Archive | September 2025

Autorytarny kwartet: Chiny, Rosja, Korea Północna i Iran — Nowy porządek świata w fazie narodzin?

Na zdjęciu: Putin, Xi i Kim biorą udział w paradzie 3 września 2025 r. (Zdjęcie: Alexander Kazakov/Pool/AFP via Getty Images)


Autorytarny kwartet: Chiny, Rosja, Korea Północna i Iran — Nowy porządek świata w fazie narodzin?

Majid Rafizadeh Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski


To nie była zwykła parada rocznicowa; był to manifest intencji – deklaracja złożona przez koalicję państw, które odrzucają porządek kierowany przez Zachód i dążą do zastąpienia go autorytarną alternatywą.

Wspólne pojawienie się tych państw stanowiło jak dotąd najbliższe realnemu uformowaniu się nowego bloku – takiego, który może mieć ambicję zbudowania całkowicie nowego ładu światowego, opartego nie na demokracji, lecz na przymusie, cenzurze i sile.

Zignorowanie tych wydarzeń jako zwykłego spektaklu byłoby nieodpowiedzialne. Trwająca inwazja Rosji na Ukrainę to bezpośrednie wyzwanie dla stabilności Europy – wyzwanie, które Iran i Korea Północna wspierają materialnie. Chiny tymczasem rozszerzają swoją obecność militarną na Morzu Południowochińskim i przyspieszają przygotowania na ewentualną przyszłą konfrontację z Tajwanem. Razem te potęgi testują granice determinacji Zachodu. Bacznie obserwują również, czy Stany Zjednoczone, Europa i ich sojusznicy zareagują z siłą – czy raczej zawahają się i cofną.

Wygląda na to, że doskonale wiedzą, co robią i dlaczego to robią: by przekształcić świat w taki, w którym to ich autorytet będzie stanowił prawo, wolność zostanie zdławiona, a słabe, niezdecydowane demokracje zostaną rozmontowane – tak jak na to “zasługują”.

Świat wkroczył w moment wyboru: czy państwa Zachodu powstrzymają ten autorytarny kwartet jednością i siłą, czy też uciekną w złudzenie, że “dyplomacja” – czyli wystarczająco długie rozmowy – powstrzyma agresywne ambicje?

Spektakl, który niedawno rozegrał się w Pekinie, nie przypominał żadnej wcześniejszej parady wojskowej. Chiny, upamiętniając 80. rocznicę zakończenia II wojny światowej, zorganizowały najbardziej widowiskowy pokaz swojej siły militarnej, prezentując pociski hipersoniczne, zaawansowane drony, jednostki cyberwojenne oraz arsenał, który nie pozostawiał wątpliwości co do ambicji Pekinu, by być postrzeganym jako globalna potęga militarna.

Tym, co tak naprawdę zdefiniowało ten moment, nie był jednak przemarsz broni przez Plac Tiananmen, lecz rzadkie zgromadzenie przywódców, którzy stanęli ramię w ramię. Xi Jinping gościł Władimira Putina i Kim Dzong Una, a obecny był także prezydent reżimu irańskiego, Masud Pezeszkian – razem tworzyli tableau, które symbolizowało coś znacznie więcej niż wojskową tradycję. To nie była tylko parada rocznicowa – to była deklaracja intencji koalicji państw odrzucających porządek kierowany przez Zachód i dążących do jego zastąpienia autorytarną alternatywą.

Symbolika nie mogła być bardziej wymowna. Trzy państwa dysponujące bronią jądrową – Chiny, Rosja i Korea Północna – stanęły razem, a dołączył do nich Iran, który od dawna dąży do uzyskania zdolności nuklearnych. Wspólnie dali światu jasny przekaz: budują sojusz wystarczająco silny, by rzucić wyzwanie Stanom Zjednoczonym, Europie i ich sojusznikom. Każde z tych państw ma swoje własne motywacje – rosyjska wojna agresywna w Ukrainie, determinacja Chin, by powstrzymać wpływy USA w Azji, dążenie Korei Północnej do legitymizacji i zasobów, oraz ideologiczna misja reżimu irańskiego, by szerzyć islamskie rządy i autorytarną kontrolę na całym świecie. Razem tworzą obraz bloku, który może dążyć do zbudowania nowego ładu światowego – nie opartego na demokracji, lecz na przymusie, cenzurze i sile.

