Archive | 2015/08/03

To 95-letni Żyd zasponsorował ucieczkę chrześcijan z Syrii do Polski.

To 95-letni Żyd zasponsorował ucieczkę chrześcijan z Syrii do Polski.

Michał Gąsior


Milioner żydowskiego pochodzenia finansuje pobyt w Polsce syryjskich uchodźców

Milioner żydowskiego pochodzenia finansuje pobyt w Polsce syryjskich uchodźców / Fot. YouTube/M100Sanssouci Colloquium

Podczas wojny ocalono mu życie, teraz się odpłaca

Nie byłoby akcji ewakuacji z Syrii ponad 150 chrześcijańskich uchodźców, gdyby nie 95-letni Lord Weidenfeld. Milioner z Wielkiej Brytanii wyłożył pieniądze, dzięki którym Fundacja Estera sprowadziła i zakwaterowała w Polsce Syryjczyków. Dlaczego? O swojej motywacji mówi krótko: – W 1938 roku jako żydowski chłopiec zostałem uratowany przez chrześcijan. Teraz spłacam dług wdzięczności.

Zagadka fundacji

O pomyśle udzielenia azylu 1500 uchodźcom z Syrii, którym ze względu na chrześcijańskie wyznanie groził terror Państwa Islamskiego, po raz pierwszy usłyszeliśmy na początku maja. To było spore zaskoczenie, bo oto nieznana dotąd Fundacja Estera, na czele której stoi pół Polka, pół Syryjka, ogłosiła, że ma środki na transport i zakwaterowanie w Polsce tak licznej grupy uciekinierów. O wsparcie rządu prosiła dlatego, że bez niego uchodźcy nie mogliby wydostać się z Syrii.

Dziś w Polsce jest już około 50 syryjskich rodzin, czyli ponad 150 osób. Polscy podatnicy nie płacą na nich ani grosza. Skąd więc pochodzą środki na utrzymanie syryjskich chrześcijan? Okazuje się, że za określeniem “finansowana z prywatnych pieniędzy” stoi głównie jeden człowiek – George Weidenfeld, brytyjski wydawca żydowskiego pochodzenia, który stworzył specjalny fundusz, z którego finansuje podobne akcje ratowania bliskowschodnich chrześcijan.

Ci, którzy trafili do Polski, to tylko początek. Milioner z tytułem Lorda planuje w najbliższym czasie ewakuować co najmniej 2 tys. osób. Choć Fundacja Estera nie chce zdradzać szczegółów współpracy z funduszem Weidenfelda, wiadomo, że w ramach programu, który sponsoruje, pokrywane są koszty transportu i nawet 18-miesięcznej finansowej opieki nad azylantami. To wystarczy, by skutecznie pomóc uchodźcom zacząć nowe życie.

Ratunek od wyznawców Chrystusa

Odpowiedzi na pytanie, skąd taka szczodrość brytyjskiego Lorda, dostarcza jego życiorys. Weidenfeld urodził się w 1919 roku w Austrii. Kiedy kraj znalazł się pod hitlerowską okupacją, jako żydowski chłopiec musiał uciekać. Życie uratowali mu brytyjscy kwakrzy, czyli protestanckie Religijne Towarzystwo Przyjaciół. 19-letni wówczas Weidenfeld znalazł się w w jednym z pociągów, które w latach 1938-1940 przewiozły ponad 650 dzieci z Czechosłowacji do Wielkiej Brytanii. Do dziś podkreśla, że gdyby nie pomoc chrześcijan, mógłby być jedną z ofiar Holokaustu.

I właśnie wdzięczność jest motorem napędowym działań 95-letniego milionera. W wywiadach, jakich udzielił ostatnio brytyjskim gazetom, podkreśla, że z podobnym zagrożeniem, w jakim lata temu sam się znalazł, spotykają się teraz chrześcijanie z Bliskiego Wschodu. Porównuje terror Państwa Islamskiego do terroru nazistowskich Niemiec. Wzywa, by nie czekać bezczynnie w obliczu zjawiska, które nierzadko nazywa się “współczesnym Holokaustem”.

– Mam dług do spłacenia. Moim podstawowym celem jest udzielenie chrześcijanom schronienia. Nie mogę ocalić świata, ale istnieje bardzo konkretna możliwość, by zrobić coś dla Żydów i chrześcijan. Niech inni robią, co chcą dla muzułmanów – stwierdza Weidenfeld. Taka selekcja ze względu na wyznanie co rusz ściąga na niego krytykę. Lord się jednak nie przejmuje. Mówi, że to chrześcijanie najbardziej potrzebują pomocy. W Syrii i Iraku stawia im się wybór: albo będą płacić podatek od wiary, albo czeka ich wygnanie lub śmierć.

Lord Weidenfeld

ISIS jest bezprecedensowe w swoim prymitywnym okrucieństwie […]. Gdy idzie o czystą żądzę horroru i sadyzmu, są wyjątkowi. Nigdy nie było takich kanalii, jak ci ludzie.

