Archive | August 2015

Negocjator – Saeba Erekata, wykazuje coraz większą radykalizację

Stanowisko głównego negocjatora palestyńskiego, Saeba Erekata, wykazuje coraz większą radykalizację

Prezydent Autonomii Palestyńskiej, Mahmoud Abbas, potwierdził, że 23 lipca 2015 r. Saeb Erekat, przez ostatnich dwadzieścia lat główny negocjator Autonomii Palestyńskiej (AP) w trwających rozmowach z Izraelem (chociaż obecnie w charakterze nieoficjalnym), spotkał się w Jordanii z Sylvanem Szalomem, izraelskim ministrem odpowiedzialnym za negocjacje. Abbas powiedział, że podczas tego spotkania Erekat postawił warunki, iż AP wznowi negocjacje i spełni zobowiązania z poprzednich porozumień, tylko jeśli Izrael zaprzestanie rozbudowy osiedli i uwolni 30 więźniów palestyńskich. Niedawno Abbas mianował Erekata, którego wielu Palestyńczyków obarcza odpowiedzialnością za trwające niepowodzenia rozmów z Izraelem, na sekretarza generalnego OWP, zastępując Jasera Abd Rabbo, którego Abbas wyrzucił z tego stanowiska. Palestyńscy dygnitarze i publicyści uważają mianowanie Erekata na to stanowisko za wyraz zaufania Abbasa do Erekata oraz za sygnał, że Abbas widzi w nim kandydata do objęcia po nim urzędu prezydenta AP.

W ostatnich latach Erekat wyraźnie zajął sztywniejsze stanowisko wobec Izraela; przewodził również krokom zmierzającym do oskarżenia Izraela przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Niektórzy oceniają, że postawa Erekata ma na celu przedstawienie patriotycznego i wojowniczego wizerunku, by zamaskować jego mizerne osiągnięcia w negocjacjach, a równocześnie zmobilizować poparcie publiczne dla jego przyszłej kandydatury na prezydenta AP.

Saeb Erekat (zdjęcie: Aawsat.net)

Sztywność stanowiska Erekata wobec Izraela przejawiała się w następujących sprawach: wezwanie do umiędzynarodowienia konfliktu izraelsko-palestyńskiego i zwołania konferencji międzynarodowej; popieranie ekonomicznego bojkotu Izraela; przedstawianie Hamasu jako ruchu, który nie angażuje się w działalność terrorystyczną.

Erekat oskarża także Izrael o odrzucenie rozwiązania w postaci dwóch państw, o próbę usunięcia Abbasa z jego stanowiska i o bycie państwem terrorystycznym takim jak Państwo Islamskie (ISIS). Utrzymuje on również, że działania Izraela w wojnie w Gazie w lipcu-sierpniu 2014 r. były równoznaczne z eksterminacją Gazańczyków.

Poniżej podajemy przegląd wypowiedzi Erekata w rozmaitych sprawach:.

Umiędzynarodowienie konfliktu

Erekat przewodniczy komisji, której zadaniem jest udokumentowanie i zebranie świadectw w przygotowaniu do postępowania karnego przeciwko Izraelowi przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym (ICC) i działa w tej sprawie jako części aktywności AP w celu umiędzynarodowienia konfliktu. W przemówieniu do Palestyńskiej Rady Narodowej w Jordanii powiedział, że obecną strategią palestyńską jest ustanowienie statusu Palestyny jako kraju pod okupacją i dołączenie Palestyny do dalszych międzynarodowych umów i paktów. „Chcemy konferencji międzynarodowej, by zakończyć okupację” – powiedział [1]. Podczas spotkania w kwietniu 2015 r. z przedstawicielem ONZ, Nikołajem Mładenowem, poprosił o zwołanie konferencji międzynarodowej, która obejmowałaby stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ i inne właściwe strony pod auspicjami ONZ “w celu ustalenia harmonogramu wycofania izraelskich sił okupacyjnych z państwa Palestyny do granic z 4 czerwca 1967 r.” [2]

Podczas spotkania z przedstawicielami społeczności międzynarodowej w styczniu 2015 r. Erekat wezwał społeczność międzynarodową do “poparcia wysiłków pozwania Izraela przed Międzynarodowy Trybunał Karny w odpowiedzi na nowe plany budowy w osiedlach, które niszczą opcję dwóch państw i ostatecznie eliminują szansę na osiągnięcie pokoju” [3].

