Archive | November 2016

I nie wróciłeś. Historia tęsknoty Marceline Loridan – Ivens

I nie wróciłeś. Historia tęsknoty Marceline Loridan – Ivens

MICHAŁ BOJANOWSKI


Marceline Loridan-Ivens na Place de la Concorde w Paryżu. Kadr z filmu Chronique d’un étéMarceline Loridan-Ivens na Place de la Concorde w Paryżu. Kadr z filmu Chronique d’un été

[Podeszłam do grupy facetów. Szwendali się tam całymi grupkami, disoccupati. Zapytałam, czy poczęstowaliby mnie papierosem. Jeden z nich pobiegł do sklepu, a reszta zebrała się wokół mnie. Któryś zauważył mój wytatuowany numer. Nie miał pojęcia, co to, więc łamanym włoskim wyjaśniłam: „niemiecki obóz koncentracyjny podczas wojny”. Wytrzeszczył oczy i pobiegł przyprowadzić dziesięciu innych kumpli. Pokazał im moją rękę, wyjął ołówek i zapisał sobie numer, mówiąc, „na loterię!”. Pomyślałam, że to fantastyczne. Po pierwsze, mogło się zdarzyć tylko we Włoszech, po drugie, było tak inne od tych typowych nonsensownych pytań w stylu „twój ojciec jest marynarzem?”, „to twój numer telefonu?”. Albo głupich, melodramatycznych odzywek: „o, mój Boże! Cóż to jest? Powiedz mi koniecznie, co to jest!” On po prostu zapisał sobie ten numer, żeby zagrać nim na loterii. Mam nadzieję, że wygrał].

Marceline Loridan jeszcze nie raz pokaże swój obozowy tatuaż.
Jeden z tych momentów na zawsze przejdzie do historii światowego kina, gdy, przechodząc po paryskim Place de la Concorde, wyzna, że tęskni za ojcem, którego zostawiła w Auschwitz. Piękna, młoda kobieta wtula ręce w płaszcz, od czasu do czasu próbuje coś zanucić i opowiada:

[Place de la Concorde jest pusty. Pusty tak, jak dwadzieścia czy piętnaście lat temu. Nie pamiętam dokładnie.

„Pitchipoi”.

„Zobaczysz… Pojedziemy tam, będziemy pracować w fabrykach. Niedziele będziemy spędzać razem”. – powiedział mi ojciec.

I powiedziałeś do mnie: „Jesteś młoda, wrócisz. Ja nigdy nie wrócę”.

No i jestem. Place de la Concorde.

Wróciłam, Ty nie wróciłeś.

Zobaczyłam Cię w sześć miesięcy po przyjeździe do obozu. Wpadliśmy sobie w ramiona. A wtedy ten drań, oficer SS, rzucił się na mnie i uderzył na Twoich oczach. Powiedziałeś mu, „ona jest moją córką”. Odgrażał się, że i Ciebie pobije.

Miałeś cebulę w ręku. Włożyłeś ją do mojej ręki, a ja wtedy zemdlałam.

Gdy Cię zobaczyłam, zapytałeś, „Co u matki i Michela?”.

Nazywałeś mnie Twoją małą dziewczynką.

Byłam niemal szczęśliwa, że jestem razem z Tobą w obozie – tak bardzo Cię kochałam. Tato, jak bardzo bym chciała, żebyś tu teraz był!].

Paryż, rok 1960.
Dwóch francuskich reżyserów, Jean Rouch i Edgar Morin zastanawia się, jak dalece możliwa jest szczerość przed kamerą. Po chwili proszą Marceline, aby pytała przechodniów na ulicy, czy są szczęśliwi. Tak rozpoczyna się „Kronika jednego lata” (fr. „Chronique d’un été”), uznana za jeden z najważniejszych dokumentów wszechczasów.

Zaskoczeni paryżanie różnie reagują na banalne pytanie o szczęście. Jednak chyba ważniejsze od ich odpowiedzi będzie to, że to właśnie Marceline je zadaje.

Uliczna sonda nie trwa długo, rozpoczyna się po niej cykl rozmów o życiu i szczęściu z różnymi przedstawicielami francuskiego społeczeństwa. Mówią sporo o pieniądzach, biedzie, toczącej się wojnie w Algierii.

Jedna z takich rozmów, gdzieś w kawiarni na świeżym, letnim powietrzu w Paryżu schodzi na temat numeru wytatuowanego na przedramieniu Marceline. Później następuje przytoczona wyżej scena z Place de la Concorde.

