstwo. Wszystkie sygnały były obecne: Mein Kampf, prześladowania Żydów, remilitaryzacja Nadrenii, aneksja Austrii. Ale przywódcy woleli złudzenia niż konfrontację.

Hitlerowi dano czas. A z czasem zbudował machinę śmierci na gigantyczną skalę.

Ali Chamenei też dostał czas — ponad trzy dekady. W tym czasie zbudował nielegalny program nuklearny, finansował światowy terroryzm i eksportował fundamentalistyczną ideologię, która rozpala wojny zastępcze od Bejrutu po Bagdad i Sanę. Jego slogany — „Śmierć Ameryce!”, „Śmierć Izraelowi!” — to nie metafory. To deklaracje misji.

Przez dziesięciolecia społeczność międzynarodowa traktowała irański reżim jak problem do zarządzania, a nie zagrożenie do zneutralizowania. Ale Iran pod rządami Chameneiego nie pozostał w swoim pudełku — on podpalił cały region. Polityka powstrzymywania nie działa, gdy reżim żywi się śmiercią.

Nie miejmy złudzeń: Chamenei to Hitler naszego pokolenia. I tak jak Hitler, największe zagrożenie stanowi nie w broni, którą posiada, lecz w ideologii, którą dowodzi. Jego reżim, oparty na radykalnym szyickim mesjanizmie, wierzy w doprowadzenie do globalnej katastrofy, która ma przynieść boskie zbawienie. Nie da się odstraszyć człowieka, który chce podpalić świat.

Oczywiście, od razu słychać kontrargument: „Nie można porównywać Chameneiego do Hitlera. Hitler zabił sześć milionów Żydów. Chamenei nie.”

Bądźmy szczerzy, dlaczego tak jest: nie dlatego, że Chamenei nie chciał — tylko dlatego, że nie mógł. Bo tym razem Żydzi mają F-35. Mają jednostki cybernetyczne, systemy obrony przeciwrakietowej, okręty podwodne, satelity, siły specjalne, wyjątkowy wywiad i broń nuklearną.

Hitler uderzył najpierw w Żydów bezpaństwowych i bezbronnych. Chamenei najpierw uderzył w państwo żydowskie — uzbrojone, nieustępliwe i niechętne do cichej śmierci. I to jest jedyna różnica.

Więc nie, Chamenei nie zamordował sześciu milionów Żydów — ale do tego wzywa. To finansuje. To zbroi. O tym marzy. Nazywa Izrael „rakiem, który trzeba wyciąć”: „Reżim syjonistyczny to nowotwór, który bez wątpienia zostanie wykorzeniony i zniszczony” — powiedział w 2020 roku.

Co więcej, otacza Izrael organizacjami terrorystycznymi w Libanie, Syrii, Gazie i na Zachodnim Brzegu — i uzbraja je po zęby, instruując tamtejszych „przywódców”, by uczyli dzieci, że męczeństwo to najwyższa cnota, a Izrael musi zostać zniszczony. Na domiar złego irańskie podręczniki szkolne promują męczeństwo i dżihad od najmłodszych lat — tak jak Hitlerjugend uczyła chłopców umierać za Führera.

Dowodzi Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej — paramilitarnym imperium, które nie tylko brutalnie tłumi opozycję wewnętrzną, ale eksportuje terror za granicę. Elitarna jednostka Al-Kuds (część Korpusu) to w zasadzie globalna agencja terrorystyczna działająca w Iraku, Syrii, Libanie, Jemenie, Gazie i dalej. Jak SS, są fanatycznie lojalni wobec Najwyższego Przywódcy i działają ponad prawem.

Zajmuje ziemie na całym Bliskim Wschodzie, by otoczyć dwóch samookreślonych wrogów irańskiego reżimu (Izrael i Arabię Saudyjską), rozwijając przy tym komórki terrorystyczne w Europie i Ameryce Północnej. Ekspansjonizm Iranu jest wolniejszy i subtelniejszy niż blitzkrieg Hitlera, ale równie celowy — i o wiele bardziej globalny.

Wykonuje egzekucje na dysydentach politycznych, więzi dziennikarzy, cenzuruje internet i brutalnie tłumi protesty kobiet i studentów. Jego reżim zabił tysiące Irańczyków tylko za to, że domagali się podstawowych praw — tak jak reżim Hitlera mordował Niemców i mniejszości.

Radykalizuje społeczności muzułmańskie w diasporze, finansuje meczety i ośrodki w Europie i Ameryce Łacińskiej, które promują ideologię Chomeiniego, oraz werbuje komórki terrorystyczne za granicą. Jego bojówki nie walczą tylko na Bliskim Wschodzie — planują ataki w Buenos Aires, Bułgarii, Francji i dalej.

