Archive | August 2015

Sabina Baral: – SPOTKANIA AUTORSKIE


Sabina Baral
ZAPISKI Z WYGNANIA
Premiera 8 czerwca 2015

download SPOTKANIA AUTORSKIE


Download the PDF file .


komentarze:

Przejmujące opowiadanie-dokument z wydarzeń marcowych, z 1968 roku. Przymusowa emigracja opisana oczami młodej dziewczyny, która wraz z rodziną opuszcza Polskę. Przypomnienie tych dramatycznych wydarzeń staje się równocześnie przestrogą dla przyszłych pokoleń przed wszelkimi rodzajami nienawiści, ksenofobią, antysemityzmem.

Ewa Lipska
Poetka, Krakow

Książka Sabiny Baral to notatki z czasów tuż po moczarowskiej czystce, kiedy wygnani z Polski Żydzi musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Autorka była wtedy nastolatką; wraz z rodzicami wyruszyła w 1968 r. do Wiednia, a później do Rzymu i Detroit. Zostawili we Wrocławiu prawie cały dobytek. „Zapiski” Baral są jednak mocnym oskarżeniem nie tylko PRL, ale również współczesnej Polski. Autorka opowiada o zawodowych sukcesach, które odniosła w USA, ale nie może wybaczyć władzom III RP, że nie otrzymała z powrotem polskiego paszportu, a rodziców musiała pochować w San Francisco, z dala od rodzinnych stron. Ważny, bardzo emocjonalny zapis wędrówki, którą zgotowano garstce ocalonych z Zagłady i pokoleniu ich dzieci.

CZYSCIEC
NEWSWEEK NR. 32/2015
Łukasz Saturczak
Dziennikarz działu Kultura

Sabina poprzez swoje wspomnienie wyjazdu kreśli kompleksowy obraz momentu, w którym dotychczasowe życie przestaje nie tylko istnieć, ale i w ogóle się liczyć, a tysiące osób wkraczają w pustkę emigracji i konieczność budowania swojej egzystencji od podstaw. Był to zaledwie początek długiej podróży która od kilkudziesięciu lat trwa nadal – w sercach i umysłach wszystkich, którzy emigrowali oraz wszystkich, którzy zostali.

Takich właśnie niezwykłych ludzi straciła w wyniku przymusowej emigracji Polska, tak wyglądał cały – niezwykle upokarzający – proces wyjazdu tysięcy osób. Wyjazdu z biletem tylko z jedną stronę.

Golda Tencer
Dyrektor i Aktorka w Teatrze Zydowskim
Warszawa

Banalność zła, to już powiedziano, ale Pani daje tego świadectwo, takie własne, prywatne, rodzinne, Zła niemieckiego, zła polskiego… Nieodżałowana Teresa Torańska wydała cały tom relacji tego pokolenia “Jesteśmy. Rozstania 68”, ale to jednak były teksty dziennikarskie, reporterskie, próba odmalowania szerokiej panoramy.

A tu, u Pani jest – jak w skupiającej soczewce – mikrokosmos tej zbrodni, tych kilkunastu tysięcy pojedynczych zbrodni.
Czytając Pani spokojną, wyważoną, nie obfitującą w “suspensy” story miałem ochotę krzyczeć z bezsilnej wściekłości.
Dziękuję Pani z całego serca za piękną, ważną lekturę!

Piotr Cegielski
dziennikarz, dyplomata, krytyk, autor
Sztokholm

Połączenie Twojej historii z historią 68 roku. Wyraźne oskarżenie ludzi i braku sprzeciwu wobec podziału społeczeństwa. 
wstrząsająca,
naprawdę wrażenie…
wstrząsające
w tej chwili czytając porównuję z innymi relacjami…. faktycznie napisałąś książkę, pod którą mogłoby się wielu podpisać

Adam Kraszewski
Poznan

„Zapiski z wygnania” to przede wszystkim opowieść o młodej dziewczynie, która wiele lat później opisuje, jak w jednej chwili zmieniło się całe jej życie. To opis dwóch podróży: rzeczywistej i wewnętrznej, opowieść
o dojrzewaniu i poszukiwaniu własnej tożsamości. Mniej w niej po-
lityki, więcej osobistych zmagań, historii, wyznań: na temat Polski
i Wrocławia, tego, kim była i kim jest teraz; opowieść o miejscach
i ludziach, miłości, zaufaniu, relacjach z rodzicami.

