Komu wolno żyć w Polsce? Bikont, Gross, Smolar, Zaremba, Sierakowski
Krytyka Polityczna
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Komu wolno żyć w Polsce? Bikont, Gross, Smolar, Zaremba, Sierakowski
Krytyka Polityczna
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Antysemityzm ma znów światowego przywódcęAndrzej Koraszewski
Demonstracja Brytyjczyków w Londynie, przy
Downing Street, 9 września 2015. Zdjęcie AFP

Czternasta rocznica zamachu na WTC przeszła jakby niezauważona. Wypadała w piątek, więc w dzień święty. W Teheranie podczas kazania, ajatollah Mohammed Ali Mohavedi Kermani, wyraził radość z powodu tego, że nienawiść do Izraela szerzy się z Iranu na Zachód.
“Kampania nienawiści do syjonistycznego reżimu, która zaczęła się w Iranie – mówił 11 września 2015 jeden z czołowych irańskich duchownych – rozszerzyła się na cały świat.”
W Londynie, pod siedzibą premiera, ludzie demonstrują w koszulkach z logo Hezbollahu, nad tłumem powiewają żółte flagi tej terrorystycznej organizacji. Czy wiedzą, co deklaruje Hezbollah? Jak najbardziej, oni też to deklarują. Chwilowo żądają aresztowania premiera Izraela. Deklarują również poparcie dla Hamasu, ale widać, że Hezbollah bardziej im się podoba. Czy uznają Chameneiego za przywódcę światowego antysemityzmu? Pewnie tak by tego nie powiedzieli, pewnie poszliby świetlistą ścieżką Güntera Grassa.
Nie możemy wykluczyć, że naprawdę nie znają deklaracji Najwyższego Przywódcy Islamskiej Republiki Iranu. Prasa o tych deklaracjach milczy, ale ta miłość do Hezbollahu wskazuje na to, że mają swoje źródła, które przekazują im ideologiczne przesłanie Wodza. Günter Grass doskonale wiedział, kto i co mówi w Iranie i nawet wspominał o tym w swojej poezji.
Włoska reżyser, Samantha Comizzoli, pisze na swoim Facebooku: „Czy myśleliście o aktywowaniu zapalnika bomby? Żeby jakoś zareagować na potwora?” Samantha Comizzoli jest autorką filmu “Izrael – The Cancer”. To określenie Izraela jest systematycznie używane przez Najwyższego Przywódcę, który również obiecuje aktywowanie zapalnika bomby. Film Samanthy Comizzoli jest sponsorowany przez liczne NGO i wyświetlany w wielu miastach włoskich. Ali Chamenei jest dziś przywódcą światowego antysemityzmu.
Persja walczy o „należne jej miejsce” w polityce światowej. Najwyższy Przywódca nie kryje, że uważa Amerykę za „Wielkiego Szatana”. Zabawny slogan, o którym nikt nie będzie poważnie dyskutował. Przecież to jakieś majaczenia oszalałego wiejskiego proboszcza. Jednak Ali Chamenei nie jest półpiśmiennym duchownym z zapadłej irańskiej wsi. Jest niekwestionowanym przywódcą islamskiej rewolucji.
Jest 9 września 2015 r. Wielki Przywódca Islamskiej Rewolucji występuje przy grobie swojego poprzednika, ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego. Mówi, że Ameryka jest gorsza niż szatan, dodaje, że za 25 lat Izraela nie będzie, a do tego czasu nie zazna ani jednego dnia spokoju. To nie są czcze słowa, jak uspakajał nas Günter Grass i jak dziś zapewnia sfora dziennikarzy zachodnich, ale tylko tych, którzy są na tyle przyzwoici, żeby nie twierdzić, że świat się przesłyszał.
