Archive | 2016/09/18

Czy można zrozumieć Auschwitz? Wokół przedstawienia „Album Karla Höckera”

Czy można zrozumieć Auschwitz? Wokół przedstawienia „Album Karla Höckera”

Alicja Rosé


Kim tak naprawdę byli oficerowie, ludzie pracujący w obozach koncentracyjnych? Amerykański reżyser Paul Bargetto wraz z grupą teatralną Trans-Atlantyk starają się odtworzyć sytuacje ze zdjęć Karla Höckera, adiutanta Rudolfa Hössa, komendanta obozu Auschwitz-Birkenau.

Kilka lat temu pewien amerykański oficer przyniósł do Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie zbiór fotografii. Album znalazł się w jego posiadaniu kilkadziesiąt lat wcześniej, leżał w szufladzie jakiegoś biurka we Frankfurcie. Dość prędko zorientowano się, że musiał należeć do Karla Höckera – adiutanta obozu Auschwitz. Najkrócej i najbrutalniej rzecz ujmując, można powiedzieć, że jest to album Karla Höckera i jego kolegów powstały w pracy i w czasie fajrantu.

Na zdjęciach nie ma śladu obozu, kominów, więźniów. Są oficerowie w mundurach, doskonale prezentujący się przed okiem aparatu, w różnych pozach i konstelacjach, najczęściej uchwyceni w trakcie rozmowy, czasem ważnej, jak widać po poważnych minach, czasem lekkiej i żartobliwej. Jest też kilku lekarzy w kitlach (błyskawicznie rozpoznajemy doktora Mengele po jego ironicznym, złośliwym uśmieszku), jest i pies. Część fotografii pochodzi z Solahütte. Był to drewniany dom w stylu bawarskim nad Sołą, kawałek za obozem, gdzie naczelnicy, adiutanci, pracownicy obozu w Auschwitz mogli odpocząć przez kilka dni w nagrodę za szczególne zasługi (takie jak choćby zastrzelenie kilku uciekających więźniów ciemną nocą). Wszystkie mają wartość porażającego dokumentu, nawet jeśli widzieliśmy już wiele fotografii z tego okresu. Takich świadectw jest oczywiście więcej. Pamiętników, relacji byłych więźniów, relacji komendantów. Są wspomnienia Rudolfa Hössa, naczelnika obozu Auschwitz. Wszystkie te dokumenty dają nam pewien obraz piekła, ale na pewno nie jest to pełny obraz. Tylko ci, którzy naprawdę doświadczyli tej gehenny, wiedzą, czym ona była.

Dlaczego więc album zdjęć Karla Höckera jest w jakiś sposób dokumentem wyjątkowym? Trudno powiedzieć od razu, w pierwszym momencie, gdy ogląda się zdjęcia na stronie Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie (które to na swoim portalu udostępnił „New Yorker”). Po pewnym czasie coś zaczyna nas jednak niepokoić.

Być może podobne odczucia miał Paul Bargetto, reżyser teatralny z Nowego Jorku, który razem z polskimi aktorami założył grupę teatralną Trans-Atlantyk i postanowił wspólnie z nią oraz z dramatopisarką Małgorzatą Sikorską-Miszczuk uchwycić sens owego niepokoju. Artyści podjęli więc próbę odtworzenia sytuacji ze zdjęć, wcielili się w role fotografowanych ponad 70 lat temu osób. Metoda wydaje się prosta. Przedstawienie oparte na dokumentach, relacjach, listach to przykład teatru dokumentalnego czy też teatru faktu. Cała grupa wyruszyła w długą podróż, przez ponad pół roku zagłębiała się w lektury, czytała relacje byłych więźniów, wspomnienia Rudolfa Hössa. Pojechała do muzeum obozu w Auschwitz. Zadawała sobie pytania i próbowała zrozumieć, kim byli ludzie ze zdjęć. Na podstawie tych podróży powstało przedstawienie teatralne, wystawiane początkowy w Instytucie Teatralnym w Warszawie. Później można było je oglądać podczas Festiwalu Malta w Poznaniu, Festiwalu Non-Fiction w Sopocie czy podczas Festiwalu Interpretacje w Katowicach.

„będziemy się zatrzymywali / przy tym słowie, / to słowo będzie / nas zatrzymywało”

Przedstawienie ma prostą konstrukcję. W tle sceny wyświetlane są zdjęcia, aktorzy zaś starają się je odtworzyć, ustawiają się w identycznych pozach, starają się zrobić te same miny. Jednak to, co się wydarza na scenie, gdy w tle za aktorami wyświetla się ogromna fotografia, wywiera silne wrażenie. Widownia nie jest bierna, jesteśmy częścią procesu albo możemy nią być, jeśli tylko spróbujemy się otworzyć, spojrzeć na całość bez uprzedzeń, wczuć się w historie rekonstruowane przez aktorów, aż wreszcie, pomyśleć o osobach ze zdjęć jak o ludziach, takich samych, jak my. Przedstawienie oscyluje między fikcją, faktem a terapią.

