Archive | September 2015

Agnieszko Holland i Janie Tomaszu Grossie! Nie idźcie tą drogą!

Agnieszko Holland i Janie Tomaszu Grossie! Nie idźcie tą drogą!

REDAKCJA


Trwająca w Polsce debata na temat przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu jest bardzo burzliwa. Głos w sprawie zabrali m.in. Agnieszka Holland oraz Jan Tomasz Gross.

Gross napisał:

Europa Wschodnia musi jeszcze przepracować swoją zbrodniczą przeszłość. Dopiero wtedy jej mieszkańcy będą umieli uznać za własny obowiązek niesienia pomocy ludziom, którzy uciekają przed złem.

Holland wypowiedziała się w podobnym duchu:

Nasuwają mi się skojarzenia z II wojną światową i stosunkiem znacznej części polskiego społeczeństwa do Holokaustu. Nie myślę o tych, którzy wydawali Żydów, ale o obojętnych, którzy zamykali drzwi

Czy tworzenie analogii między okupacyjnymi realiami w Europie a dzisiejszą falą imigrantów jest uprawnione?

Nie trzeba być historykiem, żeby widzieć, że ta analogia jest całkowicie fałszywa. Gross w swoim artykule dopuścił się zresztą wielu innych aberracyjnych spekulacji, które zostały w Polsce odebrane ze zrozumiałą wściekłością, a ich efektem ubocznym jest spora ilość jadowicie antysemickich komentarzy w polskim społeczeństwie.

Od kogo jak kogo, ale od dzieci urodzonych w mieszanych małżeństwach polsko-żydowskich, można oczekiwać większej odpowiedzialności za wypowiadane słowa, które zatruwają relacje między naszymi narodami. Takie rozkoszne “trollowanie” zapewnia darmowy rozgłos, ale nie broni się historycznie i jest po prostu niegodziwe, a wspiera współczesną niemiecką narrację, która stara się zwalić część winy za Holokaust na inne narody.

Żydowska tragedia II wojny światowej i niemiecka machina ludobójcza mają się nijak do dzisiejszych muzułmańskich imigrantów, którzy napływają do Europy głównie z obozów dla uchodźców w Turcji, w których nie grozi im widmo komór gazowych, śmierci głodowej i rozstrzeliwań (i nikomu nie grozi śmierć za udzielanie im jakiejkolwiek pomocy). Wyprawa po niemiecki “socjal” to nie to samo co ucieczka przed niemieckimi Einsatzgruppen.

Każde, ale to każde porównanie dzisiejszej sytuacji muzułmanów do sytuacji Żydów europejskich podczas II wojny światowej jest haniebne, kłamliwe, uwłaczające Żydom i pomniejszające największą tragedię w historii narodu żydowskiego.

Wreszcie sprzeciw ogromnej części polskiego społeczeństwa wobec fali muzułmanów (nie tylko Syryjczyków) zmierzających do Europy ma bardzo niewiele wspólnego z II wojną światową, a bardzo dużo z całkiem współczesnym fenomenem islamskiego dżihadu.

A jak to wygląda w Izraelu?

W ostatnich tygodniach kilku lewicowych polityków izraelskich zaproponowało, żeby Izrael również przyjął część uchodźców syryjskich. Premier Benjamin Netanjahu jednak stanowczo się temu sprzeciwił. Dlaczego?

bibi syria
Wizyta premiera Netanjahu w polowym szpitalu izraelskiego wojska dla rannych Syryjczyków, luty 2014, fot. PMO


Z powodów bezpieczeństwa. Przyjmowanie ludzi, którzy od pokoleń wychowywali się w zdemoralizowanym kraju w nienawiści do Żydów i w kulcie terroryzmu, jest zbyt dużym ryzykiem dla małego państwa otoczonego przez wrogie mu kraje. Antysemityzm to jedyna sprawa, która łączy ze sobą skłóconych muzułmanów.


10 kanał izraelskiej TV opublikował ostatnio wyniku sondażu na temat przyjmowania uciekinierów z Syrii.

Aż 80% Izraelczyków się temu sprzeciwia, 11% popiera, a 9% nie ma zdania. Co wynika z tego sondażu? Zważywszy na to, że 20% obywateli Izraela to Arabowie, to nawet izraelscy Arabowie nie popierają gremialnie przyjmowania syryjskich braci, a w Izraelu przebywa już 80 tys. nielegalnych imigrantów muzułmańskich z Afryki (jak bida, to do Żyda).

Żydzi doskonale pamiętają o dawnych pogromach z rąk syryjskich sąsiadów (na przykład o pogromie w Aleppo). Pamiętają o agresywnych wojnach Syrii przeciwko Izraelowi. I nie zapomnieli również o tym, że Syria od lat była jednym z największych sponsorów terroryzmu przeciwko Żydom w Izraelu i na całym świecie. Zakładanie, że wszyscy “uchodźcy” to skrzywdzeni ludzie o duszach aniołów jest tak samo idiotyczne jak zakładanie, że wszyscy “uchodźcy” to krwiożercze bestie dżihadu, ale pytania o tożsamość tych ludzi są bardzo na miejscu, a Europa ich nie stawia.

Jednak Izrael zdaje się pamiętać o tym, że nawet wrogowie są ludźmi, więc pomaga, tylko dużo mądrzej od kanclerz Merkel, która rachunek za swoje błędy wystawia innym krajom UE.

Od wielu lat trwania syryjskiej wojny domowej izraelskie władze państwowe, samorządowe i wojsko leczą za darmo w Izraelu syryjskich rannych.

Publikowaliśmy materiały o tym wielokrotnie:
Agnieszko Holland i Janie Tomaszu Grossie! Nie idźcie tą drogą!

 

Czy izraelscy Żydzi, nie chcąc w Izraelu Syryjczyków, również nie odrobili lekcji z Holokaustu Janie Grossie i Agnieszko Holland? A może właśnie odrobili… Agnieszko Holland i Janie Tomaszu Grossie. Nie idźcie tą drogą.

Weźcie sobie do serca słowa doktora Barhouma. Dr Massad Barhoum jest izraelskim Arabem (chrześcijaninem) i dyrektorem izraelskiego szpitala znajdującego się w pobliżu granicy z Libanem i Syrią. Tam ratuje się życie ofiarom syryjskiej wojny domowej.



[ UWAGA ustawienia do video: Materiał filmowy z napisami w języku polskim – włącza się je na dole ekranu Youtube w pasku ustawień. Jeśli polskie napisy (‘captions’) są zbyt mało widoczne, to można je powiększyć lub zmienić ich kolor w ustawieniach (‘settings’) napisów. ]

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Czarna ziemia

Czarna ziemia

Timothy Snyder
przeł. Bartłomiej Pietrzyk


Publikujemy prolog i wprowadzenie do najnowszej książki Timothy’ego Snydera.

„Czarna ziemia” Timothy’ego Snydera ukaże się 21 października w wydawnictwie Znak. Już teraz zapraszamy na wykład profesora 24 października o godz. 19.00 zatytułowany „Holokaust jako historia globalna”. Po wykładzie z autorem dyskutować będą Adam Michnik i Sławomir Sierakowski. Wydarzenie będzie miało miejsce w warszawskiej siedzibie Krytyki Politycznej i Instytutu Studiów Zaawansowanych na Foksal 16.

***

W modnej szóstej dzielnicy Wiednia historię Holokaustu zapisano na bruku. Przed budynkami, gdzie dawniej mieszkali i pracowali Żydzi – w tych samych chodnikach, które niegdyś musieli szorować gołymi rękami – osadzono kwadratowe mosiężne tabliczki z nazwiskami, datami deportacji oraz miejscami śmierci. W umyśle dorosłego słowa i liczby łączą teraźniejszość z przeszłością. Dziecko widzi to inaczej, gdyż dla niego wszystko zaczyna się od rzeczy.

Mały chłopiec z szóstej dzielnicy dzień po dniu obserwuje, jak ekipa robotników posuwa się budynek po budynku po przeciwległej stronie jego ulicy. Patrzy na zrywanie chodnika, jak gdyby mieli naprawiać rurę lub kłaść kable. Pewnego ranka, czekając na autobus do przedszkola, widzi jak mężczyźni – teraz dokładnie naprzeciwko – rozkładają i walcują dymiący czarny asfalt. Pamiątkowe tabliczki w ich dłoniach są dla niego tajemniczymi przedmiotami, w których odbija się anemiczne słońce.
Was machen sie da, Papa? (Co oni tam robią, tato?).
Ojciec chłopca milczy. Spogląda na ulicę, czy nie nadjeżdża już autobus. Chwilę się waha, po czym zaczyna mówić:
Sie bauen… (Budują…).
Przerywa. Nie wie, co powiedzieć. Wtedy nadjeżdża autobus i zasłania widok, otwierając ze świstem automatyczne drzwi – wstęp do zwykłego dnia.

