Archive | 2016/11/17

Strzeż się pełzającego religijnego faszyzmu w Azji

Strzeż się pełzającego religijnego faszyzmu w Azji

Seth Frantzman


Posąg BUDDY na szczycie ruiny po ataku na świątynię buddyjską w Cox’s Bazar w Bangladeszu... (zdjęcie: REUTERS)Posąg BUDDY na szczycie ruiny po ataku na świątynię buddyjską w Cox’s Bazar w Bangladeszu… (zdjęcie: REUTERS)

Niestety, zamiast zachęcać do tolerancji, wiele rządów tworzy więcej praw o bluźnierstwie i zachęca do ataków na mniejszości. Historia się powtarza.
30 października 1910 r. rozeszła się pogłoska w mieście Sziraz, które obecnie jest w Iranie. Ekstremiści muzułmańscy doprowadzili tłumy do gniewnego szału pogłoską, że „Żydzi zbezcześcili Koran”. Lokalni śmieciarze, zawsze niesłychanie godne zaufania źródło informacji, twierdzili, że znaleźli resztki świętej księgi między odchodami ludzkimi w pobliżu dzielnicy żydowskiej. Wkrótce potem islamistyczne tłumy usłyszały, że na żydowskim cmentarzu znaleziono zwłoki młodej dziewczyny muzułmańskiej. Miejscowa policja i żołnierze poprowadzili tłumy, by spalić dzielnicę żydowską.

Dwunastu Żydów zamordowano, dziesiątki raniono i tysiące straciły dach nad głową. Była to „furia wandalizmu”, jak wspominał przedstawiciel Alliance Israelite Universelle.
Furia i niepokoje “bulgocą” w dzisiejszej Indonezji. Jak mówi Reuters, “twardogłowe grupy muzułmańskie”, wysłały tysiące na ulice Dżakarty, by żądać ścigania gubernatora miasta za „bluźnierstwo”.

Gubernator jest członkiem dwóch mniejszości w Indonezji: jest Chińczykiem i jest chrześcijaninem. Jego „bluźnierstwem” było twierdzenie, że jego muzułmański oponent używał wersetu z Koranu, by zniechęcić wyborców do głosowania na nie-muzułmanina. Przeprosił za wspomnienie tego wersetu i powiedział, że nie krytykował „wersetu koranicznego, ale tych, którzy używali go do ataku na niego”. Jak protestujesz przeciwko gubernatorowi, którego słowa cię obraziły? No cóż, idziesz do chińskiej części miasta i plądrujesz. „Sklepy i restauracje będące własnością Chińczyków miały w sobotę pozamykane okiennice w północnej Dżakarcie”, a świątynię buddyjską trzeba było pilnować.
Kiedy bowiem rozpętuje się “furia” nie chodzi o bluźnierstwo jednego człowieka; znaczy to zniszczenie miejsc modlitw jakiejś mniejszości.

Na szczęście Reuters przypomina nam, że “Indonezja ma największą na świecie populację muzułmańską, ale większość wyznaje umiarkowany rodzaj islamu i protesty na taką skalę są rzadkie”. Protesty? Tylko protesty? W końcu, z pewnością, kiedy europejscy antysemici palili dzielnice żydowskie, gazety przypominałyby nam, że „większość Europejczyków wyznaje umiarkowaną formę chrześcijaństwa”. Z pewnością także większość Niemców wyznawała w 1933 r. „umiarkowany katolicyzm i umiarkowany protestantyzm”.

Czasami jednak wymykają się niewygodne fakty. “Mimo historii dyskryminacji w Indonezji – a czasami dzikiej przemocy – przeciwko etnicznym Chińczykom, pan Basuki mówi, że nie uważa ani swojego wyznania, ani pochodzenia etnicznego za obciążenie” – napisała gazeta „New York Times” w 2014 r. „Dzika” przemoc jest wygodnym sposobem opisania zamordowania 500 tysięcy ludzi w Indonezji w 1965 r. „Gotowość do zabijania była spontaniczna” pisze Wikipedia o mordach w 1965 r. Większość ofiar była członkami grup mniejszościowych, w tym Chińczyków i nietradycyjnych muzułmanów.

SPONTANICZNA, DZIKA furia jest formą wymówki dla nietolerancyjnego zachowania ludzkiego, któremu pozwolono stać się normą.

