Archive | 2026/07/28

Jeremiada ateisty

Fragment obrazu Rembranta przedstawiający Jeremiasza opłakującego zburzenie świątyni. (1630)


Jeremiada ateisty

Andrzej Koraszewski


Józef Tischner zwykł mawiać, że najpierw jest nauczycielem, potem filozofem, a na końcu księdzem. Nasza tożsamość jest składanką, ale to, co w tej składance plasujemy na pierwszym miejscu, a co na ostatnim, może silnie wpływać na to, kim tak naprawdę jesteśmy. Jedno wydaje się pewne: wszelkie próby zapisania się do jakiegoś stowarzyszenia mądrych i dobrych są skazane na niepowodzenie.

Ateizm jest dla mnie wnioskiem z nauk przyrodniczych – przekonaniem, że prawdopodobieństwo istnienia jakiejś inteligencji wcześniejszej niż materia jest tak małe, iż nie mogę podzielać wyobrażeń moich przodków i muszę sobie w życiu radzić bez tej konstrukcji. Nie oznacza to, że jestem mądrzejszy od ludzi wierzących ani tym bardziej, że jestem od nich bardziej moralny. Jeśli idzie o mądrość, to sam ateizm mądrym mnie nie czyni, nie chroni mnie również przed uprzedzeniami, błędami logicznymi ani przed fanatyzmem; do sokratejskiej ostrożności skłania mnie filozofia, a nie sam fakt powątpiewania w nadnaturalną i wszechmocną inteligencję. Wiem, że moja wiedza jest bardzo ograniczona, i zdaję sobie sprawę z tego, że częściej jestem w błędzie, niż sobie to uświadamiam. Religie były całkiem logicznym wnioskiem istot rozumnych, zdolnych do zadawania pytań i konstruowania odpowiedzi na nie w oparciu o dostępną naszym przodkom wiedzę. Stawały się spoiwem ludzkich wspólnot i tworzyły kodeksy moralne, które (przynajmniej w części) powinny być nadal dla nas ważne.

W młodości nie zawsze przyznawałem się do ateizmu, ponieważ ateizm był w państwie komunistycznym religią państwową. Kiedy Ayaan Hirsi Ali ogłosiła publicznie, że porzuciła ateizm i została chrześcijanką, byłem przekonany, że miała dość oglądania miłujących ludobójczy islam ateistów w kefijach. Wychowana w islamie i we wczesnej młodości zradykalizowana, doszła do wniosku, że jedyną alternatywą religijnego fanatyzmu jest ateizm. Podczas debaty z Richardem Dawkinsem okazało się jednak, że prawdziwym powodem powrotu do wiary religijnej i wyboru chrześcijaństwa były długotrwała depresja, poczucie duchowego bankructwa oraz potrzeba transcendencji. Ta fascynująca rozmowa przypomniała mi się podczas lektury bardzo obszernego eseju, napisanego przez również wychowanego w islamskiej tradycji Egipcjanina Husseina Aboubakra Mansoura oraz amerykańskiego ortodoksyjnego rabina Shnayora Burtona.

W podpisanym przez dwóch autorów tekście nie sposób powiedzieć, które poglądy są czyje, ale mamy prawo zakładać, że obaj całkowicie zgadzają się z tezami zawartymi w opublikowanym eseju.

Autorzy zaczynają od opisu procesu rozpadu autorytetów i tradycyjnych więzi społecznych.

„Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu”. To zdanie było cytowane tak często, że samo również się rozpłynęło, rozpuściło w atmosferze, którą miało opisywać. Rozpad i upłynnienie należą dziś chyba do najczęściej używanych pojęć socjologicznych.

