Archive | 2016/11/20

Palestyńczycy – poparcie czy negacja? Jest inna droga. Stawiam wam wyzwanie

Palestyńczycy – poparcie czy negacja? Jest inna droga. Stawiam wam wyzwanie

Sheri Oz
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Oto wyjątkowa propozycja – stańcie się najnowszym rdzennym ludem na świecie. Innymi słowy, Arabowie palestyńscy, możecie napisać własną przyszłość. Stawiam wam wyzwanie. Albo też możecie kontynuować pławienie się w poświęcanej wam uwadze, kiedy trwacie w swojej roli ofiary, narzuconej wam dawno temu przez innych Arabów, w oparciu o wyimaginowaną przeszłość.

Pro-Palestyńczycy chcą widzieć jedno państwo “między rzeką a morzem”; innymi słowy, chcą, by Izrael przestał istnieć. Negujący-Palestyńczyków odmawiają Arabom palestyńskim prawa do definiowania własnej tożsamości. Dla mnie jednak jest w porządku, jeśli chcecie być Palestyńczykami, ale nie takimi jak teraz. Jeśli rzeczywiście chcecie nosić imię, które symbolizuje podporządkowanie i niepowodzenie, to wasze prawo; ale czy znaczy to, że naprawdę musicie być nieudanym Narodem?

Argument Pro-Palestyński

Pro-Palestyńczycy próbują przekonać świat, że Arabowie palestyńscy są rdzennym ludem w ziemi Izraela – poczynając od tego, że są potomkami pierwotnych Kananejczyków, że są pierwotnymi Filistynami lub nawet pierwotnymi Homo sapiens, którzy zasiedlili tę ziemię całe wieki zanim Abraham po raz pierwszy wciągnął powietrze tej Ziemi do płuc. To wszystko są absurdalne twierdzenia, które nie mają żadnego sensu.
Samo sugerowanie takich możliwości przez Arabów palestyńskich jest jak strzelanie sobie w stopę. Jeśli bowiem byłaby to prawda, to znaczyłoby to, że Arabowie żyjący na terytorium rządzonym przez Autonomię Palestyńską (AP) w ogóle nie są Arabami, a więc zanegowałoby to wszelkie ich roszczenia do bycia częścią świata arabskiego czyli „umma”. A nie sądzę, że naprawdę zamierzają oderwać się od ich pełnych chwały korzeni arabskich, ani odciąć od członkostwa w jednej z najbardziej wpływowych obecnie grup etnicznych na świecie, nawet jeśli ten wpływ jest dzisiaj na ogół destrukcyjny.

Argument negacji-Palestyńczyków

Negujący istnienie Palestyńczyków używają argumentu, że suwerenne państwo palestyńskie nie istniało nigdy w historii i dlatego nie ma prawa istnieć w przyszłości. Mówią o tym, że Palestyna była prowincją żydowską pod okupacją rzymską w czasach Imperium Rzymskiego, a później mandatem nadzorowanym przez Wielką Brytanię po I wojnie światowej. Anty-Palestyńczycy powtarzają ciągle, że nigdy nie było palestyńskich monet, flagi, gazet itp. poza tym, które tak zostały nazwane za Mandatu Brytyjskiego i ozdobione symbolami judaizmu z napisami po hebrajsku, arabsku i angielsku. To wszystko są rzeczywiste fakty, które pokazują, że początkowo nazwa Palestyna odnosiła się do regionu kojarzonego z Żydami.

Ta prawda historyczna ma jednak niewielki związek z współczesną sytuacją, poza stanowieniem tła, bo o przyszłości nie decyduje przeszłość, ale decyzje podejmowane teraz w oparciu albo o zrozumienie przeszłości, albo – diabolicznie – przez pisanie jej na nowo lub po prostu ignorowanie jej.

Stawiam wyzwanie Arabom palestyńskim, by napisali własną przyszłość

Arabowie, którzy żyją pod rządami AP mają dzisiaj wyjątkową okazję. Nie wiem, czy są wystarczająco odważni, by to wykorzystać, ale mają możliwość zamiany siebie w najnowszą (quasi-)rdzenną populację na Ziemi.

