Archive | August 2015

American troops stole millions from Holocaust ‘Gold Train’

American troops stole millions from Holocaust ‘Gold Train’

By David Usborne in New York


Lifting the veil on one of the least advertised and least edifying scandals of the Second World War, the US government has settled a complaint that American army officers requisitioned an entire train loaded with valuables seized by the Nazis from Jewish families in Hungary and then kept much of the contents for themselves.

Lifting the veil on one of the least advertised and least edifying scandals of the Second World War, the US government has settled a complaint that American army officers requisitioned an entire train loaded with valuables seized by the Nazis from Jewish families in Hungary and then kept much of the contents for themselves.

The US Justice Department confirmed that it will pay $25.5m (£13.3m) to the Hungarian Jewish community in America to make up for the confiscation of the contents of what has been dubbed the “Gold Train”, which left Hungary on 30 March 1945 but – as the war ended – was seized by the US army. To be paid mostly to Jewish charitable causes, the money amounts to a “symbolic acknowledgement of an isolated and unfortunate chapter of the Americans’ role in the Holocaust,” said Gideon Taylor of the Conference on Jewish Material Claims Against Germany, a New York-based group that was involved in negotiating the settlement.

The sum may represent only a fraction of the true value of the contents of the train, made up of 29 box cars crammed with treasures handed over to the Nazis by hundreds of Hungarian Jews, many of whom died in concentration camps before the war’s end. They included diamonds, art works, suitcases of gold dust, silverware, fine china, porcelain and religious artefacts.

Workers Inspects Gold Bars Taken From Jews By The Nazi's And Stashed In The Heilbron Salt Mines

Workers Inspects Gold Bars Taken From Jews By The Nazi’s And Stashed In The Heilbron Salt Mines The Thelegraph

When the Americans took control of the train it was on the understanding that they would keep its priceless contents in secure storage and arrange for their return, item by item, to the families, many of whom had receipts provided by the Nazis. That, however, is not what happened.

According to the complaint filed in the lawsuit, US army officers not only failed to secure the goods, most of which went into a warehouse in Salzburg, Austria, but turned a blind eye when US soldiers made off with many of the items. It was also alleged that the US government auctioned off remaining treasures in New York in 1947 to help cover some of the refugee costs at the end of the war.

The legal filings in the case offered startling snapshots of what transpired and of the shamelessness of some of the looting. It described, for instance, one US general making a virtual shopping list of valuables he wanted to take back home to America.

The unidentified general, the complaint said, asked for “chinaware and fine silverware sufficient for 45 people; water, highball, cocktail, champagne and liquor glasses sufficient for 90 people; 30 sets of table linens; and 60 sets of bedding”. His request noted that “the general desires that all of the above listed items be of the very best quality and workmanship”.

“Even now, it’s difficult to reconcile my feelings about how the US handled this issue,” commented Veronika Baum, a Hungarian Jew in New York whose father died in a camp. “On one hand, they helped end the Holocaust and gave me a chance to start over. On the other hand, they took the last reminders of my family away from me, at a time when I needed to remember my family the most.”

The case only began to take shape in 1999 when details of the Gold Train emerged from a report into missing property commissioned by President Bill Clinton. Hundreds of documents discovered in the US and in Hungary supported stories that had long been traded among Hungarian Jews in America about the effective heist by US soldiers of treasures that were rightfully theirs.

The two sides agreed in December last year that they would settle the case. The monetary agreement was announced late on Friday by the judge overseeing the litigation, Patricia Seitz. The Gold Train scandal may be about to reveal some more of its secrets, meanwhile. As part of the agreement, the US government has also pledged to declassify all documents involved in the case and have them archived.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Będziemy urządzać masowe egzekucje

Polak walczący dla ISIS w rozmowie z “ABC”: Na Placu Św. Piotra będziemy urządzać masowe egzekucje

Kadr z nagrania wideo opublikowanego przez Państwo Islamskie, na którym widać niezidentyfikowanego bojownika ISIS i amerykańskiego dziennikarza Stevena Sotloffa krótko przed jego egzekucją /ISLAMIC STATE VIDEO /PAP/EPA

Kadr z nagrania wideo opublikowanego przez Państwo Islamskie, na którym widać niezidentyfikowanego bojownika ISIS i amerykańskiego dziennikarza Stevena Sotloffa krótko przed jego egzekucją /ISLAMIC STATE VIDEO /PAP/EPA

“Jak trzeba, będę walczył i zostanę męczennikiem. Dla muzułmanina nie ma większego honoru jak zostać męczennikiem” – mówi dziennikarzom Adrian Al N. Tygodnik “ABC – Aktualny Bezkompromisowy Ciekawy” publikuje w najnowszym wydaniu wywiad z Polakiem walczącym w szeregach armii Państwa Islamskiego. Dżihadysta znad Wisły opowiada, jak trafił do Syrii, uciekając m.in. polskim służbom specjalnym. “Niewiernym” grozi okrutnym sądem i przeniesieniem wojny na terytorium Europy.

