Archive | February 2015

Warszawa sprzedała Pekin

Warszawa sprzedała Pekin

Warszawa sprzedała Pekin – Wirtualny Sztetl
Autor: Krzysztof Bielawski Źródło: www.gazeta.pl


Kamienica Wolfa KrongoldaNie było łatwo. Urzędnicy z warszawskiego ratusza sześciokrotnie organizowali przetargi. Dopiero w ostatnich dniach udało się znaleźć nabywcę. Jeśli nikt nie podważy procedury przetargowej, nowym właścicielem zostanie firma Czerwone Maki, a do kasy miasta wpłynie 21 mln zł.

Nie chodzi tu oczywiście o stolicę Chin, ale o warszawską kamienicę u zbiegu ulic Złotej i Żelaznej. W 1899 r. wzniósł ją Wolf Krongold. To potężny, 5-piętrowy budynek. Umieszczona na dachu rzeźba starca i młodzieńca przy tarczy z datą 1899 stanowi alegorię przejścia w nowy wiek. Ze względu na rozmiary oraz liczbę mieszkańców, budynek potocznie nazywany jest „Pekinem”.

Kamienica od 2003 r. stoi opustoszała. Nie ma jednak ryzyka wyburzenia. Obiekt jest wpisany do rejestru zabytków, konserwator nie pozwala na istotne przebudowy oraz zmianę elewacji.

Pomimo zniszczeń z czasów wojny, w rejonie ulicy Żelaznej i jej przecznic wciąż znajduje się stosunkowo dużo XIX-wiecznych kamienic. Wiele z nich należało do żydowskich właścicieli. W latach PRL część dawnej zabudowy została zastąpiona blokami z wielkiej płyty, po 1989 r. niektóre stare budynki ustąpiły miejsca przeszklonym biurowcom i apartamentowcom.

Te stare kamienice są niestety bardzo zaniedbane. W 2007 r. pieczołowicie odrestaurowano budynek przy ul. Chłodnej 20, w którym mieszkał m. in. Adam Czerniakow – działacz społeczny, a w czasie wojny przewodniczący Judenratu. Dziś to miejsce wręcz ekskluzywne. Czy tak samo będzie z kamienicą Wolfa Krongolda?

Dziedzictwo materialne polskich Żydów to nie tylko synagogi, mykwy i cmentarze. To także budynki mieszkalne. W skali kraju są ich tysiące.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Chcę żyć – film dokumentalny

Chcę żyć – film dokumentalny

 

 

Frister urodził się w rodzinie żydowskiej. Po wybuchu II wojny światowej uciekł wraz z rodzicami do Krakowa, gdzie jego matka została zamordowana. Następnie trafił do obozu w Starachowicach, gdzie na dur brzuszny zmarł jego ojciec. Przeżył pobyt w obozach Mauthausen, Auschwitz oraz marsz śmierci do Mauthausen, gdzie doczekał wyzwolenia. Po dwuletnim leczeniu w szpitalu dla chorych na gruźlicę, wrócił do Polski i osiadł we Wrocławiu, gdzie pracował jako dziennikarz w „Słowie Polskim”. W 1952 r. został aresztowany za rzekomy sabotaż, a po zwolnieniu z aresztu śledczego skreślono go z listy uprawnionych do wykonywania zawodu dziennikarskiego. W maju 1957 r. wyemigrował do Izraela, zachowując obywatelstwo polskie. Przez 25 lat pracował w dzienniku „Haaretz”, z czego 14 lat jako redaktor naczelny magazynu weekendowego. Był szefem wydziału dziennikarstwa przy Uniwersytetu Bar-Ilan, a od marca 1990 r. do października 1991 r. dyrektorem brytyjskiego koncernu medialnego Maxwell Communication Corporation w Europie Wschodniej z siedzibą w Warszawie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Dziedzictwo przyjmę od zaraz

Dziedzictwo przyjmę od zaraz

Katarzyna Markusz


Seweryn Aszkenazy, polsko-żydowski biznesmen, który większość swego życia spędził w Stanach Zjednoczonych, od kilku lat pojawia się w polskich mediach oskarżając polskich Żydów o brak uczciwości. Jednym z dziennikarzy, którzy badają finanse gmin żydowskich jest Nissan Tzur. Ze sprawozdań finansowych Friends of Jewish Renewal in Poland, organizacji kierowanej przez Aszkenazego, wynika, że w ciągu ostatnich kilku lat przekazała ona Tzurowi przynajmniej 9 000 dolarów.