„Amerykanie stroją się w garnitur, krawat i perfumy i przedstawiają się inaczej niewinnym ludziom. Wielki naród irański wygnał tego Wielkiego Szatana z Iranu. Nie wolno mu pozwolić na powrót. – mówił dalej Wielki Przywódca 9 września 2015 – Temu kto wychodzi drzwiami, nie wolno pozwolić na powrót oknem. Nie wolno pozwolić USA na infiltrację Iranu.”
Podobnie jak ideologia Trzeciej Rzeszy, ideologia islamskiej rewolucji głosi własną wyższość nad resztą ludzkości, nienawiść do demokracji oraz praw człowieka, a jej centralnym filarem ideologicznym jest nienawiść do Żydów. W tym samym przemówieniu Najwyższy Przywódca mówił:
„Po zakończeniu rozmów nuklearnych słyszałem, że syjoniści w okupowanej Palestynie powiedzieli: ‘Tymczasem, dzięki wynikom rozmów, będziemy mieć 25 lat spokoju w sprawie problemu z Iranem. Po 25 latach coś wymyślimy’. Odpowiedziałem im, mówiąc: ‘Przede wszystkim, za 25 lat nie będziecie żywi’”.
Zapowiedź kolejnej zagłady jest tu otwarta, głoszona bez najmniejszych obaw czy skrępowania i… ma poparcie demokratycznego świata.
W samym środku „pokojowych” negocjacji z Iranem amerykański sekretarz stanu zapewniał, że te powtarzające się okrzyki nienawiści pod adresem Ameryki i te zapowiedzi zagłady Żydów to tylko retoryka na użytek wewnętrzny. W wypowiedzi dla magazynu „The Atlantic” John Kerry przyznał, że irańska ideologia jest do szpiku antyżydowska, i pełna otwartych zapowiedzi zagłady mieszkańców Izraela. Również prezydent Obama jest w pełni świadomy tego, że ta ideologia nosi wszelkie znamiona irracjonalnego obłędu. Broniąc jednak zasadności umowy nuklearnej z Iranem powiedział:
„Ale jest możliwe, że przywódcy czy rządy są okrutne, fanatyczne, mają obłąkany światopogląd, a jednak podejmują racjonalne kalkulacje biorące pod uwagę ich ograniczone możliwości i instynkt samozachowawczy.„
No cóż, napad Japończyków na Amerykę nie był racjonalny, napad Hitlera na ZSRR nie był racjonalny, podobnie jak wyprawa na Moskwę Napoleona nie była racjonalna. Najwyraźniej amerykański prezydent nieuważnie słuchał na lekcjach historii. Irracjonalne decyzje niezwykle często brały górę nad rozsądkiem i nieodmiennie niosły ze sobą koszmar.
Czy umiemy w tej ideologii odróżnić racjonalność i szaleństwo? Jest to ideologia oparta na religii, a na polu religii racjonalne argumenty po prostu nie działają. Najwyższy Przywódca jest równocześnie najwyższym kapłanem i przemawia w imieniu boga. Slogan, że Ameryka jest Wielkim Szatanem, to nie jest tylko wyzwisko, to jest podparte wersetami z Koranu i jest to stwierdzenie, że Ameryka jest wrogiem Allaha, a z wrogami Allaha nie prowadzi się pertraktacji, a jeśli, to tylko po to, żeby ich wyprowadzić w pole.
Czy zapowiedzi podboju Europy i Ameryki to wyłącznie puste slogany i czy mają jakiekolwiek zaczepienie w racjonalności? Przekonanie o słabości zachodniego świata ma podobne podłoże, jakie miało przekonanie Japończyków, że zdołają pokonać Amerykę. Wygrana wojna japońsko-rosyjska w 1905 roku zakończyła mit militarnej wyższości białego człowieka. Kolonialne podboje w Chinach i Korei dały Japonii poczucie mocy, amerykański izolacjonizm i brak reakcji na japońską ekspansję prowadziły do przekonania, że dekadencka Ameryka nie ma woli walki. We współczesnych czasach mamy dość podobny cykl. Ameryka przegrała wojnę w Wietnamie, skompromitowała się, próbując odbić swoich zakładników w Iranie, skompromitowała się w Somalii, przegrała wojnę w Afganistanie, przegrała w Iraku. Ameryka nie jest niezwyciężona, jest słaba i nie ma woli walki.
