Archive | 2015/08/13

Czy Jonathan Pollard jest bohaterem?

Czy Jonathan Pollard jest bohaterem?

Paula R. Stern


Interesujące pytanie…

Spytajcie niektórych Izraelczyków, a oni odpowiedzą, że to bohater. On wiedział, że interesy Izraela były naruszane, bo jego szefowie ukrywali tajne informacje przed Izraelem… Informacje, które miały być udostępniane izraelskiemu sojusznikowi na mocy podpisanych porozumień międzypaństwowych.

Spytajcie wielu Amerykanów, nawet żydowskiego pochodzenia, a ku mojemu smutkowi będą oni rozgłaszać kłamstwa o Pollardzie. “On dopuścił się zdrady i powinien zgnić w piekle”, mówiono mi wiele razy. Jednak jesteście w błędzie, bo on nie został skazany za zdradę.

Nawet nie postawiono mu zarzutów zdrady. Dla przykładu Tokyo Rose (Iva Ikuko Toguri D’Aquino) została skazana za zdradę, a prezydent ułaskawił ją po 28 latach odsiadki (Pollard siedzi już 30 lat, a popełnił przestępstwo za które zwykle dostaje się 2-4 lata pozbawienia wolności).

Mildred Gillars aktywnie pracowała dla Niemców podczas II wojny światowej. Ona została oskarżona o zdradę. Akt oskarżenia miał 8 przypadków, a ona została skazana za jeden. Gillars została skazana na 10-30 lat, a w więzieniu spędziła 12 lat. Została przedterminowo zwolniona.

Moje zdanie? Bohaterowie to ludzie, którzy dokonują niesamowitych rzeczy w niewiarygodnych warunkach. Mam kilku swoich bohaterów, być może nawet jest ich zbyt wielu, żeby ich wszystkich wspomnieć. Zatem oto szybkie spojrzenie na dwóch z nich.

W 1973 roku Awigdor Kalahani odmówił wykonania rozkazu, żeby wycofać kilka swoich pozostałych czołgów przed nadciągającą syryjską armią. On odmówił. Ale nie tylko odmówił. On nagle nie mógł usłyszeć rozkazu. On wiedział, że to jest ostatnia linia obrony ochraniająca dziesiątki tysięcy Izraelczyków w Galilei. Kiedy radio zaczęło trzeszczeć, to on rozkazał swoim nielicznym czołgom ruszyć, a bitwa była już w drodze.


 

Syryjczycy byli zaskoczeni nagłym atakiem, a syryjska armia się zatrzymała. Syryjczycy pomyśleli, że wpadli w wielki batalion izraelskich czołgów kryjących się za następnym pasmem górskim. Cały szmat ziemi od lewa do prawa, zewsząd strzelały izraelskie czołgi. Wyobraźcie sobie jak wiele tych izraelskich czołgów musiało tam być. W rzeczywistości było ich mniej niż 12. Bohater, który na zawsze będzie nim w moich oczach, bez względu na to co zrobił lub czego nie zrobił potem w swoim życiu.

Natan Szaranski – na wieki wieków mój bohater. Od minuty, kiedy zmuszał agentów KGB do wskakiwania i zeskakiwania z pociągów, kiedy oni starali się go śledzić aż do momentu, kiedy sowiecki strażnik powiedział mu, że będzie wolny, a musi już tylko przejść prosto przez zamarznięty most przed nim. Na drugiej stronie mostu czekała [jego żona] Awital, Izrael już był coraz bliżej, a jednak Natan nie chciał do końca przyjmować sowieckich rozkazów. On przeszedł przez ten most, ale nie prosto, tylko zygzakiem. Na zawsze mój bohater.

Ronald Reagan i Natan Szaranski, 1986 rok, fot. wikicommons

Pollard? Nie tak bardzo, szczerze mówiąc. Chciałabym, żeby wrócił do domu, do Izraela, ale on miał wiele opcji, a dokonał złych wyborów. Co należało zrobić już dawno temu, zamiast przekazywać Izraelowi informacje nielegalną drogą, to trzeba było pojechać do Izraela i powiedzieć, że Amerykanie są nieszczerzy. Widziałem raporty, które oni przed wami ukrywają.