Od dziesięcioleci próbuje zbudować broń nuklearną. Już samo to może czynić Chameneiego groźniejszym. Hitler musiał najeżdżać kraje i budować obozy; Chamenei chce mieć bombę, by dokończyć dzieło w sekundę.

Neguje Holokaust, a zaraz potem grozi kolejnym. Intencja, przygotowanie i możliwość — tak definiuje się zagrożenie. Chamenei ma dwie pierwsze. Jedyną przeszkodą jest siła Izraela.

Najgorsze jest to, że pełni funkcję „najwyższego przywódcy” od 1989 roku. To ponad 35 lat. Ma o 23 lata więcej niż Hitler na zatruwanie umysłów, budowanie sojuszy i przekształcanie regionu według wizji swojego reżimu.

A mimo to Chamenei nadal żyje i rządzi, bo Zachód jak zwykle szepcze swoje obawy: „Zmiana reżimu to skomplikowana sprawa.” „To, co przyjdzie po nim, może być gorsze.” „Nie wybiegajmy za bardzo do przodu.” I tak wracamy do starego frazesu: lepszy diabeł, którego znamy, niż ten, którego nie znamy.

Ale czy dziś ktokolwiek twierdziłby, że świat byłby lepszy, gdyby Hitler pozostał u władzy? Czy ktoś powiedziałby, że należało go zostawić w spokoju, bo jego usunięcie mogło wywołać chaos?

Oczywiście, że nie.

Świat stał się bezpieczniejszy, gdy Hitler zniknął. Tak samo będzie, gdy zniknie Chamenei. Irańczycy nie są naszymi wrogami; wielu z nich ryzykowało życiem protestując przeciwko Chameneiemu, krzycząc na ulicach „śmierć dyktatorowi”. Są ofiarami, nie winowajcami. Zakończenie reżimu byłoby wyzwoleniem, a nie inwazją.

Poza tym Bliski Wschód zasługuje na szansę pokoju bez sznurków pociąganych przez ajatollaha. Wyobraź sobie Bliski Wschód, w którym dzieci w Libanie dorastają bez rakiet Hezbollahu nad głowami, gdzie irackie miasta nie są bazami dla szyickich bojówek, gdzie Jemen się odbudowuje, a Gaza należy do marzycieli, nie do terrorystów. Taki świat jest możliwy tylko wtedy, gdy żelazny uścisk irańskiej teokracji zostanie złamany. A to zaczyna się od zakończenia panowania Chameneiego.

Tymczasem rzeczywistość wygląda tak: od Izraela wymaga się wyższych standardów prowadzenia wojny niż od Iranu — podstawowych standardów człowieczeństwa. Chamenei finansuje szkolenie dzieci-żołnierzy w Jemenie, morderczo dyskryminuje kobiety i wzywa do ludobójstwa — a mimo to Izraelowi mówi się: „Nie zrzucajcie bomb. Jeśli to zrobicie, to poważne naruszenie. Sprowadźcie pilotów do domu, natychmiast.”

Powiedzmy to jasno: powściągliwość też ma swoją cenę. Moralne zamglenie również. Pozwolenie, by teokratyczny ludobójca wyszedł z wojny żywy, nie jest oznaką dojrzałości. To akt zaniedbania.

Świat już wie, co się dzieje, gdy nienawiść zakorzenia się w salonach władzy. Nie potrzebujemy więcej lekcji historii. Potrzebujemy odwagi, by zastosować te, które już poznaliśmy.

86-letni Chamenei nie powinien umrzeć ze starości. Nie powinien przekazać władzy kolejnemu fanatykowi. Nie powinien mieć szansy na odbudowę, dozbrojenie i odzyskanie siły. Opóźniona sprawiedliwość to nie sprawiedliwość. To przyzwolenie.

W 2025 roku Izrael zrobił to, czego nikt inny nie odważył się zrobić. Zadziałał prewencyjnie — po raz kolejny — i przypomniał światu, że bezpieczeństwo Żydów nie podlega negocjacjom. Ale ta odwaga musi przynieść dojrzały owoc.

Pozwolić Chameneiemu wyjść z tej wojny to jak pozwolić Hitlerowi wycofać się do Berlina w 1944 roku — z poturbowaną armią, ale z nietkniętą ideologią. To nie czas na ugodowość. To czas na odważne przywództwo.

Świat cywilizowany nie może sobie pozwolić na to, by pozostawić Hitlera naszych czasów nietkniętym.


Joshua Hoffman, przedsiębiorca, autor książki “Journeys of the Jewish Spirit”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dlaczego lewica jest najbardziej antyizraelska? Z wielkiego rozczarowania

Dlaczego lewica jest najbardziej antyizraelska? Z wielkiego rozczarowania

Waldemar Kumór


1947, orka w kibucu Urim (Fot. KLUGER ZOLTAN / Israel Government Press Office)

To był mały, dzielny postępowy kraj, który walczy z ohydnymi reakcyjnymi arabskimi dyktatorami. Co się stało z soft power Izraela.