Czas i kontekst czyniły to wydarzenie jeszcze bardziej znaczącym. Parada nastąpiła tuż po szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Tiencinie, gdzie ci sami przywódcy spotkali się, by promować swoją wizję świata. Zarówno tam, jak i w Pekinie, ich słowa i działania podkreślały spójny przekaz: międzynarodowy porządek kierowany przez Zachód ma już za sobą swoje czasy i musi ustąpić miejsca nowej erze, w której to siły autorytarne będą ustalać zasady. Xi Jinping wykorzystał swoją platformę, by ogłosić, że “wielkie odrodzenie narodu chińskiego jest niepowstrzymane” i że żaden “tyran” – ledwie zawoalowana aluzja do Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników – nie zdoła tego zatrzymać. Retoryka ta, choć przypominała dekady wcześniejszych żalów, w kontekście potężnej demonstracji militarnej brzmiała raczej jak ogłoszenie strategii.

Dla Rosji parada była potrzebnym aktem solidarności w czasie, gdy wojna w Ukrainie wciąż trwa jako wyniszczająca i kosztowna kampania. Putin dumnie stał obok Xi i Kima, jakby chciał pokazać światu, że mimo sankcji, potępienia, ponad miliona zabitych w wojnie i nadwyrężonej gospodarki, Moskwa nie jest odizolowana. Korea Północna już dostarcza Rosji amunicję i ludzi, otwarcie ignorując nałożone na nią międzynarodowe restrykcje. W zamian Moskwa udziela Pjongjangowi wsparcia dyplomatycznego i daje możliwości obejścia izolacji gospodarczej. Chiny odgrywają kluczową rolę w tym trójkącie – kupując rosyjską ropę i pomagając Moskwie uzyskać dostęp do technologii i rynków, dając tym samym Rosji i Korei Północnej przestrzeń do manewru. Obecność Iranu dodała kolejny wymiar. Choć reżim w Teheranie nie posiada jeszcze broni jądrowej, otwarcie wspiera rosyjską wojnę w Ukrainie dostarczając drony i współpracując militarnie, a jego ideologia nadal koncentruje się na eksporcie islamistycznego autorytaryzmu na Bliski Wschód i dalej. Włączenie Iranu do pekińskiego spektaklu miało pokazać, że wyłaniający się sojusz nie dotyczy jedynie militarnego wsparcia – chodzi także o wspólnotę modeli autorytarnego zarządzania przeciw demokratycznym normom.

Przez dekady reżimy autorytarne takie jak Rosja, Chiny i Korea Północna dążyły do zabezpieczenia się indywidualnie; teraz wydają się świadomie zbliżać do siebie w sposób jawny i publiczny. Ich przywódcy prezentują swoją konfederację na wielkich wydarzeniach międzynarodowych. Maszerując razem, wysyłają sygnał, że są zdolni do stworzenia trwałego sojuszu, łączącego siłę militarną, współzależność ekonomiczną i spójność ideologiczną. Prezydent USA Donald Trump skomentował paradę złośliwie w mediach społecznościowych: “Przekażcie proszę moje najserdeczniejsze pozdrowienia Władimirowi Putinowi i Kim Dzong Unowi, gdy będziecie knuć przeciwko Stanom Zjednoczonym.” Jego słowa, choć ironiczne, oddają istotę tego, co wielu w Waszyngtonie mogło do tej pory wypierać: że ci przywódcy rzeczywiście spiskują, by osłabić Zachód, podkopać jego sojusze i stopniowo zbudować alternatywny system globalnych rządów.

Kluczowe pytanie brzmi dziś: czy ten rodzący się sojusz autorytarnych państw pozostanie symboliczny, czy przekształci się w skoordynowaną strategię o trwałym globalnym wpływie? Zignorowanie tych wydarzeń jako zwykłej inscenizacji byłoby nieodpowiedzialne. Rosyjska inwazja na Ukrainę to bezpośrednie wyzwanie dla stabilności Europy – wyzwanie, które Iran i Korea Północna aktywnie wspierają. Chiny tymczasem poszerzają swoje zdolności militarne na Morzu Południowochińskim i przyspieszają przygotowania do ewentualnej konfrontacji z Tajwanem. Razem te państwa testują granice determinacji Zachodu i uważnie obserwują, czy Stany Zjednoczone, Europa i ich sojusznicy odpowiedzą siłą – czy niezdecydowaniem.