Widzimy tu elementy irracjonalne i racjonalne, ale w zupełnie innej kombinacji, aniżeli przedstawia to Barack Obama. Mógłby ktoś powiedzieć, że doświadczenie Saddama Husajna w Iraku powinno być nauczką. Oparta na podobnych przekonaniach inwazja na Kuwejt zakończyła się błyskawiczną klęską irackiej armii. Okazuje się, że tu logika nie działa. Połączenie wiary religijnej z przekonaniem o słabości wroga, skłania do ustawicznego testowania. Raz za razem irańskie władze otrzymują potwierdzenie, że ich wizja słabej Ameryki jest racjonalna.
Jaką rolę w tej ideologii islamskiej supremacji pełni antyjudaizm? Czy jest to rola podobna do nazistowskiego antysemityzmu? Hitler święcie wierzył, że Żydzi są jakąś demoniczną rasą, która zagraża światu, a w szczególności Niemcom. Ustawy Norymberskie nie mówiły o religii, nie mówiły o obywatelstwie, o światopoglądzie, te ustawy mówiły o żydowskiej krwi. Aryjskość należało udowodnić do czwartego pokolenia wstecz. Dzisiejsi irańscy fanatycy religijni rzadko odwołują się do swojej aryjskości. Przywódca Hezbollahu cieszy się, że Żydzi przyjeżdżają do Izraela i dodaje, że dzięki temu, nie trzeba będzie ścigać ich po całym świecie. Nie mówi o religii, ani obywatelstwie, mówi o Żydach, a jego bojownicy pozdrawiają się rzymskim salutem. (Antysemityzm nie jest rasizmem, zapewniają wdzięcznie zachodni liberałowie.)
Amerykański historyk, Timothy Snyder wydał właśnie książkę Black Earth: The Holocaust as History and Warning. Tytuł nawiązuje do ukraińskiego czarnoziemu, który miał dostarczyć żywności Niemcom, Snyder pokazuje równocześnie, jak wielką rolę w ideologii nazistowskiej pełniła ekologia, metafizycznie pojmowana czystość, w tym oczywiście, czystość rasy, która była uważana za świętość. Ci, którzy twierdzą, że antysemityzm nie jest rasizmem, po prostu nie odrobili lekcji.
W retoryce islamskiej rewolucji czystość rasy nie powraca w tej samej formie, w jakiej widzieliśmy ją w nazizmie. Islamski antyjudaizm czerpie swoje soki z zapisów w Koranie, przy czym Żydzi (wierzący lub nie) są ‘arcyniewiernym”, są demonicznym spiskowcem, knującym przeciwko Allahowi, są wrogiem pierwszym, a zarazem ostatnim, którego fizyczna eliminacja zapewni pokój na Ziemi. Eliminacja Izraela i jego mieszkańców jest celem; jest celem, który, jak powtarza Najwyższy Przywódca, nie podlega negocjacjom.
„Nie powinniśmy być usatysfakcjonowani tym, co osiągnęliśmy w naszych granicach – mówił Chamenei podczas Dnia Quds (Jerozolimy) – jak długo cuchnąca rana i zainfekowany gruczoł nazywany ‘rządem Izraela’, znajduje się w samym sercu islamskich terytoriów, nie możemy mieć poczucia zwycięstwa.”
Od szeregu lat, najwyższy Przywódca Iranu konsekwentnie powtarza, że likwidacja Izraela jest głównym celem rewolucji islamskiej. W cytowanym wcześniej przemówieniu nad grobem Chomeiniego (9 września 2015) Ali Chamenei mówił:
„Palestyna jest najważniejszą kwestią w islamskim świecie.[…] Jest tak dlatego, że okupacja Palestyny i Jerozolimy, które są częścią ciała islamu, jest źródłem całej słabości i problemów islamskiego świata. Bolesna rana w ciele islamu niepokoi serce Proroka. Serce i dusza Proroka w raju są przepełnione smutkiem. Jakie jest zatem rozwiązanie? Dżihad jest odpowiedzią.”
