Archive | September 2015

Gość w rzeczywistości

Gość w rzeczywistości

Andrzej Koraszewski



Kim jesteśmy? Pojawiamy się w jakimś punkcie historycznym, w jakimś miejscu na Ziemi, uwięzieni w pułapkach więzi z innymi, otoczeni pamięcią minionych zdarzeń. Próbujemy uciec odkrywając, że swoje klatki zabieramy ze sobą jak ślimak skorupę. Patrzymy na świat przez pryzmat naszych doświadczeń, próbując zrozumieć więcej niż możemy zobaczyć.

Pär Lagerkvist próbował to uchwycić, zmagał się z odrazą do odziedziczonej tradycji i niemożnością wyzwolenia się. Pisał o sobie, że jest wierzącym bez wiary, że jest religijnym ateistą. Trudno powiedzieć, czy ta jego dziwaczna religijność ateisty była bardziej związana z obsesyjnym lękiem przed śmiercią, czy z potrzebą zakotwiczenia ocen moralnych?

Siedzę w wygodnym fotelu przeglądając wiadomości ze świata. Moje sądy nie są zakorzenione w religii, ale są tysięcznymi nićmi powiązane z ludźmi, którzy porządkowali swój obraz świata, próbując po swojemu zrozumieć słowa świętych tekstów. Niektórzy bez wielkiej filozofii mówili, że warto być przyzwoitym.

W odróżnieniu od Lagerkvista nie dręczy mnie lęk przed śmiercią, moje poczucie że jestem „gościem w rzeczywistości” jest trochę związane z bezpieczeństwem. Przeżyłem moje życie z dala od wielkich zagrożeń, obserwując z bezpiecznych miejsc koszmar, w jaki uwikłani byli inni. Mój pierwszy list do Pani był propozycją rozważenia pojęcia zagrożenia. Chodziło o zagrożenie Izraela. Pisałem, że o tym zagrożeniu nie dowiaduję się z klipów wyborczych, ani nawet z izraelskich źródeł. Śledzę groźby wypowiadane zupełnie otwarcie i publicznie. Śledzę również działania, które idą w ślad za tymi groźbami. Informacji muszę szukać, ponieważ często umykają uwadze innych obserwatorów. Nie są to tylko groźby, każdego dnia umierają ludzie.

Przed chwilą zajrzałem do wiadomości. Na migającej czołówce była informacja, że pojawi się jakiś billboard z Beatą Szydło i ktoś protestuje, że w miejscowości Rusko w jeziorze nastolatkę poranił potwór i że nie wyklucza się, że to może być aligator, chociaż urzędniczka podejrzewa dużego szczupaka, dowiedziałem się również, że w Bagdadzie na rynku był kolejny zamach. Zginęło 80 osób, dwieście innych jest rannych. Rynek był szyicki, do zamachu przyznaje się ISIS.

Chciałbym raz jeszcze wrócić do zagrożeń oglądanych z naszej bezpiecznej przystani. Czy sądzi Pani, że te zagrożenia odnoszące się do Izraela powinniśmy pogrupować na zagrożenia bliższe i dalsze?

Z wielu względów groźby irańskie należy traktować poważniej niż inne. (Chociaż podobnie jak Pani, nie lekceważę zagrożeń ze strony ISIS i Hamasu.)

Piętnaście lat temu, w grudniu 2000 roku, Najwyższy Prawoznawca zadeklarował wierność założeniom rewolucji islamskiej nakreślonym przez jego poprzednika ajatollaha Chomeiniego. Naczelnym założeniem tej rewolucji jest, jak powiedział, „eliminacja rakowatego guza, jakim jest Izrael”.

Czternaście lat później, w listopadzie 2014 roku, rozważając zaproszenie amerykańskiego prezydenta do rozmów o programie nuklearnym, zapewnił społeczeństwo, że niezależnie czy dojdzie do tej umowy, czy nie, Izrael będzie każdego dnia bardziej zagrożony.

W lipcu 2015, już po „zawarciu”, czy raczej zaklepaniu umowy, Najwyższy Prawoznawca zapewnił, że nie zmienia to zasadniczego celu, jakim jest eliminacja syjonistycznego tworu.

Być może to w reakcji na te wypowiedzi prezydent Stanów Zjednoczonych powiedział, że rozumie izraelskie niepokoje, ale on jest dobrej myśli i dał do zrozumienia, że Żydzi w Ameryce aż tak bardzo się nie niepokoją.

Oczywiście istnieje jakaś szansa, że nie dojdzie do otwartej wojny na pełną skalę. Nie całkiem wiadomo, na czym moglibyśmy tę pewność opierać. Zawsze jednak można liczyć na to, że intuicja zachodnich polityków okaże się poprawna. Pozostaje zatem zagrożenie sponsorowanym przez Iran terrorem.

Iran stoi u bram Izraela z wielokrotnie silniejszym od Hamasu Hezbollahem. Podobno, nie wszystkie informacje są pewne, podczas negocjacji były jakieś nieśmiałe europejskie próby, żeby naciskać na Iran w sprawie zatrzymania zbrojenia Hezbollahu. Podobno strona amerykańska stanowczo odradziła podejmowanie tego tematu.

Czy powinniśmy interesować się właśnie wydaną książką Chameniego pod tytułem Palestyna? Jak dotąd jest tylko w farsi i jeśli wierzyć recenzentowi w NYT, autor na 416 stronach prezentuje irańską strategię zniszczenia Izraela.

Recenzent pisze, że irańskie plany nie mają nic wspólnego z europejskim antysemityzmem. Wynikają one z zasad islamskich. To na mocy tych zasad Najwyższy Prawoznawca używa określeń „rakowaty guz, który musi zostać wycięty”.