W komunikacie prasowym w marciu 2015 r. Erekat wyjaśnił: „Różne strony, w tym USA, próbują wyperswadować nam zwracanie się do Międzynarodowego Trybunału Karnego, a ja mówię im, że my jesteśmy ofiarą i że każdy, kto obawia się kary, musi zaprzestać zbrodni. Do zbrodniarza trzeba się zwrócić i zobowiązać go do zaprzestania zbrodni… Izrael popełnił takie zbrodnie jak wywłaszczenie ziemi, uwięzienia, burzenie domów, wygnanie i zabójstwa. Zatrzymywanie przez Izrael pieniędzy podatkowych AP jest piractwem w pełnym sensie tego słowa.. Świat musi zażądać, by przekazał te pieniądze. Ten krok jest zbrodnią wojenną… Będziemy pracować nad umiędzynarodowieniem problemu palestyńskiego” [4].

Kiedy w lutym 2014 r. AP starała się przedstawić propozycję rezolucji w ONZ o zakończeniu okupacji, Erekat ostrzegał: „Jeśli USA [użyją] veta, by udaremnić żądanie arabskie, by Rada Bezpieczeństwa ustaliła datę zakończenia izraelskiej okupacji terytoriów 1967 r., Palestyńczycy będą kontynuowali działania przyłączenia się do 522 porozumień międzynarodowych i zaprzestaną jakiejkolwiek koordynacji [działań w sprawie] bezpieczeństwa z Izraelem” [5]. Te wypowiedzi Erekata wywołały ostrą reakcję rzeczniczki Departamentu Stanu, Marie Harf, która 19 lutego 2015 r. powiedziała: “Oczywiście, niepokoją nas niedawne wypowiedzi głównego negocjatora palestyńskiego Saeba Erekata, Cały czas mówimy, że ważne jest stworzenie pozytywnej atmosfery wokół tych dyskusji” [6].

W czerwcu 2014 r. wyciekła krytyka Erekata, że Abbas zwleka ze zwróceniem się do ICC. Erekat zażądał głosowania w Komitecie Wykonawczym OWP i chociaż 13 członków poparło Erekata, a tylko czterech poparło Abbasa, Abbas uparcie opierał się podjęciu decyzji w tej sprawie. Erekat powiedział mu otwarcie: „[Premier izraelski] Netanjahu odarł cię z całej władzy. Potrzebujesz pozwolenia od izraelskiego podpułkownika z [kwatery głównej Izraelskich Władz Cywilnych] Bethel, by pojechać do Jordanii i [ten oficer także] ustala ile pojazdów będzie w twojej kawalkadzie”. Później komentował: „Izraelczycy umyślnie poniżają Abbasa” [7].

W lutym 2014 r. Erekat ostrzegł, że jeśli zawiodą wysiłki sekretarza stanu USA, Johna Kerry’ego, by uratować negocjacje, AP ma “plan ataku [polegający na] prawnych roszczeniach przeciwko Izraelowi w Hadze [tj. w ICC]” [8].

W maju 2015 r. Erekat mówił o “znaczeniu bojkotu UE wszystkich kategorii produktów izraelskich” [9].

Hamas nie jest ruchem terrorystycznym

(…)

Czytaj daqlej tu: Stanowisko głównego…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Czarne i białe, i czytane w farsi

Czarne i białe, i czytane w farsi

Rutie Blum
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Ajatollah Ali Chamenei napisał 416-stronicową książkę poświęconą kwestii nieuniknionego końca Izraela.Ajatollah Ali Chamenei napisał 416-stronicową książkę poświęconą kwestii nieuniknionego końca Izraela. Zdjęcie: www.sajed.ir via Wikimedia Commons.
Zdjęcie: www.sajed.ir via Wikimedia Commons.

Nowa książka Chameniego mająca 416 stron, zatytułowana Palestyna, jestpoświęcona kwestii nieuniknionego upadku Izraela z rekomendacją na tylnej okładce, która określa autora jako “chorążego dżihadu dla wyzwolenia Jerozolimy”.