Konstantym Gebertem* rozmawia Waldemar Kumór

*

Waldemar Kumór: Antysemityzm powrócił, i to na wielką skalę. Jak to się stało?

Konstanty Gebert: – Bo nie umieliśmy sobie z nim poradzić. Obłożyliśmy go klątwą, nie wolno było tego ruszać, bo wiadomo, że to jest koncentrat wszelkiego zła – w  Zagładzie wymordowano 6 milionów ludzi. Ale już powszechnie znanej i przyswojonej wiedzy o tym, dlaczego tak się stało, tak naprawdę nie było.

Na początku wystarczyło samo poczucie grozy, z jakim Europa zareagowała po 1945 roku na Auschwitz i Treblinkę. Ale ta groza się skończyła.

Co pomyślałeś, gdy doszło do fali antyizraelskich demonstracji w Europie, po tym co Izrael robi w Gazie?

– O wielkiej hipokryzji. Nie było takich demonstracji antyarabskich, gdy 7 października Hamas wymordował 1200 ludzi.

Nie było też masowych demonstracji antychińskich, gdy Chiny osadziły w obozach ponad milion Ujgurów. Zdarzały się, to prawda, demonstracje przeciwko władzom Chińskiej Republiki Ludowej. Ale nie było aktów przemocy w chińskich dzielnicach w Europie czy w USA. Nikomu do głowy nie przyszło, że jakiś pan Lee, który ma restaurację chińską w Londynie, powinien zostać ukarany za to, co rząd w Pekinie robi Ujgurom.

Nie było też masowych protestów, gdy buddyjscy ekstremiści wymordowali  i wypędzili prawie milion muzułmanów Rohingya. Świat się oburzał? Nikt nie wzywał Dalajlamy, by się z tego tłumaczył. Bo zdroworozsądkowo opinia publiczna wie, że Dalajlama nie ma nic wspólnego z tą zbrodnią, popełnioną akurat przez buddystów.

A w przypadku Izraela i Żydów taka rozłączność nie działa, a incydentów antyżydowskich jest masa: tylko we Francji ich liczba wzrosła dziesięciokrotnie. Mało kto rozdziela politykę rządu Izraela od samego Izraela, czy narodu i religii żydowskiej.

Co jest – powtórzę – empirycznym dowodem na to, że nie umieliśmy sobie w Europie poradzić z antysemityzmem.

Jak to się stało, że szczególnie antyizraelscy są ludzie o lewicowych, często skrajnie lewicowych, poglądach? To, zdaje się, zaczęło się w latach 70.

– Wtedy zmieniło się postrzeganie Izraela. Do tego momentu był postrzegany jako mały, dzielny postępowy kraj, który walczy z ohydnymi, dyktatorskimi i reakcyjnymi reżimami arabskimi. Wtedy Izrael był dla lewicy wcieleniem socjalizmu, który w dodatku działa, bo Izraelczycy świadomie budują braterskie społeczeństwo oparte na równości i wzajemnym szacunku. Oczywiście to była  tylko część prawdy – tak samo jak tylko częściowo jest prawdą dzisiejsze stereotypowe postrzeganie Izraela jako wcielenie prawicowego marzenia o państwie nacjonalistycznym, militarystycznym i religijnym. Ale w jednym i drugim przypadku ludzie nie przejmują się faktami.

Czy ta postawa antyizraelska to też przedłużenie nienawiści do USA, które tak wspierają Izrael?

– Bądźmy precyzyjni: lewicowa nienawiść do Izraela, bo tak to trzeba nazwać, jest niezależna od lewicowej nienawiści do USA, choć obie się wspierają.

Izrael jest postrzegany jako państwo kolonialne, a więc będące czymś złym z natury. Państwa kolonialne nie zasługują na to, żeby istnieć. A to państwo jest obiektem szczególnej wrogości lewicowców z byłych państw kolonialnych zgodnie z mechanizmem przeniesienia. Jeżeli jestem Brytyjczykiem, Francuzem, Belgiem, Holendrem, Hiszpanem, nawet Włochem, to sposobem na rozprawienie się z kolonialną przeszłością mojego kraju jest potępienie kolonialnego jakoby Izraela.

Tak, to prawda: Izrael jest poniekąd państwem kolonialnym, bo został zbudowany przez osadników – a osadnik to polska wersja słowa kolonizator. Tyle tylko, że ci osadnicy nie mają metropolii, do której mogliby wrócić, jak Francuzi z Algierii: ta rzekoma kolonia jest ich jedyną ojczyzną.

