Archive | 2014/12/11

Czy Zachód pozwoli na irański program nuklearny?

Czy Zachód pozwoli na irański program nuklearny?

Jacek Pawlicki


iran, teheran, program nuklearny

fot. Morteza Nikoubazl / źródło: Zuma

Nawet jeśli negocjacje nuklearne skończą się sukcesem, więźniowie polityczni w Iranie szybko z cel nie wyjdą, a trzymanie za rękę dziewczyny na ulicy nadal będzie groziło aresztem.

Mało kto liczył na cud. W poniedziałek 24 listopada w Wiedniu szefowie dyplomacji Iranu i sześciu światowych mocarstw zdecydowali, że negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego przedłużają do połowy przyszłego roku. Punktów spornych pozostaje wiele. Przez ostatnie 10 lat rokowań Iran zaklina się, że jego program nuklearny jest pokojowy i krok po kroku zbliża się do bomby atomowej, a Zachód w to nie wierzy i dusi go sankcjami.

Mocarstwo regionalne

A jednak USA, Wielka Brytania, Francja, Rosja, Chiny i Niemcy po raz kolejny zgodziły się przeciągnąć rokowania. Fiasko oznaczałoby polityczny koniec uznawanego za reformatora prezydenta Iranu Hasana Rowhani. W irańskich ośrodkach nuklearnych wznowiono by wówczas z pewnością prace nad bombą atomową – wstrzymane rok temu w ramach tymczasowego porozumienia w zamian za częściowe zniesienie zagranicznych sankcji, w tym dostęp do kilkuset milionów dolarów zysków ze sprzedaży ropy.

Na szali jest nie tylko przyszłość Bliskiego Wschodu, ale pokój w tym regionie. Reżim islamski z bombą atomową byłby dla Zachodu poważnym zagrożeniem. Iran ma spory potencjał militarny oraz wpływy w świecie szyickiego islamu – wspiera Hezbollah i Hamas, popiera syryjski reżim, ale walczy z Państwem Islamskim, stając się mimowolnym sojusznikiem USA.

Wzrostu pozycji Iranu w regionie lęka się oddany sojusznik USA, czyli Arabia Saudyjska. Także izraelski premier Beniamin Netanjahu obawia się, że jeśli ajatollahowie wejdą w posiadanie broni atomowej, mogą użyć jej przeciw państwu żydowskiemu. W 2012 r. groził atakiem na Iran, ostatecznie izraelski Mossad opóźnił program atomowy ajatollahów przez cyberataki na irańskie centrale nuklearne i zamachy na pracujących tam naukowców.

Prowadzenie rozmów jest na rękę obu stronom: Zachód wie, że Teheran nie posuwa się do przodu z atomem, a Iran może odtrąbić, że nie dał się Zachodowi rzucić na kolana. Ogłosił to właśnie najwyższy przywódca ajatollah Ali Chamenei, który od ćwierćwiecza pociąga w Iranie za wszystkie sznurki.

Czytaj dalej tu: Czy Zachód pozwoli na irański program nuklearny?


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Poland’s Jews: Under a New Roof

Poland’s Jews: Under a New Roof

Shelley Salamensky


The reconstructed ceiling of a destroyed seventeenth-century Polish synagogue at the POLIN Museum of the History of Polish Jews in Warsaw, October 21, 2014 / Czarek Sokolowski/AP Images

Exiled from Canaan in antiquity, Jews are famously scattered across the world. So, it seems in recent years, are Jewish museums: Paris, Rome, Vienna, Berlin, but also around the globe in more than one hundred cities, from Dnipropetrovsk to Shanghai, Caracas to Casablanca. Tel Aviv has one. Manhattan has two. Yet Warsaw—capital of the nation that once held more Jews than any other—was conspicuously absent from the list until the opening a few weeks ago of POLIN: Museum of the History of Polish Jews.

Few cities would seem more suitable for a Jewish museum than Warsaw. Jews have lived in Poland for a thousand years, and by the eve of World War II made up over a third of the population of many parts of the country, including the capital. Half of all Jews who perished in the Holocaust were from Poland. Most American and European Jews can trace their roots to the region. And while many do not acknowledge it, 25,000 Polish citizens today are believed to be of at least partial Jewish heritage. But Poland’s complicated postwar history has rendered the recovery of its long Jewish legacy a thorny task.

Under the Communists, education about Poland’s Jews was suppressed. And many non-Jews—scarred by the Nazi occupation, their own great wartime losses, the Soviet takeover, ongoing destitution, and in some cases fear of losing plundered property or guilt over misdeeds—found it least painful to simply forget. The Auschwitz-Birkenau death camp was opened by the Polish parliament for tours two years after the end of the war, yet for decades little information was provided about those who suffered there. Jewish cemeteries were abandoned to overgrowth, synagogues fell into disrepair, and though some Jews remained in Poland, Yiddish theater, klezmer music, and other signs of life disappeared from the scene, as though Jews had never lived there.