„Kronika” rewolucyjnie stawia i, co istotne, próbuje odpowiedzieć na pytanie o moralne zaangażowanie, które leży u podstaw dokumentu filmowego, jak i o sam gatunek, zapoczątkowując tym samym niewielki, mający jednak ogromny wpływ na francuską nową falę – nurt kina prawdy (fr. cinéma-vérité).

Jednak ten doskonały i subtelny obraz jest też jednym z pierwszych i najważniejszych filmów o Zagładzie, choć punktem wyjścia i wspólnym elementem przeprowadzanych w nim rozmów jest, zadane najróżniejszym osobom, niełatwe pytanie o szczęście. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że to właśnie Marceline jest w „Kronice” centralną postacią.

Kilku bohaterów odpowiada, że są prawie szczęśliwi, przykładowo, że mają w końcu swoje własne mieszkanie, a brakuje im do pełnego szczęścia tylko więcej pieniędzy. Marceline, niepytana, kończy swój monolog na Place de la Concorde stwierdzeniem, że w obozie, będąc niedaleko ojca, była prawie szczęśliwa, nikt jednak nie pyta, dlaczego prawie.


 

czytaj dalej tu: I nie wróciłeś (…..) – Ivens


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Letter of Concern to Polish Government regarding Treatment of Historian Jan Gross

Letter of Concern to Polish Government regarding Treatment of Historian Jan Gross

Patrick Manning


On November 14, 2016, AHA president Pat Manning sent a letter to Polish President Andrzej Duda expressing concern over the government’s treatment and potential prosecution of Jan T. Gross, professor of history at Princeton University. The celebrated historian of the holocaust is facing a libel investigation from Polish authorities for publishing historical accounts of Poles killing Jews during World War II. The potential actions, according to Manning, represent “a serious threat to academic freedom, freedom of speech, and impartial historical scholarship” in Poland.

Download letter (PDF)


November 14, 2016

President Andrzej Duda
Chancellery of the President of the Republic of Poland
ul. Wiejska 10
00-902 Warszawa
Poland

Dear President Duda,

I am writing on behalf of the American Historical Association, respectfully to state our concern about events taking place in Poland with respect to the study of history, and in particular with relation to potential legal proceedings against our colleague Jan Tomasz Gross. We perceive a serious threat to academic freedom, freedom of speech, and impartial historical scholarship in your country. As the principal organization of historians in the United States, with almost 12,000 members, we feel obliged to caution you that these events could severely affect Poland’s standing in world opinion, and your country’s well-deserved reputation as a defender of truth and freedom.
Most generally, we are concerned with the law currently being discussed in the Polish parliament that would subject to strong penalties anyone convicted of ascribing to the Polish nation or the Polish state the responsibility for crimes against humanity that prosecutors themselves attribute to other perpetrators—in the first instance, the German Third Reich. We feel strongly that this law will allow police and judicial authorities to overrule the judgments of trained historians, and that it will threaten the ability of historians to conduct impartial research that might reveal facts that these authorities find uncomfortable. No nation’s past is free of blemishes, and Poland will do itself no favors in the eye of world opinion by passing such a restrictive and prejudicial piece of legislation.
More specifically, and more urgently, we are concerned with the actions taken against Princeton University Professor Jan Tomasz Gross, who for four decades has done exemplary work on the history of World War II and on the Shoah in Poland. There have been actions taken to strip Professor Gross of the Knight’s Cross of the Order of Merit that he was quite deservedly awarded by Poland for his historical work. Now the Katowice prosecutor’s office has overruled a prosecutor’s decision not to bring charges against Gross for statements about the killing of Jews by Poles during World War II. If charges are filed against Gross—and still more if he is convicted—Poland’s reputation will suffer greatly indeed.
We therefore ask you and your fellow leaders of the Polish state to take whatever steps you can to ensure that the law in question is not enacted, and that Professor Gross—a scholar of whom Poland can be deservedly proud—is not prosecuted for the pursuit of historical truth that has always animated his scholarship.

Sincerely Yours,

Patrick Manning
President
American Historical Association


 

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


LEONARD COHEN – The Last Interview (September 2016)

LEONARD COHEN – The Last Interview (September 2016)

  Paradise Lost Paradise Found



David Remnick from The New Yorker shared yesterday his last interview with Leonard Cohen on September 2016.

