Archive | 2026/07/26

Wszystko mu zawdzięczam – napisał Kisiel. 120 lat temu urodził się Jerzy Giedroyc

Jerzy Giedroyć (z lewej) i Marek Łatyński podczas rozmowy. Spotkanie z polską emigracją w Monachium, 1987 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe


Wszystko mu zawdzięczam – napisał Kisiel. 120 lat temu urodził się Jerzy Giedroyc

Agata Szwedowicz, Paweł Tomczyk


„Książę niezłomny”, „Redaktor” – tak nazywano jedną z najważniejszych postaci polskiej historii XX wieku, Jerzego Giedroycia, założyciela i redaktora paryskiej „Kultury”. 27 lipca mija 120 lat od jego urodzin. Wszystko mu zawdzięczam – ocenił Stefan Kisielewski „Kisiel”.

„Znam ponad 50 lat, u niego zacząłem pisać w »Buncie Młodych«, potem w »Polityce«. U niego wydałem szereg książek. Książę podobno. Urodzony chyba w Moskwie, a gimnazjum kończył w Mińsku. Ciągle tylko myśli o Wschodzie, o wolnej Ukrainie, o rozbiciu Rosji i to są jego idee” – napisał Stefan Kisielewski w swoim „Abecadle” w 1990 roku. „Wspaniały człowiek, szalonej pracowitości, który właściwie wolałby być politykiem niż redaktorem i dyrektorem wydawnictwa, ale mu się to nie złożyło. Ja całe życie z nim się właściwie kłócę, ale mu wszystko zawdzięczam. Jest urodzony w 1906 – w tej chwili ile ma lat? Dużo. No, ale pracuje ciągle jak koń. Powiedział, że po jego śmierci »Kultura« już nie powinna wychodzić, a książki to inna sprawa” – dodał. „»Kultura« bez niego nie mogłaby wychodzić, bo on tam wynalazł jakichś starych Litwinów, Ukraińców, którzy pisują. Tego nikt z młodych nie będzie kontynuował. Nie potrafią” – podsumował Kisiel.

Sportretował go w powieści „Sprzysiężenie” (1946) jako radcę Gieysztora. „Kochał się w dyplomacji, w tajnych posunięciach, w maskowaniu się i odgrywaniu swej roli z ukrycia, w tajemniczej korespondencji, w ważnych poufnych informacjach – napisał. „Pod tymi upodobaniami Zygmunt wyczuwał w nim jednak obecność głębszej i istotniejszej pasji: żądzę działania, namiętny kult energii i czynu, pragnienie wpływania na bieg wydarzeń i kształtowania losów społeczeństwa – dodał.

Giedroyciowi się to nie spodobało. „Jego poglądy były mi z gruntu obce. A zarazem miałem do niego dużą słabość za jego wielką odwagę. I za jego przekorę. To są cechy, które bardzo lubię i bardzo cenię” – wspominał Kisielewskiego w „Autobiografii na cztery ręce” (2006), przy okazji zdecydowanie źle oceniając jego twórczość beletrystyczną. „Powinien był przez całe życie pisać wyłącznie felietony miast porywać się na powieści i na politykę. Był doskonałym felietonistą, a felieton był formą, w której wyraził się najpełniej” – podkreślił „Redaktor”.

„Utożsamił się ze swoją pracą do tego stopnia, że nie sposób wyobrazić go sobie bez niej. Bo też jest ona czymś więcej niż pracą. Bycie redaktorem jest dla Giedroycia sposobem istnienia i działania, postawą wobec Polski i wobec świata” – tak charakteryzował Giedroycia jego przyjaciel i współpracownik Krzysztof Pomian.

„Jakoż Giedroyc redaguje nie tylko teksty napływające do »Kultury«, usiłuje też redagować Polaków w ogóle, w szczególności zaś inteligentów polskich, którzy irytują go w stopniu najwyższym. Jego lista zarzutów wobec nich jest tak długa, że nie zdołam jej tu wyczerpać. Sam bezinteresowny i wyzuty z egocentryzmu, nie znosi: zadęcia, prywaty, wyłącznej dbałości o własną korzyść, przypisywania sobie urojonych zasług, kombatanctwa, celebry” – pisał Pomian we wstępie do „Autobiografii na cztery ręce”.

