Archive | March 2026

Strefa Gazy. Hamas poniósł dotkliwe straty, ale zamiast oddać władzę, umacnia swoją pozycję

Przesiedleni Palestyńczycy w obozie w Deir al Balah, Strefa Gazy. (Fot. REUTERS/Mahmoud Issa)


Strefa Gazy. Hamas poniósł dotkliwe straty, ale zamiast oddać władzę, umacnia swoją pozycję

Marta Urzędowska


Patrolują ulice, wydają dowody osobiste, kontrolują służbę zdrowia i sądy. W czasie gdy świat zastanawia się, kto i jak powinien rządzić Gazą, hamasowcy nie tylko nie składają broni, ale umacniają swoją pozycję.

Mieszkańcy Gazy cytowani przez BBC nie mają wątpliwości – Hamas w pełni odzyskuje kontrolę nad enklawą, w tym nad kwestiami bezpieczeństwa, zbieraniem podatków i usługami publicznymi, pokazując, że nie zamierza oddać władzy.

W Gazie od miesięcy trwa pierwsza faza rozejmu

Doniesienia o umacnianiu się grupy pojawiają się w czasie, kiedy światowi przywódcy zastanawiają się, jak ostatecznie zakończyć wojnę w Gazie i zainstalować na miejscu nowy rząd.

W enklawie od października ub. roku trwa pierwsza faza rozejmu, która przerwała trwającą przez dwa lata wojnę. Walki zostały wstrzymane, Hamas oddał ostatnich żyjących zakładników i ciała zabitych, a izraelska armia wycofała się z połowy enklawy.

Od tego czasu na miejscu panuje impas – Izraelczycy kontrolują wschodnią część Gazy, gdzie stacjonują izraelscy żołnierze i dokąd Palestyńczycy nie mają wstępu. Z kolei w części zachodniej nie ma izraelskiej armii, a kontrolę na miejscu sprawuje Hamas.

Kolejnych faz rozejmu, w ramach których władzę w Gazie miałby przejąć rząd palestyńskich technokratów, a bezpieczeństwa miałyby pilnować międzynarodowe siły stabilizacyjne, na razie nie udało się wypracować. Żadna ze stron nie jest gotowa na spełnienie koniecznych warunków – Hamas nie chce się rozbroić, a Izrael – wycofać żołnierzy.

W efekcie choć rada technokratów, choć rzeczywiście powstała, od tygodni bezczynnie czeka w Egipcie, a szanse, że obejmie w najbliższym czasie rządy w Gazie, są niewielkie.

Jedynym elementem kolejnych punktów rozejmu jest powołanie przez Trumpa Rady Pokoju – międzynarodowego organu, który miałby wspierać nowe palestyńskie władze i pilnować, by pokój na miejscu okazał się trwały. Rada na razie odbyła tylko spotkanie inauguracyjne i nie jest jasne, co będzie robić dalej w kwestii Gazy.

Wydają dokumenty, kontrolują służbę zdrowia i sądownictwo

W czasie gdy światowi przywódcy rozważają, kto i jak miałby przejąć rządy w Gazie, Hamas nie planuje nikomu ich oddawać. Choć w czasie wojny poniósł duże straty – zginęła większość dowódców i szeregowych terrorystów, zniszczona została duża część tuneli i infrastruktury – nadal rządzi w enklawie.

Hamas odzyskał już kontrolę nad 90 proc. terenów, na których pozostaje obecny

– wylicza w rozmowie z BBC miejscowy aktywista, Muhammad Diab. – Wróciła jego policja i służby bezpieczeństwa, widać je na ulicach. Kontrolują przestępczość, ścigają ludzi uznanych za kolaborantów, ale też każdego, kto ma własną opinię. Obywatele muszą zwracać się do władz Hamasu po dowody osobiste, usługi medyczne. Hamasowcy odzyskują też kontrolę nad sądami i wymiarem sprawiedliwości – wylicza.

Także w Rafah na przejściu granicznym z Egiptem, które od początku lutego jest ponownie otwarte, głównie dla chorych potrzebujących pomocy medycznej za granicą, hamasowcy już drugiego dnia pojawili się, by nadzorować proces wyjazdów i powrotów do Gazy, choć teoretycznie monitorowaniem tego procesu mieli się zajmować obserwatorzy z krajów UE.