Nie ma niczego takiego jak “spontaniczna” tłuszcza, która przypadkiem pali część miasta zamieszkałą przez mniejszość. Kiedy KKK linczował czarnych ludzi, nie była to tylko „dzika furia”, to była starannie wykalkulowana kampania terroru.

Potrzebujemy wiary, że przemoc motłochu w miejscach takich jak Indonezja, Malezja, Pakistan lub Iran jest spontaniczna, by zachować iluzję umiarkowanego społeczeństwa, której normatywna kulturą jest kultura “tolerancji” i “koegzystencji”.
W rzeczywistości jednak wszelka przemoc motłochu wynika z długotrwałego zachęcania do nienawiści i mordów jako rozwiązania dla każdego uczucia “obrazy”.

W Pakistanie, 20 września 2012 r. tłumy zebrały się w reakcji na pogłoskę, że jakiś Amerykanin nakręcił obraźliwy film pod tytułem “Niewinność muzułmanów”.

Gniew z powodu tego filmu już wcześniej doprowadził do splądrowania ambasad i konsulatów amerykańskich w Egipcie i w Libii, gdzie zostali zamordowani Amerykanie. „Atak na świętego proroka jest atakiem na podstawę wiary 1,5 miliarda muzułmanów” – powiedział ludziom premier pakistański Raja Pervez Ashraf. – „Bluźnierstwo tego typu, jakie widzimy w tym wypadku, jest mową nienawiści, równą najgorszego rodzaju antysemityzmowi lub innej bigoterii”.
A jak odpowiadasz na bigoterię? Najpierw palisz kina i mordujesz pracownika telewizji, jak to zrobiono w Peszawarze. Potem palisz kościół anglikański, jak to zrobiono w Mardan w północnozachodnim Pakistanie.

Automatyczną reakcją na każda obrazę jest zawsze morderstwo.

Porównanie z antysemityzmem jest kpiną. A gdyby Żydzi, gniewni z powodu antysemityzmu we Francji, spalili kościół anglikański w Ameryce? W powtórce pogromu w Sziraz w 1910 r. tłum Pakistańczyków spalił świątynię hinduską w Larkana w marcu 2014 r. po tym, jak jakiś człowiek twierdził, że znalazł spalony Koran w pojemniku na śmieci przed domem hinduskim. Jest to powtarzające się wydarzenie w Bangladeszu. 31 października 2016 r. ponad 15 świątyń hinduskich zdewastowano w Brahmanbarhia, bo ktoś dostrzegł “brak szacunku okazany islamowi na Facebooku”.

W 2012 r. ponad dziesięć świątyń buddyjskich spalono w okolicy Cox’s Bazaar w Bangladeszu po tym, jak jeden człowiek został oznaczony w poście na Facebooku “przedstawiającym zbezczeszczenie Koranu”. Jeden człowiek został oznaczony, więc 25 tysięcy ludzi pomaszerowało, żeby palić domy i mordować mniejszości.

Religijny faszyzm i nazizm są codziennym sposobem życia w krajach obejmujących region od Iranu do Indonezji.

Media mówią dużo o nietolerancji i ekstremizmie islamskim na Bliskim Wschodzie, ale w Azji środkowej i południowowschodniej mówią nam ciągle o harmonijnej “koegzystencji”.

Artykuł o Ghotki w Pakistanie przypomniał czytelnikom, że “przez wiele lat muzułmanie i hindusi żyli tutaj pokojowo, mieli wspólną kulturę, język i tradycję. Ale fanatyzm zapuścił korzenie”. W tej harmonijnej utopii ludzie przybyli do meczetu w Mehrab Samejo i znaleźli spalony Koran.

Rozwścieczeni, zaatakowali miejscowych hindusów jako “wrogów islamu”. Mężczyźni na motocyklach zamordowali dwóch hindusów.

To jest “pokojowe” współżycie. Dlaczego zawsze znajdują spalony Koran? Nikt się nie zastanawia. Tak jak nie zastanawiali się nad oszczerstwem o mordzie rytualnym w Europie, o tym, jak dzieci chrześcijańskie rzekomy ciągle znikały.

