Archive | August 2015

Pogromy Żydów w II Rzeczypospolitej

Pogromy Żydów w II Rzeczypospolitej

[ Tekst nie zwerifikowany. Brak zrodel. ]


Getto ławkowe

Demonstracja studentów Politechniki lwowskiej żądających wprowadzenia getta ławkowego, 1937 r.

W okresie międzywojennym nie notowano już tak dużego wzrostu liczby Żydów jak w XIX w. Kiedy powstało państwo polskie, w jego ob­rębie znalazło się 2,85 min Żydów. W ciągu dwudziestu lat do 1939 r. liczba Żydów wzrosła do ok. 3,46 min. Spadał jednak stopniowo odse­tek Żydów wśród ogółu ludności kraju. O ile jeszcze w 1921 r. wynosił on 10,5%, o tyle w 1939 r. — 9,7%. Wciąż jednak Polska stanowiła kraj o najwyższym, poza Palestyną, procencie ludności żydowskiej i drugie co do wielkości, po Stanach Zjednoczonych, skupisko żydowskie na świecie.

Większość Żydów mieszkała w miastach i miasteczkach w central­nej, południowej i wschodniej części Polski. Tylko kilkadziesiąt tysięcy mieszkało w województwach zachodnich. Żydzi stanowili w skali całe­go kraju 27,2% mieszkańców miast, choć istniały tutaj bardzo duże różnice. Statystycznie co czwarty Żyd mieszkał na wsi, z tym, że prawie w ogóle nie było Żydów we wsiach na zachodzie Polski.

Rozpatrując stosunki polsko-żydowskie w okresie międzywojen­nym trzeba pamiętać, że nie było symetrii między obiema grupami et­nicznymi. Z jednej strony ponad dwudziestomilionowy naród, który właśnie po 120. latach niewoli odzyskał państwowość, z drugiej zaś trzymilionowa mniejszość. Strona polska dominowała zarówno liczeb­nie, jak i pod względem stojących do jej dyspozycji środków. O ile w przypadku Żydów stosunki z Polakami i państwem polskim miały znaczenie pierwszoplanowe dla ich bytu, o tyle dla Polski Żydzi stano­wili jedną z wielu mniejszości, zresztą nie najliczniejszą i nie najważniej­szą z politycznego punktu widzenia. Żydzi nigdy nie zagrażali niepod­ległości Polski ani jej jedności terytorialnej, jak to było w przypadku części środowisk ukraińskich czy niemieckich. Jedynie silnie zakorzenio­ne stereotypy oraz propaganda czyniły z Żydów wrogów Polski.

Żydowskie partie polityczne odniosły się pozytywnie do powstania państwa polskiego, wierząc, że niepodległa Polska będzie państwem de­mokratycznym, wolnym od prześladowań i niesprawiedliwości. Stanowi­sko takie zajęły podczas pierwszych rozmów politycznych z Józefem Piłsudskim w dniu 12 listopada 1918 r. Partia ortodoksów religijnych Agudas Isroel dążyła do uregulowania wszystkich spraw dotyczących Żydów zgodnie z religijną tradycją. Jej częścią był lojalny stosunek do państwa zamieszkania, stąd też uznawała współpracę z rządem polskim za jedno z podstawowych założeń programowych. Świeckie partie żydowskie — Organizacja Syjonistyczna oraz Żydowska Partia Ludowa — występując z ofertą współpracy, oczekiwały od tworzącego się państwa, obok wprowadzenia pełnego równouprawnienia, także uznania praw narodowych dla mniejszości żydowskiej w Polsce. Jedynie Bund — z powodu swego pro­gramu socjalnego i wiary w rewolucję socjalistyczną — odmówił współpra­cy z powstającym rządem jako rządem burżuazyjnym. Krytykował także włączenie do Polski Kresów Wschodnich.

Wśród polskich sił politycznych całkowite równouprawnienie wszyst­kich obywateli bez różnicy wyznania, języka i narodowości należało do powszechnie akceptowanych założeń programowych nowego ustroju państwa. Zapisy o pełnym równouprawnieniu obywatelskim znalazły się w konstytucji uchwalonej 17 marca 1921 r. Wprowadzenie w życie tych zapisów okazało się jednak dość skomplikowane. Obowiązujące na tere­nie byłego zaboru rosyjskiego przepisy dyskryminujące Żydów, choć sprzeczne z konstytucją, nie utraciły automatycznie mocy prawnej. Zo­stały zniesione dopiero w 1931 r. dzięki inicjatywie ówczesnego premie­ra Walerego Sławka.

Jeszcze więcej kontrowersji budziły kwestie przyznania mniejszości żydowskiej praw narodowych, umożliwiających podtrzymanie właści­wości narodowych. Podpisany przez Polskę na konferencji wersalskiej 28 czerwca 1919 r. tzw. traktat mniejszościowy przyznawał obywate­lom polskim, należącym do mniejszości religijnych i językowych, prawo do prowadzenia na własny koszt szkół i innych instytucji (charytatyw­nych, religijnych i społecznych) we własnym języku, zobowiązywał państwo do finansowania publicznych szkół z narodowym językiem wykładowym oraz nakładał na państwo obowiązek respektowania szabatu, co między innymi oznaczało, że wybory nie mogły być wyz­naczone na sobotę. Już podczas ratyfikacji traktatu w Sejmie w lipcu 1919 r. polskie środowiska polityczne odniosły się jednak krytycznie do tych postanowień. Traktat mniejszościowy był postrzegany przez nie jako upokarzający naród polski, narzucony Polsce przez mocarstwa i ograniczający jej suwerenność. To ostatnie zastrzeżenie odnosiło się do art. 12, który dawał Lidze Narodów prawo do kontroli nad wykony­waniem przez Polskę zobowiązań przyjętych w traktacie. W publicysty­ce antysemickiej formułowano absurdalne oskarżenia, że poprzez traktat Żydzi chcieli uczynić z Polski swoistą Judeo-Polonię.

W rzeczywistości traktat mniejszościowy zawierał dość ograniczony zakres praw narodowych dla mniejszości. W trakcie prac nad nim przy­wódcy Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, którzy mieli decydujący głos w tej sprawie, odrzucili większość żydowskich postulatów narodowych, przedstawionych na konferencji przez Komitet Delegacji Ży­dowskich. Przede wszystkim nie włączono do traktatu głównego postulatu, którym była autonomia narodowo-kulturalna.

Również podczas prac nad konstytucją w Sejmie Ustawodawczym zostały odrzucone wszystkie żydowskie propozycje praw narodowych w postaci autonomii narodowo-kulturalnej, która miała polegać na przekazaniu mniejszości żydowskiej prawa do zarządzania własnymi sprawami kulturalnymi. Tradycyjnie nieprzychylna Żydom prawica sej­mowa postrzegała autonomię jako tworzenie państwa w państwie. Koncepcję tę odrzucili nawet posłowie Polskiej Partii Socjalistycznej — je­dynej wpływowej i legalnej polskiej partii potępiającej antysemityzm — widząc w niej wsparcie dla utrzymania żydowskiej odrębności, podczas gdy sami popierali raczej asymilację Żydów.

W konstytucji znalazł się tylko zapis o prawie osób należących do mniejszości do „zachowania swej narodowości i pielęgnowania swej mowy i właściwości narodowych” oraz drugi, który zezwalał na zakła­danie prywatnych szkół z językiem wykładowym mniejszości. Pomimo to prywatne szkoły żydowskie z językiem wykładowym jidysz i hebraj­skim napotykały na szykany władz administracyjnych. Nigdy natomiast nie powstały zagwarantowane traktatem mniejszościowym, finanso­wane ze środków publicznych, szkoły dla mniejszości żydowskiej z na­rodowym językiem wykładowym.