Subscribe: http://bit.ly/2fxVDNN

The New Yorker
http://www.newyorker.com

Photographs: Wizard Varnish, Miojo Indie, Alex Belcourt, Lian Lunson, Alexander W. Thomas, Simone Joyner
(For some photos I could not identify the photographer. If someone can help, I’ll appreciate. Thanks!)

Leonard Cohen, who died this week, was one of our greatest songwriters—Bob Dylan told Cohen that he considered him his nearest rival—and is a figure of almost cult-like devotion among fans. He began as a poet in the vein of Allen Ginsberg and Frank O’Hara before releasing his first album, in 1967. Suffering from terrible anxiety, not much tamed by alcohol and drugs, he conquered his fear of performing onstage after decades of Zen practice. David Remnick sat down with Cohen this summer at his home in Los Angeles to discuss his career, spiritual influences, triumphant final tours, and preparing for his end. “I am ready to die,” Cohen said. He was already suffering from a number of health problems. “At a certain point, if you still have your marbles and are not faced with serious financial challenges, you have a chance to put your house in order. It’s a cliché, but it’s underestimated as an analgesic on all levels. Putting your house in order, if you can do it, is one of the most comforting activities, and the benefits of it are incalculable.”

Remnick’s Profile of Cohen offers a look into the introspection of the musician’s final days:
“There is probably no more touring ahead. What is on Cohen’s mind now is family, friends, and the work at hand. “I’ve had a family to support, so there’s no sense of virtue attached to it,” he said. “I’ve never sold widely enough to be able to relax about money. I had two kids and their mother to support and my own life. So there was never an option of cutting out. Now it’s a habit. And there’s the element of time, which is powerful, with its incentive to finish up. Now I haven’t gotten near finishing up. I’ve finished up a few things. I don’t know how many other things I’ll be able to get to, because at this particular stage I experience deep fatigue. . . . There are times when I just have to lie down. I can’t play anymore, and my back goes fast also. Spiritual things, baruch Hashem”—thank God—“have fallen into place, for which I am deeply grateful.””

On Paradise Lost old songs will be revisited. Some of them are very old but memory must be preserved. On the other hand, new music is always present. Like everything else, music don’t stop!
 Please subscribe!


Disclaimer
*If you are the artist or label of the music and you want your track taken down, please e-mail me. Also including owners of the images and footage used.*

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Strzeż się pełzającego religijnego faszyzmu w Azji

Strzeż się pełzającego religijnego faszyzmu w Azji

Seth Frantzman


Posąg BUDDY na szczycie ruiny po ataku na świątynię buddyjską w Cox’s Bazar w Bangladeszu... (zdjęcie: REUTERS)Posąg BUDDY na szczycie ruiny po ataku na świątynię buddyjską w Cox’s Bazar w Bangladeszu… (zdjęcie: REUTERS)

Niestety, zamiast zachęcać do tolerancji, wiele rządów tworzy więcej praw o bluźnierstwie i zachęca do ataków na mniejszości. Historia się powtarza.
30 października 1910 r. rozeszła się pogłoska w mieście Sziraz, które obecnie jest w Iranie. Ekstremiści muzułmańscy doprowadzili tłumy do gniewnego szału pogłoską, że „Żydzi zbezcześcili Koran”. Lokalni śmieciarze, zawsze niesłychanie godne zaufania źródło informacji, twierdzili, że znaleźli resztki świętej księgi między odchodami ludzkimi w pobliżu dzielnicy żydowskiej. Wkrótce potem islamistyczne tłumy usłyszały, że na żydowskim cmentarzu znaleziono zwłoki młodej dziewczyny muzułmańskiej. Miejscowa policja i żołnierze poprowadzili tłumy, by spalić dzielnicę żydowską.

Dwunastu Żydów zamordowano, dziesiątki raniono i tysiące straciły dach nad głową. Była to „furia wandalizmu”, jak wspominał przedstawiciel Alliance Israelite Universelle.
Furia i niepokoje “bulgocą” w dzisiejszej Indonezji. Jak mówi Reuters, “twardogłowe grupy muzułmańskie”, wysłały tysiące na ulice Dżakarty, by żądać ścigania gubernatora miasta za „bluźnierstwo”.

