Archive | 2016/09/29

138 lat temu otwarto najwspanialszą budowlę żydowskiej Warszawy

Warszawa.wyborcza.pl138 lat temu otwarto najwspanialszą budowlę żydowskiej Warszawy

Jerzy S. Majewski


W historii żydowskiej Warszawy nie było bardziej znamienitej świątyni. 26 września mija 138 rocznica otwarcia Wielkiej Synagogi na Tłomackiem. Dziś w jej miejscu wznosi się błękitny wieżowiec

Synagoga przy Tłomackiem

Otwarcie miało miejsce wieczorem 26 września 1878 r. w święto Nowego Roku (Rosz Ha-Szana). Henryk Natanson zapalił wieczne światło przed Aron Ha-Kodesz szafą ołtarzową służąca do przechowywania rodału, czyli zwojów Tory. Podczas uroczystości uczestniczył też rosyjski dygnitarz, generał gubernator hr. Paweł Kotzebue. A ponieważ nie zaprotestował, gdy kaznodzieja Izaak Cylkow, manifestacyjnie powitał go nie w języku hebrajskim, jidisz, niemieckim czy rosyjskim lecz po polsku, to zgromadzeni odczytywali to jako zgodę na wygłaszanie kazań w synagodze w języku polskim. Synagoga była bowiem świątynią tej część społeczeństwa żydowskiego, która dążyła do asymilacji z Polakami.

Bankierska rodzina Natansonów podarowała Arkę Przymierza. Była wspaniała, wykonano ją na wzór biblijnej z drewna cedrowego sprowadzonego z gór Libanu. Przysłaniały ją czerwone i białe zasłony przetykane srebrem i złotem. Znany warszawski wydawca i drukarz Salomon Lewental, zięć wielkiego finansisty i działacza społecznego Matiasa Bersona ufundował pulpit. Misternie wyrzeźbiony w drewnie dębowym przez Gunderlacha stanął przed Aron ha-Kodesz.

Z inicjatywy panien Paprockich wnuczek Antoniego Ejzenbauma bogate Żydówki same utkały ozdobny dywan złożony z kwadratów. Przykrył on wyniesioną posadzkę bimy. Wszystkie te wspaniałości znalazły się wewnątrz wielkiej synagogi, która 16 maja 1943 r. została wysadzonej przez Niemców w powietrze.

Wszystko w tym miejscu wygląda dziś inaczej

Zanim przystąpiono do budowy w 1873 r. rozpisano konkurs architektoniczny. Zwyciężył w nim Stanisław Adamczewski. Jego projekt nie został jednak zamówiony. Komitet budowy zapewne nie był zadowolony z rezultatów konkursu i projekt realizacyjny zamówiono u przedstawiciela znanego warszawskiego rodu architektów i artystów – Leandra Marconiego.

3 stycznia 1874 r. namiestnik Królestwa, gen Fiodor Fiodorowicz Berg zaakceptował go. Zamówiono cegłę w firmie Kazimierza Grantzowa, kupiono dwa XVIII-wieczne budynki przy Placu Tłomackie, które zburzono oraz fragment dawnego ogrodu pałacowego i ogrodzono teren budowy. Synagoga stanęła tam, gdzie obecnie wznosi się Błękitny Wieżowiec. Niemal wszystko tu wyglądało inaczej niż dziś. Ulica Leszno (dziś al. Solidarności) była o połowę węższa. Trójkątny plac Bankowy łączył się z Lesznem oraz z równie wąska ulicą Przejazd jeszcze węższą uliczką Rymarską. Tam gdzie dziś znajdują się wyjścia z przejścia podziemnego przy metrze i przystanki tramwajowe w Al. Solidarności był prostokątny placyk Tłomackie. Pośrodku placu stała istniejąca do dziś studnia Gruba Kaśka a wokół wznosiły się klasycystyczne kamienice. W latach późniejszych część kamienic zburzono wznosząc w ich miejscu wielkie domy składowe, centralę telefoniczną i wielopiętrowe kamienice czynszowe. W latach 70 XIX w. plac wciąż wyglądał tak jak u schyłku wieku XVIII.