Strefa Gazy. Namioty przesiedlonych Palestyńczyków w Chan Junis. Fot. REUTERS/Mahmoud Issa

Także właściciele straganów na bazarach Gazy potwierdzają, że policja Hamasu regularnie je patroluje, pobierając podatki i inne opłaty. – Ruch jest mały, a władze i tak domagają się opłat za miejsce – skarży się jeden z właścicieli cytowany przez stację. – Codziennie przychodzą, z tymi samymi agresywnymi żądaniami, powtarzają, że jeśli nie zapłacimy, wyrzucą nas i nasze towary na ulicę. Domagają się 700 szekli (225 dolarów), a przecież nikogo z nas na tyle nie stać – dodaje.

Hamas bogaci się na podatkach. Tylko dyskretniej niż przed wojną

Odkąd w Gazie obowiązuje rozejm, a Izraelczycy wpuszczają na miejsce więcej towarów, Hamas przywrócił ścisłą kontrolę nad opodatkowaniem wjeżdżających dóbr. Jeden z handlarzy przyznaje, że wobec tych, którzy nie chcą płacić, terroryści używają siły. Hamasowi płacić trzeba wyłącznie gotówką, żeby nie było śladu, że do grupy trafiają pieniądze, co oznacza, że sytuacja powoli wraca do tej sprzed wojny.

Hamas nie kryje, że dba o swoje interesy. – W Gazie mamy stan wyjątkowy, konieczne są specjalne środki. Wiemy, że niektórzy handlarze utrzymują kontakty z izraelskim okupantem i próbują osiągać nadmiarowe zyski. Dlatego, jeśli odmawiają współpracy, nasza administracja czasem musi działać zdecydowanie – – twierdzi cytowany w BBC rzecznik grupy, Hazem Kassam.

Terroryści nie tylko zajmują się dziś rządzeniem. Izraelska armia alarmuje, że nadal niemal codziennie jej żołnierze są przez nich atakowani. Odkąd w Gazie obowiązuje rozejm, na miejscu zginęło już czterech izraelskich żołnierzy. W tym samym czasie izraelska armia zabiła ok. sześciuset Palestyńczyków – najczęściej za przekraczanie tzw. żółtej linii, oddzielającej część Gazy, w której stacjonują Izraelczycy, od tej kontrolowanej przez Hamas.

Hamasowcy chcą zachować lekką broń

Choć druga część rozejmu zależy od tego, czy Hamas odda broń, to trudny warunek, bo nikt nie wie, jak miałoby się to odbyć. Plan pokojowy przygotowany jesienią ub. roku przez Donalda Trumpa nie precyzuje, komu hamasowcy mieliby ją oddać, jakiej konkretnie broni mieliby się pozbyć i kto miałby kontrolować, czy faktycznie oddali wszystko, co obiecali.

Do tej pory terroryści powtarzali, że nawet jeśli zgodzą się na rozbrojenie, zostawią sobie lekką broń do prywatnego użytku, żeby bronić się już nie przed izraelską armią, ale innymi palestyńskimi grupami. Już raz mieli okazję – tuż po ogłoszeniu rozejmu starli się z rywalami z innych klanów, którzy we współpracy z Izraelem próbowali odebrać im wpływy.

Izraelskie władze dotąd zdecydowanie sprzeciwiały się pozostawieniu terrorystom nawet lekkiej broni i groziły, że jeśli nie oddadzą wszystkiego, wojna powróci.


Redagowała Ludmiła Anannikova


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Od 6 marca obchody Roku Andrzeja Wajdy – przeglądy filmów, wystawy, warsztaty


Od 6 marca obchody Roku Andrzeja Wajdy – przeglądy filmów, wystawy, warsztaty

ksi/ dki/


Materiały związane z Andrzejem Wajdą prezentowane podczas spotkania dotyczącego obchodów Roku Wajdy. Fot. PAP/Tomasz Gzell

Przeglądy filmów, festiwale, wystawy, spektakle, projekty edukacyjne, konferencje, warsztaty – to tylko niektóre z wydarzeń, które obejmuje ogólnopolski i międzynarodowy program obchodów Roku Andrzeja Wajdy. Inauguracja odbędzie się 6 marca, w setną rocznicę urodzin reżysera.

Program, przygotowany przez instytucje kultury w całym kraju, będzie realizowany przy wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Decyzją Senatu 2026 r. został ustanowiony Rokiem Andrzeja Wajdy w setną rocznicę urodzin reżysera (6 marca 1926 r.) i dziesiątą rocznicę jego śmierci (9 października 2016 r.).