Gubernator jest członkiem dwóch mniejszości w Indonezji: jest Chińczykiem i jest chrześcijaninem. Jego „bluźnierstwem” było twierdzenie, że jego muzułmański oponent używał wersetu z Koranu, by zniechęcić wyborców do głosowania na nie-muzułmanina. Przeprosił za wspomnienie tego wersetu i powiedział, że nie krytykował „wersetu koranicznego, ale tych, którzy używali go do ataku na niego”. Jak protestujesz przeciwko gubernatorowi, którego słowa cię obraziły? No cóż, idziesz do chińskiej części miasta i plądrujesz. „Sklepy i restauracje będące własnością Chińczyków miały w sobotę pozamykane okiennice w północnej Dżakarcie”, a świątynię buddyjską trzeba było pilnować.
Kiedy bowiem rozpętuje się “furia” nie chodzi o bluźnierstwo jednego człowieka; znaczy to zniszczenie miejsc modlitw jakiejś mniejszości.

Na szczęście Reuters przypomina nam, że “Indonezja ma największą na świecie populację muzułmańską, ale większość wyznaje umiarkowany rodzaj islamu i protesty na taką skalę są rzadkie”. Protesty? Tylko protesty? W końcu, z pewnością, kiedy europejscy antysemici palili dzielnice żydowskie, gazety przypominałyby nam, że „większość Europejczyków wyznaje umiarkowaną formę chrześcijaństwa”. Z pewnością także większość Niemców wyznawała w 1933 r. „umiarkowany katolicyzm i umiarkowany protestantyzm”.

Czasami jednak wymykają się niewygodne fakty. “Mimo historii dyskryminacji w Indonezji – a czasami dzikiej przemocy – przeciwko etnicznym Chińczykom, pan Basuki mówi, że nie uważa ani swojego wyznania, ani pochodzenia etnicznego za obciążenie” – napisała gazeta „New York Times” w 2014 r. „Dzika” przemoc jest wygodnym sposobem opisania zamordowania 500 tysięcy ludzi w Indonezji w 1965 r. „Gotowość do zabijania była spontaniczna” pisze Wikipedia o mordach w 1965 r. Większość ofiar była członkami grup mniejszościowych, w tym Chińczyków i nietradycyjnych muzułmanów.

SPONTANICZNA, DZIKA furia jest formą wymówki dla nietolerancyjnego zachowania ludzkiego, któremu pozwolono stać się normą.

Nie ma niczego takiego jak “spontaniczna” tłuszcza, która przypadkiem pali część miasta zamieszkałą przez mniejszość. Kiedy KKK linczował czarnych ludzi, nie była to tylko „dzika furia”, to była starannie wykalkulowana kampania terroru.

Potrzebujemy wiary, że przemoc motłochu w miejscach takich jak Indonezja, Malezja, Pakistan lub Iran jest spontaniczna, by zachować iluzję umiarkowanego społeczeństwa, której normatywna kulturą jest kultura “tolerancji” i “koegzystencji”.
W rzeczywistości jednak wszelka przemoc motłochu wynika z długotrwałego zachęcania do nienawiści i mordów jako rozwiązania dla każdego uczucia “obrazy”.

W Pakistanie, 20 września 2012 r. tłumy zebrały się w reakcji na pogłoskę, że jakiś Amerykanin nakręcił obraźliwy film pod tytułem “Niewinność muzułmanów”.

Gniew z powodu tego filmu już wcześniej doprowadził do splądrowania ambasad i konsulatów amerykańskich w Egipcie i w Libii, gdzie zostali zamordowani Amerykanie. „Atak na świętego proroka jest atakiem na podstawę wiary 1,5 miliarda muzułmanów” – powiedział ludziom premier pakistański Raja Pervez Ashraf. – „Bluźnierstwo tego typu, jakie widzimy w tym wypadku, jest mową nienawiści, równą najgorszego rodzaju antysemityzmowi lub innej bigoterii”.
A jak odpowiadasz na bigoterię? Najpierw palisz kina i mordujesz pracownika telewizji, jak to zrobiono w Peszawarze. Potem palisz kościół anglikański, jak to zrobiono w Mardan w północnozachodnim Pakistanie.

Automatyczną reakcją na każda obrazę jest zawsze morderstwo.