Sabina Baral pokazuje trudną drogę, którą przeszła – od momen-
tu „wyjazdu” z Polski aż po przyjazd z rodzicami do USA, gdzie
mieszka do dziś. Opisuje podróż przez miasta i kontynenty, spot-
kania z ludźmi, poznawanie ich – często tragicznych – losów. […]

Interesujący jest początek książki, w którym odnajdziemy opis młodości autorki we Wrocławiu, wspomnienia miasta i jego miejsc oraz ludzi. A później ten, mało powiedziane, trudny moment, w którym trzeba wszystko zostawić, sprzedać, rozdać – wtedy przedmioty i miejsca, może z pozoru nieistotne nabierają symbolicznego znaczenia, nie da się ich zabrać, trzeba o nich zapomnieć, podrzeć pamiętnik, aby nikt nie mógł już go przeczytać. Trzeba zapomnieć o Polsce, bo powrotu już nie ma.

Dorota Kozlowka
MAGAZYN ZYDOWSKI CHIDUSZ
ISSN 2353-7612 5-6/2015 (Nr 18-19)
Wroclaw

Read the book and thought it was great!!!! Of everything that we read about “wygnanie”, your narrative is the most personal, penetrating, and sincere – so, thanks for rekindling dormant thoughts and emotions..

Carl and Eva Fromm
Pasadena, California

…To mnie zatkalo to mnie unioslo i zabralo w tamte lata
dziekuje
pieknie piszesz

Cezary Drozd
Stuttgart

Jestem wstrząśnięta. Kiedy wcześniej myślałam, czy rozmawiałam o wydarzeniach ’68 roku nie wiedziałam i nigdy nie przyszło mi do głowy w jakich warunkach to wszystko się odbywało. Brak mi słów, żeby określić to co czułam czytając o poniżaniu i odbieraniu wszystkiego co było podstawą, korzeniami życia wypędzanych ludzi.

Czuję obrzydzenie w stosunku do tych pazernych, szarych urzędasów, od których woli zależało czy będzie można zabrać ze sobą kolejną pamiątkę rodzinną, wspomnienie dzieciństwa czy po prostu cenny przedmiot. Ich bezczelne wykorzystywanie swojej pozycji, wyszarpywanie dla siebie co tylko można było zabrać wyjeżdżającym, wprost okradanie tych ludzi – to jak jakiś koszmarny film. A jednak tak było. I to w cywilizowanym kraju?

Ciąg dalszy, po wyjeździe z Polski jest ogromnie wzruszający. Odnajdywanie siebie w nowych warunkach, szukanie swojego miejsca, w którym będzie można zacząć życie od nowa – na pewno tych trudnych lat nigdy się nie zapomina.

Elzbieta Sacewicz
Warszawa

Przeczytałam książkę z zapartym tchem. To bardzo poruszająca, pouczająca i autentyczna historia. Cieszy mnie to, że miałaś w sobie tyle odwagi by sie nią podzielić; zmierzyć się z przeszłością raz jeszcze. Poradziłaś sobie znakomicie.

Zadbam o to aby moja rodzina i przyjaciele poznali nasza przejmującą historie.

Alex Isacov
Toronto

“Zapiski” przeczytałam jednym tchem. Wspaniale opisałaś dramat marcowej emigracji wielu wspanialych ludzi. Podziwiam Cię, że podjęłas ten trudny temat i zadanie wykonalas na szóstkę.

Elzbieta Mochnacka
Gliwice

Te nasze losy tak rozne i tak podobne; dobrze ze znalazly swoja opowiesc i dobrze ze po polsku i w Polsce wydane. Na pewno podaruje te ksiazke moim siostrzencom i ich dzieciom (juz dwudziestolatkom) mieszkajacym w Polsce i nie znajacym szczegolow naszej historii z wielu historycznych, i nie tylko, powodow.

Dr. Ewa Herbst
Researcher, Biomedical and Electronic Engineering, Medical Technology
Edgewater, NJ

Przeczytalam ksiazke z zapartym tchem, cala od razu, po prostu pochlonelam! Ogromnie mi sie podobala. Osobista, ciekawa i wazna! W dalszym ciagu jestem pod jej wrazeniem. Gratuluje z calego serca.

Prof.Elzbieta Glaser
Dept. of Biochemistry and Biophysics
Stockholm University
Sztokholm

Ksiazka jest znakomita, czyta się bez opamiętania. Masz “lekkie pióro” PISZ DALEJ. Talentu nie można marnować, to grzech … A książka? Szkoda, że tak szybko się ją czyta.

Jerzy Wójcikowski
Warszawa

Jestem wzruszona. Wspaniala szczerosc przezycia. Opisalas to tak jak sie czulo, bardzo prawdziwie, swietny jezyk. Mam nadzieje ze ksiazka zmieni u niektörych sposöb widzenia emigracji marcowej.