Paul Bargetto znalazł znakomitych aktorów, ich gra jest inteligentna. Widać, że nie są tylko narzędziami w rękach reżysera, lecz także współtworzą przedstawienie, które jest wynikiem przemyśleń każdego z nich. Pierwsza fotografia przedstawia właściciela albumu z doktorem Mengele. Aktorki przyglądają się zdjęciom, jakby widziały po prostu dwóch mężczyzn: „Jakie ma usta…”, komentuje pierwsza. „Kobiece usta, do całowania”, zwierza się druga i dodaje: „Höcker wydaje mi się delikatny. Ale też zdecydowany, odpowiedzialny”. Na ile jesteśmy w stanie przyjrzeć się zdjęciom bez odniesienia do minionej rzeczywistości? Jak w wierszu „Jedwabne” Adama Zagajewskiego: „Jedwabne suknie i pończochy, / jedwabne stroje dawnych dam – / ale to słowo będzie już teraz / brzmiało inaczej, / będziemy się zatrzymywali / przy tym słowie, / to słowo będzie / nas zatrzymywało”. Nie jesteśmy w stanie uciec od pewnych skojarzeń. Aktorzy musieli wykonać podwójną pracę – najpierw zapoznać się dobrze z całą historią, a potem ją zapomnieć.

20150120_0362

Możemy zobaczyć, jak podekscytowany Höcker dzwoni do żony, aby jej powiedzieć, że dostał awans. Będzie adiutantem obozu w Auschwitz, a żonie jest przykro, bo znów nie przyjedzie na święta… Przynajmniej tak wygląda jedna z możliwych interpretacji, jaką proponuje teatr Trans-Atlantyk. Widzimy, jak Höcker tresuje psa, w którego wciela się aktor biegający z wywieszonym językiem po sali.

Rudolf Höss w swoich wspomnieniach przedstawił sylwetki poszczególnych zwierzchników i adiutantów obozu. Jak mantra przewija się tu zdanie, jakim to każdy z nich był dobrym, porządnym człowiekiem, dobrym mężem, dobrym ojcem swoich dzieci. Dopiero gdy jeden z nich, Alfred Hasselberg, SS-Sturmbannführer, zostawił psa zimą na dworze, przez co ten niemal zamarzł, „jego podwładni – ci sami, którzy w poprzednich tygodniach zabili tysiące Polaków i Żydów – nie mieli wątpliwości, że Hasselberg jest złym człowiekiem” [1]. I to jest chyba właśnie ten moment, który niepokoił grupę teatralną Trans-Atlantyk, i który zaniepokoił również mnie.

„Myślałem wtedy, że robię coś dobrego”

Istnieje wiele prac starających się opisać i zrozumieć mechanizm Zagłady. Nie zamierzam ani ich tutaj powtarzać, ani stawiać żadnej nowej, spektakularnej tezy na temat mechanizmu czy przyczyn powstania nazistowskiego totalitaryzmu. Może raczej powiem coś, o czym warto pamiętać, a co staje się silnym uczuciem, a jednocześnie kluczowym elementem przedstawienia. Naczelnicy, adiutanci, lekarze, sekretarki – wiele osób, pracujących w obozie Auschwitz-Birkenau – kierowali się w swoim postępowaniu przede wszystkim… miłością. Siłą sprawczą ich działania była miłość. Miłość, a nie – jak moglibyśmy przypuszczać – nienawiść. Wszyscy ci ludzie, ogromna ludzka machina, działali na rzecz specyficznie zdefiniowanego dobra. Nie myślę tutaj o miłości romantycznej, nie jest to bynajmniej agape, jest to raczej eros, ogromna siła. Z naszej perspektywy widzimy zaślepienie, agresję, nienawiść. W większości przypadków jednak ludzie zatrudnieni w obozach działali w swoim przekonaniu na rzecz dobra swojego kraju, by zrealizować ideę, by zadowolić Führera, którego traktowali niczym ojca.

„Dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane” – stare przysłowie przemówiło do mnie. Tylko i wyłącznie w imię miłości człowiek jest w stanie poświęcić swoje życie. Naczelnicy, adiutanci obozów w Auschwitz, Treblince, Sobiborze mieli nieraz wątpliwości, ale uczyli się wyłączać ludzkie odruchy w przekonaniu, że tak właśnie muszą postąpić, że nie mają innego wyjścia, bo ostateczny cel jest tak istotny, nie ma innej drogi. „Ja nie mogłem przyznać się do wątpliwości”. Ich posłuszeństwo i przekonanie o działaniu w słusznej sprawie przeważyły. Jon Ronson, brytyjski reporter, wiele lat po słynnym doświadczeniu Zimbardo, badającym dynamikę relacji między więźniami i strażnikami, dotarł do dwóch uczestników tamtego eksperymentu. Przyznali, że mieli świadomość, co Zimbardo chce udowodnić, i starali się mu tylko jak najbardziej w tym pomóc. „Myślałem wtedy, że robię coś dobrego” – usłyszał Ronson [2]. Aktorzy Trans-Atlantyku też mieli opory przed wcielaniem się w oficerów SS, ale gdy reżyser zapytał, czy mogliby to zrobić dla niego, dla kogoś bliskiego, z miłości, „out of love”, ich podejście do pracy nad przedstawieniem nabrało nowego znaczenia i treści.