Minister kultury Marta Cienkowska podczas spotkania zapowiadającego obchody oceniła, że Wajda „nie tylko inspirował, jeśli chodzi o kwestie kulturowe, ale również, jeśli chodzi o światopogląd, o to, jak kultura powinna mówić, że artysta nie może być obojętny wobec rzeczywistości, w której żyje”.

Poinformowała, że rok Wajdy będzie czasem przypominania słów wielkiego mistrza, jego życia oraz tego, co zrobił dla Polski, a także mówienia o tym, jak wielkim był patriotą, jak uczył nas patriotyzm, jak pokazywał, że patriotyzm może być niekoniecznie narodowościowy i martyrologiczny.

– Ten rok będzie o tym, że kultura jest przestrzenią realnej rozmowy. To będzie rok niesamowitych wydarzeń, fantastycznych rozmów, cudownych instalacji artystycznych, wielkich spotkań, ale przede wszystkim niesamowitej współpracy wielu osób artystycznych i instytucji – podkreśliła Cienkowska.

Oficjalne obchody rozpoczną się 6 marca. Tego dnia zaplanowano wernisaż wystawy „Andrzej Wajda w obiektywie Renaty Pajchel” w galerii „Okno na Kulturę”, przygotowanej przez Filmotekę Narodową – Instytut Audiowizualny.

To opowieść o niemal trzech dekadach twórczej współpracy między reżyserem a jego „etatową fotosistką”. Fotosy Pajchel współtworzyły wizualną pamięć takich filmów jak „Człowiek z marmuru”, „Bez znieczulenia” oraz „Wszystko na sprzedaż”, stając się elementem historii polskiego kina i dziedzictwa filmowego. Szczególne miejsce na wystawie zajmują powiększone, nigdy dotąd nieprezentowane werki – fotografie zza kulis dokumentujące życie planu filmowego, a przede wszystkim Andrzeja Wajdę przy pracy. Wystawę będzie można oglądać do 3 kwietnia.

Wystawą, która również inauguruje obchody, jest ekspozycja w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie „Wajda. W stulecie urodzin” (07.03.2026 – 28.06.2026).

O Wajdzie przygotowano wiele wystaw. On sam często wybierał tę formę wypowiedzi, obok książek i filmów dokumentalnych, by w nieco szerszej perspektywie ukazać swoją twórczość. Jednak po raz pierwszy w ten sposób wypowie się o nim jego żona Krystyna Zachwatowicz-Wajda, która poprzez wybrane przez siebie fotografie, cytaty, notatki i szkice robocze przedstawi sylwetkę reżysera.

W ramach kolejnej odsłony Akademii Polskiego Filmu „Malarstwo w filmach Andrzeja Wajdy” Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny zaprasza do Kina Iluzjon, a także Łodzi i Gdańska na cykl, w którym odkryte zostanie malarskie DNA twórczości Wajdy.

Reżyser porzucił Akademię Sztuk Pięknych na rzecz łódzkiej Szkoły Filmowej – mimo to, malarstwo nigdy nie opuściło jego twórczości. Kadry jego filmów ożywają obrazami Matejki, Malczewskiego, Wróblewskiego – mistrz kina przemienia płótna wielkich artystów w ruchome, pulsujące życiem sceny.

Od lutego do czerwca m.in. w kinie Iluzjon zaprezentowanych zostanie 13 dzieł Wajdy. Podczas każdego ze spotkań filmoznawcy poprowadzą widzów przez filmowe cytaty, zestawiając kadry z oryginalnymi obrazami: Wyspiańskiego, Grottgera, Gierymskiego, Hoppera, Goi. Dzięki akademickim wykładom uczestnicy kursu będą mieli okazję przekonać się jak Wajda budował nastrój, symbolikę i emocje poprzez dialog z malarstwem.

Od marca do grudnia w dziewięćdziesięciu kinach studyjnych w całej Polsce odbędzie się przegląd „Wajda: re-wizje”, organizowany przez Stowarzyszenie Kin Studyjnych.

Przegląd ma na celu przybliżenie Wajdy współczesnemu odbiorcy jako twórcy aktualnego – nowoczesnego, młodzieńczego w ekspresji i niezwykle dynamicznego, reżysera, który zawsze trzymał rękę na pulsie współczesnej kultury i z niezwykłą przenikliwością opowiadał o młodych ludziach uwikłanych w historię, politykę i narodowe mity. Program przeglądu został ułożony w rytmie kalendarza – każdy miesiąc przynosi inny tytuł, korespondujący z porą roku, nastrojem i tematyką filmu. Cykl otwiera „Popiół i diament” (1958). W repertuarze znajdą się także „Niewinni czarodzieje” (1960), „Wesele” (1972), „Wszystko na sprzedaż” (1968), „Człowiek z marmuru” (1977), „Brzezina” (1970), „Bez znieczulenia” (1978) i „Kronika wypadków miłosnych” (1985).

Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy przygotowało nową edycję „Niezbędnika filmowego” – kompleksowego materiału dydaktycznego dla nauczycieli szkół ponadpodstawowych, poświęconego twórczości Wajdy. Publikacja powstała z myślą o pedagogach języka polskiego, historii, wiedzy o społeczeństwie, etyki oraz wychowawcach, którzy poszukują atrakcyjnych i merytorycznych narzędzi do pracy z młodzieżą. Materiał obejmuje szczegółowe omówienia 12 filmów Wajdy – od klasycznych dzieł historycznych po kino moralnego niepokoju – zestawione z propozycjami lekcji, kontekstami interpretacyjnymi oraz gotowymi scenariuszami zajęć. Wszystkie treści zostały powiązane z aktualną podstawą programową i wzbogacone komentarzami filmoznawczymi.

Centrum Kultury Filmowej wraz z Muzeum Historii Polski zaprasza także nauczycielki i nauczycieli, edukatorów, filmoznawców oraz osoby pracujące w kulturze i edukacji na ogólnopolską konferencję „Andrzej Wajda: uczeń, nauczyciel, twórca. Inspiracje edukacyjne” poświęconą twórczości reżysera oraz jej potencjałowi w pracy dydaktycznej. Konferencja odbędzie się w dniach 9–10 marca w Muzeum Historii Polski w Warszawie. W programie zaplanowano wykłady i panele z udziałem wybitnych badaczy kina i kultury.

Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych organizuje od marca do grudnia m.in. warsztaty filmowe dla dzieci i młodzieży nt. filmów Wajdy.

Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny na obchody Roku Andrzeja Wajdy zaprezentuje spektakl „Wajda Kilar Śląsk” (kwiecień – Koszęcin, wrzesień – Ożarów Mazowiecki, listopad – Kraków).

Kalendarz wszystkich wydarzeń jest dostępny na stronie Roku Andrzeja Wajdy (wajda.pisf.pl), gdzie publikowane są aktualne informacje o projektach realizowanych w Polsce i za granicą. (PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Protesters at ‘Scream 7’ Premiere Call for Film’s Boycott After Former Lead Star Fired for Antisemitic Posts


Protesters at ‘Scream 7’ Premiere Call for Film’s Boycott After Former Lead Star Fired for Antisemitic Posts

Shiryn Ghermezian


(L-R) Actress Neve Campbell and director Kevin Williamson at the Paramount Pictures’ SCREAM 7 Los Angeles Premiere held at the Paramount Studios in Los Angeles, CA on Wednesday, Feb. 26, 2026. Photo: Sthanlee B. Mirador/Sipa USA via Reuters Connect

Protesters demonstrated outside the “Scream 7” premiere at Paramount Pictures Studios in Los Angeles on Wednesday night to call for the film’s boycott after its former lead star, Melissa Barrera, was fired in 2023 for posting antisemitic and anti-Israel messages on social media.

The protesters, who were supporters of groups including Entertainment Labor for Palestine and Musicians for Palestine, waved Palestinian flags and held signs that criticized Paramount as well as Israel.

“Paramount Whitewashes Genocide,” read one sign held by a demonstrator. Another sign read “Boycott Scream 7 Stand For Free Speech” while a separate one said “LAPD, KKK, IDF It’s All the Same,” referring to the Los Angeles Police Department, the Ku Klux Klan, and the Israel Defense Forces.

“Paramount has a BLACKLIST of actors who criticize Israel,” claimed another sign.

Barrera was set to star in “Scream 7” after leading the fifth and sixth installments of the franchise. In November 2023, however, Spyglass Media Group, which produces the “Scream” film franchise, fired Barrera from reprising her role in the seventh “Scream” movie after the Mexican actress posted on Instagram messages that described Israel as a “colonized” land, suggested the Jewish state controls the media, accused Israel of genocide and ethnic cleansing of Palestinians during the war with Hamas in Gaza, and criticized the United States for sending “billions of dollars to fund a genocide.” She also shared a post about distorting “the Holocaust to boost the Israeli arms industry.”