Siedemdziesiąt pięć lat wcześniej, w marcu 1938 roku, na ulicach całego Wiednia Żydzi ścierali z bruku słowo „Österreich” (Austria), usuwając ślady istnienia kraju, który unicestwiał właśnie Hitler wraz ze swymi wojskami. Dziś nazwiska tych Żydów na płytach stanowią wyrzut dla przywróconej do istnienia Austrii, która – podobnie jak Europa – pozostaje niepewna swej przeszłości. Dlaczego, w chwili gdy Austria znikała z mapy, prześladowano wiedeńskich Żydów? Dlaczego następnie wysłano ich na śmierć na odległą o tysiąc kilometrów Białoruś, kiedy w Austrii nie ukrywano wobec nich nienawiści? Jak dzieje narodu od wieków obecnego w mieście (oraz w kraju, na kontynencie) mogły tak nagle i gwałtownie się zakończyć? Dlaczego obcy zabijają obcych? I dlaczego sąsiedzi zabijają sąsiadów?

W Wiedniu, tak jak generalnie w innych metropoliach Europy Środkowej i Zachodniej, Żydzi byli ważnym elementem miejskiego życia. W Europie Wschodniej – na ziemiach położonych na północ, południe oraz wschód od Wiednia – mieszkali oni nieprzerwanie, w licznych społecznościach miejskich i wiejskich od przeszło pięciu wieków, po czym ponad pięć milionów Żydów wymordowano przez niecałe pięć lat.

Intuicja wiedzie nas na manowce. Słusznie kojarzymy Holokaust z ideologią nazistowską, zapominając jednak, że wielu zabójców nie było nazistami ani nawet Niemcami. Najpierw myślimy o niemieckich Żydach, choć niemal wszyscy przedstawiciele tego narodu, którzy zginęli w Holokauście, żyli poza Rzeszą. Wskazujemy na obozy koncentracyjne, mimo że niewielu zamordowanych Żydów kiedykolwiek przekroczyło ich bramy. Oskarżamy państwo, lecz mord stał się możliwy dopiero wtedy, gdy zniszczono jego instytucje. Stawiamy zarzuty nauce, przyjmując w ten sposób istotny element światopoglądu Hitlera. Wreszcie obwiniamy narody, uciekając się do uproszczeń wykorzystywanych przez samych nazistów.

Pamiętamy o ofiarach, ale zdarza nam się mylić dawanie świadectwa ze zrozumieniem. Pomnik w szóstej dzielnicy Wiednia nazwano „Erinnern für die Zukunft” – „Pamiętając dla przyszłości”. Czy uzasadniona jest pewność, że po Holokauście czeka nas jakakolwiek godna uwagi przyszłość? Dzielimy świat zarówno z upamiętnionymi ofiarami, jak i z zapomnianymi sprawcami. Świat ten zmienia się teraz, u wielu ponownie wzbudzając obawy, które były powszechne w czasach Hitlera i którym on udzielił głosu.

Historia Holokaustu nie dobiegła końca. Stanowi on wieczny precedens, z którego do tej pory nie wyciągnęliśmy należytych wniosków.

Każdy wartościowy opis masowego mordu na Żydach w Europie powinien uwzględniać zagadnienia planetarne, gdyż zamysł Hitlera był na swój sposób „ekologiczny” – traktował on Żydów jako skazę na naturze. Historia taka musi mieć charakter kolonialny, ponieważ Hitler pragnął wojen eksterminacyjnych na sąsiednich ziemiach, które zamieszkiwali Żydzi. Winna też być międzynarodowa, gdyż Niemcy i inni mordowali Żydów nie w Rzeszy, lecz poza jej granicami. Należy zachować układ chronologiczny, jako że dojście Hitlera do władzy w Niemczech, stanowiące tylko część opowieści, doprowadziło w efekcie do podboju Austrii, Czechosłowacji i Polski – wydarzeń zmieniających formułę „ostatecznego rozwiązania”. Musi być w pewnym sensie historią polityczną, gdyż zniszczenie przez Niemców sąsiednich państw stworzyło dogodne możliwości, aby na pewnych obszarach (zwłaszcza w okupowanym Związku Radzieckim) mogły powstać i rozwinąć się techniki zagłady. Powinna wreszcie mieścić w sobie wiele perspektyw, wychodząc poza punkt widzenia samych nazistów i czerpiąc ze źródeł, których autorami są przedstawiciele wszystkich grup społecznych – Żydów i nie-Żydów – zamieszkujących całą strefę mordu. Chodzi nie tylko o sprawiedliwość, lecz także o zrozumienie. Ponadto takie rozliczenie musi uwzględniać pierwiastek ludzki: odnotowując obok zbrodni próby przetrwania; opisując Żydów usiłujących przeżyć, jak też nielicznych nie-Żydów, którzy chcieli im pomóc; akceptując przy tym nieodłączną i nieredukowalną złożoność poszczególnych jednostek oraz kontaktów między nimi.

Historia Holokaustu musi mieć charakter współczesny, pozwalając nam zrozumieć, co z epoki Hitlera pozostało w naszych umysłach i w życiu. Światopogląd Hitlera – sam w sobie – nie skutkował Holokaustem, lecz jego ukryta, wewnętrzna spójność wytworzyła nowy rodzaj destrukcyjnej polityki oraz przyniosła nam wiedzę o ludzkich zdolnościach do masowego mordu. Połączenie ideologii i okoliczności obecnych w 1941 roku nie powróci już w tej samej formie, ale wciąż może pojawić się coś podobnego. Zatem częścią wysiłku koniecznego do zrozumienia przeszłości jest dążenie do zrozumienia nas samych. Holokaust stanowi nie tylko historię, ale i ostrzeżenie.

Świat Hitlera

Hitler sądził, że jedyną wiedzą daną nam o przyszłości są ograniczenia naszej planety: „powierzchnia precyzyjnie wymierzonej przestrzeni”. Ekologia sprowadzała się więc do zagadnienia niedoboru, a egzystencja oznaczała walkę o ziemię. W niezmiennej strukturze natury zwierzęta dzieliły się na gatunki, które zostały skazane na „wewnętrzne osamotnienie” oraz niekończącą się bezwzględną walkę. Hitler był przekonany, że rasy ludzkie podobne są do gatunków zwierząt. W procesie ewolucji te najwyższe nieustannie oddalały się od niższych, co oznaczało, że ich krzyżowanie się co prawda jest możliwe, lecz stanowi grzech, gdyż ludzie powinni zachowywać się zgodnie z prawami natury – łącząc się w pary z podobnymi sobie i starając się zabijać innych. Było to dla Hitlera prawem walki rasowej, równie pewnym jak prawo powszechnego ciążenia. Zmagania te miały się nigdy nie zakończyć, a ich wynik nie był pewny. Rasa mogła odnosić triumfy i rozkwitać, ale także zostać zamorzona głodem i zniknąć z powierzchni Ziemi [1].

W świecie Hitlera rządziło prawo dżungli – ludzie mieli obowiązek stłumić miłosierdzie i jak najbardziej rozwinąć swoje drapieżcze instynkty. W ten sposób zerwał on z tradycjami myśli politycznej, zgodnie z którymi człowieka od zwierząt odróżniała zdolność do wyobrażania sobie i znajdowania nowych sposobów łączenia się w grupy. Wychodząc z tego założenia, myśliciele polityczni próbowali opisać nie tylko możliwe, lecz także najsprawiedliwsze formy stosunków społecznych. Dla Hitlera wszak jedyną, brutalną i przytłaczającą prawdę objawiała natura sama w sobie, a historyczne próby snucia odmiennych refleksji były ułudą. Czołowy nazistowski teoretyk prawa – Carl Schmitt – wyjaśniał, że polityka wyrosła nie z historii bądź pojęć, ale z naszego poczucia wrogości. Wrogów rasowych wybrała natura, a zadaniem człowieka jest walczyć, zabijać i ginąć [2].

„Natura – pisał Hitler – nie zna granic politycznych. Umieszcza na naszej planecie formy życia, a następnie daje im swobodę toczenia walki o władzę”. Polityka była więc naturą, a natura – walką, a to nie pozostawiało miejsca na myśl polityczną. Była to skrajna interpretacja powszechnego w XIX wieku poglądu, że działania ludzi można odbierać jako przejaw biologii. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych tego stulecia poważni myśliciele oraz popularyzatorzy wiedzy, znajdujący się pod wpływem teorii doboru naturalnego Karola Darwina, utrzymywali, że przełom dokonany przez niego w zoologii udzielił odpowiedzi na nurtujące starożytnych pytania z dziedziny filozofi i polityki. W latach młodości Hitlera swoje piętno na wszystkich najważniejszych kierunkach politycznych odcisnęło rozumienie darwinizmu, zgodnie z którym konkurencję należało uznawać za dobro społeczne. Dla brytyjskiego obrońcy kapitalizmu, Herberta Spencera, rynek stanowił rodzaj ekosystemu, w którym przeżywali najsilniejsi i najlepsi. Korzyści płynące z niczym nieskrępowanej konkurencji usprawiedliwiały przy tym widoczne na pierwszy rzut oka deficyty takiego stanu rzeczy. Przeciwnicy kapitalizmu – na przykład socjaliści z II Międzynarodówki – również odwoływali się do analogii biologicznych. Uznawali oni walkę klas za zjawisko „naukowe”, a człowieka za jeden spośród wielu gatunków zwierząt, a nie szczególnie twórczą istotę o specyficznie ludzkich cechach. Czołowy teoretyk marksistowski tej epoki, Karl Kautsky, w istocie konsekwentnie utrzymywał, że ludzie są zwierzętami [3].

