Archive | April 2015

Jemen jest ważny

Daniel J Pipes
Jemen jest ważny

Oryginał angielski: Why Yemen Matters
Tłumaczył: Mateusz J. Fafiński


Przywódcy arabscy spotykali się wielokrotnie, gorzej ze współpracą. Od prawej: król Hussejn z Jordanii, Gamal Abdel Nasser z Egiptu, Jasir Arafat z OWP i Muammar Kaddafi z Libii we wrześniu 1970 roku

Dwa dni temu Bliski Wschód był świadkiem czegoś radykalnie nowego, kiedy królestwo Arabii Saudyjskiej odpowiedziało na prośbę jemeńskiego prezydenta i poprowadziło liczącą 10 krajów koalicję do interwencji w kraju na lądzie i w powietrzu. “Operacja Decydująca Burza” skłania do wielu refleksji:

Sojusz saudyjsko-egipski: Pół wieku temu Rijad i Kair brały aktywny udział w wojnie jemeńskiej, lecz wówczas popierały sprzeczne strony, odpowiednio siły lojalistów i rewolucjonistów. Ich obecny sojusz wskazuje na kontynuację polityki saudyjskiej i wielkie zmiany w Egipcie.

Kraje mówiące po arabsku zabrały się do roboty: Przez pierwsze dekady istnienia Izraela Arabowie marzyli o militarnym sojuszu przeciw nowemu państwu, lecz rzeczywistość – pełna rywalizacji i wewnętrznych walk – zawsze niszczyła każdą taką nadzieję. Nawet przy trzech okazjach (1948-49, 1967, 1973), kiedy połączyli siły, zrobili to dla sprzecznych celów i nieefektywnie. Jakże zaskakujące, że teraz udało im się zjednoczyć nie przeciw Izraelowi, lecz Iranowi. Wskazuje to wyraźnie, że Republika Islamska stanowi prawdziwe zagrożenie, a antysyjonizm to po prostu zachcianka. Wskazuje to także na panikę i potrzebę działania w obliczu wycofania się Amerykanów.

Jemen w centrum uwagi: Jemen odgrywał drugoplanową rolę w Biblii, przy wzroście islamu i w czasach współczesnych; nigdy nie stanowił punktu centralnego – aż do teraz. Jemen przypomina inne, niegdyś marginalne kraje – Koreę, Kubę, Wietnam, Afganistan – które znikąd znalazły się w centrum światowej uwagi.

Bliskowschodnia zimna wojna zamieniła się w gorącą: Reżimy irański i saudyjski prowadziły wojujące ze sobą bloki przez około dekadę. Walczyły ze sobą w podobny sposób, w jaki walczyły rządy sowiecki i amerykański – przez sprzeczne ze sobą ideologie, szpiegostwo, pomoc finansową, handel i tajne operacje. Dnia 26 marca ta zimna wojna zamieniła się w gorącą i prawdopodobnie taką pozostanie na długo.

Czy saudyjska koalicja może zwyciężyć? Wydaje się to być wielce nieprawdopodobne, bowiem są nowicjuszami, walczącymi z zaprawionymi w boju sojusznikami Iranu.

Islamiści dominują: Przywódcy obu bloków mają ze sobą wiele wspólnego: obaj starają się narzucić islamskie prawo (szariat), obaj nienawidzą niewiernych i obaj zamienili wiarę w ideologię. Ich spór pokazuje, że islamizm jest jedyną ważną kwestią na Bliskim Wschodzie, a jego zwolennicy mogą pozwolić sobie na luksus walki ze sobą.

Upadek sojuszu Turcja-Katar-Bractwo Muzułmańskie: Trzeci sojusz sunnickich rewizjonistów gdzieś między szyickimi rewolucjonistami a sunnickimi bojownikami o status quo, był w ostatnich latach aktywny w wielu krajach – Iraku, Syrii, Egipcie, Libii. Jednak teraz, po części dzięki dyplomacji nowego króla Salmana z Arabii Saudyjskiej, jednak jego członkowie grawitują teraz w stronę ich sunnickich współwiernych.

Czytaj dalej tu: Jemen jest ważny


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


From liberty to slavery

From liberty to slavery

Ben-Dror Yemini


Op-ed: As the Arab world battles jihadism, the free world – with Europe at its forefront – has found itself paralyzed in the face of Islamic extremism on its soil.

