Archive | March 2015

After intrigue, theft and deterioration, Holocaust collection secure at CU Boulder

After intrigue, theft and deterioration, Holocaust collection secure at CU Boulder

By Uriel Heilman


After discovering in his teens that he was Jewish, Harry Mazal, pictured here in his home Holocaust library in 2002, spent the latter years of his life obsessed with amassing a collection of material on the Holocaust. (courtesy Aimee Mazal Skillin)

After discovering in his teens that he was Jewish, Harry Mazal, pictured here in his home Holocaust library in 2002, spent the latter years of his life obsessed with amassing a collection of material on the Holocaust. (courtesy Aimee Mazal Skillin)

BOULDER, Colo. (JTA) — The yellowing document is crumbling and fading, but the smooth signature on its cover is as legible as it is chilling: Rudolf Hess, the Nazi who served as a Hitler deputy from 1933 to 1941.

The signature, which adorns a 70-year-old leniency plea for top Nazi Hermann Goering during the postwar Nuremberg trials, is one of some 500,000 discrete items and 20,000 books donated last year to the University of Colorado at Boulder — nearly the entirety of one of the world’s largest privately owned Holocaust collections. The unusual trove includes aerial surveillance photos of the Auschwitz-Birkenau extermination camp, decaying copies of the Nazi newspaper Der Sturmer, Nuremberg trial transcripts, and a trove of pro-Nazi and Holocaust denial literature.

“We don’t even know what we have,” said David Shneer, director of the Jewish Studies program at University of Colorado at Boulder and the person responsible for bringing the archive to the university. “We have teams of students inventorying it. We hope to get through everything by the fall.”

The unlikely story of how the archive, known as the Mazal Holocaust Collection, ended up in Boulder is a tale of Holocaust denial, a hidden Jewish past and the shady market for Holocaust artifacts.

The collection represents the life’s work of Harry Mazal, a businessman from Mexico City who was raised Protestant and discovered during his teen years that he was Jewish. Mazal’s family emigrated from present-day Turkey before World War II, and his father built a successful women’s lingerie business that he subsequently passed on to his son.

Though neither Mazal nor his parents personally experienced the Holocaust, Mazal became increasingly disturbed by the rising tide of claims that the genocide against the Jews was fabricated. Determined to do something about it, Mazal, who made his first research trip to Germany in the 1960s and died in 2011 at age 74, began collecting and carefully documenting evidence of the concentration camps, the Final Solution and the murder of the 6 million Jews.

  A copy of the Nazi weekly Der Sturmer from February 1943, with a headline at bottom left reading "Bolshevism is radical Jewish domination." The newspaper is part of the Mazal Holocaust Collection at the University of Colorado-Boulder. (Uriel Heilman)

A copy of the Nazi weekly Der Sturmer from February 1943, with a headline at bottom left reading “Bolshevism is radical Jewish domination.” The newspaper is part of the Mazal Holocaust Collection at the University of Colorado-Boulder. (Uriel Heilman)

Mazal became fixated on documenting the Holocaust. He traveled to Europe to photograph the camps and bought rare Holocaust artifacts on eBay. He established a relationship with the U.S. Holocaust Memorial Museum in Washington and became a repository for trial transcripts that were duplicates of material the museum already had. He collected Yizkor memorial books, original sketches of extermination camps and aerial photographs of the camps taken by the U.S. military, American Nazi newspapers from the 1930s and ‘40s, materials relating to the David Irving-Deborah Lipstadt Holocaust denial trial in England, and an extensive array of Holocaust denial literature. He also wrote scholarly articles and lectured about the attempted genocide of the Jews.

“I remember him being very offended by the fact that Holocaust denial was so prevalent,” Mazal’s daughter, Aimee Mazal Skillin, told JTA. “He really took it to heart. He began to collect as much information as he could about the Holocaust and the war, and about how the Jews were mistreated. Combating Holocaust denial was his real motivation. It was like he was walking around with horse blinders and saw nothing else other than this mission.”

