Archive | October 2015

Syria składa się z wielu narodowości i ma skomplikowaną i pełną przemocy historię

Syria składa się z wielu narodowości i ma skomplikowaną i pełną przemocy historię

Geoffrey Clarfield i Salim Mansur
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Muzaffar Salman/ Associated Press Syryjczycy trzymają portrety
prezydenta Baszara al-Assada i prezydenta Rosji Władimira Putina
podczas demonstracji w Damaszku w 2012 r.
Muzaffar Salman/ Associated Press Syryjczycy trzymają portrety prezydenta Baszara al-Assada i prezydenta Rosji Władimira Putina podczas demonstracji w Damaszku w 2012 r.

Kanadyjczycy szykują się do nadchodzących wyborów federalnych i kryzys uchodźców syryjskich zajmuje dużo miejsca w platformach wyborczych trzech głównych partii. Niemniej żadna z tych partii nie zatrzymała się na moment, żeby zadać fundamentalne i historyczne pytanie, odpowiedź na które powinna naświetlać wszelką politykę wobec Syrii i eksplozji uchodźców starających się dostać do naszych brzegów: czym jest Syria i kim jest Syryjczyk?

Do roku 1917 nigdy nie było państwa syryjskiego, ani nie było grupy etnicznej, która nazywałaby siebie Syryjczykami. Niemniej studenci historii zawsze byli w usprawiedliwiony sposób zdezorientowani, kiedy czytali o „starożytnej” Syrii, „średniowiecznej” Syrii lub „nowoczesnej” Syrii, jak gdyby miała wyraźną tożsamość historyczną i etniczną. Jest tak, ponieważ te akademickie i polityczne etykietki wynaleźli akademicy i politycy, a następnie przerzucili je na minione czasy. Syria jednak zawsze oznaczała terytorium, nie naród, a już z pewnością nie naród muzułmański.

Do końca I wojny światowej tylko nieznaczna liczba arabskojęzycznych ludzi we wschodnim basenie Morza Śródziemnego nazywała siebie Syryjczykami. To była zupełnie nowa rzecz i w owym czasie większość z nich była chrześcijanami.

W hebrajskim Starym Testamencie słowo “Siryon” jest nazwą góry Hermon, śnieżnego szczytu na Wzgórzach Golan. Syria jest słowem greckim. Po raz pierwszy pojawiło się w sztuce starożytnego dramaturga Ajschylosa. W 440 r. p.n.e. grecki pisarz Herodot (i pierwszy antropolog) użył tego słowa do opisania tego, co obecnie jest Turcją środkową. Mówiący po grecku Seleucydzi, którzy rządzili wschodem po podbojach Aleksandra Wielkiego, używali tego słowa na określenie swoich terytoriów w południowo zachodniej Azji.

Rzymianie używali tego słowa na określenie terytoriów między Azją Mniejszą (dzisiejsza Turcja) a rzymskim Egiptem. Chrześcijańscy Bizantyjczycy przyjęli rzymskie użycie słowa. Muzułmańscy Arabowie, ze swoim zafiksowaniem na Mekce i Medynie, nazywali ten sam obszar „Bilad as Szam”, Kraj na Północ (na północ od Mekki),

Dopiero europejscy i amerykańscy misjonarze protestanccy w XIX wieku wprowadzili to słowo jako określenie obszaru, który tak się obecnie nazywa. Najpierw przyjęli je arabskojęzyczni chrześcijanie, a dopiero potem miejscowi muzułmanie zaczęli używać tej nazwy w pismach. Stamtąd weszło do miejscowego leksykonu historycznego w książce pod tytułem Historia Syrii napisanej przez Jurdżia Dżanniego w 1881 r. W owym czasie jednak to, co później stało się państwem nazwanym Syrią, było grupą odrębnych i oddzielnie administrowanych prowincji pod władzą sułtanów osmańskich, którzy rządzili tym obszarem ze Stambułu.

Co ciekawe, ci, którzy wprowadzili to słowo do powszechnego użytku pod koniec XIX w., określali nim to, co obecnie jest Izraelem, Jordanią, Syrią i Libanem, powtarzając greckie użycie po rozpadzie imperium Aleksandra. Niektórzy entuzjaści, zarówno miejscowi, jak zagraniczni, twierdzili, że „Wielka Syria” obejmowała także terytoria rozciągnięte na zachód do nadbrzeżnego miast El Arisz na brzegu Morza Śródziemnego na pustyni Synaj w Egipcie. Krótko mówiąc, nigdy nie było zgody co do geograficznej natury Syrii ani jej granic.