Sofia Tracz, MD
Stockholm

Probowalam dawkowac czytanie. Okazalo sie, ze nie ma mowy. Wciaga jak dobry film od ktorego nie odchodzi sie, a potem zaluje sie, ze sie skonczylo. Nawet obiadu nie zgotowalam. Fantazja!

Czytajac opinie innych zastanawialam sie co jest w tej ksiazce, ze ludzie w ten sposob sie wypowiadaja… Nagie fakty, spokoj i rownowaga. To chyba to.

Jola Bronstein
Philadelphia

To znakomita ksiazka. Prosta a jednak gleboka, pisana bez sentymentalizmu a wzruszajaca, osobista a jednoczesnie oddajaca przezycia setek, jesli nie tysiecy z tych, ktorzy wyjechali z Polski z “nasza wycieczka”.

Moje osobiste doswiadczenia byly nieco inne (tata uwazal, ze nie ma dla mnie szans w Polsce a ja dlugo sie wahalam, wyjechalam prawie rok pozniej niz Ty, sama, z Warszawy prosto do Sztokholmu, gdzie warunki byly inne i gdzie bylo nas duzo, za to zadnej rodziny i jezyk calkiem obcy) a jednak zgadzam sie z Ewa Harley, ze dobrze byloby, zeby ksiazka ukazala sie po angielsku, bo chcialabym, zeby ja przeczytali moi synowie, synowe i – kiedys – wnuki.

Elzbieta Sachs, Ph.D.
Nowy Jork

Ksiazka o nas, dla nas ! Thank you.

Sophie Walfish
Nowy York

Dzieki za ta ksiazke. Gdyby ona mogla trafic pod strzechy….
Nikt tak dobrze nie opisal tej polskiej czesci, tego ponizenia, niecheci urzednikow i schodzenia z drogi zeby nam dokopac. Feeling thankful.

Majka Elczewska
Nowy Jork

Dziękuję. Opisy prawdziwych przeżyć i wydarzeń są historią prawdziwą. Nie są skażone interesem politycznym czy narodowym. Właściwa historia jest historią ludzi, a nie systemów.

Robert Blaszak
Wroclaw

Przeczytalem przez kilka godzin i sie bardzo wzruszylem. Pieknie od serca napisalas ta smutna historie ktora nie powinna sie powtarzac.

Twoj wyjazd i wyjazd mojej rodziny tak podobny, przezylem na nowo czytajac Twoje mysli. Znowu mialem 24 lata i ta podroz w nieznane bez prawa powrotu.. Jestes pierwsza osoba z ktora nawiazalem kontakt ktora przeszla ta tragedie. Przed moim wyjazdem poznalem kilka dziewczyn w moim wieku ktore sie przygotowywaly na ten wyjazd. Dania, Szwecja, Izrael, wyjechaly wyszly za maz tak ze kontakty sie urwaly juz ich nie znalazlem.

Zobaczylem swoje doswiadczenie w Twoim zyciu i poczulem sie czescia wspolnoty ktora laczyla i laczy takich jak my wygnancow..

Twoja ksiazka jest bardzo potrzebna dla mlodego pokolenia zeby moglo poznac historie swojej ojczyzny i byc moze nie dopuscic do tej smutnej powtorki…

Jerzy Jurek Kepinski
Boston

Książkę przeczytałam z zapartym tchem. Dzisiaj postanowiłam przeczytać poraz drugi, powoli….

Ewa Zdziech
Swinoujscie

Prosze nie przestawaj na tej pierwszej… Pisz…pisz…pisz…. Dziekuje za juz i prosze o jeszcze.

Barbara Poludniak
Katowice

Przeczytałam książkę jednym tchem. Swietnie napisana, duże tempo i trafia w sedno. Dziękuje.

Joanna Stahl
Gothenberg

Bylam w Krakowie kupilam twoja ksiaszke przez dwa dni nie moglam oderwacz sie od niej jest wzruszajaca ciekawa piszesz pszepieknie nie mam slow! dziekuje I mam nadzieje ze bedziesz pisala dalej.

Ela Geller-Drukman
Haifa

Byłem wtedy mieszkańcem Zebrzydowic przez które przejeżdżały pociągi z pasażerami z biletami w jedną stronę – do Wiednia. Wiele razy widziałem o różnych porach dnia i nocy przepełnioną poczekalnię w baraku dworcowym. Widziałem ludzi żegnających się z płaczem w oczach. I pamiętam także relacje wielu, którzy opowiadali wymieniając nazwiska celników i wojskowych, o ich gigantycznych zarobkach i w późniejszym okresie o ich willach i zasobach materialnych.