Według Taheriego, książka jest dostępna jedynie w farsi, ale trwa praca już nad tłumaczeniem na arabski. Jak pisze Taheri, w książce “Chamenei… używa trzech słów [w stosunku do Izraela]. Jednym jest ‘nabudi’, co znaczy ‘unicestwienie’. Drugim jest ‘imha’, co znaczy ‘zanikanie’ i wreszcie jest ‘zaval’, co znaczy ‘usunięcie w cień’”.

Ruthie Blum

W 1978 r. rewolucja zainspirowana przez ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego zaczynała wrzeć w Iranie. Celem było obalenie Szacha Mohammada Rezy Pahlaviego i zastąpienie jego autokratycznego, prozachodniego reżimu rządzoną przez mułłów teokracją. W tym okresie prowadzącym do powrotu Chomeiniego z 14-letniego wygnania, administracja prezydenta USA, Jimmy Cartera, była w trakcie porzucania szacha, wieloletniego sojusznika amerykańskiego i szukania do tego usprawiedliwienia politycznego i moralnego.

Ta ostatnia część była drobiazgiem.

Carter, otoczony przez radykalnych „ekspertów irańskich”, którzy zapewniali go, że Chomeini praktycznie rzecz biorąc jest świętym – mądrym, starym przywódcą religijnym, bez ambicji politycznych, którego siła była wyłącznie duchowa – mógł spokojnie spać nocami, także kiedy po raz pierwszy personel jego ambasady w Teheranie został wzięty jako zakładnicy. Tak, był „pierwszy raz”, w lutym 1979 r., dwa tygodnie po powrocie Chomeiniego do Iranu i dziewięć miesięcy przed słynnym, pełnym już kryzysem wzięcia zakładników, który trwał 444 dni.

W owym czasie znany orientalista, Bernard Lewis, obecnie profesor emeritus Badań Bliskowschodnich w Princeton, chciał dowiedzieć się, kim w rzeczywistości jest Chomeini.

“Zrobiłem więc to, co człowiek normalnie robi w moim zawodzie: poszedłem do biblioteki uniwersyteckiej i poszukałem jego prac” – powiedział mi w wywiadzie, jaki przeprowadzałam do książki To Hell in a Handbasket: Carter, Obama, and the Arab Spring.

Tym, co znalazł Lewis, był zbiór przemówień Chomeiniego pod tytułem Islamic Government. Przeczytał to jednym tchem i był zaszokowany.

Ujawniało to filozofię państwowości islamskiej z użyciem najostrzejszej możliwej retoryki, by potępić nie-muzułmanów i wzywać do szerzenia prawa szariatu na całym świecie.

Uznawszy, że coś musi zostać zrobione, by zdemaskować ajatollaha i jego zamiary, Lewis skontaktował się z redaktorką działu opinii “New York Times”, Charlotte Curtis, i zaproponował, że napisze artykuł o tej książce.

Curtis odrzuciła propozycję.

“Nie sądzę, by naszych czytelników interesowała praca jakiegoś perskiego autora” – powiedziała.

To jest tylko jeden przykład wielu zróżnicowanych technik, na jakie Biały Dom i media współdziałali, by tworzyć w rzeczywistości fakty oparte na urojeniach. Brzmi znajomo?

Z pewnością ta historia przychodzi na myśl, kiedy czyta się artykuł Amira Taheriego w sobotnim “New York Times”, w którym ten urodzony w Iranie intelektualista opisuje nową książkę, jaką właśnie otrzymał, napisaną przez następcę Chomeiniego, ajatollaha Alego Chameneiego, obecnego najwyższego przywódcę Iranu.

Książka mająca 416 stron, zatytułowana Palestyna, jest poświęcona kwestii nieuniknionego upadku Izraela z rekomendacją na tylnej okładce, która określa autora jako “chorążego dżihadu dla wyzwolenia Jerozolimy”.

Według Taheriego, książka jest dostępna jedynie w farsi, ale trwa praca już nad tłumaczeniem na arabski. Jak pisze Taheri, w książce “Chamenei… używa trzech słów [w stosunku do Izraela]. Jednym jest ‘nabudi’, co znaczy ‘unicestwienie’. Drugim jest ‘imha’, co znaczy ‘zanikanie’ i wreszcie jest ‘zaval’, co znaczy ‘usunięcie w cień’”.

