Archive | October 2015

Egipski dziennikarz: Ataki nożownicze na cywilów izraelskich “nie są oporem..”

Egipski dziennikarz Ibrahim Issa: Ataki nożownicze na cywilów izraelskich “nie są oporem, nie ma w tym żadnej szlachetności i nie służą sprawie wyzwolenia”

Ibrahim ‘Issa (zdjęcie: Islammemo.cc, 4 października 2015)

Gazety i media egipskie na ogół popierają falę ataków palestyńskich w Jerozolimie i innych miastach w Izraelu. Odbiega od tego głos Ibrahima Issy, redaktora gazet „Al-Dustour Al-Aslu” i „Al-Maqal”. W artykule redakcyjnym w „Al-Maqal” zatytułowanym „Noże kuchenne nigdy nie wyzwolą Palestyny”, wyraził współczucie dla sytuacji Palestyńczyków i ich prawa do buntu i ostro krytykował Izrael, ale równocześnie potępił zarówno wcześniejsze intifady, jak i obecne ataki na cywilów jako kontr-produktywne i podważające moralne uzasadnienie sprawy palestyńskiej.

Poniżej podajemy fragmenty tego artykułu [1]:

“Wydaje się przeznaczeniem krajów [arabskich] w czasach obecnych zawsze udaremniać własne rewolucje”

Nikt nie kwestionuje prawa ludu palestyńskiego do powstania. Jego sytuacja jest taka, że jest naturalne, iż powstaje w buncie. Jest prawdą, że dwie poprzednie intifady ludu palestyńskiego nie poprawiły jego sytuacji i nie wyzwoliły go spod rasistowskiego, religijnego, osadniczego kolonializmu, ponieważ grupy i jednostki, które doczepiły się do nich, roztrwoniły potencjalne szanse walki ludu przez tani rozlew krwi.

Ale wydaje się przeznaczeniem krajów [arabskich] w czasach obecnych zawsze udaremniać własne rewolucje. Rewolucje, które fałszywie nazwano „Wiosną Arabską”, doprowadziły w końcu, jak widzimy, do wojen domowych, upadku państw i [szerzenia się] grup terrorystycznych…

Sytuacja w Palestynie, lub tym, co z niej pozostało, staje się bardziej nagląca, rosną mury i syjoniści nie pozostawiają ani jednego centymetra swojego sumienia [w stanie nienaruszonym]… Z tego powodu intifada pozwala Palestyńczykom dać upust gorącej wściekłości i ryknąć na swoich ciemiężców – nawet jeśli nie przynosi rezultatów, nie ma planowania, nie ma struktury politycznej, gradacji taktycznej i nie ma wyraźnej strategii.

“Jeśli… [nasza] godna pożałowania duma z naszych bohaterskich czynów jest spowodowana naszym wzajemnym zabijaniem się – to jak mogą kraje [arabskie] okazać solidarność z Palestyną?”

[Ale] to czyni intifadę wściekłości narażoną na kolejną porażkę, jeśli powstanie wściekłości to wszystko [co jest], szczególnie przy otaczającej scenie arabskiej… Widzimy jeden kraj arabski, kupujący najnowocześniejszą broń na świecie o wartości miliarda dolarów, by bombardować lud jemeński i wysadzać w powietrze budynki w Sana i Adenie najsilniejszymi środkami zniszczenia, jakie wyprodukowała cywilizacja zachodnia. Tak, bombarduje, wysadza w powietrze i zabija w Jemenie, nie w Izraelu.

Jesteśmy świadkami wielkiego wybuchu żarliwości narodowej w innym kraju arabskim, którego dzieci noszą w szkole mundury wojskowe w solidarności ze swoją armią i jej wojną przeciwko Jemenowi. Tak, przeciwko Jemenowi, a nie przeciwko Izraelowi.

Jeśli nasza duma narodowa i marnotrawienie zasobów arabskich jest spowodowana wewnętrznymi wojnami między nami samymi i [nasza] godna pożałowania duma z naszych bohaterskich czynów jest spowodowana naszym wzajemnym zabijaniem się – to jak mogą te kraje okazać solidarność z Palestyną? Stało się jasne, że kraje arabskie rezerwują swoje samoloty, kule i artylerię, a także krew swoich synów, na prowadzenie wojen przeciwko swoim arabskim sąsiadom.