Małżeństwa rozpadają się przy pierwszym wstrząsie wywołanym niezadowoleniem, a te, które przetrwają, nawiedza podejrzenie, że trwają jedynie z tchórzostwa, a nie z przekonania. Dzieci, wychowywane przez rodziców, którzy nie potrafią powiedzieć, jakich ludzi chcą wychować, uczą się w szkołach, które nie potrafią wyjaśnić, ku czemu właściwie prowadzi ich edukacja, i dorastają w świecie, który pytanie: „Co stanowi dobre życie?” zastąpił pytaniem: „Czego chcesz?”, jak gdyby samo pragnienie było wystarczającym uzasadnieniem.

Narody, które jeszcze pięćdziesiąt lat temu mogły odwoływać się do wspólnego dziedzictwa, dziś uważają samą taką sugestię za coś głęboko żenującego i kontrowersyjnego. Czyjego dziedzictwa? Określonego przez kogo? Narzuconego komu? A poza tym zapewne będącego fikcją stworzoną po to, by służyć określonym interesom, które należy teraz zdemaskować i napiętnować.

Na kolejnych dwudziestu stronach eseju autorzy przekonują, że jest to efekt laicyzacji, odrzucenia idei Boga, zgubienia zewnętrznej siły łączącej autorytet i kodeks moralny. Pierwszy zarzut wobec tego rozumowania dotyczy podejrzenia, że mamy do czynienia z próbą jednoczynnikowego wyjaśniania historii. To podejście pomija efekty urbanizacji, wzrostu ruchliwości społecznej, rewolucji w systemach komunikacyjnych i wielu innych zmiennych występujących niezależnie od procesu laicyzacji. Poczucie ciągłości oraz osadzonych w tradycji systemów wartości rozpływa się pod naporem przyspieszonych zmian na wielu polach życia społecznego. Równocześnie racjonalizm, jako idea mogąca teoretycznie zastąpić zewnętrzny autorytet Boga, okazał się utopią.

Autorzy tego eseju stwierdzają:

„Narasta więc hałas – nieustanny, gorączkowy, wyczerpujący hałas człowieka próbującego samą tylko obfitością słów, niekończącym się wytwarzaniem kiczu stworzyć autorytet i znaczenie, które kiedyś wypływały ze źródła niewymagającego żadnych uzasadnień.

Czym były te nadrzędne prawdy i w jaki sposób utraciły swoją moc?

Odpowiedź jest jednocześnie oczywista i zaskakująco trudna do sformułowania, ponieważ utrata okazała się tak całkowita, że sam język, którym można by opisać to, co utracono, również uległ degradacji”.

Zdaniem autorów tego eseju:

„Kultura Zachodu przeszła nie tylko proces sekularyzacji, lecz znacznie głębszą przemianę: dewaluację biblijnych źródeł sensu, wartości i porządku.

Ta dewaluacja – odmienna od zwykłej utraty wiary – doprowadziła do niestabilności charakterystycznej dla późnej nowoczesności: rozpadu instytucji, rodzin, edukacji, narodów, a nawet samego ciała. Rozmywa każdą granicę i usuwa wszelką pewność.

Nasze niegdyś nadrzędne prawdy nie zostały jedynie utracone – z tym można byłoby jeszcze żyć. Stało się coś znacznie gorszego: zostały gruntownie pozbawione wartości”.

Wypada się zgodzić, iż wiara w siłę rozumu okazała się złudna. Istotnie – jak sami stwierdzają – ludzie Oświecenia nie zamierzali odchodzić od prawdy i dobra, ale chcieli je oprzeć na bardziej racjonalnych podstawach, uwolnić od przesądów i fanatyzmu kapłanów. „Rozum miał dawać prawdzie pewniejszy fundament niż objawienie. Natura miała lepiej uzasadnić dobro niż teologia”.

Tak się nie stało. Świeckie instytucje zawodzą w równym stopniu jak instytucje religijne. Stany Zjednoczone – moim zdaniem najbardziej udany eksperyment Oświecenia – mimo iż twórcy amerykańskiej konstytucji byli całkowicie świadomi podstępnej natury ludzkiej i wszelkimi siłami próbowali stworzyć instytucje odporne na ludzką skłonność do nieuczciwości, dominacji i przemocy, przechodzą dziś kryzys, którego przyczyn szuka na amerykańskiej ziemi egipski racjonalista i żydowski rabin.