Spyglass Media Group said in a statement at the time that it had “zero tolerance for antisemitism or the incitement of hate in any form, including false references to genocide, ethnic cleansing, Holocaust distortion, or anything that flagrantly crosses the line into hate speech.”

Shortly after Barrera’s firing, Jenna Ortega dropped out of “Scream 7,” but her decision was due to a scheduling conflict, and director Christopher Landon also left the project. He made the announcement on X, writing in part, “It was a dream job that turned into a nightmare. And my heart did break for everyone involved. Everyone. But it’s time to move on.”

Kevin Williamson, who wrote the original 1996 “Scream” film directed by Wes Craven, returned to direct “Scream 7” with a script from Guy Busick. The film is set to open on Friday, and the cast includes Neve Campbell, Courteney Cox, Mason Gooding, Isabel May, Celeste O’Connor, Asa Germann, McKenna Grace, Sam Rechner, and Anna Camp.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Zanim zwyciężymy: przetrwać wojnę

Zdjęcie: Noam Revkin Fenton/Flash 90


Zanim zwyciężymy: przetrwać wojnę

Forest Rain


To, że nie leżymy na podłodze, płacząc i krzycząc, nie znaczy, że jest nam łatwo. Nie jest.

Po napisaniu o Purim jako przewodniku przetrwania dla Żydów uświadomiłam sobie, że są rzeczy trudniejsze do wyjaśnienia — to, jak wygląda przetrwanie w czasie rzeczywistym.

Są rzeczy, o których nie chcę pisać.

Jak choćby o wyczerpaniu po bezsennych nocach, kiedy syreny alarmu przeciwlotniczego każą nam pędzić do schronu. O siedzeniu z innymi wyczerpanymi sąsiadami w nocnym chłodzie i między betonowymi ścianami, czekając na sygnał odwołujący alarm, który mówi, że możemy wrócić do łóżek — jeśli w ogóle da się zasnąć z adrenaliną krążącą w żyłach.

Para z niemowlęciem, w wieku tej wojny — jego mama była w ciąży 7 października. Teraz ma dwa lata i wie, żeby powiedzieć: „Czas iść do schronu”, kiedy rozlega się syrena.

Jak bolesne jest to, że uważa za coś normalnego przychodzenie do schronu w kostiumie na Purim. Albo usłyszeć córkę innego sąsiada, uczennicę czwartej klasy, mówiącą z tęsknotą: „Mam nadzieję, że będziemy mogli świętować Purim, kiedy to wszystko się skończy. Miałam się przebrać za lamparta”.

Nie sądzę, żebym miała słowa, by wyjaśnić różnicę w poziomie stresu w zależności od tego, jaki alert otrzymujemy.

Alert o nadlatujących rakietach z Iranu — ogłuszający alarm w telefonie ostrzegający o niebezpieczeństwie, ale też dający nam błogosławiony czas, by spokojnie dotrzeć do schronu bez biegu. Czekanie na kolejną serię syren. Jeśli się nie włączą i musimy tylko czekać, oznacza to, że rakieta została zestrzelona po drodze. Dobrze.

Kolejna seria syren oznacza, że rakieta jest blisko i może zostać przechwycona w naszej przestrzeni powietrznej — co skutkuje odłamkami wielkości samochodów spadającymi z nieba — albo, co gorsza, rakietą przebijającą się przez nasz system obrony i trafiającą w cel, pozostawiając całe dzielnice wyglądające tak, jakby tornado porwało budynki i rzuciło je z powrotem na ziemię w kawałkach.

Po zobaczeniu skutków takich rakiet, jak ta, która uderzyła w schron w Beit Shemesh, trudno spokojnie siedzieć i czekać na kolejne nadlatujące pociski.

Stres związany z dżwiękiem syreny na zewnątrz bez otrzymania alertu w telefonie to coś zupełnie innego. Rakiety wystrzeliwane z bliższych miejsc, na przykład przez Hezbollah, nie dają czasu na wcześniejsze ostrzeżenie. Ich pociski nie są tak niszczycielskie jak te z Iranu — ale usłyszenie wybuchu zanim dotrze się do schronu nie jest, delikatnie mówiąc, przyjemnym doświadczeniem.

Nie chcę pisać o stresie, który objawia się fizycznymi dolegliwościami. O przeziębieniach łapanych zbyt łatwo. O szczękach zaciśniętych tak mocno, że rozdzierające bóle głowy są nieuniknione. O zmęczeniu, rozbiciu i rozdrażnieniu.

O martwieniu się o innych bardziej niż o siebie. Czy dzieci są bezpieczne. Czy przyjaciele żyją. O pogrążonych w żałobie i rannych.