Nie jest więc zaskakujące, że w 1976 r. nieżyjący już prezydent Syrii, Hafiz Al-Assad (ojciec obecnego dyktatora) powiedział delegacji Organizacji Wyzwolenia Palestyny: „Nie reprezentujecie Palestyny w takim stopniu, jak my to robimy. Nie zapominajcie o jednej rzeczy: nie ma narodu palestyńskiego, żadnego bytu palestyńskiego, istnieje tylko Syria! Jesteście integralną częścią narodu syryjskiego i Palestyna jest integralną częścią Syrii. Dlatego to my, władze syryjskie, jesteśmy rzeczywistymi przedstawicielami ludności palestyńskiej”.

W 1921 r. część wschodniego basenu Morza Śródziemnego, która nie była częścią Mandatu Palestyńskiego (który to Mandat stał się Izraelem i Transjordanią) została Mandatem Ligi Narodów dla Syrii & Libanu pod protektoratem francuskim. W 1946 r. Francja uznała niepodległą Syryjską Republikę Arabską. Dwa lata później to nowoutworzone państwo syryjskie najechało na nowo ustanowione państwo Izrael, bo uważali, że nie jest to Palestyna, ale część Syrii i, ich zdaniem, to oni powinni tam rządzić.

Kim są ludzie, którzy żyli w Syrii od lat 1920.? Najbardziej starożytni byli Żydzi, którzy żyli w Damaszku, Aleppo i wsiach syryjskich od czasów poprzedzających Imperium Rzymskie. W 1948 r. wielu uciekło z kraju, kiedy armia syryjska zaatakowała Izrael z północy. Ci Żydzi, którzy pozostali, byli często aresztowani, torturowani i traceni przez reżim za wyimaginowane przestępstwo „syjonizmu”. Z czasem większość Żydów uciekła z kraju i przeniosła się do Izraela i demokracji zachodnich. Nie ma już żadnych Żydów w nowoczesnej Syrii.

Następni są Ormianie (chrześcijanie), którym udało się uciec przed ludobójstwem Ormian dokonanym przez muzułmanów osmańskich przed i po I wojnie światowej. Żyli głównie w dużych miastach, takich jak Damaszek i Aleppo. Wraz z nimi żyła tam rozmaitość drobnych społeczności chrześcijańskich, z których wiele wywodzi się z czasów Imperium Bizantyjskiego, a niektórzy mogą być potomkami wczesnych wyznawców Jezusa z Nazaretu i św. Pawła.

Ci wschodni chrześcijanie prawosławni dzielą się na jakobitów i grekoprawosławnych. Katolicy obejmują melchitów, Chaldejczyków, Ormian, nestorian i maronitów, jak również wyznawców obrządku łacińskiego. Są ponadto Asyryjczycy (nestorianie), którzy nie są w związku z Rzymem, i rozmaite małe grupy protestantów, których skutecznie nawrócili XIX- wieczni Europejczycy i którzy przynieśli pojęcie „Syrii” tym i innym odrębnym ludom. I są muzułmanie, którzy stanowią większość demograficzną.

Podziały wśród muzułmanów także są skomplikowane. Rządzący i tajemniczy alawici stanowią heterodoksyjną mniejszość muzułmańską, która twierdzi, że jest szyicka, ale nie jest w pełni akceptowana przez inne grupy szyickie. Prezydent Syrii jest alawitą, jak również większość jego urzędników rządowych i oficerów syryjskiej armii. Można więc patrzeć na trwającą wojnę domową w Syrii jako na wojnę alawitów przeciwko reszcie. Komplikują to nieco Druzowie, tajemnicza sekta ludzi, którzy nie całkiem są muzułmanami i zawsze popierają tego, kto jest przy władzy. W Libanie popierają rząd i to samo robią w Izraelu. W Syrii jednak w ostatnich kilku miesiącach wygląda na to, że odłączyli się od alawitów. Może się to zmienić teraz, kiedy Rosjanie weszli do Syrii.