Dawnych liberałów i socjalistów ograniczało jednak – niezależnie od tego, czy zdawali sobie z tego sprawę, czy też nie – przywiązanie do tradycji i instytucji; wyrastające z doświadczenia społecznego nawyki myślowe utrudniały im wyciągnięcie najbardziej radykalnych wniosków. Wyznawana przez nich etyka skutkowała uznaniem dóbr, takich jak wzrost gospodarczy czy sprawiedliwość społeczna. Pogląd, że efektem naturalnej konkurencji będą te zjawiska, był dla nich atrakcyjny bądź wygodny. Hitler zatytułował swoją książkę Mein Kampf (Moja walka). Wychodząc od tych dwóch słów, przez dwa długie tomy oraz dwie dekady życia politycznego objawiał – w sposób nieosiągalny dla innych – niezwykły narcyzm, bezlitosną konsekwencję i żywiołowy nihilizm. Ciągła walka między rasami nie była dla niego elementem życia w szerokim znaczeniu, lecz jego istotą. Stwierdzenie to nie sprowadzało się też do ustalenia teorii – w jego rozumieniu przedstawiało wszechświat taki, jakim był. Zatem konflikt stanowił esencję życia, a nie środek prowadzący do celu. Nie uzasadniały go rzekome dążenia: dobrobyt (kapitalizm) lub sprawiedliwość społeczna (socjalizm).

Hitlerowi wcale nie chodziło o to, że pożądany cel uświęcał krwawe środki. Celu nie było wcale, pozostawała tylko wrogość.

Rasa istniała realnie, natomiast jednostki czy klasy stanowiły przelotne, błędne konstrukty. Walka nie była metaforą ani analogią, ale namacalną i wszechogarniającą prawdą. Słabych czekało zdominowanie przez silnych, gdyż „świat nie jest dla tchórzliwych narodów”. To wszystko, co trzeba było wiedzieć – i w co wierzyć [4].

Mimo że w swoim światopoglądzie Hitler odrzucał tradycje religijne i świeckie, to odwoływał się do nich. Choć nie był oryginalnym myślicielem, przedstawił pewne rozwiązanie kryzysów: myśli oraz wiary. Podobnie jak wielu przed nim, starał się połączyć te dwie rzeczy w jedno. Zamysłem nie była wszakże wzniosła synteza, która ocaliłaby duszę wraz z umysłem. Kusił on raczej perspektywą zderzenia skutkującego zniszczeniem obydwu tych bytów. Walkę rasową Hitlera rzekomo uzasadniała nauka, lecz jako jej nadrzędny cel wskazywał on „chleb powszedni”. Posługując się tymi słowami, przywoływał jeden z najbardziej znanych tekstów chrześcijańskich, zarazem głęboko zmieniając jego sens. „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” – to prośba wyrażona w Modlitwie Pańskiej. We wszechświecie opisanym w modlitwie istnieje metafizyka, porządek wychodzący ponad ziemski i pojęcie dobra wspólne dla wszystkich sfer. Odmawiający „Ojcze nasz” proszą Boga: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego”. W hitlerowskiej „walce o bogactwa naturalne” grzechem było nie zagarnąć wszystkiego, co leżało w zasięgu możliwości, a pozwolić innym na przetrwanie oznaczało zbrodnię. Miłosierdzie naruszało porządek rzeczy, dzięki niemu bowiem słabi mogli się mnożyć. Hitler oświadczył, że ludzie muszą odrzucić więc biblijne przykazania. „Jeśli miałbym wierzyć w jakiś nakaz boski – mówił – to musiałby brzmieć tak: zachować gatunek” [5].

Hitler wykorzystywał obrazy i tropy dobrze znane chrześcijanom: Boga, modlitwę, grzech pierworodny, przykazania, proroków, naród wybrany, mesjaszy, a nawet znajomy biblijny trójpodział czasu na okresy raju, wygnania oraz odkupienia. Ludzkość żyła w moralnym brudzie, a warunkiem poprawy było oczyszczenie siebie oraz świata. Przedstawienie wizji Edenu jako bitwy między gatunkami, nie zaś harmonii stworzenia, oznaczało połączenie chrześcijańskich pragnień z pozornym realizmem biologii. Wojna wszystkich ze wszystkimi nie uderzała w tym obrazie przerażającą bezcelowością, ale stawała się jedynym celem we wszechświecie. Dary natury były przeznaczone dla ludzi, niczym w Księdze Rodzaju – ale tylko postępujących zgodnie z jej prawami i walczących po jej stronie. Tak jak w pierwszej księdze Biblii, w Mein Kampf stanowiła ona źródło zasobów, do których prawo mieli jednak nie wszyscy, a wyłącznie zwycięskie rasy. Raj nie był wcale ogrodem, lecz okopem [6].

Stosunki płciowe nie stanowiły problemu (jak we wspomnianej Księdze Rodzaju), ale rozwiązanie. Zwycięzcy powinni spółkować: zdaniem Hitlera obowiązki ludzi obejmowały – oprócz mordowania – także seks i rozmnażanie. W tym ujęciu grzech pierworodny, który doprowadził do upadku człowieka, był defektem umysłu i duszy, a nie ciała. Zdaniem Hitlera, naszą zgubą była umiejętność myślenia oraz uświadomienia sobie, że przedstawiciele innych ras również używają rozumu – a tym samym uznania ich za bliźnich. Z jego krwawego raju ludzi wygnano nie za obcowanie cielesne; przyczyną było to, że poznali dobro i zło [7].

Za upadek człowieka i oddzielenie go od natury winę ponosiła dwoista istota: ani ludzka, ani naturalna – taka jak wąż z Księgi Rodzaju. Jeśli ludzie są w rzeczywistości częścią natury, a ta – jak dowodzi nauka – sprowadza się do bezwzględnego konfliktu, zdeprawować nasz gatunek musiało coś pochodzącego z zewnątrz. Dla Hitlera tym, który przyniósł na ziemię wiedzę o dobru i złu oraz zniszczył Eden, był Żyd. To właśnie on powiedział ludziom, że górują nad innymi zwierzętami, więc potrafią samodzielnie decydować o swojej przyszłości. Wprowadził też fałszywe rozróżnienia: między polityką a naturą oraz między ludzkością a walką. Za swoje przeznaczenie Hitler uważał odkupienie „grzechu pierworodnego” żydowskiej duchowości i przywrócenie „krwawego raju”. Jako że jedyną drogą do przetrwania homo sapiens było niepohamowane eksterminowanie się ras, żydowski triumf rozumu nad popędem oznaczałby zagładę gatunku. Zdaniem Hitlera, dominująca rasa potrzebowała „światopoglądu”, który pozwoliłby jej odnieść sukces, co w ostatecznym rozrachunku oznaczało ślepą wiarę w jej bezrozumną
„misję” [8].

Sposób przedstawienia przez Hitlera zagrożenia żydowskiego zdradzał wyznawany przez niego swoisty amalgamat idei religijnych i zoologicznych. Napisał on, że jeśli Żyd zwycięży, „jego koroną będzie wieniec żałobny gatunku ludzkiego”. Z jednej strony przedstawiona przez Hitlera wizja wszechświata bez człowieka oznaczała przyjęcie naukowych ustaleń mówiących o tym, że zamieszkujemy starą planetę, na której wyewoluowała ludzkość. Po żydowskim triumfie, jak pisał, „Ziemia będzie ponownie przemierzać wszechświat zupełnie bez ludzi, jak miało to miejsce miliony lat temu”. Jednocześnie w tym samym fragmencie Mein Kampf wyraźnie wskazał, że stara Ziemia, stanowiąca kolebkę ras i arenę konfliktu, była dziełem Boga. „Dlatego też uważam, że działam zgodnie z wolą Stwórcy. Walcząc z Żydami, wykonuję pracę Pana Naszego” [9].

W wizji Hitlera gatunek dzielił się na rasy, jednak odmawiał on tego miana Żydom. Nie byli oni rasą niższą ani wyższą, lecz nie-rasą lub antyrasą. Rasy postępowały zgodnie z prawami natury, walcząc o ziemię i pożywienie, natomiast Żydzi kierowali się obcą, wynaturzoną logiką. Sprzeciwiali się oni podstawowemu imperatywowi, nie czerpiąc zadowolenia z podboju nowych siedlisk; co więcej, nakłaniali innych do podobnego postępowania. Dążyli jednak do dominacji nad całą planetą (i zamieszkującymi ją narodami), wynajdując w tym celu ogólne idee, które odwracały uwagę ras od naturalnej walki. Ziemia nie miała nam do zaoferowania nic prócz krwi i łez, a mimo to Żydzi posiadali zdumiewającą zdolność tworzenia koncepcji umożliwiających postrzeganie świata nie w kategoriach ekologicznej pułapki, lecz ludzkiego porządku. Założenia dotyczące wzajemności politycznej oraz praktyki prowadzące do tego, że ludzie rozpoznawali innych jako istoty równe sobie, pochodziły od Żydów [10].