Budowa Synagogi w tym miejscu była pierwszym wyłomem w przestrzeni Tłomackiego, które utraciło południową pierzeję i zostało znacznie powiększone. Uroczystość wmurowania kamienia węgielnego odbyła się 14 maja 1876 r. Jak pisze Ewa Małkowska uczestniczyli w nim m.in. architekt Leandro Marconi, jego brat Władysław, który został kierownikiem budowy, dwaj wykonawcy Kazimierz Grantzow i Ferdynand Martens oraz członkowie komitetu budowy: m.in. Ludwik i Henryk Natansonowie, Jan Berson, Hersz Wawelber, Lesser Lewi, wreszcie znakomity historyk i jeden z najwybitniejszych varsavianistów przełomu XIX i XX wieku Aleksander Kraushar. Budowa trwała dwa lata.

Zwiedzanie synagogi polecały turystyczne przewodniki

Marconi wzniósł budowlę o stylistyce łączącej formy klasycyzmu i renesansu. W fasadzie zaprojektował wielki, klasycystyczny portyk kolumnowy. Ponad nawą wyrosła kopuła otoczona koroną. Wnętrze było trójnawowe, zamknięte półkolistą, pseudoromańską apsydą, za którą zaprojektowano pomieszczenia kancelaryjne i pokój zaślubin.

Ewa Małowska pisze, że o ile elewacja budziła rozmaite uwagi to wnętrzem powszechnie się zachwycano. Przytacza jedną z wypowiedzi: “Całość mająca za ozdoby tylko brązowe świeczniki i takież balustrady na galeriach dookoła świątyni swą prostotą imponować musi. Ze zbliżaniem się do samej głębi, powaga czerwonych i białych zasłon, złotem i srebrem przetykanych, cedrowej arki, marmurowych tablic z napisami, ołtarza, świeczników i lampy wieczystej robi prawdziwie religijne wrażenie – tu czujesz, że jesteś w świątyni.”

Pomimo schowania pomiędzy budynkami kopuła synagogi widoczna była z wielu miejsc. W roku 1909 przed fasadą urządzono skwer bardzo starannie utrzymywany przez ogrodników, obsadzony krzewami i otoczony metalowym ogrodzeniem.

Zwiedzanie synagogi polecały niemal wszystkie przewodniki wydawane przed 1939 r. “W świątyni jest miejsc dla 2 tys. 200 osób, a mianowicie 1150 na dole i 1050 na galerii dla kobiet. Wewnątrz znajduje się kilka pulpitów artystycznie rzeźbionych, wartościowych lichtarzy, wspaniała arka. Nad arką chór dla śpiewaków. Nadto znajduje się tu cenna biblioteka zawierająca rzadkie druki hebrajskie i spora wiązka ważnych manuskryptów, do których zaliczyć należy: >Księgi pamiętnicze, rodzaj kronik spisywanych przez rabinów w Buczaczu i Rohatynie itp.” – czytamy w przewodniku po Warszawie z roku 1893.

Z kolei w roku 1922 Mieczysław Orłowicz pisał: “W piątek o zmierzchu podczas nabożeństwa (wstęp możliwy też dla chrześcijan, panowie wchodzą na parter w kapeluszach na głowach, panie na galerie) produkcje dobrego chóru przy akompaniamencie organów.”

Chasydów tradycyjnie ubranych wpuszczano niechętnie

W latach międzywojennych jak pisze Ewa Małkowska synagoga na Tłomackiem była najważniejszą świątynią dla “żydowskiego odłamu społeczeństwa polskiego”. To tutaj odbywały się uroczyste nabożeństwa w rocznicę wszystkich świat państwowych, świętowano odzyskanie niepodległości 11 listopada, uchwalenia konstytucji 3 maja. Stąd po nabożeństwie 3 maja ruszał kondukt rzemieślników żydowskich do Zamku Królewskiego. Do synagogi niechętnie wpuszczano tradycyjnie ubranych chasydów. Nie raz zdarzało się że już przy drzwiach byli wypraszani.