Chamenei pisze, że eliminacja Izraela może przybrać postać wieloletnich działań wojennych „o niskiej intensywności”, które będą skłaniać Żydów do ucieczki. W kwestii nuklearnej jest zaledwie wzmianka, ale znamienna: „“uzbrojony nuklearnie Iran zmusi Izrael do pomyślenia dwa razy zanim podejmie akcję militarną przeciwko Republice Islamskiej”.

Chamenei bez osłonek pisze o sponsorowaniu terroryzmu, o irańskich sukcesach Hezbollahu w Libanie i Hamasu w Gazie, jak również o obecnym rekrutowaniu terrorystów na Zachodnim Brzegu. Wyraża również zadowolenie z powodu narastającej w świecie niechęci do Izraela. Nie kryje, że to ułatwia jego plany.

Czy powinniśmy wierzyć informacjom amerykańskiego wywiadu, że Iran jest dziś w posiadaniu największej ilości rakiet balistycznych na Bliskim Wschodzie? Trudno powiedzieć, wywiad ujawnia mniej więcej to, co Iran otwarcie deklaruje. I co, powtarzający pacierz za ojcem narodu generałowie deklarują jako zasób pozwalający na eliminację syjonistycznego tworu.

Patrzący z bezpiecznego miejsca obserwator czuje się troszkę jak Pan Cogito, nie bardzo wie, co ma myśleć i co ma sądzić. Jedno pewne, że owa niepodpisana umowa Hezbollahu nie wspomina. Nie wspomina również Izraela, chociaż podobno nikt nie lekceważył zagrożeń.

Czy zastanawiała się Pani nad pytaniem, jakie jest zagrożenie kolejną wojną w Gazie? Siedząc w bezpiecznym miejscu czytam o nowej fali rakiet wystrzelonych z Gazy.

Informacje są trochę dziwne, bo wygląda na to, że kilkanaście rakiet wystrzelonych z Gazy spadło na własną ludność. Tylko jedna doleciała do Izraela. Oczywiście nie było komunikatów Hamasu, nie mamy pewności kto strzelał, nie wiemy, czy były ofiary wśród palestyńskiej ludności cywilnej. Nie można wykluczyć, że chodziło o podniesienie poczucia zagrożenia mieszkańców Izraela. W wojnie terroru poczucie zagrożenia jest ważne. Być może te rakiety były tylko przesłaniem. Komunikatem samym w sobie, informacją, że wojna trwa.

Mamy tu kilka innych możliwości, wśród których istnieje prawdopodobieństwo, że to jakieś manewry coraz silniejszych w Gazie komórek ISIS. Państwo Islamskie jest już obecne w Jordanii, na Zachodnim Brzegu, w Gazie, zdobywa miasta i wioski w Libanie. Flagę ISIS można było zobaczyć na terenie meczetu Al-Aksa.

Czy sądzi Pani, że są to zagrożenia, którymi Izraelczycy powinni się przejmować? W Izraelu obserwujemy, wzrost liczby zamachów terrorystycznych. Jedni twierdzą, że to reakcja na akty terroru izraelskich fanatyków i izraelska minister sprawiedliwości, domaga się wręcz przywrócenia kary śmierci. (W Izraelu ostatni raz wyrok śmierci wykonano na Eichmannie.) Inni przypisują to terrorystycznej konkurencji między Fatahem a Hamasem. Jeszcze inni są przekonani, że militarne sukcesy ISIS wzmocniły morale indywidualnych kandydatów na męczenników.

Rejestr zagrożeń Izraela wymagałby osobnej książki. Siedząc w bezpiecznym miejscu mogę tę listę skracać lub wydłużać, w zależności od potrzeb. Pisząc list musimy uważać, aby nie znużyć czytelnika.

Kończąc tę korespondencję, chciałbym spojrzeć na zagrożenia dużo bliższe. Załóżmy scenariusz najbardziej optymistyczny. ISIS zostaje pokonany, Kurdowie przywołani do porządku przestają dopominać się o niepodległość, a Irańczycy okazują się ludźmi pokoju i zyskane dzięki umowie miliardy dolarów inwestują w reformę gospodarczą, zapominając o imperialnych ambicjach. Nadal sponsorują terror przeciw Izraelowi, bo nie mogą wyrzec się samych fundamentów rewolucji islamskiej. Terror nadal sponsoruje Turcja i Katar, ale nieco mniej pieniędzy na te cele płynie z Arabii Saudyjskiej. Brzmi to trochę jak bajka, siedząc jednak w wygodnym fotelu możemy puścić wodze fantazji.

Izrael może wygrywać kolejne starcia w wojnie „o niskiej intensywności”, ale pokoju z tego raczej nie będzie.

Tu, u nas, w Europie i Ameryce, będziemy po staremu winić za wszystko Izrael, podczas gdy nieuchronne konflikty między muzułmanami powodować będą coraz większy nacisk coraz bardzie zdesperowanych uchodźców. Nawet gdyby wojny między muzułmanami ustały dziś, to przywrócenie minimalnego bezpieczeństwa wymagałoby wysiłków dziesięciokrotnie większych niż Plan Marshalla i strategów na miarę George’a Kennana.

George’a Kennana rzadko się przypomina, chociaż umarł stosunkowo niedawno, w 2005 roku, w wieku 101 lat. To on był architektem strategii odepchnięcia i samego Planu Marshalla. Zniszczonej wojną Europie Zachodniej zagrażał komunizm. Partie komunistyczne Włoch i Francji miały szanse na demokratyczne zdobycie władzy. Były to organizacje sterowane z Moskwy i Stalin mógł dostać Europę Zachodnią bez wojny. Plan odepchnięcia polegał na dostarczeniu żywności i maksymalnie szybkiej odbudowie gospodarki, tak żeby rozpacz nie wpychała ludzi w ręce komunistów.