Hitler nie twierdził – jak wielu innych – że ludzie w gruncie rzeczy są dobrzy, lecz zostali zdeprawowani przez nazbyt żydowską w swoim charakterze cywilizację. Uważał natomiast, że ludzie są zwierzętami, a wszelkie rozważania etyczne stanowią oznakę „żydowskiego zepsucia”. Z nienawiścią odnosił się do samej próby ustanowienia jakiegokolwiek uniwersalnego ideału i dążenia do niego.

Jego najważniejszy zastępca, Heinrich Himmler, nie śledził dokładnie wszystkich meandrów myśli Führera, uchwycił jednak konkluzję: etyka jako taka stanowi błąd, a jedyną moralnością jest wierność wobec rasy. Himmler utrzymywał, że udział w masowej zbrodni jest czynem dobrym, pozwala bowiem rasie panującej osiągnąć harmonię wewnętrzną oraz jedność z naturą. Trudności, jakich doświadczamy, widząc na przykład tysiące ciał pomordowanych Żydów, wiążą się z wyjściem poza ramy konwencjonalnej moralności. Chwilowy stres związany z zabójstwem jest poświęceniem wartym dokonania w imię przyszłości rasy [11].

Zdaniem Hitlera każda postawa nierasistowska była żydowska, a każda uniwersalna idea torowała drogę żydowskiej dominacji.

Zarówno kapitalizm, jak i komunizm były wynalazkami Żydów, a pozorne zmagania między nimi miały po prostu ukryć żydowskie dążenie do władzy nad światem. Każda abstrakcyjna idea państwa także pochodziła od nich. „Nie ma czegoś takiego – pisał Hitler – jak państwo będące celem samym w sobie”. Jak wyjaśniał, „najwyższym dążeniem istot ludzkich” jest nie „zachowanie jakiegoś państwa czy rządu, ale zachowanie gatunku”. Dotychczasowe granice miały zostać zniesione przez siły natury w przebiegu konfliktów na tle rasowym: „granice polityczne nie mogą odwracać naszej uwagi od granic Wiecznego Prawa”.

Z założenia, że państwa nie były imponującymi osiągnięciami myśli ludzkiej, ale tylko kruchymi barierami, które miała przełamać pierwotna siła, wynikał wniosek, że prawo ma charakter partykularny, a nie ogólny. Jako takie stanowi więc odzwierciedlenie wyższości panującej rasy, nie zaś drogę do powszechnej równości. Osobisty prawnik Hitlera i generalny gubernator okupowanej Polski w latach II wojny światowej, Hans Frank, oświadczył, że prawo zbudowano „na podstawach przetrwania narodu niemieckiego”. Tradycje legislacyjne oparte na czymkolwiek poza rasą były „bezkrwistymi abstrakcjami”. Jedynym celem prawa było skodyfikowanie intuicji wyrażanych w danym momencie przez Führera, dotyczących dobra jego rasy. Tak więc niemiecka koncepcja Rechtsstaat, czyli państwa prawnego, nie zawierała w sobie głębszej treści. Jak tłumaczył Carl Schmitt, prawo – tak jak państwo – służyło rasie, toteż istotne było wyłącznie rozumienie pojęcia rasy. Idea państwa ograniczonego zewnętrznymi normami prawnymi stanowiła fikcję stworzoną po to, by powstrzymać silnych [12].

Hitler twierdził, że przenikanie uniwersalnych idei do świadomości zbiorowej osłabia społeczności rasowe, przynosząc tym samym korzyść Żydom. Treść poszczególnych koncepcji politycznych nie miała znaczenia, gdyż wszystkie pełniły jedynie rolę pułapek na głupców. Nie było żydowskich liberałów, żydowskich nacjonalistów, żydowskich mesjaszy ani żydowskich bolszewików: „Bolszewizm jest nieślubnym synem chrześcijaństwa, a oba te nurty – wytworem Żydów”. Hitler uważał Jezusa za wroga Żydów, którego nauki zostały wypaczone przez św. Pawła, stając się tym samym kolejnym fałszywym uniwersalizmem żydowskim głoszącym miłosierdzie dla słabych. Utrzymywał on, że myśliciele od św. Pawła aż do Lwa Trockiego, to nieprzerwana linia Żydów, którzy przybierają rozmaite postaci po to, by zwodzić naiwnych. Koncepcje nie miały ani korzeni historycznych, ani związku z następstwem zdarzeń lub twórczością jednostek. Były zaledwie taktycznymi posunięciami Żydów i w tym sensie niczym się od siebie nie różniły [13].

Dla Hitlera w rzeczy samej nie istniała historia ludzkości jako taka. „Wszystkie wydarzenia w dziejach świata – twierdził – są wyłącznie wyrazem instynktu samozachowawczego ras, czy nam się to podoba, czy nie”. Ważnym aspektem przeszłości były natomiast nieustanne próby wypaczenia praw natury przez Żydów – miały trwać, dopóki będą oni zamieszkiwać ziemię. „Żydostwo – pisał Hitler – zawsze niszczy ten porządek”. Silni powinni zagłodzić słabych, ale Żydzi potrafili sprawić, by to słabi uciskali silnych. Nie była to niesprawiedliwość w zwykłym znaczeniu tego słowa, lecz pogwałcenie logiki bytu. W zniekształconym żydowskimi ideami wszechświecie konflikt mógł prowadzić do niewyobrażalnych konsekwencji: najsilniejsi nie triumfowali, ale byli morzeni głodem [14].

Z tego jasno wynikało, że dopóki Żydzi nie znikną, Niemcy mieli pozostać ofiarami, podczas gdy jako najwyższa rasa zasługiwali oni na pierwszeństwo – i mieli też najwięcej do stracenia. Nienaturalna dominacja Żydów w świecie była „zbrodnią dokonaną na przyszłości”.

Chociaż Hitler usiłował opisać świat bez historii, jego poglądy ukształtowały się pod wpływem osobistych doświadczeń. I wojna światowa – najbardziej krwawy konflikt w dziejach, stoczony na kontynencie, którego mieszkańcy uważali się za cywilizowanych – odwiodła wielu Europejczyków od przekonania, że walka służy wyłącznie dobrym celom. Niektórzy zwolennicy nurtów skrajnie prawicowych lub lewicowych wyciągnęli wszak odmienne wnioski. Z ich punktu widzenia rozlew krwi nie był wystarczająco duży, a ofiara jeszcze się nie spełniła. Dla bolszewików z Imperium Rosyjskiego – zdyscyplinowanych i woluntarystycznych marksistów – wojna oraz wyzwolona przez nią energia rewolucyjna dawały sposobność do rozpoczęcia przebudowy świata na wzór socjalistyczny. Dla Hitlera, jak i dla wielu innych Niemców, wojna zakończyła się, zanim została naprawdę rozstrzygnięta, a wyższe rasy odwołano z pola bitwy, nim zdobyły należną sobie część.

Poczucie, że Niemcy zasługiwały na zwycięstwo, było oczywiście powszechne, i to nie tylko wśród militarystów czy ekstremistów. Największy z niemieckich pisarzy, późniejszy przeciwnik Hitlera, Tomasz Mann, mówił o niemieckim „prawie do dominacji oraz do współuczestniczenia w zarządzaniu światem”. Edyta Stein – błyskotliwa filozofka niemiecka, która stworzyła teorię empatii – pisała: „Wykluczone, byśmy teraz ulegli”. Po dojściu do władzy naziści odnaleźli ją w klasztorze i zamordowali jako Żydówkę [15].

Dla Hitlera zakończenie I wojny światowej było dowodem na ruinę, do jakiej doprowadzono Ziemię. Jego interpretacja wyniku konfliktu wychodziła poza zakres zwykłego niemieckiego nacjonalizmu, a reakcja na porażkę tylko powierzchownie przypominała powszechną urazę spowodowaną utratą terytoriów. Z punktu widzenia Hitlera klęska Niemiec wskazywała na to, że wypaczona została struktura świata, i stanowiła bezapelacyjny dowód, że nad naturą panują Żydzi. Utrzymywał on, że gdyby na początku wojny uśmiercić gazem kilka tysięcy niemieckich Żydów, Niemcy odniosłyby zwycięstwo. Uważał, że typową dla Żydów techniką jest morzenie ofiar głodem, a brytyjską blokadę morską Niemiec podczas I wojny światowej (oraz zaraz po niej) uznawał za przykład zastosowania tej metody. Był to objaw długotrwałego stanu i dowód na to, że dalsze cierpienia są nieuniknione. Dopóki to Żydzi głodzili Niemców, nie zaś oni sami uciskali innych według swego uznania, świat nie mógł odzyskać równowagi [16].