Wzór – brytyjski Schindler

Działania brytyjskiego milionera zostały docenione przez wiele osób na całym świecie. W Polsce zauważyła je nie tylko Fundacja Estera. Za akcję ratunku chrześcijan dziękowało Lordowi np. Towarzystwo Jana Karskiego.

Sam zainteresowany ma jedną postać, na której się wzoruje. To Nicholas Winton, Brytyjczyk, który dzięki organizacji wspomnianej akcji dziecięcych transportów w czasie II Wojny Światowej został okrzyknięty “brytyjskim Schindlerem”. Czy 95-latek może być “współczesnym brytyjskim Schindlerem”? Na pewno przez wielu już jest tak postrzegany. Inni powiedzą jednak, że miłosierdzie nie polega na tym, by od prześladowań ratować tylko ludzi jednej wiary. A reprezentantów innej “zostawiać innym”, czyli często na pewną śmierć.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


The Iran Deal Isn’t Anything Like Nixon Going to China

The Iran Deal Isn’t Anything Like Nixon Going to China

by Gabriel Scheinmann and Michael Green


Analogies, Sigmund Freud once wrote, decide nothing, but they can make one feel more at home. President Obama is explicitly comparing his diplomatic triumph with Iran to President Nixon’s opening to China in 1972. Nixon, the president explained in a July 14 interview with New York Times columnist Thomas Friedman, “understood there was the prospect, the possibility, that China could take a different path” of “very important strategic benefit to the United States” — a point repeated in supportive commentary by Fareed Zakaria, and others. Meanwhile, former Obama National Security Council official Phil Gordon has cast the president’s breakthrough with Iran as a noble contrast to the George W. Bush administration’s alleged rejection of diplomacy with North Korea, claiming that Pyongyang developed nuclear weapons because Bush refused to implement a similar disarmament framework with North Korea negotiated by President Bill Clinton.

It is not surprising that an administration that came into office rejecting geopolitics and poo-pooing strategy in favor of “don’t do stupid [stuff]” would treat history as a plaything for twitter-sized talking points. But the historical analogies most popular with the administration reveal precisely why this deal is so fraught with risk.
Nixon was right to play the China card against the Soviets in 1971 — but for reasons that simply do not apply to Iran. First, in 1971, China already had nuclear weapons and Nixon never asked Mao to abandon them. Second, the Soviet threat to Washington and Beijing, which ultimately drove the two countries together, was incalculably graver than the threat posed by the Islamic State to either Iran or the United States (the president and National Security Adviser Susan Rice have dismissed the Islamic State as “the JV team” and “not an existential threat” so perhaps they do not even really believe their own Nixon analogies). Third, the more militant, pro-Soviet faction in China led by Lin Biao had been purged by 1971, whereas Iran’s Revolutionary Guard Corps and its Quds Force are on the ascendance and, in fact, will gain billions of dollars as a result of being delisted from the sanctions list. Fourth, by 1971 China no longer posed an existential threat to major U.S. allies in Asia (Japan, though initially shocked by Nixon’s surprise opening, rushed to normalize relations with Beijing), whereas Iran does pose an existential threat to Israel and our Gulf allies, who are more likely to hedge against lost U.S. credibility than normalize with an irredentist and threatening Iran. Taiwan was the biggest strategic loser and continued cross-Strait flare-ups demonstrate that Nixon’s opening to China was not risk-free. On the whole, however, Nixon’s bold move had a strong geostrategic rationale that is almost entirely missing from Obama’s Iran policy.

polecil: Vlady Rozenbaum

The use of the 1994 Agreed Framework as a positive example of diplomacy with a nuclearizing outcast state is not a good one for supporters of the Iran deal. First of all, the Bush administration did not come into office rejecting Clinton’s Agreed Framework with Pyongyang, as Gordon alleges. There was enormous doubt about the deal — for good reasons — but in June 2001 the Bush White House announced that it would continue implementing the nuclear deal as long as North Korea did and sent a delegation to Pyongyang in October 2002 to broaden the agenda to include issues of human rights, destabilizing regional behavior, and missiles — issues ignored by Clinton’s Agreed Framework with the North and unwisely undermined by Obama’s current agreement with Iran. What scuttled the Agreed Framework was the intelligence community’s unanimous agreement in 2002 — and Pyongyang’s subsequent acknowledgment — that North Korea had been cheating on the Agreed Framework almost from the beginning by opening a clandestine path to nuclear weapons production through uranium enrichment. The North’s most senior defector, Hwang Jang-yop, told the White House in October 2003 that he had participated directly in top-level meetings in which the lead negotiator on the Agreed Framework explained the regime’s strategy would be to prevaricate on inspections of nuclear facilities for 5 to 10 years and then “confront the Americans with an even more powerful deterrent.” And so they did — a red flag when one considers the opportunities Iran will have to confound inspectors while continuing nuclear enrichment and missile activities under the current deal. 

 

There may be good arguments for diplomatic engagement with Tehran, but the administration’s historical analogies only make the case for opposition to the agreement struck with Iran on July 14.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com