Syria jest także domem sunnickich muzułmanów, Kurdów – których etniczna lojalność wydaje się być silniejsza niż religijna, a w najmniejszym stopniu czują się Syryjczykami – którzy woleliby niepodległe państwo zjednoczone z Kurdami z wschodniej Turcji i północnego Iraku. Wreszcie, największą grupą etniczną w kraju są Arabowie sunniccy, którzy kiedyś marzyli o zjednoczonym świecie arabskim od Maroko do Iraku, ale teraz są zredukowani do wojujących milicji klanowych, z których wielu jest fundamentalistami i chce opartego na szariacie państwa (z niewolnictwem, obcinaniem głów i tym podobne) wraz z podobnie myślącymi zwolennikami Państwa Islamskiego Iraku i Lewantu (ISIL). A są jeszcze grupy, które nie popierają nikogo poza samymi sobą i są w zasadzie plemiennymi rozbójnikami.

Jak te różne grupy współżyły ze sobą w ubiegłym stuleciu? Niezbyt dobrze! W 1912 r. K.T. Khairallah napisał:

“W przeszłości nie istniało społeczeństwo syryjskie. Nie było niczego poza zasadniczo odmiennymi i wrogimi grupami. Był to zestaw zupełnie odmiennych elementów zestawionych razem przez podbój i trzymanych razem pod jedną władzą terrorem i tyranią. Każdy element zazdrośnie pilnował swoich tradycji, zwyczajów i środków utrzymania, ignorując zupełnie sąsiadów… Społeczeństwo opierało się na despotyzmie nagiej siły, odwzorowanej przez władcę”.

Nie ma czego zazdrościć w tej wersji multikulturowości z 1912 r. I, niestety, niewiele zmieniło się od tego czasu. W rzeczywistości sprawy się jeszcze pogorszyły. Teraz jest duża liczba Syryjczyków (zarówno sprawców, jak ofiar wieloletniej przemocy i międzyetnicznych prześladowań, jakie charakteryzują nowoczesną historię tego kraju) którzy pragną przybyć do nas. Jak powinien zareagować nasz rząd?

Przede wszystkim rząd kanadyjski i wszystkie główne partie polityczne muszą uznać, że eksplozja uchodźców syryjskich jest problemem arabskim. Kraje Ligi Arabskiej mają pieniądze, przestrzeń i zasoby, by zaabsorbować czasowo lub na stałe każdą arabskojęzyczną osobę, która nie czuje się bezpiecznie w rozdzieranym wojną kraju. Z pewnością kraj taki jak Arabię Saudyjską z rocznym budżetem 229 miliardów dolarów stać na zaopiekowanie się swoimi arabskimi i muzułmańskimi „braćmi” z Syrii. Byłoby to w duchu Artykuły Drugiego Karty Założycielskiej Ligi Arabskiej, który mówi wyraźnie:

“Celem Ligi jest zacieśnienie stosunków między państwami członkowskimi i koordynacja ich działalności politycznej w celu zrealizowania bliskiej współpracy między nimi, zabezpieczenia ich niepodległości i suwerenności, i ogólnie brania pod uwagę spraw i interesów krajów arabskich”.

Państwa NATO, takie jak Kanada, powinny wezwać państwa Ligi Arabskiej, szczególnie bogate w ropę naftową państwa Zatoki i Arabię Saudyjską, by wzięły na swoje barki to, co najwyraźniej jest kryzysem arabskim spowodowanym przez Arabów. (Na przykład, tylko Katar dał rebeliantom syryjskim 3 miliardy dolarów.) Gdyby kraje arabskie to zrobiły i przyjęły na siebie ten ciężar, uchodźcy nie musieliby uczyć się nowego języka. Jako muzułmanie żyliby i pracowali w kulturze, w której ich religia jest religią państwową i gdzie mogliby z powodzeniem komunikować się i pracować. Być może któregoś dnia będą w stanie powrócić do Syrii. Nikt nie wie, dlaczego to się nie dzieje. Niemniej z pewnością mamy prawo jako Kanadyjczycy żądać tego minimalnego gestu humanitarnego od Ligi Arabskiej.

Po drugie, Kanada i państwa NATO powinny otworzyć drzwi dla rozmaitych mniejszości z Syrii, które nie mają dokąd pójść i nie są mile widziane w państwach arabskich, i które boją się, że i tak ich sytuacja tam nie byłaby inna niż w Syrii, gdzie byli obywatelami drugiej kategorii. Jako chrześcijanie bowiem nigdy nie mieli równych praw w kraju swojego urodzenia, praw, które my przyznajemy wszystkim obywatelom i uchodźcom przybywającym do nas.

