Dziennikarz NYT Nicholas Kristof
Desperacka obrona przez „New York Times” felietonu Kristofa o „gwałtach z użyciem psów”
Rachel O’Donoghue
„New York Times” wyraźnie odczuwa presję po publikacji artykułu Nicholasa Kristofa, w którym oskarżono izraelskie służby o seksualne wykorzystywanie palestyńskich więźniów, w tym wysunięto groteskowe twierdzenie, że psy były „tresowane”, by ich gwałcić. Gazeta opublikowała właśnie kolejną obronę tego tekstu – artykuł, w którym Kristof i Kathleen Kingsbury, szefowa działu Opinion w „Timesie”, twierdzą, że odpowiadają na „najczęstsze i najpilniejsze pytania”, mimo że wciąż pojawiają się nowe informacje dotyczące bardzo kontrowersyjnych źródeł wykorzystanych w felietonie.
Krytyka rozpoczęła się wcześniej w tym miesiącu, gdy zaledwie kilka godzin po publikacji tekstu HonestReporting ujawnił, że dwóch wymienionych przez Kristofa świadków przedstawiało sprzeczne i zmieniające się relacje dotyczące rzekomych napaści seksualnych ze strony izraelskich służb bezpieczeństwa, a jeden z nich był zwolennikiem Hamasu, który wcześniej oskarżał także palestyńskie władze na Zachodnim Brzegu o seksualne wykorzystywanie go.
Zwróciliśmy również uwagę na to, że Kristof opierał się na materiałach Euro‑Med Human Rights Monitor – organizacji pozarządowej mającej udokumentowane powiązania z Hamasem i długą historię rozpowszechniania jawnie fałszywych i skrajnych oskarżeń wobec Izraela, w tym samego oszczerstwa o „gwałtach z użyciem psów” – twierdzenia naukowo niewiarygodnego i niepopartego przez żadnych ekspertów weterynaryjnych ani literaturę medyczną.
Kilka dni po publikacji felietonu premier Benjamin Netanjahu oraz minister spraw zagranicznych Gideon Sa’ar zapowiedzieli pozwanie „New York Timesa” za zniesławienie. Gazeta odpowiedziała oświadczeniem broniącym tekstu i odrzucającym groźbę pozwu jako „część dobrze znanego politycznego podręcznika mającego na celu podważanie niezależnego dziennikarstwa i tłumienie relacji, które nie pasują do określonej narracji”.
W ubiegłym tygodniu HonestReporting ujawnił również, że problemy ze źródłami Kristofa wykraczają daleko poza ten jeden felieton. W innych tekstach dotyczących Izraela i wojny w Gazie cytował palestyńskiego „aktywistę” przedstawianego jako zwolennik pojednania i pokoju, mimo że jego rozbudowana aktywność w mediach społecznościowych obejmowała pochwały zamachów terrorystycznych oraz gloryfikację dżihadu i męczeństwa; wspomniał o studencie ze Strefy Gazy, rzekomo zabitym w izraelskim nalocie, który prawdopodobnie w ogóle nie istniał; oraz cytował chrześcijańskiego pastora, który otwarcie bronił ataków Hamasu z 7 października. Wszystkie te przykłady razem wskazują na pewien wzorzec: stronnicze źródła, brak kontekstu i twierdzenia, które nie wytrzymują nawet elementarnej weryfikacji faktów.
Na tym tle najnowsza obrona „Timesa”, opublikowana w czwartek wieczorem, została przedstawiona jako rzeczowe Q&A, w którym Kristof i Kingsbury odpowiadają na „częste i pilne pytania”. W rzeczywistości pokazuje ona, jak głęboko sięgają problemy związane z tym materiałem.