To [powinno] spowodować zastanowienie się Palestyńczyków nad intifadą…

Słyszymy o zdecydowanym, szczerym pragnieniu – w zaufaniu do Allaha – stworzenia wspólnych arabskich sił wojskowych z nowoczesnym potencjałem szybkiego reagowania… ale nic w artykułach działań tych [sił] lub w celach ich założenia, co określałoby, że są one do przeciwstawienia się okupacji Palestyny przez Izrael. Raczej są one zamierzone (mimo długiego opóźnienia w ich ustanowieniu) do szybkiej reakcji w sprawach dotyczących naszych wojen domowych i myśl, że zostaną skierowane przeciwko wspólnemu wrogowi, który okupuje ziemię arabską – no cóż, to jest niemożliwe…

Tak więc, czy Palestyńczycy nie powinni uspokoić się nieco ze swoją intifadą?

A jeszcze jest ten nurt islamistyczny, który używa islamu jako narzędzia, by rozdzierać i dzielić kraje na części [1] ogłaszać stworzenia Allaha apostatami, kiedy kupczy słowem “dżihad” i wzywa młodzież i tych, których wprowadził w błąd, by zabijali się jako [forma] dżihadu na drodze Allaha. Ale ta droga nigdy nie prowadzi do Palestyny. Jest to jednokierunkowa droga przeciwko Arabom i muzułmanom. Ci mudżahedini nigdy nie walczą w Palestynie albo na drodze [do niej]; są gotowi na śmierć na drodze Allaha – z peanami na cześć każdego brata mudżahedina – ale tylko w Czeczenii, Afganistanie, Syrii, Libii, Synaju, Jemenie lub Iraku.

“Noże kuchenne nigdy nie wyzwolą Palestyny”

Przygnębiające jest to, że Palestyńczycy, kiedy decydują się na wściekłość (jeśli wściekłość w ogóle czeka na decyzję) tylko dźgają Izraelczyków nożami. Pozwólcie, że pośrodku całej tej gorączki wściekłości, zakwestionuję te działania. Mam niemal uczucie, jakbyście, kiedy używacie noży do dźgania przechodniów lub osoby idące tu i tam, zarzucali naszą szlachetną sprawę.

Opór – jeśli musi być zbrojny – powinien być skierowany przeciwko żołnierzom okupacyjnym, a nie przechodzącym cywilom. Kiedy ktoś pędzi, żeby dźgnąć przechodzącego ulicą izraelskiego nastolatka lub osadnika przechodzącego [ulicę] na światłach – to nie jest to opór. Nie ma w tym żadnej szlachetności i nie służy to sprawie wyzwolenia. Jest to tylko wyraz fali wściekłości, która opanowała, oślepiła i zatopiła rozsądek.

Zamachy bombowe na izraelskie kawiarnie, sklepy i transport publiczny, chociaż szeroko rozpowszechnione w poprzedniej intifadzie, nie pomogły naszej sprawie; raczej udaremniły ją. Każdy z nas, który żarliwie i zaciekle popierał tę sprawę, musi uważać, żeby nie stracić jej moralnego usprawiedliwienia i nie zrezygnować z wartości ludzkich.

Ojczyzna nie zostanie wyzwolona zabijaniem cywilów – a żeby powiedzieć to dobitniej: noże kuchenne nigdy nie wyzwolą Palestyny.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Rosja: Albo Asad, albo ISIS, wybierajcie

Rosja: Albo Asad, albo ISIS, wybierajcie

Pyta: Paweł Pieniążek


Czy Zachód da sobie narzucić tę narrację? Mówi Justyna Prus-Wojciechowska z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Paweł Pieniążek: Władimir Putin chce pokonać Państwo Islamskie?
Justyna Prus-Wojciechowska: Najprawdopodobniej nie.

To po co wysyła wojska do Syrii?

Na pewno pokonanie Państwa Islamskiego nie jest celem krótko- czy średnioterminowym. Obecnie, po pierwsze, najważniejsza jest dla niego obrona prezydenta Syrii Baszara al-Asada. Po drugie, Rosja, państwo izolowane, agresor, inicjator wojny na Ukrainie, nie chce być postrzegana jako problem, ale jako rozwiązanie. Wkraczając do Syrii, Putin postawił Zachód, a przede wszystkim Stany Zjednoczone, w sytuacji, w której nie mogą nie rozmawiać z Rosją. Z punktu widzenia Putina jest to bardzo ważne, bo przełamuje międzynarodową izolację i wraca do gry.

W środę Rosjanie po raz pierwszy zbombardowali z powietrza cele w Syrii. W czwartek kontynuowali naloty.

