Archive | 2015/08/02

Pollard’s Release Shows That Israelis Just Don’t Get America

Pollard’s Release Shows That Israelis Just Don’t Get America

RONEN BERGMAN


A demonstration calling for the release of Jonathan J. Pollard in Jerusalem in 2013. Ahmad Gharabli / Agence France-Presse — Getty Images

TEL AVIV — On Tuesday, the United States announced that it would release Jonathan J. Pollard, an American convicted of spying for Israel, in what many observers believe is an effort to mute the Israeli government’s criticism of the July 14 nuclear agreement with Iran.

The use of Mr. Pollard as a carrot reveals that Obama administration officials grasp the importance of the prisoner to the Israeli public. They also understand that there would be no better move than freeing Mr. Pollard to sweeten the bitter pill of the Iran deal that Israelis are being asked to swallow.

On the other hand, the way the Israeli leadership and the public have reacted to Mr. Pollard’s 30-year imprisonment is an excellent example of their profound misunderstanding of American values and thinking.

“I couldn’t resist the temptation,” Rafi Eitan, who recruited Mr. Pollard, told me in 2006. “We’re talking about material that was of such high quality, so accurate and so important to the security of the state. My appetite for getting more and more of it got the better of me.”

Perhaps one can understand the motivation of Mr. Eitan, one of Israel’s top spies who devoted his whole life to obtaining information. But it’s far more difficult to understand the thinking of those who worked above him, including the former prime ministers Yitzhak Shamir, Shimon Peres and especially Yitzhak Rabin, who had served as ambassador to Washington. They knew very well that Israel was running a spy at the heart of the country’s closest ally, and failed to stop it.

Mr. Eitan took responsibility by resigning; his superiors did not. And this unfortunate episode continues to cause grave damage to relations between the two countries to this day.
In retrospect, it’s hard to believe that a person like Mr. Pollard was ever recruited to sensitive positions in either country. At school, Mr. Pollard used to fantasize to his friends that he was a Mossad spy. He was accepted into American intelligence and promoted, despite documented instances of lying, cheating, flagrant security breaches and problematic psychological diagnoses. While employed in naval intelligence, Mr. Pollard and his first wife, Ann, took part in drug-fueled parties and became embroiled in debt.

Mr. Pollard first offered his services to the Mossad, which was apprehensive about him. He also tried non-Israeli actors, until he finally lit upon Lakam, the Israeli Defense Ministry’s military and nuclear espionage arm, which made him an agent despite his problematic character. Mr. Pollard acted irresponsibly, stealing suitcases full of naval intelligence documents indiscriminately, some of which didn’t pertain to Israel. It was clear he would eventually be caught.

The Israelis who employed Mr. Pollard also failed to take into account the risk he posed to the American Jewish community, which was subsequently suspected of disloyalty. Documents from the C.I.A. reveal that the agency viewed Mr. Pollard as an American Jew who had translated his support for Israel into two alternatives: immigrate to Israel or spy for it. For years afterward, the Pollard affair made it difficult for Jews in the United States government to get security clearances for sensitive jobs.

When the case blew up, the Israelis did the opposite of what was needed to placate the furious American administration — they continued lying and concealing essential facts from the F.B.I. investigators who came to Tel Aviv. These lies were easily discovered and caused further damage.

Moderate elements in Israel wanted to end the affair quietly. A Public Committee for Mr. Pollard was set up, through which the state channeled large amounts of money to top-flight lawyers who tried to improve his jail conditions and secure an eventual pardon. In order to achieve this, Mr. Pollard needed to keep a low profile, admit his wrongdoing and ask for forgiveness. But this measured approach was trampled by certain cabinet ministers and right-wing Knesset members who began to make pilgrimages to Mr. Pollard’s jail cell.

At the heart of their campaign was the argument that Mr. Pollard acted purely out of concern for Israel’s security, that he stole classified documents only when he found out that America wasn’t sharing information vital to Israel’s security. They also claim that Mr. Pollard has been imprisoned “six times longer” than any other spy – proof of anti-Semitism, in their eyes.

The argument that Mr. Pollard has been jailed longer than other nations’ spies is a legitimate one. Even so, strategies like drawing a parallel between Mr. Pollard and Israeli prisoners of war and comparing a Hamas dungeon in Gaza to a federal prison in North Carolina show how Israelis are unforgiving toward those who threaten their own security, but completely fail to understand the anger of other countries when their security is harmed.