Porównanie z antysemityzmem jest kpiną. A gdyby Żydzi, gniewni z powodu antysemityzmu we Francji, spalili kościół anglikański w Ameryce? W powtórce pogromu w Sziraz w 1910 r. tłum Pakistańczyków spalił świątynię hinduską w Larkana w marcu 2014 r. po tym, jak jakiś człowiek twierdził, że znalazł spalony Koran w pojemniku na śmieci przed domem hinduskim. Jest to powtarzające się wydarzenie w Bangladeszu. 31 października 2016 r. ponad 15 świątyń hinduskich zdewastowano w Brahmanbarhia, bo ktoś dostrzegł “brak szacunku okazany islamowi na Facebooku”.

W 2012 r. ponad dziesięć świątyń buddyjskich spalono w okolicy Cox’s Bazaar w Bangladeszu po tym, jak jeden człowiek został oznaczony w poście na Facebooku “przedstawiającym zbezczeszczenie Koranu”. Jeden człowiek został oznaczony, więc 25 tysięcy ludzi pomaszerowało, żeby palić domy i mordować mniejszości.

Religijny faszyzm i nazizm są codziennym sposobem życia w krajach obejmujących region od Iranu do Indonezji.

Media mówią dużo o nietolerancji i ekstremizmie islamskim na Bliskim Wschodzie, ale w Azji środkowej i południowowschodniej mówią nam ciągle o harmonijnej “koegzystencji”.

Artykuł o Ghotki w Pakistanie przypomniał czytelnikom, że “przez wiele lat muzułmanie i hindusi żyli tutaj pokojowo, mieli wspólną kulturę, język i tradycję. Ale fanatyzm zapuścił korzenie”. W tej harmonijnej utopii ludzie przybyli do meczetu w Mehrab Samejo i znaleźli spalony Koran.

Rozwścieczeni, zaatakowali miejscowych hindusów jako “wrogów islamu”. Mężczyźni na motocyklach zamordowali dwóch hindusów.

To jest “pokojowe” współżycie. Dlaczego zawsze znajdują spalony Koran? Nikt się nie zastanawia. Tak jak nie zastanawiali się nad oszczerstwem o mordzie rytualnym w Europie, o tym, jak dzieci chrześcijańskie rzekomy ciągle znikały.

Bo tłuszcza nie potrzebuje odpowiedzi. Ale motłoch nie pojawia się znikąd. Ludzie są zachęcani do rozruchów i do mordowania. Uczy się ich od dzieciństwa, że kiedy jesteś obrażony, rozwiązaniem jest morderstwo. Nie można nazwać kultury „umiarkowaną” ani „modelem koegzystencji”, kiedy standardową reakcją tak wielu ludzi na każdą pogłoskę jest chęć mordowania mniejszości. Jest to część kultury masowej.

W Pakistanie chrześcijanka o nazwisku Asia Bibi została skazana na śmierć za bluźnierstwo. Jej przestępstwo? „Matka pięciorga dzieci z wiejskiego Pendżabu została skazana w 2010 r. za zniesławienie Proroka Mahometa podczas sprzeczki o miskę z wodą z grupą kobiet muzułmańskich”.

Kraj, który skazuje kobietę na śmierć za pogłoskę, jest krajem, który zachęca do mordowania. Czy nazwalibyście procesy czarownic w Salem przykładem harmonijnej, tolerancyjnej, umiarkowanej kultury? W Europie w latach między 1300 a 1799 dokonano egzekucji dziesiątków tysięcy ludzi. Różnica polega na tym, że Pakistan, Malezja, Indonezja i Bangladesz żyją dzisiaj w średniowieczu. Co roku mordują mniejszości w powolnym, pełzającym, ludobójstwie, czy jest to zabijanie szyitów i hindusów w Pakistanie, Bahajów w Iranie, czy chrześcijan w Indonezji.

W Malezji faszystowskie władze religijne uznały słowa “hot dog” za obraźliwe, ponieważ psy nie są halal. Malezja zakazała także chrześcijanom używania słowa „Allah” na określenie Boga.

Umiarkowana Malezja, gdzie w niektórych regionach supermarkety mają osobne kolejki dla kobiet.

W Indonezji jest wzrost prześladowań muzułmanów Ahmadijja, których uważa się za nieislamskich.

Ekstremizm islamski, jak nazizm, nie zatrzymuje się po zabiciu nie-muzułmanów – potem musi zabić wszystkie mniejszości, które nie są właściwego rodzaju islamem. Ten sam ekstremizm istnieje w nieislamskich postaciach, od birmańskich tłumów atakujących Rohingja, do ludzi linczujących albinosów w Tanzanii lub ataków „price tag” przeciwko Palestyńczykom.