Tylko co to za cele? Według pojawiających się informacji do bombardowań doszło w zachodniej części kraju, gdzie nie ma skoncentrowanych sił Państwa Islamskiego.

Jest jasne, że Rosja chce zniszczyć wrogów Asada. To nie jest w pierwszym rzędzie Państwo Islamskie, tylko opozycja, także ta umiarkowana, z którą syryjski prezydent walczy od czterech lat i nie może jej pokonać.

Poza lotnictwem są też czołgi, transportery opancerzone, artyleria i instruktorzy. Szykuje się też operacja lądowa?

Oficjalne stanowisko Kremla jest takie, że nie zamierzają się angażować w operację lądową, tylko atakować z powietrza. Przynajmniej na razie – co wydaje mi się kluczowym słowem. Rosja nie wkracza do Syrii z przemyślaną strategią, będzie reagować na bieżąco.

Po Iraku i Afganistanie Stany Zjednoczone nie chcą się angażować na Bliskim Wschodzie. Unia Europejska po pierwsze nie chce, a po drugie nie bardzo ma na to siły. Czy Rosja nie zostaje jedynym aktywnym graczem w tym regionie?

Na pewno brak zdecydowania ze strony Zachodu stwarza takie wrażenie. Stawianie jednak sprawy tak, że jest to jedyna siła, która może coś zrobić, nie jest zgodne z prawdą. Ważniejsza jest chociażby rola mocarstw regionalnych, przede wszystkim Arabii Saudyjskiej i Iranu.

Pamiętajmy, że od ubiegłego roku trwają naloty koalicji kierowanej przez Stany Zjednoczone. Wchodzą w jej skład inne państwa zachodnie, a także arabskie. Oni latają nie tylko nad Syrią, ale także nad Irakiem, gdzie też jest Państwo Islamskie. Tam mają zgodę miejscowych władz – na podobnych zasadach, jak Rosja działąjąc w Syrii. Jednak Moskwa zarzuca zachodniej koalicj, że jest nielegalna, bo bombardowanie celów w Syrii odbywa się bez zgody Asada lub Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Zachód nie prosi o zgodę Asada, bo uważa go za zbrodniarza?

Przez państwa zachodnie Asad uważany jest za dyktatora, który – zgodnie z jeszcze do niedawna konsekwentnie głoszonym przez USA stanowiskiem – musi odejść i stracił legitymację. I odwrotnie: Asad nie zgodzi się na współpracę z Zachodem bez gwarancji, że będzie mógł zostać.

Zachód może zaakceptować Asada?

W ostatnim czasie padają ostrożne wypowiedzi, że można pozwolić zostać mu w okresie przejściowym. Dopóki nie uda się wypracować innego rozwiązania. Jak sądzę, Asad z Rosją grają na zwłokę, ale liczą na rozwiązanie, które pozwoli Asadowi się utrzymać. Można sobie wyobrazić, że Moskwa porzuci Asada, ale z pewnością cena za to byłaby bardzo wysoka, a jej ważnym elementem musiałaby być gwarancja, że Kreml nie tylko zachowa wpływy w regionie, ale i będzie miał wpływ na wyznaczenie następcy Asada.

Asad dla Putina jest tylko figurą do utrzymania wpływów?

Jest on główną kotwicą, która trzyma Rosję na Bliskim Wschodzie. Obecnie jest to ostatni przyczółek na świecie, gdzie Kreml ma istotne wpływy. Oczywiście poza byłym terytorium Związku Radzieckiego. Z punktu widzenia Rosji lepiej jest utrzymać dyktatora, po którym wiadomo, czego się spodziewać, niż ryzykować.

Przede wszystkim jednak Putin nie może się zgodzić na sytuację, w którym dyktator zostaje obalony przez siły zewnętrzne – takiego scenariusza obawia się u siebie.

Dlatego Kreml podkreśla, że jest on legalnym władcą, a Zachód stara się go obalić, realizując wyłącznie swoje interesy. Rosja całkowicie odrzuca koncepcję, że przywódca, który popełnił zbrodnię wobec własnego narodu, traci legitymację do rządzenia.

Czy to zaangażowanie militarne nie spowoduje, że Rosja zyska wpływy w regionie? Iran pozytywnie wypowiedział się o ostatnich nalotach.

