Archive | September 2014

Our Man in Warsaw: Konstanty Gebert

Moment MagazineOur Man in Warsaw: Konstanty Gebert

 

  Born in 1953 when Poland  was under communist rule,  Konstanty Gebert viewed his  Jewish lineage as a “biographical  accident” until he was 15

Born in 1953 when Poland was under communist rule, Konstanty Gebert viewed his Jewish lineage as a “biographical accident” until he was 15

T
That year, 1968, the government launched an anti-Semitic purge. Many Jewish adults—even communists—lost their jobs, and Gebert was expelled from school. He became an outsider, which would deeply influence his life journey. After the government declared martial law in 1981 in an effort to repress the trade union Solidarity, Gebert emerged as one of Poland’s foremost opposition activists and dissident journalists, writing under the pen name David Warszawski. He began to observe Shabbat and attend synagogue, and he helped establish the Jewish Flying University—a semi-underground group that studied Judaism and Jewish culture. In the two-and-a-half decades since the fall of the People’s Republic of Poland, Gebert has become one of Poland’s leading journalists. A founder of Gazeta Wyborcza, Poland’s biggest daily newspaper, he has written 11 books, covering subjects as diverse as the European 20th century, Israel, Polish Jews, and the Balkan wars. The kippah-wearing Gebert is also a key figure in Poland’s reconstituted Jewish community. In the wake of growing Russian aggression and the resurgence of anti-Semitism in Europe, Moment managing editor Sarah Breger speaks with Gebert about the awakening of his Jewish identity, the state of Polish-Jewish relations, the dangerous tensions in Crimea and Ukraine and why he thinks Americans should be more worried about anti-Semites in Western Europe than Eastern Europe.

Read more: Konstanty Gebert

Comments

Leopold Galicki
09/08/2014 at 4:32 pm

K. Gebert claims: “About a million Poles have emigrated abroad looking for better economic conditions.” However, according to the Polish sociologists and demographers, the number of Poles who in 2007 temporarily (over 3 months) emigrated, was 2.227. 000. Since then this number has not changed noticeably. Regarding emigration to EU in the period 2004-2007 alone the number of the Polish emigrants increased from 750 000 to 1.860.000. Oh, this reliability of the journalists, before 1989 and after 1989!

 

Henryk Grynberg
09/13/2014 at 11:23 am

The McCarran Act, or The Internal Security Act of 1950, 64 Stat. 987 (Public Law 81-831), also known as the Subversive Activities Control Act of 1950 could obviously not have indicted anybody in 1947. Thus, Konstanty Gebert’s father must have run from American justice for other reasons, which were serious enough for the state-owned Polish ocean-liner “Batory” to illegally take him in at New York harbor and pull him out of danger. After that, neither Mr. Gerbert senior, nor “Batory” were allowed to touch the U.S. land again. “The Polish Army of the Soviet Union” got first time in the action on October 12, 1943. “After this costly rehearsal, it had taken us half a year to replenish our forces in order to show them off in Poland, and then we kept moving behind the [Soviet] offensive… in a long march without a single shot…” recollects Adam Bromberg, an officer in that Polish Army (see H. Grynberg “Memorbuch,” Warsaw 2000, p. 154). Thus, Gebert’s mother could not have spent “more than two years in the trenches.” Also doubtfully, she sat there “with a machine gun,” a heavy weapon that required two strong men to pull it. Even so-called light machine gun, with no wheels, was quite heavy and therefore carried by men of considerable strength. Besides, it would have been very unusual for that army – whose main purpose was helping to establish communist rule in Poland – to allow an intelligent communist activist with considerable education to waist her time in the trenches instead of using her as a political officer. Perhaps it is true that “the city of Warsaw alone suffered more deaths in World War II than any of the Western allies,” but only if one counts the Jewish and non-Jewish inhabitants together. Therefore, this is not a logical answer to the question about “competing narratives between Jews and non-Jewish Poles.” Similarly confusing is Gebert’s argument about “Poles being the first inmates at Auschwitz before Polish Jews or French Jews” and his conclusion that “it’s a terribly complex issue,” for it is rather simple: the Poles were the first inmates of Auschwitz I, the concentration camp from which non-Jewish prisoner were sometimes released (like Władysław Bartoszewski). The Jews were the first and almost exclusive inmates of Auchwitz II, the Auchwitz-Birkenau death camp from which nobody was released.