Taheri mówi, że strategia Chameneiego na zniszczenie Izraela nie opiera się na antysemityzmie, który opisuje jako „zjawisko europejskie [ale raczej na] ‘dobrze ustalonych zasadach islamskich’”, wśród nich, “że ziemia, która dostaje się pod rządy muzułmańskie, nigdy nie może zostać ponownie oddana nie-muzułmanom”.

Chamenei wylicza trzy powody, dla których Izrael, nazywany przez niego “guzem rakowym”, jest w centrum uwagi: jest „sojusznikiem amerykańskiego Wielkiego Szatana”; prowadzi wojnę z muzułmanami i dlatego jest „wrogim niewiernym”; i okupuje Jerozolimę, „trzecie najświętsze miasto islamu”.

Taheri mówi, że Chamenei wyobraża sobie osiągnięcie celu wyeliminowania Izraela “przez długi okres działań wojennych o niskiej intensywności, zaprojektowanych tak, by uczynić życie Żydów izraelskich tak nieprzyjemne, jeśli nie niemożliwe, iż opuszczą kraj”.

Chociaż program nuklearny nie jest wspomniany w tej książce, zdaniem Taheriego jest tam sugestia, że “uzbrojony nuklearnie Iran zmusi Izrael do pomyślenia dwa razy zanim podejmie akcję militarną przeciwko republice islamskiej”.

Chamenei przechwala się tym, jak już udało mu się uczynić życie Izraelczyków nieznośnym przez ataki terrorystyczne z Libanu i Gazy oraz program rekrutowania terrorystów na Zachodnim Brzegu i zakładania jednostek w stylu Hezbollahu.

“Interweniowaliśmy w sprawy antyizraelskie i doprowadziliśmy do zwycięstwa w 33-dniowej wojnie Hezbollahu przeciwko Izraelowi w 2006 r. i w 22-dniowej wojnie Hamasu z Izraelem w Strefie Gazy” – pisze z dumą Chamenei, wskazując także na to, że świat jest „zmęczony Izraelem”.

Musi być zachwycony tym, jak rzeczy doskonale się układają. Obserwowanie odrazy przywódców amerykańskich organizacji żydowskich do premiera Benjamina Netanjahu musi być po prostu na turbanie Chameniego kolejnym znaczkiem osiągniętego sukcesu, jak lubieżne nacięcie na kolbie karabinu.

Weźmy na przykład czwartkowy atak na Netanjahu Malcolma Hoenleina, wiceprzewodniczącego Konferencji Prezesów Głównych Amerykańskich Organizacji Żydowskich. Chociaż Hoenlein nie jest przyjacielem grup lewicowych, takich jak J Street, także on rzucił się na Netanjahu za zaapelowanie do Żydów w USA o sprzeciwienie się układowi nuklearnemu z Iranem.

Zdaniem Chameneiego, cała pozycja Izraela sypie się, tak jak to przewidywał.

Z jego słów wynika jasno, podobnie jak ze słów Chomeiniego przed nim, że ajatollahowie myślą o anihilacji Izraela na poważnie i wcale tego nie ukrywają. Wiemy, że mówili prawdę w swoich groźbach i obietnicach, właśnie dlatego, że je spełniali i spełniają.

Co doprowadza nas do prezydenta Obamy, którego zdolność zamazywania prawdy w celu spełnienia własnych gróźb i obietnic daleko przekroczyła zdolności Cartera.

Obama nie widział książki Chameneiego ani nie kazał przetłumaczyć jej na angielski. Prawdopodobnie również nie pofatygował się, żeby przeczytać artykuł Taheriego. Jego treść zresztą nie naruszyłaby jego zamiaru dotrzymania umowy w sprawie programu nuklearnego Iranu, niezależnie od wszystkiego i nie przebierając w środkach. Dosłownie.

My, pozostali, powinniśmy jednak pamiętać, jak Carter wręczył Iran radykalnym islamistom na talerzu, islamiści panują tam po dziś dzień – i nie miejmy złudzeń, że rozmiary oferowanych ustępstw nie są wielkie.