Od roku 1923 rabinem Wielkiej Synagogi był Mojżesz Schorr. Gdy w końcu lat 30 zaczął się bojkot żydowskich sklepów, starał się mu przeciwdziałać. Miał możliwości, bo w 1935 r. wybrany został do senatu RP. Popierał stworzenie państwa żydowskiego w Palestynie. Pełnił nawet godność prezesa Towarzystwa Przyjaciół Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Pochodził z rodziny bankierskiej z Galicji. Do Warszawy przybył dopiero w 1923 gdy był już znanym naukowcem. Gdy wybuchłą II wojna światowa, znalazł się na wschodzie. Tam aresztowała go NKWD i pod zarzutem działalności kontrrewolucyjnej zesłała do Uzbekistanu gdzie zmarł w 1941 r.

Przy synagodze mieszkali wybitni kantorzy: m.in. Mosze Kusewicki, nadkantor, zwany też królem kantorów młodszego pokolenia. Jego śpiewem powszechnie się zachwycano, wpadano w ekstazę. Dawał on też koncerty świeckie, nagrywał płyty, jeździł z występami za granicę. Innym mieszkańcem był obdarzony pięknym barytonem Pinchas Szerman. Jednak najsławniejszy był nadkantor Gerszon Sirota – tenor dramatyczny – nazywany żydowskim Caruso. Był obdarzony talentem improwizatorskim.

Jürgern Stroop zachwyca się wysadzeniem świątyni

Po utworzenie getta Niemcy zabrali się do systematycznej dewastacji świątyni. Plac Tłomackie znalazł się początkowo w granicach getta. W 1941 r. synagoga była znacznie uszkodzona. Ołtarz leżał zwalony, w dachu widniały dziury.

W 1942 r po zmniejszeniu obszaru getta i wyłączeniu z niego synagogi Niemcy urządzili w świątyni magazyn mebli zwożonych z domów żydowskich. Jednak los synagogi dopełnił się wraz z upadkiem Powstania w getcie. Jak czytamy w “Rozmowach z katem” Kazimierza Moczarskiego – dowodzący likwidacją getta gen. Jürgern Stroop relacjonował: “Postanowiłem zakończyć Grossaktion 16 maja 1943 o godzinie 20 minut 15.”

Klamrą oficjalnego zamknięcia Wielkiej Akcji było wysadzenie w powietrze Wielkiej Synagogi. “Przygotowania trwały 10 dni. Synagoga byłą gmachem solidnie zbudowanym. Aby ją za jednym zamachem wysadzić w powietrze, należało przeprowadzić pracochłonne roboty saperskie i elektryczne. Ależ to był piękny widok! Z punktu widzenia malarskiego i teatralnego obraz fantastyczny. Oficer saperów wręczył mi aparat elektryczny wywołujący detonację ładunków wybuchowych. Przedłużałem chwilę oczekiwania. Wreszcie krzyknąłem: Heil Hitler! – i nacisnąłem guzik. Ognisty wybuch uniósł się do chmur. Przeraźliwy huk. Bajeczna feeria kolorów. Niezapomniana alegoria tryumfu nad żydostwem. Getto warszawskie skończyło swój żywot. Bo tak chciał Adold Hitler i Heinrich Himmler” – zachwycał się Stroop.

Wieżowiec złoty, potem błękitny

Po wojnie Wielkiej Synagogi nie odbudowano. W związku z budowa Trasy WZ z pejzażu Warszawy zniknął też plac Tłomackie. Za to w miejscu gdzie wznosiła się świątynia u schyłku lat 50 podjęto decyzje o budowie wysokościowca. Tu jednak miała działać klątwa rzucona przez rabinów. Nie wdając się w sprawy nadprzyrodzone trzeba przypomnieć, ze budowa wieżowca wlokła się przez ponad dwa dziesięciolecia. Zmieniały się koncepcje i projekty budynku. Potem prace przerywano. Około 1976 r. wyrósł szkielet budynku. Obłożono go złocistymi blachami elewacyjnymi i budowa stanęła. Konstrukcja rdzewiała, metalowe panele wyglądały coraz gorzej. W latach 80. prasa cyklicznie zapowiadała wznowienie prac przy budowie, ale zapowiedzi nie były realizowane. Dopiero u schyłku dekady po podpisaniu umowy z firmą jugosłowiańską, znów rozpoczęto prace. Złociste elewacje zamieniono na błękitne. W środku znalazła się niewielka sala modlitwy. Ponoć przy okazji rabini odczynili klątwę i pozwoliło to na pomyślne dokończenie realizacji. Wiosną przyszłego roku minie 25 rocznica ukończenia budowy wieżowca.