W pierwszych miesiącach istnienia Rzeczypospolitej dyskusjom na te­mat statusu prawnego Żydów towarzyszył niebywały wybuch antysemi­tyzmu. Już w symbolicznym dniu odzyskania niepodległości — 11 listopa­da 1918 r. — miał miejsce w Kielcach antyżydowski pogrom, który przy­niósł cztery ofiary śmiertelne oraz wielu rannych. Do najstraszniejszych wydarzeń doszło kilkanaście dni później we Lwowie. Po wyparciu z miasta Ukraińców przez wojsko polskie, ludnośc żydowska została zaatakowana za rzekome wspieranie strony ukraińskiej. W dniach 22-23 listopa­da na ulicach galicyjskiej stolicy zginęło 72. Żydów, a 433. zostało ran­nych, Spalono synagogę, zniszczono i ograbiono setki domów. W ataku­jącym tłumie znalazły się osoby cywilne oraz żołnierze i oficerowie polscy.

Wydarzenia lwowskie wywołały wstrząsające wrażenie zarówno w Polsce, jak i na świecie. Dotychczas nie dochodziło do tak drastycz­nych aktów przemocy ze strony Polaków. Przyszłość miała jednak po­kazać, że otwierały one dopiero długą listę antyżydowskich wystąpień. Wkrótce żydowska opinia publiczna została ponownie zaalarmowana zamordowaniem 35. Żydów w Pińsku 5 kwietnia 1919 r. Oddział woj­skowy aresztował 80. uczestników syjonistycznego zebrania pod zarzu­tem przygotowywania bolszewickiego zamachu na wojsko polskie sta­cjonujące w mieście. Z rozkazu majora Aleksandra Łuczyńskiego roz­strzelano 34., młodych w większości, Żydów, bez jakiegokolwiek śledz­twa. Jedna osoba została zabita podczas wkraczania wojska do Domu Ludowego, gdzie odbywało się zebranie. Specjalna komisja sejmowa, powołana do zbadania tych zajść, odrzuciła całkowicie posądzenie o próbę zorganizowania bolszewickiego spisku.

Podczas walk polsko-radzieckich na Kresach doszło niebawem do następnych pogromów: w Lidzie (16-17 kwietnia), w Wilnie (19 kwiet­nia) i w Mińsku na Białorusi (7 maja; miasto to ostatecznie nie weszło w granice państwa polskiego). Wszędzie tam, po zajęciu miasta przez wojska polskie, oskarżenia Żydów o sprzyjanie bolszewikom zaowoco­wały brutalnymi wystąpieniami przeciw całej ludności żydowskiej. W Lidzie według dostępnych danych zginęło 35 osób, w Wilnie — 52.

Inne podłoże miały zajścia antyżydowskie na Rzeszowszczyźnie na przełomie kwietnia i maja 1919 r. Rozruchy stanowiły wstęp do swo­istej rewolucji chłopskiej, która w tym bardzo ubogim i radykalnie usposobionym regionie kierowała się przeciw posiadaczom ziemskim, władzy państwowej, a pierwsze ujście znalazła w aktach przemocy wo­bec Żydów. Ci ostatni postrzegani byli przede wszystkim jako handla­rze, spekulujący brakującymi na rynku towarami. Pojawiały się także oskarżenia Żydów o sprzyjanie bolszewizmowi oraz o „mord rytualny”. Antyżydowskie rozruchy wybuchły w kilkunastu miejscowościach. Naj­tragiczniejszy przebieg miał pogrom w Kolbuszowej, gdzie ośmioty­sięczny tłum chłopów zaatakował policję i wojsko, a następnie — Żydów. Zginęło 12. Żydów, 2. żołnierzy, 1 policjant i przynajmniej 3. chłopów.

Oskarżenia o sprzyjanie komunizmowi i poddawanie w wątpliwość lojalności Żydów znalazły swój wyraz również podczas wojny polsko-radzieckiej w lecie 1920 r., kiedy władze wojskowe zapobiegawczo inter­nowały w Jabłonnie 17 tyś. żołnierzy i oficerów żydowskich. Dużą część internowanych stanowili ochotnicy, którzy dobrowolnie zgłosili się do wojska, inni na różnych frontach walczyli o niepodległość Polski już od kilku lat. Dlatego to posunięcie pozostawiło wyjątkowo gorzkie wrażenie w społeczności żydowskiej. Tym bardziej, że dała ona wiele dowodów przywiązania do Polski i poparcia niepodległościowych dążeń Polaków, zarówno w czasie l wojny światowej, jak i podczas powstań narodowych.

Szerokim echem odbiła się historia rozstrzelania rabina Chaima Szapiry w Płocku 27 sierpnia 1920 r. Oskarżono go o dawanie znaków, które miały pomóc wycofującym się wojskom radzieckim i na mocy wyroku wojskowego sądu doraźnego, który opierał się na dość powierzchow­nych przesłankach, rozstrzelano. Szapiro tymczasem stał na balkonie i modlił się, a sytuacja, w której to się wydarzyło, wskazywała, że żadne znaki z jego strony nie mogłyby zmienić przebiegu wojskowej operacji.

Jakie były przyczyny niespotykanej na ziemiach polskich fali prze­mocy wobec Żydów, która pojawiła się u progu niepodległości Polski? i Oskarżano ogół Żydów o popieranie wrogiego polskiej państwowości sowieckiego komunizmu. W rzeczywistości wpływy komunistyczne w społeczności żydowskiej były znikome, choćby z tego powodu, że Żydzi stanowili w swej większości środowisko konserwatywne. Para­doksalnie, stereotypowi „żydokomuny” towarzyszyły dawniejsze, wręcz odwrotne, gdy chodzi o treści społeczne, oskarżenia, a mianowi­cie, że Żydzi rządzą międzynarodowym kapitałem. Te uprzedzenia w warunkach skrajnej demoralizacji, wywołanej trwającą od kilku lat wojną, w obliczu trudności ekonomicznych i wybuchu nastrojów patriotycznych czy wręcz nacjonalistycznych, związanych z powstawaniem państwa polskiego, tworzyły wybuchową mieszankę, która łatwo powodowała gwałtowny wzrost antysemickich nastrojów.

Wystąpieniom antyżydowskim nie potrafiły zdecydowanie przeciw­stawić się władze. Sprawców karano niekonsekwentnie, wielu w ogóle uniknęło kary. Tylko częściowo można to wytłumaczyć brakiem pełnej kontroli w warunkach powstawania struktur polskiej władzy państwowej po 1918 r.

Nowe napięcia w stosunkach polsko-żydowskich przyniósł koniec roku 1922. Związane one były z politycznym uaktywnieniem się pol­skiej prawicy nacjonalistycznej, głównie endecji. Po wyborach, które odbyty się w listopadzie 1922 r., w Sejmie znalazło się 89. posłów mniejszości narodowych, w tym 35. posłów partii żydowskich. Prawi­ca, obawiając się, iż posłowie mniejszości narodowych będą popierać lewicę sejmową, wykreowała hasło „polskiej większości”, odmawiające mniejszościom narodowym, a szczególnie Żydom prawa do współ­decydowania o sprawach państwowych. To sprzeczne z Konstytucją hasło stało się bardzo nośne podczas wyborów pierwszego prezydenta RP przez Zgromadzenie Narodowe. Kiedy posłowie mniejszości oddali głosy wraz z lewicą na Gabriela Narutowicza, prawica stwierdziła, że to Żydzi narzucili Polsce prezydenta. Gwałtowna agitacja endecji przeciw Narutowiczowi, nosząca silne akcenty antyżydowskie, doprowadziła do zabójstwa pierwszego Prezydenta RP 16 grudnia 1922 r. Zamachowcem był fanatyczny zwolennik endecji.