W racjonalistycznym świecie możemy tu mówić o religijnym bełkocie, o politycznej retoryce przeznaczonej wyłącznie na użytek wewnętrzny, ale nie możemy zapominać o miliardach łożonych na zbrojenia tak sił wewnętrznych, jak i organizacji islamskiego terroru poza granicami Iranu, jak również o finansowaniu wojny psychologicznej prowadzonej w Europie i Ameryce. Jest powód, dla którego członkowie różnych organizacji „solidarności z Palestyną”, chrześcijańskie kościoły, ale również politycy, powtarzają propagandę irańską w całości lub w części.
Jak pisze Ben Cohen w artykule pod tytułem „Global Anti-Semitism Now Has a Leader”:
“Echo nazizmu w bełkotach Chameneiego nie jest czymś przypadkowym. Jak wyjaśnia niemiecki badacz, Mattias Kuentzel w swojej znakomitej książce Germany and Iran: From the Aryan Axix to the Nuclear Threshold, odwieczna germanofilia w społeczeństwie irańskim dała nazistom publiczność przygotowaną na propagandę, w której podkreślano wspólne pochodzenie rasowe aryjczyków i większości mieszkańców Iranu (kraju Arian). Najwyraźniej było to widać w programach persko-języcznego Radia Zeesen, nazwanego tak od małego miasteczka na południe od Berlina, gdzie znajdowała się siedziba tej rozgłośni.”
Już podczas drugiej wojny światowej – pisze Cohen – tę aryjską wspólnotę rasową łączył obłąkany antysemityzm i antyamerykanizm. Niemiecki ambasador, który był jednym z inicjatorów pogromu Żydów w Teheranie w 1941 roku (znanego jako Farhud), Fritz Grobba, mówił w programie Radia Zeesen:
„Żydzi pociągają za sznurki w Ameryce. Każdy Amerykanin, który przybywa do Orientu, robi to na polecenie Żydów.”
Trzy pokolenia później te słowa są stałą mantrą irańskiej ideologii. Książka Kuentzela dokumentuje, że antysemicka obsesja w pismach Chomeiniego datuje się sprzed powstania Izraela i stanowiła centralny element jego światopoglądu. Jest to kombinacja islamskiej teologii z ideologią nazizmu i zarówno paranoicznym, jak i instrumentalnym łączeniem każdego wroga z Żydami. Żydami lub krypto-Żydami byli dla niego zarówno turecki Kamel Ataturk, jak i egipski Ali Pasza, szach był oczywiście „żydowskim agentem i amerykańskim wężem”.
Ben Cohen pisze, że irańskie elity nie mogą zmienić kursu i wyrzec się swojego antysemityzmu, gdyż oznaczałoby to rezygnację z islamskiej rewolucji. Ze strony Zachodu nie ma po temu żadnych bodźców, wręcz przeciwnie. Równocześnie politycy i analitycy zachodni błędnie sądzą, że mamy do czynienia z konfliktem między dwoma państwami. Dla islamskich polityków, podobnie jak dla nazistów, Żydzi prezentują ciemną, szatańską stronę ludzkości w konflikcie datującym się od czasów Proroka Mahometa i w tym kontekście oczekiwanie uznania prawa Izraela do istnienia jest równie absurdalne, jak absurdalne byłoby przekonywanie Hitlera, że ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej jest niehumanitarne i nieracjonalne, że wystarczy przecież dać im własne państwo i wysiedlić z Europy.