 

Wlodzimierz (Vlady) Rozenbaum
09/13/2014 at 2:14 pm

Mr. Gebert stated that his father while in the US “was under indictment through the McCarran Act, which required members of the Communist Party to register and in some cases prevented them from leaving the country. He returned to Poland illegally in 1947.” Actually, his father was under investigation as a member of a Soviet intelligence network (see the Venona Project). He fled to avoid an arrest.
Mr. Gebert stated: “In 1968, the government, reacting both to the ‘wrong’ side having won the Six-Day War, and to a student democracy movement in which many activists were Jewish, launched an anti-Semitic purge, officially called the ‘Anti-Zionist campaign.’” The anti-Zionist campaign was officially launched by Wladyslaw Gomulka at the 6th Trade Union Congress in Warsaw on June 19, 1967, when he warned people celebrating the Israeli victory in the Six-Day War that a “Zionist fifth column would not be tolerated” in Poland. See my “The March Events: Targeting the Jews,” POLIN: A Journal of Polish-Jewish Studies, vol. 21 (2008), pp. 62-92.
Mr. Gebert stated that “In Poland, you had numerous individual perpetrators. And you had the one massacre in Jedwabne.” Actually, there were many places like Jedwabne in Poland; they were of great concern even to some prominent Polish intellectuals, known for their open hostility toward the Jews (i.e. Zofia Kossak-Szczucka, 1942). This was painfully established during the national debate over Gross’ book.

 

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Kto stoi za islamistami w Syrii i w Iraku?

Kto stoi za islamistami w Syrii i w Iraku?

Jacek Pawlicki

Krzyżuje buntowników, ścina głowy wrogom. Wojuje mieczem i na Twitterze. Kim jest samozwańczy kalif Ibrahim? Czy wyśle zamachowców na Zachód, jak zrobiła to kiedyś Al-Kaida?

O utworzeniu wielkiego kalifatu jednoczącego wszystkich muzułmanów śnił Osama bin Laden. Nic z tego nie wyszło, bo po zamachach z 11 września 2001 r. przywódca Al-Kaidy musiał się ukrywać przed wściekłością Ameryki. Co najwyżej mógł wzywać do zamachów przeciw niewiernym. Kiedy w maju 2011 roku amerykańscy komandosi wrzucali do Oceanu Indyjskiego ciało zabitego przez siebie bin Ladena, Irakijczyk Abu Bakr al-Baghdadi był wciąż mało znanym na Zachodzie dowódcą jednej z sunnickich bojówek. Trzy lata później – ku osłupieniu świata, także muzułmańskiego – zrealizował marzenie przywódcy Al-Kaidy.

Dżihad i haracze

Pod koniec czerwca br. sunniccy dżihadyści z Państwa Islamskiego w Iraku i Lewancie (ISIL) obwieścili utworzenie kalifatu, czyli odpowiednika cesarstwa pod władzą islamskiego przywódcy duchowego i doczesnego. To pierwszy kalifat od obalenia ostatniego osmańskiego kalifa w 1924 roku. Powstał na zajętym przez dżihadystów terytorium Syrii i Iraku – mniej więcej wielkości Belgii – ale miałby rozciągać się od Morza Czerwonego na zachodzie po Zatokę Perską na wschodzie. Kalifem, czyli następcą proroka Mahometa, obwołał się nie kto inny jak właśnie Abu Bakr al-Baghdadi.

Czytaj dalej tu: Kto stoi za…

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Co dalej z Teatrem Żydowskim? [KOMENTARZ]


Co dalej z Teatrem Żydowskim? [KOMENTARZ]

IZABELA SZYMAŃSKA 2014-09-13

Teatr Żydowski Fot. Adam Stępień / Agencja Gaze

Teatr Żydowski Fot. Adam Stępień / Agencja Gaze

Co powinno się wystawiać w Teatrze Żydowskim? Kto mógłby nim kierować? – zastanawia się w komentarzu Izabela Szymańska. Ratusz odsuwa wybór nowego dyrektora. “Wakat może potrwać do stycznia” – zapowiedział w piątek w radiu RDC dyrektor miejskiego biura kultury Tomasz Thun-Janowski. Sceną przez ponad 40 lat kierował Szymon Szurmiej, który zmarł 16 lipca. Jego obowiązki pełni zastępczyni i wdowa po reżyserze Gołda Tencer.