Historia daje trzeźwą lekcję: ugłaskiwanie agresji autorytarnych reżimów rzadko powstrzymuje konflikty. Ostatnia odmowa Izraela, by ulec agresji Hamasu wspieranego przez Iran, pokazuje, co mogą osiągnąć siła i determinacja. Reżim w Teheranie błędnie założył, że strach i dyplomacja sparaliżują jego przeciwnika. Zamiast tego napotkał zdecydowany opór, który pokrzyżował jego plany i doprowadził do zniszczenia “bilionowych inwestycji” w instalacje do produkcji broni jądrowej.

Na szerszej scenie międzynarodowej, jeśli Zachód wybierze słabość lub niekończące się “rozmowy przy stole”, które nie przynoszą efektów, ośmieli to tych, którzy otwarcie dążą do podważenia globalnego porządku. Jeśli jednak Zachód przyjmie strategię “pokoju przez siłę” – narzucając surowe sankcje wtórne, odstraszanie militarne i wyraźnie zdefiniowane linie obrony – szanse na powstrzymanie tej autorytarnej osi znacząco wzrosną.

Chiny, Rosja, Korea Północna i Iran nie funkcjonują już jako odległe, niepowiązane siły o przypadkowo zbieżnych interesach. One się jednoczą, celebrują swoją jedność i przygotowują do testu siły obecnego systemu międzynarodowego. Wygląda na to, że doskonale wiedzą, co robią i dlaczego to robią: chcą przekształcić świat w taki, w którym to ich władza stanowi zasady, wolność zostaje zdławiona, a słabe, wahające się demokracje – rozmontowane.

Świat wszedł w godzinę wyboru: czy państwa Zachodu powstrzymają ten autorytarny kwartet jednością i siłą, czy też uciekną w złudzenia, że “dyplomacja” – wystarczająco długie rozmowy – może powstrzymać wojownicze ambicje?

Parada w Pekinie była ostrzeżeniem: wobec zdeterminowanych sił autorytarnych jedynie determinacja może wystarczyć.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF kills head of Hezbollah’s ‘Sinai Outpost’ in Lebanon


IDF kills head of Hezbollah’s ‘Sinai Outpost’ in Lebanon

JNS Staff


The Israeli military also targeted and killed a terrorist in Hezbollah’s elite Radwan Force.

Israeli Air Force jets. Credit: Maj. Ofer via Wikimedia Commons.

The Israel Defense Forces said on Friday it carried out an airstrike in Southern Lebanon that killed Ammar Hayel Qutaybani, the commander of Hezbollah’s “Sinai Outpost.”

The military added that a separate strike in the Tebnine area of Southern Lebanon targeted and killed a terrorist in Hezbollah’s elite Radwan Force.

According to the IDF, both terrorists were involved in efforts to rebuild the Iranian-backed proxy’s terror infrastructure.

Overnight Thursday, the IDF also struck a vessel used by Hezbollah to gather intelligence on Israeli forces off the coast of Naqoura in Southern Lebanon.

“These activities constitute violations of the understandings between Israel and Lebanon,” the military said, referencing the Nov. 27, 2024, ceasefire agreement that ended more than a year of war between the IDF and Hezbollah.

“The IDF will continue to operate to remove any threat to the State of Israel,” added the statement.

Earlier on Thursday, the Israeli military launched a series of strikes against Hezbollah targets in Lebanon, after warning residents of buildings in Mays al-Jabal, Kfar Tebnit and Dibbin to evacuate for their safety.

The attacks targeted arms storage facilities used by the Radwan Force, which for years trained to seize Israeli communities under a plan known as the “Galilee Invasion.”

Also on Thursday, the IDF announced the elimination of a senior Hezbollah weapons dealer in Baalbek, northeast of Beirut, in Lebanon. Hussein Saifo Sharif directed terrorists in Syrian territory to plan attacks against Israel.

The situation in Lebanon remains volatile following the end of the truce with Beirut on Feb. 18. Hezbollah began launching missiles and drones at the Jewish state a day after the Hamas-led massacre on Oct. 7, 2023.