“Zapiskami z wygnania” zainteresowałem moich przyjaciół i zachęciłem do jej lektury. Jeszcze raz szczerze Pani gratuluję wspaniałej książki!

Stanislaw Karpeta
Mikołow


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


ŻYDZI W POWSTANIU WARSZAWSKIM

ŻYDZI W POWSTANIU WARSZAWSKIM

Jerzy Klechta



W walkach powstańczych 1944 roku brali udział nie tylko Polacy. Piękną kartę zapisali Słowacy. Pracowali w gazowni na Czerniakowie. W porozumieniu z kierownictwem Armii Krajowej utworzyli 535. pluton Słowaków.

W powstaniu walczyło też kilku przedstawicieli innych narodowości, nie zabrakło nawet Nigeryjczyka, Augusta Agbola O’Browna, który w Warszawie mieszkał jeszcze przed wojną. Oddzielny rozdział Powstaniu Warszawskim zapisali polscy Żydzi.

Najgłośniejszym wydarzeniem Powstania Warszawskiego związanym z Żydami było odbicie więźniów obozu koncentracyjnego „Gęsiówka”, przy ul. Anielewicza. Więźniowie byli wykorzystywani do prac na terenie zburzonego przez hitlerowców getta (wyszukiwanie w ruinach kosztowności, rozbiórka domów).

W obozie rozstrzeliwano skazańców przywiezionych z Pawiaka. Zwłoki palono na miejscu. Obóz powstał wiosną 1943 r. na terenach wzdłuż ul. Gęsiej, od ul. Zamenhofa do ul. Okopowej – jako filia obozu koncentracyjnego w Majdanku.

1 sierpnia 1944 r. oddział Kedywu dowodzony przez por. Stanisława J. Sosabowskiego ( ps. „Stasinek”) wyzwolił około 50 Żydów zatrudnionych pracach przy Umschlagplatzu. Większość z nich wyraziła chęć walki w powstańczych szeregach. Był wśród nich m. in. Chaim Goldstein, członek francuskiego ruchu oporu i więzień KL Auschwitz.

5 sierpnia żołnierze Armii Krajowej z harcerskiego batalionu „Zośka”, po trwającym półtorej godziny natarciu opanowali obóz, po czym uwolnili 348 przetrzymywanych tam więźniów.

Udział w Powstaniu Warszawskim brały kobiety – Żydówki.

„O godzinie siedemnastej usłyszałam strzały – pisała Adina Blady-Szwajger, lekarka i łączniczka ŻOB – Wybiegłam na schody. Tego wrażenia nie zapomnę. Po schodach zbiegał – oficer polski! W mundurze Brygady Karpackiej! Wszyscy płakali i ja z nimi. W suterenie urządzano szpital polowy. Podeszłam do komendanta. Był to major »Pobóg«, przedstawiłam się, powiedziałam kim jestem i natychmiast zostałam zaliczona w poczet personelu szpitala”.

W szeregi powstańcze wstępowały nawet dzieci. Walczyła młodzież żydowska. Stawali w szeregach obok polskich rówieśników. Bohaterskimi czynami zapisali się bracia: Zalman „Miki” i Perec „Cwaniak” Hochmanowie.

Uratowani z piekła, jakim była likwidacja getta, handlowali papierosami na pl. Trzech Krzyży. W Powstaniu Warszawskim służyli jako łącznicy, w działającym na terenie Śródmieścia batalionie „Sokół”. Stanowili „gwardię przyboczną” legendarnego szefa oddziału, Antoniego Godlewskiego („Antek Rozpylacz”).

W walkach powstańczych brali również udział członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej, którym udało się przeżyć powstanie w getcie warszawskim (m.in. Marek Edelman i Icchak Cukierman).

W Powstaniu Warszawskim 1944 wzięło udział około 1000 Żydów.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Nazistowski pociąg ze złotem znaleziony na Dolnym Śląsku?

Nazistowski pociąg ze złotem znaleziony na Dolnym Śląsku?

ŁR/Telegraph.co.uk, TVN24.pl


Góry Sowie kompleks Riese II wojna światowa historia

Góry Sowie kompleks Riese II wojna światowa historia

O nazistowskim, wypchanym po brzegi kosztownościami pancernym pociągu od dziesięcioleci krążą na Dolnym Śląsku legendy. Być może właśnie odnalazło go dwóch mężczyzn.