A kiedy Izrael budowano, to osadnicy dla lewicy byli wcieleniem wszelkich cnót. Oto bezproduktywni intelektualiści albo inni burżuje porzucają Europę i jadą na pustynię pracować fizycznie, dosłownie rękami i w ten sposób moralnie się odrodzić. Czyli to kolonizowanie było czymś dobrym.

I ono się aż tak nie zmieniło; zmienił się sposób myślenia i oceniania Izraela.

W Polsce też?

– W Polsce osadnictwo ma dobrą reputację. Osadnicy zasiedlili ziemie przyznane nam po Niemcach po II wojnie światowej, wcześniej wojskowi osadnicy na Wołyniu po odzyskaniu niepodległości tam nieśli polskość. Nikomu nie przychodzi do głowy, że to zjawiska niemal dokładnie takie samo jak izraelskie.

Tak więc nienawiść do Izraela wynika z tego, że dzisiaj bycie lewicowcem oznacza w krajach, które były kolonialne, czuć się odpowiedzialnym za tę paskudną przeszłość własnego państwa – a wynikające z niej potępienie przenosić na inne państwo, postrzegane podobnie.

W Polsce w którymś momencie też powstanie refleksja nad tym, że naszą kolonią była Ukraina.

Do tego dochodzą oskarżenia Izraela o apartheid, taki jak kiedyś w RPA.

– Tak uważają poważne organizacje praw człowieka: Amnesty International, Human Rights Watch. Ale  ich raporty stwierdzają, że apartheid, który potępiają w Izraelu, to nie jest ten apartheid, który istniał w Republice Południowej Afryki. Im chodzi o to, że na Zachodnim Brzegu są dwa różne systemy prawne i ludzie tam mieszkający podlegają albo jednemu, albo drugiemu. I że to jest krzywdzące.

Tak, to jest krzywdzące. Ale jeżeli na tym ma polegać apartheid, to mamy go też w Polsce. Przecież mamy sądownictwo wojskowe i cywilne, czyli dwa systemy prawne na jednym terytorium różnie traktujące ludzi.

W przypadku Izraela nie chodzi już o to, by wytknąć mu – zasadnie – że jego władza na Zachodnim Brzegu dyskryminuje Palestyńczyków. Chodzi o to, by uderzyć w Izrael najcięższą maczugą, jaką się posiada. Bo dla mieszkańców krajów postkolonialnych apartheid jest synonimem wszelkiego zła. I jeżeli Izrael jest uznany za państwo apartheidu, to znaczy, że w walce z Izraelem wszystko jest uzasadnione.

To jest jedna z form nowoczesnego antysemityzmu?

– Tak to można nazwać. Bo to nie byłoby możliwe bez trwania antysemickich stereotypów. Na tym polega różnica między Izraelem toczącym w Gazie wojnę obronną a na przykład Chinami  wynarodawiającymi Ujgurów.

Nie ma negatywnych stereotypów Chińczyków, do których się można odwołać: „no proszę, to już od czasów Konfucjusza te Chińczyki tak mają”. Natomiast jest rzeczą oczywistą, że oskarżenie Izraela, że morduje ze szczególnym okrucieństwem dzieci w Gazie, nie byłoby w ogóle nośne, gdyby nie stereotyp żydowskiego mordu rytualnego.

Gdyby nie było tego stereotypu, opinia publiczna stwierdziłaby: no tak, jest rzeczą straszną, że w Gazie giną dzieci. Ale skoro połowa ludności Gazy ma poniżej 18 lat, jest rzeczą oczywistą, że mniej więcej połowa ofiar będzie miała poniżej 18 lat. Innymi słowy, to że połowę ofiar stanowią dzieci, byłoby postrzegane jako konsekwencja struktury demograficznej Gazy. Ale mówimy o tym tak, jakby Izrael zbudował jakieś specjalne bomby, które celowo wyszukują dzieci. No bo Izrael lubi mordować dzieci!

Ale wiesz, tak naprawdę mało mnie interesuje, czy ludzie, którzy podtrzymują ten nienawistny stereotyp, robią to z pobudek antysemickich, czy też wręcz przeciwnie: uwielbiają „Skrzypka na dachu” i gefilte fish.

Czyli można powiedzieć, że hasbara – proizrealeska propaganda już nie działa? Ben Gurion uważał, że „liczy się to, co Żydzi zrobią, a nie to, co nie-Żydzi powiedzą”. Menahem Begin był zdaje się w ogóle przeciwny propagandzie: „Nie potrzeba nam więcej Goebbelsów”. A Benjamin Netanjahu?

– Netanjahu w ogóle nie pasuje do tego towarzystwa. Pierwsi dwaj byli wybitnymi mężami stanu.  Byli o sobie wzajemnie bardzo złego zdania, ale obaj byli państwowcami. Działali w przekonaniu, że to, co robią, jest konieczne dla dobra wspólnego i żaden z nich nie interesował się – tak jak Netanjahu i jego żona – różowym szampanem.