Po trzecie, Kanada powinna odrzucić każdego, kto był wysokim rangą członkiem armii syryjskiej, kto ma krew na rękach i kto walczył w jakiejkolwiek milicji lub grupie terrorystycznej, takiej jak ISIL lub Hezbollah, które masakrowały cywilów i są oficjalnie uznane przez Kanadę za organizacje terrorystyczne.

Wreszcie, rząd kanadyjski powinien dać drugie tyle – dolar za każdego dolara od grup kanadyjskich, które będą sponsorowały niewinne rodziny i osoby z każdej grupy etnicznej lub religii – muzułmanów, chrześcijan, Druzów lub alawitów – którzy chcą uciec od tej koszmarnej wojny domowej i nie są oddani skrytemu dżihadowi przez żądanie wprowadzenia szariatu po tym, jak już osiedlą się w Kanadzie.

Kanada powinna także żądać stanowczo, by bogate kraje Arabii i Zatoki dostarczyły naszemu rządowi funduszy na pomoc tego rodzaju uchodźcom, niezależnie czy będą oni muzułmanami, czy chrześcijanami. Syryjską wojnę domową podsycały państwa Zatoki, Saudyjczycy, Irańczycy, a teraz Rosjanie. Jest tylko słuszne i sprawiedliwe, by zapłaciły za cierpienie ludzkie, które stworzyły i które wygnało tych uchodźców z ich ojczyzny. Niedawna oferta rządu saudyjskiego wybudowania setek meczetów dla uchodźców syryjskich w Europie jest śmiechu warta. Dlaczego koszt absorbowania uchodźców stworzonych przez ISIL, które jest finansowane przez Saudyjczyków, ma spaść na barki zwykłego podatnika kanadyjskiego?

Mówiąc wprost: wieloetniczny kraj, taki jak Kanada, potrzebuje wieloetnicznej polityki wobec uchodźców, która zajmuje się każdą społecznością w Syrii zgodnie z własną definicją tej społeczności, nie zaś z naszą definicją. Nie ma narodu syryjskiego i nigdy nie było – są tylko różne społeczności etniczne, podzielone i skłócone ze sobą. Jeśli nie zrozumiemy tego nagiego faktu etnograficznego, to wyrządzimy wielką krzywdę tym uchodźcom, którzy przybywają z tego, co kiedyś było państwem syryjskim. Zasługują oni na coś lepszego.


Syria is made up of many nationalities with a complex and violent history
National Post, 23 września 2015

Geoffrey Clarfield – Kanadyjski antropolog. Przez dwadzieścia lat badał społeczenstwa Afryki i bliskiego Wschodu.

Salim Mansur – Kanadyjczyk urodzony w Kalkucie. Wykłada politologię na University of Western Ontario Zajmuje się badaniami muzułmańskiego świata, Południowej Azji i Bliskiego Wschodu. Muzułmańscy duchowni wydali dwie fatwy wzywające do zabicia go.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Oświadczenie Olgi Tokarczuk

Oświadczenie Olgi Tokarczuk

Oświadczenie Olgi Tokarczuk

W ostatnich dniach przez media przetoczyła się prawdziwa burza. Wywołały ją słowa Olgi Tokarczuk, która w wywiadzie udzielonym TVP Info po otrzymaniu przez nią Nagrody Literackiej NIKE powiedziała m.in., że „wymyśliliśmy sobie historię Polski jako kraju tolerancyjnego”. W odpowiedzi na lawinę krytyki autorka wydała oświadczenie.

Po otrzymaniu Literackiej Nagrody Nike za „Księgi Jakubowe” Olga Tokarczuk udzielała wywiadu w programie „Minęła dwudziesta” w TVP Info. Odnosząc się do poruszanych w powieści tematów, pisarka powiedziała:

“Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów.”

Pisarka zauważyła, że temat pogromów, do jakich doszło w czasie wojny i w okresie powojennym, zamietliśmy pod dywan. Dodała:

“Myślę, że trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy.”

Cały wywiad można obejrzeć tutaj.

Zacytowane powyżej wypowiedzi Olgi Tokarczuk wywołały prawdziwą burzę w mediach. Największym oburzeniem zareagował Maciej Świrski, który jest założycielem Reduty Dobrego Imienia. Wcześniej (w latach 2006-2009) był wiceprezesem Polskiej Agencji Prasowej. Wzywa on do bojkotu nagrodzonej książki Tokarczuk i do zasypywania Wydawnictwa Literackiego (którego nakładem ukazały się „Księgi Jakubowe”) oraz profilu pisarki na Facebooku protestami. Jego zdaniem autorka przekłamuje polską historię. Zrzuca to na karb jej wieku i tego, że wykształcenie zdobywała za czasów komunizmu (a „powinna wiedzieć do czego prowadzi propaganda komunistyczna”). Inną możliwością jest według niego to, że pisarka „jest po prostu słaba na umyśle lub (co może iść w parze, ale nie musi) jest to wybór koniunkturalny, mający zapewnić dostęp do pieniędzy, grantów, nagród”.