Centroprawicowy rząd Witosa, który doszedł do władzy w maju 1923 r., zasadę polskiej większości zawarł nawet w umowie koalicyj­nej: „Narodowy polski charakter powinien być utrzymany w ustroju państwa i samorządu. W tym celu: podstawą większości parlamentar­nej winna być większość polska: rząd tworzyć będą wyłącznie Polacy”. ( Centroprawicowa większość sejmowa przystąpiła do realizacji swego antyżydowskiego programu. Próbowano m.in. wprowadzić zasadę numerus clausus (ograniczenie liczby przyjmowanych na studia Żydów) w szkołach wyższych oraz szereg ustaw godzących w byt gospodarczy ludności żydowskiej. Wydawało się, że zawarcie przez sejmowe Koło Żydowskie porozumienia z rządem Władysława Grabskiego w lipcu 1925 r, które nazwano ugodą polsko-żydowską, otworzy nowy etap w polityce polskiej wobec mniejszości żydowskiej. Rząd zobowiązał się do spełnienia szeregu postulatów zmierzających do faktycznego równouprawnienia Żydów w Polsce, w zamian za co Koło Żydowskie w parlamencie zapowiedziało poparcie dla rządu. Niewypełnienie przez rząd tych zobowiązań spowodowało, że Koło znów wróciło do opozy­cji, a oficjalne stosunki polsko-żydowskie — na swoje stare tory.

Zamach stanu Józefa Piłsudskiego w maju 1926 r. (tzw. przewrót majowy) został bardzo dobrze przyjęty przez społeczeństwo żydow­skie, które miało nadzieję, że odsunięcie od władzy endecji położy kres antyżydowskiej i niestabilnej polityce rządowej. Rzeczywiście, piłsudczycy, którzy objęli wówczas władzę w Polsce, dalecy byli od szerzenia antysemickich haseł i stereotypów oraz demonizowania kwestii żydow­skiej. W samym obozie piłsudczykowskim znajdowali się Polacy pocho­dzenia żydowskiego. Wielu z nich walczyło wspólnie z piłsudczykami w polskich formacjach zbrojnych w okresie walk o niepodległość.

Obóz rządzący chciał ułożyć stosunki z ludnością żydowską opiera­jąc się na zasadzie tzw. asymilacji państwowej, czyli prowadzeniu takiej polityki, która mając na celu dobro państwa nie wyrządzałaby szkody ludności żydowskiej. Nowy premier Kazimierz Bartel zapowiedział wal­kę z antysemityzmem gospodarczym oraz zniesienie ograniczeń w za­kresie równouprawnienia ludności żydowskiej, które pochodziły jeszcze z czasów zaborczych. Mimo iż piłsudczycy spełniali swe obietnice z du­żym ociąganiem, rządy Piłsudskiego uznawane są za najpomyślniejszy okres w stosunkach polsko-żydowskich w całym międzywojniu.

Piłsudczycy przyjmując jako naczelną wartość dobro państwa, pro­wadzili politykę blokującą rozwój organizacji nacjonalistycznych, rów­nież żydowskich. Stąd wynikał ambiwalentny stosunek do ruchu syjoni­stycznego. Żydów postrzegali piłsudczycy bardziej w kategoriach wyz­naniowych niż narodowych. Zwalczali w związku z tym Blok Mniejszoś­ci Narodowych, przyciągając do współpracy reprezentantów żydow­skich środowisk religijnych. Z list Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem w wyborach w 1928 i 1930 r. do parlamentu weszło kilku przedstawicieli ortodoksów żydowskich i sfer gospodarczych. Sojusz ten zaowocował uregulowaniem kwestii statusu prawnego gmin ży­dowskich oraz wsparciem dla szkolnictwa religijnego.

Połowa 1935 r. wyznacza początek niepomyślnej ery w stosunkach polsko-żydowskich. Śmierć Piłsudskiego umożliwiła ujawnienie się no­wych tendencji w podejściu do kwestii żydowskiej w obozie piłsudczy­kowskim, dotąd kontrolowanym i spajanym przez Marszałka. Do głosu doszło skrzydło akcentujące hasła nacjonalistyczne. Jednocześnie ugru­powania wywodzące się z endecji ze Stronnictwem Narodowym na czele, zintensyfikowały antyżydowską propagandę, traktując ją rów­nież jako oręż w walce o władzę z rządzącymi krajem piłsudczykami (tzw. sanacją). Piłsudczycy zaś zaostrzali swoje stanowisko w kwestii żydowskiej, obawiając się, że ogarnięte antysemickimi nastrojami społeczeństwo może wynieść do władzy endeków.

Negatywny wpływ na stosunki polsko-żydowskie wywierał trwają­cy w Polsce dłużej niż w innych państwach światowy kryzys gospodar­czy, który wybuchł w 1929 r. i potęgował napięcia społeczne na tle eko­nomicznym. Nie bez znaczenia była także zmiana podejścia do Żydów w sąsiednich Niemczech, gdzie w 1933 r. doszedł do władzy fanatycz­ny antysemita Adolf Hitler. Jego drastyczne antyżydowskie posunięcia nie wywołały specjalnych protestów opinii światowej. Wpływały też na radykalizację postaw wobec Żydów w Polsce.

Wkrótce po śmierci Piłsudskiego w polskich miasteczkach dały się zaobserwować pierwsze oznaki narastającego napięcia. Trudności go­spodarcze stały się łatwą pożywką dla prowadzonej przez endecję ak­cji bojkotu gospodarczego Żydów, który miał spowodować zmniejsze­nie żydowskiego udziału w handlu i rzemiośle, i umożliwić zatrudnienie w tych dziedzinach Polaków. Hasło „Nie kupuj u Żyda” stało się jed­nym z głównych sloganów Stronnictwa Narodowego. Posługiwano się różnymi metodami: poczynając od ulotek wzywających do bojkotowa­nia handlu żydowskiego, poprzez pikiety przed sklepami aż po użycie siły wobec żydowskich straganiarzy i sklepikarzy, a czasem także mimo wszystko kupujących u nich Polaków. Często wystąpienia takie przybierały groźną postać. Wywracano stragany, niszczono towary, bito sprze­dających. Czasem zajścia przenosiły się na okoliczne żydowskie domy, gdzie dochodziło do wybijania szyb i demolowania wnętrz. Czynne ataki na Żydów zdarzały się najczęściej na terenach województw centralnych — białostockiego, warszawskiego, łódzkiego i kieleckiego.

Symbolem antyżydowskich wystąpień tamtego czasu stało się nie­wielkie miasteczko Przytyk koło Radomia, gdzie wiosną 1936 r. doszło do pogromu ludności żydowskiej. Na tutejszych jarmarkach chłopi sprzedawali produkty rolne i zaopatrywali się w wyroby wytwarzane przez żydowskich rzemieślników. Wzrastająca od jesieni 1935 r. agita­cja bojkotowa Stronnictwa Narodowego znajdowała wielu zwolenni­ków w Przytyku i okolicach. Atmosfera stawała coraz bardziej napięta. Jeszcze w końcu 1935 r. — wobec rosnącego wśród Żydów poczucia za­grożenia — powstała żydowska samoobrona, do której należało około 20. młodych ludzi.

