Archive | 2016/09/25

Andrzej Szpilman: Hołota przyzwyczaiła się, że Żyd to ktoś gorszy. I tak w Polsce zostało

Andrzej Szpilman: Hołota przyzwyczaiła się, że Żyd to ktoś gorszy. I tak w Polsce zostało

Mira Suchodolska


Andrzej Szpilman

“Słowo ‘Żyd’ było w Polsce używane w zły sposób, aby obrażać. Taki rusycyzm. Wynika to z perfidii Niemców, którzy wkraczając do Polski, wyjęli Żydów spod prawa i rzucili na pastwę rzezimieszków. Hitlerowcy wiedzieli, że ci Żydzi, rabowani, gwałceni, poniżani przez szumowiny, na oczach ludzi, którzy nie reagowali, odczują w końcu ulgę, kiedy trafią do gett” – mówi w rozmowie z Magazynem DGP Andrzej Szpilman, syn Władysława Szpilmana, kompozytor i lekarz stomatolog.

Andrzej Szpilman (ur. 1956) – kompozytor, producent muzyczny i lekarz stomatolog. W 1998 roku wydał książkę swojego ojca, Władysława Szpilmana pt. „Pianista”. Później doprowadził do ekranizacji filmowej „Pianisty” w reżyserii Romana Polańskiego, filmu nagrodzonego m.in. trzema Oscarami i Złotą Palmą w Cannes. Na zdjęciu: Andrzej Szpilman na planie filmu Polańskiego

Mira Suchodolska: Niedawno przyszła do mnie śliczna, ruda kotka. Nazwałam ją Ryfka. I wie pan co, niektórzy znajomi mają mi za złe. Że nieodpowiednie imię, żydowskie. A ja tego nie pojmuję. Drugi kot nazywa się Killer, większa suka, dog, to Sasza, mniejsza, labrador, to Amba. Miałam wcześniej psa Kubę, potem tak nazwałam swojego syna. Pan widzi problem?

Andrzej Szpilman: Był taki ksiądz Jankowski, który nazwał swojego psa Mosiek. A u pani w stadzie może Killer zeżre Ryfkę i będzie po kłopocie. Koniec dylematu. A tak serio mówiąc, to imię Ryfka ma bardzo konkretne skojarzenie. Bo jakieś dwadzieścia tysięcy żydowskich dziewczynek o tym imieniu zostało zamordowanych na ziemiach polskich podczas II wojny światowej. To jest tak blisko nas, tak nieodległe w przestrzeni czasowej. Także dziś, kiedy ogląda się filmy o martyrologii Żydów, imię Ryfka pojawia się bardzo często, jest niemal symbolem. Ale odpowiem pani anegdotą. Kiedy kręciliśmy dokument o moim ojcu, jedno z ujęć miało miejsce na Miłej 18, nieopodal pomnika Bohaterów Getta. Tam był taki bunkier, w którym w maju 1943 roku żołnierze Żydowskiej Organizacji Bojowej bronili się przed Niemcami. Kiedy już było wiadomo, że nie mają szans, ci pozostali jeszcze przy życiu popełnili zbiorowe samobójstwo. Więc my tam kręcimy, a w tłumie gapiów jest człowiek z psem. I ten pies strasznie ujada. Mówimy właścicielowi, żeby przeszedł kawałek dalej, bo przeszkadza. A on na to: „A wiecie, dlaczego on tak szczeka? Bo nie lubi Żydów”. Operator to nagrał. Przecież gdybym ja to puścił w jakimś filmie dokumentalnym, to na Polskę znów by spadł grad oskarżeń o antysemityzm. Bo nie jesteśmy krajem antysemitów, choć i tacy się zdarzają. Dlatego myślę sobie, że wiele rzeczy jest kwestią wrażliwości. Ja nie nazwałbym psa imieniem Jezus.

No, zachowajmy proporcje. Mówimy o zwyczajnym imieniu, takim samym jak Kuba czy Zosia. Nie nazwałabym żadnego zwierzaka imieniem Jahwe. Ani Allah. Zresztą ja kocham swoje zwierzaki, więc może to nie antysemityzm, ale filosemityzm? A z pana strony może to kwestia przewrażliwienia?

