Archive | September 2026

The Palestinian Authority Prioritizes Terrorists’ Salaries Over Salaries for Workers


The Palestinian Authority Prioritizes Terrorists’ Salaries Over Salaries for Workers

Itamar Marcus


Palestinian Authority President Mahmoud Abbas visiting the West Bank city of Jenin. Photo: Reuters/Mohamad Torokman

The Palestinian Authority (PA) has once again demonstrated that paying salaries to terrorists is a higher priority than paying Palestinians who work for a living.

Ahead of upcoming local elections, the PA Central Elections Commission has ruled that PA employees must resign from their jobs, and therefore relinquish their salaries, if they wish to run for office. Terrorists receiving payments from the PA, however, may keep their terror-reward payments while running for election.

PA Central Elections Commission spokesman Fareed Taamallah explained that the requirement applies only to those currently working as PA employees:

A [PA] employee who holds a position, receives his salary from the state, and is currently engaged in his work is required to resign from his position [to run in the elections] and attach proof of resignation to the candidacy application.

He clarified that this does not apply to individuals who receive allowances from the state but are not currently employed as [PA] employees, such as retirees, prisoners, the wounded [i.e., 2 categories of terrorists], or recipients of social benefits.

[Ma’an, independent Palestinian news agency, Sept. 7, 2026]

The distinction is revealing.

An ordinary PA employee must surrender his salary to become a candidate. A terrorist imprisoned for attacking Israelis, or a terrorist wounded while carrying out an attack, may continue receiving PA payments and still run for office.

Taamallah’s statement also provides yet another admission that the PA continues its notorious Pay-for-Slay program.

Despite PA leader Mahmoud Abbas’ claims of reform, Palestinian terrorists in prison are still receiving payments from the PA precisely because they are prisoners.

Once again, the PA has confirmed two facts: Pay-for-Slay continues, and the PA grants terrorists privileges that it denies to ordinary employees.

Palestinians who earn their salaries through public service must give them up to seek elected office; terrorists rewarded for murdering or attempting to murder Israelis do not.


The author is the Founder and Director of Palestinian Media Watch, where a version of this article first appeared. 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bernard-Henri Lévy opowiada historię Omara Mohammeda


Bernard-Henri Lévy opowiada historię Omara Mohammeda,

Anne Goldschmid and Bernard-Henri Lévy.


Bernard-Henri Lévy opowiada historię Omara Mohammeda, irackiego historyka, który pod pseudonimem “Mosul Eye” dokumentował z ukrycia terror ISIS w okupowanym Mosulu. Ryzykował życiem, aby ocalić nazwiska zamordowanych, świadectwa zbrodni i ślady świata, który islamiści usiłowali unicestwić. To tekst o odwadze i o pamięci jako formie oporu: zabójcy mogą odebrać człowiekowi życie, ale nie powinni dostać prawa do wymazania jego imienia. Przetłumaczyłam ten artykuł dla polskich czytelników. To właśnie takich ludzi powinni honorować i takie historie udostępniać wszyscy polscy Omarowie, zamiast gloryfikować sprawców zamachów na cywilów.

Człowiek, który patrzył w niebyt

Historie Omara Mohammeda o latach terroru ISIS w Mosulu trzeba przeczytać

Bernard-Henri Lévy

W październiku 2018 roku pisałem na tych łamach o tajemniczym irackim blogerze ukrywającym się pod pseudonimem “Mosul Eye”, czyli “Oko Mosulu”. Właśnie opublikował zdumiewające fotografie zrobione w ruinach starego miasta, niedawno wyzwolonego spod władzy ISIS, które stało się epicentrum światowego dżihadyzmu. Na zdjęciach były kamienie, a na nich hebrajskie inskrypcje. Z niebytu wyłaniały się pozostałości synagogi, o której istnieniu nikt wcześniej nie wiedział.

Napisałem wtedy, że trzeba ocalić wszystko, co właśnie wydobyło się na powierzchnię z dawnej żydowskiej obecności w starożytnej Niniwie. Zaalarmowałem organizacje zajmujące się ratowaniem zabytków zagrożonych przez wojnę. Przygotowano projekty renowacji. Niestety najpierw głupota, a później haniebne przepisy wprowadzone przez irackie władze pozostające pod wpływem Iranu skutecznie blokowały ich realizację i robią to nadal.

