Elżbieta Janicka

Kadr z filmu / materiały prasowe
„Ida” to katalog najpospolitszych antysemickich figur i konfiguracji fabularnych. Na jakiej zasadzie dla większości rzecz stanowi przezroczystą przezroczystość?
Antysemityzm bez antysemitów
Reżyser filmu Ida zaklina się, że chciał zupełnie co innego i całkiem o czym innym. Niepotrzebnie, bo tego akurat nikt mu nie odmawia. Chciał dobrze, a wyszło jak zwykle: tak samo i o tym samym. Tadeusz Sobolewski ujął rzecz najcelniej: Paweł Pawlikowski „nie bierze udziału w grze Holocaustem, choć […] chcąc nie chcąc, w niej uczestniczy”. W tym tkwi sedno sprawy. To nie czarna magia. To inercja kulturowa. Wzory kultury władają nami i mówią przez nas, działając z siłą przymusu, jak długo pozostają nieuświadomione. Przenikają całe spektrum społeczne, podzielają je biedni i bogaci, wykształceni i niewykształceni, ludzie złej i dobrej woli. Nie wszyscy, ale większość. Antysemityzm bez antysemitów? Tak to właśnie działa.
Ida to katalog najpospolitszych antysemickich figur i konfiguracji fabularnych. Forma filmu odpowiada potocznym wyobrażeniom o kulturze wysokiej i prawdziwej sztuce, składają się na nią powszechnie akceptowane wyznaczniki artystyczności. Prawomocna forma nadaje prawomocność komunikowanej treści. Nazwali to i opisali kolejno: Anna Zawadzka, Agnieszka Graff, Helena Datner, Piotr Forecki, Bożena Keff. Nie będę po nich powtarzać. Interesuje mnie, na jakiej zasadzie dla większościowej większości rzecz stanowi przezroczystą przezroczystość.
Film Ida dotyka obrzeży Zagłady, a toczy się w jej długim cieniu. Trochę zresztą nie wiadomo, czy to już długi cień Zagłady, czy jeszcze jej ostatnia faza, polowanie na Żydów, Judenjagd. Na wieść o pojawieniu się we wsi Żydówek na horyzoncie zaczynają się gromadzić dobrzy chrześcijanie, jak mówi o nich zła Wanda. Gromadzenie się na horyzoncie to fragment rutyny zbrodni. Przez okamgnienie mamy tutaj do czynienia z rekonstrukcją historyczną. Całość rozgrywa się w przestrzeni, która jest polem bitwy o wizerunek Polski i Polaków. Autor twierdzi, że Ida nie bierze udziału w rozgrywce. „Nie bierze udziału, choć w niej uczestniczy” z tej prostej przyczyny, że żadna wypowiedź w tym polu nie jest obojętna. Na mocy logiki i mechaniki pola. Na domiar wszystkiego film bierze na warsztat kolejne zagrożenia wizerunkowe, by je następnie wyminąć lub unieważnić. Jak to konkretnie wygląda?
Rabunek trwa do końca. Do zamordowania Żydów. Następnie zaś po ich śmierci. Po wojnie morderca wskazuje krewnym ofiar miejsce pochówku. Ale coś za coś. W zamian oczekuje, że prawowite spadkobierczynie zamordowanych zrzekną się praw do nieruchomości, które ukradł ich bliskim i de facto im samym – że o ruchomościach nie wspomnę. Obu stronom to się wydaje normalne i zrozumiałe. Choć z różnych pozycji, obie uczestniczą w kulturze antysemickiej. Dlatego też wiedzą dobrze, kto tu jest w prawie (moralnym). W tym zakresie na ekranie panuje pełna zgoda i to, co Tadeusz Sobolewski nazywa „cichym porozumieniem”. Ciche porozumienie panuje zresztą również wśród zwolenników filmu.
Ta normalność i zrozumiałość to społeczno-kulturowa oczywistość. Niewarta uwagi, do pominięcia, przezroczysta. Oczywistość ma strukturę tautologii: ponieważ postrzegana jest jako nieproblematyczna, nie podlega problematyzacji. Pytanie o oczywistość jest nie do zadania. Namysł nad oczywistością – nie do pomyślenia. „Po prostu miałem takie postaci w głowie i o nich opowiedziałem” – powiada reżyser w rozmowie z Donatą Subbotko („Gazeta Wyborcza”, 16-17 listopada 2013). Po prostu. Próba podważenia oczywistości dyskwalifikuje pytającego, lokując go na pozycji niepoczytalnego lub podejrzanego o zdradę, jeśli nie winnego zdrady.
Oczywistość społeczno-kulturowa stanowi też kontekst odbiorczy filmu. A kontekst z offu podpowiada, że kraść i mordować nieładnie, ale – nie wyrywajmy rzeczy z kontekstu – wszak chodzi tu o Żydów, a Żydzi nie byli bez winy i żydowska wina wcześniejsza. W kulturze antysemickiej to stwierdzenie jest uniwersalnie prawdziwe w odniesieniu do Żydów, nawet jeżeli – jako konkretne jednostki – byli dobrymi ludźmi, jak zaświadcza w filmie ojciec mordercy i złodzieja, beneficjent mordu i rabunku. Mamy zatem wzajemność i symetrię. Jest porozumienie, jest oczyszczenie i kwita. Tylko patrzeć, jak przyjdzie kolej na pojednanie.
Czytaj dalej tu: Ogon, który macha psem