Archive | 2014/12/26

Wielki Mufti i Hitler

Wielki Mufti i Hitler

Malgorzata Koraszewska


Jak silne były powiązania między islamskim ruchem narodowym a niemieckim nazizmem? Dlaczego Hitler zdecydował się na tworzenie muzułmańskich oddziałów SS? Czy wpływy nazizmu są dziś nadal widoczne na Bliskim Wschodzie?


 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Trzy fale tsunami [ W 10. rocznicę uderzenia fal tsunami ]

Trzy fale tsunami

Adam Szostkiewicz, K.M.,


Aceh, północne wybrzeże Sumatry, 6 stycznia 2005 r. po przejściu tsunami, które uderzyło w tę część wyspy 26 grudnia 2004 r.

Aceh, północne wybrzeże Sumatry, 6 stycznia 2005 r. po przejściu tsunami, które uderzyło w tę część wyspy 26 grudnia 2004 r. ©U.S. Navy photo by Photographer’s Mate Airman Jordon R. Beesley/Wikipedia”

W drugi dzień chrześcijańskich świąt Bożego Narodzenia świat nauczył się nowego słowa: tsunami. Wieści o tragedii w Azji rozchodziły się po globie niczym sama śmiercionośna fala, siejąc zgrozę i wywołując odruch współczucia. Być może ta katastrofa zmieni na trwałe nasze myślenie i działanie w obliczu klęsk żywiołowych: jesteśmy przecież jedną rodziną ludzką, dziećmi jednego Boga o wielu imionach.

W 10. rocznicę uderzenia fal tsunami w wybrzeża Oceanu Indyjskiego przypominamy reportaż POLITYKI z tamtego czasu. Artykuł został opublikowany 8 stycznia 2005 r. »

Kobiecie w indonezyjskim mieście Banda Aceh został z całego dobytku duży garnek do gotowania, plastikowa piłka i torebka. Nie miała wiele, ale miała rodzinę. Zginęli wszyscy. Teraz rozpacza jak kilka milionów ludzi w 12 krajach muzułmańskich, buddyjskich, hinduistycznych w rejonie Oceanu Indyjskiego, na których wybrzeża runęła o pięknym poranku woda śmierci. Zabrała ze sobą sto kilkadziesiąt tysięcy istnień ludzkich, w przeważającej części dzieci i starców.

Ci, którzy po nich płaczą, uratowali życie, ale większość z nich nie ma z czego żyć. Tysiące nie mogły nawet pogrzebać swoich bliskich zgodnie z nakazami religii. W indyjskich stanach dotkniętych katastrofą i na Sri Lance zaprzestano rytualnego palenia zwłok, bo błyskawicznie rozkładające się ciała, oczekujące na obrzęd, kryły w sobie groźbę zarazy. Telewizje świata pokazywały zdjęcia niczym z obozów koncentracyjnych: koparki zsuwały do masowych grobów półnagie trupy. Niepożegnane, nieopłakane, niezidentyfikowane. Białych ludzi wśród nich nie było. Biali turyści stanowią drobny ułamek śmiertelnych ofiar, lecz tak jak za życia, również i po śmierci mieli los uprzywilejowany – ich ciała miały czekać na specjalistów od identyfikacji przybywających z krajów macierzystych i na członków rodzin.

Ale ta „elitarność” białych ofiar tsunami wzmogła zainteresowanie tragedią. Katastrofy naturalne to dopust Boży, tu jednak światowe media szybko wyczuły coś nadzwyczajnego. Sam wyraz tsunami jest japoński – czyli pochodzi z rejonu Pacyfiku – a symbol graficzny na jego oznaczenie jest kombinacją dwóch znaków: fala i zatoka. W basenie Oceanu Indyjskiego są fale i zatoki, ale nie zdarza się tsunami, przynajmniej na taką skalę – a to, rzecz jasna, usypia czujność. Ma to i ten skutek, że ludzie nie wiedzieli, jak się zachować, gdy nadciągnęło śmiertelne niebezpieczeństwo.

Jest tak, że boimy się raczej tego, co znane, niż tego, co nieznane. Gdy fala była już bardzo blisko, zarówno tubylcy jak i biali turyści zamiast uciekać, patrzyli zaciekawieni, filmowali. Kilka chwil później na ratunek mogło już być za późno. Raj zamienił się w piekło. Trudno zapomnieć opowieści ocalałych, którzy – jak jedna z młodych Indonezyjek – musieli patrzeć, jak woda zabiera ich małe dzieci. Ona czując, że opuszczają ją siły, miała wybór: wypuścić z dłoni rączkę młodszego lub starszego dziecka. Grozy tej chwili nie zapomni, mimo że dziecko, którego rękę puściła, przeżyło.