W 2016 roku, kiedy rozpoczęła się bitwa o wyzwolenie miasta, pojechałem tam, aby nakręcić film dokumentalny “Bitwa o Mosul”. To właśnie “Oko Mosulu” prowadziło nas w terenie. Na jego blogu znajdowaliśmy wszystko: informacje o ruchach wojsk, o pozycjach, które właśnie padały, i tych, które wciąż się broniły, o dzielnicach, do których można było się zapuścić, oraz o tych, które ISIS zaminowało. Drogi, które rano były jeszcze otwarte, chwilę później nagle odcinano. Dochodziły do tego posterunki, mosty oraz miejsca, w których zauważono snajperów albo samochody pułapki. W najstarszych częściach miasta trzeba było znać splątaną sieć ulic, przejścia między dzielnicami i ślepe zaułki. Dla zagranicznej ekipy, która przyjechała filmować bitwę, jeden niewłaściwy skręt mógł oznaczać śmierć. “Oko Mosulu” było naszym kompasem. Naszym nieznanym przyjacielem. Człowiekiem, który być może uratował nam życie.

Teraz człowiek ukrywający się za tym “Okiem” wydał w Stanach Zjednoczonych książkę. Nosi ona tytuł “Mosul Eye” i opowiada niewiarygodną historię autora tego bloga. Nazywa się Omar Mohammed. Dziś kieruje Inicjatywą Badań nad Antysemityzmem działającą w ramach Programu Badań nad Ekstremizmem na Uniwersytecie George’a Washingtona. Wcześniej był historykiem. Miał 29 lat, kiedy ISIS wkroczyło do jego miasta. Mógł uciec, ale postanowił zostać i przez wiele miesięcy prowadził podwójne życie.

Wtapiał się w tłum, zapuścił brodę, chodził do meczetów, w których głosili kazania mordercy, słuchał, zadawał pytania i sprawdzał pogłoski. Jednocześnie stworzył niezwykle pomysłowy system przekazywania informacji na zewnątrz. Internet był śledzony? Korzystał z wielu połączeń i tajnych sposobów dostępu. Facebook został zablokowany? Przenosił się na WordPressa albo Twittera. Notatki mogły go zdradzić? Rozpraszał je, ukrywał i przechowywał w wersjach odręcznych lub przepisanych na komputerze. Policja ISIS wpadła na jego trop? Zmieniał głos, przechodził z arabskiego na angielski i sprawiał wrażenie, że nadal przebywa w Mosulu, choć zdążył już wyjechać do Turcji. W ten sposób przedarł się elektronicznie przez mury miasta, a jego niewidzialne oko stało się spojrzeniem świata skierowanym na umęczony Mosul.

Powstała książka jest dokumentem wyjątkowym. Opowiada o latach terroru w Mosulu i pokazuje, jak wygląda zwykłe życie pod rządami islamskiego faszyzmu. Jest w niej wszystko. Publiczne egzekucje, na które Mohammed zmuszał się chodzić, żeby usłyszeć nazwiska skazanych i zarzucane im winy. Ścinanie głów. Kamienowanie. Ludzie zrzucani z dachów budynków. Chrześcijanie wypędzani z miasta, ich ograbione domy i zniszczone kościoły. Jazydzi obróceni w niewolników. Młode dziewczęta gwałcone tak bestialsko, że lekarze, których świadectwa zbierał Mohammed, patrzyli, jak umierają wskutek odniesionych obrażeń. Wreszcie jego własny brat Ahmed, który pozostał w zachodnim Mosulu i zginął w 2017 roku, trafiony odłamkiem pocisku moździerzowego prosto w serce.

Tę książkę trzeba przeczytać. Jest wyjątkowym świadectwem tego, czym staje się życie pod panowaniem islamizmu. Jest także opowieścią o niezwykłym człowieku i dowodem tego, do czego zdolna jest odwaga, kiedy okoliczności doprowadzają człowieka do granic wytrzymałości. Trzeba ją wreszcie przeczytać jako wspaniałą lekcję o potędze historii.

Co właściwie robi Omar Mohammed? Zapisuje nazwiska ludzi, których zabójcy chcieli zamienić w bezimienne ofiary. Zachowuje ślady rzeczy, które sprawcy usiłowali wymazać. Tym, którzy chcieliby, żeby ich ofiary umarły dwukrotnie, najpierw fizycznie, a później w ludzkiej pamięci, przeciwstawia archiwum i chroni prawdę.

Odsłania się tutaj dziwny fortel życia. Aby przetrwać, wybiera ono coś, co najmniej je przypomina: dokument, datę, nazwisko zapisane w notesie. Krótko mówiąc, martwą literę, która paradoksalnie nie pozwala, by ostatnie słowo należało do niebytu.