Takie jest założenie i prawdopodobnie tak będzie. Pytanie jednak, jakie będą tego konsekwencje i cena. Rosja wchodząc do Syrii i angażując wyłącznie swoje siły powietrzne, ma świadomość, że tym raczej nie uda się rozwiązać konfliktu. Jeśli celem jest zniszczenie umiarkowanej opozycji, to jest to możliwe. Z tym że Asad nie odzyska kontroli nad całą Syrią, tylko zachodnią częścią kraju, z portami. Najprawdopodobniej Rosji chodzi właśnie o to, aby powstał tam region wyczyszczony z opozycji i kontrolowany przez prezydenta. Ale będą też inne konsekwencje, dużo dalej idące. Rosja staje jednoznacznie po stronie szyitów, a to może jej się odbić czkawką, zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i na własnym podwórku.

Rosja chce postawić Zachód przed wyborem: albo Asad, albo Państwo Islamskie?

Taką narrację o sytuacji w Syrii przedstawia Rosja. Ona nie dzieli przeciwników Asada na siły umiarkowane czy radykalne, wszyscy są terrorystami i islamistami. Po prostu źli ludzie. Jeśli do wyboru będzie tylko Państwo Islamskie i prezydent, to on automatycznie stanie się mniejszym złem. Obecna taktyka Rosji w Syrii prowadzi do realizacji tego scenariusza – ataki na opozycję będą powodowały jej dalszą radykalizację i dołączanie do Państwa Islamskiego. A Rosja wtedy powie: a nie mówiliśmy?

W poniedziałek prezydent Rosji wystąpił przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. Dużo mówił o demokratycznych rewolucjach, obalaniu władzy i wspieraniu legalnych przywódców.

Po arabskiej wiośnie, a zwłaszcza historii z Muammarem Kaddafim, a także tym, co się stało z Wiktorem Janukowyczem na Ukrainie, Putin jest przerażony ewentualną utratą władzy na skutek rewolucji, czy – wedle jego rozumienia – interwencji zewnętrznej. W związku z tym zawsze stara się podkreślać legitymację wybranego w taki czy inny sposób przywódcy, bezprawność wszelkiego rodzaju rewolucji, przewrotów i masowych protestów. To zapewne nie jest dalekie od tego, co Putin myśli o sytuacji wewnętrznej w Rosji. Jego głównym niepokojem jest utrzymanie władzy i strach przed tym, że jakaś zewnętrzna siła mogłaby go jej pozbawić.

Kolejna ważna kwestia to rywalizacja ze Stanami Zjednoczonymi. Dla Putina jako przywódcy mocarstwa ważne jest pokazywanie, że Rosja przynajmniej nie jest słabsza od Stanów Zjednoczonych. W rozumieniu Putina mocarstwowość oznacza bezkarność w łamaniu prawa. Przykładem są dla niego właśnie działania Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie czy w Kosowie. On, jako przywódca mocarstwa rywalizującego z USA o wpływy, też powinien mieć do tego prawo i nikt nie powinien go za to krytykować.

Odkąd zaczęły się przygotowania do operacji w Syrii i właściwe działania ucichł konflikt na Ukrainie.

Od 2012 roku, gdy Putin powrócił na fotel prezydencki, miał problem z zaproponowaniem swojemu społeczeństwu nowego modelu współistnienia. Dotychczasowy się wyczerpał – dochody z ropy nie były w stanie pokrywać wszystkich potrzeb społecznych dotychczas realizowanych przez władzę. Szukał jakiegoś nowego modelu. Odnalazł go w kryzysie na Ukrainie. Wykorzystał do tego bardzo silną machinę propagandową, rozbudzenie imperialnych emocji, a przede wszystkim „ponowne przyłączenie Krymu”, które dla większości Rosjan jest wielkim szczęściem. W ten sposób udało mu się zaproponować nowy rodzaj społecznego konsensusu. Zakłada on, że Rosja nie może zaspokajać wszystkich potrzeb materialnych, pieniędzy jest trochę mniej, ale za to jest wielkim mocarstwem. Świat się z nią liczy i boi się jej, Rosja nie daje sobie dyktować, co ma robić i ma super armię, której akurat pieniędzy nie brakuje. Temu wszystkiemu towarzyszy bardzo silny komponent propagandowy, który to twórczo obrabia i przedstawia społeczeństwu.

Sytuacja na Ukrainie już nie wzbudza tak wielkich emocji wśród Rosjan?