Takich cudów zdarzyło się 26 grudnia więcej. Cały świat obiegły zdjęcia 2-letniego szwedzkiego chłopczyka, którego znaleziono po przejściu fali. Nie chciał jeść, czekał na bliskich. W cierpieniu wszyscy są równi. Ale czy naprawdę? Trochę o tej równości zapomniano. Dzienniki w naszych telewizjach donosiły z radością, że ktoś z polskich turystów się odnalazł, że liczba „naszych” zaginionych maleje. Wspaniale, ale to jednak nie Polska ucierpiała najbardziej, choćby w porównaniu ze Szwecją czy Niemcami, a co dopiero z krajami Azji.

Czytaj dalej tu: Trzy fale tsunami


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Muzułmanom nie potrzeba tolerancji

Muzułmanom nie potrzeba tolerancji

Paul Scheffer


Nie chodzi o to, by większość łaskawie tolerowała mniejszość.

Jakub Majmurek: W ostatnich wyborach europejskich mandaty i zaskakująco dobre rezultaty osiągnęły partie skrajnie prawicowe, populistyczne, antyeuropejskie i antyimigranckie – francuski Front Narodowy, holenderska Partia Wolności czy Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa. Skąd ich sukces?

Paul Scheffer: Chciałbym na początek uważnie przyjrzeć się słowom, jakimi opisuje pan te partie: „skrajnie prawicowe”, „populistyczne”, „antyimigranckie”. Myślę, że nazywanie tych partii „skrajną prawicą” więcej nam zaciemnia, niż wyjaśnia. Łączą one bowiem w swoich programach wiele postulatów tradycyjnie prawicowych i lewicowych. Wiele z tych partii zgłasza hasła „protekcjonizmu społecznego” – aktywnie zabierają głos w sprawie ochrony europejskiego państwa dobrobytu, podwyższenia wieku emerytalnego. Często ich pomysły na politykę społeczną bliskie są stanowisku związków zawodowych. To przekracza prosty podział na prawicę i lewicę. Z drugiej strony partie te propagują także „kulturowy protekcjonizm”, co tradycyjnie kojarzymy z prawicą. Dlatego bardziej niż jako „partie populistyczne” scharakteryzowałbym je jako „partie protekcjonistyczne” – z całą wieloznacznością, jaką zjawisko protekcjonizmu niesie ze sobą. Partie te reagują na globalizację, bronią status quo. Przedstawiają się jako obrońcy „zwykłych ludzi” przed zepsutymi elitami, które sprzedały się siłom globalizacji i otwierają swoje państwa na zalew emigrantów, którzy podkopują państwo dobrobytu.

Dlaczego „zwykli ludzie” kupują tę narrację?

Bo partie centrowe, zwłaszcza centrolewicowe, nie mają odpowiedzi na ich problemy. Mówią: migracje i globalizacja to zjawiska, których nie jesteśmy w stanie kontrolować. Co nie jest prawdą. Każda migracja bierze się z decyzji politycznych. Jakie są korzenie obecnej imigracji w Europie? Odpowiada za nią dekolonizacja oraz powojenna polityka rządów Europy Zachodniej. Rządy Niemiec Zachodnich w Turcji czy Francji w Maroku aktywnie starały się przyciągnąć migrantów. Chodziło o stworzenie nacisku na europejską siłę roboczą, na związki zawodowe. Migracje nie są czymś, przed czym polityka powinna abdykować. Tylko te partie, o których pan mówi, rzeczywiście tego próbują. Jakkolwiek źle oceniamy ich konkretne pomysły.

Dlaczego jednak imigranci, którzy budzą największą niechęć tych partii, to muzułmanie?

Nie jest to takie trudne do zrozumienia. Jeśli przyjrzymy się historiom migracji, zauważymy, że różnica religijno-kulturowa zawsze generowała konflikty. Weźmy migracje do Stanów Zjednoczonych. Katoliccy migranci z Polski, Włoch, Irlandii wcale nie byli tam powszechnie witani z otwartymi rękami. Trzeba było prawie pół wieku konfliktów, zanim Stany gotowe były zmienić swój obraz – przestać postrzegać się jako kraj w zasadzie wyłącznie protestancki i zaakceptować katolików jako pełnoprawnych obywateli. Z kolei katolicy także musieli wykonać pracę na swojej tożsamości, na nowo określić, co właściwie znaczy być katolikiem w kraju opartym na zasadzie religijnej wolności, gdzie katolicyzm jest tylko jednym z wielu wyznań. Teraz to samo dzieje się w Europie z islamem. Ten proces wymaga adaptacji po obu stronach.

Czytaj dalej tu: Muzułmanom nie potrzeba tolerancji


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com