Bo tłuszcza nie potrzebuje odpowiedzi. Ale motłoch nie pojawia się znikąd. Ludzie są zachęcani do rozruchów i do mordowania. Uczy się ich od dzieciństwa, że kiedy jesteś obrażony, rozwiązaniem jest morderstwo. Nie można nazwać kultury „umiarkowaną” ani „modelem koegzystencji”, kiedy standardową reakcją tak wielu ludzi na każdą pogłoskę jest chęć mordowania mniejszości. Jest to część kultury masowej.

W Pakistanie chrześcijanka o nazwisku Asia Bibi została skazana na śmierć za bluźnierstwo. Jej przestępstwo? „Matka pięciorga dzieci z wiejskiego Pendżabu została skazana w 2010 r. za zniesławienie Proroka Mahometa podczas sprzeczki o miskę z wodą z grupą kobiet muzułmańskich”.

Kraj, który skazuje kobietę na śmierć za pogłoskę, jest krajem, który zachęca do mordowania. Czy nazwalibyście procesy czarownic w Salem przykładem harmonijnej, tolerancyjnej, umiarkowanej kultury? W Europie w latach między 1300 a 1799 dokonano egzekucji dziesiątków tysięcy ludzi. Różnica polega na tym, że Pakistan, Malezja, Indonezja i Bangladesz żyją dzisiaj w średniowieczu. Co roku mordują mniejszości w powolnym, pełzającym, ludobójstwie, czy jest to zabijanie szyitów i hindusów w Pakistanie, Bahajów w Iranie, czy chrześcijan w Indonezji.

W Malezji faszystowskie władze religijne uznały słowa “hot dog” za obraźliwe, ponieważ psy nie są halal. Malezja zakazała także chrześcijanom używania słowa „Allah” na określenie Boga.

Umiarkowana Malezja, gdzie w niektórych regionach supermarkety mają osobne kolejki dla kobiet.

W Indonezji jest wzrost prześladowań muzułmanów Ahmadijja, których uważa się za nieislamskich.

Ekstremizm islamski, jak nazizm, nie zatrzymuje się po zabiciu nie-muzułmanów – potem musi zabić wszystkie mniejszości, które nie są właściwego rodzaju islamem. Ten sam ekstremizm istnieje w nieislamskich postaciach, od birmańskich tłumów atakujących Rohingja, do ludzi linczujących albinosów w Tanzanii lub ataków „price tag” przeciwko Palestyńczykom.

Wszystko to jest związane z narastającym faszyzmem religijnym.

Rozruchy nie są spontaniczne. Otrzymują aprobatę od przywódców religijnych i politycznych. Nie chodzi o to, że masy są wykorzystywane, masy są nietolerancyjne i wszystko, czego potrzeba, by zaczęły mordować, to dowolny pretekst. Ich nietolerancję zapewniła historia edukacji i wpajania tej samej nietolerancji, która uczyniła, że faszyzm i nazizm wydawały się wielu Europejczykom czymś normalnym. Niestety, zamiast zachęcać do tolerancji wiele rządów tworzy więcej praw o bluźnierstwie i zachęca do ataków na mniejszości.


Seth J. Frantzman

Publicysta “Jerusalem Post”. Zajmował się badaniami nad historią ziemi świętej, historią Beduinów i arabskich chrześcijan, historią Jerozolimy, prowadził również wykłady w zakresie kultury amerykańskiej. Urodzony w Stanach Zjednoczonych w rodzinie farmerskiej, studiował w USA i we Włoszech, zajmował się handlem nieruchomościami, doktoryzował się na Hebrew University w Jerozolimie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


„NIEWYJAŚNIONE DZIEDZICTWO. ŚLADY NIEMIECKICH ŻYDÓW NA ŚLĄSKU”

„NIEWYJAŚNIONE DZIEDZICTWO. ŚLADY NIEMIECKICH ŻYDÓW NA ŚLĄSKU”

 Piotr Piluk


Wystawa „Niewyjaśnione dziedzictwo. Ślady niemieckich Żydów na Śląsku”
Wystawa fotografii dokumentalnych Piotra Piluka „Niewyjaśnione dziedzictwo. Ślady niemieckich Żydów na Śląsku” składa się ze zdjęć powstałych w latach 1989-2013.