On wybrał inną, nieszczerą ścieżkę. Został szpiegiem. Sprawa o którą walczył była szlachetna, ale metoda była zła. Ale on już zapłacił za swoje przestępstwo, nawet bardziej niż na to zasłużył. Ameryka została przyłapana na oszukiwaniu swojego sojusznika… oni powinni okazać przyzwoitość, wypuścić go z więzienia 25 lat temu, pozbawić amerykańskiego obywatelstwa i odstawić na granicę z Meksykiem lub Kanadą. Wtedy Pollard nie zostałby nikim ważnym.

Zamiast tego Ameryka zrobiła z niego kogoś. Oni chcieli, żeby Pollard był ostrzeżeniem dla amerykańskich Żydów – niech Bóg ma was w swojej opiece, jeśli ośmielicie się szpiegować przeciwko Ameryce. Ameryka zrobiła z Pollarda źródło wstydu dla amerykańskich Żydów, zmuszając ich do ustawicznego deklarowania wierności wobec “Goldene Medine” [jid. złote państwo, potoczne określenie na USA wśród Żydów].

“Powinnać przestać o nim pisać. Zawstydzasz amerykańskich Żydów”, jedna osoba napisała do mnie. Nie będę przytaczała mojej odpowiedzi.

Zatem nie, w tej chwili Jonathan Pollard nie jest bohaterem, ale zamęczonym więźniem nieszczerego i niehonorowego rządu. 30 listopada 2015 roku Jonathan Pollard zostanie przedterminowo wypuszczony z więzienia i to wcale nie dlatego, że rząd Obamy chce ugłaskać Izrael w sprawie Iranu. Sprawdźcie papiery więzienne. Wiedzieliśmy, że tak się stanie już dawno, dawno temu. Na długo przed sprawą irańską i na długo przed Obamą.

Jeśli 22 listopada Pollard wyląduje w Izraelu, to będziemy świętować, a potem wrócimy do naszych codziennych spraw wdzięczni, że ten tragiczny i bolesny epizod dobiegł końca.

Dnia 22 listopada i przez kilka następnych dni USA będą miały wybór. Mogą go uwolnić w całości. Nie tylko z więzienia, bo mogą nie pozwolić mu jeszcze przez kilka lat na opuszczanie terytorium USA. Dajcie mu przyjechać do Izraela. Zabierzcie mu amerykańskie obywatelstwo i wsadźcie do samolotu linii El Al. Albo zamienicie go w bohatera.

Jeśli Izrael może znieść masowe [arabskie] demonstracje, które świętują powrót z więzienia dzieciobójcy Samira Kuntara i innych terrorystów, to ja uważam, że Obama będzie mógł znieść kilku Izraelczyków śpiewających z radości. My nie będziemy strzelać na wiwat wraz z powrotem Pollarda, nie będziemy palić amerykańskich flag i wrzeszczeć “śmierć Ameryce”. Po prostu uronimy trochę łez z radości, zaśpiewamy kilka piosenek, a następnego dnia radośnie pójdziemy do pracy. Jeśli Pollard będzie mógł opuścić USA.

Jeśli Pollardowi nie będzie dane wyjechać, to jego historia będzia żyła, będzie podniesiona i będzie opisywana. On stanie się “Więźniem Syjonu” – podobnie jak Szaranski i wielu innych. On będzie tym odważnym pozostawionym samemu sobie, tak jak Kalahani.

Czy Jonathan Pollard jest bohaterem? Cóż, koniec końców decyzja w tej sprawie należy do USA.

Pod koniec listopada będzie on mieszkał w Izraelu albo rzeczywiście zostanie bohaterem. Jeśli zostanie zmuszony do pozostania w Ameryce, to izraelskie władze będą go regularnie odwiedzać, a to będzie nagłaśniane w mediach tutaj i zagranicą. Izraelczycy nadal się będą domagali jego uwolnienia i to bardziej niż kiedyś, bo teraz będą mieli do niego bezpośredni dostęp. Jego wypowiedzi i prośby o powrót do domu będą rezonowały na całym świecie.