Ruthie Blum

Amerykańsko-izraelska dziennikarka, publicystka Jerusalem Post.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Pierwszy zachodni dziennikarz w Państwie Islamskim

Pierwszy zachodni dziennikarz w Państwie Islamskim

Wojciech Osiński


JÜRGEN TODENHÖFER z islamskimi bojownikami

JÜRGEN TODENHÖFER z islamskimi bojownikami

Musimy głośno powiedzieć, że ISIS nie jest małą aberracyjną grupą terrorystyczną, lecz przybierającą na sile potęgą gotową do popełnienia największego ludobójstwa w historii. Uważam, że ISIS ma z islamem tyle wspólnego, co Ku-Klux-Klan z chrześcijaństwem.

Jürgen Todenhöfer: Byłem niegdyś sędzią i nauczono mnie, że zanim wygłoszę werdykt, muszę zapoznać się zarówno z wersją oskarżyciela, jak i oskarżonego. Chciałem poznać Państwo Islamskie od wewnątrz i bez jakichkolwiek uprzedzeń. Pobyt w Mosulu utwierdził mnie w przekonaniu, że ISIS jest najgroźniejszą organizacją przestępczą w najnowszej historii. Proszę zauważyć, że mimo nalotów islamscy terroryści kontrolują już terytorium o wielkości Wielkiej Brytanii.

Jednak szczególnie przygnębiającym doświadczeniem były dla mnie rozmowy z niemieckimi dżihadystami, ludźmi niekiedy naprawdę inteligentnymi i wyczulonymi na problemy społeczne, a mimo to ulegającymi praniu mózgu przez samozwańczych imamów. To często zwykli chłopcy z dobrych rodzin, którzy dziś deklarują gotowość do popełnienia najokrutniejszych zbrodni. Jak to możliwe? W Niemczech pokutuje opinia, że ISIS rekrutuje jedynie osoby o islamskim pochodzeniu, co mija się z prawdą. Wśród terrorystów znaleźli się najzwyklejsi Niemcy z dziada pradziada. Sądziłem, że po zbrodniach z czasów III Rzeszy niemiecka młodzież nie będzie już podatna na tego rodzaju pokusy, ale to jest wciąż możliwe. To dzieje się tu i teraz, na naszych oczach.

Negocjowałem z przedstawicielami ISIS prawie pół roku, głównie drogą e-mailową i przez Skype’a. W końcu udało się nam [autor pojechał z synem – przyp. red.] uzyskać ten dokument. To była niewątpliwie wędrówka na krawędzi, co więcej, złamano kilka zasad zawartych w umowie.

Przed nami pewne osoby podpisały podobny kontrakt i nigdy nie wróciły. James Foley, mój serdeczny kolega [ścięty przez dżihadystów – przyp. red.], z którym przebywałem swego czasu w Bengazi, miał ponoć też taką kartkę w kieszeni.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Izrael jest najbardziej stabilnym i rozwiniętym krajem w regionie.

Izrael jest najbardziej stabilnym i rozwiniętym krajem w regionie.

Salman Masalha


Izraelski intelektualista, Druz: Izrael, który Arabowie nazywają “fałszywym państwem” jest najbardziej stabilnym i rozwiniętym krajem w regionie

Salman Masalha (Zdkjęcie: library.osu.edu)

W artykule w saudyjskim dzienniku „Al-Hayat”, z siedzibą w Londynie, izraelski Druz, poeta, pisarz, eseista i tłumacz, Salman Masalha, napisał, że upór krajów arabskich, aby nie odnosić się do Izraela przy pomocy jego właściwej nazwy, ale raczej jako do „państwa gangów”, „fałszywego państwa” lub „sztucznego tworu”, pokazuje ich lekceważenie rzeczywistości i tego, że Izrael, który zapuścił korzenie w regionie i odnosi sukcesy, zostawia narody arabskie daleko w tyle. Artykuł, napisany z okazji 67 Dnia Niepodległości Izraela, porównuje niestabilność w krajach arabskich regionu – w Jemenie, Libii, Iraku, Syrii, Libanie, Palestynie – ze stabilnością krajów nie arabskich – Iranu, Turcji i Izraela – i zastanawia się, czy powody arabskich kłopotów nie leżą w nich samych.Poniżej podajemy fragmenty artykułu Masalha:

W tym tygodniu Izrael obchodził 67 Dzień Niepodległości. Nie jest łatwo mówić o tym wydarzeniu w arabskiej gazecie, ponieważ samo wspomnienie nazwy Izraela wzbudza na arabskiej arenie wiele emocji. W ciągu ostatnich dziesięcioleci, nazwa Izraela była, w wyobraźni ludów arabskich, powiązana z nazwą Palestyny i [palestyńskiej] Nakby. Tyle atramentu zmarnowano i tak wiele godzin audycji poświęcono dyskusjom na temat tak zwanego „podstawowego problemu Arabów”.