Wszystko to jest związane z narastającym faszyzmem religijnym.

Rozruchy nie są spontaniczne. Otrzymują aprobatę od przywódców religijnych i politycznych. Nie chodzi o to, że masy są wykorzystywane, masy są nietolerancyjne i wszystko, czego potrzeba, by zaczęły mordować, to dowolny pretekst. Ich nietolerancję zapewniła historia edukacji i wpajania tej samej nietolerancji, która uczyniła, że faszyzm i nazizm wydawały się wielu Europejczykom czymś normalnym. Niestety, zamiast zachęcać do tolerancji wiele rządów tworzy więcej praw o bluźnierstwie i zachęca do ataków na mniejszości.


Seth J. Frantzman

Publicysta “Jerusalem Post”. Zajmował się badaniami nad historią ziemi świętej, historią Beduinów i arabskich chrześcijan, historią Jerozolimy, prowadził również wykłady w zakresie kultury amerykańskiej. Urodzony w Stanach Zjednoczonych w rodzinie farmerskiej, studiował w USA i we Włoszech, zajmował się handlem nieruchomościami, doktoryzował się na Hebrew University w Jerozolimie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


„NIEWYJAŚNIONE DZIEDZICTWO. ŚLADY NIEMIECKICH ŻYDÓW NA ŚLĄSKU”

„NIEWYJAŚNIONE DZIEDZICTWO. ŚLADY NIEMIECKICH ŻYDÓW NA ŚLĄSKU”

 Piotr Piluk


Wystawa „Niewyjaśnione dziedzictwo. Ślady niemieckich Żydów na Śląsku”
Wystawa fotografii dokumentalnych Piotra Piluka „Niewyjaśnione dziedzictwo. Ślady niemieckich Żydów na Śląsku” składa się ze zdjęć powstałych w latach 1989-2013.

Ukazują one fragment pejzażu kulturowego Wrocławia i Dolnego Śląska – dziedzictwo materialne niemieckich Żydów, które przetrwało do naszych czasów. Przez wiele dziesięcioleci pozostawało niezauważane, dlatego wymaga omówienia i pokazania różnych jego aspektów. Są to obiekty z XIX i początku XX wieku unaoczniające niektóre procesy zachodzące w tamtym czasie na styku kultur niemieckiej i żydowskiej, jak choćby zjawisko asymilacji. Istotną cechą fotografii jest ich dopracowana estetyka, choć przede wszystkim mają one charakter dokumentalny. Wystawie towarzyszy katalog z wybranymi fotografiami oraz tekstami omawiającymi zagadnienie. Pierwsza prezentacja wystawy odbyła się w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu (Oddziale Muzeum Narodowego), w związku z 75. rocznicą Nocy Kryształowej (2013). Następnie wystawa była eksponowana w Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie (2014) i Muzeum Narodowym w Szczecinie (2015) w ramach Dni Kultury Żydowskiej Adlojada.

Cykl fotografii przedstawiających zabytki żydowskie we Wrocławiu i innych śląskich miastach należy do większej całości – stworzonego przez Piotra Piluka zbioru zdjęć, obrazujących obiekty związane z dawnymi społecznościami żydowskimi, które jeszcze są zachowane w przestrzeniach miejskich Europy Środkowo-Wschodniej. Wspomniane zdjęcia powstawały od 1989 roku, natomiast pod tą nazwą kolekcja istnieje od 1999 roku. Wieloletnim kuratorem i współtwórcą koncepcji był dr Jarosław Lubiak z Muzeum Sztuki w Łodzi. Dotychczas ukazało się także kilkanaście artykułów na temat projektu „Ślady obecności”, a wybrane fotografie są regularnie publikowane w rozmaitych wydawnictwach. Ma on charakter nieformalnej fundacji rodzinnej. Niedawno Muzeum Narodowe w Szczecinie utworzyło podstronę Dni Kultury Żydowskiej Adlojada, na której można także w galerii oglądać wybrane fotografie z wystawy Piotra Piluka „Niewyjaśnione dziedzictwo. Ślady niemieckich Żydów na Śląsku”:
adlojada.muzeum.szczecin.pl

Autor jest fotografem, publicystą i dokumentalistą oraz jidyszystą realizującym od wielu lat własny projekt „Ślady obecności”, przedstawiający relikty żydowskie w miastach Europy Środkowej i Wschodniej. Swoje fotografie w różnych formach prezentował i publikował w Polsce, Niemczech, Anglii, Bułgarii, Szwecji, USA i na Ukrainie. W latach 2007-2016 Piotr Piluk był redaktorem działu polskiego „Słowa Żydowskiego”. Jest członkiem TSKŻ. Regularnie współpracuje z Centrum Historii Miejskiej Europy Środkowo-Wschodniej we Lwowie. Był dwukrotnym stypendystą YIVO Institute for Jewish Research w Nowym Jorku (2002, 2003) i Goethe Institut w Berlinie (2004, 2005). Obecnie pracuje w międzynarodowym biznesie.