Kiedy pod siedzibą brytyjskiego premiera słyszymy wezwania brytyjskich aktywistów do likwidacji Izraela i jego mieszkańców, kiedy w parlamentach otwarty antysemityzm przestaje być wstydliwy – słyszymy głos Iranu i jego przywódcy. Zauważanie tego faktu jest coraz częściej zarówno towarzyskim, jak i politycznym nietaktem.
P.S. Poniższe wideo to tylko drobna ilustracja tego, co kryje się za „pustą retoryką na użytek wewnętrzny”.
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
If a German Writer Wrote Like Etgar Keret, He’d Be Booted Out of Town
Benny Ziffer
But when the writer comes from outside, from the realms of the Third World, the lay reader in Europe thinks to himself: What fun! Why don’t our fossilized old authors write with in that kind of fun style?

At a certain point in the career of successful writers, they take one small step too many toward the edge of the cliff they’re standing on. They trip and – oh! Maybe a sprained ankle. They bend down to find out what’s causing the sharp pain, giving those behind them an opportunity to give them a light kick in the posterior. And the slide down the slippery slope begins. Slowly. At first it’s not even felt. They hold on tight with the fingernails. But for how long?
That’s when I heard (no one tells me anything in this house) that writer Etgar Keret is extraordinarily admired in Poland and that a house – a museum, actually – was established in his name in the heart of Warsaw, on the site of the former Jewish ghetto there. Here is the very embodiment of the era of globalization and postmodernism. The writer is no longer the “landscape of his homeland,” as poet Shaul Tchernichovsky once wrote, but the landscape of the image of a mischievous fellow – or the mischievous, nonbinding composite of images he creates for himself. In this specific case: the image of the urban Ashkenazi Israeli of Polish-Holocaust origin, who has returned home to that place, as it were, but who also remains in Israel, as it were, and who is ostensibly hesitant about what and who he is, but can also be decisive when the need arises.
I – like Thomas Mann (no comparison intended), who when asked if he’d already read Hemingway, replied, “I am still on Tacitus” – am not into fashion trends. I am still on Francois Mauriac and Andre Gide, and it will take me some time yet to be impressed by the play-dumb childish style of Etgar Keret.
Already a decade ago, a witty Berlin friend summed up the Etgar Keret phenomenon for me like this: If a German or European writer were to write like Keret, he’d be booted out of town and told that the writing was utter kitsch. But when the writer comes from outside, from the realms of the Third World, the lay reader in Europe thinks to himself: Wallah! What fun! Why don’t our fossilized old authors write with in that kind of fun style?
That’s the advantage of belonging to a culturally virginal place like Israel: You build a stylistic start-up by degrees. Let’s call it “Tel Aviv Seinfeld” style. First you try it out on the natives, then you sell it to the world, and you’re set for life. Hundreds of natives try to imitate your style, but they don’t achieve the same level of precision in mixing Seinfeldian New York with Tel Aviv.
Not long ago, at a dinner of intellectuals in Paris with French Academy member Angelo Rinaldi, who is considered the pope of literary criticism there, Etgar Keret came up in conversation. The PR woman of a certain publishing house related that a writer had complained to her that the publisher wasn’t promoting his books properly in France and that he was considering a move to a competitor. The elderly Rinaldi asked: Who was it? “Keret, Keret,” the PR woman told him. Rinaldi had never heard the name before, and went back to talking about how angry he had been at Francois Mauriac for not having had the courage to come out of the closet.
(..)
We also think that we have successfully upgraded the image of Tel Aviv and branded it such that despite its ugliness, nothingness and filth, it’s considered something more than what it really is. One of those responsible for the imaginary upgrade of Tel Aviv to a sort of mischievous New York is Etgar Keret and his Cameri Quintet television skits, and the young and supposedly biting “Tel Aviv style” he’s created. From this point of view, he’s an asset to the city’s landlords. Thanks to this style, which is hovering in the air, they can demand thousands of shekels rent for fleabags in which herds of naïve young people, misled into believing in false images, hope to live in the style of a character from an Etgar Keret story or skit or screenplay.