W odpowiedzi na falę krytyki, jaką ją zalała, Olga Tokarczuk wydała oficjalne oświadczenie, które zostało opublikowane na jej oficjalnym fanpage’u na Facebooku:

“W związku z wielką ilością hejtu, jaki wylał się na moją głowę w ciągu ostatnich dni, w tym gróźb śmierci, i w związku ze wszelkimi prymitywnymi i złośliwymi nadinterpretacjami mojej wypowiedzi dla TVP Info, chciałabym spokojnie wyjaśnić, że nie powiedziałam niczego, co byłoby nieznane historykom oraz ludziom, którzy mają podstawową wiedzę na temat historii Polski. Częścią polityki Rzeczypospolitej szlacheckiej była przemyślana i planowana kolonizacja ziem wschodnich. Włączenie po Unii Lubelskiej w 1569 roku w skład Korony terenów Wołynia i Ukrainy poskutkowało natychmiastowym napływem na te tereny szlachty polskiej, nęconej perspektywą zwiększeniem swojego stanu posiadania. Największa fala kolonizacyjna przybyła na te tereny po 1699 roku, czyli po odzyskaniu tych ziem spod panowania tureckiego. Nie jest też żadną tajemnicą, iż to, co nazywamy poddaństwem chłopów było szczególną, okrutną odmianą niewolnictwa – opis tych praktyk można znaleźć w książce niejednego historyka, a ubolewał nad nimi już choćby ksiądz Piotr Skarga w swoich „Kazaniach Sejmowych”. Wszyscy też wiemy, że obok mnóstwa przykładów bohaterstwa Polaków w czasie wojny, było wiele przypadków obojętności, a także przemocy indywidualnej i zbiorowej, które prowadziły do śmierci ofiar. Znamy takie relacje z dokumentów, które każdy może przeczytać. Niestety jest ich sporo.

W mojej wypowiedzi odniosłam się przede wszystkim do tego, co napisałam w swojej książce. Sądziłam, że jeden z moich bohaterów, ksiądz Benedykt Chmielowski, cieszyłby się z istnienia internetu jako doskonałej skarbnicy wiedzy i możliwości dyskusji. Tymczasem stał się on tubą werbalnej przemocy.

W życiu nie doświadczyłam tyle zmasowanej nienawiści, co w ciągu ostatnich trzech dni. Głęboko współczuję wszystkim hejtowanym.”

Pod koniec swojego wpisu Olga Tokarczuk odsyła do stron, na których można znaleźć więcej informacji o historii Polski pańszczyźnianej: kresy.pl, a ponadto https://pl.wikipedia.org/wiki/Poddaństwo oraz https://pl.wikipedia.org/wiki/Pańszczyzna_w_Polsce

Jako argument przytacza również fragment „Kazania VIII” Piotra Skargi:

“A ona krew abo pot żywych poddanych i kmiotków, który ustawicznie bez żadnego hamowania ciecze, jakie wszystkiemu królestwu karanie gotuje ? Powiedacie sami, iż nie masz państwa, w którym by barziej poddani i oracze ucisnieni byli pod tak absolutum dominium [ władzą absolutną ], którego nad nimi szlachta bez żadnej prawnej przeszkody używa. I sami widzim nie tylko ziemiańskich, ale i królewskich kmiotków wielkie opresyje, z których żaden ich wybawić i poratować nie może. Rozgniewany ziemianin albo starosta królewski nie tylo złupi wszystko, co ubogi ma, alei zabije, kiedy chce i jako chce, a o to słowa złego nie ucierpi. […]”

Księgi Jakubowe to powieść historyczna, której głównym bohaterem jest Jakub Lejbowicz Frank – samozwańczy, żyjący w XVIII wieku mesjasz z Podola, który jako zręczny manipulator doprowadził grupę polskich Żydów do przyjęcia chrztu w 1759 roku.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Olgo, jesteśmy z Tobą!

Olgo, jesteśmy z Tobą!