Być może. Wie pani co, ja także mam psa, yorka, tak malutkiego, że kiedy Niemcy go widzą, wołają: Oh, Gott, albo: Jezusmaryja. Ale to nie to samo, co nazwać kota Ryfka, proszę mi wierzyć. Jakby to wyglądało, gdyby kota nazwać Jezus, a przecież jest to popularne w wielu regionach świata imię. Ale w Polsce Jezus Kowalski – to chyba niestosowne. A jeśli chodzi o antysemityzm i filosemityzm, to oba zjawiska są równie fatalne. Nie ma powodu, żeby kogoś traktować gorzej ani lepiej niż innych. Na przykład ludzie upośledzeni chcą być traktowani tak samo jak inni. Normalnie.

Hm, chce pan powiedzieć, że Żydzi są upośledzeni? Ryzykowne twierdzenie.

To ja jestem Żydem i dobrze wiem, jak to jest być prześladowanym. A prześladować można na różne sposoby. Człowiek ma potrzebę, aby go traktować na równi z innymi. Jeśli jest postrzegany inaczej, inaczej traktowany, to jest to naznaczenie. I w następstwie oznacza odrzucenie. W świecie ludzkim jest podobnie jak w świecie zwierzęcym, w stadzie. Pewnie czytała pani książkę Jerzego Kosińskiego „Malowany ptak”. W niej dzieci malują ptaszkowi skrzydełka na różne kolory, a kiedy go wypuszczają, inne ptaki zadziobują na śmierć odmieńca. A bycie Żydem to wciąż bycie odmieńcem.

Ja mam czasem wrażenie, że wszyscy zwariowali. Nie tylko ja. Mój przyjaciel Mladen, który jest bułgarskim Żydem, skarżył mi się kiedyś, że w Polsce panuje jakaś paranoja. Mili ludzie, z którymi stykał się w oficjalnych, medialnych sytuacjach, stawali na rzęsach, żeby tylko nie powiedzieć o nim per Żyd. Wymyślali różne konstrukcje typu Izraelczyk (którym nie był) czy starszy brat w wierze (nie wierzy). Jakby żydostwo było jakimś przekleństwem. „A ja, k…a, jestem Żydem i chciałbym, żeby to zostało powiedziane” – wściekał się. Nie miał z tym problemu w przeciwieństwie do jego nader poprawnych politycznie rozmówców.

To się bierze stąd, że słowo „Żyd” było w Polsce używane w zły sposób, aby obrażać. Taki rusycyzm. Wynika to z perfidii Niemców, którzy wkraczając do Polski, wyjęli Żydów spod prawa i rzucili na pastwę rzezimieszków. Hitlerowcy wiedzieli, że ci Żydzi, rabowani, gwałceni, poniżani przez szumowiny, na oczach ludzi, którzy nie reagowali, odczują w końcu ulgę, kiedy trafią do gett. Żydzi zaczęli się bronić, tworzyli swoją milicję, co zresztą przyśpieszyło budowanie gett, gdyż okupanci zdawali sobie sprawę, że łatwiej będzie zamknąć w nich przerażone ofiary niż bojowników. Natomiast hołota przyzwyczaiła się, że Żyd to ktoś gorszy, kim można bezkarnie pomiatać. I tak w Polsce zostało. W Niemczech, gdzie gminy żydowskie, z ich odrębnością kulturową, odbudowały się, nastąpiła restytucja sposobu postrzegania ludzi narodowości żydowskiej przez społeczeństwo, ale nie nad Wisłą. Bo co się działo po wyzwoleniu? Były pogromy. Kraków, Kielce… o Jedwabnem nie wspomnę. Można tłumaczyć, że to wynikało z szerszych, geopolitycznych powodów. Moskwa przejmowała kontrolę nad Polską i nie było możliwości, aby jakaś nacja żyła w swojej kulturze. Jeden naród, żadnej religii, wszystko wymuszane siłą. To się przenosiło na naszą rzeczywistość. I powiem, że tak długo, jak mieszkałem w Polsce, czyli trzydzieści lat, stosunek prymitywów do Żydów był właśnie taki, a nie inny.

Ja nie do końca rozumiem, co chce mi pan powiedzieć. Że mamy Żydów traktować tak samo jak innych czy że zasługują na szczególne prawa.

To, że Polska była świadkiem mordu na Żydach, rodzi szczególne zobowiązania. Dam taki przykład: gdyby w pani kuchni jakieś dziecko bardzo się poparzyło, może z powodu pani nieuwagi, to następnym razem bardzo by pani się starała, uważała, żeby nie doszło ponownie do nieszczęścia. Niestety, w Polsce fakt, że na jej terenie zostały wymordowane trzy miliony polskich obywateli pochodzenia żydowskiego, nie skłania niektórych do uwagi ani do współczucia.