Last week I was sitting with a young German writer who is in love with Tel Aviv, at a hummus place on the Nahalat Binyamin pedestrian mall. He too admitted that he is slowly discovering how neglected and dirty and expensive Tel Aviv is, and how far it is from the image to which it pretends. He told me he has discovered Warsaw. It’s the new, big thing. I told him next time he’s there he should visit the house – museum – of Etgar Keret.
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Jak poznać Żyda? Sprawdzić PESELŹródło: Gazeta Wyborcza

Choć wygląda to jak żart, to wcale nie jest śmieszne. Osobliwy sposób na zdemaskowanie Żyda opracowała pewna pani doktor z Rzeszowa. Wystarczy sprawdzić numer PESEL…
Halina W. jest ginekologiem. Prowadzi w Rzeszowie gabinet. Ale ma również drugą, o wiele bogatszą stronę osobowości. Na swojej stronie internetowej radzi, jak rozpoznać Żyda udającego Polaka. Problem w tym, że jako przykłady podaje własne pacjentki. Korzystając z ich danych osobowych – pisze „Gazeta Wyborcza”.
Pani doktor opracowała dziwny sposób na rozpoznanie Żyda. Instrukcje zamieszcza na swojej stronie Uzdrawiamy.com.pl. Zdaniem Haliny W., wystarczy sprawdzić PESEL podejrzewanej osoby albo numer rejestracyjny jej auta, by z pewnością stwierdzić, że mamy do czynienia z ukrytym Żydem.
Jak? Dla lekarki kluczowe są cyfry 7, 2 i 9. Ich pojawienie się to dowód na korzenie żydowskie.
Nie byłoby pewnie problemu, gdyby nie fakt, że na swojej stronie demaskuje „pochodzenie żydowskie” swoich pacjentek, ujawniając ich numery PESEL. Część pacjentek z tej listy wezwała już na przesłuchanie policja. Prokuratura prowadzi bowiem postępowanie wobec Haliny W. Śledztwo dotyczy ujawnienia danych osobowych.
Co ciekawe, podejrzliwa ginekolog na swojej stronie ujawnia też żydowskie pochodzenie Jana Pawła II. Byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego nazywa „okupantem żydowskim” i przekonuje, że w czasie wojny Żydzi nie zostali wymordowani, a wyginęli wskutek epidemii tyfusu – pisze „Gazeta Wyborcza”.
Sprawą Haliny W. – oprócz prokuratury – zajmie się także Okręgowa Izba Lekarska w Rzeszowie. Ginekolog prawdopodobnie poniesie konsekwencje za ujawnienie danych pacjentek, a także za publikacje o antysemickiej treści.
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
Gross donosi na PolakówPaweł Śpiewak
(dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego)
[ Omawiany artykul Jana Grossa w Die Osteuropäer haben kein Schamgefühl ]
Publiku
jąc swój artykuł w niemieckiej prasie, Jan Tomasz Gross wysłał rodzaj „donosu na Polaków”. Jakby rozgrzeszał Niemców, mówiąc: „przecież obok żyją Polacy – równie zbrodniczy, a na dodatek swych zbrodni nie rozliczający”.
Gross jest przede wszystkim moralistą, nie historykiem, co wnioskuję z całości jego dorobku literacko-naukowego. Najlepiej widać to na przykładzie „Strachu”, który jest oskarżeniem Polaków jako narodu przepełnionego antysemityzmem, nawet po II wojnie światowej. Oczywiście każdy ma prawo wyrażać sądy moralizatorskie, ale – jak to ma miejsce w przypadku „Strachu” – muszą być one przekonujące i mieć ugruntowanie w faktach. Ostatni, przedziwny artykuł Grossa, opublikowany w „Die Welt”, tych standardów nie spełnia.
