Andrzej Friszke

Jacek Kuron fot:PAP
Był sumieniem rządu Mazowieckiego. O tym co go kształtowało, co zmieniało, a w końcu co rozczarowało w wolnej Polsce – pisze prof. Andrzej Friszke.
Wdał się w politykę, gdy miał 14 lat.
Pewnie była to kwestia wychowania; już przed wojną ojciec zabierał go na robotnicze demonstracje. Jest 1948 r., czas budowy „nowego świata”, powstania PZPR. Propaganda trąbi, że będzie to świat bez nędzy, nierówności, nienawiści narodowej, trzeba tylko zdusić reakcję. Jacek Kuroń bezkrytycznie przyjmuje tę wiarę. W marcu 1949 r. zapisuje się do Związku Młodzieży Polskiej (ZMP). Zafascynowany obietnicą komunizmu, pogardą dla „mieszczańskiego” stylu życia, daje się poznać jako jeden z najaktywniejszych działaczy na warszawskim Żoliborzu. Awansuje w hierarchii ZMP, ostro przemawia na zebraniach. W 1953 r. zostaje przyjęty do partii. I po paru tygodniach wyrzucony – jego pryncypializm godzi w interesy aparatu partyjnego.
Rewolucjonista październikowy
W 1952 r. zdaje maturę i zaczyna studia historyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej, kuźni nauczycieli zaangażowanych politycznie. Studiuje, ale przede wszystkim działa w Organizacji Harcerskiej ZMP, która łączy elementy dawnego harcerstwa z ideologią komunistyczną. Czuje się wychowawcą, przede wszystkim dzieci z biednych rodzin. Na obozach zdobywa sławę niezwykłego instruktora, który snuje wspaniałe gawędy, śpiewa, łączy talent zwierzchnika i kumpla. W sierpniu 1955 roku nad Wisłą nie upilnował rozochoconej dzieciarni. Troje podopiecznych się utopiło. Kuroń trafia do aresztu. Wychodzi po kilku tygodniach, ale trauma trwa długo.
W roku 1956, roku wielkich wydarzeń w Polsce, jest studentem historii Uniwersytetu Warszawskiego. Tam poznaje Karola Modzelewskiego, z którym przyjaźń łączy go na dziesięciolecia. Rok 1956 przynosi ujawnienie zbrodni Stalina. Ferment ogarnia wyższe uczelnie i niektóre środowiska robotnicze. Kuroń wraca do partii, namawia też Modzelewskiego, by się do niej zapisał. Grupa kolegów, w której jest Jacek, szuka kontaktów z robotnikami, mówi o drugiej rewolucji. I przychodzi „rewolucja październikowa”, jak ją nazwano, gdy zmianie na szczytach władzy i wyborowi Władysława Gomułki na I sekretarza partii towarzyszą wiece studentów i mobilizacja robotników Warszawy. Gomułka jednak szybko zgasił rozpalonych studentów, uspokoił robotników. Ład został przywrócony.
Lewicowy harcerz
Kuroń jesienią 1956 r. należy do organizatorów odbudowy Związku Harcerstwa Polskiego. Jest w jego władzach obok przedwojennych instruktorów. Na posiedzeniach Rady Naczelnej ZHP domaga się świeckości harcerstwa, koedukacyjności, sprzeciwia się powrotowi do niektórych przedwojennych tradycji, zwłaszcza wiążących się z elementami militaryzmu. Niewątpliwie jest częścią tej grupy, która przyszła z OH ZMP i czuje poparcie kierownictwa partii.
Opinia, że Kuroń jest jednym z działaczy rozbijających tradycyjne harcerstwo, będzie ciągnąć się za nim przez lata, stanowi ważny argument jego przeciwników. Prawdą jest, że Jacek odwołuje się do tradycji radykalnie lewicowych. Twierdzi, że organizacja powinna nauczyć dzieci aktywności społecznej i odpowiedzialności, współpracy z innymi na zasadzie partnerstwa w małych grupach. Równość, samorządność, łączenie się w grupy dla realizacji celów są nadrzędnymi celami, które propaguje. W jednej z dyskusji mówi: „Pragnę wychowywać społecznika. Temu służy zaproponowany przez nas system”. W liście do żony pisze: „Istotą człowieczeństwa jest bunt (…). Jest w człowieku taki bakcyl niezgody na zło, im jest on mocniejszy, tym mocniejszy jest człowiek”.
Grażynę poznaje na jednym z obozów walterowskich. Zakochuje się nieprzytomnie w młodszej o sześć lat dziewczynie. Pobierają się w 1959 r., rok później rodzi się ich jedyny syn – Maciek. Gaja, jak ją nazywa Jacek, jest jego podporą psychiczną, powierniczką, partnerką. Zapewnia mu stabilizację i rodzinność w życiu wypełnionym buntem i więzieniami.Wizja samorządnej organizacji harcerskiej zderzy się z wizją władz.
Kuroń przegrywa. Jesienią 1962 r. odchodzi z władz ZMP.
Czytaj dalek tu: Jacek Kuroń…