Ben Gurion wracał do kibucu, gdzie mieszkał i pracował. Był socjalistą i człowiekiem niewierzącym. Begin był nacjonalistą i człowiekiem bardzo głęboko wierzącym, ale obu łączyło przekonanie, że są zasady większe od nich. Że dla nich nie ma specjalnych praw i szczególnych przywilejów. Begin jako premier nadal mieszkał w bloku, i na przykład żądał jeszcze w czasach walki podziemnej, żeby jego żołnierze występowali w mundurach i z insygniami, bo nie wolno strzelać zza węgła.

Wracając do cytatu z Ben Guriona – on to mówił zaraz po Zagładzie. Znaczyło tyle, że jedno, czego historia Żydów nauczyła, to że jeżelibyśmy polegali na tym, co nam mówią i obiecują, toby nas dawno nie było. W związku z tym nie możemy być zależni od tego, co nam mówią, wszystko jedno wrogowie, czy przyjaciele – w ostatecznym rozrachunku sami musimy brać za siebie odpowiedzialność.

Ciekawym przykładem, jak świat stosował różne miary wobec Izraela, była masakra w obozach palestyńskich w Sabrze i Szatili podczas pierwszej wojny libańskiej w 1982 roku. Wtedy wojska izraelskie zdobyły Bejrut, a Izrael był sprzymierzony z maronitami, chrześcijanami libańskimi, którzy toczyli straszliwie krwawą wojnę domową przeciwko libańskim sunnitom i ich sojusznikom – Palestyńczykom. Uważali ich za najeźdźców i strona izraelska się zgodziła, żeby maronici weszli do obozów palestyńskich, by rozbroić tamtejsze bojówki palestyńskie. Każdy, kto miał jakiekolwiek pojęcie o realiach, wiedział, co będzie się działo – no i doszło do masakry, co najmniej 800 zabitych cywilów.

Izraelska armia nie interweniowała, a Begin stwierdził: „chrześcijanie mordują muzułmanów, a świat  potępia Żydów”. Z jednej strony to było bezczelne wypieranie się odpowiedzialności – bo to Izrael wpuścił tam chrześcijan, ale z drugiej strony tego rodzaju masakry dokonywały się wcześniej podczas libańskiej wojny domowej, gdy chrześcijanie mordowali muzułmanów, a muzułmanie chrześcijan. I nikt się tym w świecie szczególnie nie przejmował. Ale wystarczyło, że pojawili się Żydzi – nawet nie w roli sprawców, tylko tych, którzy umożliwili sprawcom zbrodnie – i natychmiast wybucha oburzenie na cały świat.

Tak więc i Begin, i Ben Gurion zwrócili uwagę, że tak naprawdę wobec Izraela stosowane są inne miary ocen. Tymczasem Izrael ma do czynienia z terrorystami, którzy mordują ludzi, a każde państwo musi się przed terrorem bronić. Hasbara nie powinna mieć znaczenia, bo i tak każdy normalny człowiek stanie po stronie mordowanych.

Ale jak widać po reakcjach na izraelską odpowiedź na to, co zrobili terroryści z Hamasu, to nie jest niestety prawda.

Dziś na amerykańskich uniwersytetach ostrzega się studentów żydowskich, żeby nie wychodzili z akademika.

– Tylko pamiętaj, że rozmawiamy w kraju, w którym rektor uniwersytetu w Białymstoku przed corocznym spędem ONR-u wydał instrukcję dla studentów obcokrajowców, by też zostali w akademikach.

Studenci żydowscy w USA czy Europie Zachodniej rzeczywiście mają powody do obaw. Bo funkcjonuje przekonanie, że jest czymś uprawnionym mszczenie się na żydowskich studentach za to, że izraelskie bomby lecą na Gazę.

Czyli żadna, ani emocjonalna, ani oświecona hasbara nie zadziała? Naiwnie myślę o filmach, książkach, lekcjach historii?

– Nie. Bo nie ma skuteczniejszej propagandy niż demografia.

To nie jest tak, że popierająca w ONZ rezolucję potępiającą Izrael za „zażydzanie” Jerozolimy Nigeria ma jakieś bardzo głębokie polityczne interesy w kwestii Świętego Miasta. Ale Nigeria ma na co dzień bardzo istotne polityczne interesy w kwestii relacji z państwami arabskimi oraz ma własnych muzułmanów, którzy stanowią znaczącą część przeszło dwustumilionowej ludności.