Wypowiedzenie słowa „Izrael” nigdy nie było łatwe dla Arabów, począwszy od ich przywódców na intelektualistach skończywszy. Nazwa Izraela jest czasami pisana w cudzysłowie, w ramach próby ignorowania rzeczywistości, którą piszący widzą na ziemi. Radzenie sobie z tą rzeczywistością stało się swego rodzaju retorycznym konkursem w arabskim dyskursie; niektórzy nie zadowalają się cudzysłowem, zaszli tak daleko, by zakazać wspominania tej nazwy w piśmie arabskim, zastępując je terminem „państwo gangów”. Później arabska retoryka stała się jeszcze bardziej namiętna i do tej serii [epitetów] dodano nowy termin – „fałszywe państwo”. Cały ten arogancki upór w arabskim dyskursie nie jest zakończony i trwa do dziś, z dodatkiem takich epitetów jak „wykolejone państwo” lub „sztuczny twór””.

W tym kontekście należy wspomnieć, że kiedy powstało państwo Izrael, liczbę państw arabskich można było policzyć na palcach dwóch rąk, ale teraz w regionie wykluła się taka liczba raczkujących krajów arabskich, które są jednocześnie sztuczne, że liczenie ich wymaga palców obu rąk i nóg, a i to może nie wystarczyć. Czy nie jest zrozumiałe, że wszystkie kraje tego regionu, a w rzeczywistości wszystkie kraje współczesnego świata, są sztuczne?

Tak więc, podczas gdy propagatorzy tego arabskiego dyskursu mają głowy schowane w piasku, Izrael coraz bardziej zapuszcza swoje korzenie w regionie – podczas gdy z drugiej strony, w [arabskim] dyskursie ma na celu wzbudzanie emocji i mobilizowanie [tychże emocji] aby służyły tym, którzy nadal uciszają zdrowy rozsądek w umysłach ludzi. W rzeczywistości, dyskurs o Palestynie… był w rzeczywistości niczym więcej niż narzędziem używanym przez arabskich przywódców, aby uniknąć [przyznania], że te państwa arabskie są równie fałszywe… I tak po upływie tych lat, a znaleźliśmy się siedem dekad później, podczas których rodziliśmy się, dorastaliśmy i zestarzeliśmy się na tym kawałku ziemi, co widzimy wokół siebie? Niewątpliwie, każdy Arab, który cokolwiek rozumie stoi przed tymi samymi pytaniami: „Gdzie są te państwa gangów – gdzie są te fałszywe twory?”

Tylko gwoli ścisłości, [zróbmy] parę prostych obliczeń. „Radosny Jemen” [2] jest bardziej nieszczęśliwy dzisiaj niż był przed niepodległością. Libia, kolejny sztuczny twór, powróciła do swoich korzeni i do podziałów plemiennych, które poprzedzały jej ustanowienie. „Fałszywe państwo irackie” jest [też] podzielone pomiędzy sekty i etniczne grupy. „Fałszywe państwo syryjskie” uległo awarii, i zostało wygaszone w morzu krwi i zbrodni [popełnionych] przez „ruch oporu” [czyli oś Syria, Iran i Hezbollah], bez odkupienia w zasięgu wzroku.

Co do Libanu… Ten Liban, ze swoim maleńkim terytorium i dużą populacją, nie może [nawet] wybrać prezydenta… Ten podmiot urodził się, żyje i umrze przez sekty. Każda z tych sekt ma lidera, i każda z nich wybiera własnego dożywotniego lidera.

Jeśli chodzi o Palestynę – to, podobnie jak Izrael i pozostałe kraje regionu, jest „fałszywym państwem”… Wiele lat temu, dwa państwa zaczęły tworzyć się na tym terenie, jedno w Gazie, a drugie na Zachodnim Brzegu. Dziś, dekady później, Palestyńczycy odkrywają, że ich problem nie jest już „podstawowym problem arabskim”, i że ich Nakba nie jest wcale większa niż Nakby innych Arabów, ponieważ [na przykład] Wielka Syria doświadcza znacznie większej Nakby, która przesłania palestyńską”.