To ja się panu zrewanżuję swoją osobistą historią. Bo kiedy ta ruda, chuda kotka do mnie przyszła, zastanawiałam się też, czy nie nazwać jej Jetka. Na cześć pewnego żydowskiego dziecka. Dziadkowie okupację przeżyli w Oświęcimiu, tuż obok torów, niedaleko rampy, bo dziadek był zawiadowcą stacji. Mieli przyjaciół, Maksa i Adelę Mandelbaumów, którym pomagali, jak mogli, ukrywali. Max i Adela mieli córeczkę Jetkę. Mandelbaumowie nie przeżyli wojny, ale co się stało z Jetką, nie wiadomo. Nieoczekiwanie u moich dziadków, Jana i Janiny Pogródków, w lutym 1944 roku pojawiło się dziecko. Rodzinna legenda mówi, że to była właśnie Jetka. Dziadkowie zaprzeczali, ale ja lubiłam myśleć, że ta Jetka to moja matka. Opowiadałam o tym na prawo i lewo. Dlaczego o tym panu mówię? Bo w moim długim życiu nikt, nigdy, w żaden sposób nie dał mi odczuć, że bycie córką Jetki to coś złego. Spotykałam się co najwyżej z niedowierzaniem: Weź się nie wygłupiaj, co ty.

Myślę, że mając pewien ładunek inteligencji i wykształcenia, porusza się pani w określonych kręgach.

Mam bardzo różnych znajomych, od skrajnej lewicy po skrajną prawicę. I jeszcze są wśród nich osoby mające kłopoty z prawem. Ale ja z tą swoją niby-żydowskością rosłam od małego, a pan się dowiedział, kim jest, w wieku 12 lat.

I miałem bardzo niedobre doświadczenia. Ale pewnie to wynika z czasów – był 1968 rok, kiedy z Polski się wyganiało Żydów. Gomułka udawał, że o niczym nie wie, ale Mieczysław Rakowski, redaktor naczelny „Polityki”, który poznał przez sąsiadów historię mojej rodziny, opisał ją pierwszemu sekretarzowi w liście. Zresztą znalazła się ona w jego pamiętnikach. Zajmuje kilka stron. Ale z kolei dlaczego ja o tym mówię. Bo moja rodzina to zawsze byli wielcy polscy patrioci. Na przykład dziadek ze strony matki, Józef Grzecznarowski, współzałożyciel PPS-u, 11 lat spędził w obozach carskich za zamachy na rosyjskich, okupacyjnych urzędników, a pięć lat w obozach niemieckich. W okresie międzywojennym był dwukrotnie posłem na Sejm, dwa razy był prezydentem Radomia. A ja wyrastałem w dzielnicy, gdzie było mnóstwo dzieci ubeckich, milicyjnych, taka hołota. One z domów brały złe nastawienie do Żydów, pewnie przejęły je od rodziców, którzy pili. A już S.J. Lec napisał, że „ludzkie ciało nie może pomieścić w sobie alkoholu i antysemity; jak się weń wleje alkohol, to wyłazi antysemita”. Więc miałem mnóstwo konfliktów.

Bił się pan czy nadstawiał policzek?

Czasem się prałem. Przyznam, że raz nawet dałem w mordę koleżance, która syczała mi do ucha: ty parszywy żydzino. To co miałem zrobić, jak się zachować? Potem ta koleżanka, gdy dorosła, chciała mi osobiście wynagrodzić swoje obelgi. Ale choć była atrakcyjna, nie skorzystałem. Jeśli pani wejdzie na mój profil na Facebooku, to zobaczy tam filmik, jaki ostatnio udostępniłem. Na nim luksemburska policja pacyfikuje zgromadzenie kilkudziesięciu nazioli pod ambasadą niemiecką. Po prostu wpie…lili im, aż miło. Ja wiem, że to zabrzmi strasznie, ale pomyślałem sobie, że gdyby odpowiednio wcześnie zabito Hitlera i to całe towarzystwo, nie doszłoby do wojny i Holokaustu. Kiedy ten film pokazałem swojej znajomej, dziewiętnastolatce, dziewczyna przeraziła się. Ojej, dlaczego, przecież ci mężczyźni nikogo nie zaatakowali, po prostu sobie demonstrowali, takie ich traktowanie nie ma podstaw prawnych. Naiwna. Policji w Luksemburgu wystarczyło, że było to nielegalne zgromadzenie. I bardzo przyklaskuję tym glinom. Natomiast strasznie mnie wkurza postawa polskiego rządu, który nie tylko toleruje, ale próbuje sobie zjednać nazistów. Tych typów z ONR-u.