W Stanach wyborcy arabscy są dzisiaj dużo liczniejsi niż żydowscy. Wiemy już z sondaży, że Biden stracił Michigan. A to stan, który tradycyjnie głosował na Demokratów. Lecz teraz tam mieszka bardzo dużo wyborców arabskich, a ci potępiają Bidena za to, że poparł Izrael. A bez Michigan nie wygra wyborów prezydenckich.

Masz jakiś pomysł, jak rozmawiać z wrażliwymi, młodymi ludźmi, z reguły o lewicowych poglądach? Widzę, jak na przykład na Facebooku przy zdjęciach przyklejają palestyńskie flagi. Mam wrażenie, że rytualnie potępiają to, co zrobił Hamas, a całą emocję wyrzucają na Izrael – bo w mediach społecznościowych, w portalach, w telewizjach widać głównie martwe palestyńskie dzieci.

– Nie ma nic złego w przyklejaniu sobie flagi palestyńskiej, czy tez izraelskiej – kwestia wolnego politycznego wyboru. Ale nie można potępić Izraela, który toczy wojnę w samoobronie, za to, że ją toczy. Wojna jest zawsze zbrodnią: polega na zabijaniu ludzi i niszczeniu ich dobytku. Ale myślę, że trzeba przypominać, że w czasie II wojny, żeby pokonać Hitlera, alianci mordowali dziesiątki tysięcy niemieckich cywilów: socjaldemokratów, antyfaszystów, komunistów, liberałów i tak dalej oraz niemieckich dzieci. Drezno zostało zbombardowane zupełnie na zimno, tam nie było zakładów zbrojeniowych.

Nie porównuję Hamasu do hitlerowców, ale w Gazie jest tak wiele ofiar cywilnych, bo Hamas posługuje się mieszkańcami jako żywymi tarczami. Zbudował 500 km tuneli pod Gazą. Cywile tam nie mają wstępu. Tam są gigantyczne schrony i magazyny broni.

Czy Netanjahu dał się wpuścić w pułapkę Hamasu?

– To nie tak. Winna jest jego bardzo krótkowzroczna polityka. Świadomie osłabiał Autonomię Palestyńską. Dzięki temu mógł powtarzać Zachodowi, że nie ma z kim rozmawiać, bo Autonomia jest słaba, skorumpowana i nawet nie sprawuje władzy na całym Zachodnim Brzegu. A jeśli nie Autonomia, to pozostaje Hamas, który chce wymordować wszystkich Żydów, więc z kim tu rozmawiać.

To była świadoma linia, a jej konsekwencją było tolerowanie, że Katar – który popiera ideologicznie Bractwo Muzułmańskie, a Hamas jest ich oddziałem – przywoził do Gazy miliony dolarów w walizkach, którymi płacił funkcjonariuszom Hamasu.

To było krótkowzroczne. Przecież w1939 roku Polską rządziła klika, która jako partner Hitlera krótkowzrocznie wzięła udział w rozbiorze Czechosłowacji. W polityce wewnętrznej prześladowali mniejszości, opozycję zamykali w obozach i kradli z publicznej kasy. Czy to znaczy, że Niemcy i Sowieci mieli prawo podzielić się Polską?

Podobnie bezsensowne jest myślenie, że skoro w Gazie są terroryści, to Palestyńczykom nie należy się prawo do samostanowienia. Należy, bo są narodem, a nie w nagrodę za dobre sprawowanie. I podobnie prawo do tego, żeby nasi obywatele nie byli mordowani, nie jest przyznawane warunkowo w zależności od tego, czy nam się podoba rząd, czy nie.

Czyli jednak propaganda-wiedza jest potrzebna. No bo ilu ludzi wie o tych dolarach od Kataru.

– No tak. Ale ja się boję, że propaganda zmieni się dopiero wtedy, kiedy zacznie okazywać się, że model ustrojowy Hamasu opiera się na mordowaniu nie tylko Żydów, ale i innych, którzy Hamasowi wejdą w drogę.

Czyli wtedy, gdy skończy się zdumiewający sojusz europejskiej lewicy z ruchem, który programowo morduje gejów za to, że są gejami, a opozycję zrzuca z dachu wysokich budynków. Dziwny sojusz, bo jeśli uznajemy, że Hamas ma rację, to wcześniej czy później jacyś dziarscy młodzi ludzie zechcą przenieść jego metody do Europy, licząc na poparcie oświeconej europejskiej lewicy.

Świat się nie oburza, gdy prezydent Iranu mówi, że „całujemy błogosławione dłonie Hamasu”. Prezydent Turcji przekonuje, że Hamas to nie są żadni terroryści, tylko ruch wyzwoleńczy. No a skoro wszyscy wiemy, że Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło rezolucję, że narody pod okupacją mają prawo walczyć z nią wszystkimi środkami, to właściwie dlaczego nie popierać Hamasu?