Analizując klęskę 1918 roku, Hitler wyciągnął wnioski na temat wszelkich przyszłych konfliktów. Bez żydowskiego zaangażowania Niemcy zwyciężaliby w każdym przypadku, ponieważ jednak Żydzi opanowali cały świat, a ich idee przeniknęły nawet do germańskich umysłów, walka o niemiecką dominację musiała przyjąć dwojaką formę. Zwykły podbój nie mógł wystarczyć, choćby przynosił wielkie triumfy. Oprócz wspomnianego zagłodzenia ras niższych i zagarnięcia ich ziem, Niemcy musieli równocześnie pokonać samych Żydów, których globalna potęga i podstępny uniwersalizm z góry przesądzały o niepowodzeniu każdej wymierzonej w nich kampanii rasowej. Niemcom przysługiwały prawa zarówno silnych przeciwko słabym, jak i słabych przeciwko silnym. Jako „silni” mieli obowiązek uzyskać przewagę nad napotkanymi gorszymi rasami, a jako „słabi” musieli wyzwolić świat spod dominacji żydowskiej. W ten sposób Hitler połączył ze sobą dwie wielkie siły napędzające politykę światową epoki: kolonializm i antykolonializm.

Zarówno walka o ziemię, jak i ta przeciw Żydom, w jego pojęciu miała przyjąć formę drastyczną, połączoną z eksterminacją – a mimo to każdy z konfliktów miał być inny. Zmagania z rasami niższymi o terytorium były kwestią kontroli sprawowanej nad częścią świata, natomiast wojna z Żydami przybierała charakter ekologiczny, gdyż jej celem było nie zniszczenie konkretnego wroga bądź przejęcie skrawka terenu, ale zmiana samych warunków życia na Ziemi. Żydzi byli „duchową zarazą gorszą od czarnej śmierci”. Jako że walczyli przy użyciu abstrakcyjnych idei, ich potęga była wszechobecna i każdy mógł stać się ich świadomym lub nieświadomym sprzymierzeńcem. Aby zaradzić takiej pladze, należało wyplenić ją u źródeł. „Choć natura uczyniła Żyda materialną przyczyną schyłku i upadku narodów – pisał Hitler – dała też temu narodowi zdolność zdrowej reakcji”. Eliminacja musiała być zupełna: gdyby w Europie pozostała choć jedna żydowska rodzina, mogłaby na powrót skazić cały kontynent [17]. Upadek człowieka można było odwrócić, uzdrawiając planetę. Według Hitlera: „Naród bez Żydów – to naród przywrócony naturalnemu porządkowi” [18].

Poglądy Hitlera na życie ludzkie i porządek rzeczy miały charakter wszechogarniający, prowadzący do błędnego koła. Na każde pytanie o zjawiska polityczne padała odpowiedź taka, jak gdyby dotyczyło ono praw natury, a odpowiedzią na wszelkie pytania o naturę było odwołanie się do polityki.

Krąg ten nakreślił sam Hitler. Jeżeli polityka i natura nie były źródłami wiedzy i spójnymi światopoglądami, lecz tylko pozbawionymi treści stereotypami, które istnieją wyłącznie w odniesieniu do siebie wzajemnie, wówczas władza absolutna spoczywała w rękach tego, kto sprawował kontrolę nad archetypami. Rozum zastąpiły odniesienia, a argumentację – zaklęcia. „Walkę” – jak wskazywał tytuł książki Hitlera – toczył on sam. Totalistyczna wizja życia jako wiecznego konfliktu dawała jej autorowi prawo do interpretacji wszystkich zdarzeń.
Zrównanie natury i polityki skutkowało zanegowaniem nie tylko myśli politycznej, ale także naukowej. Dla Hitlera nauka zakończyła się z chwilą objawienia prawa walki rasowej. Miała być ona dopełnieniem ewangelii rozlewu krwi, a nie zbiorem procesów polegających na stawianiu hipotez i przeprowadzaniu doświadczeń. Dostarczała słownictwa opisującego zoologiczny konflikt, nie stanowiąc jednak źródła pojęć i procedur, które umożliwiłyby jego dogłębne zrozumienie. Dawała odpowiedzi, ale nie niosła za sobą dalszych pytań. Powinnością człowieka było przyjęcie nowej wiary, a nie świadome narzucanie naturze zwodniczych, żydowskich idei.

Światopogląd Hitlera opierał się na jednym wszechogarniającym dogmacie o charakterze błędnego koła, więc zagrożenie dla niego stanowił każdy, choćby najzwyklejszy przejaw pluralizmu. Przykładem może być sytuacja, w której ludzie potrafiliby przekształcać otoczenie w sposób wpływający z kolei na społeczeństwo. Jeżeli nauka mogła zmieniać ekosystem, warunkując tym samym zachowanie ludzi, wszystkie jego twierdzenia stałyby się bezpodstawne. Zamknięty krąg, w którym społeczeństwo było naturą, gdyż natura była społeczeństwem, a ludzie byli zwierzętami, ponieważ zwierzęta były ludźmi, uległby rozerwaniu [19].

Hitler uznawał, że naukowcom oraz specjalistom przydzielono pewne funkcje w obrębie wspólnoty rasowej: produkcję broni, doskonalenie komunikacji i krzewienie powszechnej higieny. Lepsze rasy powinny mieć potężniejsze działa, sprawniejsze radiostacje i być zdrowsze, bo to ułatwi im uzyskanie przewagi nad słabszymi. Uznawał to za należytą odpowiedź na wezwanie do walki, które wydała natura, nie zaś za pogwałcenie jej praw. Osiągnięcia techniczne były dowodem wyższości ściśle rasowej, a nie postępu ogólnej wiedzy naukowej. „Wszystko, co podziwiamy dziś na Ziemi – pisał Hitler – cała nauka i sztuka, technologia oraz wynalazki, nie jest niczym więcej, niż wytworem kilku narodów, a pierwotnie być może jednej rasy”. Żadna rasa, jakkolwiek zaawansowana, nie mogła jednak zmienić za pomocą swoich innowacji podstawowych zasad natury. Ta zaś miała tylko dwa wcielenia: raj, gdzie rasy wyższe eksterminowały niższe, oraz upadły świat, gdzie dysponujący nadprzyrodzoną mocą Żydzi ograbiali rasy wyższe z tego, co im przynależało, oraz morzyli je głodem, kiedy tylko mogli [20].

Hitler rozumiał zagrożenie, jakie dla jego konstrukcji logicznej stwarzała agronomia. Jeśli ludzie mogliby – dzięki okiełznaniu natury – produkować coraz więcej żywności, nie potrzebując do tego dodatkowej ziemi, cały światopogląd runąłby u podstaw. Dlatego też dezawuował on znaczenie ówczesnych osiągnięć naukowych, które później zyskały miano „zielonej rewolucji”: hybrydyzacji zbóż, dystrybucji nawozów sztucznych i pestycydów czy coraz powszechniejszego nawadniania. Twierdził, że nawet „w najlepszym wypadku” głód i tak przeważy nad uzyskanym wzrostem plonów. Według niego wszelkie postępy nauki miały swoje „granice”, a „naukowe metody uprawy” zostały już wypróbowane i zawiodły. Nie sposób było obecnie czy w przyszłości wyobrazić sobie udoskonaleń, które pozwoliłyby Niemcom wyżywić się „z własnej ziemi i terytorium”. Nadwyżki żywności można było zabezpieczyć, jedynie podbijając żyzne, sąsiednie tereny, nie zaś stosując zdobycze nauki, które uczyniłyby niemiecką glebę bardziej urodzajną. Żydzi celowo głosili odmienne przekonanie, aby stłumić apetyt na podbój i przygotować grunt pod zagładę narodu niemieckiego. „Żyd zawsze – pisał w tym kontekście Hitler – z powodzeniem stara się zaszczepić takie śmiercionośne myślenie” [21].

Hitler musiał bronić swojego systemu przed odkryciami, które zagrażały mu równie mocno, jak ludzka solidarność. Gatunku nie mogła zbawić nauka, gdyż wszystkie jej idee miały ostatecznie charakter rasowy i były zaledwie oddźwiękami nadrzędnej koncepcji wiecznego konfliktu. Założenie przeciwne, mówiące o tym, że ludzka pomysłowość może faktycznie odzwierciedlać naturę lub ją zmieniać, było „żydowskim kłamstwem” i „szwindlem”. Hitler utrzymywał, że „człowiek nigdy nie podbił natury w żadnym aspekcie”. Uniwersalną naukę, tak jak uniwersalną politykę, trzeba było postrzegać nie jako obietnicę dla gatunku ludzkiego, ale jako żydowskie zagrożenie [22].

Zdaniem Hitlera, problemem świata było to, że Żydzi dokonali fałszywego rozdziału nauki od polityki, składając ludzkości złudne obietnice dotyczące postępu. Proponowane przez niego rozwiązanie polegało na postawieniu Żydów naprzeciw brutalnej rzeczywistości, w której natura oraz społeczeństwo są jednym. Zatem należało ich oddzielić od innych i zmusić do zamieszkania na odludnym, niegościnnym terenie. Siła Żydów wynikała z mocy przyciągania ich nadnaturalnych idei, natomiast ich słabością była nieumiejętność stawienia czoła okrutnej rzeczywistości. Przesiedleni w odległe miejsce nie mogliby wykorzystać swoich nieziemskich koncepcji do manipulowania ludźmi i w końcu ulegliby prawu dżungli. Pierwsza obsesja Hitlera to odnalezienie miejsca, gdzie występowałyby skrajne warunki naturalne – „stan anarchii na wyspie”. Później jego myśli zwróciły się ku pustkowiom Syberii; w które z tych miejsc zostaliby wysłani Żydzi, było „obojętne” [23].