After the 1989 fall of the regime things shifted. Warsaw Jews who had been meeting underground gradually came into the open to stage Jewish cultural discussions and events. In Krakow, a non-Jew captivated by his city’s rich Jewish cultural legacy founded a Jewish culture festival that has since grown into a large-scale yearly event. In the years since, a sort of neo-Jewish village has emerged around the city’s main festival square: bookstores importing hard-to-get Jewish literature, modest but groundbreaking cultural centers showcasing Jewish art and events, and restaurants serving what is billed as classic Jewish cuisine—some of it incongruously porky, some authentic—as well as restored synagogues and re-creations of prewar Jewish store façades. At Auschwitz, the post-Communist government posted informative signage and, in 2005, instituted an educational center whose challenging programs extend to forums on racism and genocide worldwide. Throughout Poland, brigades of non-Jews concerned for the fate of Jewish cemeteries have ventured out to safeguard and restore them.

Read more: Poland’s Jews…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Zagłady Żydów europejskich

Raul Hilberg i milczenie socjologów. Na marginesie pierwszego polskiego wydania „Zagłady Żydów europejskich”

Lech M. Nijakowski


Hilberg_okladka

„Zagłada Żydów europejskich” Raula Hilberga to pierwsza naukowa synteza ludobójstwa Żydów napisana z takim rozmachem i wywołująca tak gorące spory wśród historyków. Jej polskie tłumaczenie otrzymaliśmy dopiero teraz – dzięki uporowi tłumacza, prywatnego fundatora i Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Nareszcie.

Socjologowie najczęściej traktują książki historyków jako źródło materiałówki, która pozwala wypełnić teoretyczne konstrukcje i ilustruje narrację socjologiczną. Rzadziej – jak w projektach socjologii historycznej – wykorzystuje się ją do systematycznego testowania hipotez czy poszukiwania prawidłowości społecznych za pomocą porównywania poszczególnych przypadków. Dla równowagi trzeba podkreślić, że historycy często lekceważą dorobek socjologów, skupiając się na pracy archiwalnej, tworząc później narrację o przeszłości w oparciu o ogólnikową wiedzę socjologiczną, którą dysponuje każdy absolwent kierunku humanistycznego. Tymczasem istnieją książki historyków, które socjolog powinien przeczytać nie tylko jako zbiór informacji o faktach, lecz także jako teoretyczną konstrukcję mówiącą coś ważnego o ludzkiej naturze czy dynamice świata społecznego. Do takich pozycji należy niewątpliwie monumentalne, trzytomowe dzieło Raula Hilberga „Zagłada Żydów europejskich” [1].

Opublikowana w 1961 roku po wielu latach pracy książka Hilberga okazała się dziełem przełomowym. Była to pierwsza naukowa synteza ludobójstwa Żydów napisana z takim rozmachem i wywołująca gorące spory wśród historyków. O skali oporu wobec interpretacji Hilberga może świadczyć to, że tłumaczenie hebrajskie „Zagłady Żydów europejskich” zostało opublikowane dopiero w 2012 roku. W 1985 roku ukazało się poprawione wydanie dzieła. Trzecie wydanie – w 2003 roku. W 2014 roku ukazało się polskie tłumaczenie oparte na trzecim wydaniu, przy czym Hilberg aż do śmierci w sierpniu 2007 roku korespondował z polskim tłumaczem Jerzym Giebułtowskim, przesyłając cenne uzupełnienia i uwagi redakcyjne (autor przekazał ponad 100 stron uzupełnień).

Uwikłana nauka

Losy tej książki są przykładem na to, w jakim stopniu nauka jest uwikłana w procesy społeczne – kształtowanie grupowej tożsamości, polityczne walki, symboliczne konflikty. Wiele osób uznało, że książka Hilberga jest niemoralna, gdyż lekceważy ofiary i pomniejsza ich tragedię. Wynikało to m.in. z tego, że autor ograniczył się do dokumentacji niemieckiej. Tymczasem wystarczy przeczytać pierwszy akapit przedmowy do wydania pierwszego, aby zrozumieć, że autor przyjmuje ściśle określoną perspektywę badawczą: „[…] chcę podkreślić, że to nie jest książka o Żydach. To książka o ludziach, którzy dokonali zagłady Żydów. Niewiele będzie w niej o ofiarach. Skupiłem się na sprawcach” [2]. Żeby zrozumieć skalę ataków na Hilberga, warto przytoczyć wypowiedź polskiego tłumacza jego książki: „Hilberg zmarł jako wielki samotnik w najdalszym zakątku Stanów Zjednoczonych. Można powiedzieć, i mam nadzieję nie będzie to nadużyciem, wszyscy historycy Zagłady są z Hilberga. Jak się rzuci okiem na spis treści tej książki to jest to właściwie sproblematyzowana Zagłada. To jest konspekt – co należy ująć, gdy pisze się monografię Zagłady. Zastanawia fakt, że w pracach o Zagładzie to Hilberg, jeżeli jest cytowany, to najczęściej raz, może dwa. Ale wydaje mi się, że wypada oddać mu sprawiedliwość, że to on jest założycielem tego nurtu w historiografii. Nie przypadkiem ta książka ukazuje się w Izraelu dopiero teraz; nie przypadkiem ukazała się w małym wydawnictwie w Niemczech. W pewnym sensie losem Hilberga jest też to, że w Polsce wydaje to osoba prywatna” [3] I choć Hilberg po latach pracy nie był w stanie ująć w swoim dziele wszystkich nurtów badań nad Zagładą (jest to po prostu niewykonalne), należy ono bez wątpienia nie tylko do kanonu, lecz wytycza również część z kluczowych szlaków badawczych. Nie tylko dla historyków.

Czytaj dalej tu: Raul Hilberg i milczenie…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com