Marian Marzyński: Sztuka montażu
Marian Marzyński

Marian Marzyński
2014-12-07. Tak napisałem w poprzednim blogu: w środku warszawskiego getta powstało żydowskie terytorium o uzdrawiającej mocy, miejsce bratania się i leczenia kompleksów, przestrzeń, którą Polacy zaakceptowali od pierwszego dnia.
Nie zmieniłem zdania, ale ktoś wywołał mnie do tablicy.
If you, God forbid, were killed in an accident tomorrow, would you want people to remember the day of your death – or your life? (Czy chciałbyś, aby pamiętano o dniu, w którym zginałeś w wypadku, czy też o całym twoim życiu?) zażartował w wywiadzie dla nowojorskiego pisma żydowskiego “Forward”, dyrektor warszawskiego Muzeum Historii Żydów Polskich.
To zrównanie zagłady z indywidualną śmiercią byłoby tylko niefortunne, gdyby nie olbrzymi wysiłek PR, jaki twórcy tego muzeum wnieśli od jego zarania, by uchronić przyszłego widza od skojarzenia życia polskich Żydów z ich masową śmiercią. Dziewięć wieków żydowskiej obecności w Polsce – wydaje się mówić ta wystawa – powinno kojarzyć się z polską gościnnością, tolerancją dla wyznawców innej wiary (mimo przejawów antysemityzmu, ale gdzie go nie było?) i indywidualnym bohaterstwem Polaków w obliczu zagłady.
Bryła muzeum bardziej nadawałaby się na wystawę abstrakcyjnej sztuki nowoczesnej, niż na miejsce tak dokumentalne, jak osadzona w środku dawnej dzielnicy żydowskiej próba odtworzenia żydowskiego losu z jego tragiczną puentą. Nic też z tematem Muzeum nie ma wspólnego elegancja obszernego hallu, wymarzonego dla korporacyjnych bankietów.
Podziemie zaprasza nas do gościnnego polskiego lasu, a potem do gościnnych średniowiecznych polskich miast, w których pojawiać się będą elektroniczne marionetki pierwszych Żydów, z których jeden miał napisać, że Polska jest żydowskim rajem. Oglądając olbrzymich rozmiarów portrety polskich monarchów, czujemy się jak goście na ich królewskich dworach, jesteśmy w eleganckim Muzeum Historii Polski, do Żydów z krwi i kości – daleko.
Przypominający „cepeliowskich żydów” z PRL-owskich filmów, zabierający najlepszą przestrzeń muzealną, ponad miarę rozbudowany początek tej opowieści (pierwsze dziewięć wieków, w których Żydzi nie odgrywali jeszcze poważnej roli społeczno-ekonomicznej), już na oko wydaje się nie mieć szans na znalezienie swojego dramatycznego końca w XX wieku, gdy „los żydowski” zacznie się manifestować. Na najważniejsze tematy: dwudziestowieczna industrializacja, niepodległość Polski, międzywojenna demokracja, zagłada i lata powojenne) – nie starczy miejsca.
Jerzy Bossak, mój filmowy mentor, tak mówił po przeglądzie niektórych filmów: „wspaniały materiał; szkoda, że nie zmontowany został dobry film”, przypominając nam, że sekretem montażu jest dramatyczny koniec w poszukiwaniu początku, a nie odwrotnie.
Przykład muzealnego montażu. W kącie jednej z sal umieszczono cytaty z dzieł czołowych międzywojennych antysemitów; ponad tym cytatami wisi cytat podpisany nazwiskiem dziennikarza żydowskiej gazety: „nie ma takich opinii antysemickich, w których nie byłoby źródła prawdy”.
Pierwszym pęknięciem montażowym Muzeum jest wejście do wystawy Holokaustu, samej w sobie dobrze pomyślanej, ale poprzedzonej opowieścią o codzienności XX-wiecznych Żydów, pozbawionej ostrości narastającego antysemityzmu. Gdy Niemcy zabijają Żydów, pozbawiony głębokiej refleksji na temat nieuchronności tej tragedii widz – dostaje obuchem w głowę.
Jeszcze większe jest następne pękniecie. Powojenna ekspozycja zepchnięta na koniec pękającej w szwach przestrzeni muzealnej (oj, ten starodawny las!), straciła montażową płynność, stając się mało strawna nawet dla polskiej konsumpcji („pan wiesz, a ja rozumiem”), a dla obcokrajowców nieczytelna. Polska obsesja „obrony” Polaków od zarzutu wymordowania Żydów zastępuje tu inna obsesja: za powojenny antysemityzm odpowiedzialni są wyłącznie komuniści, po zmianie ustroju – Żydzi odżyli.
Opuszczających wystawę, elektroniczny napis pyta o wrażenia; jedno z pytań brzmi: „czy wychodząc z Muzeum masz wrażenie, że Polska jest krajem antysemickim – czy też nie?”.
Nie chciałbyś żeby pamiętano o twoim nieszczęśliwym wypadku, prawda? – upewnia się dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich, a ja wciąż wierzę, że nawet po wyjściu z tego miejsca niewykorzystanej szansy młodzi Polacy będą pamiętać.
Marian Marzyński
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com