W sierpniu 1941 roku, mniej więcej w miesiąc po tym, jak Hitler wypowiedział te słowa, jego podwładni zaczęli urządzać pierwsze masakry, rozstrzeliwując w każdej z nich dziesiątki tysięcy Żydów. Działo się to w miejscu, gdzie sami zaprowadzili anarchię – w sercu Europy, nad dołami wykopanymi w ukraińskim czarnoziemie.


Przypisy

[1] Przestrzeń: Second Book, s. 8. „Innere abgeschlossenheit” i pragnienie natury, aby rasy żyły oddzielnie: Mein Kampf, s. 281–282. Zob. J. Chapoutot, Le nazisme et l’Antiquité, s. 428; J. Chapoutot, Les Nazis et la ‘Nature’, s. 31. Amerykański konsul generalny Raymond Geist słusznie mówił o antysemickiej „kosmologii”: E. Husson, Heydrich et la solution finale, s. 121. W niniejszej książce przechodzę od wizji żydowskiego zagrożenia dla planety do koncepcji bezpaństwowości mającej mu zaradzić, omawiając przy tym nowe nurty polityczne łączące antysemityzm z antypolityką. Sémelin (Purifier et détruire, s. 135) ma rację, twierdząc, że historia masowych mordów musi mieć charakter międzynarodowy. W szczególnym przypadku Holokaustu ważne wydaje się jednak w pierwszej kolejności ustalenie, jak jego autor pojmował planetę, gdyż wizja stosunków międzynarodowych Hitlera była pochodną jego poglądów na ekologię. Idee pozostawały – jak się zdaje – zasadniczo niezmienne; jak stwierdza Kershaw: „Hitler zachował to, co stanowiło o jego niezwykłym uporze – dogmatyczną nieelastyczność”. Führer, s. 377. Burrin wspomina podobnie o „la consistence et la continuité étonnantes que manifesta cette vision du monde”. Hitler et les Juifs, s. 19.

[2]
Dla myślicieli angielskich i francuskich, takich jak Hobbes czy Rousseau, wyimaginowany stan natury był chwytem literackim, który pozwalał rozważyć ludzkie wybory dotyczące władzy. W ramach ćwiczenia intelektualnego mamy sobie wyobrazić, jak musiało wyglądać życie, zanim ludzie wspólnie ustanowili pewne zasady, a następnie powinniśmy przemyśleć to, jakich struktur naprawdę pragniemy. Pojmowanie natury przez Hitlera ma również niewiele wspólnego z niemieckimi tradycjami myśli filozoficznej. Zdaniem Kanta pełna wiedza o zewnętrznym świecie natury jest nieosiągalna, a mądrość polega na dążeniu do niej z pełną świadomością naszych ograniczeń. Zdaniem Hegla stan natury był barbarzyńskim etapem prehistorii, po którym nastąpiły nieustannie doskonalone przez człowieka instytucje. Według Marksa natura jest tym, co nas otacza i stawia nam opór. Znamy ją (i siebie) na tyle, na ile działamy, by ją zmieniać. Na temat Schmitta, zob. Y.Ch. Zarka, Un détail nazi dans la pensée de Carl Schmitt, s. 7 i 36. Zob. też F. Neumann, Behemoth, s. 467.


[3]
Cytat: Mein Kampf, s. 140. Karol Darwin napisał pewnego razu, że imperium wytępi „dzikie ludy”. Ch. Darwin, O pochodzeniu człowieka, s. 194. Z kontekstu tej uwagi wynika, że nie chodziło mu wcale o zagadnienia natury politycznej. Darwin – twórca fundamentalnej teorii ewolucji przez dobór naturalny – nie sądził, aby rasy były podobne gatunkom; wręcz przeciwnie, twierdził, że wszyscy ludzie należą do jednego gatunku zdolnego posługiwać się rozumem, a tym samym dokonywać doboru jednostek, które przeżyją, na podstawie innej niż biologiczna. Zob. P. Tort, L’Effet Darwin, s. 75–80. Dokonuję rozróżnienia między Marksem a Engelsem, jego przyjacielem i popularyzatorem, który skodyfikował „naukową” wersję marksizmu. Na temat długiego starcia drugiej generacji darwinistów z drugą generacją marksistów, zob. L. Kołakowski, Główne nurty marksizmu, t. 2: Rozwój.

[4] „Feige Völker”: Mein Kampf, s. 103. Zob. C. Koonz, The Nazi Conscience, s. 59. Por. Z. Sternhell, Les anti-Lumières, s. 666–667.
[5] Chleb powszedni: Mein Kampf, s. 281; Second Book, s. 15 i 74. Zob. też R. Hilberg, Zagłada Żydów europejskich, t. 1, s. 168. Bogactwa naturalne i przykazanie: Adolf Hitler – Rozmowy przy stole 1941–1944, s. 76 i 149. Prezentacja tych poglądów służy między innymi uniknięciu błędu wskazanego przez Arendt: „niechęci do poważnego potraktowania tego, co głosili sami naziści”. Korzenie totalitaryzmu, s. 41. Zob. też U. Jureit, Das Ordnen von Räumen, s. 279.
[6] Por. L. White, The Historical Roots of Our Ecological Crisis.
[7] Zob. D. Engel, The Holocaust, s. 15.
[8] Zob. B. Valentino, Final Solutions, s. 168; E. Jäckel, Hitler in History, s. 47. Por. N. Sarraute, L’Ère du soupçon, s. 77 i H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, s. 282: „Nienawiść rasistów do Żydów wynikała z przesądnej obawy, że być może właśnie Żydzi, a nie oni, są wybrani przez Boga jako ci, którym się powiedzie”. Na temat światopoglądu jako wiary, zob. C.E. Bärsch, Die politische Religion des Nationalsozialismus, s. 276–277.
[9] Mein Kampf, s. 73. To powołanie się na wolę boską – ostatnie zdanie rozdziału 2. Mein Kampf – zostało zacytowane przez Carla Schmitta w przemowie otwierającej konferencję na temat walki niemieckiej jurysprudencji z żydowskim duchem: Eröffnung, s. 14. Zob. koncepcja „antysemityzmu zbawczego” w: S. Friedländer, Czas eksterminacji.
[10] „Unnatur”: Mein Kampf, s. 69. Zob. też Mein Kampf, s. 287; Sämtliche Aufzeichnungen, s. 462–463; J. Chapoutot, La loi de sang, s. 391; L. Poliakov, Sur les traces du crime, s. 212 i 217; Z. Bauman, Nowoczesność i zagłada, s. 106; H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, s. 242–243.
[11] Na temat Himmlera, zob. T. Kühne, Belonging and Genocide, s. 60; J. Chapoutot, Le loi de sang, s. 405. Por. G. Steiner, W zamku Sinobrodego, s. 55.
[12] Cytaty z Hansa Franka: Ansprache, s. 8; Einleitung zum „Nationalsozialistischen
Handbuch für Recht und Gesetzgebung”, s. 141. C. Schmitt – zob. Neue Leitsätze für die Rechtspraxis, s. 516. Por. H. Arendt, Essays in Understanding, s. 290 i 295.
[13] Syn: Adolf Hitler – Rozmowy przy stole 1941–1944, s. 40. Twierdzenie Hitlera, że „żydowskie” idee są wszystkie takie same: Mein Kampf, s. 66 i passim. Na temat Jezusa: C.E. Bärsch, Die politische Religion des Nationalsozialismus, s. 286–287; na temat św. Pawła: J. Chapoutot, L’historicité nazie, s. 50. Zob. też J. Thies, Architekt der Weltherrschaft, s. 29.
[14] Brak historii: Mein Kampf, s. 291. Zawsze niweczy: Adolf Hitler – Rozmowy przy stole 1941–1944, s. 287, podobnie na s. 251; zob. też Sämtliche Aufzeichnungen, s. 907; J. Thies, Architekt der Weltherrschaft, s. 42. Brak przyszłości: Second Book, s. 10. Prawdą jest, że Hitler nazywa w Mein Kampf historię swoim ulubionym przedmiotem, lecz tak naprawdę ma na myśli swoją mglistą intuicję dotyczącą sił stojących za wydarzeniami.
[15] Mann cytowany za: L. Poliakov, Historia antysemityzmu, s. 306. E. Stein, Autoportret z listów III: Listy do Romana Ingardena, s. 58. Zob. B. Zehnpfennig, Hitlers Mein Kampf, s. 128; P. Burrin, Hitler et les Juifs, s. 23.
[16] Gazowanie: E. Husson, Heydrich et la solution finale, s. 41.
[17] „Geistiger Pestilenz”: Mein Kampf, s. 66. Zdrowa reakcja: cytat za Y. Govrin,
The Jewish Factor in the Relations between Nazi Germany and the Soviet Union 1933–1941, s. 7. Cały kontynent: A. Hillgruber (red.), Staatsmänner und Diplomaten bei Hitler, s. 557.
[18] Adolf Hitler – Rozmowy przy stole 1941–1944, s. 287. Por. S. Friedländer,
Some Reflections on the Historicization of National Socialism, s. 100.
[19] Podobnie wygląda interpretacja B. Zehnpfenniga: Hitlers Mein Kampf, s. 116. Zob. też F. Neumann, Behemoth, s. 140.
[20] Zob. H. Jonas, Zasada odpowiedzialności, s. 68.
[21] Najlepszy wypadek, granice, metody naukowe, własna ziemia: Second Book, s. 16, 21, 74 i 103. „Gefährliche Gedankengängen”: Mein Kampf, s. 141.
[22] Mein Kampf, s. 282–283.
[23] Stan anarchii: E. Husson, Heydrich et la solution finale, s. 256. „Wohin man die Juden schicke, nach Sibirien oder Madagaskar, sei gleichgültig”, 21 lipca 1941 r., A. Hillgruber (red.), Staatsmänner und Diplomaten bei Hitler, s. 557.