Na jarmark 9 marca zjechało ok. 2 tys. chłopów. W pewnym momen­cie przed żydowskim straganem jeden z członków Stronnictwa Narodo­wego próbował odwieść chłopów od kupowania tam chleba. Interwen­cja policji zakończyła się niepowodzeniem. Policjanci otoczeni i atakowa­ni przez tłum wycofali się na komisariat. W tym czasie inna grupa chło­pów zaczęła demolować stragany żydowskie, niszczyć towar i bić Żydów. Wówczas do zajść włączyła się żydowska samoobrona. Doszło do licz­nych bójek między Polakami i Żydami. Padły strzały, które zraniły troje Polaków. Na wieść o strzałach powracający już do domu chłopi porzucili swe wozy i uzbrojeni w orczyki zawracali do miasta, wybijając po drodze szyby w żydowskich domach. Z jednego z okien padł strzał, który śmiertelnie ugodził jednego z chłopów. Widok trupa rozpętał żądzę zemsty. Zniszczono kilkadziesiąt mieszkań i sklepów żydowskich, ciężko pobito ponad 20 osób. Policja bezskutecznie próbowała opanować sytuację. Najtragiczniejszy przebieg miał napad na mieszkanie rodziny Minkowskich. Josek Minkowski został zabity na miejscu, jego żona Chaja zmarła w szpi­talu. Wkrótce siły policyjne przybyłe z Radomia przywróciły porządek.

W związku z zajściami przed sądem stanęło 14. Żydów i 42. Pola­ków. Żyd oskarżony o zabicie polskiego chłopa otrzymał karę 8 lat wię­zienia, dwóch innych za strzelanie do chłopów — 6 i 5 lat. Czterej Pola­cy oskarżeni o zabicie Minkowskich zostali uniewinnieni (hańba!).

Do groźnych zajść doszło także m.in. w Grodnie (czerwiec 1935 r.), Mińsku Mazowieckim (czerwiec 1936 r.) i Brześciu nad Bugiem (maj 1937 r.), kiedy zamordowanie Polaka przez Żyda spowodowało odwet ludności polskiej na całej miejscowej społeczności żydowskiej.

Areną antyżydowskich wystąpień stały się także uniwersytety. Już od końca lat dwudziestych liczba studentów żydowskich spadała z ro­ku na rok, głównie w wyniku wymuszania przez organizacje endeckie numerus clausus. Mimo iż zasada przyjmowania na studia nie więcej niż 10% Żydów (co odpowiadało procentowi ludności żydowskiej w państwie) nie została oficjalnie wprowadzona, władze uczelniane prowadziły dyskryminację Żydów przy rekrutacji.

Poczynając od jesieni 1935 r. prawicowe organizacje studenckie z coraz większą natarczywością zaczęły domagać się wprowadzenia getta ławkowego, czyli oddzielnych miejsc dla Żydów w salach wykła­dowych. Siłą zmuszano opornych studentów żydowskich do zajmowa­nia miejsc po lewej stronie sali. Dochodziło przy tym do zajść, podczas których wielu studentów zostało poturbowanych i pobitych. Ich spraw­cy pozostawali w większości bezkarni, mając przychylność nie tylko ko­legów, ale i profesorów. Chociaż minister wyznań religijnych i oświece­nia publicznego oficjalnie wypowiedział się przeciw gettu ławkowemu, upoważnił na początku 1937 r. rektorów do zastosowania środków, które uspokoją sytuację na uczelniach wyższych. W praktyce oznaczało to zgodę na wprowadzenie getta ławkowego. Tylko część profesorów uniwersyteckich zaprotestowała przeciw tym zarządzeniom. Byli wśród m.in.: Tadeusz Kotarbiński, Stefan Czarnowski, Ludwik Krzywicki, Mieczysław Michałowicz, Maria i Stanisław Ossowscy.

Stosunek władz państwowych do antyżydowskich wystąpień nie był jednoznaczny. Z jednej strony władze zapowiadały zwalczanie eks­cesów, które zaburzały porządek publiczny do tego stopnia, że często musiała interweniować policja. W Odrzywole (powiat opoczyński) w końcu listopada 1935 r. doszło do groźnych starć policji z chłopami, którzy próbowali z posterunku odbić aresztowanych za udział w zajściach antyżydowskich. Policja użyła broni. Zginęło kilkunastu chłopów. Z dru­giej strony zdarzały się jednak przypadki, kiedy policja ociągała się z przystąpieniem do akcji. Podczas pogromu w Brześciu nad Bugiem po­licja rozpoczęła zwalczanie rozruchów dopiero w kilkanaście godzin po ich wybuchu. Pomimo iż sprawcy większych zajść stawali przed sądami, wymierzane kary były dość łagodne. Rząd nie wykazał także woli zwal­czania bojkotu gospodarczego, który często prowadził do przemocy.

Wystąpieniom antyżydowskim na ulicach i uniwersytetach, zwalcza­nym przez władze z różną intensywnością, towarzyszyło całkowite prze­orientowanie polityki państwa wobec dróg rozwiązania „kwestii żydowskiej” w Polsce. Rząd doszedł do wniosku, że sprawę może złagodzić tylko zmniejszenie liczby Żydów w kraju. Wkrótce postulat emigracji Żydów siał się podstawowym punktem programu rządowego w kwestii żydow­skiej.

Mimo iż ugrupowania prawicowe coraz częściej przedstawiały pro­jekty ustawowego pozbawienia Żydów praw politycznych i społecznych, w Polsce nigdy nie doszło do wprowadzenia antyżydowskiego ustawo­dawstwa na wzór hitlerowski. Niemniej Sejm w latach 1936-1938 przy­jął kilka ustaw skierowanych przeciw ludności żydowskiej. Na początku 1936 r. został złożony w Sejmie projekt ustawy o całkowitym zakazie ubo­ju rytualnego, uchwalony ostatecznie z rządowymi poprawkami, które zmierzały w kierunku ograniczenia, ale nie całkowitego zakazu. Pracę stra­ciło jednak wiele tysięcy żydowskich rzeźników. Przeciw Żydom — obywa­telom polskim, przebywającym na terytorium III Rzeszy, skierowana była ustawa o pozbawieniu obywatelstwa osób przebywających za granicą.

Inna ustawa, z maja 1938 r, umożliwiła ograniczenie dostępu Ży­dów do adwokatury. Podobne żądania wysuwało także środowisko lekarskie w stosunku do swoich żydowskich kolegów. Wyrazem anty­semickich nastrojów w tych środowiskach było przyjęcie przez część organizacji, zrzeszających adwokatów i lekarzy, tzw. paragrafu aryjskie­go, czyli zapisu o wykluczeniu Żydów z ich szeregów.

Dwuznaczny stosunek do zagadnienia żydowskiego prezentował także kościół katolicki. Potępiał przemoc stosowaną wobec Żydów, na­woływał, by widzieć w Żydach bliźniego, sankcjonował jednak bojkot ekonomiczny i stale ostrzegał przed złym moralnym wpływem Żydów na społeczeństwo polskie.

Wszystkie te wydarzenia wytwarzały wśród Żydów polskich poczu­cie upokorzenia i zagrożenia. Widać było, że ich sytuacja staje się coraz trudniejsza, a Polska zmierza wyraźnie do pozbycia się Żydów ze swe­go terytorium. Być może wiele osób zdecydowałoby się na emigrację, problem jednak leżał w tym, że Żydzi nie mieli dokąd wyjeżdżać i więk­szość nie miała także za co wyjechać. Wielka Brytania, sprawująca mandat Ligi Narodów nad Palestyną, wprowadzała kolejne ograniczenia imigracji żydowskiej, a przy tym pierwszeństwo mieli bardziej zagrożeni Żydzi niemieccy. Inne państwa również nie kwapiły się do przyj­mowania Żydów.