To jest właśnie problem tego modelu: szybko się wyczerpuje. Trudno jest rok, dwa czy trzy lata po aneksji Kryzmu wciąż czerpać legitymację tylko z niej. Zwłaszcza jeśli sytuacja wewnątrz kraju się pogarsza i społeczeństwo to odczuwa. Oczywiście dopóki są pieniądze na telewizję i propagandę, to można to sztucznie podtrzymywać. Niemniej potrzebne są jakieś nowe impulsy, żeby trzymać widza przed telewizorem, mobilizować poparcie dla władzy.

Potencjał płynący z kryzysu ukraińskiego wyczerpał się w momencie, gdy stało się jasne, że Rosja nie zamierza iść dalej.

Konflikt w Donbasie, pomimo emocjonalnego komponentu, który miał duże znaczenie na początku, już nie podnieca Rosjan. Potrzebna jest zmiana obrazka.Teraz przerzucono się na Bliski Wschód: Rosja przejmuje inicjatywę, stawia pod ścianą Stany Zjednoczone, sprawia, że wszyscy inni gracze międzynarodowi są osłupiali ze zdziwienia i zastanawiają się, co mają zrobić, bo Rosja stosuje metodę faktów dokonanych. Do tego Rosja występuje jako siła pokojowa. Państwowa agencja RIA Novosti, gdy relacjonowała wystąpienie Putina w mediach społecznościowych, dodawała hashtag „peacemaker”. Rosja angażuje się w kolejną „wojnę o pokój”.

Rosjanie będą z uwagą śledzić, co się dzieje w Syrii?

Na pewno przez jakiś czas, szczególnie jeśli wzbudzi się emocje geopolityczne, będzie to elektryzowało społeczeństwo, ale nie tak jak w przypadku Ukrainy. Ona w końcu jest „bratnim narodem”. Niemniej będzie to kolejny powrót do dawnej roli Rosji – mocarstwa biorącego udział w rozwiązywaniu międzynarodowych problemów. Znowu jest w wielkiej grze. Z tego też można zrobić niezłe telewizyjny show.

Aby Rosja wyszła do końca z izolacji międzynarodowej, trzeba znieść sankcje. Aby tak się stało, musi zniknąć powód, którym jest aneksja Krymu. Myślisz, że Zachód jest goów zapomnieć o Krymiet?

W trakcie rosyjskiego show na Bliskim Wschodzie kwestia Krymu może zniknąć przez przemilczenie. Już dzisiaj jest tak, że Zachód się nim nieszczególnie zajmuje, jeśli już, to raczej rytualnie. Jeśli o czymś się mówi, to o Donbasie. Tylko jego dotyczą porozumienia pokojowe z Mińska. To była świadoma decyzja zachodnich przywódców, gdy podpisywali ten dokument. Będzie jeszcze gorzej, jeśli w ferworze „naprawiania” Bliskiego Wschodu Unia i USA wybaczą Rosji nierealizowanie porozumień mińskich.


Justyna Prus-Wojciechowska – ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych do spraw Rosji.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Przewidywania i prowokacje o Bliskim Wschodzie

Daniel J PipesPrzewidywania i prowokacje o Bliskim Wschodzie

Daniel Pipes


Bliski Wschód to jeden z najbardziej wybuchowych, niestabilnych i dręczonych problemami regionów; z tego też powodu jest on powodem wielu najintensywniejszych debat politycznych – wystarczy wspomnieć o konflikcie izraelsko-arabskim czy umowie z Iranem. Poniższy przegląd problemów jest zbiorem spekulacji i interpretacji problemów Iranu, ISIS, Syrii i Iraku, Kurdów, Turcji, Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Izraela i islamizmu, a zakończony jest moimi przemyśleniami w kwestii wyborów strategicznych. W skrócie, pod całą masą pomyłek, błędów i tragedii znaleźć można też i iskierkę nadziei.

Iran

Iran to temat numer jeden, w szczególności po podpisaniu umowy nuklearnej w Wiedniu 14 lipca. Umowa ma przywrócić Teheranowi miejsce na arenie międzynarodowej i zakończyć dekady wrogości, skłaniając Iran do przekształcenia w normalne państwo. Jest to jak najbardziej szczytny cel.

Problem jednak leży w wykonaniu, którego efekty są tragiczne. Agresywny rząd jest nagradzany uznaniem międzynarodowym i dodatkowymi funduszami bez żadnych gwarancji dotyczących programu zbrojeniowego. Dodatkowo umowa zezwala na rozwój tego programu za około dekadę. W dziejach dyplomacji nigdy jeszcze nie odnotowano takiej kapitulacji mocarstw wobec słabego, izolowanego kraju.