Kultura żydowska i izraelska to coraz ciekawsza część wydarzeń artystycznych w Warszawie. Niedawno wystąpił Asaf Avidan, izraelska gwiazda pop-rocka. Nadar Rosano, choreograf z Tel Awiwu, przygotował spektakl z Teatrem Tańca Zawirowania. Mamy Dom Kereta nawiązujący do jednego z najpopularniejszych izraelskich pisarzy. Są festiwale filmów, Muzeum Historii Żydów Polskich, a w klubie Pardon To Tu można usłyszeć nowatorską muzykę inspirowaną tradycją żydowską. Jak na tym tle wypada Teatr Żydowski?

Ze sceną przy pl. Grzybowskim problem jest od lat. Kiedy w 2008 r. marszałek Mazowsza przekazał ją miastu, oczekiwano przełomu. Na naszych łamach krytyk teatralny Janusz Majcherek komentował: “To teatr, który uprawia folklorystyczną galanterię i bardzo powierzchownie mówi o kulturze żydowskiej. Od kilkudziesięciu lat nic się tam nie zmienia. Trzeba mieć sensowny pomysł, co zrobić, by stał się sceną żywą artystycznie”.

W 2010 r. pracownicy zarzucali dyrekcji, że repertuar to zestawy tych samych od dekad szmoncesów. Mają tylko nowe dekoracje, tytuł i podział ról. Wyjątki zdarzały się rzadko. „Kiedy zrealizowane na zasadzie wielkiego eksperymentu (i traktowane z równie wielką nieufnością) spektakle Piotra Cieplaka ( »Księga raju « Icyka Mangera) i Michała Zadary ( »1666 « według »Szatana w Goraju « Singera) nie okazały się oszałamiającymi sukcesami, z ulgą powrócono do sprawdzonego przepisu: sztetl-szmonces-szlagiery” – pisała Aneta Kyzioł w „Polityce”.

Przez ten czas nie zmieniło się kierownictwo sceny, które pracownicy oskarżali o mobbing i nepotyzm: grają i reżyserują dzieci Szurmieja (Jan, Lena, Małgorzata i Dawid) oraz dzieci Jana i wnuki Szymona (Joanna Szurmiej-Rzączyńska i Jakub Szurmiej). Wicedyrektorką od 2009 r. jest Gołda Tencer, aktorka oraz założycielka i szefowa fundacji Shalom z siedzibą w teatrze.

Dziś coraz częściej pada pytanie: jakie plany wobec niego ma ratusz? Ale miasto odsuwa podjęcie decyzji. Co więcej, nie wiadomo, czy przeprowadzi konkurs na dyrektora, czy go mianuje. Kiedy Ewa Wanat z radia RDC nie kryła zaskoczenia, dyrektor biura kultury odpowiedział: “Wszędzie, gdzie będziemy potrzebowali debaty, pluralizmu propozycji i ofert, tam będziemy organizowali konkursy. Zrobiliśmy dwa, a w siedmiu przypadkach mianowaliśmy dyrektorów i nikt w tej sprawie nie protestował”.

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Coraz więcej niechęci wobec cudzoziemców. To początek końca “otwartej Szwecji”?

Coraz więcej niechęci wobec cudzoziemców. To początek końca “otwartej Szwecji”?

Jimmie Åkesson lider skrajnie prawicowej partii Szwedzcy Demokraci EPA/EPA

Jimmie Åkesson lider skrajnie prawicowej partii Szwedzcy Demokraci zrodlo: EPA/EPA

Postrzegana przez lata jako ostoja stabilności i tolerancji Szwecja ma poważne problemy z polityką imigracyjną. Z obawy przed rosnącymi kosztami opieki nad osobami ubiegającymi się o azyl, cześć społeczeństwa zaczęła kwestionować politykę otwartych drzwi prowadzoną w tym kraju od dziesięcioleci. Korzysta na tym partia Szwedzcy Demokraci, proponująca radykalne zmiany. W niedzielę Szwedzi idą do urn, by wybrać nowy parlament.

