Archive | September 2015

Amerykanie walczą w arabsko-izraelskim konflikcie

Daniel J PipesAmerykanie walczą w arabsko-izraelskim konflikcie

Daniel Pipes


Kiedy w czasie wojny między Izraelem a Hamasem w 2014 roku amerykański federalny urząd awiacji na krótko zakazał amerykańskim liniom lotniczym latać do Izraela, senator Ted Cruz (republikanin z Teksasu) oskarżył Baracka Obamę o używanie amerykańskiej federalnej agencji regulacyjnej do “uruchomienia bojkotu Izraela w celu zmuszenia sojusznika do zgodzenia się z żądaniami polityki zagranicznej [prezydenta]”. Robiąc to Cruz wyraził oskarżenie, którego nie odważył się wyrazić żaden izraelski przywódca.

Senator Ted Cruz (po lewej, republikanin z Teksasu), spotkał się z izraelskim premierem Benjaminem Netanjahu w styczniu 2013 roku


Nic w tym zaskakującego. Przez lata inni amerykańscy politycy, zarówno republikanie (Dan Burton, Jesse Helms, Condoleezza Rice, Arlen Specter) jak i demokraci (Charles Schumer) byli twardszymi syjonistami niż rząd izraelski. Wskazuje to na większy fenomen: arabsko-izraelski konflikt potrafi dzielić Amerykanów nawet bardziej niż mieszkańców Bliskiego Wschodu. Ci drudzy mogą umrzeć z powodu konfliktu, lecz ci pierwsi są niezwykle zacięci. Przedstawię i wytłumaczę ten problem i wyciągnę z niego wnioski.

Bardziej przeciwni Izraelowi niż Arabowie

Amerykanie, którzy nie trawią Izraela mogą być bardziej antysyjonistyczni niż Arabowie. W czasie pamiętnej kolacji w Waszyngtonie w listopadzie 1984 roku, wystawionej przez ambasadę iracką dla ministra spraw zagranicznych Tarika Aziza, dwoje wielkich przedstawicieli prasy, lekko już wstawionych, pouczało a nawet obrażało wysłannika Saddama Husajna za to, że nie jest on wystarczająco antyizraelski. Helen Thomas z United Press International skarżyła się, że Irak nie odpowiedziała na izraelski atak na reaktor w Osiriaku w 1981 roku. Kiedy Aziz próbował odeprzeć jej krytykę, oskarżyła iracki reżim o tchórzostwo: “Po prostu strusie z was”. Później, tego samego wieczoru Rowland Evans z Evans & Novak przerwał Azizowi, gdy ten nazwał wojnę irańsko-iracką najważniejszą kwestią na Bliskim Wschodzie, krzycząc “Musi pan powiedzieć sekretarzowi stanu Schultzowi, że konflikt arabsko-izraelski jest pana głównym zmartwieniem!”. Barry Rubin, który był obecny na tej kolacji, wspominał: “Nieprzyzwyczajony do ataków za to, że jest zbyt łagodny w stosunku do Izraela, Aziz był zadziwiony”.

Helen Thomas przez wiele lat była częstym gościem
na prezydenckich konferencjach prasowych

Podobnie w 1981 roku James E. Atkins, dawny ambasador USA w Arabii Saudyjskiej, opisywany jako “bardziej proarabski niż Arabowie”, zganił szejka Zaki Yamaniego, ministra ds. ropy, za to, że ten odrzucił pomysł połączenia saudyjskiej produkcji ropy z amerykańską polityką w stosunku do Izraela. W 1993 roku Edward Said z Columbia University zganił przywódcę OWP Jasera Arafata za to, że usiadł do stołu negocjacyjnego w Olso. W tym samym czasie Anthony B. Tirado Chase, analityk pism Saida, podkreślał, że “Postawa Saida jest zgodna z postawą zaledwie garstki mieszkańców Zachodniego Brzegu czy Gazy”. W 2003 roku George Galloway, brytyjski parlamentarzysta, nastawiał Palestyńczyków przeciw Izraelowi:

Arabowie to wielki lud. Islam to wielka religia. Jednak musi ona, i muszą oni się postawić […]. Zapytałem kiedyś kogoś, kiedy [Ariel] Szaron masakrował Palestyńczyków w Dżeninie, dlaczego nie kontynuowano wielkich demonstracji w krajach arabskich? Dlaczego je przerwano? Odpowiedziano mi, że to dlatego, że zabito studenta w Aleksandrii. Jest mi bardzo szkoda tego studenta i jego rodziny, jednak Palestyńczycy tracą dzieci każdego dnia, a jednak nie powstrzymuje ich to od protestowania każdego dnia. Da się więc to zrobić. Hezbollah wygnał wroga ze swojego kraju. Fares Udajm 14-letni chłopiec, stał przed izraelskim czołgiem i zaatakował go gołymi rękoma. A gdy go zabili, jego miejsce zajął jego brat i jego sąsiedzi.