Po pierwsze, Kingsbury upiera się, że „Times” „podtrzymuje” publikację, twierdząc, że przeprowadzono „rygorystyczną weryfikację… aby upewnić się, że każde świadectwo i każda anegdota, które [Kristof] osobiście opisał, zostały potwierdzone przez niezależne źródła”, a redaktorzy „nie znaleźli żadnych błędów”. Trudno jednak uwierzyć, że gazeta rzeczywiście uważa ten materiał za tak solidny, jak sugeruje, skoro redakcja czuje się zmuszona do publikowania kolejnych tekstów obronnych, nadal nie odpowiadając na nierozstrzygnięte pytania dotyczące źródeł Kristofa i wciąż przedstawiając mylące wyjaśnienia dotyczące twierdzenia o „gwałtach z użyciem psów”.
Problemy ze źródłami są kluczowe. Oprócz Samiego al-Saia, innym kwestionowanym świadkiem jest Issa Amro. Najnowsza obrona twierdzi, że sprawdzający przeanalizowali jego „wcześniejsze relacje”, zanim uznali jego zeznania za wiarygodne, jednak relacje te zmieniały się z czasem. W poważnym dziennikarstwie dotyczącym przemocy seksualnej zmiany w opowieści można przedstawić odpowiedzialnie – ujawniając je, wyjaśniając, dlaczego nastąpiły, oraz pokazując, jak zostały ocenione. Oryginalny felieton nigdy nie poinformował czytelników, że opisy al-Saia czy Amro ewoluowały lub że istniały rozbieżności wymagające rozważenia. Nie chodzi tu o tworzenie hierarchii, w której jedne ofiary uznaje się za wiarygodne, a inne nie; chodzi o to, czy historia danej osoby i zmieniające się zeznania podważają wiarygodność niezwykle poważnych oskarżeń.
Jeśli chodzi o Euro-Med, Kristof przyznaje, że przewodniczący organizacji publicznie chwalił masakry z 7 października dokonane przez Hamas, ale traktuje to jako drobny szczegół, argumentując, że „cytowanie źródła nie stanowi poparcia dla poglądów politycznych lub aktywności jego kierownictwa w mediach społecznościowych”, a także zaznaczając, że Euro-Med nie pomagał mu w znalezieniu rozmówców. Nawet jeśli przyjąć, że Euro-Med nie dostarczył mu bezpośrednio świadków, pozostaje niezwykły zbieg okoliczności: te same oskarżenia o „gwałty z użyciem psów”, które po raz pierwszy pojawiły się w materiałach Euro-Med, niemal identycznie powracają w felietonie Kristofa. Co najmniej należało poinformować czytelników, że najbardziej sensacyjne twierdzenie w tekście pochodziło od organizacji rzeczniczej powiązanej z Hamasem.
To wskazuje na szerszy problem dotyczący sposobu, w jaki „Times” przedstawia swoje źródła. Czytelnicy mieli prawo otrzymać jasny obraz tego, czym są te organizacje i jak wcześniej relacjonowały sprawy związane z Izraelem. Określanie takich podmiotów po prostu jako „organizacji praw człowieka” lub „izraelskich NGO” bez wskazania ich ideologicznych zaangażowań czy historii bardzo kontrowersyjnych twierdzeń nie jest przejrzystością. Jeśli wcześniejsze publikacje danej organizacji dotyczące Izraela były wielokrotnie krytykowane za nieścisłości i jednostronne ujęcie, ta historia ma bezpośrednie znaczenie dla oceny jej oskarżeń.
Jednak to oskarżenie o „gwałty z użyciem psów” sprawia, że tekst staje się całkowicie nie do obrony. Kristof i „Times” odwołują się teraz do Chile pod rządami Pinocheta oraz do „recenzowanej literatury medycznej”, próbując zasugerować, że scenariusz izraelskich „gwałtów z użyciem psów” ma podstawy historyczne i naukowe. Kiedy jednak przyjrzeć się zeznaniom z Chile, dominujący wzorzec dotyczy wykorzystywania psów do terroryzowania i wskakiwania na nagich więźniów jako formy tortur; ofiary albo nie opisują penetracji, albo relacje są niejednoznaczne i nie przypominają wyuczonej, powtarzalnej metody. Medyczne opisy przypadków dotyczą ludzi inicjujących kontakt, a nie psów szkolonych jako narzędzia gwałtu. Nie istnieje żaden udokumentowany przypadek szkolenia psów do osiągania podniecenia seksualnego, wskakiwania na więźniów i dokonywania penetracji analnej na komendę, jak twierdzi się tutaj.