Tyle tylko, że w tej strasznej Polsce jakoś nikt nie bije Żydów. OK, jest ich niewielu, ale nie ma polowań z nagonkami. Ja już mówiłam, że nigdy nie ukrywałam, kim jestem albo mogę być. Natomiast we Francji czy w Niemczech gminy żydowskie zalecają, aby ludzie nie afiszowali się ze swoimi poglądami, nie wychodzili w jarmułkach.

Ale przecież we Francji czy w Niemczech robią to islamiści! I jak oni przyjadą do Polski, będzie w końcu to samo. Tyle że nie będą tłuc Żydów, bo ich nie znajdą, ale katolików. I gwałcić kobiety. Proszę sobie wyobrazić, że moją córkę, w wieku maturalnym, taki jeden Afgańczyk chciał zgwałcić. Rzucił się na nią w biały dzień na dworcu kolejowym! Dla wielu z nich kobieta nie jest człowiekiem, ma mieć wycięte genitalia, żeby nie miała przyjemności w życiu seksualnym. Spotyka to każdego roku jakieś 25 tys. kobiet w Niemczech. W Egipcie 90 proc. kobiet jest w ten sposób okaleczonych. Mentalność, której nie zmienimy, bo nie mamy na to siły. W ogóle jest fatalna sytuacja, nie wiadomo, jak się zachować. Bo uciekinierów powinno się przyjmować, to dla mnie jasne. Te kobiety z dziećmi, które się wyrwały z piekła, z wojny, z łap gwałcicieli. Ale nie bandytów. Tymczasem przyjmuje się wszystkich i pakuje do tego samego obozu: ofiary i bandytów. I to samo się dzieje dalej: gwałty, zmuszanie do prostytucji, przemoc. Niemcy przyjęli milion ludzi, to akt wielkiego humanizmu, na który innych państw nie stać, ale z powodów technicznych, organizacyjnych, zupełnie sobie z tym nie radzą. Inna sprawa, że Polacy nie chcieli przyjmować nikogo. Tak prawdę mówiąc, ja też bym nie chciał, żeby w moim kraju było mnóstwo Arabów, którzy mnie, Żyda, nienawidzą. Ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że jest pośród nich wielu przyzwoitych, potrzebujących pomocy ludzi. Wie pani, że to my, świat zachodni, doprowadziliśmy do tego bałaganu, z którym nie wiemy teraz, co zrobić? Przecież w krajach arabskich było chyba lepiej za Kaddafiego, za Husajna, za Pahlawiego. Dziś w tych wszystkich krajach u władzy są bandyci, więc nic dziwnego, że ludzie stamtąd uciekają. Ale brakuje pomysłu, w jaki sposób oddzielić ofiary od katów. Jak prześwietlić ich już na granicy.

Pan miałby pomysł?

Tak, ja wysyłałbym kobiety z dziećmi do odrębnych jednostek, a tych facetów, których tożsamości żadne służby nie są w stanie ustalić, do innych. Ale Niemcy tego nie zrobią, bo się boją o bezpieczeństwo swoich obywateli. O to, że tzw. uciekinierzy wypłyną na ulice, pozbawieni swoich kobiet w roli ofiary, rzucą się na niemieckie i zacznie się przemoc na masową skalę. Świat zachodni nie potrafi sobie na razie poradzić z tym problemem.

Już jakiś czas temu zadeklarowałam, że przyjęłabym do domu kobietę z dziećmi, uciekinierkę.

A ja robię wszystko, żeby żadnej kobiety nie wziąć do domu. Jestem szczęśliwie rozwiedziony, sam wychowałem dwójkę dzieci, staram się nie przenosić wojny do domu. Na szczęście dziś nikt mi nie mówi, co mam robić ani co myśleć. Wie pani, która żona jest najlepsza? Następna. Zresztą, po co się żenić. Można być ze sobą bez tych wszystkich formalnych zobowiązań, bez papierów.