Although Jerusalem has withdrawn most of its ground forces since the war ended, it still controls five strategic positions in Southern Lebanon. Israeli officials have stated that the IDF will retain control of these areas until the Lebanese army demonstrates it can maintain security there.

Lebanese Foreign Minister Youssef Raggi said last week that the country’s armed forces will have fully disarmed Hezbollah in Southern Lebanon within three months.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


France Set to Recognize Palestinian State Despite Majority of Citizens Opposing the Move, New Survey Shows


France Set to Recognize Palestinian State Despite Majority of Citizens Opposing the Move, New Survey Shows

Ailin Vilches Arguello


French President Emmanuel Macron at the Elysee Palace in Paris, France, Sept. 15, 2025. Photo: REUTERS/Benoit Tessier/Pool

More than 70 percent of the French people oppose President Emmanuel Macron’s plan to recognize a Palestinian state at the United Nations General Assembly next week, according to a new study that highlights strong public opposition to the contentious diplomatic move.

A survey conducted by the French Institute of Public Opinion (IFOP) on behalf of the Representative Council of Jewish Institutions of France (CRIF), the main representative body of French Jews, found that only 29 percent of French citizens support Macron’s initiative.

On Monday, France is expected to recognize a Palestinian state at the UN General Assembly in New York, with a handful of other Western countries — including the United Kingdom, Canada, and Australia — poised to follow suit.

However, the majority of the French people oppose the immediate recognition of a Palestinian state, with 71 percent rejecting any recognition before the release of all remaining Israeli hostages still held in Gaza and the surrender of Hamas, according to the newly released survey.

The study also examined how this diplomatic initiative and the ongoing war in Gaza have fueled the ongoing surge of antisemitism and anti-Israel sentiment across France.

Nearly 70 percent of the French people view antisemitic incidents as a serious threat, not only to French Jews but to the society as a whole, the survey found.

Meanwhile, according to the data, 19 percent of French citizens consider it acceptable to target Jews due to the conflict in Gaza, with the figure rising to 31 percent among those aged 18 to 24.

France has faced sharp criticism from Israeli and US officials who oppose recognizing a Palestinian state, warning that such a move would only reward terrorism, hinder Gaza ceasefire negotiations, and embolden Hamas, the Palestinian terrorist group that has ruled the enclave for nearly two decades.

Israel is reportedly considering multiple retaliatory measures in response to Macron’s move, including accelerating West Bank annexations, closing the French consulate in Jerusalem, and seizing French-owned sites in Israel, such as the Sanctuary of the Eleona — a Christian pilgrimage destination.

For his part, Macron has pushed back against criticism of France’s decision to recognize a Palestinian state, arguing that it is a necessary step to counter Hamas.

“The objective of Hamas has never been to make two states, and especially two states as we propose … they want to destroy Israel,” Macron said in an interview with Israeli broadcaster Channel 12. “The recognition of a Palestinian state is the best way to isolate Hamas.”

The French leader has argued that this move is the only way to bring peace and stability to the region, noting that the terrorist group has never supported a two-state solution to resolve the Israeli-Palestinian conflict and would likely oppose a Palestinian state since it would have no governing role.

“Hamas is just obsessed with destroying Israel,” Macron told US television network CBS in an interview. “But I recognize the legitimacy of so many Palestinian people who want a state … and we shouldn’t push them toward Hamas.”

However, the Palestinian terrorist group has repeatedly praised such plans to recognize a Palestinian state as “the fruits of Oct. 7,” citing the Hamas-led invasion of and massacre across southern Israel on Oct. 7, 2023, and its aftermath as the reason for increasing Western support.

France’s expected move has also sparked strong reactions across the country, amid an already tense and hostile climate.

CRIF has repeatedly denounced the recognition of a Palestinian state, calling it “a moral failing, a diplomatic error, and a political danger,” and warned that it would exacerbate antisemitism amid a surge in anti-Jewish hate crimes since the Oct. 7 atrocities.

Far-right leader Marine Le Pen has also condemned the initiative, accusing Macron of supporting it “purely for electoral reasons.”