Justyna Sobolewska Justyna Sobolewska


foto: Piotr Skórnicki/Agencja Gazeta

Ataki na Olgę Tokarczuk pokazują, jak silne są Polsce nienawiść i agresja
Czy ci, którzy zarzucają Oldze Tokarczuk, że jest obca, są świadomi, że każdemu dałoby się wykazać, że nie jest prawdziwym Polakiem?


W dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” Magdalena Piekarska pisze o skali nienawiści, której doświadczyła Olga Tokarczuk, laureatka tegorocznej Nagrody NIKE, po swojej wypowiedzi telewizyjnej. Powiedziała m.in.: „Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów”.

Tokarczuk wielokrotnie o tym mówiła, ale nigdy nie spotkała się z taką skalą reakcji. „Na profilu Noworudzkich Patriotów pojawiły się ostrzeżenia, że Tokarczuk nigdy nie będzie czuła się bezpiecznie w swoim kraju. Pod jej adresem padały obelgi »żydowska szmata« i »ukraińska k…« (część najostrzejszych postów później usunięto, jednak prawnik pisarki ma zapisane zrzuty z ekranu z tymi wpisami). Nie trzeba było długo czekać, żeby hejt rozlał się po całym kraju. Wśród nienawistnych wpisów znalazły się też groźby zabicia pisarki” – pisze Piekarska. Po raz pierwszy Tokarczuk usłyszała, że nie jest Polką i trzeba ją najlepiej deportować.

Reakcja na słowa pisarki potwierdza tylko to, o czym mówiła: wielokulturowość i tolerancja są mitem. Owszem, była to wypowiedź generalizująca, bo przecież byli Polacy, którzy ratowali Żydów, narażając życie, a część Polaków była tymi „niewolnikami”, czyli chłopami pańszczyźnianymi.

Okazuje się jednak, że tyle lat po „Sąsiadach” Grossa, po kolejnych pracach historyków (Marcina Zaremby, Pawła Machcewicza, Timothy Snydera) mówienie, że wśród Polaków były i ofiary, i kaci, jest dla rzesz ludzi nie do przyjęcia. I że w takiej sytuacji najłatwiej zarzucić komuś, że jest obcy, nie jest Polakiem.

Skala ataku na Olgę Tokarczuk pokazuje siłę agresji i nienawiści, która może obrócić się przeciwko każdemu. Czy ci, którzy zarzucają Oldze Tokarczuk, że jest obca, są świadomi, że każdemu dałoby się wykazać, że nie jest prawdziwym Polakiem? I do czego prowadzi gadanie o czystości rasy?

Nienawistnymi komentarzami zajmuje się prawnik pisarki. Nam pozostaje tylko dać sygnał, że nie jest sama wobec tej fali nienawiści. Olgo, jesteśmy z Tobą!


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


History of Hitler’s FIRST death camp

Revealed, the dark history of Hitler’s FIRST death camp: How Nazis murdered psychiatric patients – and their nurses – to test out gas chambers before they were used for mass extermination of the Jews 

By: Ed Wight In Poznan, Poland


  • Nazis began experimenting with lethal gas in Poznan, west Poland, in 1939
  • They used gas chambers to kill millions of Jewish people three years later
  • SS abducted psychiatric patients and took them to the concentration camp
  • They had killed more than 5,000 patients, hundreds of Poles there by 1940

Behind these gates emblazoned with the symbol of Hitler’s dreaded SS, lies one of the lesser known horrors of the Nazi occupation of Poland – the first use of gas chambers for mass extermination. Seized by the SS on October 10 1939, the 19th century Fort Colomb in the city of Poznan in west Poland was renamed Konzentrationslager Posen (Concentration Camp Poznan). But rather than serving as a holding space for prisoners of the Reich, what followed was the systematic murder of psychiatric patients, local resistance fighters, academics, the intelligentsia and anyone seen by the Nazis as a threat.

It wouldn’t be until three years later that the use of gas chambers to eliminate the Jewish population became a Third Reich policy. But 76 years ago this month, it was decided that Fort VII, as it is known, would be the first place to experiment with gas in the mass killing of civilians.