Szukając jej w żydowskiej Torze, piszą:

„Kiedy upadają nadrzędne prawdy, nie następuje spokojny nihilizm ludzi pogodzonych z bezsensem. Następuje gorączkowy, niewyczerpany wysiłek, aby wyłącznie ludzkimi środkami wytworzyć sens, który wcześniej był otrzymywany z zewnątrz.

Tym właśnie jest nasz niekończący się kicz.

Jego zakres wykracza daleko poza estetykę.

Kicz jest próbą wywołania poczucia kontaktu z sensem poprzez systematyczne wytwarzanie znaków tego poczucia: więcej sentymentalizmu, więcej widowiska, więcej moralnego uniesienia, więcej terapeutycznej głębi, więcej inspirujących treści – więcej wszystkiego, co wygląda, brzmi i porusza się tak, jak sens”.

W eseju nieustannie powraca problem wieczności – o której nie bardzo wiadomo, czy dotyczy wiary w życie wieczne, zewnętrznego osądu naszego życia czy ponadczasowych wartości moralnych. Mamy tu również powracające proroctwa Jeremiasza.

Jeremiasz, który ponad dwa i pół tysiąca lat temu, w obliczu klęski przegranej wojny i wygnania do Babilonu, dawał – jako słowo Pana – zalecenie, by trwać przy wierze, nie poddawać się rozpaczy i budować codzienność w nowych warunkach. Modlitwa pozwalała zachować tożsamość i była fundamentem zbiorowych wartości.

Autorzy eseju sugerują, że w tamtych czasach prorocy mieli bezpośredni kontakt z Bogiem, że Go doświadczali, że później Bóg zamilkł oraz że nie mają ani nie mogą dostarczyć dowodów Jego istnienia. Piszą również, że w postchrześcijańskim świecie następuje rozproszenie, dewaluacja wartości i tragiczne zagubienie jednostki skazanej na dobrowolne wybory. Przypominają słowa z Miszny, spisanej w II wieku naszej ery:

„Módlcie się o pomyślność królestwa, bo gdyby nie bojaźń przed nim, jeden człowiek pożarłby drugiego żywcem.”

— Miszna, Pirke Awot 3,2

To świadomość natury ludzkiej, która bez pielęgnacji, wspartej przymusem, powraca do brutalnej dzikości i przemocy. Mimo upływu wieków i postępów naszej wiedzy natura ludzka nie zmieniła się. Jeremiasz pisał swoje proroctwa w czasach chaosu i zagubienia. Jego rady były rozsądne i opierały się na fundamencie, który nie był kwestionowany.

Podejrzewam, że autorzy eseju popełniają dwa błędy. Podczas gdy sekularyzacja to przede wszystkim gwarancja swobody sumienia, laicyzacja jest procesem zastępowania wiary religijnej nowymi formami wspólnotowych fundamentów. Opisywane przez nich zjawiska są faktem. Nie są jednak zjawiskiem nowym. Przypomnijmy okres reformacji i wojen religijnych, zarówno w ramach chrześcijaństwa, jak i islamu czy innych wyznań religijnych. Wyższy porządek, do którego można się odwołać, nie był nigdy ani wewnętrznie jednorodny, ani uniwersalny. Uniwersalna wydaje się natomiast tęsknota do zewnętrznego autorytetu, który uwolniłby nas od dylematu samodzielnych wyborów. Jeśli jesteśmy produktem ewolucji gatunków, pytanie o sens życia zmienia się w pytanie: co robimy z naszym życiem?

Ateizm może być przymierzem z humanizmem, ale może być również przymierzem z utopią, nierzadko z taką czy inną zbrodniczą ideą totalitarną. Nie brak fałszywych proroków wśród ateistów. Nasze wartości, również te sprawdzone w długiej tradycji, nieustannie podlegają interpretacjom i mogą zmieniać sens. Możemy ulec potrzebie zewnętrznego autorytetu, ale nieodmiennie będzie się okazywać, że potrzebujemy kogoś, kto zinterpretuje go dla nas na potrzeby rzeczywistości, w której wylądowaliśmy.