W 2003 r. do Krajowego Rejestru Sądowego wpisano Fundację “Dziedzictwo i Odrodzenie”. Siedzibą fundacji jest Męćmierz w woj. lubelskim. Prezesem tej organizacji jest Zenon Stanisław Madzelan, a jego zastępcą Tomasz Pietrasiewicz. Pietrasiewicz to dyrektor Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN w Lublinie, odznaczony w 2008 r. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Jest znanym działaczem i animatorem kultury, zasłużonym dla dialogu polsko-żydowskiego. Zenon Madzelan zaś jest wójtem gminy Borzechów (woj. lubelskie), również angażującym się w sprawy związane z żydowską kulturą i dziedzictwem. Pietrasiewicz po informacje w sprawie fundacji odsyła do Madzelana. Podobnie jak Seweryn Aszkenazy. Madzelan informuje mnie, że założycielem i podstawowym darczyńcą fundacji jest Seweryn Aszkenazy, a sama fundacja nie prowadzi działalności gospodarczej. – Zarządzana jest społecznie przez Zenona Madzelana – Prezesa i Tomasza Pietrasiewicza – Zastępcę Prezesa – wyjaśnia.

Pierwsza uchwała, jaką podjęła Fundacja zaczyna się od słów: “Ja Seweryn Aszkenazy (…) jako ustanawiający Fundację pod nazwą ‘Dziedzictwo i Odrodzenie’ z siedzibą w Kazimierzu Dolnym 24-210 Męćmierz 21 nadaję statut Fundacji (…).” W części “cele i zasady działania” tego statutu uwzględniono m.in.: “zarządzanie i administrowanie nieruchomościami stanowiącymi własność Gmin Żydowskich oraz współudział (…) z Gminami Żydowskimi w zakresie restytucji mienia żydowskiego.” Dlaczego niewielka fundacja z Kazimierza Dolnego chce zarządzać nieruchomościami i brać udział w restytucji mienia żydowskiego? – Fundacja nie zajmowała się sprawami restytucji mienia żydowskiego – podkreśla Zenon Madzelan. – W 2004 roku podjęła próbę przejęcia od Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie gruntu wraz z budynkiem synagogi w Kazimierzu Dolnym, aby realizować jak najpełniej cele statutowe. Spotkała się jednak z nieuzasadnioną odmową współpracy w tym zakresie ze strony Gminy.

Aszkenazy został członkiem GWŻ [Gminy Wyznaniowej Żydowskiej] w 2000 roku. Miał się wówczas zwrócić do władz GWŻ z propozycją udzielenia pożyczki, która miałaby zostać wykorzystana na rozpoczęcie i prowadzenie procesu restytucji. Ta propozycja została odrzucona. Wówczas postanowił zaangażować się w działalność Beit Warszawa.

– Czy to prawda, że proponował Pan GWŻ pożyczkę na przeprowadzenie procesu restytucji? – próbuję się dowiedzieć od Aszkenazego.

– Nie, nie jest to prawda. Prawdą jest, że Zarząd GWŻ zwrócił się do mnie o pożyczkę, którą byłem gotowy im udzielić – twierdzi.

Rozmowy na temat restytucji prowadzone z Aszkenazym pamięta obecny wiceprezes Zarządu GWŻ, Andrzej Zozula. – Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, m.in. o ustawie dotyczącej restytucji, o tym, że nie możemy zacząć tego procesu głównie z powodu braku pieniędzy.

Pojawiła się propozycja udzielenia bezprocentowej pożyczki w wysokości 200 tys. dolarów. Aszkenazy miał przedstawić projekt umowy w tej sprawie. – Według dostarczonego przez niego projektu miał udzielić GWŻ nieoprocentowanej pożyczki w wysokości 200 tys. dolarów na pół roku. Zwrot miał być zabezpieczony prawami do roszczeń do nieruchomości w różnych miejscowościach. W przypadku niemożności zwrotu pożyczki w tym terminie, miała być ona oprocentowana w wysokości 3 proc. miesięcznie. Nie zgodziliśmy się na to i na tym sprawa się zakończyła – mówi Zozula.

6 stycznia 1991 r. Los Angeles Times opublikował artykuł o hotelarzu, który ma problemy z zapłaceniem należnego miastu podatku wynoszącego 700 000 dolarów [link]. Biznesmen nazywał się Severyn Ashkenazy, a urzędnicy obawiali się, że może zbankrutować. Według gazety Ashkenazy był winien West Hollywood tak dużą sumę w związku z podatkiem wynikającym z “obłożenia” prowadzonych przez niego siedmiu hoteli w tym mieście. Urzędnicy rozważali, w przypadku braku uregulowania płatności, wniesienie pozwu przeciwko Ashkenazemu. Problemy Ashkenazy Enterprises Inc. zostały ujawnione kilka miesięcy wcześniej. Jak podał LA Times, kilka czeków wystawionych przez tę firmę unieważniono, inne nie zostały honorowane z powodu braku środków na koncie. Gazeta ujawniła wtedy, że to nie pierwsze problemy finansowe Ashkenazego. W 1986 ogłosił bankructwo, ale udało mu się sprzedać swoją firmę wierzycielom z Illinois. “Wydaje mi się, że on [Ashkenazy] nie zajmuje się swoimi sprawami zbyt dobrze,” mówił wówczas burmistrz West Hollywood John Heilman. “Pojawia się problemem kiedy musi zapłacić pieniądze.”