Meanwhile, France’s left-wing opposition welcomed Macron’s decision, with Olivier Faure, leader of the Socialist Party, calling on mayors to raise the Palestinian flag over town halls on Monday.

However, Interior Minister Bruno Retailleau asked prefects, the government’s local representatives, not to follow through with such gestures, citing the principle of neutrality in public services and warning that violations would be referred to administrative courts.

“There are enough divisive issues in the country without importing the conflict in the Middle East,” the French diplomat wrote in a post on X.

Several French town halls have been forced to take down Palestinian flags following court rulings.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Gorączka skarg i zażaleń


Gorączka skarg i zażaleń

Paul Finlayson


Przemysł Podtrzymywanego Cierpienia: Gdzie nadzieja umiera, a listy płac żyją dalej

Ach, dobre intencje — wieczna kryjówka łajdaków. Nakazuje się nam, z żałobną powagą, oceniać świat przez pryzmat „dobrych intencji”. Jakby dobroczynność była duchowym majonezem — rozsmarowywanym na rzeczywistości, by zamaskować smród rozkładu.

Ale ludzkim postępowaniem nie kierują „intencje”. Rządzą nim bodźce — te twarde, lśniące motywy zachowań, które nigdy nie śpią. Zerwijcie szlachetne dekoracje z dobroczynności i działań organizacji non-profit, a znajdziecie nie altruizm, lecz najpewniejszy mechanizm działania: własny interes.

Ten korowód jest dobrze znany: tęczowa miłość, ocalenie klimatu, pojednanie z ludnością rdzenną, likwidacja nienawiści. Każda z tych misji spowita jest w moralne szaty, a kolorowe broszury pełne są wzruszających przymiotników.

Ale zadajcie pytanie — to, którego nie wypada szeptać przy koktajlach — ile z tych organizacji przetrwałoby, gdyby rzeczywiście rozwiązały problemy, z którymi rzekomo walczą?

Odpowiedź jest tak oczywista: te szlachetne machiny cnoty rozpadłyby się natychmiast — niczym katedra z papier-mâché podczas ulewy — gdyby ich święte krzywdy naprawdę zostały położone do grobu.


Biznes Rasy

Nie wystarczyło, że śmierć George’a Floyda wywołała autentyczne moralne przebudzenie. Trzeba to było opakować, zmonetyzować i spieniężyć. Dziewięćdziesiąt milionów dolarów w darowiznach później, kierownictwo BLM przechadzało się po wartym sześć milionów dolarów domu w Kalifornii — reklamowanym jako „bezpieczną przystań”, a w rzeczywistości jednej z najlepszych nieruchomości w Studio City — by „strategicznie rozważać kwestie opresji” przy cateringu.

Czy pragną rasowej harmonii? Nie bądźcie śmieszni. Harmonia oznaczałaby koniec spłacania kredytu hipotecznego. Oni nie tylko opłakują swoich męczenników — oni modlą się o nowych. Daniel Penny, który obezwładnił agresywnego szaleńca w nowojorskim metrze, został ich kolejnym złowrogim jackpotem. Bodziec jest jasny: rana musi pozostać otwarta, nie wolno dopuścić do jej zabliźnienia — bo blizny nie fundują willi.

Tymczasem przemoc czarnoskórych wobec czarnoskórych — liczbowo znacznie poważniejsza — ledwo się rejestruje. Oburzenie jest wybiórcze. Prawdziwym towarem jest gotówka.

Czy Jesse Jackson lub Al Sharpton — z majątkami odpowiednio 10 i 5 milionów dolarów — pragną rasowego pokoju? Oczywiście, że nie. Rasowe napięcia to ich bankomat. Jackson zbudował imperium Rainbow/PUSH, Sharpton ma swoją posadę w MSNBC. Bez nieustannego konfliktu, byliby emerytami krążącymi na podrzędnych bankietach.

Jak celnie zauważył Douglas Murray, „przemysł krzywdy” musi nieustannie znajdować nowe krzywdy — w przeciwnym razie jego wyznawcy musieliby znaleźć uczciwą pracę.


Zmiana Klimatu: Apokalipsa jako źródło dochodów

Krucjata klimatyczna niczym się nie różni. Zmiana klimatu jest realna, poważna i wymaga przeciwdziałania. Ale umiarkowanie nie przynosi miliardów. Alarmizm — owszem.