Także jestem tego zdania, ale ludziom się wydaje, że jak podpiszą jakiś papierek, to będzie na całe życie. A potem wyrastają z siebie. Ale mniejsza o to. Co robią pana dzieci?

A co pani robiła w życiu?

Oj, różne rzeczy. Skończyłam technikum hotelarskie, potem studiowałam dziennikarstwo. Na studiach, żeby się utrzymać, myłam autobusy i tramwaje. Potem sprzedawałam na targu, miałam hurtownię z używaną odzieżą, sklep rybny. Robiłam reportaże dla radia, pisałam dla gazet. A dlaczego pan o to pyta?

Bo byłem ciekawy. Tak samo, jak pani mnie i mojej rodziny. A jeśli chodzi o mojego syna, to studiuje prawo, będzie w Zurychu robił doktorat. Pracuje w banku jako lobbysta, od trzech lat jest dziennikarzem w „Basler Zeitung”. Angażuje się politycznie, startuje w wyborach do władz miejskich Bazylei. Córka dopiero będzie zdawała maturę, marzy o studiach filmowych, może w Warszawie, może w Łodzi, zobaczymy jeszcze.

Wyśle pan córkę do Polski?

Wyślę. Ale ze świadomością, że jak przyjdzie ONR, to ona wcześniej dostanie w mordę niż pani. Bo się nazywa Szpilman. A pani ma takie ładne polskie nazwisko: Suchodolska. Więc pani może sobie opowiadać o swoich korzeniach, ale polskie nazwisko jest pani tarczą. Jak u pani Agaty Tuszyńskiej, która ze swojej „żydowskości” zrobiła sposób na zarobek i życie. Ta jej książka „Rodzinna historia lęku”… Jej ojciec był, jak sądzę, antysemitą, gdyż jak czytam u Tuszyńskiej: „W domu słowo »Żyd« słyszałam rzadko. Tylko z ust ojca i zawsze szyderczym tonem. (…) Było nie do pomyślenia, aby mogli się znaleźć nie tylko w naszym domu, ale nawet w kręgu znajomych”. A matka Żydówka milczała. A teraz Tuszyńska, która o swoim pochodzeniu dowiedziała się, gdy była już dorosła, obnosi się z tym, jaka ona biedna i prześladowana. Co ona tam wie. Dla mnie jej książki nie dość, że słabe i są grafomanią na poziomie II klasy liceum, to jeszcze są antypolskie. Jak dobrze zrozumiałem, na Tuszyńską dookoła czyhają sami Polacy antysemici, więc nie wolno się przyznać, że się jest Żydem.

To jasne, że nie lubi pan Tuszyńskiej, sądził się pan z nią długie sześć lat za to, co napisała o pana ojcu w swojej innej książce, „Oskarżona Wiera Gran”. Dopiero pod koniec lipca zapadł korzystny dla pana rodziny wyrok. Autorka ma przeprosić i usunąć fragmenty, w których zarzuca legendarnemu pianiście, że pomagał hitlerowcom odprowadzać ludzi na Umschlagplatz.

Nie lubię to za mało powiedziane. Zrobię wszystko, aby uprzykrzyć jej resztę życia. Zwłaszcza że jej chodziło tylko o rozgłos, o to, żeby pojechać na nazwisku mojego ojca. Jak można napisać brednie, nie mając najmniejszych dowodów, jakoby Władysław Szpilman pomagał nazistom mordować Żydów? Kim trzeba być, jakim człowiekiem? Ja nie szanuję takich ludzi. A jeśli chodzi o sądy i proces, to fakt, niezrozumiałe jest, dlaczego musiało to trwać tak długo. Owszem, demokracja i praworządność wymagają, aby istniały mechanizmy odwoławcze, żeby ktoś, kto jest niezadowolony z wyroku, mógł się poskarżyć wyższej instancji. Jednak to nie tłumaczy niekompetencji sędziów, zachowań typu: „oj, jaka jestem zmęczona, już nie rozumiem, co się do mnie mówi”, bo i takie sytuacje się zdarzały. Sądowi w Niemczech rozpatrzenie tej sprawy zajęło jeden dzień. W Polsce trwało to, ile trwało. W końcu Sąd Najwyższy nie przyjął apelacji i zawyrokowano, że jeśli Agata Tuszyńska nie znalazła żadnych dokumentów potwierdzających słowa Wiery Gran o moim ojcu, to nie miała prawa napisać tego, co napisała. Ale co tam dokumentów, ona nie była w stanie nawet przedstawić nagrań ze swojej podobno długiej – jak zeznawała – rozmowy z tą kobietą. Tak nawiasem mówiąc, do dziś nie wypełniła tego, co nakazał sąd w wyroku. Nie przeprosiła. Ja jej nie odpuszczę.