Czytaj dalej tu: Amerykanie walczą w arabsko-izraelskim konflikcie


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


W co wierzą i jak żyją ultraortodoksyjni Żydzi

Wymyślone demony. W co wierzą i jak żyją ultraortodoksyjni Żydzi

Katarzyna Andersz


Fot. Katka Reszke
Fot. Katka Reszke

Jak to właściwie jest z podziałem wewnątrz ortodoksyjnego odłamu judaizmu? Anka Grupińska w książce o chasydzkich kobietach w Izraelu wspomina o leksykonie Alana Untermana z początku lat 90. Nie występuje tam pojęcie „ultraortodoksja”, jest ortodoksja tradycyjna i neoortodoksja.

Samuel Heilman: To jest wyłącznie kwestia nazewnictwa. Zasadniczo rozróżniamy dwa typy ortodoksji. Przedstawiciele pierwszego nurtu przyjmują to, co do zaoferowania ma współczesny świat i kultura, a reprezentanci drugiego to odrzucają, uważając, że muszą się od świata odgrodzić i pozostać w izolacji. To, co określiłaś terminem ultraortodoksji, jest w zasadzie opisem drugiej grupy. Oczywiście te kategorie mają swoje podkategorie, taki jest jednak podstawowy podział. Neoortodoks to w rozumieniu Untermana ktoś taki, jak ja – jestem ortodoksyjny, ale jedną nogą przebywam też we współczesnym świecie. A tak zwani ultraortodoksi uważają, że nawet jeden krok naprzód, w kierunku nowoczesności, to stąpanie po bardzo niepewnym gruncie. Finalnie kroki te prowadzą do piekła.

I żyją obok reszty społeczeństwa.

Rozwinęli wiele sposobów, które pomagają im kontrolować i limitować dostęp do tego złego świata. Na przykład koszerny telefon. To jest telefon niekoszerny [prof. Heilman z teczki wyciąga iPhona], bo dzięki niemu mogę zdobyć wiedzę o współczesnym świecie. Ten natomiast [profesor sięga po starą Nokię], którego używam w Polsce, jest koszerny, bo nie można się z niego podłączyć do internetu czy oglądać filmów. Ultraortodoksi nie przyjmują żadnych elementów naszego świata, chyba że mogą to zrobić na własnych warunkach. W wielu miejscach napotykają na problemy. Weźmy za przykład szpitale, z których przecież muszą korzystać, stykając się ze światem nieortodoksyjnym.

Jak w takim razie ultraortodoksyjnym Żydom udaje się podtrzymać status quo i uniknąć masowej ucieczki od tego rodzaju życia?

Istnieją co najmniej dwa sposoby. Po pierwsze, nie posługują się narzędziami, które pomogłyby im wkroczyć w ten zewnętrzny świat. W Ameryce ultraortodoksyjni Żydzi mówią w jidysz, wielu z nich zna angielski tylko w stopniu podstawowym, więc nie dadzą sobie rady poza własną społecznością. Po drugie, świat zewnętrzny jest demonizowany. Wmawia się im, że ludzie naokoło są niemoralni, że styczność z nimi to jak kontakt z trucizną. Wszystkie zachowania interpretowane są w przeinaczony sposób. Jest taki film: „A life apart: Hassidism in America”. Wypowiada się w nim ortodoksyjna kobieta, przekonując, że jej świat jest o wiele lepszy niż ten znany nam. Opowiada o tym, jak była w szpitalu, rodziła dziecko – co w przypadku ortodoksyjnych kobiet zdarza się przecież bardzo często – i spotkała tam inną kobietę, także po porodzie. Narratorka jest przerażona, wspomina, że tamta kobieta cały czas myślała tylko o seksie. „Ci źli ludzie z zewnątrz mają w głowie tylko seks i seks” – słyszymy. „Dopiero co urodziła, a mąż już prawie wskakuje jej do łóżka, całuje ją, obejmuje – czy możecie sobie to wyobrazić?”. Nie rozumiała, że była świadkiem sytuacji, która w naszym świecie jest normalna, że nie ma w niej nic przesadnie seksualnego. Była przesiąknięta tamtym sposobem myślenia o świecie i ideologią, która głosi, że wszystko na zewnątrz jest demoniczne. Nie umiała spojrzeć na pewne sprawy i zachowania w inny sposób. To odnosi się do większości ultraortodoksów.