The Israeli government even issued Mr. Pollard an Israeli identity card and published a public admission that he spied for Israel – the opposite of what should have been done to speed his release. Mr. Pollard’s second wife, Esther Seitz, who married him after he was jailed and who holds extreme right-wing views, has been loudly leading this chorus. She even hired a lawyer who had previously been involved in the defense of Yigal Amir, who in 1995 assassinated Mr. Rabin, then the prime minister.

The nationalistic campaign, along with the big mouths of the confused Mr. Pollard and his extremist wife, are the main reason he is still in jail.

When Mr. Pollard is released in November, it will set off rejoicing in Israel. It’s not clear yet if President Obama will allow him to leave the United States and settle there. But if Israelis celebrate his release and possible “homecoming,” there must be a responsible adult in Israel who understands how turning a spy into a returning hero will be interpreted in Washington. Israelis must realize, even if 30 years too late, that Americans see Mr. Pollard as a traitor of the worst kind and that celebrating his release will only further harm Israel’s already strained relations


Ronen Bergman, a senior political and military analyst for the Israeli newspaper Yediot Aharonot, is writing a history of the Mossad.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Imigrant zmiażdżony przez ciężarówkę. Dziewiąta ofiara szturmów Eurotunelu

Imigrant zmiażdżony przez ciężarówkę. Dziewiąta ofiara szturmów Eurotunelu

Niemal dwa tysiące nielegalnych imigrantów próbowało we Francji w nocy z poniedziałku na wtorek wedrzeć się na teren terminalu tunelu pod kanałem La Manche. Jeden zginął pod kołami ciężarówki.

Rzecznik firmy zarządzającej Eurotunelem przekazał we wtorek, że imigranci próbowali sforsować ogrodzenie wokół terminalu dla pasażerów między północą a godziną szóstą rano. Odpierało ich około 200 strażników i policjantów.

Początkowo poinformowano, że kilku imigrantów zostało rannych, ale rano okazało się, że jeden zmarł. Miał dostać się pod koła ciężarówki i zostać “zmiażdżony”. Nie wiadomo, jakie były dokładne okoliczności wypadku.

Chcieli jechać koleją

– To była największa w swojej skali próba wtargnięcia od półtora miesiąca – podkreślił rzecznik Eurotunelu. Wyjaśnił, że imigranci próbowali wejść na pokład wagonów, które stały na bocznicy terminalu.

Do opanowania sytuacji firma zarządzająca musiała zmobilizować wszystkich swoich ochroniarzy po francuskiej stronie, czyli niemal 200 osób. W dodatku wezwała na pomoc policję.

Pociąg pasażerski jadący tej nocy z Wielkiej Brytanii został opóźniony o godzinę, a jadący z Francji o pół godziny.

Bez zmian

– Coś takiego zdarza się co noc – powiedział rzecznik, mówiąc o próbach wdarcia się na teren terminalu przez imigrantów.

Według oficjalnych szacunków, około trzy tysiące nielegalnych imigrantów – głównie z Etiopii, Erytrei, Sudanu i Afganistanu – koczuje w okolicach Calais w nadziei, że uda im się dostać do Wielkiej Brytanii.

Tego lata ośmiu z nich zginęło, próbując pokonać kanał La Manche podmorskim tunelem. Nie dalej, jak w zeszłym tygodniu, na dachu pociągu, który jechał z Calais do Wielkiej Brytanii, znaleziono ciało nastolatka, najprawdopodobniej nielegalnego imigranta. Najnowsza ofiara była dziewiąta.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Nie tylko w Jedwabnem płonęła stodoła

Nie tylko w Jedwabnem płonęła stodoła

Michał Bojanowski


Miejsce spalenia Żydów w Radziłowie / Zdjęcie ze śledztwa : S15/01/Zn w sprawie zabójstwa w dniu 7.07.1941 r. w Radziłowie 800 osób narodowości żydowskiej, z których część zastrzelono, a część spalono w stodole. (Postępowanie zawieszone). OKŚZpNP, IPN Białystok.
Miejsce spalenia Żydów w Radziłowie / Zdjęcie ze śledztwa : S15/01/Zn w sprawie zabójstwa w dniu 7.07.1941 r. w Radziłowie 800 osób narodowości żydowskiej, z których część zastrzelono, a część spalono w stodole. (Postępowanie zawieszone). OKŚZpNP, IPN Białystok.

Rozmowa z Mirosławem Tryczykiem, autorem książki „Miasta śmierci”

W swojej książce opisuje pan piętnaście miejscowości na Podlasiu, w których dochodziło do niewyobrażalnych mordów na Żydach dokonanych przez ich polskich sąsiadów. Czy Podlasie było wyjątkowym regionem na mapie Polski?