We wspomnianej na początku rozmowie Richarda Dawkinsa z Ayaan Hirsi Ali Ayaan mówi, że musimy pozostać przy ramach moralności, które otrzymaliśmy w dziedzictwie od judeochrześcijaństwa. Na to Dawkins odpowiada, że nie potrzebujemy do tego wiary w nonsens istnienia nadnaturalnych bytów. Ayaan mówi o kryzysie – o tym samym kryzysie, który opisują również autorzy omawianego eseju. Przypomina, że kiedy porzuciła islam i została ateistką, była przekonana, iż chrześcijaństwo jest równie złe jak islam, ale był to błąd. Odrzucenie tradycji judeochrześcijańskiej w oświacie i wychowaniu młodego pokolenia prowadzi do próżni i chaosu.

To ciekawa historia, bo sam Dawkins określił się w pewnym momencie jako niewierzący kulturowy chrześcijanin. Nie odwoływał się jednak do kodeksu moralnego, lecz do świata, w którym dorastał i który nadal lubi. Ta rozmowa jest rozmową przyjaciół, którzy nie przestają być przyjaciółmi z powodu różnicy poglądów, ponieważ nadal łączy ich więcej, niż dzieli.

Ja sam wielokrotnie zastanawiałem się nad pytaniem, czy chrześcijańscy rodzice mogą pogodzić się z odejściem ich dzieci od wiary w istoty nadprzyrodzone i wychować je w poszanowaniu tradycji oraz akceptacji, że wierzących i niewierzących może łączyć więcej, niż ich dzieli.

Czy tajemnica ukrywa się w umiejętności rozmowy?

Ayaan mówi, że w imię walki o wolność słowa, wolność wyznania i wolność stowarzyszeń daliśmy przyzwolenie na kult przemocy i szerzenie totalitarnej ideologii islamistycznej, dodając, że nie mamy na to zjawisko odpowiedzi i widzimy, jak ten kult dąży do zniszczenia naszych wolności i rozszerza swoje wpływy. Ona sama podkreśla, że nikogo nie zamierza nawracać na chrześcijaństwo, a jedynie odpowiada na pytanie, dlaczego z przyczyn osobistych porzuciła ateizm dla chrześcijaństwa. Richard Dawkins w ostatnim słowie mówi, że religia nie jest odpowiedzią na zagrożenie, któremu absolutnie nie przeczy.

Autorzy omawianego tu eseju przywołują słowa Jeremiasza:

Tak mówi PAN Zastępów, Bóg Izraela, do wszystkich wygnańców, których zesłałem z Jerozolimy do Babilonu: Budujcie domy i mieszkajcie w nich; zakładajcie ogrody i spożywajcie ich owoce. Bierzcie sobie żony i płódźcie synów i córki; znajdźcie żony swoim synom i wydawajcie córki za mąż, aby rodziły synów i córki. Rozmnażajcie się tam i nie zmniejszajcie swojej liczby. Zabiegajcie o pokój miasta, do którego zesłałem was na wygnanie, i módlcie się za nie do PANA, bo w jego pokoju będzie i wasz pokój. Tak bowiem mówi PAN Zastępów, Bóg Izraela: Nie dajcie się zwodzić prorokom i wróżbitom, którzy są pośród was, i nie słuchajcie snów, które śnią. Fałszywie prorokują wam w moim imieniu. Nie posłałem ich — wyrocznia PANA.

— Jeremiasz 29,4–9

Interpretują te słowa jako ostrzeżenie przed marzycielami, którzy często, w najlepszych intencjach, dostarczają nam kiczu. Terapeutyczny guru dostarcza nam wartości jako produktu stylu życia, przywódca polityczny występuje w roli proroka w ramach swojej kampanii wyborczej, aktywista używa pojęć sprawiedliwości i współczucia, namawiając nas do akceptacji tyranii, a artysta dostarcza głębi, która jest zaledwie gładkością powierzchni – zazwyczaj w szczerym przekonaniu, że głosi prawdę.