Jerzy Giedroyc urodził się 27 lipca 1906 roku w Mińsku Litewskim – tam uczęszczał do szkoły średniej Polskiej Macierzy Szkolnej. Był naocznym świadkiem wybuchu puczu bolszewickiego w Rosji i jako 11-letni chłopiec samotnie odbył podróż przez ogarnięty zamętem kraj z Moskwy do Mińska. Palił już wtedy papierosy. Zafascynowany Witkacym eksperymentował z narkotykami („po opium chorowałem, ale kokaina robiła na mnie wrażenie” – opowiadał Ewie Berberyusz). Jego żona, Rosjanka z białej emigracji, uchodziła za jedną z najpiękniejszych kobiet przedwojennej Warszawy” – napisał Marek Żebrowski w książce pt. „Życie przed »Kulturą«” (2012).

Ciekawa jest, przedstawiona przez Żebrowskiego, przedwojenna droga ideowa redaktora „Kultury”. W 1924 roku absolwent stołecznego liceum im. Zamoyskiego, podjął na Uniwersytecie Warszawskim studia prawnicze i od razu wstąpił do korporacji studenckiej „Patria”, której założycielem był Janusz Rabski, pełniący już wówczas funkcje prezesa Młodzieży Wszechpolskiej. „Patria” była korporacją grupującą studentów o poglądach narodowych, krytycznie odnoszących się do działalności Piłsudskiego. Już w tamtych czasach widać było, że słusznie mawia o sobie: „Jestem zwierzęciem politycznym, polityka kulturalna jest dla mnie także formą polityki”.

12 maja 1926 roku, podczas zamachu majowego, Giedroyc razem ze współkorporantami, opowiedział się po stronie Witosa. Wraz z innymi studentami udał się do Belwederu, aby bronić demokracji. Wspominał po latach: „dano mi jakiś karabin i kazano stać na warcie od strony Łazienek. A Stanisław Grabski chodził od jednego z nas do drugiego i powtarzał: »Przecież to jest bez sensu, my nie możemy się tu utrzymać«. I mówił to szczeniakom, studentom. Zrobił na mnie takie wrażenie, że nazajutrz wróciłem do domu. Wyleczyło mnie to zupełnie z parlamentaryzmu, pogłębiło nastawienie propiłsudczykowskie i przekonania o konieczności rządów autorytarnych” – pisał Giedroyc w „Autobiografii na cztery ręce”.

Tymczasem „Patria” stopniowo radykalizowała się i to w zupełnie przeciwnym niż Giedroyc kierunku, wydając w końcu swoim członkom zakaz przynależenia do jakichkolwiek organizacji prosanacyjnych. Giedroyc, który od 1928 roku należał do organizacji Myśl Mocarstwowa, został z „Patrii” wydalony. Myśl Mocarstwowa zrzeszała młodych konserwatystów i popierała sanację. Członkowie tego ugrupowania dążyli do przekształcenia Polski w europejskie mocarstwo, a w programie było odrzucenie „zgniłego parlamentaryzmu”, wprowadzenie silnej, autorytarnej władzy wykonawczej, zabieganie o kolonie zamorskie dla Polski, a także „rozprucie Związku Sowieckiego wzdłuż szwów narodowościowych” i skupienie narodów słowiańskich wokół Polski. Jerzy Giedroyc działał w ruchu konserwatywnym i przez wielu był uważany za jego nadzieję.

Od 1931 roku Giedroyc redagował pismo „Dzień Akademicki”, dodatek do ukazującego się w stolicy konserwatywnego „Dnia Polskiego”. „Dzień Akademicki” został wkrótce przemianowany na „Bunt Młodych”, a pismo z dwukolumnowego dodatku stało się samodzielnym dwutygodnikiem stopniowo sterując w stronę poparcia dla sanacji, choć broniąc wartości konserwatywnych. Stałym obiektem ataków „Buntu…” były „Wiadomości Literackie” które publicysta Adolf Bocheński określał jako organ „agitacji żydowskiej i liberalnej”. Giedroyc w tym okresie popierał utworzenie obozu w Berezie Kartuskiej i wytoczone przywódcom opozycji procesy brzeskie.