Ale przecież kiedyś muszą zorientować się, że te demony nie istnieją.

Niektórzy z nich to odkryją. Ale co potem? Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że nawet, jeśli chcieliby swoją społeczność opuścić, to nie wiedzą, jak mieliby się w nowej rzeczywistości zachować. Nie mają wsparcia ani narzędzi, żeby odnaleźć się w świecie. Ujmijmy to jeszcze inaczej. Jeśli całe życie wmawiane ci jest, że świat zewnętrzny to tylko sex, drugs & rock’n’roll, jak będziesz się zachowywać, jeśli już tam się znajdziesz? Zaczynasz żyć według zasady: sex, drugs & rock’n’roll oczywiście. To jest jak samoistnie spełniająca się przepowiednia. Wielu młodych mężczyzn – mniej kobiet – opuszcza swoją hermetyczną społeczność i doświadcza nagle nieskrępowanej wolności. A to, co się z nimi dzieje, dla ich bliskich staje się potwierdzeniem tezy, że jeśli ktoś chce żyć we współczesnym świecie, będzie to najniższy z możliwych poziomów egzystencji.

Ale są pewnie i tacy, którzy na zewnątrz widzą po prostu normalnych, szczęśliwych ludzi.

Znam taki przykład. Dwie dziewczyny z chasydzkiej sekty Satmar wpadły na pomysł zwiedzenia Stanów Zjednoczonych autostopem. Dostały się na Manhattan, pojechały do Arizony, ale nikt o tym oczywiście nie wiedział, więc organizowano za nie modlitwy, ludzie spodziewali się, że odnajdą się albo martwe, albo okaże się, że ktoś je zgwałcił i wykorzystał. W tym czasie dziewczyny dobrze bawiły się w świecie, o którym opowiadano im same najgorsze rzeczy. I wcale nie było tam niebezpiecznie. W końcu odnaleziono je w Arizonie i okazało się, że ani nikt ich nie zastrzelił, ani nie zgwałcił. Wróciły do swoich domów, a wszyscy byli przekonani, że odnalazły się tylko dzięki ich modlitwom. Dziewczyny z kolei zrozumiały, że to, co im mówiono, nie znalazło pokrycia w rzeczywistości. Świat zewnętrzny nie okazał się groźny, więc pewnie wszystko, przed czym je ostrzegano, nie jest prawdą. I one opuściły swoją sektę, bez prawa powrotu. Każda strona – i te dziewczyny, i reszta społeczności – utwierdziła się natomiast w słuszności swoich przekonań. One zobaczyły, że były karmione kłamstwami, a oni, strasząc pozostałych, mówili: „Widzicie, jak to jest? Raz skosztujesz trucizny i już nie uda się ciebie uratować”.

Mówimy o przypadkach ludzi, którzy urodzili się już w ultraortodoksyjnych rodzinach i nie znają innego życia. Co natomiast z chozrim be-tszuwa, osobami świeckimi, które stają się bardzo religijne?

Chozrim be-tszuwa to z reguły ludzie, którzy dają się przekonać bardzo podstawowym argumentom, używanym przez fundamentalistyczne odłamy każdej religii. Jednym z nich jest wiara w to, że współczesny świat nie przyniósł nic dobrego. Miało żyć się lepiej, ale tak nie jest. Ludzie nie są szczęśliwi, nie są wolni, a oprócz tego nie kierują się żadnymi wartościami. To nie jest oczywiście jedyny powód, dla którego ktoś staje się ortodoksyjny. W wielu przypadkach to pewnie wynik tego, że ktoś zakocha się w bardzo religijnej osobie i chce z nią być. Ale, jeżeli dobrze się temu przyjrzeć, okazuje się, że chozrim be-tszuwa z reguły poślubiają osoby, które również niedawno stały się ortodoksyjne. Ci „prawdziwi” ortodoksi nie poślubiliby kogoś, kto wychował się poza ich światem, bo nie wiadomo, kim są rodzice takiej osoby, czy przestrzegali zasad taharat ha-miszpacha, czyli czystości życia rodzinnego.