Posiadłość Ala Gore’a w Tennessee zużywała kiedyś dwadzieścia razy więcej prądu niż przeciętny amerykański dom. Jego wymówka? Kredyty węglowe — nowoczesne odpusty dla ekologicznych hipokrytów.

Rodzinny odrzutowiec Johna Kerry’ego wyemitował 325 ton dwutlenku węgla w ciągu zaledwie 18 miesięcy, zanim go sprzedał, by uniknąć złej prasy. Ci ludzie głoszą pokutę, popijając szampana w prywatnych samolotach.

Miliardy płyną do organizacji klimatycznych, „księstw badawczych” i zielono nazwanych synekur właśnie dlatego, że narracja oparta jest na nieustannej katastrofie. Gdyby emisje się ustabilizowały albo technologia przyniosła rozwiązanie, nie byłoby powodów do radości — tylko potrzeba ukrycia tego faktu. Strach utrzymuje kurek otwarty. Spokój by go zakręcił.

Pokażcie mi choć jednego wpływowego klimatycznego alarmistę, którego ślad węglowy nie jest dziesięciokrotnie większy od przeciętnego „Kowalskiego” z przedmieść. Nie znajdziecie. Alarmizm się po prostu zbyt dobrze opłaca.


Przemysł Rdzenności

Kanada dorzuca swoją groteskową cegiełkę. Wydatki federalne na usługi dla rdzennych społeczności wzrosły do niemal 32 miliardów dolarów w latach 2024–2025 — ponad trzykrotnie więcej niż dekadę temu. A jednak ubóstwo, uzależnienia i rozpacz trwają. Dlaczego? Bo większość pieniędzy znika w „rdzennym kompleksie przemysłowym” — prawnicy, konsultanci, biurokraci, wodzowie, wszyscy na sześciocyfrowych kontraktach.

Samowystarczalność to wróg; zależność to gwarancja. Im poważniejszy kryzys, tym głośniejsze apele o kolejne miliardy. Młodzież z Pikangikum, z której 70% w trzeciej klasie podstawówki wącha klej, nie korzysta na tym strumieniu gotówki. Zamiast tego są infantylizowani, podczas gdy „obrońcy” zgarniają diety i pozują z łapaczami snów.


Izrael, Palestyna i Wampiry Konfliktu

A dalej mamy dżentelmenów finansistów Hamasu. Khaled Mashaal — miliarder. Ismail Haniyeh — 4 miliardy dolarów. Musa Abu Marzouk — 2–3 miliardy. Yahya Sinwar — kolejne 3 miliardy, choć ku zaskoczeniu nie zabrał ich ze sobą do grobu.

Ich ludzie głodują i giną; oni tuczą się na przemycie, łapówkach i odsprzedaży pomocy humanitarnej. Dla tych wampirów każdy rozejm to katastrofa, każdy pokój to utracony przychód. Pokój to ich bankructwo. Wojna to ich bilans.

Tymczasem zachodnie NGO i „obrońcy” budują swoje budżety na tej samej fali, przekształcając gniew darczyńców w wieczyste kampanie oburzenia. Gniew to zawsze potężne narzędzie zbierania funduszy. Pokój to zawsze zła wiadomość dla biznesu.


Piekielna Lista Płac

Od rezydencji BLM, przez klimatycznych jet-setterów, po brokerów rdzennych zależności i miliarderów Hamasu — zbudowaliśmy całą gospodarkę, w której problem nigdy nie może umrzeć — bo od niego zależy lista płac.

Wyrzeźbcie to w kamieniu jako nowe przykazanie: Błogosławieni wiecznie oburzeni, albowiem ich jest królestwo comiesięcznych darowizn.

Handlarze krzywdą nie leczą ran — oni posypują je solą, śmiejąc się, gdy tłum krzyczy, bo to krzyki sprzedają bilety.

To nie są rzecznicy — to podpalacze. To nie są uzdrowiciele — to grabarze, którzy wystawiają rachunek za wieczną stypę.