Villanous: An SS guard opens the door to the notorious Concentration Camp Poznan where thousands of psychiatric patients were gassed to death as Nazis experimented with lethal gases used to eventually kill six million Jews across Europe
Villanous: An SS guard opens the door to the notorious Concentration Camp Poznan where thousands of psychiatric patients were gassed to death as Nazis experimented with lethal gases used to eventually kill six million Jews across Europe


Cursed place: The SS abducted patients from a psychiatric hospital (pictured) in the nearby town of Owinska and took them to the concentration camp in Poznan to be gassed


Haunting legacy: The Nazis seized this 19th Century fort and renamed it the Konzentrationslager Posen - or Concentration Camp Poznan - in 1939, three years before they used gas chambers to kill millions of Jews
Haunting legacy: The Nazis seized this 19th Century fort and renamed it the Konzentrationslager Posen – or Concentration Camp Poznan – in 1939, three years before they used gas chambers to kill millions of Jews.


Read More: …the dark history of Hitler’s FIRST death camp…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Biblijne wojowniczki

Biblijne wojowniczki

Gabriela Nieśpielak


„Dzielna kobieta, trudno o taką – pisze autor Księgi Przypowieści Salomona (Przyp. 31,10) – jej wartość przewyższa perły”. Jakie są biblijne kobiety? Bynajmniej nie są to ciche, nie mające własnego zdania i nie przejawiające własnej inicjatywy „panny z dobrego domu”. W patriarchalnym świecie, w którym żyli bohaterowie Księgi Sędziów, czytamy między innymi o prorokini Deborze, do której przychodził po radę cały Izrael. Sprawowała ona wówczas funkcję sędziego, co ówcześnie oznaczało godność, która przynależna była później chyba już tylko królom Izraela. W czwartym rozdziale Księgi Sędziów czytamy, że „posłała ona (Debora – przyp. G.N.) wezwanie do Baraka, syna Abinoama z Kadesz-Neftali, i kazała mu powiedzieć: „Oto tak nakazuje Pan, Bóg Izraela: wyrusz i pociągnij na górę Tabor, a weź ze sobą dziesięć tysięcy mężów z synów Naftaliego i synów Zebulona. Ja zaś ściągnę ku tobie nad potok Kiszon Syserę wodza wojska Jabina wraz z jego wozami i jego zgiełkliwą gromadę i wydam go w twoją rękę” (Sdz. 4; 6-7). Co robi Barak? Nie tylko słucha się Debory, ale także zaznacza, że nie wyruszy, jeśli i ona nie uda się z nim na wyprawę. Jak widać, Tanach ma również swoją dziewicę orleańską, bo trudno nie skojarzyć Debory z Joanną d’Arc. Historia całej wyprawy ma swój „hollywoodzki” finał, ponieważ rzeczony Sysera, rozgromiony przez armię Baraka, zbiega z pola bitwy i usiłuje znaleźć schronienie w namiocie, który należał do niejakiego Chebera Kenity (żyjącego, jak podaje Biblia, w dobrych stosunkach z jego panem i mocodawcą Jabinem). Pech chciał, że nie było go wówczas w domu, była tam za to jego żona Jael, która sama zaoferowała mu schronienie, a później spoiła mlekiem i gdy Sysera wreszcie usnął wyczerpany ucieczką (Biblia podaje, że uciekał pieszo z pola bitwy)… Oddajmy głos autorowi Księgi Sędziów: „Potem wzięła Jael, żona Chebera, palik od namiotu, następnie chwyciła do ręki młot, podeszła do niego cicho i wbiła palik w jego skroń, aż utkwił w ziemi, bo zasnął twardo, gdyż był zmęczony; i tak zginął.” (Sdz. 4; 21).

Inne biblijne kobiety są również, kiedy trzeba, zdecydowane. Bywa, że bezwzględne, przekorne (jak choćby Sara, która uparcie twierdziła, że nie śmiała się, słysząc z ust tajemniczych gości, którzy odwiedzili Abrahama, że za rok będzie miała syna), odważne jak Abigail, która słysząc, co nawygrażał po pijaku ludziom Dawida jej pożal się Boże mąż, wzięła sprawy w swoje ręce i zanim Nabal zdążył wytrzeźwieć, spakowała na osły wino i chleb (a nawet placki figowe i rodzynki!) i ruszyła na spotkanie z Dawidem, który już ciągnął w stronę namiotów jej męża, żeby wyciąć w pień jego i całe towarzystwo u jego boku, które śmiało odmówić zaopatrzenia dla jego wojowników. Ciąg dalszy nasuwa mi na myśl uparcie pewien dowcip krążący o Stalinie: mała dziewczynka podbiega do niego i prosząc o cukierka słyszy w odpowiedzi gromkie: „Won mi stąd!”, na co komentator zdarzenia kwituje to lakonicznym: „A mógł zabić!”. Tutaj Dawid też „mógł zabić”, a nie zabił, a w dodatku wzruszony jej postawą oszczędził także Nabala i jego ludzi.