Margot Wallstrom. Alone in her criticism of Saudi extemism. (Photo: AFP)

Margot Wallstrom. Alone in her criticism of Saudi extemism. (Photo: AFP)

The free world is now in midst of a struggle for freedom. It might ignore it, it might be blind, it might be in denial. But the battle is underway.
In the Arab and Muslim world, the battle is being fought against jihad in all its forms. The Islamic State, Boko Haram, Hamas, Taliban, al-Shabab, Al-Qaeda and Jabhat al-Nusra are all fighting to establish a mighty empire.

Elsewhere, countries like Saudi Arabia and Qatar, who in recent decades have financed Wahhabism and Islamic extremism, bear the main responsibility for the murderous festival of blood that is seeping across the Muslim world, from Nigeria to Yemen, Afghanistan to Syria, Libya to Iraq.

This fight is not just confined to the Arab and Muslim world. It has also reached the free world, which flies the flag of freedom, liberty and human rights. There is a unified front against Boko Haram, al-Qaeda and Islamic State, but the problem is much broader.

Take, for example, Saudi Arabia’s most brutal ongoing interpretation of Sharia law, and with it the oppression of women and subjugation of the freedom of expression. Only recently, a Saudi court handed down a sentence of one thousand lashes and 10 years in jail to Raif Badawi, a blogger who dared to criticize the police.
How should the free world respond? The sentence did receive extensive coverage in the international media, but more interesting was the response from leaders of the free world.

Actually, only Sweden’s foreign minister, Margot Wallstrom, dared to voice criticism, and Sweden also abolished its military agreements with Saudi Arabia. This was definitely a far-reaching step.

Wallstrom had been invited to give a speech at a meeting of the Arab League and intended to speak primarily about the rights of women. But the speech was canceled; the leaders of the Arab world did not like her criticism of Saudi Arabia.

Read more: From liberty to slavery


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Israel call for Independent Kurdistan at UN (English)

Israel call for Independent Kurdistan at UN (English)

OzKardozi


During today’s United Nation meeting, the Israeli ambassador called to support of Kurdistan and protecting Christian, Jewish, Yazidi and other minorities in Middle East from ISIS (Islamic State) and other fundamentalist Islamist and Arab fascist groups


 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Muzułmańscy ochotnicy w III Rzeszy. SS “Handschar” i Hitler

Muzułmańscy ochotnicy w III Rzeszy. SS “Handschar” i Hitler

Jakub Mielnik


Muzułmańscy żołnierze z Handschar Waffen SS czytający publikację “Islam i Judaizm“ napisaną przez Wielkiego Muftiego Jerozolimy Mohammada Amina al-Husajniego (fot. Bundesarchiv, Bild 101III-Mielke-036-23 / Mielke / CC-BY-SA [CC BY-SA 3.0 de], via Wikimedi

Muzułmańscy żołnierze z Handschar Waffen SS czytający publikację “Islam i Judaizm“ napisaną przez Wielkiego Muftiego Jerozolimy Mohammada Amina al-Husajniego (fot. Bundesarchiv, Bild 101III-Mielke-036-23 / Mielke / CC-BY-SA [CC BY-SA 3.0 de], via Wikimedi


Islam to atrakcyjna religia dla żołnierza: obiecuje raj dla tych, którzy polegną – mawiał Heinrich Himmler o muzułmańskich ochotnikach w armii III Rzeszy.

W poselstwie III Rzeszy w Jerozolimie pojawił się 21 lipca 1937 r. długo oczekiwany gość – Amin al-Husajni, członek wpływowego w mieście arabskiego klanu, który od pokoleń kontrolował meczet al-Aksa. Spotkanie utrzymane było w ścisłej tajemnicy, bo w okupowanej przez Brytyjczyków Palestynie trwało właśnie kolejne już arabskie powstanie. Al-Husajni jako imam meczetu al-Aksa, trzeciego po Mekce i Medynie najświętszego miejsca muzułmanów, był jego duchowym przywódcą. Jako śmiertelny wróg Brytyjczyków i przeciwnik żydowskiej kolonizacji Palestyny był naturalnym sprzymierzeńcem III Rzeszy. Agenci Hitlera w Jerozolimie, wśród nich korespondent niemieckiej agencji informacyjnej, w pocie czoła pracowali nad tworzeniem arabskich klonów NSDAP.