Bodźce i Śmierć Sprawczości

Wspólny mianownik jest zawsze ten sam: bodźce, które zatruwają sprawczość. Prawdziwe wzmocnienie oznacza mówienie ludziom, że mogą zmienić swoją przyszłość. Gospodarka krzywdy rozwija się, mówiąc im coś odwrotnego. Zależność jest pielęgnowana. Ofiarność jest nagradzana. Nadzieja jest duszona w zarodku — żeby nie zniszczyła modelu biznesowego.


Skromna Agenda Reform

Co należy zrobić?

  • Mierzmy rezultaty, nie pozory. Oceniajmy organizacje charytatywne według tego, czy problem maleje — a nie budżet rośnie.
  • Analizujmy bodźce. Jeśli instytucja zarabia na krzywdzie — odetnijmy jej finansowanie.
  • Zastosujmy logikę rynku. Sukces powinien oznaczać obcięcie środków, nie ich zwiększenie.
  • Przywróćmy sprawczość. Wzmacniajmy jednostki, a nie infantylizujmy ich.

Końcowe Oskarżenie

Spójrzcie choćby nieco uczciwszym okiem, a zrozumiecie, czemu metafora piekła pasuje tu tak dobrze. To nie są obrońcy, to podpalacze. To nie są uzdrowiciele; to grabarze, którzy wystawiają rachunek za wieczną stypę.

W tych piekłach jedno prawo rządzi wszystkim: krzywda się opłaca. Krzywda kupuje rezydencję, prywatny odrzutowiec, grant rządowy, uśmieszek konsultanta kasującego 500 dolarów za godzinę „facylitacji dialogu”. Prawdziwe rozwiązanie? To koniec interesu. Dlatego, z piekielną pomysłowością, handlarze cierpieniem dbają, by rana nigdy się nie zamknęła, ogień nigdy nie zgasł, a ofiara nigdy nie odzyskała głosu.

Nie wystarczy nazwać tego hipokryzją. Hipokryzja to hołd, jaki występek składa cnocie. To coś gorszego: to wyniesienie krzywdy do rangi trwałej gospodarki, podziemia, w którym diabły śmieją się, gdy z nieba spadają pieniądze jak grad złota.

Bądźmy przynajmniej szczerzy. To nie są kapłani sprawiedliwości. To nie są obrońcy uciśnionych. To księgowi rozpaczy, a ich księgi muszą pozostać na plusie. Gdy płoną ognie, gdy tłum szaleje, gdy dzieci płaczą — oni nie cofają się z przerażeniem. Oni ślinią się z podniecenia. Bo w ich piekielnym rozrachunku każda tragedia to kolejna wypłata.

I właśnie dlatego nadzieja nie znika — nadzieja zostaje uduszona przy narodzinach, żeby nie zepsuć interesu.


Link do oryginału: https://www.freedomtoffend.com/p/the-worst-thing-for-blm-would-be Zdjęcie: dea30ac7-f213-41f7-ab6b-803d4091226e_1024x1536
Freedom To Offend, 6 września 2025 r.


Paul Finlayson – kanadyjski nauczyciel akademicki, wykładowca marketingu na University of Guelph-Humber, od listopada 2023 roku zawieszony i w 2025 roku ostatecznie wyrzucony z pracy w związku z zarzutem uporczywego dementowania kłamstw o Izraelu. Nie jest Żydem, gdyby ktoś pytał.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UN agency’s data on ‘settler violence’ only available to its partners


UN agency’s data on ‘settler violence’ only available to its partners

Mike Wagenheim


JNS got a rare look at closely-held U.N. information, which critics say is used to claim Jewish attacks against Arabs in Judea and Samaria and Jerusalem are growing.

The Judea and Samaria security barrier as seen from Kibbutz Meirav, with Jalbun and Jenin in the background. Photo by Doron Horowitz/Flash90.

The United Nations agency responsible for reporting on Israeli “settler violence” says it only makes its data available to selected organizations, “primarily to protect people’s privacy.”

Regavim, an Israeli nonprofit that is dedicated to protecting Israel’s national lands and resources, issued a report in April titled “False Flags and Real Agendas.”

The analysis cited what it said is flawed and misleading data in the annual report on settler violence published by the U.N. Office for the Coordination of Humanitarian Affairs, or OCHA.

The U.N.  agency relies on poorly-sourced and fraudulent figures, which inflate actual incidents of violence committed by Israelis against Arabs in Judea and Samaria and eastern Jerusalem, according to the report.