Dziś nie widać żadnego planu zakończenia wojen między muzułmanami, ani takiej stabilizacji życia gospodarczego na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce, która mogłaby zatrzymać strumień uchodźców. Nie ma również planów integracji tych uchodźców, których już mamy w Europie. Mamy rosnące rzesze przybyszów, których nie umiemy zaabsorbować. Mamy również rosnącą frustrację i widoczny spadek popularności tradycyjnych partii centro-lewicowych i centro-prawicowych. Rosną w siłę partie proponujące mocniejsze zaciskanie oczu na rzeczywistość i rosną w siłę ugrupowania, o coraz wyraźniejszym faszystowskim charakterze. Jedne i drugie chętnie korzystają ze starych kolein zwalania winy na Żydów. Jedni winią Izrael za to, że muzułmanie mordują się między sobą, drudzy szukają gorączkowo miejscowych Żydów winnych wpuszczania imigrantów, którzy stanowią coraz większy problem.

Jako obserwator pozostaję bezradny, robię notatki, z przyzwyczajenia szukam kontaktów z dysydentami, czyli z tymi, których w Związku Radzieckim nazywano inaczej myślącymi. Czasem są to pięknie wierzący muzułmanie, czasem muzułmańscy ateiści. Ci którzy mieszkają w swoich krajach, codziennie ryzykują życiem, ci, którzy mieszkają między nami, czasem też dostają groźby, częściej skazani są na zlekceważenie. Oni pojęcie zagrożenia odbierają inaczej, jest bliższe rozpaczy i beznadziejności. Nadieżda Mandelsztam napisała kiedyś książkę pod tytułem Nadzieja w beznadziejności.

Nie wiem, czy świat islamski może mieć nadzieję w beznadziejności, nie wiem również, gdzie mogą szukać nadziei mieszkańcy Izraela.

Ja już z pociągu Orient Express wysiadam, mając nadzieję, że tymi listami nie wyrządziłem Pani przykrości.

P. S. Oboje jesteśmy silnie związani z hasłem “Nigdy więcej”. Jest tu jednak pewien problem. Umarli mogą być całkowicie pewni, że nikt ich po raz kolejny nie zamorduje, żywi nie mają żadnej gwarancji, że osłonią ich nasze transparenty. Może właśnie dlatego, zdjęcie izraelskiego żołnierza stojącego na torach do Auschwitz jest dla mnie tak wymowne.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Izrael po raz pierwszy od 60 lat ujawnił swoją strategię obronną

Izrael po raz pierwszy od 60 lat ujawnił swoją strategię obronną

Tomasz Bednarzak


Po raz pierwszy od ponad pół wieku Siły Obronne Izraela ujawniły swoją strategię obronną.

Izraelskie F-16

Izraelskie F-16 (Wikimedia Commons / Israel Defense Forces)


Dlaczego izraelscy wojskowi niespodziewanie zdecydowali się na publikację tak ważnego – z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa – dokumentu? Niektórzy komentatorzy sugerują, że to odpowiedź na często artykułowane w ciągu ostatniej dekady postulaty ze strony społeczeństwa i rządu, domagających się od sił zbrojnych większej transparentności.

33-stronicowy dokument zatytułowany “Strategia IDF” (Israeli Defence Forces – Siły Obronne Izraela) został zaprezentowany publicznie w połowie sierpnia przez szefa Sztabu Generalnego gen. Gadiego Eizenkota. W ten sposób Izrael ujawnił założenia swej doktryny obronnej po raz pierwszy od lat 50. ubiegłego wieku, gdy premier Dawid Ben Gurion (jeden z ojców-założycieli Izraela) zatwierdził główne wytyczne strategii wojskowej państwa żydowskiego.

Filary bezpieczeństwa

Jak przypomina dziennik “Algemeiner Journal”, ponad pół wieku temu Ben Gurion ukuł termin “trójkąta bezpieczeństwa”, na którym miała opierać się obronność Izraela. Chodzi o odstraszanie, wczesne ostrzeganie i proces decyzyjny (mający określać cele polityczne operacji wojskowej). W wielu aspektach kampania synajska w 1956 r. i wojna sześciodniowa w 1967 r. były skuteczną realizacją tych trzech zasad. W ostatnich latach do tej triady dodano również czwarty koncept – obronę.


(fot. WP)


Nowa strategia zaprezentowana przez gen. Eizenkota wciąż zasadza się na tych fundamentach, z tym że uwzględnia zmieniające się otoczenie międzynarodowe Izraela. Planiści IDF słusznie zauważyli, że zmniejsza się skala poważnych zagrożeń konwencjonalnych czających się u izraelskich granic, natomiast rośnie groźba ze strony nowych wyzwań, takich jak cyberbezpieczeństwo, terroryzm czy działania wrogich podmiotów niepaństwowych – Hamasu, Hezbollahu, Państwa Islamskiego i podobnych organizacji.

Dokument jasno wskazuje, że do tej pory Siły Obronne Izraela koncentrowały swój wysiłek na przygotowaniu się do starcia z siłami zbrojnymi innych państw, natomiast nadal w dużej mierze nie miały dostatecznie jasno wypracowanych koncepcji traktujących powyższe zagrożenia. Dlatego, jak zauważa komentator internetowej gazety “The Times of Israel”, w ostatnich latach armia była mocno krytykowana za zbyt opieszałe reagowanie w stosunku do dynamicznie zmieniających się wyzwań w dziedzinie bezpieczeństwa. Teraz ma to się zmienić.