Ukazują one fragment pejzażu kulturowego Wrocławia i Dolnego Śląska – dziedzictwo materialne niemieckich Żydów, które przetrwało do naszych czasów. Przez wiele dziesięcioleci pozostawało niezauważane, dlatego wymaga omówienia i pokazania różnych jego aspektów. Są to obiekty z XIX i początku XX wieku unaoczniające niektóre procesy zachodzące w tamtym czasie na styku kultur niemieckiej i żydowskiej, jak choćby zjawisko asymilacji. Istotną cechą fotografii jest ich dopracowana estetyka, choć przede wszystkim mają one charakter dokumentalny. Wystawie towarzyszy katalog z wybranymi fotografiami oraz tekstami omawiającymi zagadnienie. Pierwsza prezentacja wystawy odbyła się w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu (Oddziale Muzeum Narodowego), w związku z 75. rocznicą Nocy Kryształowej (2013). Następnie wystawa była eksponowana w Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie (2014) i Muzeum Narodowym w Szczecinie (2015) w ramach Dni Kultury Żydowskiej Adlojada.

Cykl fotografii przedstawiających zabytki żydowskie we Wrocławiu i innych śląskich miastach należy do większej całości – stworzonego przez Piotra Piluka zbioru zdjęć, obrazujących obiekty związane z dawnymi społecznościami żydowskimi, które jeszcze są zachowane w przestrzeniach miejskich Europy Środkowo-Wschodniej. Wspomniane zdjęcia powstawały od 1989 roku, natomiast pod tą nazwą kolekcja istnieje od 1999 roku. Wieloletnim kuratorem i współtwórcą koncepcji był dr Jarosław Lubiak z Muzeum Sztuki w Łodzi. Dotychczas ukazało się także kilkanaście artykułów na temat projektu „Ślady obecności”, a wybrane fotografie są regularnie publikowane w rozmaitych wydawnictwach. Ma on charakter nieformalnej fundacji rodzinnej. Niedawno Muzeum Narodowe w Szczecinie utworzyło podstronę Dni Kultury Żydowskiej Adlojada, na której można także w galerii oglądać wybrane fotografie z wystawy Piotra Piluka „Niewyjaśnione dziedzictwo. Ślady niemieckich Żydów na Śląsku”:
adlojada.muzeum.szczecin.pl

Autor jest fotografem, publicystą i dokumentalistą oraz jidyszystą realizującym od wielu lat własny projekt „Ślady obecności”, przedstawiający relikty żydowskie w miastach Europy Środkowej i Wschodniej. Swoje fotografie w różnych formach prezentował i publikował w Polsce, Niemczech, Anglii, Bułgarii, Szwecji, USA i na Ukrainie. W latach 2007-2016 Piotr Piluk był redaktorem działu polskiego „Słowa Żydowskiego”. Jest członkiem TSKŻ. Regularnie współpracuje z Centrum Historii Miejskiej Europy Środkowo-Wschodniej we Lwowie. Był dwukrotnym stypendystą YIVO Institute for Jewish Research w Nowym Jorku (2002, 2003) i Goethe Institut w Berlinie (2004, 2005). Obecnie pracuje w międzynarodowym biznesie.

W piątek 8 listopada 2013 r. o godz. 18.00 w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu – Oddział Muzeum Narodowego zostanie otwarta wystawa fotografii Piotra Piluka „Niewyjaśnione dziedzictwo. Ślady niemieckich Żydów na Śląsku”.

Wystawa została zorganizowana z okazji 75. rocznicy Nocy Kryształowej, a po prezentacji we wrocławskim Muzeum Etnograficznym będzie pokazywana w innych placówkach w Polsce i za granicą. Ekspozycję tworzą fotografie powstałe w latach 1989–2013, pokazujące zabytki z XIX i początku XX w., m. in. cmentarze żydowskie we Wrocławiu, Legnicy i Wałbrzychu, wrocławską Synagogę Pod Białym Bocianem oraz szpital żydowski we Wrocławiu.