W ostatnim akapicie autorzy eseju piszą:

„Z postchrześcijańskiej pustyni nie wyjdziemy przez wytworzenie lub wymuszenie nowego fundamentu, stworzenie nowego mitu, odzyskanie prorockiej pewności ani przez wtłoczenie odkupienia w historię, lecz przez odmowę pozwolenia, by nieobecność stała się dewaluacją. Modlitwa zachowuje tę odmowę jako przeżywaną dyscyplinę przyjmowania; to, co zwyczajne, staje się polem jej wierności, a królestwo — jej konieczną, lecz nieodkupioną formą polityczną”.

Pozostaję nieprzekonany. Tak, ateizm nie jest odpowiedzią na zgiełk fałszywych proroków. Nie można również kupić prawdy przez małe „p” w kiosku z gazetami. Przedzieramy się po nią przez dżunglę, budując wspólnoty niepokornych, umiejących rozmawiać mimo odmienności poglądów.

Na pytanie, kim jestem, odpowiadam, że najpierw jestem bliźnim lub – jak wolisz – sąsiadem, potem dziedzicem tych, którzy szukali drogi przede mną, bywam mówcą w gigantycznym Hyde Parku, a na samym końcu jestem ateistą.

Nie dziwi mnie modlitwa o królestwo troszczące się o to, byśmy się wzajemnie nie pożerali żywcem. Może pomagać, chociaż brak mi wiary, że zostanie wysłuchana. Nie tęsknię do pewności (niech mnie przed nią Bóg broni), podzielam obawy i nie mam recepty innej niż szukanie drogi. Z wielu względów najbliżej mi do Ayaan Hirsi Ali.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Trump’s Saudi Nuclear Horror ShowWhy Trump and Congress Should Reject the US-Saudi Nuclear Deal


Trump’s Saudi Nuclear Horror Show
Why Trump and Congress Should Reject the US-Saudi Nuclear Deal

Khaled Abu Toameh


  • The [US-Saudi civilian nuclear] agreement threatens to weaken decades of US non-proliferation policy, ignite a regional arms race, embolden America’s adversaries, and create security risks that future generations may be powerless to reverse.
  • The most controversial aspect of the proposed agreement is that it reportedly allows Saudi Arabia to develop domestic uranium enrichment capabilities under safeguards that fall short of the stringent standards previously demanded by Washington. While low-enriched uranium is used to fuel civilian nuclear reactors, the same technology can eventually produce highly enriched uranium suitable for nuclear weapons.
  • “[W]ithout a doubt, if Iran developed a nuclear bomb, we will follow suit as soon as possible.” — Saudi Crown Prince Mohammed bin Salman, CBS News, March 15, 2018.
  • These words should have ended any discussion about permitting uranium enrichment on Saudi soil. They reveal that Riyadh views civilian nuclear capabilities not merely as an energy project but also as a potential strategic hedge against Iran.
  • [G]overnments change, regimes fall, alliances split, and today’s friend — even as a member of the Abraham Accords — may not be tomorrow’s ally.
  • [E]xtremist Islamist organizations continue to view the kingdom as both a battlefield and a prize. No one can predict Saudi Arabia’s political landscape 20 or 30 years from now. A future period of instability, succession crisis, or regime collapse could deliver sensitive nuclear facilities, technology, or materials to actors whose goals are fundamentally hostile to the United States and its allies.
  • The greatest danger, therefore, is not Crown Prince Mohammed bin Salman or the current Saudi leadership. The greatest danger is the uncertainty surrounding whoever may rule the kingdom decades from now. Nuclear technology lasts far longer than political regimes.
  • The proposed agreement also abandons the “gold standard” that has guided US civilian nuclear cooperation for decades. Under the 2009 US-United Arab Emirates (UAE) nuclear agreement, Abu Dhabi accepted strict conditions that prohibited domestic uranium enrichment and spent-fuel reprocessing while granting comprehensive international oversight. These restrictions significantly reduced proliferation dangers.
  • The Saudi agreement reportedly discards many of these safeguards. It also reportedly does not require Riyadh to adopt the International Atomic Energy Agency’s Additional Protocol, which allows inspectors short-notice access to undeclared facilities to detect clandestine nuclear activities.
  • The UAE would likely seek to renegotiate its own agreement. Turkey and Egypt would almost certainly demand similar privileges. Russia and China could use the American precedent to justify weaker safeguards in their own nuclear partnerships across the Middle East and beyond.
  • Instead of strengthening the global non-proliferation regime, the United States would be weakening it with its own hands.
  • Peace with Israel is not a prize awarded by Arab or Muslim countries. It is not something that should require American bribes in the form of nuclear technology or strategic incentives.
  • Peace serves Saudi Arabia’s own interests. It enhances regional stability, strengthens economic development, attracts foreign investment, and improves security for all parties. Arab and Muslim states should pursue peace with Israel because it benefits their own people — not because Washington offers dangerous concessions.
  • The United States should not become the architect of the next Middle East nuclear arms race.