Atak najlepszą obroną

Priorytety izraelskiej armii nadal pozostają te same. Należą do nich zabezpieczenie istnienia demokratycznego Państwa Izrael, zachowanie jego charakteru jako siedziby narodu żydowskiego, stanie na straży bezpieczeństwa obywateli oraz wzmocnienie statusu międzynarodowego państwa żydowskiego na świecie.

Izraelscy wojskowi podkreślają jednak, że niemożliwe jest całkowite wyeliminowanie czyhających na Izrael niebezpieczeństw jedynie w oparciu o taktykę defensywną. Dlatego jeszcze ważniejszą rolę mają odgrywać działania ofensywne i w tym duchu prowadzona jest również modernizacja techniczna sił zbrojnych, na co zwraca uwagę branżowy portal Defense News.

Choć nowa strategia nie wspomina o zagrożeniu nuklearnym ze strony Iranu, akcentuje potrzebę posiadania zdolności do przeprowadzenia ograniczonych operacji w państwach, które nie graniczą bezpośrednio z Izraelem. Chodzi tu zarówno o działania kontrwywiadowcze, wojnę informacyjną, jak i uderzenia wyprzedzające. Siły zbrojne mają być też gotowe do działań głęboko na terytorium sąsiednich krajów, jak Syria czy Liban. Być może widać to obecnie na Wzgórzach Golan, gdzie izraelska armia przygotowuje się do ewentualności przeprowadzenia ograniczonej interwencji po syryjskiej stronie granicy, w odpowiedzi na rosnącą aktywność bojówek terrorystycznych w tym rejonie.

Uogólniając, w nowej strategii IDF akcentuje się m.in. rozwój środków do prowadzenia wojny w cyberprzestrzeni, pogłębienie synergii poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, zwiększenie aktywności wywiadowczej, utrzymanie przewagi technologicznej nad regionalnymi rywalami czy stałe wzmacnianie związków z USA i strategicznych powiązań z innymi kluczowymi krajami.

“Times of Israel” zwraca uwagę, że w upublicznionym dokumencie wymienia się również trzy kluczowe komponenty składające się na siłę izraelskiej armii. To “duch walki” jej żołnierzy, “jakość decyzji podejmowanych przez dowódców” oraz “kompletna i szybka realizacja misji przy jak najmniejszym nakładzie środków”.

Reforma armii

Warto nadmienić, że nowej strategii towarzyszy ogłoszona kilka tygodni wcześniej reforma Sił Obronnych Izraela, znana jako Plan Gideona. Pięcioletni program ma utrzymać zdolności IDF w obliczu ograniczonego finansowania budżetowego i zmieniającego się środowiska międzynarodowego. Armia ma być mniejsza, być może zostanie też skrócona obowiązkowa służba wojskowa, ale dzięki temu znajdą się pieniądze na kontynuowanie kluczowych projektów modernizacyjnych. Jednocześnie odmłodzona ma zostać kadra dowódcza.

Prawda jest taka, że choć publikacja założeń izraelskiej doktryny nie miała precedensu przez ponad pół wieku, pewne jest, że określone elementy strategii IDF nadal trzymane są w sekrecie. Jedno nie ulega wątpliwości – Izrael robi wszystko, by pozostać kluczową potęgą militarną na Bliskim Wschodzie, zachowując bezpieczną przewagę nad potencjalnymi przeciwnikami.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Remains of dozens of Jews used for Nazi experiments..

Remains of dozens of Jews used for Nazi experiments..

Peter Allen In Paris & Lydia Willgress for MailOnline

Remains of dozens of Jews used for Nazi experiments during the Second World War have been found stored at a laboratory in Strasbourg

  • Many killed in gas chambers in 1943 before body parts taken to laboratory
  • Experts thought they had been buried in a common grave three years later
  • Includes a jar containing skin fragments and bodies cut into pieces
  • Jewish organisation has called for a full investigation and proper burial
The remains of 86 Jews used for Nazi experiments by SS captain August Hirt (pictured) have been found at a laboratory in eastern France, it emerged today

The remains of 86 Jews used for Nazi experiments by SS captain August Hirt (pictured) have been found at a laboratory in eastern France, it emerged today

The remains of 86 Jews used for Nazi experiments have been found at a laboratory in eastern France, it emerged today.

They had been killed in German gas chambers in 1943 during the Second World War Holocaust before their corpses and body parts were taken to the legal medical institute in Strasbourg.

It was thought they had been buried in a common grave in 1946, following the liberation of the city by the Allies two years earlier.

But the Strasbourg authorities confirmed many of the remains were, more than 70 years on, still being stored.

The discovery has raised serious concerns, with one organisation, which represents the UK Jewish community, stating that ‘serious questions’ needed to be asked.

A Board of Deputies of British Jews spokesman said: ‘This discovery raises serious questions about who knew about these remains and why they did not reveal this sooner.

‘We would expect a prompt and full investigation in to these matters, and the remains of these victims to be accorded a respectful burial in accordance with Jewish law as soon as possible.’

August Hirt, an SS captain and chairman of the Reich University in the city, originally built up the macabre collection.

It included ‘a jar containing skin fragments of a gas chamber victim,’ historian Raphael Toledano revealed.

Some of the bodies were cut into pieces, or burned, while all were destined to be used in experiments by scientists working for the so-called ‘Master Race’.

Test-tubes containing the intestine and stomach of a victim was also found.

Most were originally found in containers full of alcohol when Strasbourg was liberated by the Allies in November 1944.