To co przez ostatnie 25 lat było okrutne, teraz stanie się nieludzkie. Inni ludzie, których przestępstwa były dużo poważniejsze, mogli wyjechać z USA jeszcze przed końcem 5 lat odsiadki w więzieniu. To już najwyższy czas dla Obamy, żeby był mądry i myślał głową, a nie kierował się tylko nienawiścią.

Amerykanie nie chcą Pollarda, a Pollard nie chce Ameryki. Zabierzcie mu obywatelstwo i zabrońcie ponownego wjazdu. To w zupełności wystarczy. Jeszcze przed 20 listopada radzę amerykańskiemu rządowi, żeby dokładnie zastanowił się co stanie się 22 listopada. Nie powiększajcie swoich minionych błędów przez zamienianie Jonathana Pollarda w bohatera, którym boicie się, że on się stanie.


Paula-R.-Stern-medium

Paula R. Stern jest dyrektorem generalnym w izraelskiej firmie WritePoint Ltd. 
Mieszka w mieście Maale Adumim pod Jerozolimą.
Tłumaczenie dla Erec Israel za zgodą Autorki.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Maczety wiszą nad nami

Maczety wiszą nad nami

Właśnie wróciłem z krótkich wakacji w Norwegii. Byłem przez kilka dni na farmie, gdzie prowadzony był program resocjalizacji więźniów i narkomanów, polegający na wspólnej pracy przy krowach. Również ja się trochę resocjalizowałem, co widać na załączonym zdjęciu.

z_cielaczkiem

Jako cowboy miałem prawo do wspólnych posiłków z norweskimi kryminalistami, którzy pomimo licznych tatuaży i blizn byli bardzo sympatyczni i otwarci. Jeden znał nawet miły zwrot „k… twoja mać”, gdyż miał okoliczność z polskimi pensjonariuszami. Zapewne można by się różnych rzeczy spodziewać po tych chłopcach, ale chyba nie tego, żeby mówili, jak to zap… Polaków, Żydów i inne ście… I tu jest właśnie ważna różnica.

Gdy wróciłem, na Facebooku czekały na mnie tylko dwie wiadomości. Oto one:

Pisze Rałaf Tylisz: Zydowski odpadzie genetyczny masz jeszcze czelnosc pisac na swoim zydowskim blogu o zwrot mienia kosciolowi po pierwsze koscioly zlozyly ponad 3tys wnioskow gdzie zydowskie scie… poinad 5tys nic wam sie nie nalezy nawet zlamany grosz to tak samo jak bym ja zalozyl jakies stowazyszenie i napisal do USA ze tam zyli polacy i maja nam zwrocic ich majatki po smierci wysmiali by nas nie macie wstydu za kase byscie d… oddali mam nadzieje ze najbardziej sku… narod zaklamany pazerny zniknie z powierzchni ziemi poza tym w obozach zginelo 110tys zydow nie 3,4 miliona zaklamane sci…!!!!!!!!!!!!!!!!! wiecej polakow zabiliscie niz hitler smiecie!!!!!!!!!!!!

Pisze Karol Krzebiot: Juden Raus! Wyp… z Polski pie…, tyfusowaty żydowski poku…

To dla mnie nic szczególnego. Dostaję takich na pęczki. Kłopot w tym, że większość Polaków nie ma zielonego pojęcia, ilu jest wokół nich dzikich i agresywnych rasistów, ile kipi w narodzie nienawiści i jak potężne jest pragnienie przemocy. Wiedzą to specjaliści, działacze antyrasistowscy, no i tacy jak ja, czyli etnicznie „nieswoi”.