 

Czytaj dalej tu: Czy można zrozumieć Auschwitz? Wokół przedstawienia „Album Karla Höckera”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


‘Women’s flotilla’ to Gaza accuses Israel of causing delays

The Jerusalem Post - Israel News‘Women’s flotilla’ to Gaza accuses Israel of causing delays

ARIK BENDER


The small fleet of 2 vessels was set to carry dozens of women with the aim of breaching Israel’s naval blockade of the Strip, however police and a bad engine slowed them down.

Gaza flotillaActivists aboard a flotilla to Gaza [file] Photo By: REUTERS

The flotilla to Gaza, which was set to arrive in early October carrying 30 women from around the world on two ships, got off to a late start.

One of the ships, the Amal (Hope) was forced to turn back after facing engine trouble. The second ship, the Zaytouna (Olive), set off only late in the afternoon after being delayed for many hours by local Italian police.

The flotilla’s organizers accused Israel of causing the delays and stated that they hope the Amal will be able to return to sea after being repaired.

One of the passengers of the Flotilla, Zohar Regev, an Israeli who grew up on a kibbutz and has since relocated to Spain, spoke in an interview on the flotilla’s website. Regev discussed her expectation of Israel to use force to stop the flotilla.

“We are committed to non-violence. We will not give Israel a reason to attack us violently,” Regev stated.

She continued, “You need courageous people to set out on a flotilla like this. Silence on Israeli actions would be an outrageous injustice and shame.”

The schedule for the 'Women's Boat to Gaza' flotilla (Screenshot)The schedule for the ‘Women’s Boat to Gaza’ flotilla (Screenshot)

In addition to Regev was a media spokesperson for Arab-Israeli MK Haneen Zoabi (Joint List), Yehudit Elini.

Mairead Maguire, a Nobel Peace Prize laureate from Northern Ireland, was also on board. Maguire’s husband was killed during the takeover of the Mavi Marmara in 2010.

In an act of support for the event, 55 members of the European Parliament appealed to the EU Minister of Foreign Affairs, Federica Mogherini, to urge Israel to ensure “safe passage” for the two ships.

Days before the flotilla launched, a diplomatic source told The Jerusalem Post’s sister Publication Maariv that the Foreign Ministry was doing its utmost to deal with the matter. The source added that the ministry’s efforts sought to minimize possible diplomatic and media harm caused by the flotilla.

MK Oded Forer (Yisrael Beitenu) turned to Knesset Director General Albert Sakharovich, demanding measures be taken against Elini. Knesset Speaker Yuli Edelstein told him in response that they would look into her participation and the “implications of this situation on her continued activity in the Knesset.”

Likud MK Dr. Anat Berko turned to the head of Israeli Police investigations, Manny Yizhaki, asking that an investigation be opened against the flotilla’s Israeli participants for committing security offenses.

“Zohar Birawi from England and Mazen Kahil from France are members of Hamas’s European headquarters and are the flotilla organizers,” Berko explained.

“Any Israeli citizen who took part in the flotilla came into contact with a foreign agent and committed an act of solidarity with a terrorist organization,” Berko added.

In June, Israel and Turkey mended a six-year rift sparked by the Mavi Marmara incident, in which 10 Turkish citizens were killed attacking Israeli commandos.

Israel fears such flotillas could be used to transport materials to Gaza that could be used by terrorists to manufacture weapons and militant infrastructure.

Last June, the Israeli Navy intercepted a Swedish flotilla boat off the coast of Gaza without incident and towed the vessel into the Ashdod Port.

Jpost.com Staff contributed to this article.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Amira Hass refuses to condemn, and implicitly justifies, terror

Amira Hass refuses to condemn, and implicitly justifies, terror

elderofziyon2


Haaretz writer Amira Hass refused to condemn the wave of Palestinian terror attacks occurring that the time.

She gives two reasons for her refusal to condemn, neither of which make any logical sense.

The first is that Israel doesn’t condemn its soldiers for killing civilians. The flaws in that analogy are obvious: as the Israeli ambasssador noted, Israelis don’t celebrate dead Arabs. The IDF is not targeting civilians, as Palestinians target Jewish civilians. And in the specific example that Hass gives, of the Samouni family in 2009, the family happened to include members of Islamic Jihad.

The Hass makes another argument against condemnation, saying that the source of all violence is the “occupation.” Even when IDF soldiers aren’t hurting anyone, they are the source of violence. When the ambassador noted that this does not justify Palestinian terror, she demurred, but didn’t explain the relevance of the “occupation” to the terrorism if not as a justification for the acts of terror

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com