But Mr Toledano said many of the remains were then preserved by Camille Simonin, a forensics professor who was investigating Hirt.
All had been killed in German gas chambers in 1943 during the Second World War Holocaust before their corpses and body parts were taken to the legal medical institute (pictured now) in Strasbourg
All had been killed in German gas chambers in 1943 during the Second World War Holocaust before their corpses and body parts were taken to the legal medical institute (pictured now) in Strasbourg


All of the remains will now be released to the Jewish community in Strasbourg, so that they can be buried at the Cronenbourg Cemetery (pictured)

All of the remains will now be released to the Jewish community in Strasbourg, so that they can be buried at the Cronenbourg Cemetery (pictured)


Simonin had been told to carry out judicial autopsies in order to ‘establish the conditions that had led to the death’ of the victims.

A letter written by Simonin in 1952 ‘mentioned the jars containing the samples taken in the course of judicial autopsies carried out on the Jewish victims of the Struthof gas chamber,’ a statement released by the institute claimed.

It added: ‘The labels identify each piece with precision and mention the register 107969, which matches the number tattooed at the Auschwitz camp on the forearm of Menachem Taffel, one of the 86 victims.’

All of the remains will now be released to the Jewish community in Strasbourg, so that they can be buried at the Cronenbourg Cemetery.

Hirt committed suicide in July 1945 before he could be tried for crimes against humanity in Nuremburg.

Up to 4,000 French Alsatian Jews were systematically murdered during the wartime Holocaust.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Bilans dodatni, czyli stosunki Polski i Izraela wkraczają w dorosłość

Bilans dodatni, czyli stosunki Polski i Izraela wkraczają w dorosłość

Katarzyna Andersz


Anna Azari, Ambasador Izraela w Polsce Anna Azari, Ambasador Izraela w Polsce


Nie możemy chyba zacząć inaczej niż od nawiązania do 25. rocznicy wznowienia stosunków dyplomatycznych między Polską a Izraelem, która niedawno była świętowana. Jak ocenia pani ten czas z izraelskiego punktu widzenia?

Anna Azari: Trudno byłoby wydać opinię o całych 25 latach, powinnyśmy raczej przyjrzeć się temu, jaki był punkt wyjścia i jak sytuacja wygląda obecnie. A powiedzieć, że zaczynaliśmy od zera to za mało. Zaczynaliśmy na minusie. Musimy pamiętać, że nasze stosunki zerwały się w następstwie wydarzeń w 1967 roku, a rok później większość Żydów musiała opuścić Polskę. Dopiero po upadku komunizmu zaczęto rozmowy, w których, nawiasem mówiąc, bardzo pomógł Władysław Bartoszewski jako ówczesny ambasador w Wiedniu. Od tego czasu doszliśmy do momentu, w którym oba kraje określają wzajemne relacje jako bardzo przyjazne. Polska jest dla Izraela jednym z największych przyjaciół w Europie. Myślę, że wszyscy zauważają – a mieszkańcy Wrocławia szczególnie będą mogli to zaobserwować w przyszłym roku, kiedy miasto będzie Europejską Stolicą Kultury – jak naturalna dla Polaków stała się wymiana kulturowa z innymi krajami. To jest coś, co chcemy podtrzymać i kontynuować nawet w większym stopniu. Relacje Polski i Izraela w dużej mierze opierają się na dziedzictwie historycznym i kulturowym oraz na stosunkach między dwoma narodami, co na pewno wyróżnia Polskę spośród innych krajów, z którymi Izrael utrzymuje relacje. Myślę jednak, że teraz obie strony dorosły i przepracowały te tematy na tyle, aby skupić się bardziej na ekonomii, tak, aby to ona wiodła prym. Przez kolejnych 25 czy 250 lat powinnyśmy więcej działać w obszarach takich, jak handel, gospodarka czy technologie innowacyjne.

W 2009 roku premier Donald Tusk określił stosunki między Polską a Izraelem mianem strategicznych. Czy to nie jest nieco przesadzone? Współpraca handlowa czy militarna jest dość uboga.

Nie chciałabym skupiać się na terminie „strategiczny”, bo każdy kraj definiuje go inaczej. Na pewno jednak nasza współpraca, jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa i armii, rozwija się bardzo dobrze nie tylko na papierze. Na przykład niedawno gościliśmy w Polsce zwierzchnika Sił Powietrznych Izraela. Takie wizyty nie zdarzają się często.

Pewnych tematów historycznych jednak nie da się uniknąć, cały czas toczy się wokół nich dyskusja. Na przykład zwrot mienia żydowskiego.

Zgadza się – to jest wciąż otwarta sprawa, musimy jednak wprowadzić podział na mienie komunalne i prywatne. Jeśli chodzi o to pierwsze, nie wszystkie przypadki zostały rozwiązane, ale mamy skuteczne sposoby radzenia sobie z tym i nieruchomości są zwracane. Bardziej należałoby tu chyba zapytać poszczególne gminy żydowskie, czy są zadowolone ze skali i szybkości restytucji. W przypadku mienia komunalnego procedura jest jasna, czego nie można powiedzieć o własności prywatnej. Tu nie ma żadnego z góry ustalonego przepisu, więc w tej chwili jest to rzeczywiście kwestia otwarta, ale nie mogę powiedzieć, żeby była ona priorytetem w stosunkach między Polską a Izraelem.

jakie są oczekiwania rządu izraelskiego pod tym względem?

Rząd izraelski nie jest tutaj stroną. Czasami kwestie te są podnoszone podczas oficjalnych spotkań, ale nie jest to nasz priorytet.
Poruszam tę kwestię, bo dla Polaków to temat bardzo drażliwy. Szczególnie, kiedy czytamy słowa byłego ambasadora Szewacha Weissa, który, argumentując potrzebę zwrotu prywatnej własności żydowskiej, wymienia jako przykład dobrej współpracy kraje takie, jak Rumunia, Węgry, Austria czy Niemcy, które z problemem sobie już poradziły. Wymienia kraje Osi.