I tak oto doszliśmy do sytuacji, w której każdy Arab przejmuje się własnymi problemami, a wszyscy mówią o tym, co osobiście ich absorbuje – czyli o swoich własnych kłopotach. Jeśli spojrzymy na to, co dzieje się wokół nas w tym regionie, zobaczymy, że najbardziej stabilne kraje nie są arabskie, i że są one silnymi i dobrze rozwiniętymi podmiotami – od Iranu, przez Turcję, po to co Arabowie nazywają „fałszywym tworem”, a świat nazywa „Izraelem”.

W związku z tym, jak powinniśmy opisać naszą sytuację? Być może w ten sposób: „Sami tworzymy nasze problemy”, jak mówi popularne powiedzenie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


W szyderczym spojrzeniu wroga: antysemiccy Żydzi

W szyderczym spojrzeniu wroga: antysemiccy Żydzi

Fred Maroun
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Norman Finkelstein

Norman Finkelstein

Nienawidzący Izraela, wykorzystują antysyjonistycznych Żydów jako przykład stanowiący “dowód”, iż antysyjonizm nie jest antysemityzmem. Jak widać po wysokim odsetku Żydów wśród fałszywych aktywistów na rzecz pokoju, którzy są antyizraelskimi ekstremistami i apologetami Hamasu, antysyjonistyczni Żydzi odgrywają szczególnie ważną rolę w koalicji międzynarodowej, której celem jest delegitymizacja i zniszczenie państwa żydowskiego. Według ich teorii, ponieważ istnieją Żydzi, którzy nienawidzą Izraela, więc nienawidzenie Izraela nie jest antysemityzmem. „Chcesz mi powiedzieć, że ci Żydzi są antysemitami?” – pyta mnie z szyderczym uśmieszkiem antysyjonista. Tak, to właśnie mówię. Antysyjonistyczni Żydzi są antysemitami, tak samo jak wszyscy inni antysyjoniści.

Według Bernarda Lewisa, emerytowanego profesora Badań Bliskowschodnich w Princeton University, antysemici uważają, że Żydów trzeba “sądzić według innych standardów niż stosowane do wszystkich innych ludzi”. Strona internetowa “Dictionary.com” definiuje antysemityzmjako: “dyskryminację, uprzedzenia, lub wrogość wobec Żydów”. Te definicje nie wymagają, by antysemici nienawidzili indywidualnych Żydów, co jest naiwną definicją antysemityzmu, której syjoniści chcieliby, byśmy używali. Poza niewielką grupą autentycznie nienawidzących samych siebie Żydów, Żydzi-antysemici wcale nie nienawidzą siebie; w rzeczywistości mają o sobie bardzo wygórowaną opinię, wyobrażając sobie, że są jedynymi prawdziwymi Żydami, zbawcami moralności żydowskiej i poświęcającymi się obrońcami pokoju.

Wielu antysyjonistów – Żydów i nie-Żydów – ma bardzo wysokie wykształcenie. Potępiają Izrael, wiedząc doskonale o wojnach, kampaniach terrorystycznych i próbach ludobójstwa skierowanych przeciw Żydom izraelskim. Potępiają Izrael, wiedząc doskonale, że metody, jakimi broni się Izrael, są znacznie bardziej etyczne niż metody używane przez jego wrogów do atakowania Izraela. Wykształceni antysyjoniści udają, że nie wiedzą tego wszystkiego, ale antysyjonistyczni Żydzi nie muszą udawać, choć wielu i tak to robi. Antysyjonistyczni Żydzi dumnie mówią, że ich celem jest poprawienie zachowania Żydów, pozwalając nie-Żydom martwienie się o poprawę zachowania wrogów Izraela.