Na szczęście Zgromadzenie Ogólne nie stanowi prawa międzynarodowego, ale i tak na tę nieszczęsną rezolucję powołują się różne całkiem poważne rządy, gdy potępiają Izrael.

Z argumentacji  tej wynika, że prawa człowieka nie przysługują obywatelom państw okupacyjnych. Więc nie przysługują Izraelczykom, bo każdy Izraelczyk jest okupantem, gdyż jest żołnierzem – bo każdy Izraelczyk, nie licząc ortodoksów i Arabów, albo służy, albo służył, albo będzie służył w wojsku.

Lecz idąc tym tropem rozumowania, jest czymś słusznym i chwalebnym mordować nie tylko izraelskie dzieci, bo wyrosną na żołnierzy, ale także wszystkich Turków. Wszak Turcja okupuje północny Cypr, okupuje północną Syrię, okupuje kawałki Iraku, okupuje ziemie Kurdów. A więc jeżeli ktoś jest Turkiem, to dlaczego mielibyśmy traktować go inaczej niż Żyda? Ale co z Niemcem pochodzenia tureckiego? Logicznym byłoby, że też można poderżnąć mu gardło. Dlaczego nikt się poważnie nie zastanawia nad konsekwencjami zasad nierozważnie przyjmowanych przez Zgromadzenie Ogólne ONZ?

Przypomniał mi się rysunek z 1988 roku, z czasu pierwszej intifady, przerysowane zdjęcie chłopca z warszawskiego getta, za którym stoi niemiecki żołnierz: chłopiec w arabskiej czapce a za nim izraelski żołnierz. Takie coś zdobyło jedną z europejskich nagród za rysunek satyryczny.

– Te nawiązania do Zagłady, stawianie znaku równości tym, co zrobili naziści i co robi Izrael, powtarza się bardzo często nawet w poważnej prasie.

Ono się opiera na prostym skojarzeniu: w Gazie giną dzieci i w getcie ginęły dzieci. Naturalnie stoi za tym emocjonalny wstrząs: wtedy źli ludzie zabijali żydowskie dzieci, a dziś tak doświadczeni Żydzi zabijają innym dzieci! Tyle że gdy nieco odsunie się emocje, takie porównania okazują się bez sensu: przecież dzieci też ginęły w bombardowanych przez aliantów miastach niemieckich.

I lepiej uważać z przeliczaniem ofiar, bo wyjdzie, że w II wojnie światowej Wielka Brytania była gorszym zbrodniarzem niż Trzecia Rzesza, gdyż od angielskich nalotów zginęło prawie 200 tysięcy niemieckich cywili, a od niemieckich – około 70 tysięcy brytyjskich.

Nie wspominając o nalotach Amerykanów na Japonię…

– Takie rysunki sprawiają, że trudno odsunąć od siebie myśl, że chyba wyszło szydło z worka. Zestawiający Palestynę z gettem myślą sobie: ci Żydzi są teraz dokładnie tak samo paskudni, jak wszyscy inni. I my już się nie musimy czuć winni.


Konstanty Gebert – czołowy publicysta “Wyborczej” od chwili jej powstania, obecnie związany z „Kulturą Liberalną”. Niedawno ukazał się jego “Pokój z widokiem na wojnę. Historia Izraela”. Książka w dobrych księgarniach, na Kulturalnysklep.pl w formie e-booka na Publio.pl.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


New York City Jews Sound Alarm After Anti-Israel Socialist Zohran Mamdani Wins Democratic Mayoral Primary

New York City Jews Sound Alarm After Anti-Israel Socialist Zohran Mamdani Wins Democratic Mayoral Primary

Corey Walker


Candidate Zohran Mamdani speaks during a Democratic New York City mayoral primary debate, June 4, 2025, in New York, US. Photo: Yuki Iwamura/Pool via REUTERS

Following Zohran Mamdani’s stunning victory in New York City’s Democratic mayoral primary on Tuesday, local Jewish leaders are expressing deep apprehension about their future status in a city facing the prospect of being led by a man who has been accused of antisemitism and made anti-Israel activism a cornerstone of his political career.

Mamdani, the 33‑year‑old state assemblymember and proud democratic socialist, defeated former Gov. Andrew Cuomo and other candidates in a lopsided first‑round win in the city’s Democratic primary for mayor, notching approximately 43.5 percent of first‑choice votes compared to Cuomo’s 36.4 percent.

Voters in New York City rank their choices in order of their preference. While Mamdani declared victory and Cuomo conceded defeat, the race’s ultimate outcome will technically be decided when every vote is tallied, taking into account the ranked choice count. Mamdani’s victory is all but assured.

Some observers have speculated that Mamdani’s win over an older, high-profile Democrat signifies growing frustration with the party’s status quo and represents a generational change.