The US-Saudi civilian nuclear agreement threatens to weaken decades of US non-proliferation policy, ignite a regional arms race, embolden America’s adversaries, and create security risks that future generations may be powerless to reverse. Pictured: US President Donald Trump greets Saudi Crown Prince Mohammed bin Salman the White House in Washington, DC on November 18, 2025. (Photo by Saul Loeb/AFP via Getty Images)

US President Donald J. Trump’s proposed civilian nuclear agreement with Saudi Arabia risks becoming one of the most dangerous strategic mistakes in recent American Middle East policy. Although supporters portray the agreement as a peaceful energy partnership designed to strengthen relations with a key Arab ally, the long-term consequences could be devastating. The agreement threatens to weaken decades of US non-proliferation policy, ignite a regional arms race, embolden America’s adversaries, and create security risks that future generations may be powerless to reverse.

Congress and the American public should reject the agreement before it sets a precedent that could undermine global efforts to prevent the spread of nuclear weapons.

The most controversial aspect of the proposed agreement is that it reportedly allows Saudi Arabia to develop domestic uranium enrichment capabilities under safeguards that fall short of the stringent standards previously demanded by Washington. While low-enriched uranium is used to fuel civilian nuclear reactors, the same technology can eventually produce highly enriched uranium suitable for nuclear weapons.

The danger is not theoretical.

Saudi Crown Prince Mohammed bin Salman made his intentions unmistakably clear several years ago. “Saudi Arabia does not want to acquire any nuclear bomb,” he said in 2018. “But without a doubt, if Iran developed a nuclear bomb, we will follow suit as soon as possible.”

These words should have ended any discussion about permitting uranium enrichment on Saudi soil. They reveal that Riyadh views civilian nuclear capabilities not merely as an energy project but also as a potential strategic hedge against Iran.

Supporters of the agreement argue that the kingdom remains a close American partner and that the deal contains sufficient safeguards. History, however, teaches a different lesson: governments change, regimes fall, alliances split, and today’s friend — even as a member of the Abraham Accords — may not be tomorrow’s ally.

Saudi Arabia has experienced repeated terrorist attacks by al-Qaeda and ISIS. It is also the birthplace of Osama bin Laden, and 15 of the 19 terrorists who carried out the September 11, 2001 attacks were Saudi citizens. Although the Saudi government has consistently denied any involvement in those attacks, the kingdom’s history suggests otherwise.

The persistent threat posed by Islamist extremism still exists.

Between 2003 and 2006, al-Qaeda launched a deadly insurgency inside the kingdom, targeting government institutions, foreign residents, and critical infrastructure. ISIS has claimed responsibility for attacks on mosques, security forces, and civilians inside Saudi Arabia.