W dopasowanym garniturze, z wygładzoną fryzurą i w hipsterskich okularach, 35-letni Jimmie Åkesson wygląda bardziej jak urzędnik niż radykalny prawicowy polityk. Tymczasem to właśnie Åkesson, lider partii Szwedzcy Demokraci (Sverigedemokraterna), coraz bardziej wstrząsa szwedzką sceną polityczną. Myśl przewodnia jego partii to ograniczenie napływu imigrantów o 80-90 proc. – Lepiej dla imigrantów będzie, by zamiast przyjeżdżać do Szwecji, zostali w swoich krajach – przekonuje Akesson, a jego opinię podziela coraz więcej Szwedów.

Według ostatnich sondaży jego partia – która wyrasta na na trzecią siłę polityczną w kraju, po socjaldemokratach i konserwatystach – może w niedzielnych wyborach liczyć nawet na 10 procent głosów. Jeśli to się uda, byłby to najlepszy wynik SD w historii, w porównaniu z rokiem 2010 poparcie dla tego ugrupowania wzrosłoby niemal dwukrotnie (w wyborach cztery lata temu otrzymali 5,7 proc. głosów, wcześniej zawsze uzyskiwali mniej niż 3 proc.). To spory zysk , zważywszy na to, że do połowy lat 90. XX wieku Szwedzcy Demokraci byli uważani za grupę ekstremistów z nazistowskimi ciągotami. Ich antyimigracyjne poglądy od tamtej pory niewiele się zmieniły z tym, że dziś stawiają siebie na pozycji strażnika państwa opiekuńczego. W poprzednich wyborach wypuścili spot wyborczy, w którym typowa szwedzka emerytka idzie odebrać pieniądze z banku, ale zostaje brutalnie zepchnięta na bok przez grupę kobiet w burkach. Jak wyjaśnia lektor, przyszedł czas wyboru – albo rząd zmniejszy wydatki na imigrantów, albo na emerytów.

Kampania wyborcza, której elementem była reklama, okazała się na tyle skuteczna, że w 2010 roku partia weszła do szwedzkiego Riksdagu uzyskując 20 na 349 mandatów. Wszystko wskazuje na to, że teraz będzie ich jeszcze więcej.

W Södertälje więcej uchodźców z Iraku niż w USA

Kwestia imigrantów ma w Szwecji istotne znacznie. Przez dziesiątki lat kraj ten otwierał się na uchodźców z Bośni, Iraku czy Somalii. Według oficjalnych danych, w tym dziesięciomilionowym państwie mieszkają reprezentanci aż dwustu narodowości, a 17 proc. mieszkańców ma obce pochodzenie. Wskaźnik ten jest najwyższy wśród wszystkich państw skandynawskich i jeden z najwyższych w Europie.

Tylko w ubiegłym roku Szwecja otrzymała łącznie 54 tys. wniosków o azyl (przyjęto blisko połowę), co w porównaniu z rokiem 2012 daje 24-procentowy wzrost. W bieżącym roku liczba wniosków wyniosła już 80 tys.

– Szwecja ma niezwykle otwarty i solidarny stosunek do uchodźców wojennych, w tej chwili przyjmuje bardzo wiele rodzin np. z Syrii – mówi portalowi tvn24.pl Katarzyna Tubylewicz, polska pisarka mieszkająca w Szwecji. – Jest to chyba przede wszystkim kraj paradoksów i kontrastów, w którym marzenie o otwartości i tolerancji ściera się z dawnymi przyzwyczajeniami społeczeństwa, które było przez całe lata całkowicie homogeniczne i w którym ceni się takie wartości jak konsensus, o który często trudniej w wielokulturowym towarzystwie – dodaje.

Ale nie tylko o kulturową odmienność tu chodzi. Problemy z imigrantami rozgrywają się na tle wielkich wyzwań gospodarczych. Polityka imigracyjna otwartej Szwecji została sformułowana w latach 70. XX wieku, w czasie, kiedy Szwecja była czwartym najbogatszym krajem na świecie, a stopa bezrobocia utrzymywała się nieco powyżej zera. Łatwo wtedy było być hojnym. Teraz jednak wzrost gospodarczy jest słaby, głównie z powodu kryzysu finansowego z 2008 roku (w dużej mierze jest to konsekwencja spadku napływu inwestycji zagranicznych, które z 250 mld koron szwedzkich w 2008 r. spadły prawie do zera w 2010). Bezrobocie uparcie tkwi zaś, jak podaje Eurostat, w granicach ośmiu procent.