Nawróćcie się, póki jest jeszcze czas. Póki nie przyszliśmy do waszych domów, aby sprawdzić, czy jesteście wierni Bogu Jedynemu. Jeśli nie, to zginiecie jak wszyscy niewierni. Takie jest prawo Allaha. My zwyciężymy, dojdziemy do Rzymu i na Placu Świętego Piotra będziemy urządzać masowe egzekucje niewiernych – zapowiada Abu Bakr Al Sham – bo takie nazwisko przyjął Adrian Al N. – w rozmowie z dziennikarzami tygodnika.

Rozmowa Witolda Gadowskiego i Michała Króla z Adrianem Al N. jest pierwszym tak wyraźnym świadectwem udziału obywateli polskich w okrutnej wojnie prowadzonej przez ISIS. Polski dżihadysta jest jednym z mniej więcej 10 Polaków, którzy bezpośrednio współpracują z Państwem Islamskim lub walczą w jego szeregach. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wie o jego istnieniu.

Z wywiadu można wyczytać, ile złości jest w ludziach, którzy przyłączają się do terrorystycznych bojówek islamskich. Świat pełen jest hipokrytów udających ludzi religijnych. Wy mówicie, że my mordujemy?! A wy mordujecie nas codziennie. Codziennie trwa wyprawa krzyżowców przeciwko muzułmanom. Zabijacie dzieci i kobiety, niszczycie życie całych społeczeństw. W imię czego? – pyta Adrian Al N. Rozpoczęliście wojnę na naszym terytorium, a teraz płaczecie, że przenosimy ją na wasze?! Zastanówcie się nad tym, póki jeszcze pora. To jest wojna – przestrzega chwilę później.

Rozmowę dziennikarze “ABC” przeprowadzili poza Polską. Jej bohater, na którym ciążą prokuratorskie zarzuty, zapowiada, że do kraju nie wróci. Zostanę w Państwie Islamskim i będę służył moim braciom – zapowiada.

Wywiad poprzedza analiza sytuacji związanej z wojną w Syrii i planowanym przyjęciem przez Polskę rzeszy uchodźców z tego regionu świata.

Jak pisze tygodnik “ABC”, tej chwili w szeregach Państwa Islamskiego walczy łącznie kilka tysięcy obywateli Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Irlandii, Hiszpanii, USA, Kanady, Australii i innych krajów zachodnich. Najczęściej są to wyznawcy islamu urodzeni już na Zachodzie i od dziecka wychowywani w liberalnej kulturze demokratycznych społeczeństw.

Wielu z nich przez lata oglądało filmy z Robertem de Niro i Leonardo di Caprio, słuchało Michaela Jacksona i Madonny, przeżywało mecze Bayernu Monachium lub Barcelony, ubierało się w ciuchy Dolce Gabana czy Tommy Hilfigera, chodziło do nocnych lokali i na dyskoteki. A jednak znienawidzili Zachód z całej duszy. I to do tego stopnia, że postanowili wypowiedzieć mu wojnę na śmierć i życie. Tak jak Khaled Sharrouf, obywatel Australii, który wyjechał na wojnę do Syrii i był szczęśliwy, gdy mógł upublicznić w internecie zdjęcie swego 8-letniego syna. Dziecko z dumą trzymało w dłoniach odciętą głowę mężczyzny. Ojciec opatrzył fotografię podpisem: Mój chłopak! – czytamy w analizie “Dżihad u bram”.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


I Saw Hamas’ Cruel and Selfish Game in Gaza

I Saw Hamas’ Cruel and Selfish Game in Gaza

Wojciech Cegielski


Polish reporter Wojciech Cegielski spent a month in Gaza during last summer’s war. He has no doubt Hamas used people as human shields

Who is really to blame fror the Gaza houses destroyed by the IDF in last summer's war?
Who is really to blame fror the Gaza houses destroyed by the IDF in last summer’s war? Credit: AP


In this Saturday, Aug. 2, 2014 file photo, Palestinians look for their belonging after houses were destroyed in an Israeli strike in Rafah, in southern Gaza Strip.AP
I spent a month in Gaza during Operation Protective Edge. It was one of the worst and deadliest months I have seen in my life. The reality there was much more complicated than was seen from a safe distance in Europe or the United States.
Yes, Israel bombed Palestinian houses in Gaza. But Hamas is also to blame for its cruel and selfish game against its own people. I do not have hard evidence, but for me, spending a month in the middle of this hell, it was obvious that they were breaking international rules of war and worst of all, were not afraid to use their own citizens as living shields.