Przeciętny Polak, w tym polityk, jest święcie przekonany, że problem jest marginalny. A przeciętny konserwatysta-prawicowiec dokłada do tego jeśli nie własne uprzedzenia (typu: „ja tam do Chińczyków nic nie mam, ale… ”), to przynajmniej zakłamanie, wyrażające się w oczywisty sposób w fałszywym przekonaniu, że nie ma żadnej korelacji między poparciem dla prawicy a tendencją do żywienia postaw ksenofobicznych i rasistowskich…

Tymczasem prawda jest taka, że gdyby z jakiegoś powodu nastała w Polsce przejściowa anarchia, ci sami ludzie, którzy dziś smarują na murach „Żydzi do gazu” – a jest ich tysiące! – poszliby z pałkami i maczetami na tych wszystkich, których nauczono ich nienawidzić. Z radością rozlaliby krew, a przy okazji zrabowali, co by tam w łapy wpadło. Ileż to razy, ile razy widzieliśmy to w niedawnej, także polskiej historii.

Nie łudźmy się, że tej dziczy już nie ma, że gdzieś się rozpłynęła. Bo niby dokąd miałaby iść? Siedzi w swych norach, żłopie piwo i hoduje w sobie jedyne znane sobie uczucie, dające tanią i dostępną „adrenalinę”: nienawiść i pogardę. Siedzą i czekają, aż wydarzy się coś, co pozwoli im na więcej, niż pokazać swój „patriotyzm” poprzez rzucanie kostką brukową w policję. A my siedzimy sobie z założonymi rękami i karmimy złudzeniem, że to tylko „młodość, która musi się wyszumieć”.

Większość narodów Europy przeszła przez traumę patologicznego nacjonalizmu. I większość się z niego z grubsza wyleczyła. Wprawdzie wokół nas, w Niemczech, na Litwie, na Ukrainie, nie brakuje tępawych byczków w glanach, których horyzonty intelektualne i emocjonalne ograniczają się do tego, że chętnie zaj…liby jakiegoś Polaczka albo żydka, niemniej jednak w zdecydowanej większości krajów Unii rasistowski faszyzm to zupełny margines.

W Polsce jest inaczej. Jesteśmy w tej samej lidze co Rosja, Ukraina i Litwa. No, może jest tu odrobinę lepiej, lecz od kudy nam nawet do Niemiec, nie mówiąc już o Francji czy Holandii. Różnica polega na tym, że na Zachodzie każdy od małego uczony jest, oprócz miłości do ojczyzny i szacunku dla państwa i jego instytucji, również postaw otwartości i szacunku dla innych nacji, religii i kultur. Każde dziecko dowiaduje się również, do czego prowadzą uprzedzenia narodowe, rasizm i nacjonalistyczna pycha. W Polsce tego nie ma.

Podporządkowany celom kościelnym dyskurs szkolny wyprany jest z elementów mogących zagrażać krzewieniu postaw narodowo-katolickich, a za takie biskupi uznają naukę tolerancji i otwartości, szacunek dla demokracji, wolności i sumień ludzi mających je ukształtowane inaczej, niż życzyłby sobie Watykan.

Brutalny rasizm, kwitnący na polskich stadionach, na murach i na Facebooku, dowodzi nie tylko naszego zacofania w budowie wolnego i etycznego społeczeństwa, opartego na wspólnocie równych i różnych, ale przede wszystkim słabości państwa polskiego, któremu brak odwagi, aby wzorem całego Zachodu edukować młodzież w duchu etyczności pokoju i wzajemnego szacunku.

Być może w tym punkcie niesuwerenność Polski względem Watykanu jest czymś najbardziej bolesnym. A mam podejrzenie, graniczące z pewnością, że panowie Tylisz i Krzebiot chodzą do kościoła, mówią „moja wina, moja bardzo wielka wina”, przyjmują komunię i uważają się za wyznawców religii miłości, która zakazuje poniżania kogokolwiek, a za to nakazuje na nienawiść odpowiadać miłością.

W religiach mesjańskich, takich jak islam czy chrześcijaństwo, czyli zawierających w sobie wiarę w powszechne nawrócenie wszystkich narodów, czymś najbardziej porażającym jest ten splot miłości i troski o bliźniego z wściekłą nienawiścią, pokory z poczuciem absolutnej racji, wyróżnienia i posłannictwa, łagodności z pogardą i agresją. Ale to już temat na inny felieton. Tymczasem niech żyją wszystkie krowy: brązowe, czarno-białe i nakrapiane!