Boże, proszę, niech piloci wrócą bezpiecznie do domu. Jeden błąd techniczny — szczególnie nad terytorium wroga — to koszmar, o którym nawet nie chcemy myśleć.

Nie chcę pisać o problemach finansowych ani o tym, jak dalej żyć, kiedy wszystko zatrzymuje się przez wojnę.

Nie chcę o tym pisać. Co w tym zresztą nowego? To nie zaczęło się od amerykańskiego ataku na Iran; zaczęło się od inwazji z Gazy 7 października — i od innych irańskich pełnomocników, którzy dołączyli, próbując nas dokończyć.

Jak mam wyjaśnić lodowaty terror bezradności wobec przypływu śmierci próbującego nas wszystkich utopić? Nawet wielu Izraelczyków próbuje odsunąć od siebie pamięć tego uczucia.

Albo fizyczną reakcję ciała, które nie potrafi pomieścić wiedzy o tym, czego umysł właśnie się dowiedział — terroru, że najeźdźcy przyjdą także z północy, będą torturować, gwałcić i palić nas tak, jak zrobili to z naszymi przyjaciółmi na południu. Świadomości, że jeśli im się uda, nasi sąsiedzi również mogą powstać przeciwko nam i dołączyć do ludobójstwa Żydów.

Przez pierwsze kilka dni nasi sąsiedzi byli straszniejsi niż rakiety.

A gdy nasz naród zaczął się bronić, nasz stres zamienił się w strach i żałobę, gdy odkrywaliśmy kolejne stracone życia — dzieci naszych przyjaciół i przyjaciół naszych dzieci — tych, którzy byli na imprezie, i tych, którzy zginęli w walce.

Kto ma słowa, by opisać cień zakładników, który nieustannie nas prześladuje? Wiedzę, że my jedliśmy, kiedy oni nie jedli. Że my mieliśmy wygodę, podczas gdy oni byli torturowani. Ten terror empatii — widmowe współcierpienie z naszymi siostrami krzywdzonymi przez potwory, które zamordowały naszych braci.

Ten ciężar zmalał, gdy zakładnicy zostali uwolnieni. Ale uwolnienie to dopiero początek leczenia, a nie samo wyleczenie. Świadomość, że to samo może wydarzyć się ponownie, dopóki istnieje ten sam wróg z tą samą ideologią, nie daje nam żadnego spokoju.

Nie potrafię wyjaśnić stresu i frustracji związanych z wojnami przerywanymi zbyt wcześnie — w Gazie, w Libanie i w Iranie — w pogoni za nadzieją na „porozumienie”, o którym wiedzieliśmy, że nie jest prawdziwe i nie przetrwa. Wojny muszą kończyć się zwycięstwem, żeby naprawdę się skończyć. Odkładanie wszystkiego tylko pogarsza sprawę. Wiedzieliśmy, że jesteśmy zmuszani czekać, aż ogień znów się rozpali — a im dłużej czekaliśmy, tym bardziej niebezpieczny stawał się ten ogień.

I dlatego znów mierzymy się z Iranem, Hezbollahem i Hamasem, który nadal rządzi większością Gazy.

A jak mówią Izraelczycy: „Nie jest łatwo”.

Bo lubimy narzekać — ale tylko na rzeczy, które tak naprawdę nie mają znaczenia. Im trudniej jest naprawdę, tym mniej narzekamy.

Bo nie bierzemy udziału w olimpiadzie ofiar.

Przetrwamy.
I będziemy się rozwijać.

A teraz nadszedł czas, by wprowadzić w życie lekcje Purim sprzed 2500 lat. Nadszedł czas, by zamienić grozę w świętowanie, żałobę w radość.

Nadszedł czas, żebyśmy zwyciężyli.


Link do oryginału:

  Inspiration from Zion
Before we win: surviving the war
After writing about Purim as a guide for Jewish survival, I realized there are things harder to explain — what survival feels like in real time…
Read more

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel’s Unfinished Business in Lebanon


Israel’s Unfinished Business in Lebanon

Eyal Zisser


With Hezbollah’s Iranian patron on the ropes, Jerusalem gets another shot at completing the job it was forced to pause two years ago

Hezbollah and Iranian flags are seen at an event honoring Iran’s Supreme Leader, Ayatollah Ali Khamenei, on March 1, 2026 at Ashoura Square in southern Beirut, Lebanon
Daniel Carde/Getty Images

It took barely 48 hours after the United States and Israel began their joint operation against the Iranian regime for Hezbollah to fire rockets at Israel. As it became clear that regime decapitation was part of the operation’s objectives, the group’s involvement was all but inevitable. Israel retaliated immediately with a wave of targeted strikes and has now begun limited ground operations in south Lebanon, even as its air force maintains an unprecedented tempo of sorties over Iran.