Bernard-Henri Lévy jest autorem książki “Israel Alone”. Artykuł przełożyła z francuskiego na angielski Emily Hamilton, z francuskiego na polski – ja.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


France’s Young Voters Rally Behind Anti-Israel Far Left as Political Extremes Rise Ahead of 2027 Presidential Race


France’s Young Voters Rally Behind Anti-Israel Far Left as Political Extremes Rise Ahead of 2027 Presidential Race

Ailin Vilches Arguello


Jean-Luc Melenchon, leader of French far-left opposition party La France Insoumise (France Unbowed – LFI), gestures as he delivers a speech during a campaign rally in Bondy near Paris, France, March 4, 2026. Photo: REUTERS/Abdul Saboor

As candidates on both the far right and far left gain ground ahead of France’s 2027 presidential election, growing support among young voters for the latter is deepening concerns over the direction of a nation increasingly divided along ideological lines.

France’s increasingly polarized political landscape is giving momentum to competing forces on both extremes, with far-right Rassemblement National (RN) leader Marine Le Pen enjoying unprecedented support as radical-left La France Insoumise (LFI) leader Jean-Luc Mélenchon continues to build a strong base — leaving many with little sense of comfort from either side of the political spectrum.

Under France’s two-round presidential system, the two candidates who receive the most votes in the first round advance to a runoff, with current polling pointing to a potential Le Pen-Mélenchon showdown as the most likely second-round scenario.

Mélenchon is one of France’s most controversial political figures, but he has also emerged as a particularly powerful force among younger voters, turning the radical left into a major destination for a generation increasingly seeking political change.

In the 2022 presidential election, Mélenchon finished third overall but drew significant support from younger voters, winning 31 percent of those aged 18 to 24 and 34 percent of voters between 25 and 34.

Some experts point to the party’s economic and social agenda as a major reason for its appeal, including promises to redistribute wealth by taxing corporations and high earners, raise wages, confront climate change, and support the Palestinian cause.

Young people in France have also embraced Mélenchon’s pledge to launch a “citizens’ revolution” designed to give the public a greater role in government, with LFI arguing that the movement gives younger generations a meaningful role as political actors rather than simply treating them as voters.

France 24 on Monday published a video report featuring interviews with young French voters expressing support for radical change.

“I think there’s something rational and humanistic in saying that it’s not right that some people have an obscene amount of money and do things that are harmful to the planet and harmful to others,” one activist said. “We could just say, ‘Actually, let’s redistribute it.’”

With substantial support among young voters, experts say Mélenchon’s ability to maintain that momentum could bolster his standing ahead of the 2027 election and put the far left within reach of the presidential runoff.

Yet Mélenchon remains a deeply controversial figure. He has pledged to withdraw France from NATO and called for “bringing Russia back into the European concert,” while his repeated antisemitic and anti-Israel rhetoric has drawn fierce criticism, with Jewish community leaders accusing him of promoting hostility toward Jews and Israelis across the country.

Earlier this year, Mélenchon was again at the center of controversy after appearing to threaten Israel with international military action.

He claimed that Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu was seeking to occupy southern Lebanon, where Israeli forces have been fighting the Iran-backed terrorist group Hezbollah, and called for an international military deployment against Israel.

He had also described the Israeli military as “genocidal forces,” adding to accusations that his increasingly hostile rhetoric is helping fuel the ongoing surge in antisemitism across France.

Mélenchon has a long history of pushing anti-Israel policies and of making antisemitic comments — such as suggesting that Jews killed Jesus, echoing a false claim that was used to justify antisemitic violence and discrimination throughout the Middle Ages in Europe.

He has previously said that “antisemitism remains residual in France,” remarks critics said downplayed a sharp surge in anti-Jewish hatred that erupted following the Hamas-led invasion of and massacre across southern Israel on Oct. 7, 2023.

The far-left presidential candidate has also appeared to openly support Hezbollah and referred to the French Jewish community as “an arrogant minority that lectures to the rest.”

However, these controversies do not appear to rank among the top concerns for many of France’s young voters, who increasingly say they want the next presidential election to bring about “real social and political change” in the country.

Recent polling has also exposed a troubling generational divide over antisemitism, with younger people in France expressing more antisemitic attitudes than older generations, including roughly 35 percent of those aged 18 to 24 who said they would justify attacks against Jews who support Israel.

On the far-right, Le Pen holds a commanding position in the race to succeed incumbent French President Emmanuel Macron, with new polling placing her well ahead of other contenders and pointing to the continued strength of the RN as the 2027 election approaches.

Conducted by French polling research firm Toluna Harris Interactive, the findings placed Le Pen in the low-to-mid 30 percent range in the first round, depending on the candidates, while head-to-head scenarios showed her holding a substantial lead over Mélenchon. 

Le Pen, a two-time presidential candidate who lost to Macron in both previous elections, entered the 2027 race after a court ruling shortened her period of ineligibility following her embezzlement conviction, allowing her to regain her eligibility to run for office.

Le Pen’s own history of antisemitic rhetoric and the RN’s controversial past have also raised concerns among France’s Jewish community.