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


lfa(bet) i omega

lfa(bet) i omega

Edwin Bendyk


Rewolucja w Google: Koncern wejdzie w skład holdingu nowej wielkiej firmy

Oto na scenę wkracza nowa firma – Alphabet, Inc. – która będzie holdingiem skupiającym w swym portfelu m.in. starego, lecz odchudzonego Google’a. Po co to wszystko?

W świecie, w którym wszyscy podsłuchują wszystkich, a mniej lub bardziej kontrolowany przeciek staje się normą – trudno być zaskoczonym. A jednak Larry Page, dotychczasowy szef Google, zdołał zaskoczyć. Konkretnie – swoim wpisem na korporacyjnym blogu.

Notatka o niewinnym tytule „G jak Google”, opublikowana w poniedziałek po zamknięciu notowań na giełdzie, poruszyła światem analityków biznesu i zaawansowanych technologii. Oto bowiem na scenę wkracza nowa firma, Alphabet, Inc., która będzie holdingiem skupiającym w swym portfelu m.in. starego, lecz odchudzonego Google’a (będzie nim kierował Sundar Pichai, wschodząca gwiazda zarządzania w Krzemowej Dolinie).

Po co to wszystko? Jak pisze Page, prezes Alphabet, chodzi o zwiększenie operacyjnej efektywności i klarowności zarządzania korporacją, która z wyszukiwarki internetowej rozrosła się do hiperprzedsiębiorstwa zajmującego się już niemal wszystkim – z projektowaniem autonomicznych samochodów, badaniami biomedycznymi, automatyką domową, sztuczną inteligencją, długowiecznością i wieloma tematami, o których nawet nie wiemy, bo są prowadzone w głębokiej tajemnicy.

Wprowadzenie Alphabetu umożliwia rozdział biznesów tak, żeby inwestorzy nie czuli się zagubieni, nie wiedząc, czy z zysków nie są aby finansowane przedsięwzięcia zbyt ryzykowne lub szalone. Bo przecież Google, choć niewątpliwie jest firmą sukcesu, to jednak droga doń usłana była wieloma porażkami.

Rozdzielenie pod względem operacyjnym i zarządczym różnych marek i obszarów działania pozwoli także na skuteczniejszą grę z instytucjami regulacyjnymi, które coraz częściej patrzyły na Google jak na monopolistę. To przecież Parlament Europejski puścił w zeszłym roku sygnał o tym, że internetowego giganta należałoby podzielić.

Nie minęło 20 lat od powstania Google, Inc. – założona przez Sergeya Brina i Larry’ego Page’a w 1998 r. firma szybko stała się ikoną nowego, cyfrowego kapitalizmu. W 2004 r. w wielkim stylu weszła na giełdę, z czasem stając się jedną najdroższych marek – w rankingu BrandZ Top100 logo Google warte było w 2015 r. 173 mld dolarów, ustępując tylko Apple (247 mld). Z kolei wartość giełdowa osiągnęła (wynik z 11 sierpnia tego roku) 445 mld dolarów. Czy cokolwiek lub ktokolwiek jest w stanie zatrzymać giganta z Mountain View? Wielu analityków wskazuje na Facebooka, choć sukces tej firmy polega na odmiennym pomyśle na biznes.

Nazwę nowej firmy – Alphabet – można odczytywać również symbolicznie, jako wyraz nigdy nieskrywanych ambicji twórców Google, by zbudować korporację totalną, stanowiącą centralny punkt świata, którego najważniejszym tworzywem i zasobem jest informacja.

Alphabet, alfa i omega nadchodzącej przyszłości? W głównej mierze zależy to od nas, użytkowników, konsumentów i obywateli w końcu. Od tego na ile damy się uwieść coraz atrakcyjniejszej ofercie i na ile wygodę korzystania z kolejnych usług potrafimy połączyć z krytyczną refleksją nad konsekwencjami wykorzystania nowych technologii.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com