Po wybuchu II wojny światowej przedostał się do Rumunii, był kierownikiem wydziału polskiego przy poselstwie chilijskim w Bukareszcie. W marcu 1941 r. zgłosił się do służby wojskowej i wyjechał do Palestyny, walczył w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich, uczestniczył w kampanii libijskiej i walkach w Tobruku.

W marcu 1946 r. wraz z Józefem Czapskim, Gustawem Herlingiem-Grudzińskim oraz Zofią i Zygmuntem Hertzami założył w Rzymie Instytut Literacki. W lipcu 1947 r. opublikowali pierwszy numer „Kultury”, wówczas kwartalnika. W październiku tego samego roku Instytut Literacki przeniósł swoją siedzibę pod Paryż, do Maisons-Laffitte. W okresie PRL ośrodek pełnił funkcję nieoficjalnej ambasady niepodległej Polski. Z „Kulturą” współpracowali wybitni polscy publicyści i pisarze emigracyjni, m.in. Józef Czapski, Jerzy Stempowski, Konstanty Jeleński, Juliusz Mieroszewski, Czesław Miłosz, Witold Gombrowicz, Gustaw Herling-Grudziński.

Francja, Maisons-Laffitte pod Paryżem, 1997 r. Siedziba Instytutu Literackiego przy Avenue de Poissy 91 (od 1954 r.), polskiego emigracyjnego wydawnictwa założonego przez Jerzego Giedroycia w 1946 r. Fot. PAP/Jerzy Ruciński

Giedroyc już w 1949 roku razem ze swym zespołem wysunął koncepcję ułożenia sobie przez Polskę dobrych stosunków z bezpośrednimi sąsiadami na Wschodzie, bez roszczeń terytorialnych i bez prób – w razie zmiany sytuacji – dogadania się z Kremlem ponad głowami Litwinów, Ukraińców i Białorusinów.

„Środowisko »Kultury« słusznie kojarzone jest z »programem ULB« (Ukraina, Litwa, Białoruś) zdefiniowanym przez Juliusza Mieroszewskiego. Polegał on na uznaniu podmiotowości, a w przyszłości i suwerenności tych trzech państw, spadkobierców I Rzeczypospolitej, z jednoczesnym budowaniem na tej płaszczyźnie »szczególnych więzów« łączących Warszawę, Wilno, Mińsk i Kijów. Nieraz mówimy o Giedroyciu jako o spadkobiercy idei prometejskiej, czyli tej bardzo zgrabnej, ale i nieco dywersyjnej koncepcji politycznej kręgu Piłsudskiego, w myśl której wspieranie aktywności narodów zniewolonych przez Moskwę mogłoby doprowadzić do osłabienia, a ostatecznie dezintegracji Związku Sowieckiego” – powiedział PAP (2024) historyk i publicysta Wojciech Stanisławski. „Tyle że w przypadku Giedroycia jego życzliwość dla wszelkich ruchów, które miały na celu utrzymanie bądź rozszerzanie autonomii zniewolonych narodów, niekoniecznie prowadziła do jego antyrosyjskości. Jerzy Giedroyc był wychowany w kulturze rosyjskiej i był w niej głęboko zakorzeniony, szczególnie w kulturze tzw. srebrnego wieku, a więc schyłku imperium rosyjskiego. Zaryzykowałbym więc tezę, że o ile politycznie bliska mu była idea odrodzenia narodowego Białorusi czy Ukrainy, o tyle na poziomie emocjonalnym bliższa była mu kultura rosyjska: ją znał lepiej, język rosyjski znał doskonale” – przypomniał.

„I na tym tle Giedroyc próbował znaleźć wspólny język z Rosjanami. Oczywiście z tymi, którzy gotowi byli rozmawiać z Polską i innymi spadkobiercami tradycji I Rzeczypospolitej takimi jak Ukraina” – dodał Stanisławski.