Tak, to prawda, że Polska była pod okupacją, a tamte kraje nie, ale nie tylko one znalazły rozwiązanie kwestii restytucji mienia. Muszę jednak naprawdę podkreślić, że tym tematem w Polsce zajmuję się niezwykle rzadko i nie widzę potrzeby zgłębiania go, bo nie są to problemy palące.

Czy kiedy w mediach pojawiają się krzywdzące dla Polski przekłamania – tak jak w przypadku głośnej ostatnio wypowiedzi szefa FBI – izraelski rząd lub dyplomaci mogą Polsce w jakiś sposób pomóc w zwalczaniu takich pomyłek?

Izraelscy dyplomaci na świecie nie zajmują się dbaniem o wizerunek Polski, bo to zadanie dyplomatów polskich i odnoszę wrażenie, że bardzo dobrze im to wychodzi.

W Izraelu na pewno dokładamy wszelkich starań, żeby u nas takie pomyłki nie zdarzały się. Nie oznacza to, że nie mamy z tym problemu. Nie jestem historykiem ani socjologiem, ale mam wrażenie, że polscy Żydzi, czy też potomkowie polskich Żydów mieszkający w Izraelu, dzielą się na dwa obozy. Nie mogę się tu oczywiście posłużyć żadnymi liczbami, ale pierwsza grupa to osoby, które wyrażają tęsknotę za Polską, polską kulturą i ich obraz kraju jest bardzo pozytywny; działają na przykład w organizacjach przyjaźni polsko-izraelskiej. Z drugiej strony są osoby – prawdopodobnie pochodzące z małych miasteczek i tradycyjnych rodzin, gdzie nie mówiło się po polsku – które nie mają z Polski dobrych wspomnień. Kwestia wizerunku Polski w oczach Izraelczyków jest więc nieco skomplikowana. Jeśli chodzi o historię, wiemy, jaka ona była, tu jesteśmy zgodni, ale nie możemy ludziom zabronić myśleć w inny sposób. I mam nadzieję, że do poprawy percepcji Polski przyczyni się nowo otwarte muzeum, Polin. Społeczność żydowska w Polsce jest bardzo mała, większość Żydów musiała ten kraj z różnych powodów opuścić, bardzo ważne więc jest pokazanie wielu wymiarów, które życie żydowskie miało tu przez wiele lat. Może to pomoże kształtować obraz Polski.

Jakie są Pani wrażenia po zobaczeniu wystawy stałej w Polin?

Byłam tam już wiele razy i to wcale nie dlatego, że musiałam, ale dlatego, że bardzo mi się to muzeum podoba. Dla mnie jest to nie tylko muzeum historii polskich Żydów, ale także muzeum polskiej historii. Wiem, że nie tak definiuje się je, ale struktura, którą tam stworzono, pozwala na zrozumienie i historii Polski, i historii Żydów w niej żyjących.

Czy Izraelczycy przyjeżdżający do Polski odwiedzą Polin? Czy jest ono znane w Izraelu?

Na pewno jest znane, ale trudno mi stwierdzić, czy rzeczywiście Izraelczycy będą je odwiedzać. Ja każdego, kto przyjeżdża z Izraela, tam wysyłam. Ostatnio odwiedziła mnie moja córka i powiedziała mi, że muzeum jest niesamowite i że nie widziała czegoś podobnego nigdy wcześniej. Mam nadzieję, że większość grup przyjeżdżających do Polski w ramach programów organizowanych przez nasze Ministerstwo Edukacji i armię odwiedzi je. Dla mnie to bardzo ważne, bo uważam, że w izraelskich szkołach mamy problem z nauczaniem o przeszłości. Historia Żydów i historia powszechna są zupełnie rozdzielone, a to muzeum pokazuje szerszy kontekst i połączenie między tymi dwoma tematami. Jeśli więc ktoś przy okazji wizyty w Warszawie muzeum nie odwiedzi, to na pewno traci, bo jest to wspaniałe miejsce. I bardzo się cieszę, że jest tam olbrzymi ruch, słyszałam nawet, że bilety na weekendy trzeba rezerwować ze sporym wyprzedzeniem. Na pierwszy rzut oka widać, że wszyscy są zaciekawieni.

Rozumiem jednak, że jak na razie muzeum Polin nie jest obowiązkowym punktem na trasie wycieczek izraelskiej młodzieży?

Nie, nie jest, ale w ostatnim czasie zaczęliśmy na przykład szkolenia dla przewodników grup z Izraela, żeby mogli oprowadzać po hebrajsku, bo dzieci często nie znają angielskiego na tyle, aby zwiedzać w tym języku.

W Polsce w debacie publicznej też pojawiają się problemy z historią. Wypowiedź – wtedy jeszcze kandydata na prezydenta – Andrzeja Dudy o Jedwabnem odbiła się w mediach szerokim echem.

Duda nie podważył tego, co wydarzyło się w Jedwabnym, tylko był krytyczny względem jednego zdania Komorowskiego.

Mając na myśli, że głos Komorowskiego był zbyt korny.

Myślę, że Andrzej Duda będzie prezydentem przyjaznym Izraelowi, bo jako członek Parlamentu Europejskiego od takiej strony dał się poznać. Nie mogę ukrywać, by nie martwiło mnie, że kwestie taka jak ta są elementami gry politycznej. Wolałabym, żeby temat ten się nie pojawiał, bo dotyczy historii, czegoś bardzo skomplikowanego. Co nie zmienia faktu, że uważam, że współpraca z nowym prezydentem będzie przebiega w sposób przyjazny.