– Szwecja jest z jednej strony krajem, który znajduje się w europejskich forpocztach jeśli chodzi o niesienie pomocy uchodźcom wojennym i dawanie im azylu (warto przypomnieć, że swego czasu mała miejscowość pod Sztokholmem, Södertälje, przyjęła więcej uchodźców z Iraku niż całe USA), a z drugiej strony – jest też krajem, w którym imigrantom, zwłaszcza tym spoza Europy, wyjątkowo trudno asymilować się na rynku pracy – mówi Tubylewicz. Potwierdzają to statystyki, według których imigrant w Szwecji potrzebuje 10 lat, by znaleźć pracę.

Tubylewicz wskazuje też na problem coraz bardziej widocznej segregacji mieszkaniowej, której efektem jest podział na dobre i złe dzielnice oraz etniczne getta. Do tego imigranci muszą zmierzyć się z mniej lub bardziej ukrytymi formami rasizmu. – Ponieważ częścią tożsamości szwedzkiej przez wiele lat było przekonanie o tym, że wszyscy Szwedzi są tolerancyjni i solidarni, bardzo długo nie dyskutowało się na temat tych problemów, pozwalając im narastać. Szwedzcy Demokraci wypełnili więc pewną niszę. Są niestety dowodem na to, że nie ma na świecie krajów, w których wszyscy są tolerancyjni – zaznacza Tubylewicz.

Czytaj dalej tu: Coraz więcej niechęci…

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wielka pokusa – tragiczne losy polskich Żydów po II wojnie światowej

Wielka pokusa – tragiczne losy polskich Żydów po II wojnie światowej

Jacek Tomczuk

Jacek Tomczuk

Newsweek: W moim rodzinnym Augustowie przed II wojną światową 20 procent mieszkańców stanowili Żydzi. Dziś nie ma śladu po synagogach i getcie, z którego wywieziono ponad dwa tysiące osób. Macewy z cmentarza posłużyły do budowy ulic i wciąż leżą pod asfaltem. Czemu nie chcemy pamiętać?

Barbara Engelking: – Jest różnica między upamiętnieniem a pamięcią. To, że w sferze publicznej nie ma informacji o tym, gdzie Żydzi żyli i ginęli, nie znaczy, że w augustowskich domach o nich się nie mówi. Ale w wielu polskich miasteczkach, ostatnio widziałam to w Siemiatyczach, są odnowione synagogi i tablice upamiętniające obecność Żydów. Nie zgadzam się, że temat żydowski jest nieobecny. Gdyby pan dzisiaj spytał w Warszawie, gdzie jest Umschlagplatz, na pewno więcej osób by wiedziało niż 20 lat temu.

Łódzkie getto fot. Archiwum Walter Geneweina

Łódzkie getto fot. Archiwum Walter Geneweina

Barbara Engelking: – A ile by nas zadowoliło? Nie wymagajmy zbyt wiele. Widzę inny problem: polonizujemy historię Żydów, trochę ją zawłaszczamy, na przykład zaczęto mówić o Warszawie jako mieście dwóch powstań. To rodzaj upupiania. Czy my na pewno dobrze wiemy, o co oni walczyli w kwietniu 1943 roku? Czy to w ogóle było powstanie? Taką nazwę przypisano tamtemu zrywowi później, sami Żydzi mówili o walce, oporze, o samoobronie. A z drugiej strony w szkołach nie uczy się o Jedwabnem.

Newsweek: Dlaczego?

Barbara Engelking: – Może dlatego, że ktoś musiałby zdecydować, jaka jest obowiązująca wykładnia tamtych wydarzeń – czy przy paleniu stodoły z żydowskimi mieszkańcami Jedwabnego byli Niemcy, czy nie? Czy zrobili to Polacy? Pod przymusem czy z własnej inicjatywy? A jak nie ruszamy tematu, to jest spokój.

Czytaj dalej tu: Wielka pokusa…

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com