Survey findings over the past couple years indicate that a significant proportion of both RN and LFI backers have hostility toward the Jewish community.

Ipsos, a market research and consulting firm, conducted a survey of the French public for the Representative Council of Jewish Institutions of France (CRIF), the main representative body of French Jews, in late 2024 to examine the country’s attitudes toward the Jewish community.

The survey found that, for people aged 18 to 24, only 53 percent think that the majority of Jews are well integrated into the population, compared to 84 percent of French people more broadly.

Overall, the results showed that 52 percent of those who support RN and 55 percent of those who support LFI adhere to at least six antisemitic stereotypes. And a third of LFI supporters indicated they adhere to at least nine such prejudices.

According to the survey, 20 percent of LFI supporters consider the departure of Jews from France desirable, compared to 15 percent of those who back RN.

Similarly troubling, the results showed that 25 percent of LFI supporters have “sympathy” for Hamas, and 40 percent refuse to label the Palestinian Islamist group as a terrorist organization.

With Macron’s second term coming to an end, the continued strength of both the far right and far left reflects a political center that has struggled to recover, as economic frustration, concerns over immigration, and broader dissatisfaction with the political establishment have created fertile ground for hardline movements on both sides.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘I Love Jewish Girls’: Historic Runway Show for New York Fashion Week Centers on Jewish Identity, Pride


‘I Love Jewish Girls’: Historic Runway Show for New York Fashion Week Centers on Jewish Identity, Pride

Shiryn Ghermezian


Designer Elizabeth Sutton (left), designer Shani Grosz (center), and Miss Haifa 2024 Daniela Sonnenfeld at the “I Love Jewish Girls” fashion show, part of New York Fashion Week, on Sept. 10, 2026. Photo: Scott Goldberg

A runway show that took place in New York City on Thursday night as part of New York Fashion Week was the first-of-its-kind to celebrate Jewish and Israeli designers from around the world who showcased a wide range of looks that expressed Jewish pride.

The event, titled “I Love Jewish Girls,” was the first Jewish-themed runaway show at New York Fashion Week, according to organizers, who also noted that the majority of the models were Jewish.

Artist and designer Elizabeth Sutton opened the runway show at Léman Ballroom wearing a stunning gown and matching headpiece by Israeli brand Shani, while other designers and brands featured on the runway included tailor Yosel Tiefenbrun, Aviad Arik Herman, Mikael Aghal, Yaron Minkowski, Shalosh, Miriya Love, Tomer Peretz, and Tribe True Tradition.

The 18 designers showcased at the event hailed from Israel, Brazil, Mexico, and across the US. The models included former Miss Haifa 2024 Daniela Sonnenfeld, actress Jenny Anne Hochberg, the recently titled Miss Universe Israel Danielle Yablonka, rapper Kosha Dillz, activist Zach Sage Fox, and philanthropist Ari Ackerman.

The runway show, which drew about 500 people in attendance, was divided into segments that showcased different looks, from modest attire to ready-to-wear and couture. The featured items included sweaters that said “Stop Antisemitism” and “chutzpah,” shirts with the message “I love Jewish boys,” apparel featuring Star of Davids and the Israeli flag, swimsuits with Jewish symbols, and a dress that resembled a tallit worn by Jewish men while praying. Fern Mallis, who created New York Fashion Week, was among those in attendance, as well as 10-year-old fashion designer Max Alexander.

Jewish Mexican artist Alejandro Glatt has several artworks that feature the message “I Love Jewish Girls” and formulated the concept for the runway show following an experience in late May at Miami Swim Week. “One of my friends asked me to make a bikini with my art and he was set to debut the swimwear at Miami Swim Week,” Glatt told the audience at Thursday night’s event. “Two weeks before the show, I got a call and they told me, ‘Your art is too political, we need to cancel you and we cannot have you in the show anymore.’”

Glatt was still determined to show his designs and organized his own show at Miami Swim Week, where he also showcased the work of other Jewish designers. After his success in Miami, he decided to bring the “I Love Jewish Girls” runway show to New York Fashion Week.

Thursday night’s event was organized by Glatt in collaboration with Tobi Rubinstein, a leading figure in the fashion industry. The fashion show was co-produced by EPN Fashion Week in coordination with the Israeli Consulate in New York.

“We’re not screaming in the streets with hatred and propaganda. We are walking the runway to remind the world that Judaism and fashion are intricately interwoven, from 7th Avenue in New York City to the streets of Tel Aviv,” Rubinstein told The Algemeiner. “There’s a reason why there’s a statute on 7th Avenue of an old man with a yarmulke [hunched] over a sewing machine. That wasn’t put there just recently or after Oct. 7 … And we’re living at a time when the fashion industry is also subject to a lot of antisemitism. So, what do we do? We don’t hide. We go, ‘I love Jewish girls’ bold and in your face.”