Dla antysemickich Żydów jest złem, jeśli Izrael zabija terrorystów w sytuacji jakiegokolwiek ryzyka dla cywilów wroga, niezależnie od tego, co mogą zrobić terroryści, by zapewnić, że cywile są w zasięgu niebezpieczeństwa. Dla antysemickich Żydów także zabicie terrorystów jest złem , bo ich zdaniem musi się znaleźć inne sposoby na ugłaskanie i zreformowanie terrorystów. Antysemicki Żyd, Norman Finkelstein, mówił o atakach Izraela na Hamas w Gazie jako o „masakrze”, a nawet sugerował, że był to “Holocaust”. Dla antysemickich Żydów Izrael zachowuje się etycznie tylko wtedy, kiedy jest całkowicie rozbrojony i znosi ataki bez bronienia się, ponieważ jednak Izrael ośmiela się bronić, antysemiccy Żydzi nie wahają się przed używaniem najdzikszej retoryki przeciwko Izraelowi, jakiej nie użyliby wobec nikogo innego.

Jak najdalsi od nienawidzenia wszystkich Żydów antysemiccy Żydzi kochają infantylny i idealistyczny wizerunek Żydów, który upichcili we własnych umysłach. Zachwycają się koncepcją Żydów, którzy potrafią oprzeć się wszelkiej konieczności samoobrony. Antysemiccy Żydzi kochają obraz Żydów przekazany przez Mahatmę Gandhiego, który “radził Żydom w Niemczech nazistowskich, żeby ani nie uciekali, ani nie stawiali oporu, ale raczej oferowali się do zabicia przez swoich wrogów”. Dla Naomi Wolf, judaizm praktykowany w jej synagodze, nie jest wystarczająco dobry, by dorastać do jej idealnych standardów judaizmu; oczekuje od Żydów potępienia państwa żydowskiego za to, że się broni i powtarza bez żadnego kwestionowania antysemickie kłamstwo, że Izrael dokonuje “ludobójstwa” w Gazie.

Gdyby Żydzi w Izraelu zachowywali się w sposób, w jaki Żydzi typu Wolf i Finkelstein chcą, by się zachowywali, nigdy nie byłoby państwa żydowskiego, bo Izrael nie przeżyłby żadnej wojny ani kampanii terrorystycznej. Antysemicka Żydówka, Greta Berlin także radośnie propaguje rozwiązanie w postaci jednego państwa i “powrót” wszystkich uchodźców palestyńskich, także Palestyńczyków urodzonych po 1948 r. poza Izraelem. Antysemiccy Żydzi zamykają oczy na każde zagrożenie Izraela: militarne lub demograficzne.

Nic dziwnego, ponieważ Izraelczycy są w pełni świadomi konieczności bronienia swojego kraju, praktycznie wszyscy antysemiccy Żydzi żyją poza Izraelem, chociaż są wyjątki, takie jak Amir Hetsroni, którzy zazwyczaj bardzo chcą opuścić Izrael (co zreszta Hetsroni zrobił). Większość antysemickich Żydów mieszka w Stanach Zjednoczonych Ameryki, gdzie nic im nie zagraża i gdzie ich decyzja zostania antysyjonistą jest wysławiana przez hordy antysemitów zarówno w USA, jak w reszcie świata. Ci Żydzi odkryli, że bycie antysyjonistą jest łatwym sposobem zdobycia renomy “dobrego Żyda” w salonowych tłumach, które patrzą na aktywizm antyizraelski jak na najmodniejsze wdzianko.

Niewiele można zrobić, by zmniejszyć liczbę egocentrycznych i samolubnych Żydów, którzy postanowili sprzedać naród żydowski i dać jego wrogom powód do szyderczych uśmieszków. Nie wolno nam jednak wahać się przed nazwaniem wprost ich antysemityzmu. Kiedy ktoś oznajmia, że antysyjonizm nie jest antysemityzmem i podaje przykład antysyjonistycznych Żydów, musimy mówić otwarcie i bardzo jasno: antysyjonistyczni Żydzi są antysemitami, a jak ujmuje to Alan Dershowitz: “Czemu nie? Gertrude Stein i Alice Toklas kolaborowały z Gestapo”.

Trzeba potępiać żydowskich antysemitów równie silnie, jak potępiamy każdego, kto nienawidzi Izraela i kto osądza Izrael według niemożliwych do spełnienia standardów, jednocześnie nie wymagając jakichkolwiek standardów zachowanie od wrogów Izraela.


Fred Maroun

Pochodzący z Libanu Kanadyjczyk. Wyemigrował do Kanady w 1984 roku, po 10 latach wojny domowej. Jest działaczem na rzecz liberalizacji społeczeństw Bliskiego Wschodu. Prowadzi stronę internetową fredmaroun.blogspot.com


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com