• Pisząc artykuł korzystałem z książki Ewy Małkowskiej “Synagoga na Tłomackiem”, PWN, Warszawa 1991


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


European Jews Under Siege and Terrified

European Jews Under Siege and Terrified

Michael Laitman


Now that anti-Semitism has spread throughout the world, we would be wise to rule out the possibility of safe havens.

A poll conducted last week by the European Jewish Association and the Rabbinical Center of Europe claims that despite increased security measures taken by their respective governments, 70% of European Jews won’t go to synagogue on Rosh Hashanah or Yom Kippur this year due to security concerns and.


DANISH POLICE PRESENCE AT A SYNAGOGUECredit: Dreamstime

The immigration crisis and the rise of the extreme right combine to make the Jews in Europe feel very insecure. Many have removed all visible Jewish symbols such as Magen-David necklaces and yarmulkes. Many have also removed the mezuzah (small case with Biblical text attached to doorposts and gates of Jewish homes, synagogues, and businesses) from the entrance to their homes and businesses. This year, they will avoid even going to shul on Yom Kippur, the most sacred day for observant Jews. Once again, the Jews in Europe feel afraid and vulnerable.

The Law of Anti-Semitism

However alarming, what is happening in today’s Europe is merely new clothing for an old loathing. Europe has always been plagued with Jew-hatred, and the hiatus we have been given after World War II seems to be running out of steam.

There is a reason why anti-Semitism is perpetual, just as there is a reason for the perpetuation of the Jews throughout the ages and against all odds. Author Mark Twain wondered, “All things are mortal but the Jew; all other forces pass, but he remains. What is the secret of his immortality?”

The “force” that Mark Twain sensed in us is the force of our unity. The Maor Vashemesh wrote that “the prime defense against calamity is love and unity. When there are love, unity, and friendship within Israel, no calamity can come upon them.”

When we unite, the force of unity spreads out to the world, everyone benefits from it, and anti-Semitism disappears. But when we part from one another, we prevent that power from spreading to the world and alienation and dislike take over. This is why our sages wrote (Yevamot 63): “No calamity comes to the world but for Israel.”

The more we are apart, the more the world subconsciously tries to push us back together by returning the hatred. As a result, all the hatred we are spreading comes back to us in what we perceive as anti-Semitism. Accordingly, the archetype of the modern anti-Semite, industrialist Henry Ford, wrote in his infamous composition, The International Jew—The World’s Foremost Problem: “Society has a large claim against the Jew, that he cease exploiting the world and begin to fulfill the ancient prophecy that through him all the nations of the earth shall be blessed.”

Budapest SynagogueDreamstime

The resurgence in hatred reminds us the hard way that we are here for a reason. As much as we would like to be the same as all other nations, those same nations keep reminding us that we are not. Jews are a nation that was formed when people of different tribes and cultures resolved to follow the ideal of love of others. Aspiring to live by the motto, “Love your neighbor as yourself,” we united and became a nation when we pledged to bond “as one man with one heart.” Thereafter, we were given the task to spread that unity, to be “a light unto nations.”

For this reason, when we are not united, the nations feel that we are harm-doers and blame us for whatever plight afflicts them at the moment. To put it simply, the “Law of Anti-Semitism” asserts that the more we are disunited, the more the nations hate us.

Nowhere Left to Run

There should be no doubt in our minds: If we are singled out for extinction once again, no one will come to our aid. As the case of the German ocean liner MS St. Louis demonstrates, even before World War II the European Jews were denied access to the US. Now that anti-Semitism has spread throughout the world, we would be wise to rule out the possibility of safe havens; they will not exist.

The one thing we can and should do is acknowledge that the hatred among us is our only enemy. As former Mossad Chief Tamir Pardo said, “The greatest danger Israel faces isn’t external, but rather the divisions within the Israeli society.” This is as true for the European Jews as it is for all Jews everywhere

The world is watching our every move. If we unite, we will spread the force of unity and become the role model of social cohesion that the world so desperately needs. In so doing, we will emerge as “a light unto nations,” and the world will finally understand and justify the existence of our people. And when this happens, we will not feel under siege or terrified in Europe, or Israel, or anywhere at all.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com