Pomimo dobrych stosunków z Izraelem Polska jest również członkiem Unii Europejskiej, a relacje na linii Izrael – UE nie są ostatnio najlepsze. Weźmy za przykład kwestię wojny na Ukrainie i stosunku krajów Unii do Rosji. Reakcja Europy na to, co dzieje się na Krymie, jest o wiele bardziej wymowna niż reakcja Izraela. Podczas zeszłorocznego głosowania w ONZ Europa potępiła aneksję Krymu, a Izrael…

Izrael nie głosował, bo dyplomaci izraelscy wówczas strajkowali. To jest jedyny powód. Po prostu nikt nie pracował, dyplomaci przy ONZ także.

W mediach zostało to chyba odebrane trochę inaczej.

Byłam wtedy odpowiedzialna za stosunki z całym regionem Eurazji i strajk – który sama zresztą poparłam – był jedynym powodem, dla którego nie głosowaliśmy. Jesteśmy chyba jednym z dwóch ministerstw spraw zagranicznych na świecie, gdzie zdarzają się strajki całej załogi. Nikt nie pracował, więc nie mogliśmy ustalić, jak głosować; nie byliśmy wtedy obecni w żadnej z międzynarodowych organizacji. Poza tym wspieramy Ukrainę, pomagamy im w transformacji ustrojowej.

Na czym ta pomoc polega?

Teraz nie zajmuję się już sprawami Ukrainy, ale z tego, co wiem, są to różnego rodzaju szkolenia dla tamtejszych organizacji niemilitarnych.

czy Izrael nie zaczął ostatnio z niepokojem spoglądać w stronę Rosji? Niedawno zapowiedziano, że Moskwa sprzeda Iranowi sporą ilość wyrzutni rakietowych.

Izrael z Rosją łączy sieć powiązań na wielu poziomach i jest to dla nas bardzo ważny partner. Kwestia dostaw broni na Bliski Wschód oczywiście istnieje, ale Rosja jest też członkiem kwartetu bliskowschodniego i poważnym graczem na tej arenie. Nasze stosunki z Rosją są więc bardzo złożone i skomplikowane. Rozwój wydarzeń w ostatnim czasie jest dla nas oczywiście niepokojący i mamy nadzieję, że dostawy tych wyrzutni przynajmniej się opóźnią.

Czy Izrael podjął jakieś środki, żeby je powstrzymać?

Cały czas prowadzimy rozmowy z Rosją, bo jest ważnym graczem w naszym regionie, bardzo zaangażowanym na przykład w konflikt w Syrii.

A gdy porówna pani swoją pracę na placówce w Polsce do bycia ambasadorem w Rosji?

Choć głupio to zabrzmi, z reguły dyplomaci nie lubią miejsc, w których mieszkają, bo kojarzą im się z pracą. Warszawa jest dla mnie trzecią placówką – byłam już ambasadorem w Kijowie i w Moskwie i wszystkie trzy miejsca lubiłam. Warszawa jest bardzo przyjazna i łatwo tu się żyje, podczas gdy Moskwa to miasto olbrzymie i chaotyczne, co ma swoje wady, ale i zalety. W Warszawie, jeśli chodzi o samą pracę, zajmuję się w dużym stopniu pamięcią o historii i o Zagładzie, ten temat zdecydowanie przeważa. Warszawę od Moskwy różni jeszcze kwestia współpracy z kościołami. W Polsce kontaktuję się z hierarchami kościelnymi w o wiele większym stopniu niż w Rosji, tam były to działania sporadyczne. Muszę jednak przyznać, że odpowiada mi taki charakter pracy, bo historyczne aspekty mojej działalności to nie tylko udział w wielkich wydarzeniach, jak 70. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz – Birkenau, ale też odwiedzanie małych miasteczek, gdzie dba się o pamięć o Żydach, bo na przykład odnaleziono stare macewy i zbudowano lapidarium. Dzięki spotkaniom w takim miejscach poznaję bardzo życzliwych, dobrych ludzi, prawdopodobnie najprzyjaźniejszych ludzi w tym kraju. Poza tym nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli powiem, że dyplomaci bardzo lubią Warszawę.

A język polski?

Czytam po polsku i nawet dużo rozumiem, ale trudno jest mi rozmawiać, bo mój polski przemieszany jest ze słówkami rosyjskimi i ukraińskimi. Nie mam jeszcze odwagi mówić w tym języku, ale rozumiem bardzo wiele, szczególnie kiedy jestem na jakimś wykładzie albo przysłuchuję się debatom polityków. Mam nadzieję, że niedługo zacznę także mówić po polsku, nawet z błędami, ale jednak. ∎

polecane – 12 sierpnia 2015 – ludzie / rozmowy / chidusz 18 – 19 – 05-06/2015


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Kolejne zagrożenie dla istnienia Izraela

Kolejne zagrożenie dla istnienia Izraela

Hilik Bar
(wicemarszałek Knesetu i sekretarz generalny Partii Pracy)


Dawniej niektórzy w Izraelu zwykli mawiać, że “tylko prawica może osiągnąć pokój”. Jednak odważnej, pragmatycznej, syjonistycznej prawicy Menachema Begina już nie ma.
Zdj. ilustracyjne /AFP

Zdj. ilustracyjne /AFP


Następujące po niej prawicowe rządy przyjęły mantrę “nie ma partnera do pokoju”. Oczywiście Palestyńczycy nigdy nie byli idealnym partnerem, ale przecież ktoś taki w ogóle nie istnieje. W końcu – jak mawiał Icchak Rabin – pokój zawierasz z wrogiem.

Jednak coraz bardziej radykalizująca się izraelska prawica zamiast negocjować w celu osiągnięcia porozumienia w postaci istnienia obok siebie dwóch państw, rozwinęła strategię “zarządzania kryzysem”. Efekty już widać: niekończące się operacje wojskowe w Gazie, mieszkańcy południowego Izraela żyjący w drastycznych warunkach, Jerozolima na krawędzi trzeciej intifady, osłabiona potęga Izraela i jego rosnąca izolacja na arenie międzynarodowej.