Jest to prolog i wprowadzenie do nowej książki Timothy’ego Snydera „Czarna ziemia”, która ukaże się 21 października w wydawnictwie Znak.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


German, Austrian Jews worried about anti-Semitism.

German, Austrian Jews worried about anti-Semitism and extreme ideologies from refugees

Benjamin Weinthal


Germany will also likely absorb a number of Palestinians as part of its relaxed immigration policies.

Angela Merkel

Migrants from Syria and Iraq take selfies with German Chancellor Angela Merkel outside a refugee camp near the Federal Office for Migration and Refugees after their registration at Berlin’s Spandau district, Germany, September 10, 2015 Photo By: REUTERS


The growing influx into central Europe of refugees from Muslim-majority countries with a deeply rooted culture of lethal anti-Semitism has started to jolt Jewish leaders and journalists into an examination of dangers inherent in the mass migration.

Oskar Deutsch, head of Austria’s Jewish community, issued a warning in a column last week in the daily Kurier, “The hundreds of thousands of refugees from Syria or Afghanistan who are coming to Europe were exposed while growing up to decades of anti-Semitism. Jew-hatred was learned and promoted in schools, newspapers and social networks. Terrorism against Israeli was celebrated – such as Islamic attacks on Jewish schools, synagogues and Jewish museums in the West.”

Deutsch further warned of Islamic State fighters disguised as refugees. His concern is grounded in European reality; Islamic State and Jihadi-affiliated combatants have attacked and murdered several European Jews since 2014. For example, the French-Algerian Mehdi Nemmouche, who murdered three people at the Brussels Jewish museum, was a trained Islamic State terrorist.

“Latent anti-Semitism among the approximate 20 million Muslims can transform into violence, as we have unfortunately experienced too often in the past years,” said Deutsch.

In a column last week entitled: “How much anti-Semitism are we actually importing?” Christian Ortner, a popular Vienna columnist, praised Deutsch for his intellectual honesty, and warned that refugees are streaming into the heart of Europe with “a highly likely hefty dose of anti-Semitism, hatred of gays and misogyny.”

“We have pasted over the ‘Je suis Charlie’-posters against the anti-Semitic terrorism in the Jewish Parisian supermarket with ‘Welcome refugee’ signs,” he added.

Israel is acutely aware of the anti-Semitic and anti-Western orientation of many of the refugees. One senior diplomat told The Jerusalem Post that the medical care provided to Syrians in northern Israel might help to decontaminate the “poisonous” anti-Israel climate conditioned by the regimes of Syrian dictator Bashar al-Assad and his father.

In the Rosh Hashana issue of the German Jewish newspaper Jüdische Allgemeine, Juri Goldstein, the deputy chairman of the state of Thuringia’s Jewish community, said, “Many [community members] look with fear at developments in France and themselves remember attacks on Jewish institutions in Europe. But all of them hope, of course, that it will not come to Germany.”

Contrary to the wishes of Goldstein’s community, German Muslim migrants have launched ferocious attacks on German soil. For example, three Palestinian Germans attempted to torch the Wuppertal synagogue in 2014. A court panel gave the three men only suspended sentences, dismissing the attack as a political protest that sought to draw “attention to the Gaza conflict” with Israel.

Germany will likely absorb a number of Palestinians as part of its relaxed immigration policies.

In a Washington Post article, Hisham Fares, an interpreter of Libyan origin, said of the refugees in Vienna: “I’ve met Palestinians who live in camps in Lebanon and now claim they were from Yarmouk camp in Syria. Many of them said they have family in Germany and just use this situation to finally get asylum.

Most of these people say they’ve lost their passports.

The sad thing is that those Syrians who really are fleeing war will be the ones paying the price.”

New York Yankees catcher Yogi Berra, who passed away last week, famously remarked— ‘It’s tough to make predictions, especially about the future.’ Sadly, one prediction is not tough to make: things are likely to get progressively worse for European Jews in the coming years.

Benjamin Weinthal is a fellow at the Foundation for Defense of Democracies.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


TREBLINKA, VA (HENRYK GRYNBERG: ‘PAMIĘTNIK 2’)

TREBLINKA, VA (HENRYK GRYNBERG: ‘PAMIĘTNIK 2’)

Józef Jaskulski


„Pamiętnik 2” Henryka Grynberga wpadł mi w ręce przypadkiem. Premierę przeoczyłem, zupełnie jak większość rodzimych krytyków, na których milczenie pisarz słusznie się chyba tym razem uskarża (chlubnym wyjątkiem jest tu Katarzyna Jerzak, której świetną recenzję „Pamiętnika 2” przeczytamy w „Dwutygodniku” [nr 152, 02/2015]). Książkę znalazłem w księgarskiej sieciówce na Dworcu Centralnym. Kiedy schodziłem na peron, szczekaczka zapowiadała odjazd „Prząśniczki” do Łodzi, skąd sześćdziesiąt lat temu autor przyjechał na studia. W tunelu znikały powoli zielone wagony typu „Bautzen”, z których pierwsze wyjechały z enerdowskich fabryk na chwilę przed jego wygnaniem i których coraz więcej rdzewieje dziś na bocznicach.

Słusznej treści i objętości książka Grynberga jest uzupełnieniem równie obszernej poprzedniczki. I choć sam autor za najważniejsze w swoim dorobku uważa (czytane razem) „Żydowską Wojnę” i „Zwycięstwo”, wydaje mi się, że to właśnie oba „Pamiętniki” stanowić będą w przyszłości o ciężarze jego dorobku jako stale uzupełniany pomnik epoki, konsekwentnie rzeźbiony na cokole jej najważniejszego tematu. Autor spogląda z oddali na polskie (i globalne) życie literackie, intelektualne i społeczne przez pryzmat pamięci Zagłady; w obu odsłonach „Pamiętników” otrzymujemy cenny suplement do całości dorobku Grynberga oraz – szczególnie w tej drugiej – poruszające w swoim stonowaniu studium przygotowań do ostatniego z rytuałów przejścia.

Zapytany jakiś czas temu przez Donatę Subbotko o skłonność do ferowania nadmiernie ostrych osądów, odpowiedział: „Ścigam antysemityzm. Nie oskarżam ani nie osądzam, tylko składam świadectwo i bronię” („Gazeta Wyborcza”, 16.10.2011). Świadectwo to znajdziemy także w „Pamiętniku 2”, w którym Grynberg, niczym entomolog przypinający nowe okazy mutujących owadów do korkowej tablicy, klasyfikuje i opisuje kolejne manifestacje skażonego języka: od medialnych sprawozdań o relacjach izraelsko-palestyńskich, po liczne emanacje dyskursu antysemickiego w życiu codziennym. Na przykładzie cytatów z czasopism dawnych i bieżących zestawia antysemityzm dawny z nowym, i trudno nie dostrzec w tych zestawieniach cech wspólnych dla stale się przepoczwarzających przedstawicieli gatunku. Jeszcze częściej przykłady te Grynberg po prostu odnotowuje i pozostawia bez komentarza, jako facts of life, np. cytując hasła reklamujące jednodniowe wycieczki do Auschwitz z finałem w Birkenau. Można w tych obserwacjach upatrywać przewrażliwienia autora „Uchodźców”, jednak fakty te pozostają w naszej codzienności zjawiskiem powszechnym. „Pamiętnik 2” czytałem podczas majówki, w drodze na Roztocze. Niedaleko dworca w Lublinie, w oknie wystawowym sklepu przy ulicy prowadzącej na Majdanek, obok podobizn papieża, który przepraszał za antysemityzm Kościoła, stały ikony Żyda z pieniążkiem; godzinę później dworcowy megafon informował podróżnych o odjeździe pociągu specjalnego relacji Lublin-Bełżec.

Facts of life opisywane przez Grynberga to jednak nie tylko refleksja nad językiem skażonym, ojczysta mowa zaskakuje bowiem autora swoją dwubiegunowością, na przemian zadając ból i wzruszając, jak podczas zakupów w sopockim spożywczaku czy w pikarejskim powrocie znad morza na Okęcie, będącym próbką prozy neurotycznej, której nie powstydziliby się czołowi Jewish-American writers.