The election results have also alarmed members of the local Jewish community, who expressed deep concern over his past criticism of Israel and defense of antisemitic rhetoric.

“Mamdani’s election is the greatest existential threat to a metropolitan Jewish population since the election of the notorious antisemite Karl Lueger in Vienna,” Rabbi Marc Schneier, one of the most prominent Jewish leaders in New York City, said in a statement. “Jewish leaders must come together as a united force to prevent a mass Jewish Exodus from New York City.”

Avital Chizhik-Goldschmidt, who along with her husband Rabbi Benjamin Goldschmidt co-founded the Altneu, an Orthodox synagogue on Manhattan’s Upper East Side, suggested that Mamdani’s political ascendance indicates that antisemitism might actually be a political “asset” these days. 

“Perhaps soft antisemitism is not a liability for a NYC politician. It’s an asset,” Chizhik-Goldschmidt wrote. “Perhaps New York City is not the city we thought it was.”

Former New York State Assemblyman Dov Hikind, who later founded the organization Americans Against Antisemitism, similarly repudiated Mamdani and encouraged New Yorkers to consolidate behind a single candidate to oppose the presumptive Democratic nominee in the general election in November.

“Mamdani has won the Democratic primary,” he said in a video posted to social media. “It is pathetic, it is sick, it is painful for people who care about the future of New York and in particular the Jewish community.”

Hikind added in a written post accompanying the video: “NYC must unite to defeat the dangerous antisemite Mamdani.”

A little-known politician before this year’s primary campaign, Mamdani is an outspoken supporter of the boycott, divestment, and sanctions (BDS) movement, which seeks to isolate Israel from the international community as a step toward its eventual elimination.

Mamdani has also repeatedly refused to recognize Israel’s right to exist as a Jewish state, falsely suggesting the country does not offer “equal rights” for all its citizens, and promised to arrest Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu if he visits New York.

Most recently, Mamdani defended the phrase “globalize the intifada”— which references previous periods of sustained Palestinian terrorism against Jews and Israels and has been widely interpreted as a call to expand political violence — by invoking the Warsaw Ghetto Uprising during World War II. In response, the US Holocaust Memorial Museum repudiated the mayoral candidate, calling his comments “outrageous and especially offensive to [Holocaust] survivors.”

The same week, an old X/Twitter post from 2015 by Mamdani resurfaced online showing him appearing to threaten that a “third intifada” was coming.

New York City, which is home to the largest Jewish population outside of Israel, has experienced a major spike in antisemitic incidents since Hamas’s Oct. 7, 2023, invasion of southern Israel, with police data showing Jews were targeted in the majority of hate crimes perpetrated in New York City last year.

Concern among Jewish leaders over Mamdani’s victory amid rising antisemitism extended well beyond New York.

Rabbi Pinchas Goldschmidt, president of the Conference of European Rabbis, warned that Mamdani’s victory represents a well-known pattern that starts with hatred of Israel and ends with violence targeting Jews.

“Zohran Mamdani’s win in #NYC feels deeply familiar to #Europe’#Jewish community. We’ve seen where radical politics — especially cloaked in ‘justice’ rhetoric — can lead. It starts with slogans. It ends with violence,” Goldschmidt, the former chief rabbi of Moscow, posted on social media.

“In Europe, we’ve learned the hard way: when far-left ideologues and radical Islamists turn Israel into a symbol of absolute evil, it quickly becomes a weapon — not against a state, but against Jews. ‘Anti-Zionism’ becomes the mask. Exclusion and incitement follow,” the rabbi continued. “This isn’t about legitimate critique of Israeli policy. It’s about obsession. Israel becomes a dog whistle — a coded target on synagogues, schools, and Jews in public life.”

Europe, like New York, has experienced a surge in antisemitism since Hamas’s Oct. 7 massacre, with antisemitic incidents often liked to animus against Israel.

“The safety of all New Yorkers — including Jewish New Yorkers — is the single greatest responsibility of the mayor of New York,” said Rabbi Moshe Hauer, executive vice president of the Orthodox Union.

“That safety has been deeply impacted by the rhetoric and actions of those whose opposition to Zionism has driven them to work to instill fear and intimidation in Jews who support Israel,” he added.

Morton Klein, president of the Zionist Organization of America (ZOA), called for Jews in New York to immigrate to Israel.

“As an American Jew and as a human, I am truly frightened that an antisemitic communist, Mamdani, has actually promoted murdering Jews by supporting and legitimizing the antisemitic rally cry ‘globalize the intifada,’ refuses to accept the Jewish state of Israel as a Jewish state, states he will arrest PM Netanyahu if he comes to NYC, and is friendly with Israel bashing Jew-haters – and yet has been mainstreamed in the most important Jewish city in America,” he said. “It is time to make aliyah to Israel.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com