Program otwarcia:

– powitanie gości przez Elżbietę Berendt (Kierownik Muzeum Etnograficznego) i Artura Hofmana (Przewodniczącego ZG TSKŻ)

– wykład Tamary Włodarczyk (Instytut Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego) „Dziedzictwo kulturowe Żydów na Dolnym Śląsku w oparciu o materiały archiwalne”

– prezentacja multimedialna Piotra Piluka (TSKŻ Warszawa) „Relikty kultury Żydów niemieckich na Śląsku z perspektywy współczesnej fotografii”

– otwarcie wystawy „Niewyjaśnione dziedzictwo. Ślady niemieckich Żydów na Śląsku”, prezentacja katalogu oraz najnowszego wydania „Słowa Żydowskiego” o Nocy Kryształowej

Piotr Piluk – autor zdjęć, od wielu lat realizuje własny projekt „Ślady Obecności”, przedstawiając relikty kultury żydowskiej w przestrzeniach miejskich Europy Środkowej i Wschodniej.

Patronat honorowy:

  • Aleksander Marek Skorupa – Wojewoda Dolnośląski
  • Rafał Jurkowlaniec – Marszałek Województwa Dolnośląskiego
  • Gottfried Zeitz – Konsul Generalny Niemiec we Wrocławiu
  • Artur Hofman – Przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce.

Wrocław (Breslau). Dawny dom handlowy Louisa Lewy’ego Juniora z początku XX wieku, usytuowany przy Rynku, zwieńczony charakterystyczną statuetką Hermesa (Merkurego) – antycznego bożka podróżnych i kupców. Fot. Piotr Piluk (2008)

Wrocław (Breslau). Mauzoleum przemysłowca Maksa Kaufmanna (1796-1871) na cmentarzu żydowskim przy ulicy Ślężnej. Fot. Piotr Piluk (2002)

Wrocław (Breslau). Dawny dom handlowy Petersdorf z 1928 roku przy ulicy Szewskiej, zaprojektowany przez Ericha Mendelssohna – niemieckiego architekta doby modernizmu, z pochodzenia Żyda. Fot. Piotr Piluk (2002)

Wrocław (Breslau). Synagoga pod Białym Bocianem z 1829 roku podczas prac remontowych. Zaprojektowana przez Carla Ferdinanda Langhansa, służyła społeczności żydowskiej do 1970 roku. Ponownie otwarta po remoncie w 2010 roku. Fot. Piotr Piluk (2002)

Ziębice (Münsterberg). Synagoga z 1845 roku, czynna do 1968 roku. Fot. P. Piluk (1998)

 

Wrocław (Breslau). Szpital żydowski przy ulicy Wiśniowej, wzniesiony w latach 1898–1903 pod nadzorem architektów Richarda i Paula Ehrlichów. Fot. Piotr Piluk (2002)

wiecej o wystawie znajdziesz tu: „NIEWYJAŚNIONE DZIEDZICTWO. ŚLADY NIEMIECKICH ŻYDÓW NA ŚLĄSKU”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


The Arabs of Palestine

The Arabs of Palestine

MARTHA GELLHORN OCTOBER 1961 ISSUE


MARTHA GELLHORN, novelist, journalist, and former war correspondent, has recently returned from a journey to the Middle East, where she went to see the “Palestinian Refugee Problem” in terms of real life, real people. Here she reports how the Arab refugees and the Arab Israelis live, and what they say about themselves, their past and their future.


ACCORDING to Arab politicians and apologists, this is what happened, this is the authentic view, these are the facts. Doubt is treasonous. There can be only one truth, according to Arab politicians and apologists, and it belongs to them:

In 1948, war took place between five Arab nations of the Middle East and the Jews in Palestine. This war was caused by the United Nations, whose General Assembly resolved to partition Palestine into two states, one for the Palestinian Arabs, the other for the Jews. The Arab nations and the Palestinian Arabs would not accept this monstrous decision. They were obliged to protect themselves against it, with force. The United Nations operated as the tool of the Western Imperialists, notably Great Britain and the United States. The United Nations wanted the Jews to proclaim the upstart state of Israel. Because of the Western Imperialists, who favored Israel, the Arabs lost the war. By massacre, threatening broadcasts, pointed bayonets, and the murderous siege of cities, the Jews drove hundreds of thousands of Arabs out of their homeland. For thirteen years, these Arab refugees have languished in misery around the borders of Israel. The United Nations (Western branch) bears the blame for these events and must repair the damage. The condition of the refugees is a sore on the conscience of honorable men. The Israeli government refuses to welcome back to their homeland the refugees, now swollen to more than a million in number. This refusal demonstrates the brutality and dishonesty of Israel, an abnormal nation of aliens who not only forced innocent people into exile but also stole their property. There is no solution to this injustice, the greatest the world has ever seen, except to repatriate all Palestinian refugees in Palestine. Palestine is an Arab country, now infamously called Israel. Israel has no right to exist, and the Arab nations will not sign peace treaties with it but will, by every means possible, maintain the state of war.