Thursday night’s event included special performances by Israeli singer and cantor Dudu Fisher and Iranian-American singer Ghazal Mizrahi, who sang in both Hebrew and Farsi. A handful of Jewish vendors were also present, and the evening ended with a shofar blowing, to welcome in the Jewish holiday of Rosh Hashanah that starts on Friday night.

“I think this is the time that we have to show off and stand up, not just for ourselves but also for Israel,” Fisher told The Algemeiner exclusively backstage before performing “Hatikvah,” “God Bless America,” and “Jerusalem of Gold.”

“We [the Jews] are here to stay forever,” he added. “For 2,000 years they are trying to kill us, slaughter us, rape us, and — we’re [still] here. And we’re going to be here for many, many years.”

“In the current atmosphere of rising antisemitism, this event demonstrates our resilience and the strength of the Jewish and Israeli spirit,” Yael Hashavit, head of the cultural affairs department for the Israeli Consulate in New York, said while addressing the audience. “We never break. We continue to show our neshama [soul], our spirit, our ability to create beauty, and express our feelings through color, fabric and imagination. And we are good at it.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bojkotowanie Żydów: Wielka Brytania występuje przeciwko Izraelowi


Bojkotowanie Żydów: Wielka Brytania występuje przeciwko Izraelowi

Ben M. Freeman


Brytyjski bojkot izraelskich przedsiębiorstw na Zachodnim Brzegu wymierzony jest konkretnie w Żydów, ale grozi uderzeniem w źródła utrzymania Palestyńczyków i w żaden sposób nie przyczynia się do pokoju.


Najważniejsze wnioski

  • Brytyjski bojkot uderza wyłącznie w żydowskie przedsiębiorstwa, pozostawiając palestyńskie firmy nietknięte.

  • Polityka ta grozi pozbawieniem Palestyńczyków dobrze płatnych miejsc pracy i bezpieczeństwa ekonomicznego.

  • Nagradza odrzucanie kompromisu, nie robiąc nic, by przybliżyć Izraelczyków i Palestyńczyków do pokoju.

Brytyjski rząd – wraz z Kanadą, Danią, Finlandią, Francją, Islandią, Irlandią, Norwegią, Polską, Portugalią, Hiszpanią i Szwecją – ogłosił, że zakaże handlu z izraelskimi społecznościami na Zachodnim Brzegu, terytorium znanym jako Judea i Samaria. Ed Miliband, minister spraw zagranicznych, powiedział w parlamencie, że Wielka Brytania nie chce, aby jej firmy „finansowały, budowały lub reklamowały nowe osiedla”, oraz że rząd analizuje „nasze szersze relacje gospodarcze z terytoriami okupowanymi”. Oczekuje się, że zakaz obejmie towary i usługi, a jego egzekwowanie zostanie wsparte sankcjami wobec brytyjskich instytucji i osób uznanych za zaangażowane w działalność osadniczą. Downing Street, na pytanie, czy polityka ta może narazić brytyjskich Żydów na niebezpieczeństwo, oświadczyło, że „całkowicie odrzuca” takie twierdzenie i pozostaje „zaangażowane w ochronę społeczności żydowskich w Wielkiej Brytanii”.

Jednak pomimo tych zapewnień powinniśmy jasno powiedzieć, co się dzieje. Wielka Brytania postanowiła bojkotować Żydów. Nie wszystkie przedsiębiorstwa na spornym terytorium. Tylko Żydów i należące do nich firmy w jednym konkretnym miejscu. Cała reszta to opakowanie.

Kto zapłaci cenę?

Ministrowie będą nam mówić, że środek ten wymierzony jest w „osiedla”, jak gdyby osiedle było abstrakcyjnym pojęciem, a nie miejscem, do którego prawdziwi ludzie każdego ranka przychodzą do pracy. Przed 7 października około 140 000 Palestyńczyków pracowało w Izraelu oraz w zarządzanych przez Izrael strefach przemysłowych w Judei i Samarii. Te miejsca pracy są znacznie lepiej płatne niż cokolwiek dostępnego pod rządami Autonomii Palestyńskiej: izraelska płaca minimalna, która ma zastosowanie do tych pracowników, jest ponad czterokrotnie wyższa od przeciętnego wynagrodzenia na Zachodnim Brzegu. Pracownicy ci korzystają także z izraelskiej ochrony prawa pracy. Dla dziesiątek tysięcy palestyńskich rodzin te miejsca pracy stanowią różnicę między możliwością przetrwania a jej brakiem.