Fot. Katka Reszke
Fot. Katka Reszke

Konwertyci – nie z chrześcijaństwa oczywiście, ale z czegoś, co nazywam „gojiszkajt” – przestrzegają wszelkich praw religijnych nawet bardziej niż inni, bo oni mają coś do udowodnienia. Zrywają kompletnie kontakt z rodziną, ze wszystkim, co łączy ich z przeszłością. Ciekawie wygląda sytuacja ich dzieci: rodzą się w społeczności ortodoksyjnej i nie mają pojęcia o przeszłości swoich rodziców. To trochę tak, jak w przypadku rodzin emigrantów, w których to dziecko zawsze wie wszystko lepiej od rodzica. Chozrim be-tszuwa to tacy emigranci do świata ultraortodoksji. Ich dzieci są bardzo religijne, ale zdarza się, że kiedy odkrywają, że ich rodzice prowadzili kiedyś inne życie, może obudzić się w nich pragnienie poznania tamtych realiów. Dlatego rodzice często będą przed swoimi dziećmi bardzo skrzętnie wszystko ukrywać. Myślę, że kiedy spojrzy się na chozrim be-tszuwa, to oni znacznie różnią się od reszty ultraortodoksyjnego społeczeństwa, a nawet od swoich dzieci – w dużej mierze dlatego, że religijną edukację swoich dzieci powierzają innym.

Oni weszli do tego świata, bo wierzą, że jest lepszy, że będą żyć zgodnie z tradycją, że nie zaznają tam różnego rodzaju niegodziwości. Uwierzyli w utopijną ideę powrotu do tradycji?

Może, ale czasami to jest po prostu rezultat długich poszukiwań. Próbowali już różnych rzeczy: byli buddystami czy hipisami. Dołączenie do społeczności ultraortodoksyjnej nie jest naturalnym, powolnym procesem – to z reguły drastyczne zerwanie z przeszłością. Dlatego dzieci chozrim be-tszuwa często nie znają swoich dziadków. Często są to rodziny bardzo biedne: mają wiele dzieci, a ponieważ nie utrzymują kontaktów ze swoimi rodzicami, od nikogo nie otrzymują pomocy.

Fot. Katka Reszke
Fot. Katka Reszke

Czytaj dalej tu: Wymyślone demony. W co wierzą…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


The 69 “Hammers” Squadron & Kidon (documentary)

The 69 “Hammers” Squadron & Kidon (documentary)

The 69 “Hammers” Squadron is an Israeli Air Force squadron operating the F-15I Thunder out of Hatzerim. It was formed in July 1948 to operate three B-17 Flying Fortresses which the fledgling Israeli Air Force had acquired in the United States. The squadron flew the Flying Fortress, a type credited with propelling the IAF into the realm of modern aerial warfare, during both the 1948 Arab-Israeli War and 1956 Suez Crisis. Disbanded in early 1957, 69 Squadron reformed in 1969 to fly the F-4 Phantom II. 69 Squadron operated the Kurnass (Sledgehammer), as the Phantom was known in Israel, for 25 years and its Phantoms saw extensive action during the War of Attrition, Yom Kippur War, First Lebanon War and numerous engagements in between. The squadron often played a central role in IAF suppression of enemy air defences (SEAD) efforts and took part in repeated battles against Egyptian and Syrian air defence arrays.

Kidon (Hebrew: כידון‎, bayonet or “tip of the spear”) is the name of a department within Israel’s Mossad that is allegedly responsible for the execution of opponents. Kidon is suspected of being behind a number of successful assassination campaigns, such as the Operation Wrath of God campaign. Given the secret nature of the unit, there is almost no reliable information available.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Sukkot w Domu Kultury Śródmieście

Sukkot w Domu Kultury Śródmieście

Z okazji święta Sukkot serdecznie zapraszamy na recital Marka Ravskiego, podczas którego usłyszeć będzie można piosenki wybitnego pieśniarza, polskiego patrioty a także Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata ? Mieczysława Fogga. W tym roku przypada 25 rocznica śmierci artysty. Markowi Ravskiemu akompaniować będzie Marcin Mazurek.