W piątek 8 listopada 2013 r. o godz. 18.00 w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu – Oddział Muzeum Narodowego zostanie otwarta wystawa fotografii Piotra Piluka „Niewyjaśnione dziedzictwo. Ślady niemieckich Żydów na Śląsku”.

Wystawa została zorganizowana z okazji 75. rocznicy Nocy Kryształowej, a po prezentacji we wrocławskim Muzeum Etnograficznym będzie pokazywana w innych placówkach w Polsce i za granicą. Ekspozycję tworzą fotografie powstałe w latach 1989–2013, pokazujące zabytki z XIX i początku XX w., m. in. cmentarze żydowskie we Wrocławiu, Legnicy i Wałbrzychu, wrocławską Synagogę Pod Białym Bocianem oraz szpital żydowski we Wrocławiu.

Program otwarcia:

– powitanie gości przez Elżbietę Berendt (Kierownik Muzeum Etnograficznego) i Artura Hofmana (Przewodniczącego ZG TSKŻ)

– wykład Tamary Włodarczyk (Instytut Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego) „Dziedzictwo kulturowe Żydów na Dolnym Śląsku w oparciu o materiały archiwalne”

– prezentacja multimedialna Piotra Piluka (TSKŻ Warszawa) „Relikty kultury Żydów niemieckich na Śląsku z perspektywy współczesnej fotografii”

– otwarcie wystawy „Niewyjaśnione dziedzictwo. Ślady niemieckich Żydów na Śląsku”, prezentacja katalogu oraz najnowszego wydania „Słowa Żydowskiego” o Nocy Kryształowej

Piotr Piluk – autor zdjęć, od wielu lat realizuje własny projekt „Ślady Obecności”, przedstawiając relikty kultury żydowskiej w przestrzeniach miejskich Europy Środkowej i Wschodniej.

Patronat honorowy:

  • Aleksander Marek Skorupa – Wojewoda Dolnośląski
  • Rafał Jurkowlaniec – Marszałek Województwa Dolnośląskiego
  • Gottfried Zeitz – Konsul Generalny Niemiec we Wrocławiu
  • Artur Hofman – Przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce.

Wrocław (Breslau). Dawny dom handlowy Louisa Lewy’ego Juniora z początku XX wieku, usytuowany przy Rynku, zwieńczony charakterystyczną statuetką Hermesa (Merkurego) – antycznego bożka podróżnych i kupców. Fot. Piotr Piluk (2008)

Wrocław (Breslau). Mauzoleum przemysłowca Maksa Kaufmanna (1796-1871) na cmentarzu żydowskim przy ulicy Ślężnej. Fot. Piotr Piluk (2002)

Wrocław (Breslau). Dawny dom handlowy Petersdorf z 1928 roku przy ulicy Szewskiej, zaprojektowany przez Ericha Mendelssohna – niemieckiego architekta doby modernizmu, z pochodzenia Żyda. Fot. Piotr Piluk (2002)

Wrocław (Breslau). Synagoga pod Białym Bocianem z 1829 roku podczas prac remontowych. Zaprojektowana przez Carla Ferdinanda Langhansa, służyła społeczności żydowskiej do 1970 roku. Ponownie otwarta po remoncie w 2010 roku. Fot. Piotr Piluk (2002)

Ziębice (Münsterberg). Synagoga z 1845 roku, czynna do 1968 roku. Fot. P. Piluk (1998)

 

Wrocław (Breslau). Szpital żydowski przy ulicy Wiśniowej, wzniesiony w latach 1898–1903 pod nadzorem architektów Richarda i Paula Ehrlichów. Fot. Piotr Piluk (2002)

wiecej o wystawie znajdziesz tu: „NIEWYJAŚNIONE DZIEDZICTWO. ŚLADY NIEMIECKICH ŻYDÓW NA ŚLĄSKU”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com