Nie lubię to za mało powiedziane. Zrobię wszystko, aby uprzykrzyć jej resztę życia. Zwłaszcza że jej chodziło tylko o rozgłos, o to, żeby pojechać na nazwisku mojego ojca. Jak można napisać brednie, nie mając najmniejszych dowodów, jakoby Władysław Szpilman pomagał nazistom mordować Żydów? Kim trzeba być, jakim człowiekiem? Ja nie szanuję takich ludzi. A jeśli chodzi o sądy i proces, to fakt, niezrozumiałe jest, dlaczego musiało to trwać tak długo. Owszem, demokracja i praworządność wymagają, aby istniały mechanizmy odwoławcze, żeby ktoś, kto jest niezadowolony z wyroku, mógł się poskarżyć wyższej instancji. Jednak to nie tłumaczy niekompetencji sędziów, zachowań typu: „oj, jaka jestem zmęczona, już nie rozumiem, co się do mnie mówi”, bo i takie sytuacje się zdarzały. Sądowi w Niemczech rozpatrzenie tej sprawy zajęło jeden dzień. W Polsce trwało to, ile trwało. W końcu Sąd Najwyższy nie przyjął apelacji i zawyrokowano, że jeśli Agata Tuszyńska nie znalazła żadnych dokumentów potwierdzających słowa Wiery Gran o moim ojcu, to nie miała prawa napisać tego, co napisała. Ale co tam dokumentów, ona nie była w stanie nawet przedstawić nagrań ze swojej podobno długiej – jak zeznawała – rozmowy z tą kobietą. Tak nawiasem mówiąc, do dziś nie wypełniła tego, co nakazał sąd w wyroku. Nie przeprosiła. Ja jej nie odpuszczę.

czytaj dalej tu: Andrzej Szpilman: Hołota przyzwyczaiła się, że Żyd to ktoś gorszy. I tak w Polsce zostało


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Former antisemitic Hungarian MP who discovered Jewish roots to make aliya

The Jerusalem Post - Israel News

Former antisemitic Hungarian MP who discovered Jewish roots to make aliya

ARIK BENDER


Prior to discovering his Jewish roots, Csanad Szegedi was known for his extremist positions and antisemitic statements as a member of the Jobbik party.

Csanád SzegediCsanád Szegedi Photo By: Courtesy

A one-time MP for Hungary’s extremist right-wing and antisemitic Jobbik party, who quit when he discovered he was Jewish, is now making aliya to Israel.

In an interview with The Jerusalem Post’s Hebrew language sister newspaper, Ma’ariv, Csanad Szegedi said that he is waiting with bated breath for the moment that he becomes an Israeli citizen and can contribute from his wide experience to the fight against international antisemitism.

Szegedi, 34, revealed his intention to make aliya with his wife and two children at a World Zionist Organization conference that took place in Budapest over the weekend.

Prior to discovering his Jewish roots, Szegedi was known for his extremist positions and antisemitic statements as a member of Jobbik. He was one of the founders of the Hungarian Guard, an extreme nationalist group whose members don black uniforms and see themselves as the descendants of the Hungary’s fascist Arrow Cross Party, which collaborated with the Nazis during World War II. Szegedi rose in the ranks of Jobbik through the years, becoming a senior member and even serving as the party’s vice president until 2012, and as the party’s representative to the European Parliament.

In June 2012, Szegedi stunned Hungary, particularly his fellow Jobbik members, when he revealed that his grandparents on his mother’s side were Jewish. His grandmother survived Auschwitz and his grandfather was in forced-labor camps. Szegedi began to learn about Judaism, to observe the Sabbath, to keep kosher and to go to synagogue. He has since had the opportunity to visit Israel.

After discovering his roots, he quit all of his posts in Jobbik, which distanced itself from him, claiming that the reason for his leaving was not his Jewishness, but rather a corruption scandal. Since undergoing the transformation, he has become an activist against antisemitism in Europe as a whole, and in Hungary in particular. He is now completing the transformation by making aliya to Israel with his family.