27 września 2015 r. (niedziela), godz. 16.00 Dom Kultury Śródmieście, ul. Smolna 9 (wejście od Al. Jerozolimskich)

Wstęp za bezpłatnymi wejściówkami, które można odebrać w DKŚ.

Zrealizowano dzięki dotacji Ministra Administracji i Cyfryzacji.

MAREK RAVSKI – absolwent Akademii Muzycznej w Warszawie, swoje doświadczenia artystyczne zbierał i realizował w różnych projektach. Jako śpiewak Teatru Wielkiego w Warszawie, gdzie odbył staż artystyczny, był współzałożycielem i członkiem zespołu Lord’s Singers z którym wielokrotnie przemierzał całą Europę, koncertując z muzyką dawną, negro spirituals, cerkiewną /Francja,Włochy, Watykan, Niemcy, Szwajcaria, Wielka Brytania, Hiszpania/. Zagrał i zaśpiewał rolę w operowym filmie ?Szkoła kochanków? według opery W.A Mozarta ?Cosi fan tutte? w reżyserii K.Tchórzewskiego. Współpracował z orkiestrami i koncertował, głównie poza granicami kraju. Po wieloletniej przerwie związanej z realizowaniem innej pasji i innego zawodu, wrócił do muzyki, aktorstwa, gry na gitarze klasycznej, komponowania, pisania tekstów. Porusza się swobodnie i świadomie w wielu stylach muzycznych i wykonawczych. Realizuje projekty czasami bardzo odległe, ale spójne stylistycznie Śpiewa w wielu językach – po polsku, rosyjsku, w jidysz, po angielsku, włosku, niemiecku, hiszpańsku.

MARCIN MAZUREK – Pianista. Studiował na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie pod kierunkiem prof. Bronisławy Kawalli. Jest pianistą Polskiego Baletu Narodowego. W 2013 roku brał udział w występach gościnnych PBN w Barcelonie, grając utwory Bacha towarzyszące spektaklowi Tańczmy Bacha w Teatre del Liceu. Prowadzi ożywioną działalność koncertową w kraju i za granicą, zarówno jako solista, jak i kameralista. Jest twórcą i wykonawcą oprawy muzycznej do niemych filmów, takich jak: Gabinet doktora Caligari, Student von Prag, Cienie, Nietolerancja, Zmęczona śmierć. Wykonuje także recitale muzyki filmowej takich kompozytorów, jak: Ennio Morricone, Nino Rota, John Williams, Krzysztof Komeda czy Wojciech Kilar. Bierze udział w recitalach śpiewających aktorów (np. Magdaleny Zawadzkiej), wykonując utwory m.in.: Agnieszki Osieckiej, Édith Piaf, Wojciecha Młynarskiego, Zygmunta Koniecznego oraz piosenki z repertuaru Kabaretu Starszych Panów. Swoje pasje muzyczne realizuje również, przygotowując spektakle teatralne zarówno od strony muzycznej, jak i w nich występując. Współpracuje z większością warszawskich teatrów, m.in.: Ateneum, Roma, Teatr Dramatyczny i TR. Swoje osiągnięcia prezentuje na wielu festiwalach w Polsce i za granicą, m.in.: w Awinionie, Dublinie, Londynie, Berlinie, Jerozolimie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Supreme Moslem Council in 1925: Jerusalem’s Temple Mount is Jewish

LogoSupreme Moslem Council in 1925: Jerusalem’s Temple Mount is Jewish

org. Arutz Sheva


The widely-disseminated Arab Moslem position that the Temple Mount is not Jewish has been debunked – by the Supreme Moslem Council (Waqf) of Jerusalem, in a Temple Mount guide published in 1925.

Guidebook Puts the Lie to Current Arab Campaign
Wakf guidebook, 1925, cover - The Temple Institute

In 1997, the chief Moslem cleric of the Palestinian Authority, Mufti Ikrama Sabri, stated, “The claim of the Jews to the right over [Jerusalem] is false, and we recognize nothing but an entirely Islamic Jerusalem under Islamic supervision…”

Thus began a campaign to convince the world that the millennia-old natural association between Jerusalem and Jews was untrue. As Islamic Movement chief Raed Salah stated in 2006, “We remind, for the 1,000th time, that the entire Al-Aqsa mosque [on the Temple Mount], including all of its area and alleys above the ground and under it, is exclusive and absolute Moslem property, and no one else has any rights to even one grain of earth in it.”