Rdzenna populacja to taka populacja, której kultura, duchowość, język i tradycje rozwijają się w określonej przestrzeni geograficznej, która ma dla niej święte znaczenie. Wyklucza to Arabów, którzy skolonizowali terytorium Mandatu Palestyńskiego, tak samo jak wyklucza Rzymian sprzed najazdu arabskiego i Osmanów, którzy przyszli po Arabach. Gdyby rzymski gołąb powrócił do gołębnika i twierdził, że Palestyna jest jego, można tylko mieć nadzieję, że zostałby wyśmiany. Arabowie jednak, podobnie jak Żydzi, byli przez bardzo długi czas obecni na tej ziemi (oczywiście, Arabowie byli tam znacznie krócej niż rdzenni Żydzi), co doprowadziło do obecnej dezorientacji tych, którzy nie znają historii tego regionu, lub rozmyślnie ignorują tę historię.

Stronice historii pełne są opowieści o powstaniu i upadku ludów rdzennych na całym globie. Jedne ludy wymarły całkowicie, inne, takie jak Sami w północnej Skandynawii, są zagrożone wymarciem. Wiele rdzennych ludów dzisiaj walczy o uznanie ich praw do samostanowienia w ich starożytnej ojczyźnie, z Izraelem jako wzorem tego, jak starożytny, rdzenny naród może odzyskać swoje ziemie. Przy tak zagmatwanej historii ludów rdzennych nie ma żadnego powodu, dla którego w czasach nowożytnych nie miałby powstać nowy lud rdzenny lub quasi-rdzenny.

Jak więc Arabowi palestyńscy, z których część jest stosunkowo niedawnymi migrantami, a inni potomkami kolonialnych najeźdźców, mogą zamienić się w populację rdzenną? Jedynym sposobem jest wykorzystanie tego, co spowodowało dla nich, że przegrana wojna stała się Nakbą: fakt, że inni Arabowie odrzucili ich, dając im rolą użytecznych idiotów.

Przywódcy arabscy w swoich wojnach przeciwko Izraelowi użyli ludzi uznanych przez UNRWA za uchodźców palestyńskich jako pionki. Odmówili im prawa osiedlenia się w ziemiach arabskich, woląc, by gnili w obozach dla uchodźców w Jordanii, Syrii, Libanie – a także w Gazie i Judei i Samarii (J&S znanych także jako Zachodni Brzeg) nawet po przejęciu administracji na terenach spornych przez AP. W ten sposób kraje arabskie użyły i nadal używają część ludności swojej Umma jako ludzkiej broni przeciwko znienawidzonym Żydom. (Ich własne kierownictwo AP używa ich jako krów dojnych, kierując fundusze pomocy międzynarodowej na swoje osobiste konta.) Tym samym Arabowie spoza regionu zamienili Arabów z byłego Brytyjskiego Mandatu Palestyny w odrębną populację i narodziła się nowa tożsamość Araba palestyńskiego.

Gdyby jednak Arabowie palestyńscy dobrze rozegrali swoje karty, to złe traktowanie może otworzyć im drogę do życia w szacunku dla samego siebie i w godności… a może też w suwerenności. Jest także możliwe, że Arabowie palestyńscy do teraz stali się dwoma ludami – jednym w Gazie i drugim w J&S.

Choć Arabowie palestyńscy mają wspólną z arabską Umma religię i język (odsetek chrześcijan jest maleńki dzisiaj – jest to inna kwestia, ale wykraczająca poza ten artykuł), nie znaczy to, że nie mogą scementować swojej tożsamości jako czegoś odrębnego od reszty Arabów. Muszą zdecydować o naturze swojego przywiązania do ziemi: czy polega ono na dalszym widzeniu tej ziemi jak strefy wojny do wchłaniania krwi zabitych Żydów, czy też potrafią rozwinąć unikatowy związek z ziemią, który nie ma nic wspólnego z kimkolwiek innym poza nimi?

Znaczy to uważanie siebie za ludzi odrębnych od większego świata arabskiego, nie zaś jako brygadę męczenników walczących o ogólny honor Arabów, którzy zostaną wchłonięci przez inne kraje arabskie, kiedy ich zadanie zostanie wykonane. Ustawiłoby to scenę do rozwoju szczególnej kultury stworzonej przez nich samych – włącznie ze stosunkiem do swojej religii i miejsc religijnych, które mają wspólne z Żydami i chrześcijanami.

Prawdopodobnie ustawiłoby to także scenę do wojny “domowej” między nimi a innymi Arabami, którzy nie przyjęliby spokojnie takiego posunięcia. Nowi Palestyńczycy odkryliby, że Izrael byłby po ich stronie w walce, a jesteśmy potężną siłą, którą warto mieć po swojej stronie. To jest rodzaj pro-palestyńskości jakiej świat nie widział i przyniósłby on wstyd wszystkim obecnym tak zwanym pro-Palestyńczykom.