A przynajmniej tak utrzymują w liście, jaki za pośrednictwem kancelarii prawnej wysłali do starosty wałbrzyskiego. W dokumencie poinformowali, że znaleźli poszukiwany od dekad pociąg – opancerzony, mierzący ponad 150 metrów długości, a także posiadający stanowiska ogniowe. I domagają się zapisanego w ustawie znaleźnego (czyli 10 proc. wartości skarbu).

„Działając w imieniu naszych mocodawców (…) zawiadamiamy o znalezieniu przez wspólników (…) pociągu pancernego z czasów II wojny światowej” – czytamy w piśmie, które opublikował serwis Daminfo.pl. Co znajduje się wewnątrz składu? Z dokumentu wynika, że chodzi o „przedmioty wartościowe, cenne materiały przemysłowe oraz kruszce szlachetne”.

Asystentka starosty wałbrzyskiego potwierdziła, że wspomniane pismo od dwóch poszukiwaczy skarbów, Polaka i Niemca faktycznie wpłynęło. Starosta skontaktował się już z odpowiednimi służbami, które są gotowe działacz, by zabezpieczyć skarb.

Dwa złote pociągi

Historycy i poszukiwacze skarbów dystansują się jednak od sensacyjnych informacji o znalezisku z czasów II wojny światowej i studzą hurraoptymizm wszystkich entuzjastów. – Mamy tu dwa evergreeny poszukiwawcze, czyli dwa złote pociągi – stwierdziła na antenie TVN24 Joanna Lamparska, autorka książek o tajemnicach Dolnego Śląska. – Jeden ma znajdować się pod górą Sobiesz koło Piechowic, a drugi właśnie w okolicach Wałbrzycha – dodała.

– Mogli znaleźć pociąg, ale to nie znaczy, że znaleźli też znajdujący się w nim skarb – ocenił na antenie Radia ZET Tadeusz Słowikowski, znany poszukiwacz skarbów, którego cytuje brytyjski dziennik „The Telegraph”.

Najtrudniejsze dopiero przed nami

Jej zdaniem do mówienia o historycznym odkryciu jeszcze daleka droga. Najpierw władze muszą dotrzeć do pociągu, następnie pociągiem i jego zawartością zajmą się eksperci, którzy zweryfikują, czy naprawdę odnaleziono nazistowski skład z czasów II wojny światowej. Jeśli okaże się, że to rzeczywiście słynny pociąg ze złotem, będzie trzeba wydobyć i jego, i znajdujący się w nim ładunek. A to gigantyczna operacja logistyczna, generująca olbrzymie koszty. – Potem już tylko światowa sława – z uśmiechem podsumowała Lamparska.

Pociąg widmo

Historia osnutego tajemnicą pociągu ze złotem sięga ostatnich dni II wojny światowej. Kiedy radzieckie wojska zbliżały się do Wrocławia, naziści zdecydowali o przetransportowaniu wszelkich zgromadzonych łupów w bezpieczniejsze miejsce. Oficjalnych dokumentów potwierdzających, co przewoził pociąg nigdy jednak nie znaleziono. Zdaniem historyków i poszukiwaczy skarbów to nie przypadek – kosztowności zostały zgromadzone nielegalnie i naziści nie chcieli zostawiać dowodów wiążących ich bezpośrednio z drogocennym ładunkiem. Jak głosi jedna z legend, „pociąg widmo” miał zniknąć w niewyjaśnionych okolicznościach gdzieś w okolicy gór na polsko-czeskiej granicy.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Pomarcowe Wygnanie – prywatny akt oskarzenia.

Pomarcowe Wygnanie – prywatny akt oskarzenia.

Piotr Cegielski



Wydział Konsularny Ambasady RP w Sztokholmie zaprasza na wieczór w ramach cyklu:

Spotkania z Autorem.

W sobotę, 12 września 2015 r. o godz. 18:00
w salonach Wydziału Konsularnego
przy Prästgårdsgatan 5, 172 32 Sundbyberg

Spotkanie poprowadzi Piotr Cegielski.

Uwaga:
Ze względu na ograniczoną ilość miejsc uprzejmie prosimy o potwierdzenie udziału
w spotkaniu (Tel.: 08 50 57 50 61).