Read more: After intrigue,…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Babcia z KPP. Komunistki w historii – historie komunistek. Relacja

Babcia z KPP. Komunistki w historii – historie komunistek. Relacja

Grażyna Latos


12 czerwca Fundacja Gender Center, Instytut Badań Literackich PAN oraz Krytyka Polityczna zorganizowały spotkanie pt. „Babcia z KPP. Komunistki w historii – historie komunistek”. Punktem wyjścia dla dyskusji była książka „Ulica cioci Oli. Z dziejów jednej rewolucjonistki” autorstwa Aleksandry Domańskiej – scenarzystki, reżyserki i eseistki zainteresowanej geografią miejsc pamięci.

W panelu, obok autorki książki, zasiadły: dr Magdalena Grabowska – socjolożka, adiunkt w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego zaangażowana w realizację projektu „Aktywna podmiotowość kobiet i równość płci w socjalistycznej Polsce i Gruzji”; Olga Soporowska-Wojtczak – literaturoznawczyni, doktorantka w Zakładzie Krytyki Feministycznej na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytetu Adama Mickiewicza, autorka rozprawy doktorskiej poświęconej Elżbiecie Szemplińskiej-Sobolewskiej; Anna Zawadzka – socjolożka, asystentka w Zakładzie Badań Narodowościowych w Instytucie Slawistyki Polskiej Akademii Nauk, członkini pracowni badawczej Archiwum Etnograficzne przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych, współpracowniczka działającego w Polskiej Akademii nauk Ośrodka Studiów Kulturowych i Literackich nad Komunizmem, autorka filmu dokumentalnego „Żydokomuna” (2010). Spotkanie poprowadziła Agnieszka Mrozik.

Feminarium tradycyjnie rozpoczęło się od przybliżenia publikacji stanowiącej punkt wyjścia dla spotkania.

Książka „Ulica cioci Oli. Z dziejów jednej rewolucjonistki” jest biografią babci Aleksandry Domańskiej – Heleny Kozłowskiej (1906 – 1967), działaczki komunistycznej z polskiej rodziny żydowskiej, przed wojną członkini Komunistycznej Partii Polski, a później, do 1959 roku, członkini KC PPR i KC PZPR. Helena Kozłowska była także kierowniczką, a później zastępczynią kierownika wydziału propagandy KC PPR i jeszcze później, wydziału organizacyjnego KC PZPR. W czasie wojny była członkinią zarządu głównego Związku Walki Młodych, współpracowała z „Trybuną Wolności” i „Głosem Ludu”. Autorka książki zajmuje się historią swojej babki zainspirowana lustracją i dekomunizacją warszawskich ulic. W 2006 roku na cenzurowanym polityków znalazła się bowiem m.in. malutka, mieszcząca się na warszawskim Mokotowie, ulica Heleny Kozłowskiej. To wydarzenie okazało się dla autorki impulsem do zbadania rodzinnej historii, rozpoczęcia poszukiwań w archiwum rodzinnym oraz archiwum IPN i przeprowadzenia rozmów z osobami, które znały babkę. W książce pewne luki w tworzonej ze strzępów informacji o babce opowieści są łatane za pomocą tekstów literackich, esejów filozoficznych oraz rozpraw o naturze ruchu rewolucyjnego i historii komunizmu. W pewnym momencie historia babki staje się przyczynkiem do opowieści o historii całego pokolenia działaczy lewicowych i radykalnie lewicowych, a także przyczynkiem do opowieści o sporym wycinku historii Polski, którą autorka stara się z jednej strony opisać, z drugiej strony zrozumieć, a w kilku miejscach dzieli się także z czytelnikami i czytelniczkami swoimi krytycznymi ocenami – mówiła Mrozik.

Od początku pisania tej książki nie miałam planów pisania biografii, dlatego też moje wspomnienia osobiste grają w książce rolę pewnego rodzaju ornamentu. Oczywiście, ja świadczę o tym, że jest to element mojego doświadczenia i mojego wyposażenia, ale nie to było tematem i celem książki. Głównym celem była próba zrozumienia motywów babki i swoistego obrachunku z postawą, jaką przyjęła. Ponieważ nie byłam w stanie wejść w jej głowę, postanowiłam powoływać na świadków ludzi, którzy mogli w jakimś stopniu tłumaczyć mi jej wybory, decyzje oraz czasy, w których te wybory i decyzje były podejmowane i w ten sposób przybliżać mnie do zrozumienia jej biografii – mówiła Domańska.