Mirosław Tryczyk: Wschodnia część Polski, zwłaszcza rejon białostocki i łomżyński, była pod znacznym wpływem prądów nacjonalistyczno-narodowych. Z tej perspektywy Podlasie w dwudziestoleciu międzywojennym było rejonem typowym dla wschodniej części Polski. Z drugiej zaś strony do pewnego stopnia wyjątkowym. Po pierwsze dlatego, że Narodowa Demokracja miała tam bardzo silne zaplecze – to był jej „bastion”. Po drugie bliskość granicy z Prusami, z których promieniował nazizm niemiecki, nie pozostawał bez echa w okolicach Białegostoku i Łomży. W pobliżu Radziłowa młodzież urządzała na przykład pochody na wzór marszy NSDAP.

Nastrojom narodowym ulegali właściwie wszyscy, łącznie z przedstawicielami miejscowego Kościoła. Zarówno poszczególni księża, jak i biskup Łukomski aktywnie wspierali narodowców. Te nastroje odbiły się w wynikach wyborów parlamentarnych i do władz lokalnych (w których dominowała endecja). Nie bez znaczenia pozostaje też zalew narodowej, antysemickiej prasy, która rozszerzała zasięg swojego oddziaływania na kościelne kazania, treści w niej przedstawiane wracały też w wypowiedziach lokalnych władz i opiniotwórczych przedstawicieli inteligencji, powszechne były wiece, agitacje i manifestacje narodowców.

W takich nastrojach rozpoczyna się okupacja sowiecka?

Być może okupacja hitlerowska uzmysłowiłaby tym ludziom absurdalność ich poglądów, ale po 17 września 1939 roku te tereny trafiły pod okupację sowiecką. To spowodowało pogłębienie się nastrojów faszystowskich, które stanowiły opozycję do znienawidzonego komunizmu, reprezentowanego przez Sowietów. Ponadto przedwojennej endecji udało się zbudować rasistowsko-antysemicką mitologię. Jedną z głównych osi narracji stanowił Żyd – Bolszewik (a przy okazji przeciwnik Boga, zabójca Chrystusa, etc.), choć także Żyd –kapitalista i demokrata.

Narodowcy odrzucali zarówno bolszewizm, jak też demokrację i kapitalizm jako przeniknięte duchem Talmudu. Łatwo było więc mieszkańcom tamtych terenów po wkroczeniu wrogich wojsk sowieckich skojarzyć wszystkie zasłyszane fakty i wykorzystać je później do walk przeciwko Żydom. Z dokumentów NKWD nie wynika, aby w powstających na terenach okupowanej Polski organizacjach sowieckich Żydzi stanowili większy procent niż Polacy. Na przykład w rejonie Jedwabnego 8,5% urzędników administracji sowieckiej było Żydami, dominującą rolę odgrywali zaś Białorusini, którzy przyjechali tam w 1940 r. ze wschodnich rejonów sowieckiej Białorusi. Byli też oczywiście miejscowi Polacy. Żydzi również w takim samym, a nawet w większym stopniu w stosunku do ogólnej liczby obu społeczności, byli ofiarami deportacji na Syberię (decydowała ich „kułacza” klasa społeczna, a nie – narodowość, oraz to, że byli członkami organizacji żydowskich takich jak „ruch syjonistyczny” czy BUND). Ofiarami byli też oczywiście Polacy, przedstawiciele miejscowej inteligencji, działacze przedwojennej Narodowej Demokracji, a także rodziny partyzantów antykomunistycznych, którzy rozpoczęli walkę z Sowietami właściwie od razu po ich wkroczeniu na tamte tereny. Partyzantka zorganizowana w tamtym czasie była od razu z gruntu antykomunistyczna i w jakiejś części – antyżydowska.

Po 1940 r. miejscowy polski komunista, funkcjonariusz sowieckiej administracji na tym terenie, zdradził położenie jej najważniejszej bazy na tzw. Kobielnie. Poskutkowało to falą aresztowań i wywózek na Syberię kilkuset rodzin – mężczyźni zostali zatrzymani w Łomży do dyspozycji sowieckich śledczych, ale ich bliskich wywieziono. Miejscowa ludność o spowodowanie tej sytuacji od razu posądziła Żydów. Co ciekawe, w 1942 roku wątek ten również wykorzystali Niemcy, gdy ich wojska ugrzęzły pod Stalingradem, zachęcając Polaków do mordowania i wydawania Żydów. Przypominali, że major Aleksander Burski, który dowodził bazą na Kobielnie (wśród miejscowych istniało podejrzenie, że to on wydał ją Sowietom), nazywał się tak naprawdę Epstein.