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


W imieniu zamordowanych Żydów

W imieniu zamordowanych Żydów

Marek Beylin [24.01.2011]


Wrzesień 1939 r. Chłopi, Żydzi i Niemcy na ulicy niezidentyfikowanego polskiego miasta. Żołnierze Wehrmachtu zmusili Żydów do zamiatania ulicy. Patrzą jednak nie na nich, ale na bosonogie chłopki idące środkiem ulicy. W tle zatarty szyld zamkniętego sklepu:

Wrzesień 1939 r. Chłopi, Żydzi i Niemcy na ulicy niezidentyfikowanego polskiego miasta.Żołnierze Wehrmachtu zmusili Żydów do zamiatania ulicy. Patrzą jednak nie na nich, ale na bosonogie chłopki idące środkiem ulicy. W tle zatarty szyld zamkniętego sklepu:

W “polowaniu na Żydów” bieda polskich chłopów była okolicznością ważną, lecz tylko towarzyszącą patrzeniu przez nich na Żyda jak na zbędną rzecz

Trzy książki poświęcone głównie temu, jak polscy chłopi grabili, wydawali Niemcom i sami zabijali polskich Żydów podczas okupacji, przynoszą szok. Tym mocniejszy, że zgotowany nam sprawiedliwie. Prace Barbary Engelking, Jana Grabowskiego oraz Jana Tomasza Grossa napisana wspólnie z Ireną Grudzińską-Gross przywołują straszliwy pochód żydowskich cieni: mężczyzn, kobiet, dzieci zdradzanych, torturowanych i mordowanych przez swych współobywateli, a nierzadko wioskowych sąsiadów. Przywracają mowę zabitym. Tak zresztą są pisane – z punktu widzenia Żydów zamordowanych, a nie uratowanych.

To ważna różnica. Ci Polacy pochodzenia żydowskiego, którzy przeżyli okupację hitlerowską, żyją, bo uratowali ich inni Polacy. Zaznali okropnego losu, śmierci bliskich, strachu, upokorzeń, nawet umierania, ale historie opowiadane przez nich albo przez ich potomków wieńczą koszmar nadzieją na nowe życie. Te historie z nadzieją oblekają się w konkretne twarze ludzi żyjących, są więc silniej obecne w naszej świadomości niż losy tych – przecież liczniejszych – którzy zginęli. Bo ich historii na ogół nie ma kto opowiadać. Są bardziej częścią statystyki niż rozpoznawalnego losu. Owszem, znamy wiele relacji z drugiej ręki, ale są one rozproszone i przytłumione perspektywą tych, którzy opowiadają, bo ocaleli.

Engelking i Grabowski, zbierając i komasując historie zabitych polskich Żydów, nie tylko dają im głos, choć to i tak głos nielicznych, ponieważ większość zginęła bez śladu. Przede wszystkim rysują nowy przez swą intensywność pejzaż towarzyszący Zagładzie na ziemiach polskich: pejzaż “ludzkiej pustyni”, by użyć określenia Engelking, gdzie nie ma żadnych rozbłysków nadziei.

Tych dwoje badaczy i całe grono innych opublikowało już wiele ważnych prac o sytuacji Żydów pod niemiecką okupacją. Jednak na ten temat nie czytałem dotąd nic równie wstrząsającego niż książki Engelking i Grabowskiego.

Warto te trzy prace (niedługo się ukażą) czytać razem, bo dyskutują one ze sobą i się uzupełniają. Engelking („ »Jest taki piękny słoneczny dzień… «. Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945”) na podstawie bardzo wielu relacji opisuje zdarzenia w całej Polsce, Grabowski („Judenjagd. Polowanie na Żydów, 1942-1945. Studium pewnego powiatu”) bierze pod lupę jeden powiat – Dąbrowę Tarnowską. Natomiast Grossowie („Złote żniwa. Rzecz o tym, co się działo na obrzeżach Zagłady Żydów”) napisali esej o grabieży mienia żydowskiego podczas okupacji, często ze śmiertelnym skutkiem dla grabionych, i tuż po wojnie. Grossowie opowiadają głównie o polskim społeczeństwie, czerpiąc, jak sami przyznają, z cudzych badań, m.in. Engelking i Grabowskiego, ale ukazują nam także europejską panoramę łupiestwa i stosunku do mienia żydowskiego.

Wszyscy autorzy przyznają, że Zagładę zgotowali Niemcy. Ale pokazują też dobitnie, jak od początku okupacji “niemieckie orgie mordowania”, by użyć sformułowania Grabowskiego, sprawiły, iż w oczach współmieszkańców życie Żydów traciło wartość. Gdy po wsiach i lasach zaczęli błąkać się uciekinierzy z gett i, wkrótce potem, z transportów śmierci – większość chłopów traktowała Żydów niczym, jak piszą Grossowie, “nieboszczyków na urlopie”. Dla większości chłopów żydowscy uciekinierzy stali się nosicielami rzeczy, nie człowieczeństwa. A z rzeczy tych, realnych lub wyimaginowanych pieniędzy czy precjozów, ale także ubrań, butów, pościeli, trzeba było skorzystać, zanim zrobią to Niemcy. To może ważna przyczyna bestialskich tortur, jakie nierzadko czekały Żydów z rąk polskich chłopów.