Smoke rises over Gaza after Israel Air Force strikes during Operation Defensive Edge.
Smoke rises over Gaza after Israel Air Force strikes during Operation Defensive Edge. Credit: AP


The first incident happened late in the evening. I was in the bathroom when I’ve heard a loud rocket noise and my Spanish colleague, a journalist who was renting a flat with me near the Gaza beach, started to scream. He wanted to light a cigarette and came to one of the open windows. The moment he was using his lighter, he saw a fireball in front of his eyes and lost his hearing.
From what our neighbors told us later, a man drove up in a pickup to our tiny street. He placed a rocket launcher outside and fired. But the rocket failed to go upwards and flew along the street at ground level for a long time before destroying a building. It was a miracle that nobody was hurt or killed.

Masked Hamas gunmen
Masked Hamas gunmen hold weapons during a rally to commemorate the 27th anniversary of the group in Gaza City, 2014.AP


When we calmed down, we started to analyze the situation. It became obvious that the man or his supervisor wanted the Israel Defense Forces to destroy civilian houses, which our tiny street was full of. Whoever it was, Hamas, Iz al-Din al-Qassam or others, they knew that the IDF can strike back at the same place from which the rocket was fired. Fortunately for us, the rocket missed its target in Israel.
The second story happened in the middle of the day. I was sitting with other journalists in a cafe outside one of the hotels near the beach. During wartime, these hotels are occupied by foreign press and some NGOs. Every hotel is full and in its cafes many journalists spend their time discussing, writing, editing stories or just recharging the phones. Suddenly I saw a man firing a rocket from between the hotels. It was obvious that we journalists became a target. If the IDF would strike back, we all would be dead. What would Hamas do? It would not be surprising to hear about the “cruel Zionist regime killing innocent and free press.”

Gaza media
A foreign journalist, left, embraces her Palestinian news assistant, who burst into tears after discovering his family home was destroyed by Israeli strikes in Gaza. AP


For me, provoking is also creating living shields.
While I was interviewing people on the streets of Gaza, I couldn’t meet anyone who spoke something other than official propaganda. But some Palestinians, when they were sure my microphone was turned off, told me they have had enough but they are afraid. No one would dare to say publicly that Hamas is creating a hell inside Gaza. But they were also asking “what if not Hamas?” The Palestinian Authority government would have no authority there. So if not Hamas, they say, there could be somebody much worse. “The choice is between evil and evil plus,” one of them said.
The reality is much more complicated than can be seen from a distance.


The writer is a foreign news correspondent for Polish Radio.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Incydent ze “świnią” w Jerozolimie

Daniel J PipesIncydent ze “świnią” w Jerozolimie

Daniel Pipes
[Israel Hayom]


Jak może zaświadczyć większość nie-muzułmańskich odwiedzających Górę Świątynną, grupy kobiet krzyczące “Allahu akbar” i inne islamskie slogany, czynią wizytę dość nieprzyjemną. (Zwane Murabitat, wytrwałymi, są opłacane przez islamistyczną organizację).

Sytuacja powtórzyła się 23 lipca, kiedy żydowska grupa odwiedziła święte miejsce; co gorsza, kobiety podążały za grupą także poza Górą Świątynną po ulicach Jerozolimy, grożąc i wyzywając.

Wściekła kobieta należąca do grupy, Avia Morris, lat 20, odpowiedziała do kamery wysłanej przez Centrum Informacyjne Jerozolimy (Markaz A’lam al-Quds) dwoma słowami: “Muhammad khanzeer”, co po arabsku oznacza “Mahomet to świnia” – zwrotem niezwykle obraźliwym.

Następnego dnia izraelska policja aresztowała Morris. Pomimo tego wideo z incydentu zaczęło krążyć po internecie i mogło przyczynić się do niedzielnych zamieszek na Górze Świątynnej.