Although Saudi authorities have largely succeeded in suppressing these groups, their existence underscores an enduring reality: extremist Islamist organizations continue to view the kingdom as both a battlefield and a prize. No one can predict Saudi Arabia’s political landscape 20 or 30 years from now. A future period of instability, succession crisis, or regime collapse could deliver sensitive nuclear facilities, technology, or materials to actors whose goals are fundamentally hostile to the United States and its allies.

The greatest danger, therefore, is not Crown Prince Mohammed bin Salman or the current Saudi leadership. The greatest danger is the uncertainty surrounding whoever may rule the kingdom decades from now. Nuclear technology lasts far longer than political regimes.

No American president can guarantee that the House of Saud will rule forever. Political upheaval, internal instability, or even a violent overthrow of the monarchy could one day place uranium enrichment facilities, nuclear scientists, sensitive technologies, and weapons-grade materials into the hands of Islamist terrorists.

Once sensitive nuclear technology escapes state control, it cannot simply be recovered. Terrorist organizations could exploit nuclear expertise or materials themselves or sell them on the global black market to rogue regimes or other non-state actors. Such a scenario would represent an irreversible nightmare for international counterterrorism and non-proliferation efforts.

The proposed agreement also abandons the “gold standard” that has guided US civilian nuclear cooperation for decades. Under the 2009 US-United Arab Emirates (UAE) nuclear agreement, Abu Dhabi accepted strict conditions that prohibited domestic uranium enrichment and spent-fuel reprocessing while granting comprehensive international oversight. These restrictions significantly reduced proliferation dangers.

The Saudi agreement reportedly discards many of these safeguards. It also reportedly does not require Riyadh to adopt the International Atomic Energy Agency’s Additional Protocol, which allows inspectors short-notice access to undeclared facilities to detect clandestine nuclear activities.

If Washington lowers its own standards for Saudi Arabia, other countries will inevitably demand identical treatment.

The UAE would likely seek to renegotiate its own agreement. Turkey and Egypt would almost certainly demand similar privileges. Russia and China could use the American precedent to justify weaker safeguards in their own nuclear partnerships across the Middle East and beyond.

Instead of strengthening the global non-proliferation regime, the United States would be weakening it with its own hands.

The agreement also undermines Washington’s ability to confront Iran over its nuclear ambitions. For years, successive American administrations have insisted that Iran must never be allowed to enrich uranium without stringent international oversight because enrichment provides a pathway to nuclear weapons. If Saudi Arabia is granted that same capability under less demanding conditions, Tehran will immediately accuse Washington of double standards.

Indeed, Iranian officials have already begun making precisely that argument. Iranian Interior Ministry spokesman Ali Zeinivand recently declared that if a regional arms race begins, Iran would have “more freedom of action than anyone else,” while accusing the United States of discrimination by permitting some countries to pursue nuclear capabilities while denying others the same right.

The United States cannot credibly demand that Iran abandon capabilities it is simultaneously willing to grant Saudi Arabia.

The agreement also threatens to trigger a dangerous regional nuclear arms race. Iran has repeatedly indicated that it would respond to Saudi nuclear advances. Turkey has already warned that it may be forced to pursue similar capabilities if Iran acquires nuclear weapons. Egypt would undoubtedly come under pressure to do the same.

Perhaps the most troubling aspect of the agreement is that it separates civilian nuclear cooperation from broader diplomatic objectives.

The Trump Administration views civilian nuclear assistance as leverage to advance normalization between Saudi Arabia and Israel under the Abraham Accords.

Peace, however, should never be purchased through strategic concessions that jeopardize international security.

Peace with Israel is not a prize awarded by Arab or Muslim countries. It is not something that should require American bribes in the form of nuclear technology or strategic incentives.

Peace serves Saudi Arabia’s own interests. It enhances regional stability, strengthens economic development, attracts foreign investment, and improves security for all parties. Arab and Muslim states should pursue peace with Israel because it benefits their own people — not because Washington offers dangerous concessions.