Ale życie Żyda straciło wartość niemal w całej Europie, i tej okupowanej, i tej prohitlerowskiej – przekonują Grossowie. Przejmowanie majątku żydowskiego, wielki łupieżczy transfer własności, stało się systemową praktyką europejską – od rządów, przez bankierów, po zwykłych mieszkańców. Nie tylko polską. I równie europejski był strach przed powrotem ograbionych właścicieli. W już wolnym Paryżu w 1945 r. właśnie owi przestraszeni urządzili manifestację z hasłami: “Śmierć Żydom”. Taką historię Europy trzeba dopiero napisać.

Co nie powinno nas pocieszać, bo my tę naszą historię też mamy do napisania i przepracowania. Książki Engelking, Grabowskiego i Grossów są fundamentalne, lecz stanowią początek.

Najważniejsze pytanie: Ilu było w Polsce żydowskich uciekinierów i ilu zginęło za sprawą miejscowych Polaków? Możliwe są tylko grube szacunki. Engelking ocenia, że wysiłek ucieczki przed Niemcami podjęło ok. 250 tys. Żydów, zginęło – nie tylko przez Polaków – 175-210 tys. Grabowski liczbę takich ofiar ocenia na 200-250 tys. Ta statystyka jest tym bardziej dramatyczna, że jak zgodnie twierdzą oboje, w tej fazie Zagłady, po wysiedleniach do gett, żydowscy uciekinierzy kontaktowali się głównie z Polakami i głównie Polacy mogli rozpoznać ich jako Żydów. Wtedy Żydzi bali się bardziej Polaków niż Niemców.

Liczne relacje dają świadectwo innego jeszcze strachu: Polaków, którzy pomagali Żydom, przed swoją społecznością. Donosy kwitły, zdarzało się nawet, że ksiądz donosił na księdza. Bywało też nierzadko, że jedna osoba lub kilka terroryzowało całą wieś, zmuszając do wydania Żydów. W tym łańcuchu wzajemnych zależności wystarczyło jedno parszywe ogniwo, by rozstrzygnął się los uciekinierów. A jak przypominają Engelking i Grabowski, Niemcy zabijali Polaków za pomoc Żydom. Grossowie akurat to śmiertelne zagrożenie negują, pisząc, że praktyka była inna. To mylna i jedna z wyostrzonych tez eseju.

Bo sprawa z karaniem Polaków śmiercią za pomoc Żydom jest złożona. Tłumaczą to Engelking i Grabowski. Przywołują liczne przypadki, gdy chłopi ukrywający Żydów za pieniądze postanowili ich ograbić i zabijali ich sami lub z udziałem sąsiadów albo też wydawali granatowej policji. Bywało też tak, że to wieś zmuszała gospodarzy do zabicia lub wydania Żydów. Wtedy następował zbiorowy podział łupów i przymykano oczy na wcześniejszą pomoc.

To nie były incydenty. Mordowanie i wydawanie Niemcom Żydów to zjawisko “może nie powszechne, ale powszednie” – pisze Engelking. Powszechnie szantażowano Żydów, uzależniając ich życie od opłat. A najniebezpieczniejsze, wywodzi Grabowski, było pomaganie Żydom z powodów altruistycznych, bo łamało zbiorowy consensus. I choć w powiecie Dąbrowa Tarnowska wielu Żydom pomagało, a osiem osób otrzymało tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, to część niosących pomoc zamordowali Niemcy wskutek donosów sąsiadów.

Wymowny jest szacunek, jaki sporządził Grabowski. W Dąbrowie Tarnowskiej spośród Polaków pomagających Żydom 26 proc. czyniło to bezinteresownie, a 74 proc. niosło pomoc nastawioną na zysk. Z Żydów chronionych z pobudek altruistycznych przeżyło 48 proc., a tylko 6 proc. uratowało życie, gdy objęła ich pomoc interesowna. Pokazuje to, że Żydzi ukrywający się na wsi za pieniądze lub za wykonywaną pracę mieli marne szanse na przeżycie.