Komentarze:

1) Morris tak tłumaczyła sytuację i swoją reakcję, jak przytacza “Jerusalem Post”:

“Przez cały, liczący 40 minut spacer po Starym Mieście aż do Góry Świątynnej, podążała za nami grupa arabskich kobiet wołająca Allah Akbar i Itbach al-Jahud [Zabić Żydów po arabsku] a także wiele przekleństw. Poprosiliśmy policję, by postarała się je od nas odseparować. Zamiast tego nadal pozwalała ona kobietom obrażać wiarę żydowską i Żydów w naszym najświętszym miejscu na świecie”.

Morris wiedziała, że zostanie natychmiast aresztowana, jeśli powie cokolwiek na Górze Świątynnej, więc pozostawała spokojna, podobnie jak i reszta grupy. Jednak ta sama grupa kobiet powróciła, gdy tylko Żydzi opuścili Górę Świątynną. Morris powiedziała, że nie może już milczeć – kobiety kontynuowały wyzwiska, a nawet stosowały symbol państwa islamskiego.

“W tym momencie uznałam, że jeśli czegoś nie powiem, jeśli dalej będziemy chować głowy w piasek to będziemy niczym Żydzi na wygnaniu, którzy boją się ciągle i nie potrafią walczyć o swoje. Zdecydowałam więc, że muszę coś odpowiedzieć i wybrałam “Mahomet to świnia” […] po tym wreszcie nas zostawiły”.

Jak na ironię ta taktyka podziałała, przynajmniej krótkoterminowo.

2) Do takich sytuacji dochodzi cały czas: islamiści chodzą po ulicach, a ofiary islamistycznej agresji muszą płacić za to cenę. Geert Wilders został zamknięty w celi dla własnej ochrony, synagogi we Francji przypominają fortece. Nawet prezydent Egiptu śpi w tajnym miejscu, obawiając się islamistycznego ataku.

3) jest to zgodne z serią zachowań, która ma swój początek jeszcze w 1997 roku: Izraelskie władze aresztujące nie-muzułmanów za obrazę islamskich uczuć. O szczegółach można przeczytać tutaj: “Israelis Insult Muslims, Face Criminal Charges”.

4) Areszt ten może skończyć się poważnymi kłopotami. Co jeśli tysiące Izraelczyków wrzucą do internetu nagrania, w których wygłaszają słowa “Muhammad khanzir”? Czy policja aresztuje ich wszystkich? A jeśli nie, to jak zachowa się w przypadku Morris?


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


F-35. Ostatni prawdziwy samolot?

F-35. Ostatni prawdziwy samolot?

Marcin Marczak


090423-F-5957S-284
Myśliwiec F-35 Lightning II / fot. US Air Force/Julianne Showalter

– F-35B, który może startować z prowizorycznych polowych lotnisk i pokładów lotniskowców, zapewnia naszemu Narodowi przewagę i zmienia styl, w jakim walczymy i zwyciężamy – w wygłoszonym 31 lipca przemówieniu generał Joseph Dunford, były dowódca amerykańskiego Korpusu Piechoty Morskiej nie szczędził patosu. W zasadzie to trudno mu się dziwić. Dunford na początku października zostanie Szefem Komitetu Połączonych Sztabów, czyli amerykańskim generałem numer jeden, a „jego” Marines jako pierwsi dostali nowe, trudne do wykrycia dla wrogich radarów zabawki. 31 lipca gotowość do walki ogłosił liczący 10 samolotów F-35C dywizjon stacjonującym w bazie Yuma w Arizonie.

Jednak jego 50 pilotom i 500 członkom obsługi maszyn trudno będzie uciszyć krytykę, którą zbiera program budowy pierwszego samolotu piątej generacji. W USA nikt już niemal nie pamięta, że F-35 miał przenieść lotnictwo wojskowe daleko w XXI wiek. Bardziej żywa jest pamięć o ogromnych kosztach, czteroletnim opóźnieniu i o tym, że ostatnio w bezpośrednim starciu Lightning II, jak nazywana jest maszyna F-35 w wojskowym kodzie, przegrał z wywodzącym się konstrukcyjnie z lat 70. myśliwcem F-16. I nic to, że tzw. dog fighting, czyli bezpośrednia walka wojskowych odrzutowców, tak barwnie odmalowana w filmie „Top Gun” dziś praktycznie się nie zdarza, bo o wszystkim decydują samolotowe radary i wystrzeliwane z kilkudziesięciu kilometrów pociski. A zbudowanego w technologii stealth F-35 radarem namierzyć trudno.