Wszystko zależy od wartości kultury, jaką pragną rozwinąć. Czy Arabowie palestyńscy chcą być zdrowym społeczeństwem z rosnącą gospodarką, które daje wkład w rozwój ludzkości, czy też wolą zostać przykuci do kultury, która pożera własne dzieci, wysyłając je na ataki nożownicze, taranowanie samochodami lub zamachy samobójcze przeciwko Żydom dla fantazji o nagrodzie w postaci 72 dziewic w raju?

Tylko oni sami mogą dokonać tego wyboru. Muszą tylko zdecydować się na samodzielne napisanie na nowo swojej przyszłości.

Czy wierzę, że mogą to zrobić, lub czy w ogóle tego chcą? Nie jest to zbyt prawdopodobne. A nawet jeśli odpowiedź brzmi „tak”, ile czasu będę potrzebowała, by zacząć im ufać? Bardzo dużo czasu. Ale nie mówię nigdy. Wyzwanie stoi.


Sheri Oz

Urodzona w Kanadzie w 1951 roku, w wieku 26 lat wyemigrowała do Izraela, gdzie studiowała rolnictwo, po studiach wróciła do Kanady, studiowała psychologię. W 1986 wróciła do Izraela zajmując się psychoterapia rodzin. Autorka książki Overcoming Childhood Sexual Trauma: A Guide to Breaking Through the Wall of Fear for Practitioners and Survivors

Sheri Oz prowadzi blog Israel Diaries.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


I Was A Refugee From The Soviet Bloc – This Is My Story

I Was A Refugee From The Soviet Bloc – This Is My Story

Artur Wilczynski


For many Canadians and Norwegians, stories of refugees can be distant and abstract. We watch news or follow social media about them from the safety of our comfortable lives. We see rivers of humanity trying to safely navigate and survive violent conflicts near and far. Images of desperate men, women and children tug at our collective conscience. Some of us are compelled to action — to sponsor families, donate to humanitarian organizations or lobby government. Others have questions.

What does the arrival of thousands of refugees mean to me and my family? Will we be safe? Will they integrate into Norwegian or Canadian society? How much will all of this cost?

Canada and Canadians have answered these questions about refugees before. We have the experience of rescuing waves of refugees. We have the will and we have the compassion. I know. My family and I have been there. I am one of them. This is my refugee story.

Double Displacement

My family has been forced from their homes twice since World War Two. As Polish Jews, they survived the Holocaust by fleeing across the border from Nazi to Soviet occupied Poland in the early days of the war. My father — just a toddler in 1939 — was taken east into the Soviet Union by my grandmother. They survived the war by living as displaced persons in Nizhny Tagil.

2015-11-28-1448733463-7868300-IMG_1041.jpgPhoto of my grandfather (right) in military uniform during WWII

[ It is remarkable how being saved from death and danger can elicit the strongest dedication to a country. ]

Mom was born in 1941 in the Ural Mountains on the periphery of the Soviet Union. Her mother too crossed into the Soviet Union to seek the relative safety of Russia and escaped Hitler’s genocide. Both my parents were saved by strong women while their husbands fought, and in one case — died during the War. My family only came back to Poland after it’s liberation from Nazi occupation. They made a life in Poland despite the devastation of the Holocaust. My grandparents were committed Communists dedicated to their vision of Poland. It is remarkable how being saved from death and danger can elicit the strongest dedication to a country.

The second time my family was displaced — I was forced to leave too. In 1968, after the 1967 Arab-Israeli War, the Communist regime in Poland broke its ties with Israel and acted against what remained of the Jewish Community. My parents were not able to work — they were forced to leave their country and were stripped of their citizenship. I was around two years old when we left. I have no memory of Łodz — the city I was born in — or the journey. What I have are stories from family and friends told over the years.

2015-11-28-1448733545-2631312-DSC00019.jpg

[ Our story isn’t exceptional. It’s Canadian. ]

While waiting in transit in Italy, we heard that cousins who arrived in Canada before World War Two, would sponsor us. We arrived in Canada in 1969 by ship. Like countless others, we arrived at Pier 21 in Halifax before making the journey to Montreal where my family settled. We didn’t just survive — we thrived. In kindergarten, I learned English and French. My parents worked in their chosen professions as an engineer and a medical researcher. They learned English — though they both still carry the accent of their youth. We integrated into the diversity of Montreal and Quebec. We felt at home in the city’s vibrant Jewish community. My little brother was born there and now has a family of his own in Vancouver.