Przybliżając dyskusję do tematu badań i doświadczeń pozostałych panelistek, Agnieszka Mrozik zaproponowała refleksję nad miejscem zajmowanym przez komunistki i działaczki radykalnie lewicowe nie tylko w biografiach rodzinnych. Jak się o nich mówi i jak można o nich mówić? – pytała.

Czytaj dalej tu: Babcia z KPP…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wraca baba z wojny i mówi…

Wraca baba z wojny i mówi…

Paula Szewczyk


Partyzantki z oddziału Sidora Kowpaka, Armia Czerwona.

Nie żal jej było zastrzelić Niemca, ale po strzale do źrebaka miała wyrzuty sumienia. W czasie „tych dni” do spodni wkładała strzępy koszuli, ale maszerując i tak zostawiała za sobą krwawe ślady. Nigdy nie zjadła już na obiad kurczaka, bo za bardzo przypomniał jej ludzkie mięso. Na rosyjskich frontach II wojny światowej walczyło aż milion kobiet. Olsztyński teatr Jaracza wystawia sztukę na podstawie prozy Swietłany Aleksiejewicz i pyta, ile wojna ma w sobie z kobiety.

Ich udział w II wojnie światowej nie ogranicza się tylko do ról łączniczek. Całymi dniami gotowały hektolitry kaszy, prały dziesiątki mundurów czy męskich majtek, niektóre wstępowały do marynarki, kryły się w okopach, brały udział w walkach frontowych. To Swietłana Aleksijewicz zebrała głosy kobiet w jedno miejsce i sprawiła, że ich historie mogły zostać opowiedziane. Dziś po wydany w Polsce w 2010 roku tekst „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” sięga teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie, starając się nie tylko poszerzyć wyobrażenie o wojnie o kobiece spojrzenie, ale także zadać pytanie o to, jak po traumatycznych przeżyciach wrócić do codzienności.

Choć reżyser Krzysztof Popiołek podkreślił w rozmowie z newsweek.pl, że zależało mu na ukazaniu uniwersalizmu opowiadanych historii, nie da się ukryć, że pojawienie się w spektaklu samych kobiet wysyła ze sceny wyraźny komunikat – „Wojna…” w wydaniu olsztyńskiego teatru ma zdecydowanie sfeminizowany charakter. Tu czas historyczny II wojną światową jest dopiero na drugim planie, na pierwszy wysuwają się małe wojny poszczególnych kobiet, m.in. sanitariuszki noszącej amputowane nogi, słuchającej wyznań i ostatnich próśb dziesiątek umierających mężczyzn (grana przez Katarzynę Kropidłowską) czy żołnierki czołgającej się we frontowych błocie, która liczy, ilu Niemców udało się jej zabić (w tej roli Milena Gauer). Zestawienie ośmiu, pozornie niezwiązanych ze sobą opowieści, w Jaraczu scala się w jeden wspólny głos kobiecej zbiorowości. Sama Aleksijewicz uznawana jest za autorkę powieści zbiorowej, choć treść „Wojny” nie spodobała się krytykom – skończona jeszcze w 1983 roku książka, wywołała falę komunistycznego oburzenia z powodu dyskredytującego obrazu bohaterstwa kobiety radzieckiej.

Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie,

Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie, “Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, reżyseria Krzysztof Popiołek. Fot. Archiwum Teatru im. Stefana Jaracza.

I rzeczywiście na olsztyńskiej scenie heroizm miesza się z wątpliwościami, słabość z determinacją, walka z przeżywaniem spraw codziennych. Wojna ma swoje kolory, zapachy i dźwięki, żołnierze rozpoznawani są przez kobiety po kolorze włosów czy sylwetce, nie randze i stopniu. Spektakl Popiołka uzmysławia, że opowieść uzależniona jest od opowiadającego, a doniosłe historyczne momenty przybierają bardzo osobisty charakter. Najstarsza kobieta, w jej rolę wcieliła się Hanna Wolicka, widziała z pewnością o wiele więcej niż to, co decyduje się powiedzieć. Dla niej historia jest sprawą prywatną, wojną marzeń, nadziei i rozczarowań. „Na wojnie starzeje się dusza, potem już nigdy nie byłam młoda” powie przekonująco w jednym z kluczowych momentów.