Polskich odbiorców słusznie oburzyło twierdzenie autora, że podczas II wojny światowej z rąk Polaków zginęło więcej Żydów niż Niemców. Nie brakuje dowodów na to, że Polacy zamordowali wielu Żydów lub przyczynili się do ich śmierci. Niektórzy po prostu byli obojętni na ich krzywdę, inni czynnie donosili, zdarzały się też napady i egzekucje. Nikt nie dokonał jednak poważnych szacunków co do całkowitej skali tego zjawiska i być może nigdy się to nie uda. Wiemy mniej więcej, ilu było Żydów w Polsce w czasie okupacji, ile osób zginęło w poszczególnych gettach z powodu chorób czy głodu. Wiemy także, ilu mogło zginąć w wyniku terroru niemieckiego, a ilu w obozach śmierci. Na tej podstawie możemy oszacować, że nie potrafimy powiedzieć, co stało się z ok. 200 tys. Żydów. Należy pytać, jak zginęli, ale nie wolno z góry zakładać, że zabili ich Polacy. Tymczasem po przeczytaniu artykułu Grossa mamy wrażenie, jakby Polacy prowadzili wojnę przeciw Żydom, a nie Niemcom. Niedopuszczalne jest formułowanie tak poważnych, a jednocześnie nieuzasadnionych merytorycznie oskarżeń.
Tym bardziej, że opublikowane one zostały w prasie niemieckiej. W ten sposób Gross mimowolnie wysłał rodzaj „donosu na Polaków”. Jakby rozgrzeszał Niemców, mówiąc: „przecież obok żyją Polacy – równie zbrodniczy, a na dodatek swych zbrodni nie rozliczający”. To ocena krzywdząca, bowiem Polska jako jeden z niewielu krajów Europy Środkowej i Wschodniej poważnie podchodzi do rozliczania się z przeszłością. Przykładem są prace naukowe, filmy czy muzea poświęcone tej tematyce. Dzięki nim zmienia się stosunek do historii polsko-żydowskiej i to nie tylko na poziomie elit, ale także na poziomie lokalnym. Nie dostrzegając tego i nie doceniając, Gross idzie na łatwiznę, a dodatkowo po raz kolejny daje dowód na to, że współczesną Polskę rozumie coraz słabiej.
Trudno również – jak czyni to Gross – odnaleźć rzekomy związek między rozliczeniem się z przeszłością a obecnym stosunkiem do uchodźców z Azji czy Afryki. Austria także nie rozliczyła swych historycznych win, a uchodźców – jak dotychczas – przyjmuje. Niewątpliwie istnieje związek między postawą nacjonalistyczną a niechęcią do Innego. Lecz i ona nie jest jednoznaczna, bo Polacy są dosyć życzliwi wobec niektórych obcokrajowców, np. Czeczenów czy Ukraińców. Nie odrzucamy po prostu każdego obcego. Nawet jeżeli w Polsce panują dziś dość silne nastroje nacjonalistyczne, nie ma żadnego związku między wojennym rozliczeniem a przyjmowaniem arabskich imigrantów. Formułując tak bezpodstawne sądy, Gross zaszkodził przede wszystkim sobie. Nadgorliwość i niewiedza o tym, co się dzieje w Polsce, obniżyły jego wiarygodność.

Największym dowodem tej niewiedzy jest zaś fakt, że autor ani słowem nie wspomniał o rzeczywistych przyczynach obecnych polskich problemów z imigrantami – słabym przywództwie politycznym i trwającej kampanii wyborczej. Premier Ewa Kopacz pozwoliła sobie narzucić kwestię imigracji jako problem wyborczy, zresztą wbrew opinii znacznej części Polaków. Z niektórych badań wynika bowiem, że przynajmniej połowa z nas nie ma nic przeciwko przyjmowaniu ludzi z zewnątrz. Premier tymczasem z powodu strachliwości i braku wyobraźni dała się zakrzyczeć nacjonalistom. Tak oto przejawia się marność naszych polityków – pozbawionych odwagi, wyobraźni i zdecydowania.