Podobnie było w innych krajach arabskich. – Byliśmy rasistami, podziwialiśmy nazistów, czytaliśmy nazistowską literaturę i jako pierwsi przetłumaczyliśmy na arabski „Mein Kampf”. Każdy, kto żył wówczas w Damaszku, doświadczył arabskiej fascynacji nazizmem – wspominał po latach Sami al-Joundi, przed wojną działacz Syryjskiej Partii Narodowosocjalistycznej, a po wojnie jeden z założycieli partii BAAS, która pod kierownictwem Baszara al-Asada do dziś rządzi Syrią. W Egipcie młodzi oficerowie kierowani przez Gamala Nasera i Anwara as-Sadata – późniejszych prezydentów – stworzyli oddziały szturmowe i urządzali w Kairze marsze z pochodniami. Brat Nasera, Nasiri, był egipskim wydawcą „Mein Kampf”. Niemieckie wsparcie dla Arabów przeciwnych brytyjskiej dominacji na Bliskim Wschodzie nie ograniczało się tylko do kolportażu nazistowskiej propagandy. Obejmowało też finansowanie antybrytyjskich ruchów w Palestynie i podsycanie wrogości wobec żydowskich osadników z Europy. Muzułmanie zagrzewani przez wielkiego muftiego praktycznie do wybuchu drugiej wojny światowej toczyli krwawą podjazdową wojnę z syjonistycznymi bojówkami.

JAK FÜHRER Z FÜHREREM

„Führer z wielkim zainteresowaniem przyjął to, co pisał pan o walce narodowej Arabów. Niemcy są gotowe do współpracy i zapewnienia wszelkiej możliwej pomocy militarnej i finansowej” – pisał do wielkiego muftiego niemiecki sekretarz stanu Ernst von Weizsäcker.­List ten wiózł z Berlina osobisty sekretarz muftiego, który w tym czasie był już w Iraku. Zagrożony aresztowaniem w Palestynie zbiegł pod opiekuńcze skrzydła generała irackiej armii Raszida Alego. Ali przewodził spiskowcom zamierzającym wykorzystać wojnę w Europie, by obalić probrytyjską dynastię w Bagdadzie i ogłosić pełną niepodległość. Powołując się na swoje kontakty w Berlinie, mufti zapewniał, że gotów jest zorganizować niemieckie wsparcie dla spisku.

Pucz wybuchł w chwili, gdy Hitler szykował się do ataku na Rosję i nie miał ochoty pakować się w iracką awanturę. Luftwaffe posłała w końcu rebeliantom trochę samolotów, ale i tak Brytyjczycy szybko zmusili gen. Alego i muftiego Husajniego do ucieczki z Iraku. „Hitler zaprzepaścił szansę na wzięcie wielkiej nagrody minimalnym kosztem. Desant powietrzny dałby Niemcom Syrię, Irak i Persję z ich bogatymi złożami ropy. Ręce Hitlera mogłyby sięgnąć po Indie i połączyć się z Japończykami” – komentował to we wspomnieniach Winston Churchill.

III Rzesza nie zapomniała jednak o muzułmańskich sojusznikach. Jesienią 1941 r. przepędzony z Iraku Amin al-Husajni był już w Niemczech. W Berlinie został przyjęty z honorami przez Islamische Zentralinstitut. Pod koniec listopada 1941 r. spotkał się z Adolfem Hitlerem. Nazistowska propaganda obwołała muftiego „Führerem świata arabskiego”. Mimo porażki w Iraku mufti ciągle był dla Berlina cennym sprzymierzeńcem. Jego ludzie w Egipcie przygotowywali się do kolejnej akcji przeciwko Brytyjczykom. Gdy Afrika Korps znalazły się zaledwie 100 km od Aleksandrii, porucznik as-Sadat stanął na czele spisku, który miał zadać cios brytyjskiemu panowaniu w Egipcie. W korespondencji z Niemcami as-Sadat obiecywał, że żaden Brytyjczyk nie opuści żywy egipskiej stolicy. Ostatecznie do puczu nie doszło. W 1942 r. Rommel poniósł klęskę w bitwie pod El Alamein i musiał się wycofać z Egiptu. Aresztowany przez Brytyjczyków as-Sadat resztę wojny przesiedział w więzieniu. Nie oznaczało to bynajmniej końca kariery muftiego w III Rzeszy. Führer świata arabskiego miał dla Führera świata aryjskiego ciekawą propozycję. Chodziło o zagospodarowanie kilku milionów muzułmańskich poddanych Stalina, którzy znaleźli się w zasięgu działania Wehrmachtu po wkroczeniu Niemców do ZSRR.