Ponadto eksperci od zachowań psów stwierdzili, że scenariusz opisywany przez Kristofa jest zasadniczo niemożliwy: nie da się wiarygodnie wyszkolić psa tak, by osiągał podniecenie seksualne i dokonywał penetracji analnej na sygnał w okolicznościach, które opisuje. Tak niezwykłe oskarżenie wymagało co najmniej publicznego poparcia ze strony eksperta. „Times” nie przedstawił żadnego takiego eksperta ani w oryginalnym tekście, ani do dziś nie znalazł choćby jednego specjalisty gotowego stwierdzić, że taki scenariusz jest prawdopodobny. Jak na gazetę twierdzącą, że „nie ma żadnych błędów”, brak choćby jednego wykwalifikowanego eksperta gotowego poprzeć najbardziej sensacyjne oskarżenie jest druzgocącą luką.
Kristof wskazuje na zdanie: „Nie sposób ustalić, jak powszechne są napaści seksualne na Palestyńczyków”, jakby to zastrzeżenie rozwiązywało problemy felietonu. Następnie jednak opisuje nadużycia i przemoc seksualną tak, jakby były one praktycznie zjawiskiem endemicznym, jednocześnie przyznając, że nie ma dowodów na to, iż izraelscy przywódcy nakazywali gwałty. Nie można jednocześnie przyznawać, że nie ma się podstaw do oceny skali zjawiska, i sugerować w tym samym tekście, że chodzi o systemową, rutynową praktykę. Istnieje ogromna różnica między dokumentowaniem konkretnych nadużyć w więzieniach – o których wiadomo, że zdarzają się na całym świecie – a sugerowaniem czegoś zbliżonego do standardowej polityki.
Być może najbardziej niepokojąca jest decyzja Kristofa o odwołaniu się do 7 października oraz rzekomego związku z islamofobią jako części obrony przed zarzutem, że jego teksty podsycają antysemityzm. Pisze, że po terrorystycznym ataku Hamasu z 7 października dziennikarze wiedzieli, iż obrazowe relacje z okrucieństw Hamasu mogą nasilać islamofobię, i jako przykład podaje zabójstwo sześcioletniego palestyńsko-amerykańskiego chłopca w Chicago. Twierdzi, że rozwiązaniem nie było „łagodzenie” relacji dotyczących Hamasu, i porównuje to do swojej obecnej pracy.
Powiedzmy to jasno. Hamas transmitował i dokumentował własne zbrodnie na żywo; dziennikarze weryfikowali okrucieństwa, które sami sprawcy z dumą pokazywali. Tymczasem Kristof oczekuje od czytelników, że uwierzą w bezprecedensową historię o „gwałtach z użyciem psów”, której nie popiera żaden ekspert, opartą na źródłach powiązanych z Hamasem i anonimowych świadkach. Wciąganie tego w tę samą moralną ramę co 7 października i przywoływanie islamofobii w tym kontekście nie jest moralnym niuansowaniem; to próba opakowania własnego niepopartego dowodami materiału w język „ochrony ofiar” oraz oczerniania krytyków przy jednoczesnym ukrywaniu złego dziennikarstwa za plecami prawdziwych izraelskich ofiar.
Problem „Timesa” z Kristofem nie zniknie – i nie powinien. Ta najnowsza obrona dobitnie pokazuje, jak nierzetelne było to dziennikarstwo. Przepaść między retoryką wykrętów stosowaną przez gazetę a szczegółową krytyką znajdującą się już w publicznym obiegu jest ogromna. Jedyną poważną drogą naprzód dla „New York Timesa” jest uznanie, że ten felieton nie spełniał własnych standardów gazety, sprostowanie informacji oraz gruntowne przeanalizowanie, jak taka historia w ogóle mogła trafić do druku.
Link do oryginału: https://honestreporting.com/clutching-at-straws-new-york-times-desperate-defense-of-kristofs-dog-rape-column/
Honest Reporting, 24 maja 2026
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com