Za strachliwość klasy politycznej zapłacimy wysoką cenę, bo Polska tak czy inaczej będzie musiała w końcu przyjąć uchodźców, po drodze tracąc jednak dobrą opinię. Nie opłaca się to wcale, w przyszłości możemy bowiem zostać sami wobec kryzysu ukraińskiego. Musimy się z tym liczyć. Polscy przywódcy polityczni wciąż jakby nie zrozumieli, że jesteśmy częścią Europy, a to pociąga za sobą zobowiązania. Ich słabość nie ma jednak nic wspólnego z argumentami Grossa.

W środowym wydaniu pisma „Die Welt” został opublikowany list zastępcy prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Pawła Ukielskiego. List jest odpowiedzią na artykuł Jana T. Grossa „Żadnego poczucia wstydu”, który ukazał się wcześniej na tych samych łamach. [zrodlo wPolityce.pl]
link do internetowego wydania Die Welt
Poniżej tekst listu po polsku:
Paweł Ukielski ist Vizepräsident des „Institutes für Nationales Gedenken“
14 września 2015 r. Jan T. Gross opublikował tekst o domniemanej współczesnej ksenofobii Polaków w kontekście win z okresu II wojny światowej.
Historyczne rozważania zaczyna Gross tyleż efektownym, co fałszywym twierdzeniem, że Polacy w czasie wojny zabili więcej Żydów niż Niemców. Pochylmy się nad faktami. Polska była pierwszym krajem napadniętym przez III Rzeszę, który podjął walkę. 17 września została zaatakowana przez sojusznika Hitlera, Związek Sowiecki, co uniemożliwiło dalszy opór. Rząd ewakuował się na Zachód, a we Francji utworzono polską armię, która brała udział w wojnie francusko-niemieckiej i w bitwie o Anglię. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej utworzono dwie polskie armie na terenie ZSRR z Polaków wywiezionych tam przez sowiecki reżim. Żołnierze polscy walczyli w Afryce, we Włoszech, wyzwalali Francję i Holandię. W okupowanej Polsce utworzono Polskie Państwo Podziemne, dysponujące wojskiem, które podjęło otwartą walkę w czasie Powstania Warszawskiego. Straty wojenne Polski szacuje się na 6 milionów ofiar oraz gigantyczne zniszczenia materialne.
Wbrew twierdzeniom Grossa, działania tysięcy ludzi ratujących Żydów nie były podejmowane tylko na własną rękę. Polskie Państwo Podziemne jasno określiło swój stosunek do ludobójstwa na ludności żydowskiej, penalizując zbrodnie i denuncjacje. W jego ramach działała Rada Pomocy Żydom „Żegota”. Przedstawicielem Polski był Jan Karski, który przewiózł raport o Holocauście dla władz polskich i angielskich, następnie przedstawił go prezydentowi Rooseveltowi. To m.in. za jego pośrednictwem Polska bezskutecznie domagała się pomocy dla Żydów.
Nie oznacza to, że wśród Polaków nie było zbrodniarzy i jednostek zdegenerowanych przez wojnę. Nie można jednak porównywać zbrodni popełnianych we własnym imieniu i wbrew państwu polskiemu z totalitarną machiną ludobójczą z państwową legitymizacją III Rzeszy.
Dokładne liczby nie są znane. Nie wiemy, ilu Żydów zginęło z rąk Polaków a ilu zostało zadenuncjowanych. Trudno też oszacować liczbę Niemców zabitych przez Polaków na frontach II wojny światowej oraz w okupowanym kraju. Cała nasza wiedza historyczna wskazuje jednak, że straty zadane przez Polaków Niemcom są zdecydowanie wyższe niż ofiary zbrodni na żydowskich współobywatelach.
W Polsce panuje zgoda, że każda zbrodnia zasługuje na potępienie. Jednocześnie, podobna jednomyślność dotyczy niezgody na relatywizację historii, rozmywanie odpowiedzialności oraz fałszowanie faktów.
Paweł Ukielski Zastępca Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com