W tej sytuacji w społeczności żydowskiej nastąpiła radykalizacja po­staw, czego skutkiem był wzrost wpływów Bundu. Zyskiwał on nowych zwolenników także dlatego, że podjął zdecydowane działania w obro­nie Żydów przed antysemityzmem. Partia zorganizowała strajk protesta­cyjny wkrótce po wypadkach przytyckich w marcu 1936 r, w którym wzięło udział dwie trzecie ludności żydowskiej. Strajk uzyskał również poparcie działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej, która wielokrotnie wy­powiadała się przeciwko antysemityzmowi.

Szczególnie boleśnie skutki antysemityzmu odczuwały osoby żydowskiego pochodzenia, zasymilowane do kultury polskiej. Dość często w prawicowej prasie zdarzały się niewybredne ataki na osoby znane, takie jak Antoni Słonimski, Julian Tuwim czy Bolesław Leśmian. Oskarżano ich o „szarganie mowy prawdziwych Polaków”, antypolskość i „kryptobolszewizm”, porównywano do zgnilizny, publikowano ich „krzywonose” karykatury.

Z jednej strony Polska jawi się więc jako miejsce, gdzie mogła roz­wijać się kultura żydowska, gdzie istniały szkoły — co prawda tylko pry­watne — z wykładowym językiem jidysz i hebrajskim, gdzie ukazywały się setki tytułów żydowskiej prasy i powstawała literatura żydowska. Była także jednym z niewielu krajów, gdzie działało całe spektrum par­tii żydowskich, a w parlamencie zasiadali posłowie żydowscy. Z drugiej strony stała się również miejscem braku tolerancji, narastającej wro­gości wobec Żydów, a nawet ich prześladowań i pogromów.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Gęsiówka – więzienie i obóz przy ul. Gęsiej

Gęsiówka – więzienie i obóz przy ul. Gęsiej

Autorzy: Krzysztof Bielawski, Gedeon, izrael.badacz.org


Tablica pamiątkowa (ul. Anielewicza 34)

Podczas drugiej wojny światowej w dawnym więzieniu wojskowym przy ul. Gęsiej 24 naziści utworzyli centralny areszt getta (Zentralarrest fuer juedischen Wohnbezirk), formalnie podporządkowany warszawskiemu Judenratowi.

Kompleks więzienny składał się z kilku budynków, położonych pomiędzy ulicami: Zamenhofa, Gęsią (obecnie ul. M. Anielewicza) i Lubeckiego. Oprócz Żydów osadzano tu także osoby narodowości romskiej. W celach mogących pomieścić łącznie około trzystu osób, zamykano nawet powyżej dwóch tysięcy więźniów. W wyniku przepełnienia cel, katastrofalnych warunków sanitarnych, głodu i chorób wielu aresztantów umierało. Ludwik Hirszfeld w książce “Historia jednego życia” tak wspomina więzienie: “Jako przewodniczący Rady Zdrowia chodziłem do więzienia na Gęsiej. Przeznaczone przed wojną na 200-30 osób mieściło 1.200. Z lewej strony mniejsze cele dla inteligencji po 8-10 osób, mają zakratowane okno. Cele dla proletariatu mają tylko małe okienka pod sufitem. Tłok – nie ma miejsca by usiąść ani tym bardziej położyć się. Więźniowie duszą się, umierają wskutek zatrucia dwutlenkiem węgla”.

Na terenie aresztu dokonywano egzekucji. Na jednym z trzech dziedzińców więziennych ofiary były przywiązywane do słupków, a następnie rozstrzeliwane przez funkcjonariuszy policji granatowej. Przytoczmy tu fragment wydanej w 1942 r. książki “Likwidacja ghetta warszawskiego” autorstwa Antoniego Szymanowskiego: “Środa, 5 VIII. Więzienie żydowskie przy ul. Gęsiej zostało opróżnione pierwszego bodajże dnia “akcji”. Obecnie jest terenem codziennych masowych egzekucyj, masakry starców, chorych, ułomnych kalek, jednym słowem “szmelcu”, którego nawet wozić do Treblinki nie warto. Codziennie ginie tam 50-80 osób”. W lipcu 1942 r. Niemcy wywieźli z aresztu grupę 110 osób i następnie zgładzili ich w Babicach.

Więzienie zostało oficjalnie zlikwidowane w dniu 19 kwietnia 1943 r.. Na terenach wzdłuż ul. Gęsiej, od ul. Zamenhofa do ul. Okopowej Niemcy utworzyli filię obozu na Majdanku. Osadzono w nim grupę Żydów, w tym także przesiedleńców z krajów Europy Zachodniej, między innymi z Belgii, Holandii, Niemiec, Austrii. Więźniowie byli wykorzystywani do prac na terenie zniszczonego getta – wyszukiwania w ruinach kosztowności i rozbiórki domów. W obozie od wiosny 1944 roku masowo rozstrzeliwano skazańców przywiezionych z pobliskiego więzienia przy Pawiej, tak zwanego Pawiaka. Zwłoki palono na miejscu.

Po wybuchu Powstania Warszawskiego, w dniu 5 sierpnia 1944 r. żołnierze kompanii AK “Giewont” z harcerskiego batalionu “Zośka” po trwającym półtorej godziny natarciu, opanowali obóz i uwolnili 348 przetrzymywanych tam więźniów. Część z nich – między innymi Henryk Lederman i Dawid Goldman ps. Gutek – przyłączyła się do powstańców i kontynuowała walkę z okupantem.

Julian Grzesik w książce zatytułowanej “Zagłada Żydów 1939-1945” tak opisał wyzwolenie obozu: “Żydowscy więźniowie usłyszeli detonacje, aż baraki zatrzęsły się w posadach. Zrobiło się całkiem ciemno i nastąpiła przerażająca cisza przerwana nie niemiecką, lecz polską mową. Było pytanie: “Chłopcy kim jesteście?”. Odpowiedź brzmiała: “Jesteśmy Żydami!”. Uwięzieni usłyszeli: “Jesteście wolni!”. Taboretami zaczęto wybijać szyby okien i wydostawać się na zewnątrz. Potem w euforii uwolnieni Żydzi zaczęli biegać po placu i krzyczeć aż do ochrypnięcia: “Niech żyje Polska!”. (….) Jakub Wiśnia, osadzony na Pawiaku, w tak zwanej “ósemce – żydowskiej celi śmierci”, potem w “Gęsiówce” zapisał rozmowę z jednym oficerem “Zośki”. Ten zapytał go: skąd pochodzi, czy ma rodzinę i co zamierza robić dalej. Odpowiedź o rodzinie była z góry do przewidzenia. Utracił wszystkich, stracił nadzieję, ale pragnie z całego serca wziąć udział w powstaniu. I w taki oto sposób on, Żyd Jakub Wiśnia i jego towarzysze znaleźli się w batalionie”.

Grupa około 50 byłych więźniów Gęsiówki – Żydów greckich, rumuńskich i węgierskich – zginęła z rąk Niemców około 6 sierpnia 1944 r. w składzie narzędzi rolniczych fabryki Kirchmayera i Marczewskiego przy ul. Wolskiej 79/81[1.1].