Czytaj dalej tu: Muzułmańscy ochotnicy…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Dlaczego islam potrzebuje reformacji

Dlaczego islam potrzebuje reformacji

Ayaan Hirsi Ali


Żeby na dobre poradzić sobie z ekstremistami, muzułmanie muszą odrzucić te aspekty swojej tradycji, które pchają niektórych z jej wyznawców w objęcia przemocy i świętej wojny.

„Granice islamu spływają krwią”, napisał w 1996 roku niedawno zmarły politolog Samuel Huntington, „podobnie jak i jego tereny wewnętrzne”. Niemal 20 lat później wygląda na to, że Huntington ma rację bardziej, niż kiedykolwiek dotąd. Według Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych w ubiegłym roku przynajmniej 70% ofiar konfliktów zbrojnych na świecie zginęło w wojnach z udziałem muzułmanów. W 2013 roku na świecie miało miejsce 12 000 zamachów terrorystycznych. Lwia ich część przypada na kraje w większości muzułmańskie, a wiele innych zostało przeprowadzonych przez muzułmanów. Zdecydowaną większość ofiar muzułmańskiej przemocy – w tym egzekucji i linczów nieujętych w tych statystykach – stanowią sami muzułmanie.

Nie cała ta przemoc motywowana jest przez religię, jednak spora jej część owszem. Uważam, że głupotą jest, wzorem zachodnich przywódców, twierdzić, że przemoc popełnianą w imię islamu można jakoś oddzielić od samej religii. Przez ostatnie kilkanaście lat moje przesłanie było proste: Islam nie jest religią pokoju.

Mówiąc to nie twierdzę wcale, że z powodu islamu wszyscy muzułmanie stosują przemoc. Oczywiście tak nie jest: na świecie jest wiele milionów pokojowo nastawionych muzułmanów. Mówię natomiast, że wezwanie do przemocy jak i jej usprawiedliwienie znaleźć można czarno na białym w świętych księgach islamu. Co więcej, nietrudno sprowokować ową teologicznie usankcjonowaną przemoc poprzez takie wykroczenia jak apostazja, cudzołóstwo, bluźnierstwo, czy nawet coś tak niejasnego jak dobre imię rodziny czy samego islamu.

Nie tylko Al-Kaida i Państwo Islamskie pokazują brutalną stronę islamskiej doktryny i praktyki. Jest to również Pakistan, gdzie każdą wypowiedź krytyczną w stosunku do proroka czy islamu uznaje się za bluźnierstwo karane śmiercią. Jest to Arabia Saudyjska, gdzie kościoły i synagogi są nielegalne, obcięcie głowy natomiast jest prawomocnym wymiarem kary. Jest to Iran, gdzie kamienowanie jest dopuszczalną formą kary, a homoseksualistów wiesza się za ich „przestępstwo”.

Według mnie problem polega na tym, że większość generalnie pokojowo nastawionych i przestrzegających prawa muzułmanów nie chce przyznać (nie mówiąc już o odrzuceniu), że w ich własnych tekstach religijnych znajduje się teologiczne uzasadnienie dla przemocy i nietolerancji. Po prostu nie wystarczy, by muzułmanie stwierdzili, że ich religia została „zawłaszczona” przez ekstremistów. Mordercy z Państwa Islamskiego czy Boko Haram cytują te same teksty, które każdy inny muzułmanin na świecie uznaje za święte.

Zamiast usprawiedliwiać islam wyświechtanymi frazesami o religii pokoju, na Zachodzie musimy zakwestionować i stoczyć debatę z samą treścią islamskiej doktryny i praktyki. Islam musi wziąć odpowiedzialność za działania swych najbardziej agresywnych wyznawców i musimy zażądać, żeby zreformował lub odrzucił kluczowe poglądy usprawiedliwiające te działania.

Okazuje się, że Zachód ma już sporo doświadczenia w podobnych reformach. Na przestrzeni stuleci dokładnie to stało się z judaizmem i chrześcijaństwem – obie te tradycje stopniowo odstawiły agresywne fragmenty swoich świętych tekstów do lamusa. Wiele fragmentów Biblii i Talmudu odzwierciedla normy patriarchalne, jak i podaje wiele przykładów okrutnej zemsty ludzi czy Boga. Jak w ubiegłym miesiącu zauważył prezydent Barack Obama podczas Porannej Modlitwy Narodowej: „Pamiętajmy, że w czasach krucjat i inkwizycji ludzie robili straszne rzeczy w imię Chrystusa”.