Irańscy przywódcy mają apokaliptyczne zapatrywania, których brak było Korei Północnej, Stalinowi, Mao, Pakistanowi czy komukolwiek innemu. Najwyższy przywódca Ali Chamenei może chcieć użyć broni nuklearnej poza normalnym kontekstem militarnym. /Tym bardziej powinien zostać powstrzymany.

Ali Chamenei (po prawej) jest często przedstawiany obok ajatollaha Chomeiniego na irańskiej ikonografii

Jednak sankcje ekonomiczne są tylko na pokaz. Irański rząd może równać się z Koreą Północną w oddaniu jakie poświęca budowie tej broni i gotowości poświęcenia wszystkiego, co niezbędne by osiągnąć swój cel. Dlatego, niezależnie od tego jak silne będą sankcje wyłącznie utrudnią one irańskim przywódcom budowę bomby, ale ich nie powstrzymają.

Jedynym sposobem powstrzymania ich jest użycie siły. Mam nadzieję, że rząd izraelski – jedyny, który może podjąć odpowiednie kroki – zdecyduje się wykonać tą trudną i niewdzięczną robotę. Może to zrobić przez bombardowanie, operacje specjalne lub broń atomową, przy czym opcja numer dwa jest najatrakcyjniejsza i najtrudniejsza jednocześnie.

Jeśli Izraelczycy nie powstrzymają bomby, to może to mieć straszne konsekwencje dla Bliskiego Wschodu i poza nim, w tym dla Ameryki Północnej, gdzie trzeba będzie liczyć się z atakami elektromagnetycznymi.

Jeśli Irańczycy nie zdołają zbudować bomby to jest możliwe, że zwiększony kontakt ze światem zachodnim i polityka państw Zachodu może obalić reżim.

ISIS

Państwo Islamskie (znane jako ISIS, ISIL, Daesz) jest jednym z najgorętszych tematów, zaraz po Iranie. Zgadzam się z Ronem Dermerem, izraelskim ambasadorem w Waszyngtonie, że Iran jest znacznie bardziej niebezpieczny niż ISIS. Jednak ISIS jest bytem bardziej interesującym. Co więcej, administracja Obamy używa go jako straszaka, który ma usprawiedliwić konszachty z Teheranem.

ISIS pojawiło się jakby znikąd, oparte na islamskiej nostalgii posuniętej poza granice rozsądku. Saudowie, ajatollahowie, Taliban, Boko Haram i Szabaab narzucały swoją wersję średniowiecznego porządku. Jednak ISIS poszło jeszcze dalej, starając się odtworzyć islamski świat z siódmego wieku, włączając w to niewolnictwo i publiczne ścięcia.

Sprowokowało to dwa rodzaje reakcji ze strony muzułmanów. Jedna jest pełna poparcia i manifestuje się poprzez rzesze muzułmanów z Tunezji i Zachodu spieszących dla wsparcia ISIS. Jednak drugi rodzaj reakcji, znacznie ważniejszy, był negatywny. Przytłaczająca większość muzułmanów (nie mówiąc już o nie muzułmanach) sprzeciwia się brutalnemu fenomenowi, jakim jest ISIS. W dłuższej perspektywie ISIS zaszkodzi ruchowi islamistycznemu (który chce stosowania prawa islamskiego w całej jego rozciągłości) a nawet samemu islamowi, bowiem duża część muzułmanów sprzeciwia się ISIS.

Jednak po ISIS może pozostać jeden element: pojęcie kalifatu. Ostatni kalif, który faktycznie dzierżył władzę, rządził około roku 940. Ponad tysiąc lat temu. Ponowne pojawienie się kalifa o realnej władzy, po całej serii figurantów, wielce podekscytowało islamistów. Z punktu widzenia Zachodu to tak, jakby ktoś odnowił Cesarstwo Rzymskie w oparciu o fragment terytorium Europy: z pewnością przyciągnęłoby to uwagę każdego. Spodziewam się, że kalifat będzie miał długotrwały i negatywny wpływ.

Syria, Irak i Kurdowie

Czytaj dalek tu: Przewidywania i prowokacje…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Może Żydzi izraelscy są nazbyt przyzwoici

Może Żydzi izraelscy są nazbyt przyzwoici

Fred Maroun
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Ruiny jednej z kilkudziesięciu synagog wysadzonych w
powietrze przez Legin Arabski po zdobyciu Jerozolimy
wschodniej w 1948 roku.

Ruiny jednej z kilkudziesięciu synagog wysadzonych w powietrze przez Legin Arabski po zdobyciu Jerozolimy wschodniej w 1948 roku.