Słynny był dystans, jaki „książę niezłomny” wytwarzał między sobą a otoczeniem; nawet z bliskimi sobie ludźmi na „ty” przechodził po latach znajomości. Przy drzwiach jego gabinetu wisiała tabliczka z wygrawerowaną łacińską sentencją „Cave hominem”, czyli „Strzeż się ludzi”. Giedroyc zachowywał swoje życie osobiste dla siebie. Publicznie twierdził nawet, że żadnego życia osobistego nie posiada.

Latem 1957 roku do Maisons-Laffitte dotarła Agnieszka Osiecka – autostopem z południa Francji, gdzie z grupą studentów pracowała przy winobraniu. Miała dostarczyć przemycony przez granicę rękopis „Cmentarzy” Marka Hłaski. Mieszkańcy domu zachwycili się nią, bezdzietni Hertzowie bardzo szybko zaczęli traktować ją jak córkę. Ale najgorętszy zachwyt, bynajmniej nie ojcowski, Osiecka wzbudziła w Jerzym Giedroyciu.

Z jej „Dzienników” (2021) poznajemy obraz kilku dni w Londynie, które poetka, po pobycie w Maisons-Laffitte, spędzała u ciotki. 31 października 1957 roku Jerzy Giedroyc po raz pierwszy i ostatni w życiu przekroczył kanał La Manche – żeby się z nią zobaczyć. „Jego pierwsze zdanie zaczęło się od – »nareszcie«” – opisała Osiecka spotkanie w hotelowej restauracji. „Pan Jerzy wyglądał tak, jakby przed chwilą wstał od biurka w Lafficie” – wspominała. „Był prawie zakłopotany, szczeniacki, lubię go za tę minę” – dodała, wspominając chwilę, gdy prosił ją o kolejne spotkanie, nazajutrz.

Dostała wtedy od niego „cztery bukieciki smutnych, londyńskich fiołków” – poza tym Giedroycia okradziono, kiepsko też radził sobie z angielskim i czuł się kompletnie zagubiony w londyńskim deszczu. Rozmawiali m.in. o przyjemności patrzenia na siebie nawzajem, „panice śmierci i panice straconego czasu”. „Gapiłam się na niego bezwstydnie, zachwycona jak cielę” – wspominała.

Jak poważne było uczucie między nią i o 30 lat starszym redaktorem „Kultury” można się przekonać z tekstu: „Moją najtrudniejsza decyzją był powrót do kraju w grudniu 1957 roku” – napisanego do szuflady wiosną 1959 roku. „Tamten człowiek nie wiedział, że go kocham. Zatem nie działał. Nie prosił, nie tłumaczył, nie szkodził ani też nie pomagał. Byłam sama, naradzałam się ze sobą” – wspominała Osiecka. „Ten człowiek był bardzo samotny. Był przyzwyczajony do samotności na tyle, na ile można się przyzwyczaić. Przestał umieć porozumiewać się z ludźmi. Chował się. Bał się ludzi. Był nieufny. Dokonałam w tym jakiegoś wyłomu. Mówił do mnie i wiedział, że rozumiem, o co chodzi. Pokochał mnie (nie należy do rzeczy opowiadanie skąd i jak się o tym dowiedziałam. Wiedziałam – to wszystko), ale nie mówiliśmy o tym” – opisywała. „Chyba zależało mu na tym, żebym decydowała sama” – oceniła. „Do ostatka nie przestaliśmy do siebie mówić »Pan« i »Pani«, chyba myślałam o nim nawet per »pan«, z tym dystansem, jaki stwarzała między nami sytuacja” – napisała poetka.

Giedroyc prawdopodobnie zwątpił w możliwość związku z Osiecką, gdy zobaczył ją wśród rówieśników z STS-u. Obiecywali sobie wiele wyjaśnić w listach – i na listach ta znajomość się zakończyła. Pisali je przez następne kilkadziesiąt lat, większość z tej korespondencji została zniszczona. Giedroyc nazywał ją Kikimorą – uwodzicielskim demonem z mitologii ludowej, a ona bardzo to metaforyczne określenie polubiła. Po powrocie do Polski Osiecka nie dostawała paszportu przez kolejnych siedem lat. Nie spotkali się już nigdy. W ostatnim numerze „Kultury”, który ukazał się po śmierci Giedroycia, zgodnie z jego wolą wydrukowano wiersz Osieckiej, kończący się słowami: „Przywilejem takich jak Pan – jest miejsce w historii i wieczny szacunek. I zazna Pan tego”.