Po wojnie na ścianie bloku przy ul. Anielewicza 34 odsłonięto tablicę pamiątkową z napisem o treści: “5 sierpnia 1944 roku harcerski batalion ‘Zośka’ zgrupowania ‘Radosław’ Armii Krajowej zdobył niemiecki obóz koncentracyjny ‘Gęsiówka’ i uwolnił 348 więźniów Żydów obywateli różnych krajów Europy. Wielu z nich walczyło i poległo w Powstaniu Warszawskim”.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


“USA sprzedały Kurdów”. Groźba powstania i wojny domowej we wschodniej Turcji

“USA sprzedały Kurdów”. Groźba powstania i wojny domowej we wschodniej Turcji

Małgorzata Gorol


USA sprzedały Kurdów w zamian za włączenie się Turcji w walkę z Państwem Islamskim. A dalekosiężną konsekwencją obecnych działań Ankary może być rebelia i wojna domowa na wielką skalę toczona na terenie wschodniej Turcji. Taki obraz sytuacji na Bliskim Wschodzie kreśli w rozmowie z Wirtualną Polską dr Wojciech Szewko, ekspert ds. stosunków międzynarodowych.

Członek Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG) - kurdyjskich sił walczących w Syrii z ISIS

Członek Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG) – kurdyjskich sił walczących w Syrii z ISIS

Turcja zrobiła przed tygodniem to, o co USA prosiły ją od długich miesięcy- rozpoczęła ataki na Państwo Islamskie i udostępniła Amerykanom swoją bazę lotniczą. Ale jednocześnie Ankara prowadzi kampanię przeciwko siłom kurdyjskim, a to one do tej pory skutecznie tamowały dżihadystyczną falę.

To dlatego amerykański magazyn “Foreign Policy” pytał niedawno w tytule artykułu: “Czy USA właśnie sprzedały Kurdów?”. – Tak, bo Waszyngton realizuje swoje interesy – odpowiada poproszony przez WP o komentarz dr Szewko. I przypomina znaną maksymę: “państwa nie mają wiecznych przyjaciół, tylko interesy”.

Problem pojawia się, gdy zbyt wiele z nich jest całkowicie sprzecznych.

Sojusznicy i wrogowie

Gdy dwa lata temu przywódca Partii Pracujących Kurdystanu Abdullah Ocalan zaapelował z tureckiego więzienia o rozejm w trwającym od dekad konflikcie, mówiło się o historycznym momencie. Dzisiaj Turcja i PKK atakują się wzajemnie i stoją na krawędzi wojny. Ale to nie jedyna gwałtowna zmiana, do jakiej doszło niedawno w regionie.

Jeszcze kilka miesięcy temu Turcy mieszkający przy granicy z Syrią mogli swobodnie przyglądać się wojnie za miedzą, bo atakowane przez ISIS miasto Kobane było widoczne z okolicznych wzniesień jak na dłoni. Mimo to Ankara nie zdecydowała się wówczas na zwiększenie poparcia międzynarodowej koalicji walczącej z dżihadystami. Zwrot nastąpił dopiero po zamachu w Suruc.

Jednego dnia, przed tygodniem, Turcja rozpoczęła walkę na dwa fronty: z ISIS w Syrii i PKK w Iraku (choć także kurdyjska milicja w Syrii oskarżyła niedawno Turków o ostrzał). I mimo że amerykańska administracja stara się oddzielać te dwa wydarzenia, Ankara nawet się na to nie sili. – Nie ma różnicy między PKK i Daesz (ISIS – red.) – mówił wprost turecki szef dyplomacji Mevlut Cavusoglu, cytowany przez agencję Associated Press. Dla Ankary oba ugrupowania to terroryści.

I choć również Waszyngton uznaje PKK za organizację terrorystyczną, to Amerykanie widzieli w oddziałach kurdyjskich walczących w Iraku i Syrii sojuszników w wojnie z ISIS. To dlatego magazyn “Foreign Policy” zastanawia się, czy “najbardziej efektywne sił lądowe walczących z Państwem Islamskim mogły stać się właśnie ofiarą skutków ubocznych amerykańsko-tureckiego porozumienia”.

Interesy USA

Mimo trwających od niemal roku nalotów na cele ISIS w Syrii i Iraku, prowadzonych przez koalicję państw zachodnich i arabskich, kalifat dżihadystów trwa i, co gorsza, raz po raz bierze pod swoje skrzydła – choćby tylko deklaratywnie – kolejne prowincje. Wojciech Szewko ocenia w rozmowie z WP, że Waszyngton właściwie nie miał żadnej spójnej strategii walki z Państwem Islamskim. W Syrii realizował plan polegający na przeszkoleniu tzw. umiarkowanych rebeliantów, którzy mieliby walczyć z ISIS. Ale jak przyznał sam szef Pentagonu, do tej pory udało się wytrenować zaledwie 60 takich osób. Dodatkowo, zauważa Szewko, swojego głównego wroga widzieli oni w Baszarze al-Asadzie, syryjskim prezydencie, a dopiero na dalszym miejscu w Państwie Islamskim. Amerykanie postawili więc na nowy plan.

– USA naiwnie założyły, że Turcja w zamian za głośną lub cichą zgodę na rozprawienie się z Kurdami włączy się czynnie w zwalczanie ISIS. Ale nie wiadomo, czy tak będzie – to jest tylko generalne założenie – mówi ekspert, dodając, że do tej pory Turcja była uznawana za przyjaciela i wroga zarazem, bo to przez jej terytorium przechodził szlak zaopatrzeniowy dla ISIS w północnej Syrii.

Po zamachu na własnym terytorium Ankara postanowiła się jednak włączyć w wojnę z dżihadystami, choć póki co ograniczyła się do kilku nalotów na cele ISIS. Nie ma też mowy, by Turcja wysłała do walki swoje wojska lądowe. Szewko zauważa jednak, że zarówno dla Turków, jak i Amerykanów ważne jest utrzymanie korytarza do Aleppo, gdzie walczą antyasadowscy rebelianci. – Gdyby Państwo Islamskie zajęło miasto Azaz, na północy Aleppo, to możemy zapomnieć o Wolnej Armii Syryjskiej i wszystkich innych, którzy tam walczą – wyjaśnia.

Ale ten pas ziemi na północy Syrii może zająć ktoś jeszcze.

Interesy Kurdów

Jak opisuje Szewko, syryjscy Kurdowie kontrolują obecnie niemal cały przygraniczny obszar z Turcją poza około 70-kilometrową wyrwą między Eufratem i właśnie Azaz. – Nie ukrywają, że dążą do połączenia wszystkich jednolitych etnicznie ziem tzw. Rożawy, czyli Zachodniego Kurdystanu – opisuje ekspert, dodając, że po zajęciu Azaz mogliby domagać się niepodległości. – A ogłoszenie jej przez Kurdów syryjskich może oznaczać, że 20 mln Kurdów na wschodzie Turcji też będzie próbować oderwać ten obszar – wyjaśnia.

Bo tak jak dla Amerykanów najważniejsza jest walka z ISIS, tak dla Kurdów – jednego z największych narodów bez państwa, mieszkającego na obszarach Iraku, Syrii, Turcji i Iranu – jest dążenie do niepodległości. W przypadku północnej Syrii temu celowi zagraża Turcja z jednej strony i Państwo Islamskie z drugiej.

– Przy czym ISIS zagraża Kurdom nie tylko z przyczyn etnicznych, ale też ideologicznych. Istniejąca de facto republika kurdyjska jest jedyną świecką republiką w tym regionie. Kurdowie nazywani są komunistami, ale konstytucja Rożawy jest kopią szwajcarskiego systemu, gdzie istotą jest federacja niezależnych kantonów, a w nich ważną instytucją są referenda czy zgromadzenie mieszkańców. Toleruje też wszystkie wyznania i nie narzuca jednego konstytucyjnego. To również odróżnia ją od Turcji, która odchodzi od świeckości na rzecz powoli postępującej islamizacji – mówi ekspert. Jak dodaje, w mniejszym stopniu syryjscy Kurdowie obawiają się natomiast Asada, którego reżim ostatnio zadeklarował przyznanie im autonomii.