Do świadomości tamtych ludzi nie przenikały w ogóle dane na temat rzeczywistego udziału Żydów. Ksenofobiczna narracja dwudziestolecia była tak silna, że wystarczyło, by gdzieś w radzie gminnej pojawił się jeden Żyd (jak np. w Wąsoszu), aby skutecznie karmić wyobrażenie o żydowskich bolszewikach.

To dalej nie wyjaśnia ogromu nienawiści.

Jeśli w międzywojniu w tych miejscowościach urządzano na Żydów zamachy (np. bombowy w pobliżu Radziłowa), jeśli Żydzi byli szykanowani, bici na ulicach, wybijano im szyby w oknach, bojkotowano sklepy, oblewano towary naftą, zakazywano chrześcijanom robić w żydowskich sklepach zakupy, to potem, gdy w okresie okupacji sowieckiej pojawili się we władzach gminnych (nawet jeśli była to jedna osoba), bardzo kuła w oczy ta obecność, wywoływała frustrację i złość podobną nieco do tej, którą teraz powoduje kwestia emigrantów. Załóżmy, że Polska ich wreszcie przyjęła i nagle Syryjczyk zostaje prezydentem Wrocławia, a dwóch innych imigrantów – wiceprezydentami. Byłoby ich trzech we władzach, ale zapewne uznano by, że Syryjczycy „rządzą miastem”. W ten sposób to działało. Jeżeli gdzieś odkryto, że jakiś Żyd współpracował z NKWD, rozdmuchiwano to do niewyobrażalnych rozmiarów, udowadniając z góry postawioną tezę. A przecież NKWD musiało współpracować z przedstawicielami wszystkich grup społecznych, gdyż potrzebowali informacji o każdej z nich. Szczególnie współdziałano z miejscowymi Polakami, stanowiącymi najliczniejszą grupą etniczną na tamtym terenie, i aktywnie walczącymi z Sowietami.

Co działo się po wycofaniu Sowietów?

Kiedy w czerwcu 1941 r. na Podlasie wkroczyła armia niemiecka, kontynuując ofensywę na Wschód, powstała chwilowa pustka: nie było ani administracji sowieckiej, ani niemieckiej, ani jakiejkolwiek innej. Wówczas partyzanci wyszli z lasów i zaczęli powoływać własne organy administracji tymczasowej: sądy, milicję, samoobronę, noszące różne nazwy. W Goniądzu na przykład powstał Komitet Wyniszczania Komunizmu. Te organizacje przystąpiły do rozprawy z miejscowymi kolaborantami sowieckimi – nazywam to pierwszym etapem mordów. Wszystko zaczęło się od pojedynczych zbrodni. W Rajgrodzie powieszono trzech Polaków.

Przed egzekucją miejscowy proboszcz udzielił im rozgrzeszenia, wyprowadzono ich z kościoła i powieszono. Jeśli Żyd współpracował (a nawet jeśli tego nie robił, gdyż wystarczyło samo podejrzenie), to zabijany był wraz z całą rodziną, natomiast jeśli był to Polak, zabijano tylko jego. Czasem nawet udawało mu się ujść z życiem, zwłaszcza, jeśli miał licznych braci. Tak się zdarzyło właśnie w Rajgrodzie: trzech powieszono. Planowano ukarać czterech, ale ponieważ rodzina pilnowała jednego, został wypuszczony. To pokazuje, jakie znaczenie od samego początku miał antysemityzm, gdyż w przypadku Żydów nie szło się na żadne ustępstwa.

Przemoc stopniowo narastała i zaczęto kierować ją tylko na Żydów. To drugi etap, w którym dochodziło do fali mordów o charakterze antyżydowskim połączonych z grabieżą mienia, nie mającą bezpośredniego związku z ewentualną współpracą z komunistami. Gwałcono kobiety. Zresztą przemoc wobec nich miała niewyobrażalną skalę. W kolejnym, trzecim etapie dochodziło do masowych eksterminacji ludności żydowskiej (jak w Radziłowie czy w Jedwabnem).

Przedmioty wydobyte ze stodoły w Jedwabnem, zdjęcie ze śledztwa : S1/00/Zn w sprawie spalenia osób narodowości żydowskiej 10.07.1941 r. w Jedwabnem, prowadzący prokurator Radosław Ignatiew, OKŚZpNP, IPN Białystok.
Przedmioty wydobyte ze stodoły w Jedwabnem, zdjęcie ze śledztwa : S1/00/Zn w sprawie spalenia osób narodowości żydowskiej 10.07.1941 r. w Jedwabnem, prowadzący prokurator Radosław Ignatiew, OKŚZpNP, IPN Białystok.

Czytaj dalej tu: Nie tylko w Jedwabnem…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com