Jedyna droga, by Izrael pozostał krajem zarówno żydowskim jak i demokratycznym, tzn. by pozostał demokracją i zachował większość żydowską, wiedzie poprzez oddzielenie Żydów od Palestyńczyków granicą państwową. Bez takiego porozumienia Izrael będzie dryfował nieuchronnie w kierunku państwa dwunarodowego. I nie miejcie złudzeń – logika państwa dwunarodowego oznacza koniec syjonistycznego projektu. Dla Izraela groźba ta jest tak wielka między innymi dlatego, że proces ten przebiega na tyle wolno, iż nasi przywódcy mogą zasadniczo go ignorować nie sprowadzając na siebie wyborczej katastrofy.

Premier Binjamin Netanjahu pomógł zaprzepaścić wysiłki na rzecz zawarcia pokoju podjęte przez amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry’ego, nalegając, by Palestyńczycy uznali Izrael za “państwo żydowskie” – co jest ważnym i słusznym żądaniem, ale nie jako warunek wstępny do rozpoczęcia rozmów. Z powodu tych bezowocnych starań i gorzkich sporów o porozumienie z Iranem administracja Baracka Obamy prawdopodobnie nie jest już zainteresowana marnowaniem dalszego politycznego kapitału na ożywienie procesu pokojowego. Dlatego Izrael musi przejąć pałeczkę, by zabezpieczyć swój interes i swoją przyszłość.

Niedawno zaprezentowałem na forum Knesetu plan, który – mam nadzieję – stanie się ostatecznie polityką rządu. Ma on na celu stworzenie warunków do zawarcia ostatecznej zgody między nami i Palestyńczykami. Ogólne zarysy są już znane, ale powinniśmy zrobić jeszcze więcej.

Izrael powinien uznać państwo palestyńskie na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. Uznanie byłoby uzależnione od ostatecznych granic i innych istotnych elementów porozumienia określonych wyłącznie w drodze negocjacji. Spór nie powinien już dotyczyć tego, czy powstaną dwa państwa, ale szczegółów umowy.

Izrael powinien również odpowiedzieć – po raz pierwszy – na Arabską Inicjatywę Pokojową i podjąć dialog z państwami regionu równolegle do toczących się negocjacji palestyńsko-izraelskich. Umiarkowani członkowie Ligi Arabskiej i Organizacji Współpracy Islamskiej, którzy podpisali się pod tą inicjatywą, mogą okazać się niezbędni w osiągnięciu izraelsko-palestyńskiego i regionalnego porozumienia. Wiele z tych krajów jest obecnie naszymi strategicznymi sojusznikami dzięki podzielanemu sprzeciwowi wobec irańskiej bomby.

By zyskać zaufanie Izrael powinien powstrzymać się od budowy osiedli za zieloną linią na tych obszarach Zachodniego Brzegu Jordanu, które mogłyby naruszyć przyszłe granice państwa palestyńskiego. Nielegalne placówki wybudowane od marca 2001 roku powinny zostać rozebrane.

Wielu załamuje ręce z powodu rosnącej populacji żydowskiej za zieloną linią. Niektórzy twierdzą wręcz, że wzrost ten praktycznie wyklucza rozwiązanie w postaci dwóch państw. Ta argumentacja zakłada, że – aby osiągnąć porozumienie – w państwie palestyńskim nie może pozostać ani jeden Żyd. Ale dlaczego w nowej Palestynie nie powinno być żydowskiej mniejszości, skoro w Izraelu jest mniejszość palestyńska? Ci osadnicy, których domy pozostaną poza ostatecznymi granicami Izraela powinni otrzymać – w ramach porozumienia – podwójne obywatelstwo lub prawo pobytu w nowym państwie palestyńskim razem z gwarancją bezpieczeństwa.

Jerozolima stoi obecnie na krawędzi trzeciej intifady. Kilka inicjatyw mogłoby pomóc w uspokojeniu niestabilnej sytuacji. Obecność policji izraelskiej we wschodniej Jerozolimie powinna zostać ograniczona (jednocześnie powinniśmy wzmocnić wojskową i wywiadowczą aktywność skierowaną przeciwko działającym tam komórkom Hamasu i Islamskiego Dżihadu). Powinien zostać ustanowiony miejski organ reprezentujący palestyńskich mieszkańców wschodniej Jerozolimy, by wypełnił próżnię powstałą po zamknięciu w 2001 roku Orient House, w którym mieściła się siedziba Organizacji Wyzwolenia Palestyny.

Natanjahu miał rację żądając od Palestyńczyków uznania Izraela za państwo żydowskie, jednak jego nieustępliwość w uczynieniu z tego warunku wstępnego do rozpoczęcia rozmów była zarówno elementem taktyki jak i błędem. Oba państwa powinny wzajemnie się uznać w swoich suwerennych granicach – kiedy porozumienie zostanie osiągnięte.

Oczywiście mój plan spotka się z krytyką. Jednak wierzę, że nie mamy innego wyboru. Podążając w kierunku dwunarodowego państwa Izrael staje w obliczu wewnętrznego zagrożenia dla swojego istnienia potencjalnie nie mniej katastrofalnego niż zewnętrzna groźba ze strony atomowego Iranu. Izrael musi dążyć do rozwiązania opartego na istnieniu obok siebie dwóch państw nie mniej gorliwie niż sprzeciwia się irańskiej bombie. Tylko ta droga może zagwarantować długoterminowe bezpieczeństwo Izraela.

Hilik Bar (wicemarszałek Knesetu i sekretarz generalny Partii Pracy)


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com