Interesy Turcji

Choć Ankara oficjalnie deklaruję walkę z ISIS, Szewko uważa, że to nie pokonanie sunnickich ekstremistów jest jej najważniejszym celem. Co więcej, ISIS “realizuje dwa podstawowe interesy Turcji: po pierwsze zwalcza Kurdów, po drugie zwalcza reżim Asada”.

Być może więc Turcja, która rozmawia z Amerykanami na temat utworzenia na granicy syryjskiej strefy bezpieczeństwa, chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony stałaby się ona buforem dla ISIS, z drugiej stanie na drodze kurdyjskim dążeniom niepodległościowym.

Szewko zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz – czas, w którym tureckie władze zdecydowały się zainicjować kampanię przeciwko terrorystom – a do nich Ankara zalicza i ISIS, i PKK. W czerwcu odbyły się w Turcji wybory parlamentarne. Według eksperta prezydent Recep Tayyip Erdogan miał liczyć na zdobycie przez jego ugrupowanie (Partię Sprawiedliwości i Rozwoju, AKP) większości konstytucyjnej, dzięki czemu mógłby doprowadzić do zmiany systemu i umocnić pozycję głowy państwa. Ale tak się nie stało. W dodatku aż 80 deputowanych udało się wprowadzić do parlamentu prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP).

Teraz, gdy trwa walka przeciwko PKK, na cenzurowanym znaleźli się także prokurdyjscy parlamentarzyści, a Erdogan apelował o odebranie im immunitetów. AKP ma poważne problemy ze stworzeniem rządu i mówi się nawet o wcześniejszych wyborach.

Wielka gra

Jak na taki zwrot w regionie zareagują Kurdowie, którzy już nie raz byli wystawieni przez swoich sojuszników? – Jest takie powiedzenie, że “Kurdowie nie mają przyjaciół – tylko góry”. Są zawiedzeni polityką amerykańską, ale natura nie znosi próżni. Jeśli USA ich sprzedały, to będą szukać kolejnego sojusznika w regionie. Może nim być Rosja, może nawet Iran – ocenia Szewko. Ekspert prognozuje też, że paradoksalnie turecka agresja na siły kurdyjskie może przyspieszyć ogłoszenie – lub próby ogłoszenia – przez nich niepodległości.

– Konsekwencją może być powstanie i wojna domowa na wielką skalę toczona na terenie wschodniej Turcji – uważa Szewko.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Former Argentine president on trial for bombing cover-up

Former Argentine president on trial for bombing cover-up

Associated Press


Aftermath of  Argentine Israelite Mutual Association bombing (Photo: AFP)

Aftermath of Argentine Israelite Mutual Association bombing (Photo: AFP)

Months after the mysterious death of prosecutor Alberto Nisman, who accused the government of a cover-up, the trial that could finally deliver justice for 85 victims of 1994 terror attack on Buenos Aires Jewish community center begins; former president Carlos Menem among defendants.

More than 21 years after a bomb ripped through a Jewish community center in Buenos Aires, ex-President Carlos Menem, a former top judge and several other officials went on trial Thursday for allegedly derailing the investigation into the South American nation’s worst terrorist attack.

On a day of heavy rain, several of the 13 men charged in the cover up were ushered into the court. Menem, president between 1989 and 1999, was absent. It wasn’t immediately clear where the now 85-year-old was or if lawyers would represent him at this point in the trial, which is expected to last several months.

Prosecutors have accused Iranian officials of being behind the 1994 bombing of the Argentine Israelite Mutual Association, which caused the organization’s main building to collapse, killing 85 and leaving hundreds more injured amid the rubble. But no one has been convicted in the attack, which many Argentines believe has come to symbolize an inept and corrupt justice system that operates at the whims of politicians and can be bought off.

“After 21 years of no justice, deception and defrauding the families (of victims), we hope that the truth will emerge about everyone who plotted to cover up and derail the investigation,” said Olga Degtiar, whose son was killed in the blast.

The men on trial include two former prosecutors, a former top intelligence official, former police officers, a Jewish community leader and a mechanic who owned the truck carrying the explosives. The charges carry between three and 15 years.

The trial is expected to focus on how and why Menem and the others might have wanted to bury the initial investigation. Testimony will likely delve into geopolitics of the 1990s, and even into Menem’s Syrian ancestry and how that might have influenced him.

Menem, whose parents immigrated to Argentina from Syria, is currently a senator representing La Rioja province where he was born.

Argentine authorities have long accused Iran and the militant group Hezbollah of being behind the attack. To this day, several Iranian officials are on Interpol’s red alert list, though the Middle Eastern country has always denied involvement.

Prosecutor Sabrina Namer is expected to argue that former Judge Juan Jose Galeano, on orders from Menem, stopped investigating a “Syrian trail” that involved Syrian-born Alberto Kanoore Edul. Edul was detained when authorities discovered he had telephoned Carlos Telleldin, a mechanic who owned the truck that carried the explosives, days before the attack.

Edul, whose parents had a personal relationship with the Menem family, was also suspected because he had a planner that included the phone number of Moshen Rabbani, at the time the cultural attache at the Iranian Embassy in Buenos Aires.

Prosecutors have accused Rabbani of masterminding the attack and continue to seek his extradition. Edul, who died in 2010, denied involvement.

In an interview with The Associated Press, Galeano denied that he received any orders from Menem. He said Edul wasn’t investigated further because there was no hard evidence against him.

Calls to Menem’s lawyers seeking comment were not returned.

Another central part of the cover-up charges involve the 1996 payment of $400,000 to Telleldin, at the time the only person detained in connection with the bombing. Galeano negotiated the payment, which came from funds from the now defunct Secretary of State Intelligence spy agency.

The stated reason behind the money was to persuade Telleldin to tell authorities to whom he had given the truck. Telleldin implicated several police officers of the Buenos Aires province, a force that at the time was largely discredited in the midst of several corruption scandals.

A dozen officers were detained and went on trial in 2001. The case dragged on, then after three years a mistrial was declared on the grounds that the payment to Telleldin had influenced his testimony. The 19 people on trial, including Telleldin and the officers, were absolved. Telleldin and some of the officers have been charged in the cover-up trial.

Galeano told the AP the payment was a bad decision, but said that at the time authorities were desperate to solve the case.

The trial comes at a time when the bombing is very much in the public eye after the mysteriousdeath in January of prosecutor Alberto Nisman.

In 2004, Nisman was appointed lead prosecutor in the case by then President Nestor Kirchner, who called the investigation up to that point a “national disgrace.”

In January, Nisman made a stunning accusation: that President Cristina Fernandez, the wife and successor of the late Kirchner, had reached a secret deal with the Iranian government to cover up the alleged role of several Iranian officials.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Czy Izrael uratuje świat po raz trzeci?

Czy Izrael uratuje świat po raz trzeci?

Mudar Zahran
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Jako polityk jordańsko-izraelski ja i wielu innych polityków i decydentów arabskich przyswoiliśmy sobie naukę, że Izrael jest żywotnie ważny dla naszego istnienia. W rzeczywistości Izrael uratował nas – i świat – przed dwiema globalnymi katastrofami.