Jednak dziś ich wiara przeszła przez długi i głęboki proces reformacji i oświecenia, przez co większość żydów i chrześcijan odrzuciła pisma religijne nawołujące do nietolerancji i przemocy. Oczywiście w obu tych religiach znaleźć można margines, który bierze te teksty dosłownie, ale jest to naprawdę margines. Niestety w przypadku islamu jest odwrotnie: to reformatorzy religijni są marginesem.

Każda poważna dyskusja z islamem musi zacząć się od analizy ich wypływającego z Koranu wyznania wiary (słów uważanych za objawione przez archanioła Gabriela prorokowi Mahometowi) oraz hadisów (opowieści z życia i powiedzeń Mahometa). Poza drobnymi różnicami, islamskie credo wyznają wszyscy muzułmanie. Wszyscy, bez wyjątku, znają na pamięć słowa: „Nie ma boga prócz Allacha, a Mahomet jest jego Prorokiem”. Tak brzmi szahada, muzułmańskie wyznanie wiary.

Szahada może wyglądać na wyznanie wiary jak każde inne. Prawda jest jednak taka, że szahada jest symbolem zarówno religijnym jak politycznym.

We wczesnym okresie islamu, gdy Mahomet chodził w Mekce od domu do domu i próbował namówić politeistów, żeby porzucili swoich bożków, zapraszał ich do przyjęcia, że nie ma boga prócz Allacha a on jest jego posłańcem.

Jednak po dziesięciu latach tej uprzejmej perswazji udał się z niewielką grupką wyznawców do Medyny i od tej pory jego misja nabrała politycznego wymiaru. Niewierni nadal byli namawiani do poddania się Allachowi, jednakże teraz w razie odmowy byli atakowani zbrojnie. W przypadku przegranej mieli do wyboru: przejść na islam lub umrzeć (żydzi i chrześcijanie mogli zachować swą wiarę, jeśli zgadali się uiszczać specjalny podatek, dżizja).

Żaden symbol nie reprezentuje duszy islamu bardziej niż szahada. W łonie islamu rozgrywa się dziś walka o prawa do tego symbolu. Do kogo należy szahada? Do muzułmanów podkreślających aktywność Mahometa w Mekce, czy do tych, których inspirują jego medyńskie podboje? Na tym podłożu wyróżnić można trzy różne grupy muzułmanów.

Pierwsza z nich jest jednocześnie najbardziej problematyczną. Są to fundamentaliści, którzy powtarzając szahadę mówią: „Musimy ściśle trzymać się litery naszego credo”. Wyobrażają sobie rządy oparte na szariacie, islamskim prawie religijnym. Chcą islamu zmienionego w niewielkim stopniu lub całkowicie identycznego z pierwotną jego wersją z VII wieku. Co więcej, ich zdaniem wiara obliguje ich do narzucania swojej wersji wszystkim innym ludziom.

Nazwę ich muzułmanami medyńskimi, ponieważ za swój religijny obowiązek uważają narzucanie szariatu innym siłą. Nie chodzi im jedynie o posłuszeństwo naukom Mahometa, chcą naśladować jego wojownicze zachowanie po przeprowadzce do Medyny. Nawet jeśli sami nie angażują się w przemoc, chętnie przymykają na nią oko.

To medyńscy muzułmanie nazywają żydów i chrześcijan „świniami i małpami”. To medyńscy muzułmanie karzą śmiercią za apostazję, kamienują za cudzołóstwo i wieszają za homoseksualizm. To medyńscy muzułmanie pakują kobiety w burki i biją je, jeśli te wyjdą same z domu lub niewystarczająco skrzętnie się okryją.

Druga grupa – zdecydowana większość muzułmanów na świecie – to muzułmanie wierni swojemu wyznaniu wiary i praktykujący z oddaniem, nieskorzy jednak do przemocy. Nazywam ich muzułmanami mekkańskimi. Podobnie jak gorliwi chrześcijanie czy żydzi, którzy codziennie się modlą i zgodnie z wymogami wiary dobierają ubrania i pożywienie, mekkańscy muzułmanie koncentrują się na praktyce religijnej. Sama urodziłam się w Somalii i wychowana zostałam na mekkańską muzułmankę. Podobnie zresztą jak większość muzułmanów od Casablanki do Dżakarty.

Czytaj dalej tu: Dlaczego islam…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com