Nie sądzę jednak, by zabijanie Żydów przez polskich chłopów było społeczną normą, jak sugerują Grossowie. Stało się raczej krańcowym rezultatem przekonania – częściowo rodzimego, częściowo wniesionego przez Niemców – że Żydów warto i można łupić. Co w połączeniu z ich odczłowieczeniem, skutecznie przeprowadzonym przez Niemców, dawało tak liczne śmiercionośne skutki.

Nie da się, jak myślę, za najważniejszą przyczynę owego “polowania na Żydów” uznać nędzy wsi polskiej, co czyni Marcin Zaremba w arcyciekawej zresztą recenzji z eseju Grossów (“Gazeta” z 15 stycznia). Jak wynika z książek Engelking i Grabowskiego, bieda stanowiła okoliczność ważną, lecz tylko towarzyszącą spojrzeniu na Żyda jak na zbędną rzecz. Nierzadkie przypadki, gdy pod sam koniec wojny chłopi wydawali dopiero co złapanych, obdartych i niemal nagich Żydów już uciekającym Niemcom, dowodzą raczej, że chodziło tu o czyszczenie otoczenia z tego, co zawadza, a nie o działania dla zysku.

Mimo to nie powiedziałbym, jak to sugerują Grossowie, by zabijanie Żydów na polskiej wsi było po prostu częścią Zagłady. Bo to jest część historii Zagłady, ale to nie jest logika Zagłady. Nie tylko dlatego, że Żyd, spotkawszy polskiego chłopa, miał jednak większe szanse przeżycia niż przy spotkaniu Niemca. Co równie istotne, także na tę biedną i mało ucywilizowaną polską wieś docierały prądy światopoglądowe, całkiem silne jak na owe czasy wśród miejskiej inteligencji, by Żydów traktować jak równych sobie ludzi.

Polska wieś żyła według różnych logik, zgoda, na plan pierwszy w stosunkach z Żydami wysunęła się ta, której żądał okupant. Ale poświadczone relacjami liczne przejawy nawet biernego współczucia, przerażenia losem wydawanych czy zabijanych Żydów wymykają się niemieckiej logice Zagłady.

Wszystko to warte jest rozważań i polemik. Ale nie jest warte anatem i epitetów, jakich wobec eseju Grossów intensywnie używa choćby prof. Tomasz Nałęcz, zarzekając się zarazem, że wkrótce ją przeczyta. Co stanowi osobliwy obyczaj wśród profesorów historii.

Nałęcz twierdzi “zaledwie”, że Grossowie skandalicznie obrażają Polaków. Szef “Rzeczpospolitej” Paweł Lisicki poszedł dalej. Nie tylko napisał, że Grossom chodzi o “brutalną próbę zanegowania i podważenia cierpień Polaków”, a książki Grossa “mogą być uzasadnieniem dla żydowskich roszczeń majątkowych wobec Polaków”. Wysnuł myśl, “że dyskusja o nich zaspokaja potrzebę tych wszystkich Polaków, którzy wobec swej kultury i polskości odczuwają mieszaninę wstydu i pogardy”.

Powiedziałbym na to, że pogardę dla Polaków jako bezrozumnego tłumu, niezdolnego do samodzielnego myślenia o własnej przeszłości, wyjawia właśnie Lisicki. Historii nie tykać, już mamy właściwą, wszak porządek musi panować w Warszawie – zdaje się mówić szef “Rzeczpospolitej”. Jeszcze dekadę temu takie głosy brzmiały donośnie, wpływały na myślenie wielu ludzi. Dziś poświadczają jedynie, że ich wpływ na rzeczywistość zamienił się w ucieczkę od rzeczywistości.

Bo bez złudzeń. W “polowaniu na Żydów” brały udział wioskowe elity, nie tylko męty i dewianci. To nie jest historia marginesu, tylko część polskiej historii społecznej. Historii centralnej, zważywszy na to, że jesteśmy w dużej mierze społeczeństwem pochodzenia wiejskiego.

Dlatego cienie Żydów zabitych przez Polaków powinny nam towarzyszyć dopóty, dopóki trwają polska pamięć i polska historia. Jesteśmy to winni nie tylko im, zabitym, lecz przede wszystkim sobie.


wyimki:

Nie sądzę, by zabijanie Żydów przez polskich chłopów było społeczną normą, jak sugerują Grossowie. Stało się raczej krańcowym rezultatem przekonania, że Żydów warto i można łupić

Z Żydów chronionych z pobudek altruistycznych przeżyło 48 proc., a tylko 6 proc. uratowało życie, gdy objęła ich pomoc za pieniądze

Dla większości chłopów żydowscy uciekinierzy stali się nosicielami rzeczy, nie człowieczeństwa


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com