The details of the Arab case vary, depending on the political climate of the moment and the audience. However, the Palestinian refugees always remain the invaluable, central theme. The case is painted the color of blood in the Arab countries: Revenge and Return. For the Western public, tears replace blood; the Arab case rests on the plight of the refugees and is a call to conscience rather than to arms. But no Arab statesman has ever promised final peace with Israel if only the million Palestinian refugees may return to their former homes.

The best way to consider this case is close up, by looking at the Palestinian refugees themselves, not as a “problem,” not as statistics, but as people. The Palestinian refugees, battered by thirteen years in the arena of international politics, have lost their shape; they appear as a lump and are spoken of as one object. They are individuals, like everyone else.

Despite the unique care and concern they have received, despite the unique publicity which rages around them, the Arab refugees, alas, are not unique. Although no one knows exactly how many refugees are scattered everywhere over the globe, it is estimated that since World War II, and only since then, at least thirty-nine million non-Arab men, women, and children have become homeless refugees, through no choice of their own. Their numbers grow every year; Angolans are the latest addition to the long list. The causes for this uprooting are always different, but the result is the same: the uprooted have lost what they had and where they came from and must start life again as handicapped strangers wherever they are allowed to live.

The world could be far more generous to these unwilling wanderers, but at least the world has never thought of exploiting them. They are recognized as people, not pawns. By their own efforts, and with help from those devoted to their service, all but some six million of the thirty-nine million have made a place for themselves, found work and another chance for the future. To be a refugee is not necessarily a life sentence.

The unique misfortune of the Palestinian refugees is that they are a weapon in what seems to be a permanent war. Alarming signs, from Egypt, warn us that the Palestinian refugees may develop into more than a justification for cold war against Israel. We ignored Mein Kampf in its day, as the ravings of a lunatic, written for limited home consumption. We ought to have learned never to ignore dictators or their books. Egypt’s Liberation, by Gamal Abdel Nasser, deserves careful notice. It is short, low-keyed, and tells us once again that a nation has been ordained by fate to lead–this time, to lead the Arab nations, all Africa, all Islam. The Palestinian refugees are not mentioned, and today, in the Middle East, you get a repeated sinking sensation about the Palestinian refugees: they are only a beginning, not an end. Their function is to hang around and be constantly useful as a goad. The ultimate aim is not such humane small potatoes as repatriating refugees.

THE word “refugee” is drenched in memories which stretch back over too many years and too many landscapes: Spain, Czechoslovakia, China, Finland, England, Italy, Holland, Germany. In Madrid, between artillery bombardments, children were stuffed into trucks to be taken somewhere, out of that roulette death, while their mothers clung to the tailboards of the trucks and were dragged weeping after the bewildered, weeping children. In Germany, at war’s end, the whole country seemed alive with the roaming mad — slave laborers, concentration camp survivors who spoke the many tongues of Babel, dressed in whatever scraps they had looted, and searched for food in stalled freight cars though the very rail-yards were being bombed. From China to Finland, people like these defined the meaning of “refugee.”

No one could wish to see even a pale imitation of such anguish again. In the Middle East, there would be no high explosive, no concentration camps, but the imagined, expected scene was bad enough; lice and rickets and tuberculosis, bodies rotting in the heat, the apathy of despair. Why, in 1961, did I have such a picture of the Palestinian refugees? Obviously from what I had read, as one of the average absorbent reading public; notions float in the air exactly as dust does. Nothing that I had read or heard prepared me for what I found.

What do they look like, the undifferentiated mass known as the “Palestinian Refugee Problem”? What do they think, feel, say? What do they want? How do they live, where do they live, what do they do? Who takes care of them? What future can they hope for, in terms of reality, not in terms of slogans, which are meaningless if not actually fatal, as we know.

read more: The Arabs of Palestine


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com