Już wcześniej widzieliśmy, jak to wygląda w praktyce. W 2014 roku, po kampanii ruchu bojkotowego, SodaStream przeniósł swoją fabrykę z Ma’ale Adumim na Negew. Aktywiści świętowali. Około 500 palestyńskich pracowników straciło pracę. Żydowska firma przetrwała. Palestyńscy pracownicy stracili źródła utrzymania. Właśnie taki jest praktyczny skutek tego rodzaju bojkotu: bierze się żydowskiego pracodawcę i palestyńskiego pracownika i karze ich obu.

Spójrzmy na skalę. Całość brytyjskiego handlu z terytoriami palestyńskimi wynosi około 38 milionów funtów rocznie, wobec mniej więcej 6 miliardów funtów w handlu z Izraelem, a jedynie ułamek tej kwoty dotyczy izraelskich społeczności po drugiej stronie Zielonej Linii. Tak więc polityka przedstawiana jako wyraz solidarności z Palestyńczykami uderzy w Palestyńczyków bardziej niż w kogokolwiek innego. Tragiczne jest to, że nie powstrzyma to nikogo w Londynie ani w europejskich stolicach przed radosny samozadowoleniem.

Tylko Żydzi

Musimy również przyjrzeć się szczegółom tego bojkotu. Zachodni Brzeg jest terytorium spornym. Jego ostateczny status jest przedmiotem negocjacji od ponad trzech dekad, od czasu porozumień z Oslo, i nadal pozostaje nierozstrzygnięty.

Wielka Brytania nie zakazała handlu z całym tym spornym terytorium. Nie powiedziała: dopóki obie strony nie rozstrzygną swoich roszczeń, żadna brytyjska firma nie będzie prowadzić tam interesów z nikim. Wyznaczyła granicę wyłącznie wokół żydowskich mieszkańców i uznała ich życie gospodarcze za nielegalne. Palestyńska fabryka w Strefie A może sprzedawać do Wielkiej Brytanii. Żydowska fabryka dziesięć minut drogi dalej – nie. Różnicą nie jest geografia. Różnicą jest to, kto jest właścicielem firmy. Wyobraźmy sobie zastosowanie tej formuły wobec jakiegokolwiek innego narodu. Wyobraźmy sobie rząd ogłaszający zakaz handlu z przedsiębiorstwami na północnym Cyprze – ale wyłącznie tymi należącymi do Greków.

Istnieje na to słowo: rasizm. Kiedy polityka wyodrębnia jedną grupę etniczną na spornym terytorium i pozostawia wszystkich pozostałych nietkniętych, mamy do czynienia z dyskryminacją ze względu na pochodzenie etniczne (czymś, co jest zakazane przez brytyjskie prawo).

Język Milibanda niesie ze sobą jeszcze bardziej niepokojącą konsekwencję. Powiedział „Jewish News”, że Wielka Brytania uznaje obecnie „okupację” za „bezprawną” i że ta bezprawność wymaga od rządu ponownego przemyślenia relacji gospodarczych z tym terytorium. Jednak terytorium, które Wielka Brytania definiuje w ten sposób, obejmuje Wschodnią Jerozolimę. Obejmuje żydowską dzielnicę Starego Miasta w Jerozolimie, gdzie Żydzi przez stulecia mieszkali, modlili się i budowali życie wspólnotowe. Innymi słowy, brytyjski minister spraw zagranicznych broni polityki opartej na założeniu, że żydowska obecność w tym miejscu stanowi część czegoś bezprawnego. To nienawiść do Żydów w najczystszej postaci: żydowska historia i rdzenność Żydów zostają wymazane, a zewnętrzne mocarstwo mianuje samo siebie arbitrem rozstrzygającym, gdzie Żydzi mogą zgodnie z prawem mieszkać w swojej własnej, pradawnej stolicy. Brytyjski rząd nie ma prawa mówić Żydom, że żydowskie życie w żydowskiej dzielnicy Jerozolimy jest bezprawne. To nie są lata trzydzieste XX wieku.

Miliband poszedł również dalej niż sam zakaz handlu. Powiedział w Izbie Gmin, że „brytyjski rząd zgadza się, iż na obszarach Zachodniego Brzegu dochodzi do czystek etnicznych Palestyńczyków” oraz że izraelski rząd „przymykał na to oko”. Podobnie jak „apartheid” czy „ludobójstwo”, „czystki etniczne” nie są określeniem, którym można rzucać bez zastanowienia. Oznacza ono celowe usuwanie ludności z danego terytorium. Arabska populacja Zachodniego Brzegu wzrosła wielokrotnie od 1967 roku. Obecnie mieszka tam więcej Palestyńczyków niż w jakimkolwiek wcześniejszym momencie historii. Jakiekolwiek przestępstwa popełniali poszczególni osadnicy – a są to poważne sprawy – ludność, której liczebność nadal rośnie, nie jest poddawana czystkom etnicznym. Minister spraw zagranicznych wie, jaką wagę ma to określenie. Mimo to go użył.