However, it is now known that this “absolute” Moslem claim is actually not as absolute as claimed. In fact, back in 1925, the Supreme Moslem Council – also known as the Waqf, which has overseen Temple Mount activities on behalf of the Moslem religion for hundreds of years – boasted proudly that the site was none other than that of Solomon’s Temple.

The Jerusalem-based Temple Institute

(http://www.templeinstitute.org) reports that it has acquired a copy of the official 1925 Supreme Moslem Council Guide Book to Al-Haram Al-Sharif (the Moslem name for the Temple Mount). On page 4, the Waqf states, “Its identity with the site of Solomon’s Temple is beyond dispute. This, too, is the spot, according to universal belief, on which ‘David built there an altar unto the L-rd,” citing the source in 2 Samuel XXIV,25.

To download a facsimile of the entire sixteen page guidebook, please click here.(pdf file)

In addition, on page 16, the pamphlet makes reference to the underground area in the south-east corner of the Mount, which is refers to as Solomon’s Stables. “Little is known for certain of the history of the chamber itself,” the guide reads. “It dates probably as far back as the construction of Solomon’s Temple. According to Josephus, it was in existence and was used as a place of refuge by the Jews at the time of the conquest of Jerusalem by Titus in the year 70 A.D.”The Temple Mount in Jerusalem was in fact the site of the two Jewish Holy Temples which stood for nearly 1,000 years (see below).

Wakf guidebook, 1925, page 2 - The Temple Institute

Proof of Moslem Anti-Jewish Revisionism

The Temple Institute’s Rabbi Chaim Richman writes that the pamphlet provides proof that the Waqf’s current position is a departure from traditional Muslim belief. “In recent years,” he writes, “the Moslem Waqf has come to deny the historic existence of the Holy Temple, claiming that the Temple Mount belongs solely to the Moslem nation, and that there exists no connection between the Jewish nation and the Temple Mount. It is clear from this pamphlet that the revised Waqf position strays from traditional Moslem acknowledgment of the Mount’s Jewish antecedents.””The current denial of historical reality is merely one tool in the war being waged by Moslems against the G-d of Israel and the entire ‘infidel’ world,” Richman declares.Examples of the new Palestinian/Arab position on Jerusalem:
PA Mufti Sabri was quoted in the Palestinian daily Al-Ayyam on November 22, 1997 as saying, “The ‘Al-Buraq’ Wall [the Western Wall] is a part of the Al-Aqsa Mosque. The Jews have no relation to it.”

The same newspaper, on July 18, 1997, reported that Hamad Yusef, head of The Institution for the Rejuvenation of the Palestinian Heritage, referred to the “false historical claim of the Jews in the holy city, a claim which they were unable to prove in all of the excavations conducted by foreign groups for the past hundred years.” The paper also stated that Hamad “accused the Israelis of unprecedented historical forgeries, emphasizing the Palestinian, the Arab and the Islamic nature of the holy city for the past 6,000 years. Israel fails in her attempt to find a historical connection to Jerusalem.” (courtesy of Jewish Virtual Library)

Jewish History on the Mount

The Temple Mount in Jerusalem was the site of the two Jewish Holy Temples, the first of which was built by King Solomon in the year 832 BCE, close to 1,500 years before Islam was founded. It stood for over 400 years, and after the 70-year Babylonian Exile, a Second Temple was built on the same site. Thus, for nearly 1,000 years, Holy Temples stood on the site, until the Romans conquered the entire land and destroyed the Second Temple. Though the area came under the control of the RomansByzantines, Moslems, Christians, Turks, British and others over the intervening centuries, Jerusalem and the Temple Mount were always the focus of Jewish religious and national yearnings, and continued to be the Jews’ “capital” even while in exile. In the Six Day War of 1967, the modern State of Israel liberated the Temple Mount area and all of Jerusalem, placing it under Jewish control once again after a hiatus of 1,900 years.

Israel, however, never actualized its sovereignty over the holy Temple Mount site, but rather granted the Waqf nearly total control. Jews, in fact, have not been allowed to pray there ever since then-Chief IDF Rabbi Shlomo Goren led a prayer service there on the first Tisha B’Av after the liberation. Jews’ visiting hours are also restricted.


View original Arutz Sheva publication at:http://www.israelnationalnews.com/News/News.aspx/127428#.Vf2G2rShCFK


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com