– Czy informacje podane w tym artykule są prawdziwe? Czy spłacił Pan 700 000 dolarów zaległych podatków? – zapytałam Seweryna Aszkenazego.

– Prawda, już dawno zostało to uregulowane – odpowiedział.

Czytaj dalej tu: Dziedzictwo przyjmę…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


A blank check

A blank check

Annika Hernroth-Rothstein


Annika Hernroth-Rothstein is a political adviser, activist and writer on the Middle East, religious affairs and global anti-Semitism

Palestinian Authority President Mahmoud Abbas may well be the best paid man in the Middle East. In the mere 48 hours he spent in Sweden, he managed to bump up the aid given to Palestine by more than 100 percent, from 820 million shekels ($211 million) to 1.7 billion shekels ($440 million).

If you’re wondering what promises he had to make to acquire such wealth, the answer is: none, none at all. During the press conference on Tuesday, Swedish Prime Minister Stefan Lofven said the summit featured discussions on the peace process, on the humanitarian situation in Gaza, and on the blossoming relationship between Sweden and Palestine after the official recognition. No word on any demands being made on Abbas or the PA for the riches received, nor was there any follow-up on the substantial aid given in previous years.

When making the decision to recognize Palestine, the Swedish government said it was a way of motivating and invigorating the peace process, and Foreign Minister Margot Wallstrom echoed these words in the government’s official foreign policy statement this Wednesday. The discerning reader may question this, however, especially since the EU’s own financial investigation into the aid to the PA has found that the PA not only does not meet the basic provisions for receiving such aid, but that there also is proof of extended corruption, organized crime and failure to meet any and all demands for democratic reform.

Had the Swedish government really been interested in motivating a peace process, one would assume it would have started by threatening to withhold existing aid until demands on democratic reform were met. Instead, it doubled the aid without asking for anything. This is not the action of a decisive pursuer of peace, but of an enabler, rewarding the partner for bad behavior.

In Lofven’s defense, it should be said that he reported having spoken to Abbas about the importance of cooperation with and respect for Israel, as well as the need for transparency and oversight when it comes to finances within the PA. Abbas himself said, in response to that statement, that an internal oversight committee had been formed to handle corruption and possible financial transgressions, and with that the issue was laid to rest.

The press conference lasted no more than 30 minutes, following a meeting between Abbas, the Swedish delegation and the king of Sweden. Together they had celebrated the official opening of the Palestinian embassy in the heart of Stockholm, a step up from the interim offices they had previously occupied, not to mention an important statement to the world. The only somewhat hard-hitting questions had to do with Fatah’s cooperation with Hamas and the upcoming Palestinian elections — planned for this year but with a date yet to be determined. Abbas skillfully avoided answering the first, and as for the second he said that Fatah was ready to hold elections as soon as Hamas was, and that it would all be sorted out in time. It was an odd sight to see, the gathered press corps acting with timid respect toward a leader currently serving the 10th year of a four-year term.

By now, Abbas is back in Ramallah, dealing with plummeting poll numbers and rumors of mutiny within the ranks. He left in weakness, but thanks to the Swedish government he returned in strength, having won not only financial victories but, more importantly, international recognition.

This visit was the Social Democratic government’s chance to redeem itself by demanding action from Abbas and proving itself to be more than a pro-Palestinian cheerleader. But that did not happen. Instead, it ended up handing the PA a blank check and a corner office — no questions asked.

Annika Hernroth-Rothstein is a political adviser, activist and writer on the Middle East, religious affairs and global anti-Semitism.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Pięć twarzy Marty Frej

Matka, malarka, aktywistka, feministka, ateistka. Pięć twarzy Marty Frej

Tekst Zuzanna Suliga, fotografie Grzegorz Skowronek, grafiki Marta Frej


Matka, malarka, aktywistka, feministka, ateistka. Pięć twarzy Marty Frej

Kim jest kobieta, o której zrobiło się tak głośno?