W wywiadzie dla “Haaretz” w 2004 r. lewicowy historyk, Benny Morris, który poprzednio był ulubieńcem antysyjonistów, wyraził opinię, że założyciele Izraela byli naiwni. Jak to powiedział Morris: “Błędem było myślenie, że możliwe będzie założenie tutaj spokojnego państwa, które mogłoby żyć w harmonii ze swoim otoczeniem”.
Uważam, że założyciele Izraela nie byli naiwni, ale zdecydowali się na to, mimo że atakujący Arabowie nie mieli podobnego systemu wartości. Niemniej, gdyby Żydzi zachowywali się tak jak Arabowie, dzisiejszy Izrael byłby zupełnie inny.

Gdyby Żydzi zachowywali się jak Arabowie

Gdyby Żydzi zachowywali się jak Arabowie, po zwycięstwie 1948 r., Izrael wygnałby wszystkich mieszkańców arabskich (chociaż niektórzy Arabowie zostali wygnani, nie była to polityka oficjalna i olbrzymia większość Arabów, która chciała pozostać, mogła to zrobić). Ponieważ państwa arabskie wygnały swoich obywateli pochodzenia żydowskiego, taka akcja Izraela wydawałaby się naturalna i dzisiaj Izrael nie miałby arabskich członków parlamentu w izraelskim Knessecie, którzy atakują prawomocność istnienia Izraela i bronią palestyńskich terrorystów.

Gdyby Żydzi zachowywali się jak Arabowie, po zwycięstwie w 1967 r. i zajęciu Jerozolimy wschodniej, Izrael wygnałby wszystkich arabskich mieszkańców Jerozolimy wschodniej. To było niemal oczekiwane, ponieważ Jordania w 1948 r. wygnała wszystkich Żydów z Jerozolimy wschodniej, chociaż wówczas stanowili tam większość mieszkańców. Właściwie, gdyby Żydzi zachowywali się jak Arabowie, zaanektowaliby Zachodni Brzeg i Gazę i wygnali wszystkich ich arabskich mieszkańców.

Kiedy terroryści z Gazy atakowali Izrael, gdyby Żydzi zachowywali się jak Arabowie, Izrael nie odpowiedziałby precyzyjnymi uderzeniami, które mimo nagminnego używania ludzkich tarcz przez Hamas, spowodowały tylko parę tysięcy ofiar (włącznie z terrorystami) w ciągu tygodni intensywnych walk. Zamiast tego Izrael zabijałby Gazańczyków jak popadnie, tak samo jak prezydent Syrii Assad i prezydent Iraku Husajn zachowywali się w stosunku do swojej własnej ludności. W ciągu kilku dni zginęłyby setki tysięcy cywilów, ale Gaza przestałaby być problemem.

Ale Żydzi nie zachowują się jak Arabowie, nigdy nie zachowali się jak Arabowie i nigdy nie będą zachowywali się jak Arabowie. Żydzi izraelscy traktują Arabów izraelskich jak równych obywateli i mimo nienawiści wobec Żydów po stronie arabskiej, również obecnej wśród wielu Arabów izraelskich, Izrael ciągle dąży do lepszej integracji i lepszej równości swoich obywateli arabskich. Taki jest prawdziwy Izrael, ale nie jest on nagradzany za swoje dobre zachowanie ani przez Arabów, ani przez większość krajów, które ostro i niesprawiedliwie osądzają Izrael, ignorując równocześnie zbrodnie tych, którzy go nieustanie atakują.

Chore społeczeństwo palestyńskie

Benny Morris podsumował w 2004 r. stan konfliktu izraelsko-palestyńskiego, mówiąc: „Nie uważam zamachów samobójczych za izolowane czyny. […] To jest bardzo chore społeczeństwo. […] Ważne jest, byśmy dążyli do rozwiązania politycznego. W ostatecznym rachunku jednak, tym, co zadecyduje o ich gotowości uznania nas, będzie tylko siła, zrozumienie, że nie są w stanie nas pokonać”.

Jedenaście lat później słowa Morrisa znajdują potwierdzenie w trwających atakach arabskich na Żydów w Jerozolimie. Prowadzi to do pytania, czy Żydzi izraelscy są zbyt przyzwoici. Choć nigdy nie będą zachowywać się jak Arabowie, byliby usprawiedliwieni podejmując pewne bardziej zdecydowane jednostronne działania.