Czytaj dalej tu: Wraca baba z wojny i mówi…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Jakie antidotum na radykalny islam?

Jakie antidotum na radykalny islam?

Tłumaczył: Mateusz J. Fafiński


Murat Yetkin, redaktor naczelny “Hürriyet Daily News

“Radykalny islam jest problemem, umiarkowany islam jest rozwiązaniem” jest moim mottem od 2002 roku. Oznacza to, że wiele problemów islamu może zostać rozwiązanych dopiero, gdy muzułmanie porzucą islamizm, który jest próbą powrotu do średniowiecza i zdecydują się na bardziej współczesną, umiarkowaną i dobrosąsiedzką wersję swojej wiary.

Wielu nie zgadza się z tą analizą, jednak nikt dotychczas nie zaproponował innego rozwiązania. Teraz, Murat Yetkin, redaktor naczelny “Hürriyet Daily News” w Turcji zaproponował nowe rozwiązanie w niedawnym artykule “Antytezą radykalnego islamu nie jest umiarkowany islam, lecz sekularyzm”.

Uznaje on moje rozwiązanie za stare i zdyskredytowane. “Gdy radykalny ruch islamistyczny zaczął zyskiwać na sile, politycy na Zachodzie […] próbowali rekrutować «umiarkowanych»”, wspierając ich “nie zdając sobie sprawy z tego, że mieli oni stać się nowymi radykałami”. Yetkin widzi tego typu tendencje w Afganistanie, Pakistanie, Iraku, Egipcie i Syrii.

Uważa, ze prawdziwą antytezą radykalnego islamu nie jest umiarkowany islam, lecz raczej “oddzielenie spraw państwa od religii”. Sekularyści, nie zwrócą się przeciwko Zachodowi. Yetkin wzywa do odnowy sekularyzmu Atatürka i zgadza się z niedawnym wystąpieniem przywódcy tureckiej opozycji Kemala Kılıçdaroğlu, w której wzywał on muzułmanów do przyjęcia sekularyzmu jako “antidotum na terror”.

Odpowiadam. Zacząć należy od tego, ze sekularyzm ma dwa różne znaczenia:

1) Oddzielenie kościoła od państwa: Ten rodzaj sekularyzmu, do którego zdaje się odnosić Yetkin, nie jest “antidotum na terror” (wystarczy wspomnieć komunistów), lecz faktycznie pozwala uniknąć konfliktów religijnych. Sekularyzm wyrósł z okresu wojen religijnych w siedemnastowiecznej Europie, dając szansę ucieczki od przemocy inspirowanej wiarą. To, co udało się w Europie cztery stulecia temu, może zadziałać w krajach muzułmańskich dziś.

Yetkin ma rację promując świecki porządek. Robię to samo, wzywając zachodnie rządy do walki z islamistami, do ostrożnej współpracy z tyranami i ciągłego wspierania liberałów i sekularystów.

2) Areligijność: Sekularyzm oznacza także odrzucenie wiary – podobnie jak agnostycyzm czy ateizm. Powoli areligijność zaczyna się rozprzestrzeniać wśród muzułmanów; organizacje byłych muzułmanów, niespotykany wcześniej fenomen, pojawiły się w dwunastu krajach. Jedna z analiz pokazuje, że 25% mówiących po arabsku została ateistami.

Jednak nawet jeśli te (wysokie) liczby są prawdziwe, to nadal 75% populacji pozostaje wierząca. Umiarkowany islam odnosi się właśnie do nich i oferuje solidne idee, które pozwalają zastąpić islamizm. W tym sensie Yetkin nie ma racji, bowiem areligijność nie może wypełnić duchowych pragnień większości muzułmanów. Może to zaś zrobić umiarkowany islam. Jest więc głównym rozwiązaniem problemu radykalnego islamu.

Częściowo jednak zgadzam się z Yetkinem: razem, umiarkowany islam i sekularyzm są odpowiedzią na radykalny islam; jest nią także konwersja. Niemal wszystko, co odciąga muzułmanów od islamistycznej mentalności.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com