The OCHA report claimed that there was a dramatic jump in settler violence during the Israel-Hamas war. Reportedly rising attacks on Arabs led, in part, to U.S. and European sanctions against Jews residing in Judea and Samaria.

The U.N. agency doesn’t share its data publicly, which made it hard for Regavim to analyze it. (OCHA requires a password to access it.)

After JNS sought comment several times from OCHA, Jens Laerke, the agency’s deputy spokesman, said “the data has a degree of personal detail that is needed for partners providing aid, but not for public consumption.”

“In other words, it is primarily to protect people’s privacy,” he said.

Laerke used the example of a burned orchard.

“Partners may use detailed data from OCHA to understand which families depended on that land, how they were affected and what support they may require,” he told JNS. “This level of detail is shared with partners providing aid.”

OCHA makes anonymized statistics available to the public “to allow for trend analysis while protecting people’s privacy,” he said.

Naomi Khan, director of Regavim’s international division, would not say how her group was able to access the OCHA database and compile a report. JNS did not see any personal information in the materials it viewed.

“If only the organizations providing ‘humanitarian aid’ can see the data, and thus critique it, due to privacy concerns, and only the U.N. decides who its ‘partners’ are, we are all outside of this closed tautological circle,” Khan told JNS.

OCHA “positioned itself as the policeman, judge, jury, court stenographer, reporter and PR agent,” she said. “There is no point at which its decisions or judgment can be called into question or even examined. The accused have no recourse.”

Only those with access to the data can see that OCHA repeatedly uses only one source for its data—the Palestinian Authority’s District Coordination and Liaison Office, according to Khan.

The U.N. Agency cites both of the recognized initials for the office—DCO and DCL—making it appear as if they are separate sources, Khan said.

“The bias is baked in, but only laid bare if the sources are revealed,” she told JNS. “The sources are revealed only to ‘partners’—the very same people, more or less, who provide the ‘data.’”

Laerke told JNS that “OCHA’s public statistics on incidents involving settlers only include incidents that result in casualties, property damage or both.”

Its closely held data tells a different story.

Regavim allowed JNS to view its breakdown of the more than 8,000 incidents of settler violence culled from OCHA’s database.

“Buried between the lines is the inescapable conclusion that the State of Israel itself, or its various arms, which continue to provide the lions’ share of most vital forms of ‘humanitarian aid’ to the Palestinian Arabs in Judea and Samaria—drinking water, electricity, food, jobs, medical care—are not ‘partners’ and therefore are not privy to the OCHA data,” she said.

“Nor are they considered reliable sources of reporting on Arab violence,” Khan told JNS. “This is what accounts for the absurd underreporting of Arab violence and the outrageous inclusion of official Israeli activity in Area C in the data.”

The breakdown shows repeated incidents of Israeli government construction and infrastructure work in Area C of Judea and Samaria, which is under full Israeli civil and security control, labeled as settler violence, trespass or property damage.

“While settler violence can in some cases occur in relation to government activities, the latter as such are not classified as settler violence,” Laerke told JNS.

That appeared to contradict the detailed Regavim breakdown that JNS viewed.

“If Israel paves a road in Area C, or puts up electrical poles, or it corrects sewage systems or brings more water delivery systems, they call that settler violence-slash-trespassing,” Khan said.

She drew JNS’ attention to several examples in the OCHA database. “It’s not, of course,” she said. “It’s nonsense.”

Khan also pointed to examples of permitted agricultural work on Israeli state land by Jewish communities, which OCHA classified as settler violence.

Laerke told JNS that OCHA’s “reporting threshold means that OCHA statistics on settler violence doesn’t include incidents where settlers merely visited a site within the occupied Palestinian territory.”

“This threshold is applied equally across all areas of the West Bank, including East Jerusalem,” he said.

That also did not appear to match the Regavim breakdown of OCHA’s database, which includes examples of visits by Jews to Jerusalem’s Temple Mount, Judaism’s holiest site, that were classified as incidents of settler violence, even when no violence was documented.

“Every ascent of the Temple Mount by a non-Muslim is recorded as an incident of settler violence, of storming Al Aqsa,” Khan told JNS.

Those visits accounted for “hundreds” of reported incidents of settler violence, Khan said.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com