O sprzężeniu kultury (post)chrześcijańskiej z antysemityzmem („Jude brzmiało jak Judasz, grabili i wydawali Judasza”, konstatuje, analizując wspomnienia ocalałego z Zagłady Chila Kirszenbauma z Mińska Mazowieckiego) oraz neutralizowaniu Shoah Grynberg nadmieniał już wielokrotnie, konsekwentnie opowiadając się przeciwko dyskursowi uniwersalizującemu Zagładę. „Najpierw idylla, potem katastrofa, potem ucieczka i walka o życie, i w końcu zwycięstwo dobra nad złem, czyli happy end. A w rzeczywistości nie było idylli ani zwycięstwa, ani happy endu, ani nawet katharsis”, pisał w „Ciągu dalszym”. Sprzeciw Grynberga wobec prób idealizacji przeszłości kultur raczej równoległych niż „wiekowo nierozłącznych” widać również w „Pamiętniku 2”. Pełno tu zdań wytrącających z samozadowolenia, błyskotliwie gorzkich one-linerów odbrązawiających zaklęcia krajowej historiografii („Za ukrywanie Żydów groziła śmierć. Śmierć groziła również za wiele innych rzeczy, ale bano się tylko ukrywać Żydów”).

„Pamiętnik 2” to jednak przede wszystkim wyścig z czasem. W przeciwieństwie do poprzedniczki, opisującej lata 1954-2010, książka obejmuje „jedynie” okres od złożenia „Pamiętnika” do druku do połowy ubiegłego roku. Grynberg pisze w chłodnym pośpiechu, bo liczy się każdy dzień i czasu coraz mniej, tak jak znajomych-ocalałych, których odchodzenie wyznacza nieustannie topniejąca urodzinowa korespondencja. Winszuje płodności przyjaciołom po piórze, przy czym sam daleki jest od próżnowania. Segreguje papiery i zapiski – co do archiwum, co na rozwałkę, co jeszcze zatrzymać – covering his ass, jak to nazywa. Porządkuje stare zdjęcia, uzupełnia dzieje Żydów z Dobrego i rozmawia z coraz częściej nawiedzającymi go we śnie najbliższymi. Rozważa zasadność remontowania domu, który niezauważalnie podupada, podobnie jak siły witalne właściciela. Przerwy w dostawie prądu w McLean przeplatają się z przerwami w dostawie tlenu pompowanego przez słabnące serce. Jeśli zgodzić się z Grynbergiem, że „Grochów” Stasiuka jest „najlepszym studium umierania”, to „Pamiętnik 2” uznać należy za niezrównany opis poprzedzającego je powolnego wycofania. „Miałem nadzieję, że pomieszka tu po mnie syn – choć mówi, że nie chce, że za dużo tu mojej obecności – ale teraz już wiem, że nie, nie przyjdą tu więcej moje sarny, chipmunki i lisy. Że wszystko zniknie, jak gdyby nie istniało lub istniało tylko w mojej wyobraźni”. Grynberg pracujący w podmiejskiej głuszy nad Potomakiem jest trochę jak Thoreau zaszyty w nad jeziorem nieopodal Concord, tylko temat cięższy i przyroda już nie tak niewinna. Więc może raczej jak jego ukochany Twain, z którym łączą go cięta ironia i kontrolowana mizantropia: szczęśliwy w splendid isolation swojej pustelni, czasem mile zaskoczony przez zmieniających się jak pory roku sąsiadów, po których raczej nie spodziewa się zbyt wiele. Albo jak bohater schulzowskiego „Sanatorium pod Klepsydrą”, przykładający ucho do drzewa, żeby sprawdzić, czy gdzieś w głębi robak nie chrobocze – samotny pogrobowiec nasłuchujący ciszy i wyłaniających się z niej wczesnych obrazów, poddawanych nieustannej egzegezie.

Schulzowski „zadany temat” Grynberg objaśnił chyba najzwięźlej w „Monologu polsko-żydowskim”. „Noszę w sobie przede wszystkim anonimowy polsko-żydowski los, a jako pisarz mam obowiązek, który przeważa wszelkie względy osobiste”. Ta dwudzielność przywodzi na myśl formę sonatową. Jeśli przyrównać do niej twórczość Grynberga, „Żydowska Wojna” i „Zwycięstwo” byłyby jej ekspozycją, z Zagładą jako łącznikiem; dzieła późniejsze (oba „Życia…”, „Drohobycz, Drohobycz”, „Uchodźcy” czy cytowany wyżej „Monolog…”) – pełnym licznych modulacji przetworzeniem; „Ciąg Dalszy” i oba „Pamiętniki” natomiast – potężną rekapitulacją (na kodę przyjdzie nam jeszcze, mam nadzieję, poczekać). Znajdziemy krytyków, którzy ten konsekwentnie implementowany imperatyw uznają za obsesyjną monotematyczność, im jednak Grynberg odpowiada (i trudno mu się dziwić), że jako ocalały po prostu nie ma wyboru, nawet jeśli wybór ten wydaje się nieznośny. Uparcie więc walczy i wiosłuje, chociaż prąd upływających lat nieustannie znosi go przeszłość.

W swojej walce nie jest zupełnie samotny. Towarzyszą mu zadomowione w półdzikim backyardzie sarny, stale goszczące na stronach „Pamiętnika 2”. W przywołanym powyżej tekście Katarzyna Jerzak pisze, że są one realne i symboliczne, „wyznaczają rytm obecności i nieobecności”. Sądząc po wyklejkach ze zdjęciami zamieszczonych na wewnętrznych okładkach książki, te same sarny zobaczyć można z okna pociągu pędzącego przez Nizinę Mazowiecką, więc być może natura pełni tu również funkcję magdalenki, nawet jeśli Grynberg do tego się nie przyznaje. Najczęściej po prostu je fotografuje, zanim odejdą na dobre, bo zielony azyl nad Potomakiem powoli zmienia się w ziemię jałową, na której sarny wypierane są przez SUVy.

nadeslal
Vlady Rozenbaum
„Latynosi w czerwonych kurtkach zbierają obcięte gałęzie i wrzucają w paszczę mechanicznego molocha, który je z warkotem pożera”, notuje któregoś dnia, całkiem jak Thoreau. A może znowu jak Twain, bo autor „Waldenu” do mechanicznego molocha mimo wszystko porozumiewawczo mruga. Sam już nie wiem. W każdym razie znajduje w przyrodzie źródło sił witalnych między coraz rzadszymi wypadami poza wirginijskie siedlisko. Tak jak w wiosłowaniu w towarzystwie syna na płynącej nieopodal rzece, którą porównał kiedyś do Bugu. „Jestem w tej chwili w Treblince, ale myślę już o Potomacu, a później na Potomacu będę myślał o Treblince, bo wiosłując, myślę o tym, co piszę. Jestem tu, i tam, w obu miejscach naraz”. A zatem odpoczynek złudny, bo nie ma ucieczki od wczesnych obrazów.

Henryk Grynberg: „Pamiętnik 2”. Świat Książki. Warszawa 2014.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Auschwitz ‘showers’ for tourists cool off some, offend others

Auschwitz ‘showers’ for tourists cool off some, offend others

By Gabe Friedman


(Facebook)
Mist showers outside the Auschwitz memorial museum were meant to cool visitors, not heat them up. (Facebook)


Of all the places on Earth, where would one least expect to see a new shower of any kind installed – even one that just mists overheated visitors?

The Auschwitz-Birkenau concentration camp has to be on the short list.

But that was what tourists saw this weekend at what is now the Auschwitz-Birkenau State Museum in Poland. As temperatures pushed toward 100 degrees Fahrenheit on Sunday, some visitors waiting in the museum’s long lines appreciated the shower sprinklers, which released cool mists of water. Others, predictably, found it insensitive.
“As a Jew who has lost so many relatives in the Holocaust, they looked like the showers that the Jews were forced to take before entering the gas chambers,” Meir Bulka, a 48-year-old Israeli, told The Jerusalem Post.

Bulka spoke with the museum’s management, who told him “it was a good way for people to cool off on a very hot day.”

(Instagram)
Foto: Instagram


“They said they were sorry if I was offended, and I told them that there is no way to apologize to the victims of the Holocaust,” Bulka said.

On Monday, the Auschwitz museum responded on Facebook to the wave of online media criticism it received, saying that “something had to be done” about the heat visitors were experiencing.

“Among visitors there are many people who come from countries where such high temperatures as we have this summer in Poland do not occur. Something had to be done, as we have noticed cases of faints among people and other dangerous situations,” the post read.

The museum also got very specific when explaining how different their sprinklers are from Nazi gas chamber showers, which killed over a million Jews during the Holocaust.

“It is really hard for us to comment on some suggested historical references since the mist sprinkles do not look like showers and the fake showers installed by Germans inside some of the gas chambers were not used to deliver gas into them,” the post read. “Zyklon B [poison gas] was dropped inside the gas chambers in a completely different way – through holes in the ceiling or airtight drops in walls.”

The Auschwitz memorial museum is now a major tourist attraction, drawing millions of visitors each year.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com