Istnieje również historia rzeczywistych czystek etnicznych w tym regionie, o której rząd najwyraźniej zapomniał. Żydzi mieszkali w Hebronie przez stulecia, aż do masakry w 1929 roku. Żydzi mieszkali w Gusz Ecjon do 1948 roku. Żydzi mieszkali na Starym Mieście w Jerozolimie, dopóki armia jordańska nie wypędziła ich w tym samym roku, burząc synagogi i czyniąc całe to terytorium wolnym od Żydów przez dziewiętnaście lat. To tylko dodatkowo komplikuje status Zachodniego Brzegu i nie powinno być ignorowane.

To nie przyniesie pokoju

Nikt w rządzie nie może poważnie wierzyć, że ten zakaz doprowadzi do powstania dwóch państw. Nie skłoni ani jednego palestyńskiego przywódcy do zbliżenia się do stołu negocjacyjnego, ponieważ jedynie nagradza ich za niszczycielski atak na Izrael z 7 października 2023 roku. Nie wywiera żadnej presji na Palestyńczyków, aby zasiedli do rozmów. Aby zrozumieli, że muszą usiąść z Izraelczykami i pójść na kompromis. Podobnie jak uznanie Państwa Palestyna przez Wielką Brytanię i wiele innych państw we wrześniu ubiegłego roku, jest to gest całkowicie performatywny. Niczego nie zmienił. Ani dla Izraela, ani dla samych Palestyńczyków. Hamas nie uwolnił zakładników ani trochę szybciej, ani też nie zaczął uwalniać mieszkańców Gazy ze swoich szponów. Autonomia Palestyńska nie przeprowadziła wyborów. Ten gest był przeznaczony dla krajowej publiczności i miał zdobyć głosy społeczności muzułmańskiej – i tak samo jest z obecnym posunięciem. Gdyby rząd wierzył we własną retorykę dotyczącą dwóch państw, poświęcałby energię sprawom, które rzeczywiście stoją na przeszkodzie: Hamasowi oraz brakowi jakiegokolwiek palestyńskiego przywódcy posiadającego mandat do podpisania czegokolwiek. Zamiast tego wybrał jedyny środek, który niczego nie osiąga, a którego ciężar spada w całości na Żydów.

W poszukiwaniu pretekstu

Mówi się nam, że bezpośrednim impulsem był przetarg dotyczący E1. W sierpniu Izrael opublikował przetarg na 1234 lokali mieszkalnych na terenach na wschód od Jerozolimy, które znajdują się w izraelskich dokumentach planistycznych od 1994 roku, od czasów Icchaka Rabina, i które zarówno parametry Clintona z 2000 roku, jak i amerykański plan z 2020 roku przewidywały jako pozostające pod izraelską suwerennością. Jest to decyzja dotycząca zagospodarowania państwowych gruntów w Strefie C, gdzie porozumienia z Oslo – zawarte z samymi Palestyńczykami – przyznały Izraelowi pełną kontrolę cywilną i bezpieczeństwa. Nie jest to nic nowego. Sprawa ta była dyskutowana, zamrażana, wznawiana i ponownie zamrażana przez ponad trzydzieści lat. Przetarg E1 nie spowodował tej polityki. Dał rządowi powód do ogłoszenia polityki, w której kierunku już od pewnego czasu zmierzał. W czerwcu Yvette Cooper zaostrzyła już wytyczne, „zdecydowanie odradzając” jakąkolwiek działalność gospodarczą w izraelskich społecznościach po drugiej stronie Zielonej Linii, po raz pierwszy rozszerzając zalecenie również na usługi i turystykę. Kierunek został wyznaczony. E1 było tylko zapalnikiem.

Dowodem są państwa, w których towarzystwie znalazła się Wielka Brytania. W ciągu kilku godzin od oświadczenia Milibanda jedenaście innych rządów ogłosiło, że zrobi to samo: Kanada, Dania, Finlandia, Francja, Islandia, Irlandia, Norwegia, Polska, Portugalia, Hiszpania i Szwecja. Francuski minister spraw zagranicznych określił to mianem wspólnej inicjatywy brytyjsko-francuskiej. Dwanaście państw nie uzgadnia swoich przepisów handlowych w ciągu kilku dni. Negocjowano to przez tygodnie, prawdopodobnie miesiące, za pośrednictwem tych samych kanałów i między wieloma z tych samych rządów, które rok temu skoordynowały uznanie państwa palestyńskiego. Nazwy państw na tej liście brzmią znajomo, ponieważ jest to niemal ta sama lista. Przetarg budowlany opublikowany 19 sierpnia nie doprowadził do stworzenia przez dwanaście państw systemu sankcji do 8 września. System był już przygotowany. E1 było argumentem przygotowanym dla mediów.