Częstochowianka Marta Frej ma różne twarze – jak bohater erotycznego bestselleru Christian Grey. Ktoś inny zestawiony z tym książkowo-filmowym bożyszczem pewnie by się obruszył, ale nie ona. – Świadome nawiązanie do popularnej szmiry leży w duchu mojej postmodernistycznej twórczości, opartej na cytatach i odniesieniach – mówi. I może za to poczucie humoru i bezpośredniość ceni ją tyle osób. A najbardziej kobiety.

03.02.2015 Czestochowa , ulica Slaska . Marta Frej , malarka , rysowniczka i performerka . Fot . Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta  SLOWA KLUCZOWE: frej sztuka kobieta kot

Marta Frej , malarka , rysowniczka i performerka . Fot . Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta

Wystarczy spojrzeć na liczby. 36 719 osób lubi jej profil na Facebooku (stan na 5 lutego). 95 proc. to kobiety, przeważnie w wieku 25-32 lata. Publikowane tu pop-artowe memy są komentowane, oceniane, posyłane dalej. W ciągu dnia mogą zdobyć nawet 4 tys. lajków. Udostępnia je średnio ponad tysiąc osób. Ktoś wyliczył, że nowy mem w ciągu pierwszych 10 minut od udostępnienia zdobywa średnio sto “polubień”.

To dużo, bo Frej nie serwuje rzeczy łatwych, nie boi się drażliwych tematów, potrafi wsadzić kij w mrowisko. Dotyka seksizmu, homofobii, dewocji.
– To zainteresowanie jest bardzo miłe. Zwłaszcza, że dla artysty bardzo ważny jest feedback. Sygnał, że to co robi podoba się, że ktoś to zauważył i jest to dla niego ważne. Dla mnie to stymulujące – zaznacza Frej. – Choć nie sadzę, żeby przekaz zawarty w memie mógł zmienić czyjeś poglądy. Moje memy są robione w ramach dowcipu, chcę przemycać istotne sprawy, ale nie krzyczę z nienawiścią i pianą na pysku. Nie nauczam i nie pouczam innych. Mrugam okiem i namawiam, żebyśmy wspólnie zastanowili się nad sprawami, które nie dają mi spokoju. Nie oczekuję od sztuki, żeby bezpośrednio zmieniała rzeczywistość, ale by prowokowała do namysłu, do debaty, które pośrednio zaowocują konkretnymi rozwiązaniami i zmianami.


Marta Frej w marcu skończy 42 lata. Urodziła się w Częstochowie, tu chodziła do II LO im. Traugutta. Studiowała w Łodzi, jest absolwentką tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Do rodzinnego miasta wróciła na dobre kilka lat temu. Aktualnie pracuje w Centrum Promocji Młodych, gdzie zajmuje się organizacją wystaw.
Jest prezeską fundacji Kulturoholizm i współzałożycielką Klubu Krytyki Politycznej w Częstochowie. Razem z partnerem Tomaszem Kosińskim tworzą artystyczny duet FRiKO. Od 2011 r. organizują też Festiwal Sztuki Wspólczesnej ART.eria.


Swoje prace pokazywała na licznych wystawach, także indywidualnych. Można je było oglądać m.in. podczas 6. Krajowej Wystawy Malarstwa Młodych (Wrocław 2005) i Austriackiego Forum Kultury “Nowy podział pracy – niematerialna versus niewolnicza” (Warszawa 2007). Ostatnio jej grafiki ozdobiły kalendarz fundacji Feminoteka. Portal culture.pl umieścił go wśród “10 najfajniejszych kalendarzy ze sztuką na 2015 rok”. Jej memy można też oglądać m.in. w miesięczniku ?Jasne, że Częstochowa? i w sobotnim dodatku “Wyborczej” – “Wysokie obcasy”.
Prywatnie jest mamą Maćka. Opiekuje się dwoma kotami – znajdami Miećką i Behemotem.


– Jestem mamą, malarką, aktywistką, feministką i ateistką – wylicza. – Wydaje mi się, że po równo wypełniam te role. Choć przede wszystkim jestem mamą Maćka i to od 13 lat. Wszystko inne mogłabym zmienić w swoim życiu, ale tego nie.

Lubi siebie. Dobrze oddaje to mem: “Mam 40 lat, nadwagę, zmarszczki, cellulitis i czuję się sexi… Bo kto mi zabroni?”. – Widzę jak bardzo odstaję od ideału, który jest wszędzie promowany. Ale kiedy patrzę w lustro, to moja pierwsza myśl jest taka, że to jestem ja. To osoba, z którą spędziłam 42 lata i z nikim tak dobrze się nie rozumiem – przyznaje Frej.

Czytaj dalej tu: Matka, malarka, aktywistka…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com