Francja, Maisons-Laffitte pod Paryżem, 1997 r. Redaktor naczelny miesięcznika “Kultura” Jerzy Giedroyc w siedzibie Instytutu Literackiego przy Avenue de Poissy 91, gdzie mieszkał od 1954 r. Fot. PAP/Jerzy Ruciński

W serialu „Osiecka” (2020) w postać Giedroycia wcielił się Mariusz Bonaszewski. W filmie „Czarny sufit” (2022) wyreżyserowanym przez Arkadiusza Biedrzyckiego, zrealizowanym przez Instytut Pamięci Narodowej na okoliczność 120-lecia urodzin Józefa Mackiewicza, Jerzego Giedroycia zagrał Krzysztof Stroiński.

Po 1989 r. mimo zaproszeń, Jerzy Giedroyc nie przyjechał do Polski. W okresie przełomu 1998/89 krytykował odbywające się w Warszawie rozmowy okrągłego stołu z pozycji radykalnego antykomunizmu. Jednak po 1989 roku jego linia polityczna ewoluowała. Za największe zagrożenia dla Polski uznał nacjonalizm i klerykalizm, a nie spadkobierców PZPR.

„W jednej z nieustannych kłótni, jakie wiódł z nim Stefan Kisielewski, Giedroyc stwierdził, że do Polski – nawet wolnej – nigdy nie wróci, bo jeśli będzie wolna to będzie endecka” – napisała Magdalena Grochowska w książce „Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snu” (2009).

Zmarł na zawał serca w nocy z 14 na 15 września 2000 roku. Miał 94 lata. Został pochowany na cmentarzu w Le Mesnil-le-Roi.(PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF bars Palestinian workers from Judea and Samaria communities after attacks


IDF bars Palestinian workers from Judea and Samaria communities after attacks

JNS Staff


They can still work in industrial zones.

Palestinian workers line up at the entrance to Ma’ale Adumim near Jerusalem, Feb. 23, 2023. Photo by Erik Marmor/Flash90.

The Israel Defense Forces on Sunday moved to bar Palestinian laborers from entering Jewish communities in Judea and Samaria until further notice, the army confirmed to JNS.

Palestinians will still be permitted to work in industrial zones, while construction sites may also be exempted at the request of individual communities, a military spokesman said.

The military order followed a series of terrorist attacks, including a shooting near Havat Gilad (Gilad Farm) in northern Samaria on Friday that left two IDF soldiers dead.

Another attack took place on Saturday, when a Palestinian terrorist seized an Israeli soldier’s weapon during an altercation south of Hebron in Judea, fired several shots and escaped.

Eliram Azulay, head of the Mount Hebron Regional Council, said a reservist was moderately wounded after being struck by a rock before the assailant took his weapon.

Prime Minister Benjamin Netanyahu and Defense Minister Israel Katz decided on “a series of steps” in the wake of Friday’s deadly attack, the Prime Minister’s Office said.

The approved measures include demolishing the homes of the attackers; stepping up military operations in terrorist strongholds, including seizing weapons and revoking work permits; reinforcing IDF deployments across Judea and Samaria; separating Israeli and Palestinian traffic at key routes and checkpoints; and accelerating the legalization of existing farms and the establishment of new ones.

IDF Central Command head Maj. Gen. Avi Bluth described the past several days as “tense,” speaking in a meeting with Judea and Samaria community leaders on Friday.

“Following the recent events, and especially this morning’s attack, there is concern about escalation throughout Judea and Samaria,” the military quoted him as saying. “We are carrying out counter-terrorism operations to prevent the area from spiraling into further violence and are using every means at our disposal.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


French Jewish DJ Leaves Music Festival Set After Violent Antisemitic Abuse From Pro-Palestinian Protesters


French Jewish DJ Leaves Music Festival Set After Violent Antisemitic Abuse From Pro-Palestinian Protesters

Shiryn Ghermezian


French DJ Barbara Butch during her performance at the Nuit Blanche festival on the forecourt of the City Hall in Paris, France on June 6, 2026. Photo: Quentin de Groeve / Hans Lucas via Reuters Connect

French Jewish disc jockey Barbara Butch was forced offstage Saturday after a large group of antisemitic, pro-Palestinian activists disrupted her performance at a music festival in Grenoble, pelting the stage with objects and subjecting her to sustained abuse.