For Israel, Hezbollah is unfinished business. And while the Iranian proxy’s fate ultimately will be affected by that of its patrons in Tehran, the current moment offers Israel an opening to rectify the mistake of two years ago and secure a strategic win independent of the ultimate outcome of the campaign in Iran.

By the end of 2024, Hezbollah was at a low point it had not experienced since its establishment four decades earlier. The blows Israel inflicted on the organization during the war that began in October 2023—culminating in the elimination of nearly its entire top echelon and in the loss of an essential logistical and financial lifeline with the collapse of Bashar al-Assad’s regime in Syria in December 2024—left Hezbollah weakened, exposed, and strategically vulnerable. It appeared that relatively little additional pressure would have sufficed to dismantle it as a powerful militia and prominent political actor in Lebanon.

Yet in November 2024, under American pressure and amid a desire to prioritize other arenas, Israel was forced to accept a cease-fire. In doing so, it granted Hezbollah a lifeline—one the organization has used to regroup and rebuild. It looked as though Israel had been denied a rare strategic opportunity. After all, for decades Israel viewed Hezbollah as its most dangerous enemy. The organization’s missile arsenal had cast a constant shadow over life in northern Israel and had contributed to Israeli strategic hesitation regarding action against Iran’s nuclear program.

While the Iranian proxy’s fate will be affected by that of its patrons in Tehran, the current moment offers Israel an opening to rectify the mistake of 2024.

For a while, it seemed as though an old-new concept, one that was supposed to have collapsed on Oct. 7, had once again begun to take hold in regard to Lebanon: namely, the conceit that Hezbollah had been severely weakened and was now deterred; that time and internal Lebanese pressure would gradually compel it to disarm. This logic, which was encouraged by American envoys and U.S. policy in Lebanon, echoed past strategic assumptions that had proved fatally wrong.

When Hassan Nasrallah decided to join Hamas’ war against Israel, he was convinced it was a win-win situation, based on his experience over three decades as Hezbollah’s secretary general. When Israel’s northern villages cleared out under Hezbollah fire, and when it appeared that Washington had placed limits on Israeli escalation in Lebanon, it looked as though his calculation was sound. However, Nasrallah had made a deadly mistake, as he failed to grasp and internalize the profound shift that had taken place within Israel following Oct. 7. He also underestimated the extent of the intelligence and operational superiority that Israel had gained over the years against his organization.

By the summer of 2024, Jerusalem had made the decision to launch a comprehensive attack against Hezbollah. Within a couple of months, the IDF had succeeded in eliminating the group’s top military command as well as its political leadership, including Nasrallah and his successor, Hashem Safieddine, and had neutralized most of its military capabilities. Facing mounting losses, Hezbollah was relieved by the American push for a cease-fire that took effect on Nov. 27, 2024. Within a month of the cease-fire, the Assad regime collapsed, further compounding Hezbollah’s difficulties.

The incoming American administration convinced itself that these developments had created favorable conditions inside Lebanon for Hezbollah’s opponents, thereby creating a supposedly historic moment for American engagement in support of the Lebanese government and armed forces. In January 2025, the new Lebanese government pledged to restore state sovereignty and disarm non-state militias, including monopolizing arms south of the Litani River. The Lebanese army presented a plan to take over Hezbollah’s military infrastructure in the area, and by the end of 2025, Lebanese official declarations claimed that the mission, south of the Litani, had been accomplished.

In practice, however, declarations did not reflect reality. Hezbollah adopted a low profile, not as an act of surrender, but as a strategic pause intended to preserve its remaining assets and rebuild, and also to facilitate the government’s efforts to secure reconstruction funds for southern Lebanon. But its attitude remained one of public intransigence. A few days before the U.S.-Israeli attack on Iran, the group’s new secretary general, Naim Qassem, openly rejected the government’s stated plan for the area north of the Litani. That meant the plan was effectively dead, as the Lebanese government lacks both political and military cohesion to confront Hezbollah directly. Fear of renewed civil war and the potential fragmentation of the military constrains decisive action. Instead, Lebanese leaders routinely blame their inaction on Israel, claiming that ongoing Israeli military activity prevents stabilization.