Why did you decide to make aliya and live here with your family?

“Israel is an amazing country, and I believe that every Jew who lives in the Diaspora seriously considers making aliya to Israel, at least once in his life. There are many more positive elements than negative elements in being a Jew, and the biggest gift for any Jew is the existence of the State of Israel. After the nightmares that my relatives underwent in the Holocaust, my family and I very much want to be part of the positive dream that Israel constitutes for us.”

Have you already signed up for aliya?

“I’ve begun the aliya process. I submitted the paperwork and am awaiting the approval of my documents. My family is very supportive.”

Does the security situation in Israel deter you?

“No, not at all. I’ve visited Israel a number of times in recent years and I always felt safe. I know that the security in Israel is among the best in the world.”

Where do you want to live in Israel?

“It is very difficult to make such an important decision because there is much uncertainty. Of course I have great love for the capital, Jerusalem, and that is a serious possibility for me, but I would like to also contribute to the community and strengthen a less central city, so I’m still thinking about it.”

In Hungary you were a member of the Jobbik party. Do you want to be in politics in Israel as well?

“There is no doubt that I have the political bug. I closely follow politics in Israel, but I still have not considered joining a specific party. Right now, I am acting in the arena that I am familiar with, Hungary and Europe, in order to raise awareness on the issue of antisemitism and to work for the betterment of Israel, as a sort of compensation for the past. However, I have a lot of years of experience in politics and I would be happy to contribute my experience to Zionist organizations in Israel as well.”

Would you like to get closure by serving as a Knesset member in Israel?

“As I said, I have a lot of political experience and I do not completely rule out entering politics, but in the initial stage I would like to continue to focus on my activities against antisemitism in Europe.”

What is the first thing you will do when you officially become an Israeli?

“Professionally, I will immediately look for bodies and organizations with which I can coordinate in the fight against antisemitism, and I will of course seek to join the World Zionist Organization’s extensive activities in Israel and abroad. Personally, I will visit Jerusalem and the Western Wall, and of course, I will go out to eat real Israeli food, falafel and hummus.”

WZO vice chairman-acting chairman Yaakov Hagoel, who organized the conference in Hungary, welcomed Szegedi’s announcement and said that the WZO will assist his aliya process and help his family’s absorption in Israel.

“Recently, it has been reported that 35% of the Hungarian population is antisemitic,” Hagoel said. “This should turn on a red light for the Jewish community in Hungary and for all Diaspora Jews. In light of the grave nature of the situation in Hungary, there is no doubt that the story of Szegedi, who took an active part in incitement against Israel from within the Hungarian Parliament and now actively promotes its image to the world, serves as an inspiration.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Poll: European Jews afraid to attend holiday services

Poll: European Jews afraid to attend holiday services

Ido Ben Porat,


70% of European Jews say they will not attend synagogue for upcoming holidays this year amid growing harassment by Muslims.
Police unit guards synagogue in Bremen, GermanyPolice unit guards synagogue in Bremen, Germany

A survey by the European Jewish Association suggests few Jews in Europe will attend synagogue for this year’s Rosh Hashanna and Yom Kippur holidays as security fears grow and with harassment by Muslims on the rise.

According to the study, which spanned 700 Jewish communities from England to the Ukraine, 70% of European Jews said they would not be attending synagogue during the holiday season.

The study also showed that membership in Jewish organizations and local communities had dropped significantly, with 50% of Jewish communities registering a decline in the number of active members, compared with only 11% who showed an increase.

EJA General Director Rabbi Menachem Margolin noted that three-quarters of Jewish communities in Europe had reported increased security presence by local and national authorities due to elevated terror threat levels over the past year.

The overwhelming majority of community leaders, Rabbi Margolin added, said that other security precautions, including increased private security, had been undertaken over the past year.

“The challenge faced by most Jewish communities has been doubled in recent months,” said Rabbi Margolin. “On the one hand, the surge in harassment of Jewish individuals, institutions, and communities by, among others, Muslim refugees and migrants – and on the other, as a result of the refugee crisis there has been a substantial increase in activity among far-right extremist groups across the continent.”

The primary focus of the far-right lately has been on Islamic immigration, Rabbi Margolin said, but “based upon testimony by rabbis and community leaders, we have a worrisome picture signaling a significant increase in the level of nationalism and xenophobia, targeting European Jews as well.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com