Żydzi izraelscy byli usprawiedliwieni, zachowując się nieco mniej uprzejmie

Ponieważ:

  • Kierownictwo palestyńskie wielokrotnie torpedowało każda próbę pokojowego rozwiązania konfliktu.
  • Wszystkie wiodące postaci palestyńskie są zaangażowane albo w terroryzm, albo w podżeganie.
  • Palestyńska kultura nienawiści jest równie jadowita przez cały okres istnienia Izraela.

Izrael dzisiaj byłby usprawiedliwiony:

  • Działając jednostronnie i wprowadzając w życie nie rozwiązanie w postaci dwóch państw, ani rozwiązanie w postaci jednego państwa, ale rozwiązanie ustalone przez Izrael dla spełnienia jego legalnego prawa do istnienia w pokoju i bezpieczeństwie.
  • Anektując części Zachodniego Brzegu i ogłaszając nowe granice w oparciu o swoje potrzeby bezpieczeństwa. To prawdopodobnie obejmowałoby całą Jerozolimę wschodnią, duże bloki osiedli i części wymagane dla bezpieczeństwa lub ochrony izraelskich miejsc dziedzictwa narodowego.
  • Narzucając wzmocnione kroki bezpieczeństwa na nowo zadeklarowane granice. Może to oznaczać koniec pozwoleń na pracę w Izraelu dla Palestyńczyków, przynajmniej w przewidywalnym czasie.
  • Deportując do Gazy lub Zachodniego Brzegu każdego Araba izraelskiego, który bierze udział w działalności terrorystycznej i każdą postać publiczną, która zachęca do terroryzmu przeciwko Izraelowi, zaczynając od polityków takich jak Haneen Zoabi i Ayman Odeh.
  • Żądając, by AP zaprzestała podżegania i sponsorowania terroryzmu, włącznie z zaprzestaniem płacenia terrorystom i indoktrynowania młodzieży antysemityzmem i gloryfikacją terroru, bo inaczej będzie traktowana jako naród wrogi i nie otrzyma więcej pomocy finansowej, elektryczności i innych dostaw z Izraela.
  • Broniąc się przy użyciu większej siły w celu ustanowienia lepszego środka odstraszającego w odpowiedzi na każdy atak z Gazy lub Zachodniego Brzegu.
  • Wymagając, by każdy, kto mieszka w nowych granicach Izraela, albo złożył przysięgę lojalności wobec państwa żydowskiego, albo opuścił kraj.

Palestyńczycy będą musieli dokonać wyboru

Jeśli Izrael podejmie takie działania, Palestyńczycy mogliby zaapelować do Izraela o negocjacje pokojowe, mogliby poprosić ONZ o uznanie suwerenności palestyńskiej na ziemi opuszczonej przez Izrael, albo mogliby zrobić to, co robili zawsze, czyli nic konstruktywnego, i dalej obwiniać Izrael o wszystkie swoje problemy.

Którąkolwiek opcję wybiorą Palestyńczycy, nie będą już dłużej odpowiedzialnością Izraela. Jeśli zdecydują się na podpisanie porozumienia pokojowego i założenie pokojowego państwa, wówczas Izrael może mieć z nimi stosunki dyplomatyczne i ekonomiczne.

Moment prawdy dla reszty świata

Nie wiem, czy Izrael doszedł do punktu, w którym musi podjąć kroki, które – choć daleko im do nieetycznych działań, jakie podjęliby Arabowie, gdyby byli na miejscu Izraela – niemniej są ostre i surowe. Tej oceny mogą dokonać tylko służby wywiadowcze Izraela. Jeśli jednak Izrael zdecyduje się na takie posunięcia, będę go popierać.

Ale kto jeszcze go poprze? Większość reakcji świata jest wroga i przeniknięta antysemityzmem; niewiele poparcia przychodzi z Zachodu. Sukces takich działań Izraela będzie w największej mierze zależał od poparcia Zachodu, szczególnie Stanów Zjednoczonych.

Narody, które twierdzą, że popierają prawo Izraela do istnienia, będą musiały zdecydować, gdzie stoją. Czy będą stały wraz z Izraelem, czy też raz jeszcze pozostawią Żydów swojemu losowi?


Fred Maroun

Pochodzący z Libanu Kanadyjczyk. Wyemigrował do Kanady w 1984 roku, po 10 latach wojny domowej. Jest działaczem na rzecz liberalizacji społeczeństw Bliskiego Wschodu. Prowadzi stronę internetową fredmaroun.blogspot.com


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com