Joint Strike Fighter (JSF)

Nadzieje związane z F-35 były ogromne. Program budowy samolotu wielozadaniowego, który jednocześnie spełniałby wymagania trzech rodzajów amerykańskich sił zbrojnych: Lotnictwa (US Air Force), Marynarki Wojennej (do US Navy należą samoloty stacjonujące na lotniskowcach) i Korpusu Piechoty Morskiej (maszyny pionowego startu wspierające ataki lądowe, zdolne do operowania z okrętów desantowych, lotniskowców i polowych lotnisk) wystartował 15 lat temu. Głównie prowadziły go USA które miały zakupić łącznie 2,4 tys. maszyn wszystkich wersji. Ale uniwersalność samolotu, jego nowoczesności i założenie, że uda się obciąć koszty sprawiły, że szybko w projekt F-35 zaangażowały się także Wielka Brytania, deklarując zakup około 140 maszyn, a po niej kolejni chętni: Turcja, Holandia, Singapur, Norwegia i inni.

Joint Strike Fighter ma zadowolić każdego, bo budowano go w trzech wersjach, które dzieliłyby 80 proc. podzespołów, a kolejne 20 proc. Byłoby zależnych od potrzeb.

I wiele wskazuje na to, że tak uniwersalną maszynę faktycznie udało się zbudować. Choć samoloty w wersjach dla marynarki wojennej i lotnictwa wojskowego wejdą do służby w 2017 i 2019 r. to ich testy wydają się obiecujące. Sęk w tym, że już dziś program ma 4 lata opóźnienia, jego koszty są niemal dwukrotnie większe od planowanych, a postęp, którego w czasie rozwoju F-35 dokonali producenci dronów okazał się tak wielki, że nawet na korytarzach Pentagonu słychać szmer niezadowolenia. Krytycy JSF twierdzą, że 400 miliardów dolarów, które amerykańskie siły zbrojne wydadzą na F-35 w ramach 30 letniego programu można było spożytkować znacznie bardziej skutecznie, inwestując właśnie w bezpilotowce. Jak, szacuje „Wall Street Journal” F-35 w swojej najdroższej wersji – zdolnej do pionowego startu, czyli tej, która właśnie weszła do służby, kosztuje 134 miliony dolarów za sztukę. A samoloty, mimo, że gotowe lecieć w bój i tak czekają jeszcze na dodatkowe oprogramowanie, które będzie dostarczone w 2017 r. Dlatego narzekają nie tylko księgowi. Samolot spotyka się też z coraz mniejszym entuzjazmem wojskowych.

Ostatni prawdziwy samolot?

Brytyjczycy – drugi największy udziałowiec projektu F-35 – już stwierdzili, że zamiast planowanych 150 samolotów zakupią na razie 48maszyn na swój nowy lotniskowiec HMS Queen Elizabeth. Jeszcze bardziej bolesny cios zadał producentom maszyny sekretarz marynarki (w USA ma rangę ministra) Ray Mabus, któremu podlegają amerykańskie marynarka wojenna i piechota morska. W kwietniu mocno zredukował szanse na dalszy rozwój maszyny. – F-35 to niemal na pewno ostatni pilotowany przez człowieka myśliwiec uderzeniowy jaki zamówił Departament Marynarki – mówił Mabus, któremu podlegają Marynarka Wojenna i Korpus Piechoty Morskiej.

Czy oznacza to koniec lotnictwa morskiego? Takiego jak dziś znamy – owszem. Zdaniem Mabusa pilotowane przez ludzi maszyn zastąpią coraz bardziej autonomiczne, uzbrojone drony zdolne do misji długodystansowych. Są wielokrotnie tańsze od typowych samolotów i nie narażają życia pilota. ”Dlatego powołałem urząd wiceszefa departamentu marynarki (wiceministra) do spraw autonomicznych środków walki” – napisał Mabus w oświadczeniu. Jego zdaniem zmiana zacznie się pod koniec lat 30 XXI wieku, gdy zakończą się przewidziane obecnie dostawy F-35, a z pokładów lotniskowców zaczną znikać najnowsze wersje maszyn wielozadaniowych F/A-18.

Jaka przyszłość czeka zatem lotnictwo? Pozostanie wiara, że maszyny nie zbuntują się jak w Terminatorze i oglądanie archiwalnych zdjęć, na których piloci z „Top Gun” odlatują ku zachodzącemu słońcu.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com