A człowiek stojący na czele brytyjskiego rządu? Pierwszą znaczącą interwencją Andy’ego Burnhama w polityce zagranicznej, zanim jeszcze przekroczył próg Downing Street, było nagranie, w którym przepraszał za stanowisko Partii Pracy wobec Gazy. „Moja partia nie postąpiła właściwie i przepraszam za to” – powiedział. Nie były to przeprosiny skierowane do społeczności żydowskiej za ton demonstracji, do których przyłączali się działacze jego partii. Nie były to przeprosiny za tygodnie, podczas których Partia Pracy miała problem z powiedzeniem wprost, że Hamas dokonał najbardziej śmiercionośnej masakry Żydów od czasu Zagłady. Były to przeprosiny skierowane do aktywistów i społeczności, które uważały, że Partia Pracy nie potępiła Izraela wystarczająco szybko. Tak brzmiała deklaracja otwierająca. Zakaz handlu jest jej konsekwencją.

Wpływ na Żydów w diasporze

Za kilka tygodni minie rok od Jom Kipur 2025, kiedy terrorysta wjechał w wiernych z Heaton Park Hebrew Congregation w Manchesterze i zamordował dwóch żydowskich mężczyzn w najświętszym dniu żydowskiego roku. Andy Burnham powinien rozumieć konsekwencje tego lepiej niż większość ludzi. Jako burmistrz Manchesteru stał przed synagogą po tym, jak zamordowano Żydów z jego miasta. A jednak jego rząd usankcjonował teraz dokładnie ten rodzaj polityki, który przyczynił się do stworzenia atmosfery prowadzącej do takich wydarzeń.

Bojkotowanie Żydów jest teraz oficjalną polityką dwunastu państw Zachodu. Nie wszystkich Żydów – powiedzą; tylko tamtych Żydów, tam. Ale w rzeczywistości takie rozróżnienie nigdy nie działa. Nie działało, kiedy należące do Żydów przedsiębiorstwa w Londynie stawały się celem z powodu Gazy. Nie działało, kiedy żydowskim studentom mówiono, że nie mogą należeć do organizacji studenckich, jeśli nie wyrzekną się Izraela. Nie działa również teraz. Rząd stworzył kategorię „skażonego żydowskiego handlu”, a następnie przekazał ją ludziom, którzy nigdy w życiu nie potrafili odróżnić Żyda z Ariel od Żyda z Hendon.

Board of Deputies of British Jews oraz Jewish Leadership Council ostrzegały rząd dokładnie przed tym jeszcze przed ogłoszeniem decyzji. JLC oświadczyła, że jest „głęboko zaniepokojona” tymi doniesieniami. Ostrzeżenia zostały zignorowane. Ostatecznie właśnie tak zawsze działała nienawiść do Żydów. Zapożycza język tego, co dane społeczeństwo uważa za święte, i obraca go przeciwko Żydom. Kiedyś był to Kościół. Dziś są to prawo międzynarodowe i prawa człowieka. Kostium się zmienia. Oskarżenie pozostaje takie samo. A polityka, która bojkotuje wyłącznie Żydów na spornym terytorium, która zuboży Palestyńczyków, którym rzekomo ma pomagać, która ani o jeden dzień nie przybliży pokoju i która pojawia się dwa tygodnie przed rocznicą zamordowania modlących się Żydów w mieście samego premiera, nie jest dyplomacją. To bojkot Żydów. Nazwijmy go tym, czym jest.


Ben M. Freeman  Założyciel współczesnego ruchu Jewish Pride, Ben M. Freeman jest autorem książek Jewish Pride: Rebuilding a People (2021), Reclaiming our Story: The Pursuit of Jewish Pride (2022) oraz The Jews: An Indigenous People (2025).

Link do oryginału: https://honestreporting.com/boycotting-jews-britain-acts-against-israel/

Honest Reporting, 9 września 2026

P.S. Od tłumacza.

Polska jako jedyny kraj z byłego bloku komunistycznego dołączyła do tej antyżydowskiej hecy. Czy Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski jest antysemitą? Odpowiedź wydaje się narzucać sama, chociaż pewnie sobie tego nie uświadamia, pewnie czuje się dobrym Europejczykiem i wiernym synem katolickiej tradycji. Premier Donald Tusk to toleruje w Sejmie nie słychać głosów protestu. Wszyscy klaszczą. Jak zawsze paw i papuga. 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com