W kontekście kobiet, które potrafią powalczyć o swoje, na uwagę zasługuje również Tamar, którą poznajemy w relacji z jednym z protoplastów Izraela – człowiekiem, z którego miał wywodzić się Mesjasz. Mowa oczywiście o Judzie. Kim była dla niego Tamar? Zabrzmi to trochę jak „Moda na sukces”, ale Tamar była jego synową, z którą miał pewną „historię”. Tak, tego typu. W telegraficznym skrócie: Tamar była żoną jego dwóch synów (swoją drogą synów miał niezbyt udanych: najpierw był Er, jego pierworodny, który „(…) czynił zło przed Panem, dlatego Pan pozbawił go życia” (Rdz. 38; 7), a później Onan, który wedle przyjętego w Izraelu zwyczaju po śmierci Era poślubił Tamar, aby wzbudzić potomstwo swemu bratu, do czego się jednak zbytnio nie kwapił, o czym nie omieszkała napomknąć Biblia). „Lecz Onan, wiedząc, że to potomstwo nie będzie należało do niego, ilekroć obcował z żoną brata swego, niszczył nasienie swoje, wylewając je na ziemię, aby nie wzbudzić potomstwa bratu swemu” (Rdz. 38; 9). Dalej czytamy, że „Panu nie podobało się to, co czynił, dlatego i jego pozbawił życia” (Rdz. 38; 10). Mamy więc dwóch synów Judy, którzy zmarli nagle, Tamar – wdowę po obydwu i Judę, który miał jeszcze jednego syna o imieniu Szela. Zgodnie z prawem to właśnie on powinien teraz poślubić Tamar. Co zrobił Juda? Ano doszedł do wniosku, że skoro jego starsi synowie byli kolejno mężami Tamar i obaj kolejno zmarli, trzeciego syna jej za męża nie da i wymawiając się jego młodym wiekiem, przyrzekł, że da go jej za męża, kiedy tylko ten podrośnie. Czas płynął, a Tamar dalej tkwiła w swoim wdowieństwie i postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Usłyszawszy, że Juda wybiera się do Timny, zdjęła swoje wdowie szaty i jak czytamy, zakryła swoją twarz zasłoną, usiadła w bramie miasta, a Juda, myśląc, że to miejscowa prostytutka, „(…) zszedł z drogi ku niej i rzekł: Pozwól, że będę obcował z tobą” (Rdz. 38; 16). Swoją drogą – bardzo elegancko. Jak się można było domyśleć, Tamar zaszła w ciążę, a kiedy po całej historii doniesiono Judzie o tym, że Tamar jest przy nadziei (a powinna przecież czekać, aż jego najstarszy syn – Szela – dorośnie; swoją drogą nie wiadomo po co, bo i tak nie wyglądało na to, że zamierza go z nią ożenić), wpadł w furię, krzyczał, że ją spali (dosłownie!) i kazał do siebie przyprowadzić. Cała historia skończyłaby się pewnie dość krwawo gdyby nie to, że Tamar od początku do końca wiedziała, co robi. Gdy bowiem jeszcze w Timnie zapytała Judę, co jej da za to, że będzie z nią obcował, ten zaoferował koźlątko ze swojej trzody – z tym że przyśle je dopiero potem, bo teraz go nie ma przy sobie, ale przyśle, specjalnie nawet człowieka wyśle do Timny, żeby jej koźlątko doręczył. Na chłopski rozum wiarygodność bliska zeru, ale Tamar przezornie zażądała zastawu do czasu, aż koźlaka nie ujrzy. Zastawu, dodajmy, nie byle jakiego, bo jego pieczęci, sznura i laski. Na dzisiejsze realia był to właściwie ekwiwalent dowodu osobistego. Kiedy więc przyprowadzono ją przed oblicze Judy, powiedziała wobec wszystkich: „Jestem brzemienna z męża, do którego należą te rzeczy”, pokazując zastaw. Widząc, że sprawy przybrały taki obrót, Juda powiedział pojednawczo: „Ona jest sprawiedliwsza niż ja, bo nie dałem jej synowi memu, Szeli”. A potem Tamar urodziła bliźnięta. Dopięła swego? A jakże. Kontrowersyjnie? I owszem. Kontrowersyjne, no właśnie – takie też były biblijne kobiety.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com