Despite being restrained by the 2024 cease-fire, Israel continued to strike in Lebanon almost daily, tailing Hezbollah operatives, complicating its reconstruction efforts in southern Lebanon, and exerting indirect pressure on it by preventing its Shiʽite supporters from returning to their villages along the border with Israel. For all its advantages in continuously degrading Hezbollah’s capabilities and command structure, the Israeli-sustained campaign nevertheless lacked strategic decisiveness, stopping short of overwhelming Hezbollah or even halting the organization’s rehabilitation process.

Although it was the less friendly Democratic administration that pressured Israel to halt its war on Hezbollah in 2024, the Trump administration has also placed some restrictions on Israeli activity in Lebanon, even as it has accepted continued IDF targeted strikes against the group. That’s because the Trump administration shares the bipartisan Washington consensus over propping up the Lebanese government. This conventional wisdom contained an inherent contradiction: Even as the U.S. proclaimed the government and armed forces to be the instruments for containing Hezbollah, it simultaneously excused them for avoiding precisely this course of action.

But the Trump administration came in with an even more ambitious plan: namely, the expansion of the Abraham Accords to include Syria and Lebanon. It was convinced that in the face of the regional momentum, and supposedly under internal pressure from within Lebanon, Hezbollah will have no choice but to relent. The administration’s envoys Tom Barrack and Morgan Ortagus urged Israel to engage in talks with the Lebanese government to build momentum toward some agreement—albeit without disrupting the near-daily targeted strikes against Hezbollah. This fantastical thinking not only assumed political dynamics in Lebanon that do not correspond to reality but also had the effect of continuing a key feature of the Biden administration’s policy: preventing a full-scale Israeli operation in Lebanon.

In the first 24 hours after the strike against Iran, Israel reportedly relayed to Beirut via the Americans that it would not strike in Lebanon if Hezbollah didn’t engage. Unsurprisingly, that proved short-lived, as Hezbollah inevitably heeded Tehran’s priorities rather than the growing voices within Lebanon urging it not to drag the country into yet another destructive war.

The question now is how far Israel will go in this second round. Three obvious scenarios come to mind: one, an intensified version of the campaign of precise targeting, aimed at degrading capabilities and preventing any serious threat to the home front, while the Israeli Air Force continues its operation in Iran; two, a limited ground operation to create a de facto buffer zone near the border in order to protect northern communities in Israel and prevent their mass evacuation, while clearing the area in south Lebanon of any remaining, or newly rebuilt, Hezbollah infrastructure; three, a full-scale operation to inflict a decisive defeat on the group.

As things currently stand, Israel appears to be implementing a combination of the first two scenarios—with high-profile targeted assassinations, which in recent days have included the head of Hezbollah’s intelligence headquarters, Hussein Makled, and, more significantly, the Islamic Revolutionary Guard Corps Quds Force’s commander in Lebanon, Daoud Ali Zadeh. Reportedly, the United States has sent reassurances to the Lebanese that Israel would not attack Beirut’s airport or seaport—a long-standing American request to the Israelis.

Both these scenarios, however—provided they don’t change—are more of a variation on the existing theme and appear to be pegged to other developments, be they the fate of the regime in Iran, or any U.S.-backed plan with the Lebanese government and army. The IDF’s Chief of the General Staff Lt.-Gen. Eyal Zamir’s statement on Tuesday—“We are determined to eliminate the threat Hezbollah poses and will not stop until this organization is disarmed”—could also be understood in line with a more limited scenario. That is, the IDF would apply increased pressure and then bet on the option of the Lebanese government, under a U.S. umbrella, disarming the group. Given that this option is without historical precedent, the likelihood of it going nowhere is high. Which would then mean that Israel would have to settle, once again, for a holding pattern.

The underlying problem remains: Hezbollah’s disarmament will not result from persuasion or internal Lebanese pressure. As in the case of Iran, the issue is not the terms of negotiation, but the continued existence of a heavily armed militia operating outside state control. Hezbollah will not voluntarily relinquish its weapons. What is needed is a decisive military campaign that will lead to its defeat.

The opportunity missed in November 2024 should not be missed again.


Eyal Zisser is the Vice Rector of Tel Aviv University and the holder of The Yona and Dina Ettinger Chair in Contemporary History of the Middle East. He is the author of, among other books, Assad’s Syria at a Crossroads; Lebanon: the Challenge of Independence; Faces of Syria; The Bleeding Cedar; and Syria: Protest, Revolution, Civil War.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com