Butch later described the incident in an op-ed for the French newspaper Le Monde, written with her lawyer, saying the confrontation represented the culmination of a months-long campaign to drive her from French cultural and public life.

She was performing at the Cabaret Frappé festival when more than 100 protesters packed the audience and assailed her with “whistles, boos, shouts, and insults,” according to the op-ed. Demonstrators also hurled gravel, cardboard, plastic objects, liquids, and glass bottles, some of which shattered on her mixing console and near her feet.

Video from the scene, shared by the pro-Israel entertainment industry organization Creative Community for Peace, showed protesters waving large Palestinian flags and chanting “Free, free Palestine.” Some members of the far-left La France Insoumise party were among the demonstrators, according to French Interior Minister Laurent Nuñez.

Butch was eventually escorted from the venue and her set was cut short.

The demonstrators had called for a boycott of Butch over her support for a controversial bill introduced by French lawmaker Caroline Yadan that sought to address contemporary forms of antisemitism. The measure was withdrawn in April, only hours before it was scheduled for debate in the National Assembly, amid criticism that it could restrict criticism of Israel.

Butch and her lawyer argued that the incident went far beyond political protest.

“That evening, a line was crossed: the one separating protest from coercion, disagreement from intimidation, speech from violence,” they wrote in Le Monde. “It was no longer a matter of responding to an artist; she was being driven off the stage.”

They said Butch has for months been subjected to an organized campaign intended to make her professionally untouchable.

“The method is consistent: singling her out; discrediting her morally; relentlessly spreading defamatory accusations against her; demanding her removal from lineups; pressuring venues, festivals, local authorities, and the public; intimidating those who invite or support her; and turning every one of her trips into a threat, every concert into an ordeal, and every employer into a target,” they wrote.

“Then, when none of that suffices, coercion is brought to bear at the very venue where she is scheduled to perform.”

In a lengthy video posted on social media, Butch said she has endured antisemitism since childhood and that the abuse intensified after she signed an open letter denouncing antisemitism in France and rejecting attempts to hold Jews collectively responsible for Israeli government policy.

She was also targeted after participating in the opening ceremony of the 2024 Paris Olympic Games, receiving death threats and a stream of antisemitic, sexist, fatphobic, and anti-LGBT abuse.

Butch described what happened in Grenoble as “intolerable.”

“The antisemitism that I have been subjected to on a daily basis and endured for years, ever since I was a child, and which has become even more intense after the Olympics — I’ve had enough,” she said.

“I’m not someone who resorts to violence. I am someone who advocates love, and that won’t change. I don’t condone any violence.”

Butch said antisemitism must be discussed as openly as other forms of bigotry.

“It’s an issue that affects us all and which, for me, is on par with racism, fatphobia, and LGBT-phobias,” she said.

“We need to talk about it and create safe spaces together. If we don’t have those spaces, we’re heading straight for defeat.”

She added that her work as a DJ is intended to bring people together rather than deepen political and social divisions.

“My job is to bring people together, to unite them, to get you dancing and ensure we’re united; ensure we love one another and carry on doing it, even if everything around us is causing anxiety,” she said.

“I hope you’ll try to understand, try to reestablish dialogue so we can talk again, because things are getting worse and worse and we can’t let things carry on like this.”

Nuñez condemned the attack on Butch, describing the perpetrators as “pro-Palestinian militants.”

“Antisemitism, intimidation, and pressure have no place in our Republic,” he wrote on X. “Preventing an artist from performing is an unacceptable violation of freedom of expression and creation.”

Prominent French record producer and DJ Bob Sinclar also expressed solidarity with Butch, calling the episode “unacceptable.”

“Clubbing is a sacred, blessed community where racism, homophobia, antisemitism, or all forms of discrimination are unacceptable,” he said in an Instagram video Monday. “We are here together to celebrate music and happiness. That is it. No judgment, but love.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com