A Canadian Story

Our story isn’t exceptional. It’s Canadian. We were helped by family, friends, immigrant serving organizations, schools and community. I had a great education in world class schools and have been blessed by incredible opportunities to serve my country as a public servant.

Some comments about today’s refugees are truly ironic to me. I was a refugee from the Soviet Bloc — at the time Canada’s existential enemy. I am an openly gay man — married to my partner of 28 years. Yet still, over time, I worked on national security issues at Public Safety Canada, became Director General of Security and Intelligence at Global Affairs Canada, and am now Ambassador of Canada to Norway. If people judged me based on where I came from, how I arrived in Canada or my personal identity, I would never have had the opportunities that brought me here. Instead Canadians based their judgments on what I did — my qualities and capabilities. I know Canadians will do the same for those who — over the coming weeks — will arrive on our shores; traumatized by what they endured and scared of what is still to come.

As these desperate people arrive, we should not begin with the assumption that that they are here to do us harm. While we should and will do what is needed to keep our country safe and secure, we must treat this latest wave of arrivals with dignity and compassion.

Open yourselves to them and their families. Welcome them. You’ve done it before. You’ve done it for me. For this is my Canada — and for what you have done for me and my family — Canada will have my everlasting love and commitment. Thank you Canada.

2015-11-28-1448733883-6892405-12273780_10154509008634460_1466740139246070014_o.jpgPhoto of street art — Refugees Welcome — taken in Oslo, Norway November 28, 2015

see more: Canada’s Response To Syria Refugee Crisis Since 2011


Artur Wilczynski HeadshotArtur Wilczynski

Canada’s Ambassador to Norway. Former Director General of Security & Intelligence at Global Affairs Canada. Writing about


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


WRĘCZENIE NAGRODY PEN CLUBU DLA ZESPOŁU EDYTORSKIEGO ARCHIWUM RINGELBLUMA

WRĘCZENIE NAGRODY PEN CLUBU DLA ZESPOŁU EDYTORSKIEGO ARCHIWUM RINGELBLUMA

ŻIH


W najbliższy poniedziałek 21 listopada 2016 r. Zespół Edytorski Pełnej Edycji Archiwum Ringelbluma otrzyma Nagrodę Edytorską Polskiego PEN Clubu im. Juliusza Żuławskiego.

„Ta nagroda to ogromne wyróżnienie dla wszystkich, którzy uczestniczyli w tym projekcie od jego rozpoczęcia w 1997 roku. Jest to również bardzo istotny krok na drodze do szerzenia wiedzy o Archiwum i jego twórcach, co jest przecież celem naszego działania” ­– mówi dr Katarzyna Person, koordynatorka projektu.

Łącznie planowane jest wydanie 35 tomów. Zespół Edytorski opublikował dotychczas 23 z nich. „Pozostałe są w druku lub w bardzo zaawansowanych pracach redakcyjnych” – podkreśla koordynatorka projektu. Prace nad pełną edycją trwały przez lata, a udział w niej wzięło wielu naukowców.

„W projekt zaangażowanych było 34 redaktorów poszczególnych tomów (z których pierwsze dwa redagowała wielka znawczyni Archiwum Ringelbluma, Ruta Sakowska) i ponad 40 tłumaczy, przede wszystkim z jidysz, ale również z hebrajskiego, niemieckiego i innych języków” – mówi dr Person.

„To oni, przywołując ponownie do istnienia zniszczone, często zatarte, prawie niewidoczne teksty: listy, dzienniki, relacje, eseje, opracowania naukowe, powieści, wiersze czy dokumenty urzędowe przywrócili pamięć o ludziach tworzących Archiwum i o tych, których opisywano na kartach dokumentów.” (dr Katarzyna Person)

„Prawie 20 lat temu, kiedy wydawano pierwszy tom serii i kiedy zbiory Archiwum nie były jeszcze dogłębnie zbadane nikt nie mógł ocenić jak wielkie będzie to przedsięwzięcie” ­– podsumowuje koordynatorka.

W imieniu Zespołu Edytorskiego nagrodę odbierze prof. Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz koordynatorzy projektu: prof. Tadeusz Epsztein oraz dr Katarzyna Person. Nagrodę wręczą: Adam Pomorski, prezes Polskiego PEN Clubu, Małgorzata Horydowiec, dyrektor banku Pekao S.A, który jest fundatorem nagrody.

Uroczystość odbędzie się w auli Domu Literatury w Warszawie przy ul. Krakowskie Przedmieście 87/89 o godzinie 18:00.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com