Pierwszy raz Izrael uratował nas wszystkich na początku lat 1980., kiedy prezydent iracki, Saddam Husajn, był jednym z najsilniejszych arabskich sojuszników Zachodu. Był przeciwnikiem Republiki Islamskiej Iranu i uważano go za ważnego partnera rządów zachodnich i regionalną przeciwwagę dla potęgi Iranu. Zachód był zakochany w Saddamie do tego stopnia, że pozwolił mu na program nuklearny, który budował z pomocą francuską.

Tak samo jak Iran robi to dzisiaj, Saddam mówił, że jego program nuklearny był tylko do “użytku pokojowego i cywilnego”. Reaktor nuklearny Saddam zbudował za aprobatą Stanów Zjednoczonych. Izrael jednak nie uwierzył w twierdzenia Saddama i w 1981 r. wysłał pilotów na misję (z której było wysoce prawdopodobne, że nie wrócą), zniszczenia reaktora nuklearnego Saddama. Według doniesień, ówczesny wiceprezydent George H. W. Bush był wściekły na akcję izraelską, podczas gdy pierwszą reakcją prezydenta Reagana na tę wiadomość było stwierdzenie: „Mężczyźni są jak dzieci”. Rządy arabskie i zachodnie potępiły atak izraelski, a niektórzy mówili także o tym w ONZ. Zgodnie z oczekiwaniami, media zachodnie piętnowały Izrael.

W dziewięć lat później Saddam okupował Kuwejt, groził całemu regionowi Zatoki i otwarcie mówił o kontrolowaniu “arabskiego bogactwa naftowego”, co mogłoby rzucić Zachód na kolana. USA i wiele państw zachodnich ryzykowali krew i pieniądze, by wyprzeć Saddama z Kuwejtu, ale nie obawiali się ataku nuklearnego z jego strony lub tego, że mógłby użyć brudnych bomb. Dlatego operacja Pustynna Burza przebiegła gładko. Gdyby Saddam nadal miał program nuklearny, cała sytuacja i jej wynik mogłyby być inne. W rzeczywistości Saddam mógłby pozostać przy władzy do dnia dzisiejszego, gdyby nie Izrael, który podjął ryzyko zniszczenia jego programu nuklearnego.

Krótko mówiąc, Izrael uratował świat przed maniakiem władzy, który był bardzo blisko zdobycia broni nuklearnej.

Nie był to jedyny raz, kiedy Izrael uratował świat. Inny dyktator arabski, Baszar Assad, miał tajny program nuklearny i budował reaktor z pomocą Korei Północnej. Choć wiele rządów nadal nie miało pewności, czy ten program w ogóle istnieje, Izrael nie marnował czasu. Według doniesień, odrzutowce izraelskie zbombardowały reaktor Assada w 2007 r., zamieniając go w stertę gruzu. Były także doniesienia, że kilku irańskich i południowokoreańskich naukowców jądrowych zginęło podczas tego ataku.

Choć świat niecałkiem potępił to posunięcie, wielu uważało to za nieuzasadnione, ponieważ Assad ściśle współpracował z USA w walce z Al-Kaidą w Iraku i schwytał kilku terrorystów, których przekazał siłom USA. Wiele rządów zachodnich uważało Assada za sojusznika, tak samo jak za sojusznika uważali Saddama.

Zaledwie cztery lata później w Syrii wybuchła wojna domowa i kraj szybko zamienił się w bastion islamistów z terytorium podzielonym między islamistami – głównie oddziałami Państwa Islamskiego i Frontu Al-Nusra – i Assadem. Zarówno Assad, jak islamiści dokonują rzezi cywilów. Assad użył broni chemicznej, by zabić cywilów syryjskich w 2013 r.

Pomyślmy: Assad masakruje własną ludność włącznie z kobietami i dziećmi. Czy miałby opory przed grożeniem światu bronią nuklearną, gdyby jego program nuklearny nie został zniszczony? Także, biorąc pod uwagę duży obszar Syrii, czy Assad wahałby się przed użyciem broni nuklearnej na jedno lub dwa miasta syryjskie, by uciszyć rebelię? Zasadniczo, Izrael uratował świat i ludność Syrii przed krwiożerczym dyktatorem.

Najbardziej interesujący jest fakt, że reaktor nuklearny Assada znajdował się w Deir el-Zour, w północnowschodniej Syrii, która szybko wpadła w ręce islamistów po rozpoczęciu wojny domowej. Możecie sobie wyobrazić, co ci islamiści zrobiliby z reaktorem nuklearnym? Zagroziliby reszcie Syrii, sąsiednim krajom (włącznie z Turcją) i Zachodowi przynajmniej brudnymi bombami, jeśli nie czymś bardziej zaawansowanym.

Dzisiaj USA zawarły układ z Iranem o jego programie nuklearnym. Na papierze i w teorii wielu obserwatorów może uznać ten układ za akceptowalny, a nawet uczciwy dla wszystkich stron. Tacy obserwatorzy nie rozumieją tego, co Izrael rozumie bardzo dobrze: Iran nie tylko jest rządzony przez szyickich radykalnych islamistów, którzy nie dotrzymają słowa, ale jeśli Iran zdobędzie bombę, będzie jedynym mocarstwem nuklearnym, które nie obawia się konsekwencji przeprowadzenia ataku nuklearnego na każde państwo, także na USA. Jeśli Iran zaatakuje jakiś kraj z bronią nuklearną i ten kraj odpowie tym samym, Iran nie mógłby mniej o to dbać; jego przywódcy umrą jako męczennicy, pójdą do nieba i spotkają dziewice.

Choć dyktator Korei Północnej jest bezlitosny, nieludzki, a nawet szalony, prawdopodobnie nie rozpocznie on ataku nuklearnego z powodu kaprysu, ponieważ wie, że będzie kontratak. Nie chce zginąć ani stracić kraju, którym rządzi. Z drugiej strony, kolektywne męczeństwo całego narodu irańskiego może być tym właśnie, do czego dążą mułłowie rządzący Iranem. Dlatego nacisną guzik, kiedy nadejdzie na to właściwy czas.

Przywódcy Iranu mogą nawet dążyć do zakończenia życia na całej planecie przez użycie broni nuklearnej, aby zrealizować swoją wizję “powrotu szyickiego Mesjasza, al-Mahdiego, który powróci dopiero po globalnej katastrofie”. Izrael rozumie ideologię irańską, a większość innych nie rozumie.

Czy Izrael podejmie inicjatywę, by po raz trzeci uratować świat, może przez zniszczenie programu nuklearnego Iranu? Nie wiemy, ani nawet nie możemy sugerować, że to powinno się zdarzyć. Niemniej, jeśli Izrael niczego nie zrobi i któregoś dnia Iran zacznie grozić światu bronią nuklearną, ci ludzie, którzy dzisiaj demonizują Izrael, bojkotują go i określają jako państwo zła, będą żałować, że go w przeszłości nie popierali.

Czekają nas trudne czasy a Izrael ucieleśnia przysłowie palestyńskie: “Jaki pożytek z dobrego umysłu skoro wszyscy wokół oszaleli?”


Mudar Zahran

Jordański Palestyńczyk, pisarz i dziennikarz, nauczyciel akademicki, mieszka w Wielkiej Brytanii. Jego artykuły pojawiają się często w prasie amerykańskiej. Islamiści wielokrotnie grozili mu śmiercią.

W grudniu 2013 roku sąd w Jordanii skazał zaocznie Mudara Zahrana na ciężkie roboty za „podżegnie do nienawiści i szkalowanie własnego narodu”. Zahran jest Sekretarzem Generalnym koalicji jordańskiej opozycji.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com