Once uranium enrichment spreads across the Middle East, it cannot easily be contained. Once regional powers begin competing for nuclear capabilities, there may be no turning back. The United States should not become the architect of the next Middle East nuclear arms race.


Khaled Abu Toameh is an award-winning journalist based in Jerusalem.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Javier Bardem Joins Mehdi Hasan in Making Odd Comparisons Between Israel-Palestinian Conflict and Argentina-Spain World Cup Final


Javier Bardem Joins Mehdi Hasan in Making Odd Comparisons Between Israel-Palestinian Conflict and Argentina-Spain World Cup Final

Shiryn Ghermezian


Javier Bardem at the 2025 Emmy Awards. Photo: REUTERS/Daniel Cole

Oscar-winning Spanish actor Javier Bardem agreed with journalist Mehdi Hasan that the World Cup final between Spain and Argentina could be viewed as a “proxy” contest between Palestinians and Israel, before accusing the Jewish state of committing “full genocide” and calling Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu a “war criminal.”

Bardem attended Sunday’s FIFA World Cup final at MetLife Stadium in New Jersey, where Spain defeated Argentina 1-0 to capture its second championship and its first since 2010. Ferran Torres scored the match’s only goal in the 106th minute.

Hours later, Bardem joined Hasan, founder and editor-in-chief of the left-wing media outlet Zeteo, for a live online discussion from his hotel room.

Hasan asked whether the match had become “almost a proxy for Israel versus Palestine,” citing Argentine President Javier Milei’s outspoken support for Israel and the backing Argentina received from Netanyahu and members of his government. Hasan contrasted them with Spanish Prime Minister Pedro Sánchez, whose government has strongly supported the Palestinians and repeatedly accused Israel of committing “genocide” in the Gaza Strip.

“Rightly and wrongly, because also political leaders don’t represent their people,” Bardem replied.

“But it’s true that at this high level of encountering and conflict, it’s true that when a president is supporting so openly a person who is a war criminal like Netanyahu, then you want to really support the other team,” he added.

Bardem argued that Milei’s political views should not be attributed to all Argentinians, just as US President Donald Trump does not represent every American.

“I don’t think it’s fair because there are many people from Argentina that really don’t support Milei, as many people in the States that don’t support Trump,” he said.

Bardem then repeated his allegation that Israel is committing genocide in Gaza, claiming that its actions against Palestinians have generated an international backlash.

“I am glad that the shift is happening in the people’s reaction towards, in this case, genocide and war crimes,” he said. “I think it’s because the actions that we’ve been witnessing through all these years towards the Palestinian population are so atrocious, they are so horrible to understand or make sense of, that anybody with minimal common sense understands that this is wrong.”

The actor nevertheless condemned the Hamas-led Oct. 7, 2023, massacre in southern Israel and said those responsible should also face justice.

“I think those who belong to Hamas and committed those horrible crimes are also war criminals, and they should be judged and brought into justice,” Bardem said. “I don’t know if there are any left of them. But there is no reason to kill any civilians in any place in the world.”

Later in the interview, Bardem claimed that Israel had enjoyed “crazy impunity” for its conduct in both Gaza and the West Bank.

“It is absolutely legit to criticize a government that is committing such a crime like Israel in Palestine or the West Bank, which is actually crazy to see the impunity that they are having,” he said. “And that is what is creating a worldwide level of reaction on the people.” 

Bardem has repeatedly accused Israel of genocide and used prominent public appearances to advocate for the Palestinian cause.

Israel has categorically rejected genocide allegations, arguing that its military campaign is directed against Hamas and other terrorist groups rather than the Palestinian population. The International Court of Justice is still considering South Africa’s genocide case against Israel and has not issued a final ruling on whether genocide occurred.

The International Criminal Court issued an arrest warrant for Netanyahu in 2024 over allegations of war crimes and crimes against humanity. The Israeli leader rejects the charges and has not been tried or convicted.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com